Samobójstwo a dusza

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału:

SUICIDE AND THE SOUL. Second Edition

Przekład: Jerzy Korpanty

Redakcja: Agnieszka Al-Jawahiri

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: Amadeusz Targoński | targonski.pl

Projekt graficzny: Wladzimier Michnievič

Skład: STUDIO MAGENTA Nadzieja Michnievič

Opracowanie e-wydania:

Copyright © 1965, 1997 by James Hillman. All rights reserved.

Polish translation rights arranged with Melanie Jackson Agency,

LLC through AJA Anna Jarota Agency

Copyright © 2020 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2020

MT Biznes Sp. z o.o.

www.mtbiznes.pl

www.laurum.pl

handlowy@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-716-0 (format epub)

ISBN 978-83-8087-717-7 (format mobi)

Spis treści

1  Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna

4  Spis treści

5  Wstęp

6  Uwaga wstępna autora (1964)

7  Uwaga wstępna autora (1976)

8  CZĘŚĆ I. Samobójstwo a analiza Rozdział 1. Problem

9  Rozdział 2. Zapobieganie samobójstwu: punkt widzenia socjologii, prawa, teologii i medycyny Rozdział 3. Samobójstwo a dusza Rozdział 4. Doświadczenie śmierci Rozdział 5. Konfrontacja z ryzykiem samobójstwa

10  CZĘŚĆ II. Wyzwania analizy Rozdział 6. Medycyna, analiza i dusza Rozdział 7. Kwestia słów Rozdział 8. Uzdrowiciel jako bohater Rozdział 9. Skrzywienie patologiczne Rozdział 10. Diagnoza a dialektyka analityczna Rozdział 11. Nadzieja i wzrost a proces analityczny Rozdział 12. Tajemnica lekarska a misterium analityczne

11  Bibliografia

12  Postscriptum. Kilka nowych przemyśleń autora

13  Przypisy

WSTĘP Thomas Szasz

W przypadku zwierząt, jako że nie są ludźmi, prokreacja i śmierć są przypadkowymi konsekwencjami procesów biologicznych. Tymczasem w przypadku istot ludzkich jest to często wynik przemyślanego wyboru. Od najdawniejszych czasów człowiek poddawał kontroli swój proces reprodukcji, dzieciobójstwo, a także śmierć i samobójstwo. Stosowanie środków antykoncepcyjnych jest grzechem dla ortodoksyjnych żydów i pobożnych katolików, podczas gdy ich niestosowanie jest aktem nieodpowiedzialności dla prawie wszystkich innych. Aborcja wciąż pozostaje dylematem moralnym dla większości ludzi. Dzieciobójstwo, definiowane jako morderstwo, jest zakazane w prawie kryminalnym. Jedynie problem samobójstwa bywa rozwiązywany w sposób satysfakcjonujący dla współczesnego człowieka. On wie, że jest to symptom choroby psychicznej, chyba że „pacjentowi” w jego postanowieniu „towarzyszy” lekarz, w którym to wypadku można je zakwalifikować jako „sposób leczenia” bólu.

Czytelnika zapewne zaskoczy fakt, że transformacja samobójstwa (ang. suicide) z aktu kryminalnego nazywanego [w krajach angielskojęzycznych] self-murder[1] w symptom choroby mózgu zwanej insanity[2] (unieważniającej występny charakter czynu) dokonała się w okresie sprzed powstania medycznej specjalności zwanej psychiatrią. A oto, pokrótce, jak do tego doszło. W XV w. w angielskim prawie kryminalnym nastąpiło połączenie ze sobą kościelnych i świeckich kar za zabicie się (ang. killing onself), które to posunięcie z aprobatą podsumowywał następnie William Blackstone, wielki osiemnastowieczny angielski prawnik:

Angielskie prawo stanowi, mądrze i religijnie, że żaden człowiek nie jest we władzy, by niszczyć życie, i że może się to dokonywać jedynie za sprawą Boga, a więc tego, który jest tegoż stwórcą. A ponieważ samobójstwo (ang. suicide) stanowi wykroczenie w podwójnym sensie – po pierwsze duchowym, jako że delikwent nie stosuje się do prerogatyw wyznaczonych przez Wszechmocnego i bez wezwania z Jego strony gwałtem podąża ku Jego bezpośredniej obecności, po drugie świeckim, przeciwko władcy, którego intencją jest zachowanie przy życiu wszystkich swoich poddanych – dlatego prawo zalicza je do najcięższych przestępstw, uznając je za specyficzny rodzaj zbrodni popełnionej na samym sobie[3].

Ponieważ samobójstwo uważane było za podwójne wykroczenie, przeciwko Bogu i przeciwko królowi, osoba, która sama siebie zabijała (ang. self-killer), była karana podwójnie – przez odmowę pochówku jej zwłok w poświęconej ziemi[4] oraz przez konfiskatę wszelkich jej dóbr doczesnych, którymi rozporządzał odtąd królewski jałmużnik (ang. almoner). Tak okrutna i bezwzględna kara doprowadziła z czasem do tego, że angielscy sędziowie – do których obowiązków należało ustalanie przyczyn tak zwanych nienaturalnych śmierci – znaleźli w końcu sposób na to, by jednak okazywać łaskę ofiarom, zarówno martwym, jak i żywym.

Osiemnastowieczna Anglia była najbardziej technologicznie rozwiniętym, najbogatszym i najpotężniejszym krajem na świecie. Nieprzypadkowo również to właśnie Anglicy cieszyli się większą wolnością osobistą, a także częściej się zabijali (ang. killed themselves) niż przedstawiciele jakiejkolwiek innej nacji. W Oxford English Dictionary pod hasłem self-murder znajdujemy następujące zdanie ilustrujące zastosowanie tego słowa w 1741 roku: „W tak melancholijnie ponurym, pozostającym pod przemożnym wpływem Saturna narodzie jak nasz, samobójstwa (ang. self-murders) zdarzają się częściej niż w jakichkolwiek innych częściach świata chrześcijańskiego”. Jednak tym, co w osiemnastowiecznej Anglii było nowe, nie była melancholia, lecz wolność jednostki, swoboda obywatelska. Po raz pierwszy w historii Anglicy zaczęli traktować poważnie bliźniacze idee wolności osobistej i prawa własności. W klimacie kulturowym o coraz bardziej humanitarnym charakterze Anglicy zasiadający w sądach na ławach przysięgłych pod przewodnictwem koronera uznali w końcu, że obowiązek wymierzania określonych przez prawo kar w przypadku popełnienia samobójstwa przez obywatela jest w najwyższym stopniu kłopotliwy i trudny do wykonania. Jednak całkowite zniesienie prawa karzącego samobójców było nie do pomyślenia. Zarówno rządzący, jak i rządzeni byli bowiem przekonani, że legalizacja samobójstwa byłaby tym samym co usankcjonowanie wolnego dostępu do narkotyków.

Zrobienie z winnych szaleńców czy obłąkanych[5] – to znaczy „medykalizacja” (ang. insanitizing)[6] samobójstwa, traktowanie osób winnych tego rodzaju przestępstwa tak, jakby były szalone czy obłąkane – okazało się doskonałym rozwiązaniem. Pozwoliło Anglikom i Angielkom na utrzymanie religijnych i prawnych sankcji wobec tego aktu, a jednocześnie stworzyło rodzaj przesyconego współczuciem, pozornie naukowego i oświeconego mechanizmu umożliwiającego oszczędzenie rodzinie samobójcy życia w niesławie i poniżeniu, a także ponoszenia poważnych strat ekonomicznych związanych z egzekwowaniem kary przewidzianej za dokonanie tego czynu. S.E. Sprott, angielski historyk zajmujący się kwestią samobójstwa, podsumowuje te zmiany w następujący sposób:

 

W XVIII w. w sądzie członkowie ławy przysięgłych coraz częściej powoływali się na niepoczytalność delikwenta w tym celu, żeby uchronić jego rodzinę przed konsekwencjami uznania jego czynu za zbrodnię; tym samym liczba zmarłych uznawanych za „obłąkanych” zaczęła bardzo znacząco wzrastać w stosunku do liczby zmarłych uznawanych za samobójców. W latach sześćdziesiątych XVIII w. konfiskatę mienia samobójcy zarządzano już tylko sporadycznie[7].

Musiało być jasne dla każdego, kto tylko zastanowił się nad tą kwestią, że uznawanie samobójcy za osobę non compos mentis[8] – dopiero pośmiertnie, akurat po tym, jak dopuścił się on przestępstwa [jakim było zabicie samego siebie] – było wybiegiem prawniczym mającym na celu uniknięcie wymierzenia określonej przez prawo kary za dokonanie tego czynu. Dostrzegając związane z tym zagrożenia, Blackstone ostrzegał przed konsekwencjami stosowania tego wybiegu:

Jednak tego rodzaju usprawiedliwienia [polegającego na uznaniu delikwenta za osobę non compos mentis] nie powinno się stosować nagminnie, do czego skłonność wykazują nasze sądy, uznając każdy akt samobójstwa za dowód niepoczytalności sprawcy – tak jakby osoba, która postępuje wbrew rozumowi, była go całkowicie pozbawiona – albowiem, argumentując w ten sposób, można by każdego przestępcę, podobnie jak samobójcę, uznać za osobę non compos mentis[9].

Przestrogi Blackstone’a nie znalazły jednak posłuchu. Prawo uznawało wydawany pośmiertnie przez członków ławy przysięg­łych osąd na temat stanu umysłu delikwenta za całkowicie prawdziwe, zgodne z faktami ustalenia. Ludzie nie potrzebują zachęty, by unikać odpowiedzialności. Tymczasem w tym wypadku Prawo, ów Wielki Nauczyciel, samo zachęcało ich do wykonywania tego rodzaju uniku. Opowiadając się za tym, że samobójca jest osobą non compos mentis, Prawo stworzyło mechanizm pozwalający uchylać się od odpowiedzialności oraz, korzystając z pomocy medycyny, umieściło tę procedurę w kontekście leczenia i nauki. W rezultacie już na początku XIX w. amerykańskie prawo i amerykańska opinia publiczna były gotowe, by wierzyć w kłamstwa – najbardziej absurdalne i niedorzeczne, ale prezentowane jako fakty medyczne – na temat chorób, które mogą prowadzić do samobójstwa.

Pierwszy fachowy, w pełni metodycznie opracowany tekst na temat relacji między prawem a niepoczytalnością (ang. insanity) został opublikowany w 1838 roku przez Isaaca Raya, trzydziestojednoletniego lekarza ogólnego z Eastport w stanie Maine (które to miasto było wówczas wioską rybacką liczącą 2840 mieszkańców). Ray był oczytanym młodym człowiekiem, który nie miał jednak absolutnie żadnego doświadczenia w kontaktach z osobami chorymi psychicznie (ang. insane). Mimo to twierdził z przekonaniem, co następuje:

Przedstawione tu analogie między skłonnością do samobójstwa a obłędem (ang. insanity) wzmacniają również odkrycia zmian patologicznych zaobserwowanych po śmierci. W znacznej liczbie przypadków, kiedy dokonuje się badania post mortem, w mózgu i trzewiach odkrywa się różnego rodzaju, większe lub mniejsze, zmiany organiczne o charakterze patologicznym. Nawet w tych przypadkach, kiedy owego fatalnego aktu nie poprzedzały żadne symptomy czy choroby, sekcja zwłok często ujawnia bardzo poważne schorzenia wewnętrzne, które musiały rozwijać się w organizmie przez dłuższy czas w okresie poprzedzającym śmierć[10].

Konkludując, Ray stwierdza: „Obecnie fakt samobójstwa nie ma innego znaczenia poza tym, że wynika on ze związku z zaburzeniami umysłowymi, które, jak można przypuszczać, stanowią jego przyczynę”[11]. Pierwsi psychiatrzy postrzegali samobójstwo jako jeden z najlepszych dowodów potwierdzających ich diagnozę. Charakterystyczne pod tym względem jest stanowisko Jeana Esquirola, który napisał:

Bardzo często zauważam, że samobójstwo bywa poprzedzone masturbacją. To samo dotyczy również nadużywania alkoholu (...). Osobnicy wycieńczający w ten sposób swój organizm popadają w lypemanię [melancholię] i z tego właśnie, a nie innego powodu pozbawiają się następnie życia (...). Wszystko to, o czym powiedziałem dotychczas, w połączeniu z faktami, z których zdaję sprawę, stanowi dowód, że samobójstwo wykazuje wszelkie cechy mentalnej alienacji, której jest ono, w istocie, jednym z objawów (...). Skoro więc samobójstwo jest aktem będącym skutkiem zaburzeń mentalnych (ang. insanity), jego leczeniem powinni się zajmować terapeuci chorób umysłowych (...). Jak wykazałem, człowiek tylko wtedy targa się na swoje życie, kiedy znajduje się w stanie delirium, a każdy samobójca jest osobnikiem chorym umysłowo (ang. insane)[12].

Przez ostatnie 150 lat tego rodzaju błędne poglądy i opinie powtarza się tak często i tak wiele się nad nimi rozwodzi, że dziś potrzeba wielkiej niezależności umysłowej, żeby być w stanie nie patrzeć na samobójstwo przez psychiatryczne okulary. Opinia publiczna oraz zawodowe standardy praktyki psychiatrycznej uznają za w pełni oczywiste i uzasadnione, że obowiązkiem psychiatry jest zapobieganie temu, by jego pacjenci się zabijali; przy czym jego koledzy po fachu, zeznający jako biegli (eksperci), a także pełniący rolę sędziów i ławników sądowych, uznają go wobec powyższego za odpowiedzialnego za tego rodzaju „niepotrzebne śmierci”. Tymczasem wcale tak nie jest. Opinia publiczna, zawodowe standardy praktyki psychiatrycznej i prawo wymagają, żebyśmy uznawali psychiatrę za eksperta od stanu mentalnego „terminalnie chorych” pacjentów oraz żebyśmy właśnie jemu powierzyli obowiązek odróżniania tych, którzy cierpią na „kliniczną depresję”, a więc nie mają „prawa” do samobójstwa wspomaganego medycznie[13] (ang. physician-assisted suicide), od tych, którzy nie cierpią na tę mentalną przypadłość i w związku z tym mają to „prawo”. Mamy tu do czynienia z niebezpiecznymi przekonaniami, przy czym związane z nimi zagrożenia są skutecznie maskowane pod płaszczykiem chwytliwej w ostatnim czasie retoryki odnoszącej się do zdrowia umysłowego i praw człowieka.

Tymczasem nie ma żadnej tajemnicy samobójstwa, którą należałoby wyjaśnić. Samobójstwo jest po prostu środkiem, dzięki któremu możemy sprawić, by umieranie było kwestią nie przypadku, ale wyboru. Podobnie jak jakiekolwiek inne działanie, jakie podejmujemy w życiu, także działanie prowadzące do jego zakończenia nie ma nic wspólnego z medycyną, za to ma mnóstwo wspólnego z „duszą”. Ta bardzo mądra i przenikliwa książka Jamesa Hillmana, choć została napisana przed wielu laty, jest dziś niezmiernie wprost aktualna. Zamiast wyjaśniać kwestię samobójstwa (i tym samym mieć ją z głowy), autor pomaga czytelnikowi po prostu lepiej ją zrozumieć.

UWAGA WSTĘPNA AUTORA
(1964)

Poruszanie kwestii śmierci i samobójstwa oznacza złamanie dwóch wielkich tabu. Otwarcie spraw, które od dawna pokrywa gruba i twarda skorupa, wymaga siły, a im bardziej zaciekła obrona i sprzeciw, tym bardziej trzeba naciskać, forsując swój punkt widzenia. Dlatego ta niewielka książka przeciwstawia się i wyraża sprzeciw. Kwestionuje ideę zapobiegania samobójstwom; zgłębia doświadczenie śmierci; podchodzi do problemu samobójstwa nie od strony życia, społeczeństwa i „zdrowia psychicznego”, lecz w relacji ze śmiercią i duszą. Traktuje samobójstwo nie tylko jako rodzaj wyjścia z życia, lecz także jako rodzaj wejścia w śmierć. Tego rodzaju „wywrotowe” stawianie sprawy zaburza oficjalne postawy i podejścia, zwłaszcza te demonstrowane przez medycynę. Dlatego medycyna poczuje się sprowokowana, a „analiza laików”[14] zyska wsparcie dzięki nowej perspektywie psychologicznej. Tego rodzaju całkowicie nowe spojrzenie jest wynikiem wnikliwych studiów nad istotą samobójstwa takiego, jakim ono jest, doświadczanego poprzez wizję śmierci w duszy.

Cokolwiek ktoś mówi o ludzkiej duszy – jeśli w ogóle mówi na temat i trafia w sedno sprawy – zawsze będzie to zarówno prawdziwe, jak i nieprawdziwe. Materiał psychologiczny jest tak skomplikowany, że żadne stwierdzenie nie może być w pełni adekwatne. Tak samo, jak nie możemy stanąć obok samych siebie, uciec od siebie, tak samo nie możemy zdystansować się, oderwać od naszej psyche. Poza tym, jeśli w ogóle czymś jesteśmy, to jesteśmy właśnie psyche. A ponieważ nieświadomość relatywizuje każde sformułowanie świadomości poprzez dopełnianie go przeciwnym i mającym równą wartość kontrsformułowaniem, żadne stwierdzenie psychologiczne nie może być absolutnym pewnikiem. Prawda pozostaje niepewna, jako że śmierć, ta jedyna pewność, nie ujawnia nam swojej prawdy. Wątłość ludzkiej wiedzy nigdzie nie jest widoczna z większą wyrazistością niż w ograniczeniach, jakie wyznacza ona pracy psychologicznej. Stajemy więc przed wyborem: albo w ogóle przestać się mądrzyć i „mówić językiem mądrości”[15], udając, że jest się w posiadaniu prawdy, albo mimo wszystko próbować coś powiedzieć, mając świadomość, że można przy tym napisać coś szalonego czy niemądrego. Ta książka jest rezultatem wyboru tego drugiego rozwiązania.

UWAGA WSTĘPNA AUTORA
(1976)

Drugie wydanie tej książki stwarza okazję, by powiedzieć więcej. Na przykład, trzeba więcej mówić o mroczniejszych aspektach samobójstwa: agresji, zemście, szantażu, sadomasochizmie, nienawiści do ciała. Zachowania samobójcze ujawniają istnienie naszego „wewnętrznego zabójcy”, mówią o tym, kim czy też czym jest ów cień i czego się od nas domaga. Skoro zachowania samobójcze świadczą o tym, że ów cień posługuje się ciałem jako instrumentem służącym do osiągnięcia konkretnych celów (zemsta, nienawiść itp.), pojawia się szereg głębokich pytań dotyczących relacji między próbami samobójczymi a próbami liberalizowania, wyzwalania rzeczywistości za pomocą ciała.

Dlatego więcej można by powiedzieć również na temat literalizmu samobójstwa – albowiem niebezpieczeństwo nie polega na fantazji śmierci, lecz na jej literalizmie. Tak więc samobójczy literalizm można by odwrócić tak: literalizm ma charakter samobójczy, prowadzi do samobójstwa. Choć emocje związane ze śmiercią jako metaforą oraz spojrzenie na samobójstwo jako na próbę zwróconą ku owej metaforze przenikają całą tę książkę, więcej należy powiedzieć na temat archetypowego tła tej perspektywy zwróconej ku śmierci. Od 1964 roku nad tym właśnie intensywnie pracuję, dlatego zachęcam czytelnika, który chciałby wniknąć jeszcze głębiej w poruszane w tej książce kwestie, do zajrzenia do innych moich prac poświęconych archetypowi senexa, patologizowaniu, literalizacji/literalizmowi i metaforze zebranych w tomie Re-Visioning Psychology[16], a także do lektury dwóch wykładów wygłoszonych przeze mnie na sympozjach towarzystwa Eranos w latach 1973 i 1974 pt. „The Dream and the Underworld” i „On the Necessity of Abnormal Psychology”. Ta książka stanowi rodzaj zapowiedzi tamtych późniejszych prac, w których zagłębiam się coraz dalej w mroki ludzkiej psyche.

Tak jak i wcześniej, tak i teraz pragnę podziękować osobom, które w taki czy inny sposób wniosły swój wkład w powstanie tej książki, zarówno tym anonimowym, z którymi pracowałem w trakcie mojej praktyki terapeutycznej, jak tym wymienionym już przeze mnie w pierwszym wydaniu: Eleanorze Mattern, Adolfowi Guggenbühlowi, Carlosowi Drake’owi, Robinowi Dennistonowi, A.K. Donoghue, Elisabeth Peppler, Davidowi Coxowi, Marvinowi Spiegelmanowi, Johnowi Matternowi i Catharinie Hillman.

CZĘŚĆ I Samobójstwo a analiza

To, co jest naturalne dla gatunku, nie zawsze jest naturalne dla jednostki.

John Donne, Biathanatos, A declaration of that Paradoxe or thesis, that Selfe- homicide is not so Naturally Sinne, that it may never be otherwise [1644]

Jest tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo. Orzec, czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć, to odpowiedzieć na fundamentalne pytanie filozofii. Reszta (…) przychodzi później. To są gry; wpierw trzeba odpowiedzieć.

Albert Camus, The Myth of Sisyphus(1)*

Wbrew wszelkim zewnętrznym pozorom, ustanawianie porządku i burzenie ładu to coś, co w gruncie rzeczy wcale nie zależy od samowoli człowieka. Cała tajemnica polega na tym, iż jedynie to ma życie, co również samo może się unicestwić.

Carl Gustav Jung, Psychology and Alchemy(2)

Czyż nie powinniśmy przyznać, że z naszym kulturowym nastawieniem wobec śmierci znowu żyliśmy – z psychologicznego punktu widzenia – ponad stan, czyż nie powinniśmy raczej zawrócić i wyznać prawdę? Czyż nie byłoby lepiej, gdybyśmy przyznali śmierci należne jej miejsce w rzeczywistości i w naszych myślach, gdybyśmy nieco silniej uwydatnili nasze nieświadome nastawienie wobec śmierci, które dotychczas tak starannie tłumiliśmy? […] Si vis vitam, para mortem. Jeśli chcesz znosić życie, przygotowuj się na śmierć.

 

Sigmund Freud, Thoughts on War and Death(3) [1915]

Och, zbuduj swój statek śmierci, och, zbuduj go na czas i zbuduj go z miłością, i złóż go między dłonie swojej duszy.

D.H. Lawrence, „The Ship of Death” [Version 2]