Szukaj pokoju i idź za nimTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Szukaj pokoju i idź za nim


jacques philippe

Szukaj pokoju i idź za nim

Przełożył Jerzy Moderski

Wydawnictwo W Drodze, Poznań 2020

Tytuł oryginału

Recherche la Paix et poursuis-la. Petit Traité sur la Paix du Coeur

© Copyright by Editions des Beatitudes, S.O.C., 2019

© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2020

Redaktorki prowadzące – Ewa Kubiak, justyna olszewska

Redakcja – Paulina Jeske-Choińska

Korekta – Lidia kozłowska, Paulina Jeske-Choińska

Skład i łamanie – pilcrow studio

Redakcja techniczna – Krzysztof lorczyk op

Projekt okładki i layoutu – Krzysztof Lorczyk OP

Fotografia (s. 2) – don-fontijn | unsplash.com

ISBN 978-83-7906-375-8 wersja drukowana

ISBN 978-83-7906-376-5 wersja elektroniczna

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie I

ul. Kościuszki 99, 61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62

sprzedaz@wdrodze.pl

www.wdrodze.pl

Wprowadzenie

A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy.

(Kol 3,15)1

Doświadczenie ukaże wam, że pokój, który przepełni duszę waszą miłosierdziem, miłością Boga i bliźniego, jest prostą drogą ku życiu wiecznemu.

Juan de Bonilla, XVI w.

Nasza epoka jest pełna zamieszania i niepokoju. Tendencja ta, dobrze widoczna w życiu codziennym ludzi współczesnych, przejawia się też często w sferze życia chrześcijańskiego i duchowego: nasze poszukiwanie Boga, świętości, służba bliźniemu bywają często również nerwowe i niespokojne, zamiast być ufne i wyciszone, jakie być powinny, gdybyśmy przyjęli postawę małych dzieci, jak tego chce Ewangelia.

Rzeczą zasadniczą jest to, byśmy któregoś dnia zrozumieli, że dążenie ku Bogu i doskonałości, jakiej się od nas oczekuje, jest znacznie skuteczniejsze, a także łatwiejsze, kiedy człowiek nauczy się we wszystkich okolicznościach zachowywać głęboki pokój serca. A to dlatego, że staje się wówczas bardziej podatny na działanie Ducha Świętego, a Pan może zdziałać w nim znacznie więcej, niż on sam mógłby uczynić dzięki wyłącznie własnym wysiłkom. To właśnie będziemy próbowali zrozumieć, rozważając treść pierwszej części.

Następnie zrobimy przegląd rozmaitych sytuacji, w jakich często się znajdujemy, i spróbujemy objaśnić w świetle Ewangelii, jak sobie z nimi radzić w taki sposób, by zachować pokój wewnętrzny. W tradycji Kościoła nauka ta często pojawia się w słowach duchowych mistrzów.

Trzecia część stanowi wybór tekstów autorów z różnych epok, którzy podejmują i objaśniają rozmaite tematy stanowiące przedmiot naszych rozważań.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Pokój wewnętrzny ścieżką ku świętości

rozdział pierwszy

Beze Mnie nic nie możecie uczynić

Aby zrozumieć, jak ważne dla rozwoju życia chrześcijańskiego jest podejmowanie usilnych prób uzyskania i zachowania pokoju serca, musimy być głęboko przekonani, że całe dobro, jakie zdołamy uczynić, pochodzi od Boga i tylko od Niego. „(…) beze Mnie nic nie możecie uczynić”, powiedział Jezus (J 15,5). Nie powiedział: niewiele możecie uczynić, ale „nic nie możecie uczynić”. Ważne, abyśmy byli mocno przekonani o tej prawdzie. Trzeba nam będzie wiele razy ponosić klęski, przeżywać trudności i upokorzenia, jakie dopuszcza Bóg, aby prawda ta do nas dotarła, nie tylko na płaszczyźnie intelektualnej, lecz także jako doświadczenie całego naszego jestestwa. Bóg mógłby, gdyby zechciał, oszczędzić nam wszystkich tych doznań, ale są one niezbędne do tego, żeby przekonać nas o naszej zasadniczej niemożności samodzielnego czynienia dobra. Zgodnie ze świadectwem wszystkich świętych, nabycie tego doświadczenia jest dla nas konieczne. Jest ono w istocie preludium niezbędnym do wszystkich wielkich rzeczy, jakie Pan uczyni w nas mocą swojej łaski. Oto dlaczego Mała Tereska pisała, że największą rzeczą, jaką Pan sprawił w jej duszy, było „ukazanie jej małości i niemożności”.

Jeśli potraktujemy serio zacytowane wyżej słowa Ewangelii św. Jana, zrozumiemy, że fundamentalnym problemem naszego życia duchowego jest: Jak pozwolić Jezusowi działać we mnie? Jak pozwolić łasce Bożej działać bez przeszkód w moim życiu?

Tym, czym powinniśmy się kierować, nie jest bowiem zmuszanie się do robienia mnóstwa rzeczy – choćby wydawały się nam najlepsze – za pomocą naszej inteligencji, wedle własnych pomysłów, zdolności itd. Powinniśmy raczej odkryć, jakie są naturalne predyspozycje naszej duszy, głębokie skłonności serca i uwarunkowania duchowe, które pozwolą Bogu działać w nas. Tylko w ten sposób będziemy mogli przynieść owoc, tak by „owoc (…) trwał” (J 15,16).

Na pytanie: „Co powinniśmy uczynić, aby pozwolić łasce Boga działać swobodnie w naszym życiu?” nie ma jednoznacznej odpowiedzi ani uniwersalnej recepty. Aby odpowiedzieć w sposób pełny, należałoby napisać cały traktat na temat życia chrześcijańskiego, w którym mówilibyśmy o modlitwie (rzeczy tak podstawowej w tym względzie…), o sakramentach, o oczyszczeniu serca, o posłuszeństwie wobec Ducha Świętego itd., oraz o wszystkich środkach, dzięki którym łaska Boga może głębiej w nas wniknąć.

W tym małym dziełku nie chcemy omawiać wszystkich tych tematów. Chcemy zająć się tylko jednym elementem odpowiedzi na wyżej postawione pytanie. Zdecydowaliśmy się o tym mówić, bo jest to rzecz o kapitalnym znaczeniu. Poza tym jest mało znana i uwzględniana w konkretnym życiu większości chrześcijan, nawet tych głęboko wierzących.

Podstawowa rzecz, którą chcielibyśmy tu przedstawić i rozwinąć, jest następująca: aby pozwolić Bogu działać w naszym wnętrzu i rozwijać w nas (we współpracy, co oczywiste, z naszą wolą, inteligencją i możliwościami) zdolność do wszystkich tych „dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (Ef 2,10), musimy starać się osiągnąć i zachować w sobie pokój wewnętrzny, pokój serca.

Dla lepszego zrozumienia możemy posłużyć się w tym celu pewnym obrazem (nie traktując go zbyt dosłownie, to tylko porównanie), który pomoże nam to objaśnić. Wyobraźmy sobie powierzchnię jeziora, nad którą świeci słońce. Jeśli tafla wody jest gładka i spokojna, słońce odbija się w niej w sposób niemal doskonały, tym doskonalszy, im spokojniejsze jest jezioro. Jeśli natomiast powierzchnia wody będzie zmącona, wzburzona, obraz słońca nie zdoła się w niej odzwierciedlić.

Nieco podobnie dzieje się z naszą duszą w obliczu Boga: im dusza jest cichsza i spokojniejsza, tym lepiej Bóg się w niej odbija, tym mocniej się w niej odciska i tym bardziej działa przez nas łaska Boża. Jeśli jednak, wprost przeciwnie, dusza nasza jest niespokojna i wzburzona, łasce Boga działać będzie trudniej. Jedynym dobrem, jakie możemy uczynić, jest odzwierciedlenie w sobie tego największego Dobra, którym jest Bóg. Im bardziej dusza nasza jest wyciszona, spokojna, oddana, tym bardziej owo Dobro udziela się nam, a poprzez nas również innym. „Niech Pan da siłę swojemu ludowi, niech Pan błogosławi swój lud, darząc go pokojem” (Ps 29,11).

Bóg jest Bogiem pokoju. Przemawia i działa tylko w pokoju, a nie w zamieszaniu i wzburzeniu. Przypomnijmy sobie doświadczenie proroka Eliasza na górze Horeb: Pan nie był w trzęsieniu ziemi, wichurze ani w ogniu, lecz towarzyszył mu „szmer łagodnego powiewu” (1 Krl 19,12)!

Często denerwujemy się i niepokoimy, chcąc wszystko rozwiązać samodzielnie. A przecież znacznie skuteczniejsze byłoby pozostawanie w spokoju pod okiem Boga i pozwolenie, by działał w nas swoją mądrością i mocą, nieskończenie większą od naszej.

Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła. Ale wyście tego nie chcieli! (Iz 30,15)

Nasz wywód nie jest, rzecz jasna, zaproszeniem do lenistwa i nieróbstwa. To zaproszenie do działania, czasem wytężonego, ale pod wpływem Ducha Bożego, który jest duchem łagodności i pokoju. Nie zaś do działania w duchu niepokoju, wzburzenia i nadmiernego pośpiechu, który tak często nam towarzyszy. Nasza gorliwość, nawet wobec Boga, często bywa źle rozumiana. Święty Wincenty à Paulo, osoba, której w najmniejszym stopniu nie można podejrzewać o lenistwo, tak mówił: „Dobro, które czyni Bóg, dokonuje się samo, niemal bezwiednie. Musimy mu bardziej ulegać niż sami działać”.

rozdział drugi

Pokój wewnętrzny i owocna działalność apostolska

Owo poszukiwanie wewnętrznego spokoju niektórym może się wydawać czystym egoizmem: jak można proponować coś takiego jako jeden z głównych celów naszych wysiłków, podczas gdy na świecie istnieje tyle nędzy i cierpienia?

Możemy na to odpowiedzieć, że pokój wewnętrzny, o który nam chodzi, jest pokojem z Ewangelii; nie ma nic wspólnego ze swoistą nieczułością, brakiem wrażliwości i zimną obojętnością skupioną na sobie, o których wyobrażenie mogą dać nam posągi Buddy i niektóre postawy joginów. Jak przekonamy się dalej, jest wprost przeciwnie, gdyż pokój ten jest koniecznym następstwem miłości, prawdziwej wrażliwości na cierpienia bliźnich i autentycznego współczucia. Jedynie bowiem pokój serca uwalnia nas od nas samych, zwiększa naszą wrażliwość na innych i gotowość pomocy bliźniemu.

Wypada dodać w tym miejscu, że tylko człowiek, który cieszy się takim spokojem wewnętrznym, może skutecznie pomagać swemu bratu. Jakże mogę przekazać komuś pokój, skoro sam go nie mam? Jak może zapanować pokój w rodzinach, w społeczeństwie, między ludźmi, jeśli nie znajdziemy go najpierw w swoich sercach?

„Zdobądź wewnętrzny pokój, a wielu innych znajdzie go przy tobie”, powiadał św. Serafim Sarowski. Aby nabyć ten pokój wewnętrzny, zmusił się do życia przez wiele lat w nawróceniu serca i nieustannej modlitwie. Dopiero po szesnastu latach życia jako mnich, szesnastu jako pustelnik i szesnastu latach samotności w celi, czyli czterdziestu ośmiu latach oddania swego życia Panu, zaczął w widoczny sposób promieniować pokojem. Ale jakież przyniosło to owoce: przybywały do niego tysiące pielgrzymów, którzy po spotkaniu z nim odchodzili wzmocnieni, wyzbyci wątpliwości i niepokoju, świadomi swego powołania, uzdrowieni na ciele i w duszy.

 

Słowa św. Serafima świadczą jedynie o jego osobistym doświadczeniu, identycznym z doświadczeniami innych świętych. Zdobycie i zachowanie pokoju wewnętrznego, niemożliwe bez modlitwy, powinno zatem być dla każdego człowieka priorytetem, zwłaszcza dla tych, którzy chcieliby wyświadczyć bliźnim coś dobrego. Bez tego pokoju jakże często przekazujemy tylko własne lęki i niepokoje.

rozdział trzeci

Pokój i walka duchowa

Musimy jednak objawić tu jeszcze jedną prawdę, nie mniej ważną od tej, o której mowa była wyżej. Tę mianowicie, że życie chrześcijańskie jest walką, bezpardonową wojną. Święty Paweł w Liście do Efezjan zachęca nas: „Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać (…) przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,11–17), po czym wymienia wszystkie detale owej zbroi, którą mamy przyoblec.

Każdy chrześcijanin musi być całkowicie przekonany, że jego życie duchowe w żadnym razie nie powinno być toczącym się spokojnie i bez przeszkód maleńkim życiem, ale winno być nieustanną, czasem bolesną walką, która zakończy się dopiero w chwili śmierci: walką przeciw złu, pokusom i grzechowi, który w nas jest. Walka ta jest nieunikniona, ale powinniśmy rozumieć ją jako rzeczywistość skrajnie pozytywną. Ponieważ „bez wojny nie ma pokoju” (św. Katarzyna ze Sieny), to i bez walki nie ma zwycięstwa. Walka ta jest właśnie miejscem naszego oczyszczenia, naszego duchowego wzrostu, gdzie uczymy się poznawać siebie w swoich słabościach oraz poznawać Boga w Jego nieskończonym miłosierdziu; walka ta jest w ostatecznym rozrachunku miejscem naszej przemiany i chwały.

A jednak walka duchowa chrześcijanina, choć często twarda, nie jest w żadnym razie rozpaczliwą walką kogoś, kto walczy w samotności i zadaje ciosy na oślep, nie wiedząc, czym się ta konfrontacja skończy. Jest to walka kogoś, kto walczy z absolutną pewnością, że zwycięstwo zostało już odniesione, bo Pan zmartwychwstał: „Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy” (Ap 5,5). Nie walczy za pomocą własnej siły, ale siłą Pana, który mówi do niego: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). Jego główną bronią nie jest naturalna siła charakteru ani ludzka umiejętność, lecz wiara – całkowite zawierzenie Chrystusowi, które nawet w najgorszych chwilach pozwala mu oddać się ze ślepym zaufaniem Temu, który go nie porzuci.

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13).

Pan światłem i zbawieniem moim. Kogóż mam się lękać? (Ps 27,1)

Chrześcijanin zmaga się czasem gwałtownie i rzec można, opiera się „(…) aż do przelewu krwi, walcząc przeciwko grzechowi” (Hbr 12,4), lecz walczy ze spokojnym sercem, a im spokojniejsze jest jego serce, tym skuteczniejsza walka. Ponieważ, jak to już powiedzieliśmy, to właśnie ów pokój wewnętrzny pozwala mu walczyć nie za pomocą własnych sił, które prędko uległyby wyczerpaniu, ale przy pomocy sił Boga.

Rozdział czwarty

Stawką walki jest pokój

Musimy tu wyraźniej podkreślić jeszcze jedną rzecz. Człowiek wierzący w całej tej walce, choćby najgwałtowniejszej, stara się zachować pokój serca, aby pozwolić Bogu walczyć w jego wnętrzu. Trzeba jednak mieć też świadomość tego: pokój wewnętrzny nie tylko jest warunkiem walki duchowej, ale nierzadko jej stawką. Bardzo często walka duchowa na tym właśnie polega: aby bronić pokoju serca przeciw wrogowi, który ze wszystkich sił próbuje nam go odebrać.

W rezultacie jedną z najbardziej typowych strategii Szatana, zmierzających do oddalenia duszy od Boga i opóźnienia jej postępu duchowego, jest spowodowanie utraty wewnętrznego spokoju. Oto, co powiadał Wawrzyniec Scupoli, jeden z wielkich mistrzów duchowych XVI wieku, wielce poważany przez św. Franciszka Salezego:

Szatan podejmuje wszelkie wysiłki, aby wygnać pokój z naszego serca, gdyż wie, że Bóg trwa w pokoju i to w pokoju dokonuje wielkiego dzieła.

Warto o tym pamiętać, bo nader często, w powszednim toku naszego chrześcijańskiego życia, zdarza się, że mylimy się w naszej walce i źle kierujemy wysiłki. Walczymy na terenie, na który Szatan subtelnie nas wciąga, bo tam właśnie łatwiej może nas pokonać, nie zaś na właściwym polu bitwy, gdzie, z Bożą łaską, zawsze możemy być pewni zwycięstwa. I to jest jeden z „sekretów” duchowej walki: nie mylić się w walce i mieć dobre rozeznanie, pomimo podstępów nieprzyjaciela próbującego nas zwieść co do tego, gdzie jest prawdziwe pole bitwy, przeciw czemu naprawdę walczymy i ku czemu kierujemy nasze wysiłki.

Wierzymy na przykład, że prowadzenie duchowej walki oznacza przezwyciężenie wszystkich swoich słabości, nieuleganie żadnym pokusom, słabościom i upadkom. Ależ na takim terenie zostaniemy nieuchronnie pokonani! Kto z nas bowiem może zakładać, że nigdy nie upadnie? I tego Bóg z pewnością od nas nie oczekuje, ponieważ „Wie On, z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem” (Ps 103,14).

Prawdziwa walka duchowa wprost przeciwnie, inaczej niż ambicja bycia niezwyciężonym lub wolnym od upadku, które są poza naszym zasięgiem, polega zasadniczo na uczeniu się i godzeniu, lecz bez zniechęcania, z tym, że zdarza nam się upadać. Nie powinno to jednak burzyć spokoju naszego serca, gdy przydarzy nam się pożałowania godny upadek, ani nie powinniśmy smucić się tym nadmiernie, lecz potrafić wykorzystywać swoje upadki, aby wznieść się wyżej… To oczywiście jest możliwe, lecz pod warunkiem, że nie ulegamy panice i trwamy w pokoju…

Można zatem wyróżnić następującą zasadę: pierwszym celem walki duchowej, ku któremu przede wszystkim zmierzać powinny nasze wysiłki, nie jest odnoszenie nieustannych zwycięstw (nad naszymi słabościami i pokusami), ale raczej uczenie się zachowywania pokoju serca we wszystkich okolicznościach, nawet w razie upadku. Tylko wówczas będziemy mogli osiągnąć inny cel, którym jest eliminowanie naszych upadków, błędów, niedoskonałości, grzechów. Tego właśnie zwycięstwa powinniśmy chcieć i pragnąć, wiedząc jednak zarazem, że nie osiągniemy go za pomocą naszych własnych sił; i nie powinniśmy sądzić, że uda nam się osiągnąć je od razu. Jedynie łaska Boga da nam to zwycięstwo, łaska, której działanie będzie tym silniejsze i szybsze, im lepiej potrafimy zachować wewnętrzny pokój i ufnie oddać się w ręce naszego Ojca w niebie.

rozdział piąty

Usprawiedliwienia, którymi tłumaczymy utratę spokoju, są zawsze złymi usprawiedliwieniami

Jednym z głównych przejawów duchowej walki jest walka na płaszczyźnie myśli. Walczyć to znaczy przeciwstawiać myślom – pochodzącym z naszego własnego umysłu lub z otoczenia, a nierzadko także od Wroga (choć pochodzenie ich nie jest aż tak ważne…), i wywołującym w nas zamęt, lęki i obawy – myśli przynoszące ukojenie i przywracające w nas pokój. W obliczu tej walki „Szczęśliwy mąż, który napełnił (…) swój kołczan” (Ps 127,5) strzałami dobrych myśli, czyli mocnych przekonań opartych na wierze, które karmią naszą inteligencję i umacniają serce w chwilach próby.

Pośród tych strzał „w ręku wojownika” (Ps 127,4) jedną z afirmacji wiary, które powinny być w nas stale obecne, jest ta, że wszystkie usprawiedliwienia, którymi tłumaczymy utratę pokoju, są zawsze złymi usprawiedliwieniami.

Oczywiście, to przekonanie nie może się opierać na ludzkich rozważaniach. Może być jedynie pewnością wiary, opartą na słowie Bożym. O tym, że nie wynika ono ze światowych racji, powiedział nam jasno Jezus:

Pokój mój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze, ani się lęka (J 14,27).

Jeśli szukamy pokoju takiego „jak daje świat”, jeśli oczekujemy pokoju z doczesnych pobudek i zgodnie z doczesnymi motywacjami i mentalnością otaczającego nas świata uważamy, że możemy pokoju doświadczać (bo wszystko jest w porządku, bo nie doznajemy przeciwności, a nasze potrzeby są w pełni zaspokojone itd.), to oczywiście nigdy nie zaznamy pokoju albo pokój nasz będzie bardzo kruchy i krótkotrwały.

Dla nas, wierzących, ostateczny powód, dla którego możemy zawsze trwać w pokoju, nie pochodzi ze świata. „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18,36). Pochodzi z zaufania słowom Jezusa.

Kiedy Pan zapewnia, że „pokój nam zostawia, że pokój swój nam daje”, to Jego słowo jest Boskim słowem, słowem, które ma w sobie tę samą moc stwórczą co słowo, które wydobyło z niebytu niebo i ziemię, ma ten sam ciężar co słowo, które ucisza burzę, które uzdrawia chorych i wskrzesza martwych. Ponieważ Jezus nas o tym zapewnia i dwukrotnie daje nam swój pokój, wierzymy, że pokój ten nie zostanie nam odebrany. „Bo dary łaski (…) są nieodwołalne” (Rz 11,29). To my nie zawsze potrafimy je przyjąć i zachować. Bo, jakże często, brakuje nam wiary…

To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Jam zwyciężył świat (J 16,33).

W Jezusie zawsze możemy trwać w pokoju, ponieważ zwyciężył świat i powstał z martwych. Swoją śmiercią zwyciężył śmierć i anulował ciążący na nas wyrok potępienia. Objawił w stosunku do nas Boże miłosierdzie. A „jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam? (…) Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” (Rz 8,31.35).

Wychodząc od tego nienaruszalnego fundamentu wiary, przyjrzymy się teraz kilku sytuacjom, w których często zdarza się nam tracić w jakimś stopniu pokój serca. Spróbujemy ukazać w świetle wiary, jak bezowocne i niepotrzebne jest niepokojenie się w taki sposób.

Zanim to jednak zrobimy, warto będzie zauważyć i doprecyzować, do kogo się odnoszą i dla kogo ważne są rozważania na ten temat.

Rozdział szósty

Dobra wola jako niezbędny warunek pokoju

Pokój wewnętrzny, o którym mowa, nie może oczywiście stać się udziałem człowieka niezależnie od jego postawy wobec Boga.

Człowiek, który przeciwstawia się Bogu, który mniej lub bardziej świadomie odeń ucieka, albo też ucieka od niektórych Jego wymagań, nie zdoła zaznać pokoju. Gdy człowiek jest blisko Boga, kocha i pragnie służyć Panu, to typowa strategia Szatana polega na pozbawieniu go pokoju serca, podczas gdy Bóg, wręcz przeciwnie, śpieszy człowiekowi z pomocą, aby ten pokój mu zapewnić. Prawo to jednak ulega odwróceniu w przypadku osoby, której serce oddalone jest od Boga i która żyje w obojętności i złu: wówczas demon próbuje ją uspokoić i podtrzymać w fałszywym spokoju, podczas gdy Bóg, pragnący jej nawrócenia i zbawienia, będzie niepokoił jej sumienie, aby spróbować doprowadzić ją do skruchy.

Człowiek nie zdoła pozostawać w trwałym i głębokim pokoju, jeśli oddalony jest od Boga, a jego wola nie jest całkowicie zwrócona ku Niemu:

Stworzyłeś nas (…) jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.

Święty Augustyn, Wyznania2

Niezbędnym warunkiem wewnętrznego pokoju jest zatem to, co możemy nazwać dobrą wolą. Możemy ją nazwać również czystością serca. To właśnie owa zrównoważona i stała dyspozycja człowieka, który zdecydował się na ukochanie Boga nade wszystko, który we wszystkich okolicznościach szczerze pragnie stawiać na pierwszym miejscu wolę Boga, a nie swoją. Który świadomie niczego Bogu nie odmówi. Być może (a nawet z pewnością…) w codziennym życiu jego zachowanie nie pozostanie w doskonałej harmonii z tym zamierzeniem i pragnieniem. W wypełnianiu tego pragnienia będzie wiele niedoskonałości. Człowiek ten będzie jednak cierpiał z tego powodu, prosił Pana o wybaczenie i próbował dążyć do poprawy. Po chwilach możliwych upadków będzie podejmował wysiłek powrotu do zwykłych zamiarów, by we wszystkim, bez wyjątku, zgadzać się z Bogiem.

Oto, na czym polega dobra wola. Nie jest to doskonałość, skończona świętość, ponieważ może współistnieć z wahaniami, niedoskonałościami, błędami nawet. Lecz jest to droga do celu, bo owa zwykła skłonność serca (której fundament leży w cnotach wiary, nadziei i miłości) pomaga łasce Boga popychać nas stopniowo ku doskonałości.

Ta właśnie dobra wola i determinacja, by zawsze mówić Bogu „tak”, zarówno w rzeczach wielkich, jak i małych, jest warunkiem sine qua non wewnętrznego pokoju. Zanim nie uzyskamy tej determinacji, zawsze pozostanie w nas pewien niepokój i jakiś smutek: niepokój, że nie kochamy Boga tak, jak On nas zachęca, byśmy Go kochali, a smutek, że jeszcze nie daliśmy Mu wszystkiego. Nie możemy trwać prawdziwie w pokoju, póki nasze serce nie odnalazło Jego jedności; serce zaś pozostaje w jedności tylko wtedy, gdy wszystkie nasze pragnienia są podporządkowane pragnieniu kochania Boga, podobania się Mu i wypełniania Jego woli. Implikuje to zarazem, rzecz jasna, zwykłe postanowienie uwolnienia się od wszystkiego, co jest Bogu przeciwne. Oto, na czym polega dobra wola, niezbędny warunek pokoju duszy.

 

Rozdział siódmy

Dobra wola jako wystarczający warunek pokoju

Można też powiedzieć i tak, że ta dobra wola wystarcza, abyśmy mieli prawo do zachowania swego serca w pokoju. Nawet gdy, mimo wszystko, popełniliśmy wiele błędów i doświadczyliśmy wielu upadków: „Pokój na ziemi ludziom dobrej woli”, jak głosił łaciński tekst Wulgaty3.

W rezultacie, czegóż Bóg może od nas żądać, jeśli nie owej dobrej woli? Czegóż więcej mógłby od nas wymagać On, który jest Ojcem dobrym i wyrozumiałym, jeśli nie tego, by Jego dziecko pragnęło kochać Go ponad wszystko i cierpiało, że nie kocha Go wystarczająco, a przy tym chciało odciąć się od wszystkiego, co jest Jemu przeciwne? Czyż nie zechce On wkroczyć teraz, by zaspokoić owo pragnienie, którego człowiek samodzielnie, za pomocą jedynie własnych sił, nie zdoła w pełni zrealizować?

Aby wzmocnić wagę tego, co powiedzieliśmy, że nasza dobra wola wystarczy, by spodobać się Bogu i zyskać pokój, przytaczamy epizod z życia św. Teresy od Dzieciątka Jezus, tak jak zrelacjonowała go nam jej siostra Celina:

Kiedy, w pewnych okolicznościach, siostra Teresa od Dzieciątka Jezus ukazała mi moje błędy, byłam smutna i zbita z tropu. – Ja, która tak bardzo pragnę zdobyć cnotę – myślałam – jestem oto tak daleka od tego. Tak bardzo chcę być łagodna, cierpliwa, pokorna, wyrozumiała! ale nigdy do tego nie dojdę… – Wieczorem, w czasie rozmyślania, przeczytałam, że św. Gertruda wyraziła takie samo pragnienie, a Zbawiciel odpowiedział jej na to:

„We wszystkim i przede wszystkim miej dobrą wolę, bo tylko takie usposobienie udzieli twej duszy blasku i szczególnej zasługi wszystkim cnotom. Ktokolwiek ma dobrą wolę, szczere pragnienie przysporzenia Mi chwały, składania dziękczynienia, współcierpienia ze Mną, kochania i służenia Mi tak, jak całe stworzenie razem wzięte, ten niewątpliwie otrzyma nagrody godne mej hojności i jego pragnienie może przynieść mu więcej korzyści niż innym ich dobre uczynki”.

Bardzo zadowolona z tych tak bardzo dla mnie korzystnych słów, podzieliłam się nimi z naszą drogą Mistrzynią, która je zaakceptowała i dorzuciła:

„Czytałaś może o fakcie podanym w żywocie Ojca Surina? Raz, w czasie egzorcyzmowania, powiedzieli mu szatani: Ze wszystkim damy sobie radę, tylko temu »małemu pieskowi« – dobrej woli – nie potrafimy nigdy stawić oporu! Otóż, jeśli nie posiadasz cnoty, to masz »małego pieska«, który wybawi Cię ze wszystkich niebezpieczeństw; pociesz się, on doprowadzi Cię do Raju! Ach! któraż dusza nie pragnie posiadać cnoty! To jest zwyczajna rzecz! Ale jakże jest mało takich, które godzą się na to, że upadają, że są słabymi, że widzą siebie na ziemi, i które godzą się na to i są z tego zadowolone, że i inni je również tam widzą”4.

Jak widzimy z tego tekstu, doskonałość według Teresy (Pius XI uważał ją za największą świętą współczesnych czasów) nie jest czymś, co osiąga się spontanicznie! Powrócimy jeszcze do tego. Tymczasem poprzestańmy na zapamiętaniu tego, co dotyczy dobrej woli. I przejdźmy do zapowiedzianych wcześniej rozważań na temat rozmaitych powodów, z jakich zdarza nam się często tracić pokój serca.

Część druga

Jak reagować na to, co odbiera nam pokój

Rozdział pierwszy

Życiowe kłopoty i strach, że coś nam umknie

Najbardziej typowym powodem, dla którego zdarza się nam tracić pokój, jest obawa spowodowana różnymi sytuacjami, które dotykają nas osobiście i w których czujemy się zagrożeni: niepokój w obliczu trudności obecnych lub przyszłych, lęk, że umknie nam coś ważnego, że nie uda się nam zrobić dobrze tego lub tamtego itd. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Dotyczą one wszystkich obszarów naszego życia: zdrowia, życia rodzinnego i zawodowego, życiowej moralności, a także samego życia duchowego.

W istocie, za każdym razem chodzi o jakieś dobro rozmaitej natury, dobro materialne (pieniądze, zdrowie, siły), moralne (zdolności ludzkie, szacunek, uczucia wobec niektórych osób), a nawet duchowe; dobro, którego pożądamy i które uznajemy za niezbędne, którego nie chcemy utracić lub boimy się, że go nie uzyskamy, lub wreszcie takie, którego istotnie nam brakuje. Wówczas niepokój spowodowany brakiem albo lękiem przed nieosiągnięciem czegoś sprawia, że tracimy pokój.

Cóż zatem pozwoli nam pozostawać zawsze w pokoju, stając twarzą w twarz z sytuacją tego rodzaju? Nasze zasoby i mądrość ludzka, z jej ostrożnością, przewidywaniem, gromadzeniem zapasów i wszelkiego rodzaju zabezpieczaniem się z pewnością nie wystarczą. Kto może zagwarantować sobie pewność posiadania jakiegoś dobra, jakiejkolwiek natury? Z takiej sytuacji nie wybrniemy za pomocą kalkulacji i zapobiegliwych działań. „Kto z was, martwiąc się, może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?” (Mt 6,27). Człowiek nigdy nie może mieć pewności uzyskania czegokolwiek, a wszystko, co trzyma w rękach, może utracić z dnia na dzień i nie ma żadnej gwarancji, na której mógłby się oprzeć z absolutną pewnością… I nie tego, oczywiście, uczył nas Jezus. Wręcz przeciwnie, mówił tak: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je” (Mt 16,25).

Można nawet powiedzieć, że najpewniejszym sposobem utraty pokoju jest właśnie uporczywe próbowanie zabezpieczenia swego życia jedynie za pomocą czysto ludzkich działań, przedsięwzięć i osobistych decyzji albo szukanie oparcia w kimś innym. W jakież niepokoje i cierpienia wplątuje się osoba, która chce się „ratować” w taki sposób: trzeba wziąć pod uwagę naszą niemoc, ograniczone siły, niemożność przewidzenia wielu rzeczy i rozczarowania, jakie mogą nam sprawić osoby, na które liczymy.

Aby zachować pokój pośród niepewności ludzkiej egzystencji, mamy tylko jedno wyjście: oprzeć się wyłącznie na Bogu, z pełnym zaufaniem i wiarą w Niego, jak w słowach „(…) Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie” (Mt 6,32).

Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was, martwiąc się, może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele polne, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary? Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie martwcie się więc o jutro, bo dzień jutrzejszy sam o siebie martwić się będzie. Dosyć ma dzień każdy swojej biedy (Mt 6,25–32).

Jezus, rzecz jasna, nie chce zabraniać nam czynienia tego, co konieczne, aby zarobić na jedzenie, ubranie i zaspokojenie wszystkich naszych niezbędnych potrzeb. Chce jednak uwolnić nas od troski, która nas dręczy i sprawia, że tracimy pokój. Wielu jednak słowa te szokują i nie chcą oni przyjąć ich w sposób pełny. Są wręcz oburzeni takim sposobem widzenia. A jednak iluż cierpień i niepotrzebnych kłopotów mogliby sobie oszczędzić, gdyby zechcieli wziąć na poważnie te słowa, które są Bożymi słowami miłości, pocieszenia i nadzwyczajnej, czułej troski.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?