303. Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki. Działania wojenne 1940-1945Tekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Około 13:30 dostrzegłem nieprzyjacielskie bombowce i myśliwce lecące w kierunku wybrzeża. Messerschmitty leciały jakieś 2 tys. stóp nad Dornierami. Nasz dywizjon zaatakował bombowce z tyłu i z góry. Po drugim ataku dwa samoloty nieprzyjaciela wyszły z szyku. Jeden z nich spadł do morza, dymiąc. Drugi został zaatakowany przez nasze myśliwce i również spadł do morza, ciągnąc za sobą smugę dymu. Nad Kanałem zauważyłem Do 215 zmierzającego powoli w kierunku Francji. Zaatakowałem go, strzelając trzy serie od tyłu i z przewagi wysokości, z odległości ok. 100 jardów, jednak bez żadnego skutku. Maszyna nieprzyjaciela jedynie obniżyła lot. W tym momencie nad bombowcem pojawiły się dwa myśliwce. Sądząc, że były to nasze maszyny, dołączyłem do nich, aby wspólnie zaatakować bombowiec. Zbliżywszy się do nich stwierdziłem, że były to dwa Me 109 osłaniające bombowiec. Oddałem serię do jednego z nich z odległości ok. 50 jardów. Następnie oddałem dłuższą serię do drugiego z Messerschmittów, który ani nie zadymił, ani się nie zapalił, lecz natychmiast poszedł piką do morza. Ponownie zaatakowałem bombowiec i oddałem kolejną, nieskuteczną serię z tyłu, z odległości 30 jardów. Atakowałem dalej i samolot nieprzyjaciela, który leciał już nad Francją, usiłował jakby wylądować, uderzył prawym skrzydłem o ziemię i stanął w ogniu. Nikt z załogi nie opuścił maszyny. Zauważyłem, że bombowce nieprzyjaciela leciały w ciasnym szyku i na wielkiej szybkości aż do Francji. Messerschmitty krążyły nad bombowcami pojedynczo i parami29.

Po południu tego samego dnia w walce nad Brookland jednostka dodała do swojego konta kolejne dwa pewne zwycięstwa. Były to jej ostatnie sukcesy we wrześniu 1940 r.

Październik rozpoczął się szczęśliwie dla Kenta. 1 października o godz. 13.10 dziewięciu pilotów dywizjonu wystartowało na patrol z zadaniem przechwycenia niemieckiej wyprawy bombowej. Podczas lotu Kent oddzielił się od reszty formacji i samotnie zaatakował formację Bf 109. Po powrocie do Northolt Brytyjczyk zgłosił jedno zestrzelenie pewne i drugie prawdopodobne.


Najskuteczniejszy pilot 303. Dywizjonu Myśliwskiego z okresu walk nad Anglią, Sgt. František. IPMS.

Trzy kolejne dni bitwy nad Anglią nie przyniosły starć. Dopiero 5 października o godz. 11.05 12 Hurricane’ów zostało skierowanych z 1 Squadronem RCAF nad obszar Rochester. Luftwaffe zaatakowała tego dnia kilkoma formacjami, w składzie od 30 do 50 samolotów. Polacy nie spotkali bombowców, udało im się natomiast przechwycić ugrupowanie Messerschmittów 109 i 110. W starciu piloci odnieśli sukces zgłaszając 8½-0-0 zwycięstw30, ale zestrzelony został Januszewicz, którego Hurricane spadł na ziemię w pobliżu Hawkinge.

6 października o godz. 10.30 lotnisko Northolt stało się za to celem ataku niemieckich bombowców. W dokumentacji dywizjonu odnotowano: O 12:00 samolot niemiecki typu Ju 88 z niskiej wysokości, stosując moment zaskoczenia, zrzucił trzy bomby31. W wyniku bombardowania częściowo zniszczono hangary. Dwa samoloty należące do dywizjonu również uległy zniszczeniu. Zabity został Sgt. Antoni Siudak. W czasie bombardowania odznaczyli się odwagą w ratowaniu sprzętu, będąc w zasięgu działania bomb, członkowie personelu naziemnego: Wiórkiewicz, Mikołajczyk i Roubo.


Raport P/O Fericia z 27 września 1940 r. NA.


Raport F/L Kenta z 1 października 1940 r. NA.

7 października jednostka wystartowała w składzie 12 Hurricane’ów o godz. 13:35. Dwadzieścia minut później nad Kenley na pułapie 20 tys. stóp Polacy zaatakowali ugrupowanie 50 Messerschmittów 109. Walkę opisano szczegółowo w dokumentacji sprawozdawczej jednostki:

Dywizjon leciał na czele 1. kanadyjskiego dywizjonu. 11 Hurricane’ów wystartowało z Northolt o godz. 13.20. 10 Hurricane’ów lądowało w Northolt między 14.20 a 14.50. Dywizjon otrzymał polecenia patrolowania po linii Kenley-Brooklands na wysokości 20 tys. stóp. Po kilku zmianach kursu, dywizjonowi nakazano zmianę kursu na 55 stopni i przekazano mu informację o samolotach nieprzyjaciela z prawej strony. Informacja okazała się prawidłowa. Ok. 50 Me 109 i 4 He 113 leciało kursem północno-wschodnim nad Londynem, na wysokości 25-30 tys. stóp. Samoloty te znurkowały piątkami. Dwie takie grupy zaatakowały kanadyjski dywizjon 1, pozostałe poleciały za nimi, po czym zaczęły uciekać lotem nurkowym na południe. Dywizjon usiłował je doścignąć, ale bez powodzenia. Dywizjon następnie ruszył za inną formacją Me 109 lecącą kursem zachodnim. Maszyny te zeszły w dół do ataku i ruszyły w pogoń za nimi nad Kanałem, lecąc na południe. Hurricane’y nie były w stanie dogonić Me w locie poziomym. Wszystkie te Me miały nosy pomalowane na żółto. F/O Pisarek zniszczył jednego Me 109 nad Kanałem. Sgt. Bełc zniszczył jednego Me 109 na południowy zachód od Redhill. Sgt. Szaposznikow zniszczył jednego Me 109 nad morzem na wysokości Brighton i prawdopodobnie zniszczył kolejnego. P/O Mierzwa wylądował na pozorowanym lotnisku i rozbił samolot przy starcie. [Mierzwa] dotarł do Detling; nie odniósł obrażeń. Pokrywa chmur (2/10) zalegała na wysokości 3 tys. stóp. Podsumowanie: Straty npla: 3 Me 109 zniszczone i jeden zniszczony prawdopodobnie [ostatecznie zakwalifikowany jako uszkodzony]. Nasze straty: 1 Hurricane (kategoria uszkodzenia niewiadoma)32.

Kolejnego dnia do starć z samolotami Luftwaffe nie doszło, jednak dywizjon poniósł ciężką stratę. O godz. 9.00 piloci wystartowali na patrol w składzie 12 Hurricane’ów. W czasie powrotu do Northolt od formacji odłączył się František, którego Hurricane kilkanaście minut później rozbił się w Cuddington Way niedaleko Sutton. Okoliczności śmierci najskuteczniejszego z pilotów dywizjonu do dziś nie zostały jednoznacznie wyjaśnione. W oficjalnym sprawozdaniu podano, że lotnik zginął w czasie próby awaryjnego lądowania. Nie brakuje jednak zwolenników teorii, że został on zestrzelony lub jego śmierć była wynikiem brawurowej akrobacji wykonywanej nad okolicą, gdzie ponoć mieszkała jego angielska sympatia.


Raport Sgt. Bełca z 7 października 1940 r. NA.

11 października o godz. 15.40 z lotniska Northolt wystartowało 18 Hurricane’ów, których piloci po niespełna godzinie wylądowali na lotnisku w Leconfield. 303. Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki zakończył udział w Bitwie o Wielką Brytanię i odszedł na zasłużony odpoczynek. Na koncie zestrzeleń pilotów z tego okresu było 126 pewnych zestrzeleń, co utrwalono, malując tę liczbę na jednym z samolotów. Dawało to polskiemu dywizjonowi pierwsze miejsce w rankingu najskuteczniejszych jednostek walczących wówczas na angielskim niebie. Po wojnie okazało się jednak, że szacunki RAF z sierpnia, września i października 1940 r. były zbyt optymistyczne, a jego dowództwo miało już wtedy wątpliwości co do rzetelności ocen pilotów związanych z walkami powietrznymi.

Brytyjczycy publicznie podjęli ten temat już w 1947 r., po przejęciu niemieckich dokumentów. Bezpośrednio po bitwie szacowano, że przeciwnicy utracili w niej nieco mniej niż 2,5 tys. samolotów. Później, w rezultacie różnych zmian dotyczących ram czasowych i kryteriów zestrzeleń, obliczono, że piloci RAF zestrzelili od 10 lipca do 31 października 1940 r. 2471 maszyn Luftwaffe (dodatkowe 221 samolotów „zaliczonych” zostało artylerii). Tymczasem po analizie zdobytych dokumentów niemieckich okazało się, że Luftwaffe straciła w tych działaniach 2.376 samolotów, i to z wszelakich przyczyn, także niebędących rezultatem działań RAF.


Pełniący obowiązki dowódcy 303. Dywizjonu Myśliwskiego F/O Urbanowicz. IPMS.

Dla Brytyjczyków stało się jasne, że w 1940 r. odnieśli wprawdzie zwycięstwo, ale przecenili rozmiary strat zadanych nieprzyjacielowi. 14 maja 1947 r. w Izbie Gmin odbyła się debata na ten temat wywołana przez oświadczenie sekretarza stanu Noela Bakera, który przedstawił nowe dane. Wynikało z nich, że na konto pilotów RAF można zapisać 1437 zniszczonych samolotów Luftwaffe, a więc o ponad tysiąc mniej niż pierwotnie założono. Oświadczenie Noela przeszło wówczas bez większego echa. Dwa lata po zakończeniu wojny ludzie mieli inne problemy niż ustalenie strat niemieckiego lotnictwa. Później do tematu wrócili historycy, powstały pierwsze książki poświęcone temu zagadnieniu. W rezultacie różnych naukowych badań podawane były oczywiście różne wyniki, ale od lat 70. żaden zachodni autor nie traktował już liczby 2,5 tys. maszyn jako tej, która mówiła o faktycznych niemieckich stratach w 1940 r. nad wyspą. Podobne przeszacowania z czasem zostały dokonane także w odniesieniu do kolejnych lat wojny – powstało nawet określenie overclaim. Dziś w pracach angielskojęzycznych pisze się po prostu: w tej walce dywizjony RAF zgłosiły zestrzelenie 15 samolotów, ale faktyczne straty niemieckie wynosiły pięć maszyn. Nikogo to już nie dziwi i nikogo nie bulwersuje. Trzeba przy tym pamiętać, że badacze, którzy podejmują tę problematykę, są bardzo ostrożni w przypadku indywidualnych dokonań pilotów. Jest przecież oczywiste, że jeśli zmniejszono ogólną liczbę sukcesów, powinno to w konsekwencji doprowadzić do wnikliwej analizy zestrzeleń poszczególnych pilotów. Na to jednak jak do tej pory nikt nie miał odwagi. Mamy więc sytuację, w której lista zestrzeleń indywidualnych zaliczonych poszczególnym lotnikom alianckim pozostaje w sprzeczności z faktycznymi stratami nieprzyjaciela.

 

W tym kontekście należy stwierdzić, że nie wiadomo, ile samolotów Luftwaffe zniszczyli lotnicy Polskich Sił Powietrznych, a to, co bierzemy za ich wymierne sukcesy, są jedynie roszczeniami zaliczonymi ówcześnie, ale z dzisiejszej perspektywy często wątpliwymi. Owszem, mówi się o tym i pisze, ale mimochodem i z reguły ze stosowną „laurką” pod adresem kombatantów. Już w 1974 r. jeden z autorów zastrzegał: Nie chciałbym być źle zrozumiany. Jestem daleki od odmawiania zarówno męstwa, jak i sukcesów tym, którzy tak szeroko rozsławili imię polskiego żołnierza, od kwestionowania ich dobrej wiary czy deprecjonowania polskiego wkładu w wielkie zwycięstwo nad Luftwaffe. Chodzi mi natomiast o tzw. trzeźwe spojrzenie i o uwzględnienie specyfiki działań w powietrzu. Przecenianie skuteczności własnego oręża zdarzało się i innym […]. Groźny zatem byłby dopiero brak krytycyzmu w ocenie meldunków bojowych – błąd, który był jedną z przyczyn niemieckich niepowodzeń w bitwie o Anglię, a którego nie powinniśmy dziś chyba powtarzać33. Od ponad 30 lat niewiele się w tej kwestii zmieniło i u części interlokutorów twierdzenia podważające zgłoszenia polskich pilotów myśliwskich traktowane są z oburzeniem i zapalczywością godną lepszej sprawy.

Liczba „126” w powszechnym odbiorze funkcjonuje jako liczba samolotów Luftwaffe zestrzelonych przez 303. Dywizjon Myśliwski. Jest to oczywista nieprawda, bowiem w rzeczywistości jest to tylko liczba zgłoszeń samolotów nieprzyjaciela, zameldowanych przez lotników tej jednostki jako zestrzelone na pewno. Należy ją traktować jako roszczenie, nie zaś potwierdzenie faktu zniszczenia konkretnej liczby niemieckich maszyn. Otwarcie mówiąc, nikt, nigdzie i nigdy nie obliczył, ile samolotów Luftwaffe zniszczył 303. Dywizjon Myśliwski w czasie gdy uczestniczył w tych walkach. Co więcej, można się pokusić o twierdzenie, że nigdy takie obliczenia nie zostaną przeprowadzone, ponieważ charakter działań lotniczych nad Wielką Brytanią w 1940 r. wyklucza taką możliwość.

Powyższy stan nie oznacza jednak, że nie możemy dokonać pewnych szacunków, z akcentem na to ostatnie słowo. Według brytyjskich dokumentów od 30 sierpnia do 11 października 1940 r., a więc w czasie gdy w walkach uczestniczył 303. Dywizjon Myśliwski, pilotom RAF zaliczono 1236 pewnych zestrzeleń samolotów Luftwaffe. Z dokumentów niemieckich przejętych przez Brytyjczyków i uznanych przez tych ostatnich za całkowicie wiarygodne, wynika, że w tym samym okresie Luftwaffe utraciła w trakcie działań nad Wyspami Brytyjskimi zaledwie 738 samolotów. Liczba ta obejmuje straty zarówno bojowe, jak i pozostałe, czyli samoloty zniszczone lub uszkodzone w stopniu uniemożliwiającym ich wykorzystanie w działaniach nad Anglią – z jakichkolwiek przyczyn, które nie zawsze dają się już dziś ustalić.

Piloci 303. Dywizjonu Myśliwskiego zgłaszali najwięcej zestrzeleń w dniach 7, 11, 15, 26 i 27 września. Podczas tych pięciu dni walk zgłosili łącznie 73 pewne zestrzelenia samolotów Luftwaffe (z owych 126, które im ostatecznie zaliczono). Lotnicy dyonu meldowali najwięcej zestrzeleń w dniach, kiedy dysproporcja pomiędzy zgłoszeniami RAF a faktycznymi stratami Luftwaffe była największa. W okresie wspomnianych pięciu dni walk Niemcy utracili 187 samolotów, podczas gdy obrońcy wyspy zameldowali o uzyskaniu 531 pewnych sukcesów. Wniosek z tego jest taki, że jedynie 35% zgłoszeń można uznać za wiarygodne, co oznacza, w pewnym przybliżeniu, że z trzech samolotów Luftwaffe zgłoszonych jako zestrzelone na pewno dwa ostatecznie powracały na swoje lotniska na kontynencie. W pozostałych dniach, kiedy w walkach uczestniczył dywizjon, wspomniane dysproporcje przedstawiały się następująco: RAF zaliczył swoim pilotom pewne zestrzelenia 520 samolotów, podczas gdy Luftwaffe faktycznie utraciła ich 325. W tych więc dniach 63% zgłoszeń RAF znajduje potwierdzenie w niemieckich stratach.

Przedstawione powyżej ustalenia można skonkludować wnioskiem, że w walkach, w których 303. Dywizjon Myśliwski zgłosił swoje największe sukcesy, wiarygodność meldunków RAF była bardzo mała. Coś, co można by na nasze potrzeby nazwać współczynnikiem wiarygodności, wynosiło w tych dniach zaledwie 35%. Przykładając tę miarę do 73 raportów o pewnych zestrzeleniach pilotów polskiego dywizjonu, uzyskujemy liczbę 25,5. Zastosowanie tej samej metody obliczeń do pozostałych zwycięstw – czyli do 53 zestrzeleń zaliczonych w dniach, w których ów współczynnik wiarygodności wynosił 63% – daje nam kolejne 33,3 zestrzelenia. Razem, zaokrąglając, mamy 59 zestrzeleń. Nie można oczywiście zapomnieć, że nie jest to liczba faktycznie zniszczonych przez polski dywizjon samolotów Luftwaffe, a jedynie konkluzja założeń niezbędnych do uzyskania pewnego przybliżenia minionej rzeczywistości.

Przy okazji warto odpowiedzieć na pytanie, jak rzecz się miała w innych dywizjonach? Przeprowadzenie analizy tego typu w oczywisty sposób wykracza poza ramy niniejszego opracowania, ale już pobieżny rzut oka na rezultaty pozostałych jednostek biorących udział w starciach pozwala stwierdzić, że także do wiarygodności raportów ich pilotów należy podchodzić z dużą dozą ostrożności. Nie można się bowiem nie zgodzić ze stwierdzeniem, że jeśli piloci RAF zameldowali w dniu 15 września 1940 r. blisko 200 pewnych zestrzeleń, podczas gdy Luftwaffe utraciła jedynie 59 samolotów, z pewnością nie było to konsekwencją rezultatu walk zgłoszonych przez pilotów 303. Dywizjonu Myśliwskiego. Z drugiej strony trudno zaprzeczyć, że mieli w tak dużym „przeszacowaniu sukcesu” tego dnia swój udział.

Pytanie, skąd się bierze różnica pomiędzy polską jednostką a innymi dywizjonami RAF, jest otwarte. Jedni upatrują jej źródeł w doskonałym wyszkoleniu i wcześniejszym „ostrzelaniu” Polaków. Równie dobrze można jednak stwierdzić, że było to wynikiem złej oceny rezultatów walk. Nie należy doszukiwać się tutaj jakiejś złej woli. Było to raczej konsekwencją swoistego rodzaju nadinterpretacji tego, co widzieli, lub raczej, czego nie widzieli piloci. Trzeba także pamiętać – o czym uprzednio wspomniano – że największe sukcesy 303. Dywizjonu Myśliwskiego miały miejsce, gdy natężenie walk, ich masowy charakter etc., praktycznie wykluczały możliwość jakichkolwiek precyzyjnych ocen. Dobrym przykładem jest tu choćby relacja Sgt. Josefa Františka, pilota z największą liczbą zestrzeleń, z 11 września, w której lotnik pisał o zestrzeleniu kolejnego w tym locie samolotu: Trzeciego Me 109 postrzeliliśmy tak, że dymił, ale nie mogłem go wykończyć ponieważ nie miałem już amunicji, ale jakiś inny Hurricane go wykończył34. To słowa pilota zapisane jego ręką w kronice dywizjonu. Ich kontekst jest taki, że Františkowi dziś przyznalibyśmy zapewne jedynie uszkodzenie i to pewnie „niecałe”, bo pilot stwierdził, że udział w tym mieli także inni. Jednak oficer wywiadu dywizjonu sporządził na podstawie słów Czecha raport, w którym walka została opisana zupełnie inaczej: W drodze powrotnej [do bazy] natknąłem się na Me 109, którego zaatakowałem. Widziałem dym i płomienie wydobywające się [z tej maszyny], ale musiałem przerwać walkę i wrócić do Northolt, ponieważ nie miałem już więcej amunicji35. Tym sposobem na konto Czecha trafił Messerschmitt jako zestrzelony na pewno.

Takich przykładów jest oczywiście więcej. Wynik pierwszej walki dywizjonu, podczas której Ludwik Paszkiewicz zestrzelił Messerschmitta 110, także został „zdublowany”. Ten sam niemiecki samolot trafił na konto zarówno Polaka jak i Brytyjczyka z 56 Squadronu. W tym przypadku z jednego zestrzelenia zrobiły się dwa. Czy można jednak mieć tu pretensje do Paszkiewicza? – Absolutnie nie! Pilot szczerze opisał to, co widział, i stwierdził, że ujrzał w pobliżu swojego przeciwnika innego Hurricane’a. Napisał prawdę. Prawda jednak ma czasami dwa oblicza.

1 W przypadku polskich pilotów w tekście podawane są brytyjskie stopnie wojskowe. Ich odpowiednikami w armii polskiej były: kapral (ang. Leading aircraftman – Lac), plutonowy (ang. Corporal – Cpl), sierżant (ang. Sergeant – Sgt), starszy sierżant (ang. Flight Sergeant – F/S), chorąży (ang. Warrant Officer – W/O), podporucznik (ang. Pilot Officer – P/O), porucznik (ang. Flying Officer – F/O), kapitan (ang. Flight Lieutenant – F/L), major (ang. Squadron Leader – S/L), podpułkownik (ang. Wing Commander – W/C), pułkownik (ang. Group Captain – G/C), generał brygady (ang. Air Vice Marshal – AVM), generał dywizji (ang. Air Marshal – AM), generał broni (Air Chief Marshal – ACM). Dla stopni Air Commodore (A/C) i Marshal of the RAF (M/RAF) nie było polskich odpowiedników.

2 J. Zumbach, Ostatnia walka, Warszawa 2000, s. 91.

3 Struktura organizacyjna Luftwaffe oparta była przede wszystkim o różnego rodzaju pułki: myśliwskie (Jagdgeschwader, JG), myśliwców ciężkich (Zerstörergeschwader, ZG), bombowców (Kampfgeschwader, KG) i bombowców nurkujących (Stukageschwader, StG). Te duże (liczące ponad 100 samolotów) jednostki dzielono na mniejsze, określane mianem tzw. Grup (Gruppen), a te z kolei na jeszcze mniejsze eskadry (Staffel). Najmniejszą jednostką latającą był klucz (Kette). Pułki, grupowane po kilka, tworzyły tzw. Flieger Division, a te z kolei formowały Floty Powietrzne.

4 Ten sam samolot Luftwaffe był atakowany także przez F/O B.J. Wicksa z 56 Squadronu. I on po powrocie na macierzyste lotnisko zgłosił jego pewne zestrzelenie, które zostało mu zaliczone. Tym sposobem z jednego faktycznie zniszczonego Bf 110 zrobiły się dwa pewne zwycięstwa, przypisane każdemu z lotników. J.B. Cynk, Pierwsze zwycięstwo Dywizjonu 303 w Bitwie o Wielką Brytanię – na podstawie dokumentów, „Aero – Technika Lotnicza”, 1992, nr 8, s. 29-31; Ch. Goss, The Luftwaffe Fighters’ Battle of Britain. The inside story: July-October 1940, Trowbridge 2000, s. 99, 201; J. Kutzner, 303. Dywizjon Myśliwski Warszawski im. Tadeusza Kościuszki w bitwie o Wielką Brytanię, Warszawa 2010, s. 29-31.

5 J. Zumbach, op. cit., s. 94.

6 Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego (dalej: IPMS), sygn. LOT.A.V.99/34/2, Pamiętnik wojenny pilota Eskadry Kościuszkowskiej Mirosława Fericia (dalej: Kronika), k. 46-47.

7 Ibidem, k. 47.

8 E. Mombeek, D. Wadmann, Battle of Britain Phase Two August - September 1940, Crowborough 2001, s. 173.

9 IPMS, sygn. LOT.A.V.49/35, Rozkazy dzienne 303. Dywizjonu Myśliwskiego, rok 1940, Rozkaz dzienny nr 30 (dalej: Rozkaz dzienny), s. 1.

10 Kronika, k. 13.

11 The National Archives (dalej: NA), sygn. AIR 50/117, Air Ministry: Combat Reports, Second World War, Fighter Command, No. 303 (Polish) Squadron, 1940 Aug.-1943 Aug. (dalej: Raporty bojowe), k. 189.

12 J. Kent, Polacy są najlepsi. Wspomnienia Kanadyjczyka z Dywizjonu 303, Warszawa 2017, s. 207.

13 Kronika, k. 41. Wszystkie dopiski w cytatach pochodzą od autora.

14 Ibidem, k. 53.

15 Rozkaz dzienny nr 35, s. 1.

16 W. Urbanowicz, Zdzisław Krasnodębski, „Skrzydła”, 1980, nr 121, s. 18.

17 Kronika, k. 64.

18 Ibidem.

19 Ibidem, k. 60.

20 Ibidem, k. 63.

21 NA, sygn. AIR 1025, Intelligence Patrol Report. Squadron 302 and 303 (Fighter - Po­lish), 5 September - 10 December 1940, Supplementary Intelligence Patrol Report. No. 303 Polish Squadron. Combat - Horesham area to the Sea at 16.00 hours in 11/9/40.

22 Kronika, k. 66.

23 NA, sygn. AIR 27/1663, Air Ministry and successors: Operations Record Books, Squadrons, No. 303 Squadron, 1940 Aug. - 1941 Dec. (dalej: ORB), wpis z 15 września 1940 r.

24 Relacja w zbiorach autora.

25 ORB, wpis z 17 września 1940 r.

26 Ibidem, wpis z 23 września 1940 r.

27 J. Zumbach, op. cit., s. 108.

28 ORB, wpis z 26 września 1940 r.

29 Raporty bojowe, k. 169.

30 Brytyjski system zaliczania zestrzeleń umożliwiał także zapisywanie na indywidualne konta zwycięstw ułamkowych, w przypadku gdy do danego zestrzelenia przyczyniło się kilku lotników.

31 ORB, wpis z 6 października 1940 r.

32 Ibidem, wpis z 7 października 1940 r.

33 R. Szubański, Polacy w bitwie nad Anglią, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 1974, nr 1, s. 348.

 

34 Kronika, k. 67.

35 Raporty bojowe, k. 46.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?