Atomowe nawykiTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Atomowe nawyki
Atomowe nawyki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 89,80  71,84 
Atomowe nawyki
Audio
Atomowe nawyki
Audiobook
44,90  32,78 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Tytuł wydania oryginalnego:

Atomic Habits

An Easy & Proven Way to Build Good Habits & Break Bad Ones


Copyright © 2018 by James Clear

This edition published by arrangement with Avery, an imprint of Penguin Publishing Group,

a division of Penguin Random House LLC.

Niniejsze wydanie opublikowano na podstawie umowy z Avery, imprintem Penguin Publishing Group należącej do grupy wydawniczej Penguin Random House LLC.


All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie polskie © 2019 by Galaktyka Sp. z o.o.


90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl


ISBN: 978-83-7579-752-7


Konsultacja: Marek Matkowski

Redakcja: Bogumiła Widła

Korekta: Monika Ulatowska

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Projekt okładki: Monika Pietras

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl


Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl

Choć autorzy i wydawca dołożyli wszelkich starań, aby zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne, nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności za mogące pojawić się błędy, nieścisłości, przeoczenia lub niezgodności, jak również za skutki stosowania porad zawartych w niniejszej książce. Autorzy i wydawca nie mieli też zamiaru nikogo obrazić ani przedstawić w złym świetle miejsc i organizacji.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani w częściach, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.



Atomowy
Dotyczący atomów; bardzo niewielki; pojedyncza, niepodzielna jednostka większego systemu. Wykorzystujący energię jądrową jako źródło ogromnej mocy.
Nawyk
Przyzwyczajenie; czynność wykonywana w regularny sposób; automatyczna reakcja na konkretną sytuację.


Spis treści

Wstęp: Moja historia

PODSTAWY Dlaczego drobne zmiany przekładają się na duże efekty

1. Zaskakująca potęga atomowych nawyków

2. Jak nawyki kształtują tożsamość (i na odwrót)

3. Cztery łatwe kroki do przyswojenia sobie lepszych nawyków

PRAWO PIERWSZE Uczyń to oczywistym

4. O człowieku, który źle wyglądał

5. Najlepszy sposób kształtowania nowego nawyku

6. Motywacja jest przereklamowana — często ważniejsze okazuje się otoczenie

7. Tajemnica samokontroli

PRAWO DRUGIE Uczyń to atrakcyjnym

8. Jak stworzyć kuszący nawyk

9. Rola rodziny i przyjaciół w kształtowaniu nawyków

10. Jak szukać przyczyn złych nawyków i je usuwać

PRAWO TRZECIE Uczyń to łatwym

11. Idź powoli, ale nigdy się nie cofaj

12. Prawo najmniejszego wysiłku

13. Jak przestać odkładać sprawy na później dzięki zasadzie dwóch minut

14. Jak sprawić, by dobrym nawykom nie dało się oprzeć, a złe nie wchodziły w rachubę

PRAWO CZWARTE Uczyń to satysfakcjonującym

15. Fundamentalna zasada zmiany zachowania

16. Jak przestrzegać dobrych nawyków na co dzień

17. Strażnik odpowiedzialności może zmienić wszystko

METODY ZAAWANSOWANE Jak przejść od bycia zaledwie dobrym do bycia prawdziwie wielkim

18. Prawda o talentach (kiedy geny mają znaczenie, a kiedy nie)

19. Zasada Złotowłosej: jak podtrzymywać motywację w życiu prywatnym i w pracy

20. Wady tworzenia dobrych nawyków

Podsumowanie: Tajemnica trwałych rezultatów

DODATKI

Polecane lektury

Małe lekcje z czterech praw

Jak zastosować te koncepcje w biznesie

Jak zastosować te koncepcje w rodzicielstwie

Podziękowania

Adnotacje


Wstęp: Moja historia

Ostatniego dnia drugiego roku liceum oberwałem w twarz kijem baseballowym. Kolega z klasy wziął potężny zamach, ale kij wyślizgnął mu się z rąk, poszybował w moją stronę i trafił mnie prosto między oczy. Nie pamiętam samej chwili uderzenia.

Kij grzmotnął mnie w twarz z taką siłą, że złamał mi nos, nadając mu kształt nieforemnej litery U. Pod wpływem ciosu tkanka miękka mózgu uderzyła o kość czaszki. W jednej chwili przez głowę przetoczyła mi się przybierająca fala. W ułamku sekundy miałem złamany nos, kilka pęknięć czaszki i dwa zmiażdżone oczodoły.

Kiedy otworzyłem oczy, ujrzałem, jak jedni mi się przypatrują, a inni biegną po pomoc. Spuściwszy głowę, zobaczyłem na ubraniu plamy czerwieni. Któryś z kolegów zdjął koszulkę i mi ją podał. Zatamowałem nią strumień płynącej z nosa krwi. Zszokowany i zdezorientowany nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów wypadku.

Nauczyciel podparł mnie ramieniem i ruszyliśmy w długą drogę do gabinetu lekarskiego: przez całe pole gry, w dół wzgórza, aż do szkoły. Czułem na bokach czyjeś ręce podtrzymujące mnie w pionie. Nie śpieszyliśmy się, szliśmy wolno. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że liczy się każda minuta.

Po przyjściu do gabinetu usłyszałem od pielęgniarki kilka pytań.

– Który mamy rok?

– Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty ósmy – odpowiedziałem. Tak naprawdę był rok 2002.

 

– Kto jest prezydentem Stanów Zjednoczonych?

– Bill Clinton – odparłem. Właściwa odpowiedź brzmiała: George W. Bush.

– Imię matki?

– Hmm… Hmm… – zawiesiłem się. Minęło 10 sekund.

– Patti – powiedziałem wreszcie, nonszalancko, ignorując fakt, że przypomnienie sobie imienia matki zajęło mi 10 sekund.

To ostatnie pytanie, które zapamiętałem. Organizm nie wytrzymał szybko postępującego obrzęku mózgu i jeszcze przed przyjazdem karetki straciłem przytomność. Kilka minut później zostałem zabrany do miejscowego szpitala.

Wkrótce po dotarciu tam moje ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Problemy sprawiały mi nawet podstawowe funkcje, jak przełykanie i oddychanie. Dostałem pierwszego tego dnia ataku padaczki. A potem przestałem oddychać. Lekarze pośpieszyli po aparaturę tlenową, a jednocześnie zadecydowali, że wyposażenie małego szpitala jest w tej sytua­cji niewystarczające i wezwali śmigłowiec, którym miałem zostać przetransportowany do większej kliniki w Cincinnati.

Zostałem wywieziony przez drzwi ambulatorium na lądowisko helikopterów po drugiej stronie ulicy. Nosze podskakiwały na wyboistym chodniku, pchane przez jedną z pielęgniarek, podczas gdy druga ręcznie wtłaczała we mnie powietrze. Moja matka, która kilka chwil wcześniej przyjechała do szpitala, wsiadła do śmigłowca i zajęła miejsce obok mnie. Przez cały czas byłem nieprzytomny i niezdolny do samodzielnego oddychania, trzymała mnie więc tylko za rękę.

Podczas gdy matka leciała ze mną, ojciec pojechał do domu zobaczyć, jak się ma moje rodzeństwo, i przekazać bratu oraz siostrze wieści. Tłumiąc łzy, wyjaśnił mojej siostrze, że tego dnia po południu nie przyjdzie do niej na galę z okazji ukończenia ósmej klasy. Odwiózł oboje do rodziny, a potem udał się do Cincinnati na spotkanie z nami.

Kiedy wraz z mamą wylądowaliśmy na dachu szpitala, na lądowisko wysypał się zespół kilkunastu lekarzy i pielęgniarek. Zostałem zawieziony na oddział intensywnej terapii. Na tym etapie obrzęk mózgu stał się tak poważny, że miałem powtarzające się napady padaczki pourazowej. Pęknięte kości wymagały poskładania, ale mój stan uniemożliwiał operację chirurgiczną. Po kolejnym ataku – trzecim tego dnia – zostałem wprowadzony w stan śpiączki i podłączony do respiratora.

Ten szpital nie był moim rodzicom obcy. Dziesięć lat wcześniej trafili do tego samego budynku, gdy u mojej trzyletniej siostry wykryto białaczkę. Miałem wtedy pięć lat. A mój brat zaledwie sześć miesięcy. Po dwóch i pół roku chemioterapii, nakłuć lędźwiowych oraz biopsji szpiku, moja mała siostra wyszła ze szpitala szczęśliwa, zdrowa i bez nowotworu. Teraz zaś – po 10 latach normalnego życia – rodzice znaleźli się w tym samym miejscu z innym dzieckiem.

Kiedy zapadłem w śpiączkę, szpital posłał po księdza oraz pracownika opieki społecznej, by pocieszyli moich rodziców. Był to ten sam ksiądz, który spotkał się z nimi przed dekadą, w wieczór, w którym okazało się, że moja siostra ma raka.

Dzień chylił się ku końcowi, a mnie podtrzymywało przy życiu kilka urządzeń. Rodzice to zasypiali, to znów czuwali na szpitalnym materacu – padali ze zmęczenia, a chwilę później niepokój podrywał ich na równe nogi. „To była jedna z najgorszych nocy w moim życiu” – powiedziała mi potem matka.

REKONWALESCENCJA

Na szczęście następnego dnia rano oddech uspokoił mi się na tyle, że lekarze postanowili mnie wybudzić. Po odzyskaniu przytomności odkryłem, że utraciłem węch. Pielęgniarka poprosiła, żebym na próbę wydmuchał nos i powąchał sok jabłkowy. Zmysł węchu powrócił, ale ku zaskoczeniu wszystkich czynność wydmuchiwania nosa wtłoczyła powietrze przez pęknięcia czaszki w oczodole i wypchnęła lewe oko na zewnątrz. Gałka oczna wysunęła się do przodu, utrzymywana w miejscu jedynie przez powiekę i nerw wzrokowy, łączący oko z mózgiem.

Okulista stwierdził, że po unormowaniu się ciśnienia wewnątrzczaszkowego oko stopniowo wróci na miejsce, trudno jednak powiedzieć, ile to potrwa. Termin operacji wyznaczono na nadchodzący tydzień, co miało mi dać trochę czasu na dojście do siebie. Wyglądałem, jakbym zszedł z ringu po nokaucie, ale pozwolono mi wyjść ze szpitala. Wróciłem do domu ze złamanym nosem, kilkoma pęknięciami twarzoczaszki i wyłupiastym lewym okiem.

Kolejne miesiące były trudne. Miałem wrażenie, że wszystko w życiu zwolniło bieg. Przez kilka tygodni widziałem podwójnie i dosłownie nie potrafiłem patrzeć na wprost. Trwało to ponad miesiąc, ale gałka oczna ostatecznie rzeczywiście wróciła na miejsce. Ze względu na napady padaczki i problemy ze wzrokiem dopiero po ośmiu miesiącach mogłem siąść za kierownicą. Na fizjoterapii ćwiczyłem banalne czynności motoryczne, jak chodzenie w linii prostej. Postanowiłem się nie poddać, ale niejednokrotnie popadałem w apatię i przygnębienie.

Gdy rok później wróciłem na boisko baseballowe, miałem dojmującą świadomość tego, ile mnie czeka pracy. Baseball zawsze był ważną częścią mojego życia. Mój ojciec grał w małej lidze w St. Louis Cardinals i ja też marzyłem o zawodowstwie. Po miesiącach rehabilitacji pragnąłem wrócić na pole gry bardziej niż czegokolwiek innego.

Ale powrót do baseballu okazał się niełatwy. Po rozpoczęciu sezonu byłem jedynym trzecioklasistą, który nie trafił do szkolnego zespołu. Zostałem zdegradowany – miałem grać z drugoklasistami. Dla kogoś, kto grał od czwartego roku życia i poświęcił temu sportowi tak wiele czasu i wysiłku, usunięcie z reprezentacji było upokorzeniem. Doskonale pamiętam dzień, w którym to się stało. Siedziałem w samochodzie i płakałem, przełączając stacje radiowe w poszukiwaniu piosenki, która miała mnie pocieszyć.

Po roku zwątpienia udało mi się wrócić do reprezentacji czwartoklasistów, ale większość czasu spędziłem na ławce rezerwowych. Łącznie rozegrałem wtedy 11 rund, czyli tylko nieco więcej niż jeden pełny mecz.

Pomimo niefortunnej kariery baseballowej w szkole średniej wciąż wierzyłem, że mogę zostać dobrym graczem. Wiedziałem, że wyłącznie ode mnie zależy, czy osiągnę coś więcej. Punkt zwrotny nastąpił dwa lata po wypadku, po rozpoczęciu studiów na Uniwersytecie Denisona. To był dla mnie nowy początek oraz miejsce, w którym odkryłem zaskakującą siłę małych nawyków.

SKĄD DOWIEDZIAŁEM SIĘ O NAWYKACH

Rozpoczęcie studiów na Uniwersytecie Denisona było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Dostałem miejsce w zespole baseballowym, a chociaż jako pierwszoroczniak trafiłem na szary koniec listy zawodników, byłem podekscytowany. Pomimo chaosu lat szkoły średniej udało mi się znaleźć w szeregach sportowców akademickich.

Ponieważ nie mogłem liczyć na rychłe postępy w karierze baseballowej, skupiłem się na uporządkowaniu życia. I gdy koledzy przesiadywali do późna w nocy, grając w gry wideo, ja nabierałem nawyków pozwalających mi się wysypiać i codziennie chodziłem wcześnie spać. Pomimo panującego w akademiku chaosu w swoim pokoju starałem się zachować porządek i czystość. Te usprawnienia były może nieznaczne, ale dały mi poczucie panowania nad własnym życiem. Odzyskiwałem pewność siebie. A ta rosnąca śmiałość zaprocentowała na zajęciach, bo dzięki dobrym nawykom uczenia się na pierwszym roku zebrałem same najwyższe noty.

Nawyk to pewne działanie lub zachowanie powtarzane regularnie – i w wielu przypadkach automatycznie. W każdym semestrze nabierałem drobnych, ale konsekwentnie przestrzeganych przyzwyczajeń, które ostatecznie pozwoliły mi osiągnąć niewyobrażalne początkowo rezultaty. Na przykład po raz pierwszy w życiu nabrałem nawyku podnoszenia ciężarów kilka razy w tygodniu i w ciągu kolejnych lat z chuderlaka ważącego 77 kilogramów przy wzroście 193 centymetrów stałem się atletycznym mężczyzną o masie 91 kilogramów.

Na drugim roku studiów zostałem wytypowany jako zaczynający miotacz. Rok później wybrano mnie kapitanem drużyny, a pod koniec sezonu trafiłem do reprezentacji regionu (ang. all-conference). Jednak dopiero na ostatnim roku studiów moje nawyki związane ze spaniem, uczeniem się i treningiem fizycznym zaczęły przynosić konkretne efekty.

Sześć lat po oberwaniu w twarz kijem baseballowym, odtransportowaniu śmigłowcem do szpitala i wprowadzeniu w stan śpiączki farmakologicznej ogłoszono mnie najlepszym sportowcem (w kategorii mężczyzn) na Uniwersytecie Denisona i wybrano do akademickiego zespołu ESPN All-America – to zaszczyt, który spotyka zaledwie 33 graczy w całym kraju. Do ukończenia studiów figurowałem w księgach rekordów uniwersytetu w ośmiu kategoriach. W tym samym roku otrzymałem najwyższe wyróżnienie tej uczelni – President’s Medal.

Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten chełpliwy ton. Szczerze mówiąc, w mojej karierze sportowej nie ma nic wyjątkowego czy przełomowego. Nigdy nie trafiłem do ligi zawodowej. Patrząc jednak na tamte lata, sądzę, że osiągnąłem coś równie rzadko spotykanego: wykorzystałem potencjał. I wierzę, że koncepcje opisane w tej książce tobie także pozwolą go spożytkować.

Każdy mierzy się w życiu z jakimiś problemami. Dla mnie był to ów wypadek. Z tego doświadczenia zaczerpnąłem bardzo ważną lekcję: na pozór drobne i nieistotne zmiany kumulują się i z upływem lat dają wyjątkowe efekty, jeśli będziesz się ich konsekwentnie trzymał. Wszyscy napotykamy komplikacje1, ale w dłuższej perspektywie jakość naszego życia często zależy od jakości nawyków. Pozostając przy swoich nawykach, zawsze będziesz osiągał te same rezultaty. Ale przy lepszych przyzwyczajeniach wszystko jest możliwe.

Być może są ludzie, którzy potrafią z dnia na dzień osiągnąć niewiarygodny sukces. Nie znam takich i z pewnością nie jestem jednym z nich. W okresie między wprowadzeniem w stan śpiączki a trafieniem do uniwersyteckiej reprezentacji All-American nie umiem wskazać jednego przełomowego momentu; było ich wiele. Tak naprawdę był to stopniowy rozwój, długa seria małych zwycięstw i drobnych osiągnięć. Jedyny sposób na zrobienie postępów – i mój jedyny wybór – polegał na rozpoczęciu małymi krokami. Tę samą strategię zastosowałem kilka lat później, kiedy założyłem swoją firmę i zacząłem pracować nad tą książką.

JAK I DLACZEGO NAPISAŁEM TĘ KSIĄŻKĘ

W listopadzie 2012 roku zacząłem publikować artykuły w serwisie jamesclear.com. Przez lata robiłem notatki o moich eksperymentach z nawykami i wreszcie byłem gotowy, by niektórymi podzielić się z szerszym audytorium. Zacząłem publikować teksty w każdy poniedziałek i czwartek. Po kilku miesiącach prosty nawyk pisania sprawił, że zgromadziłem pierwszy tysiąc subskrybentów, a pod koniec 2013 roku ich liczba wzrosła do ponad 30 tysięcy.

W 2014 roku moja lista mailingowa miała już ponad 100 tysięcy odbiorców, co uczyniło ją jedną z najszybciej zyskujących popularność list w internecie. Zaczynając pisać dwa lata wcześniej, czułem się jak oszust, ale stopniowo dawałem się poznać jako ekspert od nawyków – ta etykietka fascynowała mnie, lecz zarazem była trochę niewygodna. Nigdy nie uważałem się za specjalistę w tej dziedzinie, a raczej kogoś, kto eksperymentuje wraz ze swoimi czytelnikami.

W 2015 roku przekroczyłem próg 200 tysięcy subskrybentów i zawarłem z wydawnictwem Penguin Random House umowę na napisanie książki, którą właśnie czytasz. Powiększanie się mojego audytorium stwarzało nowe okazje do rozwijania biznesu. Znane firmy coraz częściej prosiły mnie o wygłoszenie prelekcji na temat przyswajania nawyków, zmieniania zachowań i ciągłego doskonalenia. Wkrótce zacząłem występować na konferencjach w Stanach Zjednoczonych i w Europie.

W 2016 roku moje artykuły zaczynały regularnie pojawiać się w dużych gazetach oraz magazynach, takich jak „Time”, „Entrepreneur” i „Forbes”. To niezwykłe, ale tego roku z moimi publikacjami zapoznało się ponad osiem milionów ludzi. Zaczęli je czytać trenerzy NFL, NBA oraz MLB i dzielić się wskazówkami ze swymi zespołami.

Na początku 2017 roku założyłem serwis Habits Academy, który przeistoczył się w ważną platformę szkoleniową dla organizacji i osób indywidualnych zainteresowanych nabieraniem lepszych nawyków w życiu i w pracy*. Firmy z listy Fortune 500 i rozwijające się start-upy zapisywały na szkolenia swoich liderów i pracowników. Kursy w Habits Academy ukończyło łącznie ponad 10 tysięcy liderów, menedżerów, coachów i nauczycieli, a dzięki pracy z nimi bardzo wiele dowiedziałem się o praktycznych aspektach działania nawyków.

Gdy w 2018 roku kończyłem pisać tę książkę, stronę jamesclear.com odwiedzały miesięcznie miliony internautów, a mój cotygodniowy biuletyn subskrybowało niemal 500 tysięcy osób – liczba tak przerastająca wszelkie moje oczekiwania z początku tego przedsięwzięcia, że nawet nie jestem pewien, co o tym myśleć.

 

JAKIE KORZYŚCI ZACZERPNIESZ Z TEJ KSIĄŻKI

Przedsiębiorca i inwestor Naval Ravikant2 powiedział: „Aby napisać dobrą książkę, trzeba samemu najpierw stać się książką”. Opisane dalej koncepcje poznałem z autopsji. Musiałem bazować na drobnych nawykach, aby dojść do siebie po wypadku, wzmocnić się na siłowni, dawać świetne występy na boisku, zostać pisarzem, założyć prężnie działającą firmę i po prostu stać się odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem. Małe przyzwyczajenia pomogły mi w wykorzystaniu swojego potencjału, a ponieważ sięgnąłeś po tę książkę, domyślam się, że tobie także na tym zależy.

Na kolejnych stronach zapoznasz się z przedstawionym krok po kroku planem nabywania lepszych nawyków – nie na najbliższe dni czy tygodnie, ale na całe życie. Choć całość bazuje na solidnym fundamencie badawczym, ta książka nie pretenduje do miana rozprawy naukowej – to raczej instrukcja obsługi. Znajdziesz w niej przede wszystkim przemyślane, praktyczne porady, opierające się na zrozumiałych i łatwych do wykorzystania naukowych wyjaśnieniach podstaw przyswajania i zmieniania nawyków.

Dziedziny, z których czerpię – biologia, neuronauka, filozofia, psychologia i inne – istnieją od wielu lat. Moja propozycja jest syntezą najlepszych pomysłów, na jakie mądrzy ludzie wpadli już dawno temu, oraz fascynujących, świeżych odkryć naukowych. Mój wkład polegał na wyszukaniu najważniejszych koncepcji i połączeniu ich w sposób pozwalający podejmować skuteczne działania. Wszelkie mądrości zawarte na kartach tej książki powinieneś uznać za zasługę wielu poprzedzających mnie ekspertów. A wszelkie głupoty potraktować jako moje potknięcia.

Fundamentem książki jest model nawyków składający się z czterech kroków (sygnał, pragnienie, reakcja i nagroda) oraz czterech praw zmiany zachowania, które z tych kroków wynikają. Czytelnicy znający zagadnienia z dziedziny psychologii być może dostrzegli, że niektóre z tych pojęć zostały zaczerpnięte z teorii warunkowania instrumentalnego (ang. operant conditioning), najpierw przedstawionej w latach 30. ubiegłego wieku przez B.F. Skinnera w oparciu o „bodziec, reakcję i nagrodę”3, a niedawno spopularyzowanej w książce Charlesa Duhigga Siła nawyku w formie „sygnału, zwyczaju i nagrody”.4

Naukowcy behawioralni tacy jak Skinner zauważyli, że zastosowanie właściwej nagrody albo kary pozwala skłonić ludzi do określonego sposobu postępowania. Ale choć model Skinnera doskonale wyjaśniał wpływ zewnętrznych bodźców na nawyki, zabrakło w nim dobrego wyjaśnienia, jak na zachowanie rzutują myśli, uczucia i przekonania. Ważne są też stany umysłu – nastroje i emocje. W minionych dziesięcioleciach badacze zaczęli określać zależności między myślami, uczuciami i zachowaniem. Ich wnioski również zostaną omówione w tej książce.

Łącznie przedstawione przeze mnie założenia stanowią zintegrowany model bazujący na naukach kognitywnych i behawioralnych. Moim zdaniem jest to jeden z pierwszych modeli ludzkiego zachowania, który uwzględnia wpływ na nawyki zarówno bodźców zewnętrznych, jak i wewnętrznych emocji. Choć niektóre terminy mogą być ci znane, jestem przekonany iż szczegóły – oraz zastosowanie czterech praw zmiany zachowania – wskażą ci nowe podejście do nawyków.

Zachowanie człowieka nieustannie się zmienia: z sytuacji na sytuację, z chwili na chwilę. Ta książka mówi jednak o tym, co niezmienne. To podstawy ludzkiego zachowania. Trwałe zasady, których możesz być pewien rok po roku. Koncepcje stanowiące fundament pod budowę biznesu, rodziny i życia.

Nie ma jedynego słusznego sposobu na nabycie korzystniejszych nawyków, ale ta książka opisuje najlepszy, jaki znam – podejście skuteczne bez względu na to, od czego zaczynasz albo co próbujesz zmienić. Omówione strategie będą odpowiednie dla każdego, kto szuka systemu pozwalającego na stopniową poprawę sytuacji niezależnie od tego, czy twoje cele dotyczą zdrowia, pieniędzy, produktywności, relacji międzyludzkich, czy wszystkich tych spraw. Ilekroć będzie chodziło o ludzkie zachowania, ta książka stanie się twoim przewodnikiem.

* Zainteresowani czytelnicy mogą zapoznać się z nią bliżej pod adresem habitsacademy.com.