Tygiel zła

Tekst
Z serii: Cykl Sigma Force #14
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
CZY BĘDZIEMY ARCHITEKTAMI WŁASNEGO KOŃCA?
CZY TWORZĄC SZTUCZNĄ INTELIGENCJĘ, WYWOŁAMY DEMONY?
Z PEWNOŚCIĄ! CHYBA ŻE PRZECIWSTAWIMY ŚWIATŁO CIEMNOŚCI
I WIEDZĘ IGNORANCJI
Atak w bibliotece

W noc zimowego przesilenia w bibliotece najstarszego portugalskiego uniwersytetu w Coimbrze zbiera się pięć kobiet, by być świadkiem przełomowej prezentacji. Ich młoda podopieczna ma przedstawić owoc swoich prac: program przyjaznej SSI – sztucznej superinteligencji. Mentorki dziewczyny giną w ataku nieznanych sprawców.

Cios w serce Sigmy

Dla agentów tej agencji ataki na ich życie nie są niczym nowym. Dotąd jednak żaden wróg nie odważył się uderzyć w tak brutalny sposób: żona Monka Kokkalisa jest w śpiączce, a ich dwie córeczki wraz z ciężarną dziewczyną komandora Graysona Pierce’a zostają uprowadzone.

Królowa Śniegu

Postawiona w stan gotowości Sigma szybko odkrywa, że atak na kobiety i dzieci miał związek ze śmiercią pięciu kobiet w Portugalii i że stoi za nim ich dawny wróg – rosyjska zabójczyni o białych włosach i oczach zimnych jak lód.

Młot na czarownice

Monk i Gray nie mogą poddać się rozpaczy. Jeśli chcą uratować najbliższe im osoby – a także świat – muszą wyruszyć do Paryża i Portugalii tropem tajnej organizacji nazywanej Tyglem oaz księgi, która od XV wieku była podręcznikiem dla łowców czarownic.

JAMES ROLLINS

Amerykański pisarz, z zawodu weterynarz, z zamiłowania płetwonurek i grotołaz. Absolwent University of Missouri, karierę literacką rozpoczął w 1999 r. powieścią o wyprawie do wnętrza Ziemi, Podziemny labirynt. Kolejne m.in. Ekspedycja, Amazonia oraz książki z cyklu SIGMA FORCE zapoczątkowanego w 2004 r. Burzą piaskową których akcja toczy się często w niedostępnych rejonach świata, dżunglach, głębinach oceanów, podziemnych grotach oraz na pustyniach i lodowcach odniosły międzynarodowe sukcesy.

jamesrollins.com

Tego autora

LODOWA PUŁAPKA

AMAZONIA

OŁTARZ EDENU

EKSPEDYCJA

PODZIEMNY LABIRYNT


Cykl SIGMA FORCE

BURZA PIASKOWA

MAPA TRZECH MĘDRCÓW

CZARNY ZAKON

WIRUS JUDASZA

OSTATNIA WYROCZNIA

KLUCZ ZAGŁADY

KOLONIA DIABŁA

LINIA KRWI

OKO BOGA

SZÓSTA APOKALIPSA

LABIRYNT KOŚCI

SIÓDMA PLAGA

DIABELSKA KORONA

TYGIEL ZŁA


James Rollins, Grant Blackwood

Cykl z Tuckerem Wayne’em

WYŁĄCZNIK AWARYJNY


James Rollins, Rebecca Cantrell

Cykl ZAKON SANGWINISTÓW

EWANGELIA KRWI

NIEWINNA KREW

DIABELSKA KREW

Tytuł oryginału:

CRUCIBLE


Copyright © James Czajkowski 2019 All rights reserved


Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2020


Polish translation copyright © Danuta Górska 2020


Redakcja: Joanna Kumaszewska


Zdjęcia na okładce: Alexander Kagan/Unsplash


Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz


ISBN 978-83-8215-207-4


Wydawca

WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O.

Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa

www.wydawnictwoalbatros.com

Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Dla Chucka i Cindy Bluthów, za wiele lat przyjaźni, doradzania i nade wszystko za ich niezmienną wielkoduszność



To, co zostanie stworzone, praktycznie będzie bogiem. Nie takim bogiem, który ciska pioruny i wywołuje burze. Ale jeśli coś jest miliard razy mądrzejsze od najmądrzejszego człowieka, jak inaczej to nazwać?… [I] wtedy będziecie mogli porozmawiać z bogiem, dosłownie, i wiedzieć, że was słucha.

ANTHONY LEVANDOWSKI,
były dyrektor w Google’u i założyciel Way of the Future, nowego kościoła opartego na kulcie sztucznej inteligencji (z wywiadu przeprowadzonego przez Marka Harrisa, Backchannel/„Wired”, Inside the First Church of Artificial Intelligence), 15 listopada 2017 roku


Tworząc sztuczną inteligencję, wywołujemy demony.

ELON MUSK
na sympozjum stulecia Aeronautics and Astronautics Department w MIT


Podziękowania

Chyba rzeczywiście żaden dobry uczynek nie uchodzi bezkarnie. Grupa krytyków, do której dołączyłem przed wiekami – jeszcze zanim wydano moje książki, a ja byłem pełnoetatowym praktykującym weterynarzem – działała niezłomnie przez całą moją karierę, ofiarowując mi mnóstwo redaktorskich rad, od dyskusji o fabule po analizę postaci, i tak, wyłapując liczne błędy, od których roiły się moje pierwsze szkice. A ta powieść nie jest wyjątkiem. Więc najpierw i przede wszystkim pragnę podziękować tej zżytej gromadce pierwszych krytycznych czytelników: Dave’owi Meekowi, Chrisowi Crowe’owi, Lee Garrettowi, Mattowi Bishopowi, Jane O’Rivie, Mattowi Orrowi, Leonardowi Little’owi, Judy Prey, Caroline Williams, Todowi Toddowi, Frankowi Barrerze i Amy Rogers. I jak zawsze specjalne podziękowania dla Steve’a Preya za wspaniałe mapy… i dla Davida Sylviana za poprawienie mojego wizerunku w cyfrowym wszechświecie (i dalej)… i dla Cherei McCarter za wiele istotnych historycznych i naukowych ciekawostek zamieszczonych na tych stronach. I oczywiście wyrazy wdzięczności oraz wielkie dzięki wszystkim w wydawnictwie HarperCollins za nieustanne poganianie, zwłaszcza Liate Stehlik, Lynn Grady, Danielle Bartlett, Kaitlin Harri, Joshowi Marwellowi, Richardowi Aquanowi i Anie Marii Allessi. I nie wolno mi zapomnieć o specjalnym pozdrowieniu dla Briana Grogana, który stał przy mnie w HarperCollins od początku mojej kariery i który w rzeczy samej nadał tytuł tej książce (Tygiel zła). Na koniec oczywiście wyrazy wdzięczności dla ludzi odgrywających ważne role na wszystkich etapach produkcji: mojej szacownej wydawczyni, która również była ze mną od mojej pierwszej książki, Lyssy Keusch, i jej pracowitej koleżanki Priyanki Krishnan; oraz dla moich agentów, Russa Galena i Danny’ego Barora (a także jego córki Heather Baror), za ich ciężką pracę. I jak zawsze muszę podkreślić, że wszelkie błędy dotyczące faktów czy szczegółów w tej książce (mam nadzieję, że nie jest ich zbyt wiele) są wyłącznie moją winą.

Notatki z zapisów historycznych

Eu non creo nas meigas, mais habelas, hainas.

Nie wierzę w czarownice, ale one istnieją.

stare galicyjskie powiedzenie

Od lutego 1692 roku do maja 1693 roku dwadzieścia osób w kolonii Massachusetts – w tym czternaście kobiet – zostało oskarżonych, osądzonych i skazanych na śmierć za uprawianie czarów. Chociaż niesławne procesy czarownic z Salem odcisnęły niezatarte piętno na historii, były to jedynie ostatnie spazmy histerii w końcówce wielkiego polowania na czarownice, które już przewaliło się przez Europę. Tu prześladowania trwały przez prawie trzy stulecia i w sumie ponad sześćdziesiąt tysięcy „czarownic” zostało spalonych, powieszonych lub utopionych.

Cała ta nagonka połączona z rozlewem krwi zaczęła się dość nagle w piętnastym wieku i została wywołana przez jedną jedyną książkę, podręcznik łowców czarownic zatytułowany Malleus Maleficarum (czyli Młot na czarownice). Autorem był niemiecki katolicki duchowny, niejaki Heinrich Kramer. Ta wydana w 1487 roku księga uzyskała aprobatę zarówno uniwersytetu w Kolonii, jak i głowy Kościoła katolickiego, papieża Innocentego VIII. Dzięki nowo wynalezionej prasie drukarskiej egzemplarze szybko drukowano i rozpowszechniano po całej Europie oraz wysyłano do obu Ameryk. Książka stała się instruktażową „biblią” dla inkwizytorów i prokuratorów, uczącą, jak rozpoznawać, torturować i uśmiercać czarownice, ze szczególnym naciskiem na kobiecą herezję. Wielu naukowców uważa ją za jedną z najbardziej krwawych książek w historii, nawet w porównaniu z Mein Kampf.

Jednak jeszcze przed publikacją tego podręcznika stosunki między czarownicami a chrześcijaństwem nie były takie proste, jak się wydaje, choć początkowo czarownice nie spotykały się z tak kategorycznym potępieniem. W Starym Testamencie król Saul zwrócił się do czarownicy z Endoru o pomoc w przywołaniu ducha Samuela, zmarłego proroka. W średniowieczu czarownice często były wykształconymi uzdrowicielkami, zbierającymi lecznicze zioła zgodnie z dawną tradycją. Nawet krwawa hiszpańska inkwizycja najczęściej chwytała i torturowała heretyków, nie czarownice.

 

Kolejny dowód tych niejednoznaczności w relacjach między czarownicami a Kościołem katolickim to kult świętej Kolumby, który kwitł w średniowiecznej Hiszpanii, głównie w północnej Galicji, regionie uważanym za bastion czarownic. Według legendy Kolumba była żyjącą w IX wieku czarownicą, która napotkała na drodze ducha Chrystusa. Powiedział jej, że nie dostanie się do nieba, jeśli nie nawróci się na chrześcijaństwo, więc się nawróciła – ale pozostała czarownicą. W końcu została umęczona i ścięta za swoją wiarę i stała się znana jako „święta patronka czarownic”. Do dziś jest obrończynią czarownic, wstawiającą się za tymi dobrymi, a zwalczającą te, które nadużywają swojej sztuki dla niecnych celów.

A teraz przyszedł chyba czas, żeby zapalić świeczkę świętej Kolumbie, ponieważ wkraczamy w nową epokę czarownictwa.

Notatki z zapisów naukowych

Każda wystarczająco zaawansowana technologia nie różni się od magii.

Arthur C. Clarke, 1962,
z eseju Hazards of Prophecy: The Failure of Imagination

Porozmawiajmy o końcu ludzkości – zwłaszcza że wkrótce możemy stracić sposobność do wypowiadania się w tej kwestii. Na horyzoncie majaczy groźba zagłady, prawdopodobnej już za naszego życia. Światowej sławy fizyk Stephen Hawking opisał ten nadchodzący kryzys jako „najgorsze wydarzenie w historii cywilizacji”. Elon Musk uważa, że doprowadzi ono do trzeciej wojny światowej. Nawet rosyjski prezydent Władimir Putin oświadczył, że ktokolwiek panuje nad tym wydarzeniem, będzie panował nad światem.

Owo wydarzenie to stworzenie pierwszej prawdziwie humanoidalnej sztucznej inteligencji (SI).

Ta chwila przeraża nawet tych będących u władzy. W lutym 2018 roku podczas konferencji World Government Summit1 odbyło się tajne spotkanie za zamkniętymi drzwiami, na którym omawiano SI. W spotkaniu brali udział przedstawiciele IBM, Microsoftu, Facebooka i Amazonu oraz wysoko postawieni urzędnicy z całej Europy, Singapuru, Australii i świata arabskiego. Panowała zgodność co do tego, że zagrożone jest samo nasze istnienie, ale co najgorsze, uczestnicy doszli do wniosku, że ani regulacje prawne, ani międzynarodowe umowy nie mogą powstrzymać nieuniknionego postępu w kierunku samoświadomej SI. Wszelkie środki zapobiegawcze uznano za „zawodne”, zwłaszcza że historia pokazała, że niejawne firmy czy organizacje, działające potajemnie w odległych zakątkach świata, z łatwością mogą obejść każdy zakaz.

Jak bliskie jest więc pojawienie się nowej inteligencji na naszej planecie? Rozmaite rodzaje SI przeniknęły już do naszego życia. Działają w naszych komputerach, telefonach, nawet domowych sprzętach. Obecnie niemal 70% poleceń kupna/sprzedaży na Wall Street wykonuje się bez udziału ludzi i tak przeprowadzane transakcje trwają nie dłużej niż trzy milisekundy. Różne formy sztucznej inteligencji stały się tak powszechne, że ludzie nawet nie rozpoznają w nich SI. Dużymi krokami zbliża się jednak następny etap tej technologicznej rewolucji: kiedy komputer zademonstruje ludzki poziom inteligencji oraz samoświadomość. Najnowsze sondaże wykazują, że 42% ekspertów komputerowych wierzy, że ten przełom nastąpi w ciągu dekady, a połowa z nich twierdzi, że w ciągu pięciu lat.

Ale dlaczego ma to wywołać taki kryzys? Dlaczego to jest „najgorsze wydarzenie w historii cywilizacji”? Dlatego, że pierwsza humanoidalna inteligencja nie będzie bezczynna, tylko bardzo zajęta. Szybko – w ciągu tygodni, dni, może nawet godzin – wyewoluuje w niepojętą superinteligencję, twór znacznie nas przewyższający, który raczej do niczego nie będzie nas potrzebować. Kiedy to się stanie, nie można przewidzieć, czy ta nowa superinteligencja będzie dobrotliwym bogiem, czy też zimnym, niszczycielskim diabłem.

Niemniej ten twór się zbliża. Nie można go powstrzymać. Niektórzy nawet wierzą, że już tu jest. Dlatego też muszę udzielić jeszcze jednego – ostatniego – ostrzeżenia: W sercu tej powieści ukryta jest klątwa. Samo przeczytanie Tygla zła może doprowadzić do waszej zguby.

Więc proszę, czytajcie dalej na własne ryzyko.


23 czerwca A.D. 1611

Zugarramurdi, Hiszpania


Za żelaznymi kratami czarownik klęczał na brudnej słomie i modlił się do Boga.

Alonso de Salazar Frías studiował niecodzienny widok. Inkwizytor ledwie widział niewyraźną postać. W celi panował mrok, przez wąskie okienko wpadał tylko migotliwy blask płomieni z pobliskiego wioskowego placu. Na kamiennych ścianach tańczyły upiorne cienie, którym towarzyszył smród palonego ciała.

Inkwizytor słuchał, jak czarownik szepcze po łacinie, spoglądał na jego złożone ręce i pochyloną głowę. Modlitwa była znajoma, Anima Christi, ułożona przez Ignacego Loyolę, założyciela Towarzystwa Chrystusowego. Stosowna modlitwa, ponieważ klęczący czarownik należał właśnie do zakonu jezuitów.

Alonso w myślach przetłumaczył ostatnie słowa modlitwy: W godzinie śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do Ciebie, abym ze świętymi Twymi chwalił Cię. Na wieki wieków.

– Amen – powiedział na głos, przyciągając uwagę czarownika.

Zaczekał, aż oskarżony ksiądz wstanie. Chociaż z pewnością nie był starszy od Alonsa, który miał czterdzieści siedem lat, podnosił się z trudem. Szata, którą mu zostawiono, zwisała z chudych ramion. Twarz miał zapadniętą i poznaczoną wrzodami. Dozorcy więzienni nawet ogolili mu głowę; po tym zabiegu na czaszce zostało kilka strupów.

Inkwizytor poczuł drgnienie litości nad żałosnym stanem księdza, chociaż wiedział, że ten duchowny jest oskarżony o herezję i czarownictwo. Alonso został wysłany do tej maleńkiej baskijskiej wioski na osobiste żądanie generalnego inkwizytora, żeby przeprowadzić przesłuchanie. Tydzień zabrała mu podróż przez Pireneje do tej garstki chałup i gospodarstw przy samej granicy z Francją.

Ksiądz przykuśtykał do żelaznych krat i chwycił je kościstymi palcami, drżącymi i niemal sparaliżowanymi z osłabienia.

Kiedy ostatnio karmili tego człowieka? – przemknęło przez głowę Alonsa.

Jednak głos jezuity był mocny.

– Nie jestem czarownikiem.

– To właśnie nakazano mi ustalić, ojcze Ibarra. Przeczytałem postawione ci zarzuty. Oskarżają cię o uprawianie czarów, używanie zaklęć i amuletów do leczenia chorych.

Ksiądz milczał przez chwilę, zanim ponownie się odezwał.

– Ja również wiem o tobie, inkwizytorze Frías. O twojej reputacji. Dwa lata temu byłeś jednym z trzech sędziów na procesach czarownic z Logroño.

Alonso ukrył grymas zawstydzenia i odwrócił wzrok, ale nie mógł tak łatwo uciec przed migotaniem płomieni i odorem zwęglonego ciała. Tutejsze widoki i zapachy były aż nadto znajome. Podczas tamtych procesów w pobliskim miasteczku Logroño zgodził się z osądem dwóch pozostałych inkwizytorów. Z powodu tej decyzji dręczyły go wyrzuty sumienia. To był największy proces czarownic w Hiszpanii. Oskarżenie jednej kobiety – Marii de Ximildegui – doprowadziło do wybuchu niekontrolowanej histerii i paniki. Maria twierdziła, że uczestniczyła w sabacie czarownic, i wskazywała palcem inne kobiety, które z kolei rzucały oszczerstwa na następne. W końcu trzysta osób oskarżono o konszachty z diabłem. Wiele spośród nich to były jeszcze dzieci, najmłodsze miało zaledwie cztery lata. Zanim Alonso przybył do Logroño, pozostali dwaj inkwizytorzy zawęzili grupę oskarżonych do trzydziestu najgorszych przestępczyń. Te, które przyznały się do zbrodni, zostały ukarane, lecz miłosiernie oszczędzono im śmierci w płomieniach. Niestety, dwanaście najbardziej upartych nie chciało się przyznać, że są czarownicami, i w konsekwencji spłonęło na stosie.

Ich śmierć ciążyła na duszy Alonsa – nie dlatego, że nie zdołał wydobyć z nich przyznania się do czarów, ale ponieważ wierzył w ich niewinność. Później, wiele ryzykując, wyraził takie przekonanie wobec wielkiego inkwizytora Bernarda de Sandoval y Rojas, w którego przyjaźń głęboko wierzył. Jak się okazało, ta wiara opierała się na mocnych fundamentach. Okrutne i krwawe czasy królewskiego inkwizytora Tomasa de Torquemady minęły przed wiekiem. Obecny generalny inkwizytor wysłał Alonsa samego, żeby przeprowadził dochodzenie w całym baskijskim regionie Hiszpanii i oddzielił histerię od rzeczywistości. Alonso był w drodze od prawie dwóch miesięcy. Przesłuchiwał oskarżonych i uwięzionych, na razie jednak odkrywał tylko fałszywe zeznania wymuszone torturami, historie pełne sprzeczności i niekonsekwencji. Podczas swoich podróży nie natrafił na ani jeden wiarygodny przypadek uprawiania czarów.

W swojej prywatnej walce o oszczędzenie dusz oskarżonych o takie zbrodnie władał tylko jedną bronią. Znowu spojrzał na księdza i poklepał skórzaną sakwę u boku.

– Ojcze Ibarra, wożę ze sobą Edykt Wiary, podpisany przez generalnego inkwizytora. Pozwala mi ułaskawić każdego, kto wyzna swoje winy, przysięgnie wierność Bogu i wyrzeknie się diabła.

Oczy księdza zapłonęły w mroku, rozpalone dumą.

– Nie mam skrupułów co do tej przysięgi… deklaracji mojej miłości do Boga… ale jak mówiłem od początku, nie jestem czarownikiem i nie przyznam się do tego.

– Nawet żeby ocalić życie?

Ibarra odwrócił się plecami i popatrzył na rozświetlone ogniem okienko swojej celi.

– Czy przyjechałeś w porę, żeby usłyszeć ich krzyki? – spytał.

Tym razem Alonso nie zdołał ukryć grymasu. Wcześniej, kiedy zjeżdżał z gór, dostrzegł smugi dymu unoszące się nad wioską. Modlił się, żeby dym oznaczał ogniska rozpalone z okazji święta letniego przesilenia. Jednak lękając się najgorszego, popędził konia. Ścigał się z zachodzącym słońcem, lecz kiedy dotarł na skraj wioski, przywitał go chór jęków.

Sześć czarownic spalono na stosie.

Nie czarownic, napomniał się. Sześć kobiet.

Na nieszczęście Alonso nie był pierwszym przedstawicielem inkwizycji, który odwiedził tę wioskę. Podejrzewał, że ojciec Ibarra został na razie oszczędzony tylko dlatego, że był księdzem.

Popatrzył na plecy więźnia.

Jeśli tylko mogę go ocalić, niech tak się stanie.

– Ojcze Ibarra, proszę, przyznaj tylko…

– Co wiesz o świętej Kolumbie?

Zaskoczony tym dziwnym pytaniem, Alonso potrzebował chwili, żeby odpowiedzieć. Przygotowując się do przyjęcia święceń i przystąpienia do Kościoła, studiował prawo kanoniczne zarówno na uniwersytecie w Salamance, jak i w Sigüenzie. Znał na pamięć listę wszystkich świętych. Jednak postać wymieniona przez ojca Ibarrę była nieco kontrowersyjna.

– Mówisz o czarownicy z Galicji, która w dziewiątym wieku podczas pielgrzymki do Rzymu napotkała na drodze ducha Chrystusa – odparł.

– Chrystus ostrzegł ją, żeby nawróciła się na chrześcijaństwo, jeśli chce pójść do nieba.

– A ona się nawróciła i później została za to umęczona; ścięto jej głowę, bo nie chciała się wyrzec swojej religii.

Ibarra skinął głową.

– Chociaż przystąpiła do Kościoła, nigdy nie przestała być czarownicą. Wieśniacy w tym regionie wciąż czczą oba jej aspekty: czarownicę i świętą męczennicę. Modlą się do niej o obronę przeciwko złym czarom, a jednocześnie proszą, żeby chroniła przed prześladowaniami dobre czarownice, takie, które leczą chorych ziołami, amuletami i zaklęciami.

Podczas swoich podróży po północnej Hiszpanii Alonso słyszał szepty o kulcie świętej Kolumby. Znał wiele kobiet – wykształconych kobiet – które studiowały naturę, szukały ziół i leków, czerpiąc z pogańskiej wiedzy. Niektóre zostały oskarżone o uprawianie czarów i otrute przez księży albo spalone na stosie; inne znalazły schronienie w klasztorach, gdzie – jak święta Kolumba – mogły czcić Chrystusa, a jednocześnie uprawiać sekretne ogródki i pomagać chorym czy cierpiącym, zacierając granicę pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem.

 

Przyjrzał się ojcu Ibarrze.

Czy ten ksiądz też należał do tego kultu?

– Ty sam jesteś oskarżony o używanie zaczarowanych amuletów do leczenia chorych – powiedział Alonso. – Czyż to nie piętnuje cię jako czarownika tego samego rodzaju? Jeśli przyznasz się tylko do tego, mogę wykorzystać Edykt, żeby wstawić się…

– Nie jestem czarownikiem – powtórzył ksiądz i wskazał dym napływający przez wąskie okienko celi. – Oto odchodzą kobiety, które wyleczyły wielu chorych w tych górskich wioskach i na pastwiskach. Ja tylko je chroniłem, działając jako pokorny sługa świętej Kolumby, świętej patronki czarownic. Nie mogę z czystym sercem twierdzić, że jestem czarownikiem. Nie dlatego, że gardzę takim oskarżeniem, ale ponieważ nie zasługuję na miano czarownika… Nie jestem godzien takiego zaszczytu.

Alonsa zaszokowały te słowa. Niezliczone razy słyszał, jak oskarżeni wypierają się zarzutów, ale żaden nie zaprzeczał w ten sposób.

Ibarra przysunął się bliżej do krat.

– Ale historia o moim amulecie… – odezwał się. – Ten zarzut jest prawdziwy. Lękam się tych, którzy przybyli do wioski przed tobą, żeby go szukać.

Jakby na dany znak za Alonsem otworzyły się drzwi. Weszła zakapturzona postać w czarnej szacie mnicha. Chociaż nowo przybyły miał oczy zakryte szkarłatną opaską, najwyraźniej dobrze widział.

– Przyznał się? – zapytał szorstko mnich.

Alonso odwrócił się do Ibarry. Ksiądz cofnął się od krat i wyprostował plecy. Inkwizytor wiedział, że ten człowiek nigdy się nie złamie.

– Nie przyznał się – wyznał.

– Brać go – rozkazał mnich.

Dwaj bracia zakonni wepchnęli się do pomieszczenia, gotowi zawlec Ibarrę na stos. Alonso zastąpił im jednak drogę.

– Ja go odprowadzę.

Szybko otwarto celę i Alonso wyprowadził księdza z więzienia na wiejski plac. Podtrzymywał go za łokieć, pomagając mu się wyprostować i stawiać kroki. Ibarra drżał na całym ciele, nie tylko z głodu i osłabienia – ale też na widok tego, co ujrzał na wioskowym placu.

Na sześciu dymiących stosach tkwiły skręcone od żaru sylwetki – zwęglone uniesione ramiona, nadgarstki skute żelazem rozpalonym do czerwoności. Siódmy pień świeżo ściętego kasztanowca wznosił się nad sięgającą do pasa stertą suchego chrustu.

Ibarra mocno chwycił rękę Alonsa.

Ten próbował dodać otuchy przerażonemu skazańcowi.

– Niech Bóg przyjmie cię na swoje łono.

Jednak mylnie zrozumiał zamiar księdza. Kościste palce rozwarły jego rękę i wcisnęły we wnętrze dłoni jakiś przedmiot. Alonso instynktownie zamknął na nim palce, wiedząc, co mu zostało przekazane w sekrecie, zapewne wydobyte z ukrytej kieszeni w podartej szacie księdza.

Amulet Ibarry.

– Nóminas de moro – szepnął po hiszpańsku ksiądz, potwierdzając jego podejrzenia.

Nóminas to były talizmany lub amulety, na których wypisano imiona świętych i które podobno mogły czynić cuda.

– Znaleziono go u źródeł rzeki Orabidea – wyjaśnił pospiesznie Ibarra. – Chroń go przed nimi.

Z kłębów dymu energicznym krokiem wyszła wysoka postać w szkarłatnym habicie, z czarną opaską na oczach. Był to przywódca sekty. Alonso słyszał plotki o tej frakcji wewnątrz inkwizycji, o ludziach nadal hołdujących krwiożerczym poglądom dawno nieżyjącego Torquemady. Nazwali się Crucibulum, od łacińskiego słowa oznaczającego „tygiel”, naczynie, które oczyszcza się w ogniu.

Alonso spojrzał na dymiące szczątki przykute do sześciu słupów. Mocniej zacisnął palce na amulecie.

Przywódca wystąpił do przodu i skinął na swoich braci. Na ten milczący rozkaz oderwali Ibarrę od Alonsa i powlekli do stosu. Przywódca trzymał w rękach grubą księgę w pozłacanej oprawie. Alonso od razu rozpoznał ten przeklęty wolumin. Pełny tytuł brzmiał: Malleus Maleficarum, Maleficas & earum haeresim, ut phramea potentissima conterens – „Młot na czarownice, który niszczy czarownice i ich herezje jakoby dwusiecznym mieczem”. Książka powstała przed ponad stuleciem, jako podręcznik tropienia, rozpoznawania i karania czarownic. Wypadała już z łask papiestwa, nawet wśród członków inkwizycji.

Ale we frakcji Crucibulum zdobyła jeszcze mocniejszą pozycję.

Alonso stał bez ruchu. Co jeszcze mógł zrobić? Był samotnym młodszym inkwizytorem przeciwko tuzinowi przedstawicieli starożytnego Crucibulum.

Kiedy Ibarrę prowadzono na śmierć, przywódca sekty szedł za nim krok w krok. Szeptał coś gorączkowo do ucha księdza. Alonso wyłowił słowo: nóminas.

Zatem Ibarra słusznie się lękał.

Alonso domyślał się, że przywódca Crucibulum rzuca pogróżki albo obietnice ułaskawienia, jeśli tylko ksiądz wyzna prawdę o swoim amulecie.

Obawiając się, że ściągnie na siebie uwagę, ponieważ przebywał sam na sam z Ibarrą, Alonso wycofał się z placu. Po raz ostatni widział księdza, kiedy przykuwano go łańcuchami do pnia kasztanowca na szczycie sterty chrustu. Ibarra pochwycił jego spojrzenie i nieznacznie kiwnął głową.

Chroń go przed nimi.

Odwróciwszy się plecami, Alonso przysiągł w duchu, że tak zrobi. Pospieszył do stajni, gdzie trzymał konia. Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, gdy pod niebo wzniósł się grzmiący głos Ibarry:

– SPALCIE NAS WSZYSTKICH! TO NIEWAŻNE. ŚWIĘTA KOLUMBA PRZEPOWIEDZIAŁA JEJ PRZYJŚCIE. CZAROWNICY, KTÓRA PODEJMIE JEJ DZIEDZICTWO. CZAROWNICY, KTÓRA ROZTRZASKA TYGIEL I OCZYŚCI ŚWIAT!

Alonso potknął się na te słowa. Nic dziwnego, że członkowie Crucibulum usiłowali wyplenić kult Kolumby, a co ważniejsze, spalić na popiół wszelkie ślady jego istnienia. Inkwizytor mocniej ścisnął amulet w ręce. Czy im się to podobało, czy nie, świat powoli się zmieniał – metody Torquemady odchodziły w zapomnienie, porzucone egzemplarze Malleus Maleficarum pleśniały i rozsypywały się w proch – lecz zanim to nastąpi, Alonso przewidywał jeszcze więcej płomieni i rozlewu krwi, ostatnich konwulsji ginącej epoki.

W bezpiecznej odległości zaryzykował zerknięcie na nóminas Ibarry. Rozchylił dłoń. Zaszokowany tym, co zobaczył, o mało nie upuścił skarbu. To był palec, nierówno oderwany od czyjejś ręki. Krawędzie wyglądały na przypalone, poza tym jednak palec był doskonale zachowany. Alonso wiedział, że jedną z oznak świętości są relikwie pozostałe po świętej osobie, które nie ulegają rozkładowi, okazują się odporne na zgniliznę, jakby nie dotyczył ich upływ czasu.

Czyżby trzymał w ręku taką relikwię?

Przystanął, żeby dokładniej ją obejrzeć, i odkrył słowa wytatuowane na skórze.

Sanctus Maleficarum.

Przetłumaczył z łaciny.

Święta Czarownica.

Więc to naprawdę był nóminas, amulet z wypisanym imieniem świętej. Ale dalsze oględziny ujawniły jeszcze większą niespodziankę. Palec nie był relikwią – częścią ciała świętej osoby – tylko czymś jeszcze bardziej niezwykłym.

Z zapartym tchem Alonso obracał go na wszystkie strony. Ciało wydawało się prawdziwe, lecz to był tylko pozór. Skóra była elastyczna, ale zimna. W oderwanym końcu odsłonił się skomplikowany mechanizm z cienkich drucików i lśniących metalowych kości. To była atrapa, palec mechanicznego homunkulusa.

Alonso znał opowieści o darach składanych królom i królowym, przemyślnych urządzeniach naśladujących ruchy ludzkiego ciała. Sześćdziesiąt lat wcześniej cesarz rzymski Karol V otrzymał w prezencie mechaniczną figurę mnicha, wykonaną przez hiszpańsko-włoskiego inżyniera i rzemieślnika Juanela Turriana. Lalka mogła podnosić i opuszczać drewniany krzyż, przykładać krucyfiks do ust, które poruszały się w bezgłośnej modlitwie, podczas gdy głowa się kiwała, a oczy mrugały.

Czyżbym trzymał fragment czegoś takiego?

Jeśli tak, jakie jest jego znaczenie? Jaki jest związek z kultem świętej Kolumby?

Nie znajdując odpowiedzi, ruszył dalej w stronę stajni. Ibarra zostawił mu jeszcze jedną wskazówkę dotyczącą tej tajemnicy: źródło pochodzenia amuletu, miejsce, gdzie go znaleziono.

– Rzeka Orabidea – wymamrotał Alonso ze zmarszczonym czołem.

Każdy inkwizytor w tym regionie słyszał o rzece Orabidea. Wypływała z jaskini zwanej Sorginen Leizea, „jaskinia czarownic”. W tym miejscu odbywało się wiele sabatów. Sama rzeka miała równie mroczną historię. Niekiedy nazywano ją Infernuko Erreka, czyli „piekielny strumień”, bo plotka głosiła, że wypływa na świat prosto z wnętrza piekła.

Alonso zadygotał ze zgrozy. Jeśli Ibarra mówił prawdę, amulet został znaleziony u źródeł rzeki.

Innymi słowy, u bram samego piekła.

Inkwizytor wzdragał się przed dalszym badaniem tej kwestii i rozważał wyrzucenie amuletu, gdy za jego plecami rozbrzmiał przeraźliwy krzyk cierpienia, budzący echo wśród gwiazd.

Ibarra…

Mocniej ścisnął w garści nóminas.

Ksiądz umarł, by ochronić ten sekret.

Nie wolno mi odrzucić tego ciężaru.

Poznam prawdę, nawet jeśli będę musiał przekroczyć bramy piekła.


Czasy współczesne

Coimbra, Portugalia

21 grudnia, godzina 22.18 czasu miejscowego


Kowen na nią czekał.

Charlotte Carson przebiegła przez całą szerokość ciemnej uniwersyteckiej biblioteki. Jej pospieszne kroki odbijały się echem od marmurowej posadzki i rozbrzmiewały pod ceglanym dachem dwupiętrowej średniowiecznej galerii. Wszędzie dookoła na bogato zdobionych regałach stały książki – najstarsze z dwunastego wieku. Rozległą przestrzeń oświetlało tylko kilka kinkietów. W mroku majaczyły cienie drabin i misterne złocone rzeźbienia.

Zbudowana na początku osiemnastego wieku Biblioteka Joanina pozostała perfekcyjnie zachowanym klejnotem barokowej architektury i zdobnictwa, prawdziwym centrum historycznym Uniwersytetu w Coimbrze. I jak każda skarbnica, była prawdziwą fortecą o murach grubych na ponad pół metra, z masywnymi drzwiami z solidnego drewna tekowego, szczelnymi jak w sejfie. Została zaprojektowana w ten sposób, żeby w środku panowała stała temperatura dwudziestu stopni, bez względu na porę roku, oraz niska wilgotność.

Idealne warunki do przechowywania starożytnych ksiąg…

Lecz te wysiłki konserwatorskie nie ograniczały się do bibliotecznej architektury.

Charlotte zrobiła unik, kiedy nietoperz śmignął obok jej głowy i przemknął na górną galerię. Niedosłyszalny, lecz wyczuwalny ultradźwiękowy gwizd stworzenia zjeżył drobne włoski na jej karku. Kolonia nietoperzy zadomowiła się w bibliotece przed wiekami. Były wiernymi sojusznikami w walce o zachowanie zgromadzonych tu zbiorów. Co noc pożerały owady, które inaczej mogłyby się dobrać do obfitych zasobów starej skóry i pożółkłego pergaminu.

Oczywiście dzielenie tej skarbnicy z tak zagorzałymi łowcami wymagało pewnych środków ostrożności. Charlotte przesunęła palcem po skórzanych płachtach nakrywających stoły. Dozorcy zakładali je co wieczór po zamknięciu budynku, żeby ochronić drewniane powierzchnie przed odchodami nietoperzy.

1World Government Summit – doroczna konferencja odbywająca się w Dubaju, służąca wymianie myśli naukowej pomiędzy czołowymi naukowcami, przedstawicielami rządów, politykami i przywódcami prywatnego sektora w celu przeanalizowania przyszłych trendów, zagrożeń i możliwości stojących przed ludzkością.