303. Dywizjon Myśliwski „Warszawski” im. Tadeusza Kościuszki. Działania wojenne 1940-1945Tekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mniej szczęścia miał tego dnia Wünsche, którego Hurricane został trafiony w zbiornik paliwa i natychmiast zapalił się. Pilot podjął jedyną słuszną w tym momencie decyzję i czym prędzej wyskoczył z wraku, który rozbił się i doszczętnie spłonął w Seddlescombe Farm w Poynings (Newtimber). Poparzony i poraniony odłamkami Wünsche opadł na spadochronie na przedmieściu Devils Dyke i natychmiast został odwieziony do szpitala w Hove. Z lotami bojowymi Polak pożegnał się na przeszło cztery tygodnie.

Oprócz Kenta, Františka, Zumbacha i Wünschego pozostali piloci nie wzięli udziału w walce. Co więcej, niektórzy z lecących prawdopodobnie w ogóle nie zauważyli, że do niej doszło, i dowiedzieli się o tym dopiero na ziemi. W Northolt, do którego zaczęły powracać pojedyncze maszyny, musiało zapanować spore zamieszanie. Ostatecznie dywizjonowi zaliczono pewne zestrzelenia czterech samolotów, jedno zwycięstwo prawdopodobne i jedno uszkodzenie.


Raport Sgt. Františka z 9 września 1940 r. NA.

W kolejnym dniu walk, 10 września, pogoda nad południową Anglią całkowicie się załamała i działania Luftwaffe nad wyspą ograniczyły się do rajdów kilku niewielkich formacji nad Portsmouth, Tangmere, Poling i West Malling. Według szacunków brytyjskiego dowództwa wzięło w nich udział zaledwie 50 samolotów. RAF odpowiedział wykonaniem 73 patroli, w których wzięły udział 224 samoloty. W 303. Dywizjonie także niewiele się działo: Adolf jakoś nie ma szczęścia – odnotował Mirosław Ferić – od rana paskudna pogoda. Deszczyk mży a raczej dżdża siąpi. Kilka alarmów na ziemi i to wszystko. Śpimy w dispersalu [miejsca rozmieszczenia samolotów]20.


F/O Ferić, który swoim zapałem do utrwalenia historii 303. Dywizjonu Myśliwskiego zaraził resztę kolegów i dzięki któremu dziś dysponujemy kroniką jednostki. IPMS.

11 września pogoda ponownie nie zapowiadała intensywnych działań w powietrzu. Wiał silny wiatr, było pochmurno i wilgotno. Do południa loty praktycznie nie były możliwe. O 10.05 niespełna godzinny patrol – prawdopodobnie nad lotniskiem – wykonał Kellett. Około południa zaczęło się rozpogadzać. Silny wiatr rozwiał zwały chmur zalegające nad Kanałem i w każdej chwili można było spodziewać się akcji Luftwaffe. Około godz. 15.00 brytyjskie radary wykryły formującą się nad najwęższą częścią kanału La Manche wyprawę niemieckich maszyn. Wkrótce nad Wyspy Brytyjskie nadleciało 150 Heinkli z KG 1, 26 i 55 w osłonie ponad 400 Bf 109 i 40 Bf 110. Celem niemieckich bombowców były londyńskie doki i arsenał w Woolwich. Pół godziny po nich z baz francuskich wzniosło się w powietrze 80 Dornierów i Junkersów w osłonie Messerschmittów z JG 3 i 52. Przeciwko Niemcom dowództwo Fighter Command poderwało wszystkie dostępne dywizjony myśliwskie. Nad hrabstwem Kent przed godz. 16.00 rozpoczęła się bitwa, której prawdopodobnie nikt po pewnym czasie nie był w stanie kontrolować. W powietrzu znalazło się ponad 200 samolotów RAF, które „uganiały się” za maszynami Luftwaffe.

W Northolt alarm został ogłoszony przed godz. 15.00. Kilkanaście minut później z lotniska wystartowały pierwsze Hurricane’y. Ich piloci skierowali się na wschód, mijając od północy Londyn. Na czele formacji leciał klucz niebieski, prowadzony przez Forbesa, a za nim podążały kolejno klucze: zielony, czerwony i żółty. Za Polakami lecieli lotnicy brytyjskiego 229. Dywizjonu Myśliwskiego RAF, którzy utrzymywali niższy pułap, pozostając z prawej strony polskiego szyku. Dla Brytyjczyków było to pierwsze zadanie bojowe wykonywane z nowego lotniska, gdzie właśnie przybyli. Po 30 minutach lotu obydwa dywizjony znalazły się na południe od Londynu i obrały kurs na wschód.

Lecący na czele drugiego w szyku zielonego klucza Paszkiewicz zauważył po prawej stronie formację ponad 150 samolotów nieprzyjaciela i zameldował o tym przez radio prowadzącemu dywizjon Forbesowi. Nie widząc reakcji z jego strony oraz obserwując, że piloci angielscy z 229. Dywizjonu Myśliwskiego RAF atakują już niemieckie bombowce, Polak ruszył w kierunku niemieckiej osłony lecącej powyżej. Prawdopodobnie podążający za jego kluczem Cebrzyński, Brzezowski i Wójtowicz z klucza czerwonego kontynuowali lot w kierunku bombowców, a lecący na końcu Henneberg, Zumbach i Szaposznikow polecieli za Paszkiewiczem. Tym samym formacja dywizjonu „poszła w rozsypkę” i zapanowało spore zamieszanie, powiększone jeszcze czołowym kontratakiem samolotów niemieckiej osłony. Każdy z pilotów walczył indywidualnie, a starcie zamieniło się w szereg potyczek nad obszarem od południowych przedmieść Londynu do mniej więcej połowy kanału La Manche.

Paszkiewicz, który ze swoim kluczem zapewne jako pierwszy dopadł przeciwnika, raportował o zniszczeniu Bf 110, do którego wystrzelał całą amunicję. Łokuciewski, lecący jako boczny Paszkiewicza, zameldował po powrocie do Northolt zestrzelenie w pierwszej fazie starcia Messerschmitta, a chwilę później, już nad kanałem La Manche, Dorniera, jednak gdy lecący na czele piloci walczyli z niemiecką osłoną, za ich plecami rozgrywał się dramat dwóch innych lotników dywizjonu – Cebrzyńskiego i Wójtowicza. Obaj zostali zaatakowani przez pilotów niemieckiej osłony i w powstałym zamieszaniu nikt nie zauważył, że grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Cała trójka sekcji – jako trzeci leciał w niej Brzezowski – nie miała w lotach nad Anglią dużego doświadczenia. Dla Cebrzyńskiego i Brzezowskiego był to pierwszy lot bojowy, Wójtowicz wykonywał swoje siódme zadanie.

Prawdopodobnie już w czasie pierwszego ataku niemieckiej osłony trafiony został Hurricane Cebrzyńskiego. Niesterowana maszyna spadła w Hitchens Farm w Pembury. Pilot, jak raportował dywizjonowy oficer wywiadu: Został trafiony w wiele miejsc na ciele i jedna z jego nóg została całkowicie odstrzelona. Najprawdopodobniej jego pasy zostały zerwane i wypadł z samolotu, gdy ten przewrócił się na plecy. Jest jasne, że nie był w stanie usiłować otworzyć spadochronu21. Wójtowicz został trafiony pociskiem z działka w czoło i zginął na miejscu. Wcześniej Polak miał zestrzelić dwa Messerschmitty.

Ostatnim i jedynym pilotem czerwonego klucza, któremu udało się uniknąć ataku Messerschmittów, był Brzezowski. Z jego raportu i relacji możemy wnioskować, że lotnicy niemieccy zaatakowali Polaków, gdy ci byli zajęci ostrzeliwaniem Heinkli. Sam Brzezowski zameldował o pewnych zestrzeleniach dwóch z nich.

Z tyłu, za kluczem Brzezowskiego, leciało trzech kolejnych pilotów dywizjonu, dla których bombowce niemieckie także stanowiły wymarzony cel. Henneberg, lecący na czele tej trójki, zameldował o zestrzeleniu dwóch Niemców. Zumbach, który leciał jako jeden z jego bocznych, nie zdołał już przedrzeć się do bombowców. Został zaatakowany przez pilotów niemieckiej osłony, zgłaszając po walce zestrzelenie jednego Messerschmitta 109. Szaposznikow zgłosił zestrzelenie dwóch Bf 110.

Dwaj ostatni piloci, którym udało się zaatakować bombowce, zgłosili zestrzelenie trzech z nich. Forbes, którego Paszkiewicz wyręczył w pierwszej fazie ataku, po zwrocie dywizjonu znalazł się ze swoim bocznym, Františkiem, na końcu formacji. Brytyjczyk nie miał szczęścia i wkrótce po tym, jak udało mu się przeprowadzić atak na niemieckie bombowce – dwa zaliczono mu jako zestrzelone na pewno – sam został trafiony i ranny. Zdołał jednak dolecieć do Heston, gdzie wylądował i natychmiast udzielono mu tam pierwszej pomocy medycznej. František natomiast nie tylko zdołał ujść kontratakowi niemieckiej osłony, ale i zaliczono mu zestrzelenie trzech niemieckich samolotów, co postawiło go w szeregu nielicznych pilotów RAF, którzy osiągnęli 10 zestrzeleń pewnych.

Po starciu lotnicy powracali do Northolt pojedynczo. Z 12 na macierzyste lotnisko powróciło siedmiu, o losach pozostałych chwilowo nikt nie był w stanie nic powiedzieć. Zaniepokojony Ferić w kronice dywizjonu zanotował: Brak Arsena Cebrzyńskiego i Wójtowicza Stefana. Później dowiadujemy się, że Arsen zrąbany przez Me 109. Wyskoczył, lecz spadochronu nie rozwinął. Z 14 tys. stóp poszedł w dół. Obok niego na ziemi znaleziono zrąbaną 109. O Wójtowiczu dotychczas brak wieści – prawdopodobnie też zginął22. Pozostali piloci wrócili do Northolt jeszcze tego samego dnia. Brzezowski, który po starciu wylądował w Croydon, przyleciał wieczorem. Zumbach po zatankowaniu paliwa w Biggin Hill lądował przed godz. 17.30. Rannego w rękę Forbesa przywieziono samochodem z Heston. Za swoje największe dotychczas zwycięstwo nad Anglią dywizjon zapłacił utratą dwóch poległych pilotów i dwóch zniszczonych Hurricane’ów. Polskiej jednostce zaliczono w tym starciu uzyskanie 16 pewnych zestrzeleń. Dwóch pilotów – Forbes i Szaposznikow – zyskało w tym dniu tytuł asa, zgłaszając odniesienie swoich piątych zwycięstw. Duży sukces Polaków odbił się ponownie szerokim echem w prasie zarówno polskiej, jak i brytyjskiej.


Raport P/O Zumbacha z 11 września 1940 r. NA.

12 września od rana padał ulewny deszcz, wiał silny wiatr, a niska podstawa chmur uniemożliwiała loty. Nad Anglią pojawiały się wprawdzie sporadycznie pojedyncze niemieckie bombowce, ale ich przechwycenie z powodu zachmurzenia było praktycznie niemożliwe. 81 patroli wykonanych przez dywizjony myśliwskie RAF, w które zaangażowano 247 samolotów, zakończyło się zgłoszeniem jednego pewnego zwycięstwa bez strat własnych. Następnego dnia pogoda nie uległa poprawie i ponownie działalność Luftwaffe miała ograniczony charakter. RAF wykonał 98 patroli, w których wzięło udział 209 samolotów. 14 września nad Anglią pojawiały się pojedyncze niemieckie samoloty i małe formacje niemieckie. Wczesnym popołudniem brytyjskie radary zidentyfikowały pierwszą tego dnia dużą formację Luftwaffe, której samoloty przekroczyły wybrzeże pomiędzy Dungeness i Deal kilka minut po godz. 15.00. Wśród poderwanych na przechwycenie 22 dywizjonów 11. Grupy Myśliwskiej znalazł się także 303. Dywizjon, który nie nawiązał kontaktu z nieprzyjacielem.

 

15 września nad Anglią świeciło słońce, a zachmurzenie było minimalne. Poranne zamglenia szybko ustąpiły. Polepszenie warunków pogodowych było niechybnym zwiastunem intensyfikacji działań w powietrzu. Kilkanaście minut przed godz. 11.00 załoga stacji radarowej w Rye poinformowała o wykryciu dwóch ugrupowań samolotów Luftwaffe. Pierwsze z nich składało się z 21 Messerschmittów 109 z II.(Sch.)/LG 2, które z podwieszonymi pod kadłubem bombami leciały w kierunku Londynu. Ich osłonę stanowiło ponad 40 Bf 109 z I./JG 52. Druga niemiecka formacja w składzie 27 Dornierów 17 z I. i III./KG 76, osłanianych przez 180 Messerschmittów z JG 3, 27 i 53, kierowała się w stronę wiaduktu kolejowego w Battersea. Do ataku na obydwa niemieckie ugrupowania – a praktycznie na tylko drugie z nich, gdyż Messerschmitty z II.(Sch.)/LG 2 wróciły do Francji nie niepokojone przez Brytyjczyków – dowództwo RAF poderwało w powietrze 23 dywizjony, a więc prawie 300 samolotów myśliwskich! Wśród nich znalazły się maszyny 303. Dywizjonu. Polacy mieli tego dnia ponownie współpracować z pilotami 229. Dywizjonu Myśliwskiego RAF.


Piloci 303. Dywizjonu w czasie Bitwy o Wielką Brytanię. Od lewej stoją: Sgt. Karubin, F/O Januszewicz, P/O Ferić, NN, Sgt. Szaposznikow. IPMS.

O godz. 9.00 obydwie jednostki zostały postawione w stan „readinessu”. Od chwili jego ogłoszenia do startu minęły jednak ponad dwie godziny. Kilka minut po godz. 11 poderwano Brytyjczyków. Chwilę później wystartowali także Polacy. Obie formacje skierowały się w stronę południowych przedmieść Londynu, gdzie samodzielnie ruszyły do ataku na ugrupowanie niemieckie. Niestety, także i tym razem okazało się, że koordynacja działań w powietrzu jednostek większych od jednego dywizjonu stanowi dla naziemnych ośrodków dowodzenia i samych pilotów duże wyzwanie. W dokumentacji sprawozdawczej dywizjonu przebieg walki, która rozegrała się 45 minut po starcie z Northolt, opisany został następująco:

Walka w obszarze między południowym Londynem a Hastings o godz. 12.00. 12 Hurricane’ów wystartowało z Northolt o 11.20. 12 Hurricane’ów lądowało w Northolt między 12:20 a 15:05. Dywizjon leciał za 229 dywizjonem i dostrzegł nieprzyjaciela nad południową częścią Londynu. Kręcąca się na wysokości 20 tys. stóp duża formacja [niemiecka] skierowała się na południe i uszła [myśliwcom RAF-u]. Dostrzeżono następną formację nadciągającą z południa. Dywizjon wykonał skręt i znalazł się na kursie równoległym do 229 Dywizjonu. [Formacja] nieprzyjaciela przeleciała przed czołem [lecących Dywizjonów 303 i 229], skręciła na wschód, a następnie na południe. Dywizjon zdołał zaatakować jedynie tylną osłonę i tylko jedna sekcja doszła do bombowców w pobliżu brzegu [kanału La Manche]. Dostrzeżono około 20 Do 215 lecących w luźnych kluczach pięciosamolotowych i chmary Me. Dywizjon stoczył ciężką walkę. F/O Henneberg zniszczył jednego Do 215, zaś dwóch innych pilotów pomogło Spitfire’om wykończyć drugiego. F/O Henneberg zniszczył też jednego Me 109, P/O Ferić i F/L Paszkiewicz zniszczyli po jednym Me 109, zaś Sgt. František Me 11023.


Raport F/O Zumbacha z 15 września 1940 r. NA.

Na rodzime lotnisko piloci dywizjonu wracali rozproszeni, lądując pojedynczo w odstępach kilku minut. Po zsumowaniu wszystkich meldunków okazało się, że do konta dywizjonu należy dopisać kolejnych 10 maszyn zameldowanych jako zestrzelone na pewno. Mimo zmęczenia i nerwów związanych z właśnie zakończoną walką piloci nie mogli spodziewać się zbyt długiego odpoczynku. Dochodziła godz. 13.00 i wszystko wskazywało na to, że główne uderzenie dopiero nastąpi. Faktycznie, około godz. 14.00 brytyjskie radary ponownie zarejestrowały gromadzenie się niemieckich samolotów nad francuskim wybrzeżem. Ich liczba przekraczała wszelkie wyobrażenie. Nad Wyspy Brytyjskie nadlatywało w kilku falach ponad 100 bombowców, osłanianych przez niemal 400 samolotów myśliwskich. RAF przeciwstawił im 300 Hurricane’ów i Spitfire’ów, co doprowadziło do sytuacji, w której na przestrzeni około 100 km2 walczyło ze sobą bez mała 800 maszyn! Przy tego rodzaju walkach próba jakiegokolwiek ich usystematyzowania wydaje się przedsięwzięciem z góry skazanym na niepowodzenie. Samoloty RAF i Luftwaffe toczyły ze sobą tak wiele pojedynków, atakując się po wielokroć, że równie trudna była ocena wyników tych starć. Pod koniec dnia okazało się, że Brytyjczycy zgłosili 195 pewnych zestrzeleń. Dopiero po wojnie okazało się, że wynik ten znacznie rozmijał się z prawdą i Luftwaffe straciła prawie trzykrotnie mniej samolotów.

Po starcie z Northolt Kellett dostał rozkaz patrolowania nad bazą. Po kolejnych kilku minutach lotnicy otrzymali nowy kurs i skierowali się w stronę ujścia Tamizy, gdzie zobaczyli coś, czego nigdy przedtem nie było dane im oglądać. Przed nimi, na tzw. godzinie dwunastej, leciało w równych trójkach kilkaset niemieckich samolotów. Formacja Luftwaffe zajmowała tak duży obszar, że o jakiejkolwiek ocenie jej liczebności nie mogło być mowy. Kellett, który zapewne uznał, że atak czołowy na taką masę samolotów nie miałby najmniejszego sensu, wykonał ze swoim kluczem skręt i zaatakował Niemców z boku. Po chwili do akcji włączyły się następne klucze oraz lecący w pewnej odległości od Polaków inny dywizjon.


Grupa pilotów 303. Dywizjonu (od lewej): F/O Daszewski, Sgt. Wojciechowski, F/L Paszkiewicz, F/O Łokuciewski, F/O Łapkowski. IPMS.

Niestety, tym razem nie obyło się bez strat. Szczęście sprzyjało tego dnia Andruszkówowi, którego Hurricane został trafiony przez jednego z pilotów niemieckiej osłony. Polak zdołał opuścić płonący samolot, ratując się skokiem ze spadochronem nad Dartford, co opisał później z humorem w następujących słowach: Nigdy nie widziałem takiej zabawy w powietrzu. Niejeden po prostu modlił się, aby jakiś płonący kawałek rupiecia nie spadł na jego parasol. Tyle nas spadało z nieba, że myślałem, iż ci na dole wezmą nas za jakąś cholerną dywizję spadochronową i ubiją z dubeltówek lub złapią na halabardy przy lądowaniu. Ostatecznie „Home Guard” też chciała mieć jakąś uciechę po zrabowaniu broni z muzeum. W każdym razie przynajmniej szkopy nie strzelały do spadochronów, bo za dużo było tam ich własnych24. Nie każdy miał tyle szczęścia. W czasie walki został trafiony Brzezowski, który tego dnia wykonywał nad Anglią swój drugi lot bojowy. Dwudziestoletni Polak nie próbował się ratować i zginął w swoim samolocie, który prawdopodobnie spadł do wody w pobliżu ujścia Tamizy.

Po powrocie pilotów do Northolt i zebraniu wszystkich raportów okazało się, że lotnicy zgłosili sześć zestrzeleń pewnych, co razem z poranną walką dawało 16 samolotów Luftwaffe.

16 września pogoda nad Anglią ponownie dała jej obrońcom możliwość krótkiego odpoczynku. Rano niebo zasnute było gęstą warstwą chmur, przez którą gdzieniegdzie przebijało słońce. Padał deszcz, a mgła ograniczała i tak już małą widoczność. Nad Anglią większa formacja samolotów Luftwaffe pojawiła się około godz. 7.00. Później nie było możliwości przeprowadzenia skoordynowanego ataku ze strony Niemców. Podobnie było następnego dnia. Dopiero w godzinach popołudniowych w Northolt zaczęto przygotowywać się do startu. Dywizjon otrzymał rozkaz wykonania patrolu nad Biggin Hill wspólnie z lotnikami 1 Squadronu RCAF (Royal Canadian Air Force). Szczegóły ponad półtoragodzinnego lotu zostały skrupulatnie zanotowane:

[Samoloty] wystartowały z Northolt o 15.05, lądowały w Northolt między 16.40 a 17.00. Dywizjon otrzymał rozkaz dołączenia do kanadyjskiego 1 Dywizjonu, a następnie patrolowania obszaru na północ od Biggin Hill na 20 tys. stóp. [Pilotom] nie podawano kursów, tak więc czekali wraz z Kanadyjczykami, a następnie polecieli zidentyfikować formację samolotów nadciągającą ze wschodu, stwierdzając, że były to Hurricane’y. Następnie dywizjon uległ rozproszeniu, zapewne z powodu dużej liczby brytyjskich myśliwców nad ujściem [Tamizy]. Dostrzeżono znaczne liczby Me 109 na wysokościach do 27 tys. stóp i nie było możliwości dojść do nich na Hurricane’ach. Niemniej jednak Sgt. Wojciechowskiemu udało się posłać jednego Me 109 w płomieniach do morza. Dywizjon otrzymał następnie rozkaz powrotu do bazy25.

Atak Wojciechowskiego prawdopodobnie uratował życie F/O Carlowi Briese z 1 Squadronu, którego Hurricane po otrzymaniu kilku trafień zmusił pilota do awaryjnego lądowania w High Halstow, małej miejscowości położonej przy samym ujściu Tamizy.

18 września pogoda nad Anglią uległa znacznej poprawie. Około godz. 9.00 wybrzeże przekroczyły dwie formacje Luftwaffe, składające się z około 100 samolotów. Kolejne naloty rozpoczęły się kilkanaście minut po południu. Wzięło w nich udział ponad 250 samolotów, którym RAF przeciwstawił 17 dywizjonów myśliwskich. Ostatni atak tego dnia miał miejsce między godz. 15.40 i 18.00. Wzięło w nim ponownie udział ponad 200 samolotów Luftwaffe. Polakom udało się tego dnia przechwycić rozpoznawczego Dorniera 215, którego po długiej walce zestrzelono. František „upolował” też osłaniającego go Messerschmitta. Zaatakowana i zestrzelona przez Polaków niemiecka maszyna rozpoznawcza pochodziła z 4. AufklGr./Ob.d.L (jednostka rozpoznania fotograficznego). Jeden z członków jej załogi Feldfebel (sierżant) Schuetz zginął, pozostałym trzem Niemcom udało się wyskoczyć ze spadochronem i zostali wzięci do niewoli. Ich samolot W.Nr. 0038 z bocznym oznaczeniem G2+KH spadł na Collier Street w małej miejscowości Yalding. Tego, kto oddał do niemieckiego samolotu serię przesądzającą o jego losie, nigdy nie udało się ustalić. Atakujących było zbyt wielu i zestrzelenie ostatecznie zapisano na wspólne konto dywizjonu, dzieląc je na pół między dwie eskadry.

Po tych niewątpliwych „atrakcjach” kolejne cztery dni minęły nadspodziewanie spokojnie. 19 września piloci dywizjonu nie startowali. Nad Anglią panowały fatalne warunki atmosferyczne, które wpłynęły na ograniczenie aktywności nieprzyjaciela. Od 20 do 22 września sytuacja nie uległa zmianie. Co prawda 20 i 21 września piloci polecieli na patrole, ale samolotów Luftwaffe nie udało się spotkać i wszyscy wrócili na macierzyste lotnisko.

23 września od rana niemieckie myśliwce wykonywały nad południową Anglią loty zaczepne na „wymiatanie” – Freie Jagd – w ugrupowaniach składających się z kilkudziesięciu maszyn. Razem z dywizjonami kanadyjskim i 229. RAF polscy piloci po niespełna półgodzinnym locie osiągnęli ujście Tamizy, gdzie doszło do walki z samolotami Luftwaffe, które opisano w dywizjonowej dokumentacji następująco:

09.30 Walka w obszarze między Ujściem Tamizy a Calais. 12 Hurricane’ów wystartowało z Northolt o 09.30. 12 Hurricane’ów lądowało w Northolt między 10.35 a 11.00. Dywizjon poderwany w trybie alarmowym nad bazę z rozkazem poprowadzenia kanadyjskiego 1 Dywizjonu i 229 Dywizjonu jako skrzydło. [Formację] skierowano na południe od Biggin Hill, a następnie w kierunku Ujścia Tamizy. Dostrzeżono około 20 smug kondensacyjnych nadciągających z południa. Lecący na wysokości 20 tys. stóp dywizjon następnie dostrzegł ok. 20 Me 109 krążących nad Ujściem na wysokościach od 25 do 30 tys. stóp. Skrzydło zatoczyło szeroki krąg, a samoloty nieprzyjaciela nie kwapiły się do ataku. Następnie od tyłu nadleciało ok. 12 Me 109, należących do jakiejś innej formacji, najwyraźniej z zamiarem rozproszenia skrzydła. Klucz czerwony ruszył do ataku i maszyny nieprzyjaciela uciekły w kierunku południowym. F/Lt Kent dogonił jednego Me 109, nurkującego w kierunku Francji i zestrzelił go do morza w odległości 15 mil od wybrzeża francuskiego. Pilot wyskoczył na 4 tys. stóp. W drodze powrotnej F/Lt Kent dostrzegł samolot, prawdopodobnie typu Potez, lecący na niskiej wysokości w kierunku Anglii. Samolot nieprzyjaciela wykonał skręt, a F/Lt Kent widział trafiające w niego pociski wybuchowe [amunicja De Wilde], ale silnik jego samolotu zaczął pracować nierówno i [Kent] wrócił do bazy. Sgt. Szaposznikow również dopędził jednego Me 109 i zestrzelił go w płomieniach w pobliżu wybrzeża Francji. Myśliwce nieprzyjaciela nie usiłowały walczyć z Hurricane’ami i nieudolnie wykonywały uniki. Potez [zaatakowany przez Kenta] nosił plamisty, ciemnoszary kamuflaż z czarnymi krzyżami. [Kent] nie zauważył, by Potez odpowiedział ogniem. [Wykonywał] uniki w postaci powolnych skrętów nad powierzchnią morza. Podsumowanie: Straty nieprzyjaciela: dwa Me 109 zniszczone, jeden, prawdopodobnie Potez [dopisek ręczny: Fw 58] uszkodzony26.

 

26 września panowały dobre warunki atmosferyczne, ale w powietrzu niewiele się działo. Do godz. 15.00 kilku pilotów wykonywało loty pojedynczo lub w składzie jednego klucza, lecz nie spotkano nieprzyjaciela. Więcej emocji towarzyszyło wydarzeniom na ziemi. W Northolt pojawił się bowiem nie kto inny, a król Anglii Jerzy VI. Zumbach, jeden z uczestników spotkania z monarchą, tak zapamiętał ten moment:


Raport Sgt. Szaposznikowa z 23 września 1940 r. NA.



26 września 1940 r., wizyta Króla Jerzego VI w Northolt. IPMS.

[Król] przeszedł przed frontem polskiego Dywizjonu 303, którego piloci stali wyprężeni jak struna. Do każdego z nas skierował kilka słów, z których nie zrozumieliśmy nic. Porucznikowi Wojciechowi Januszewiczowi zadał jakieś pytanie. Ten zamiast, całkiem po prostu, podziękować monarsze za Jego wizytę, zachował się tak, jakby siedział w kabinie swego samolotu i rozmawiał z kontrolerem ruchu; zgodnie z radiową frazeologią proceduralną, stosowaną przy nie pełnym rozumieniu korespondencji, powiedział: Say again, Sir [proszę powtórzyć]. Na obecnych zadziałało to jak grom z jasnego nieba, świta króla była wyraźnie poruszona. Na szczęście w tym samym momencie zabrzmiał sygnał alarmu i Jego Królewskiej Mości mogliśmy dać pokaz wyścigów do samolotów i błyskawicznego startu do akcji27.

Polakom w locie rozpoczętym o godz. 16.30 towarzyszyli piloci 229. Dywizjonu Myśliwskiego RAF, jednak wkrótce po starcie „zgubili się” i każda z jednostek działała samodzielnie. Kontrolerzy z naziemnego stanowiska dowodzenia rozkazali pilotom pozostawać na pułapie 15 tys. stóp i patrolować obszar nad Guilford – małą miejscowością położoną na południowo-zachodnich przedmieściach Londynu. Prawdopodobnie, gdy Polacy „kręcili się” nad tą miejscowością, na południe od nich rozpoczynał się atak 59 Heinkli z I. i II./KG 55 na zakłady Supermarine w Woolston koło Southampton. Niemcy zrzucili na nie ponad 70 t bomb. Ich atak okazał się niezwykle skuteczny – produkcja została czasowo przerwana, zginęło kilkudziesięciu pracowników fabryki.

Gdy na Woolston spadały pierwsze bomby, kontrolerzy z OPS wydali dywizjonowi rozkaz lotu w tamtym kierunku. Trzydzieści minut po starcie z Northolt Polacy znaleźli się nad Southampton. Zaatakowali formację wycofujących się do Francji niemieckich bombowców. Wkrótce potem rozpoczęła się walka. W dokumentacji odnotowano:

16.10 Walka w okolicach Portsmouth. 12 Hurricane’ów wystartowało z Northolt o 16.10 z zadaniem patrolowania nad Guilford na wysokości 15 tys. stóp, wspólnie z 229 Dywizjonem lecącym z tyłu. Dziesięć Hurricane’ów lądowało w Northolt między 17.10 a 18.30. Dywizjon skierowano nad Portsmouth, nakazując lot na wysokości 15, 7 i 12 tys. stóp. Dostrzeżono wyprawę ok. 50 He 111 w eskorcie Me 109 lecących w pewnym oddaleniu od wyprawy, powyżej i na prawo. [Heinkle] bombardowały wschodni brzeg toru wodnego Southampton z wysokości ok. 16 tys. stóp. Maszyny nieprzyjaciela zawróciły w ostrym skręcie na północ od Hamble. S/L Kellett poprowadził klucz czerwony na Me, ale ponieważ myśliwce [Luftwaffe] nie stawiły oporu, Dywizjon […] zaatakował klucze bombowców z ich tylnej ćwiartki. Eskortujące Me zaatakowały po pierwszym natarciu dywizjonu, który się rozproszył. Większość [naszych pilotów] wdała się w walki powietrzne, a kilku zapuściło się w pogoni za bombowcami aż nad Francję. Sgt. Bełc lądował przymusowo w Biggin Hill, a F/O Januszewicz w Wyton Farm koło Fareham. Obaj uniknęli obrażeń. [Piloci dywizjonu] w ogóle nie widzieli maszyn 229 Dywizjonu, który leciał niżej i za nimi. [303. Dywizjon] doszedł [wyprawę niemiecką] w ostatniej chwili i leciał zbyt nisko, by móc poczekać [na 229. Dywizjon] celem przeprowadzenia skoordynowanego ataku. Na chwilę przed atakiem wszyscy piloci usłyszeli rozkaz powrotu do bazy, który puścili mimo uszu. Piloci zgłosili zestrzelenie trzech bombowców i jednego Me 109 nad Anglią, a pozostałych nad morzem lub Francją. Następujący piloci odnieśli zwycięstwa: Sgt. Bełc [zniszczył] jednego Me 109. P/O Grzeszczak jednego He 111, Sgt. František dwa He 111, Sgt. Andruszków jednego He 111, F/O Żak zestrzelił jednego He 111 a kolejnego uszkodził, F/O Paszkiewicz zestrzelił jednego He 111, Sgt. Kowalski jednego Me 109, F/O Urbanowicz jednego He 111, P/O Zumbach jednego He 111 i jednego Me 109, F/Lt Forbes jednego He 11128.

27 września od rana nad Wielką Brytanią panowały dobre warunki atmosferyczne. Niebo było co prawda zachmurzone, ale podstawa chmur była wysoka. Przed południem wypogodziło się całkowicie. Luftwaffe rozpoczęła naloty o godz. 8.30, kiedy około 100 samolotów przekroczyło wybrzeże w okolicy Dungeness i skierowało się nad Londyn. Przeciwko temu ugrupowaniu wystartowało 14 dywizjonów myśliwskich, w tym 303. Dywizjon. O godz. 8.45 zostało poderwanych 11 Hurricane’ów. Po starcie samoloty zostały skierowane nad Londyn, a następnie na południe od miasta. Polacy ponownie mieli współdziałać z 1. Dywizjonem Myśliwskim RCAF, ale także tym razem okazało się, że koordynacja działań dwóch jednostek pozostawia wiele do życzenia. Bez wątpienia wpłynął na to fakt, że w samolocie Forbesa zepsuła się radiostacja i Brytyjczyk nie był w stanie koordynować działań podopiecznych. Nie przeszkodziło to jednak jemu i jego podwładnym zameldować po kolejnym starciu z Luftwaffe o 10 pewnych zestrzeleniach. Niestety, nie obyło się bez strat. Paszkiewicz zginął w swoim samolocie zestrzelonym nad Borough Green, a Andruszków rozbił się w Cawden. Żak zmuszony był skakać ze spadochronem nad Leatherhead i poparzony trafił do szpitala. Reszta Hurricane’ów wylądowała w Northolt między godz. 9.30 a 10.45. Nie był to jednak koniec starć tego dnia.


Raport P/O Zumbacha z 26 września 1940 r. NA.

Kilkanaście minut przed godz. 15.00 brytyjskie radary wykryły kolejne samoloty Luftwaffe, zbliżające się do wyspy. Tym razem niemiecka formacja 100 maszyn przeleciała nad Folkestone i ponownie skierowała się nad Londyn. Do odparcia tego nalotu wystartowało 15 dywizjonów RAF, z których 12 zdołało przechwycić Niemców. Polski dywizjon wystartował w składzie sześciu pilotów, tylko tyle Hurricane’ów było zdolnych do akcji. Po powrocie do Northolt piloci zameldowali o czterech pewnych zwycięstwach.

Tabela 1. Stan pilotów 303. Dywizjonu Myśliwskiego w dniu 29 września 1940 r.


S/L R.G. Kellet Dowódcy dywizjonu
F/L J. Kent F/O W. Urbanowicz* Dowódcy eskadry „A” F/L H.S. Forbes F/O M. Pisarek Dowódcy eskadry „B”
F/O M. Ferić F/O B. Grzeszczak F/O Z. Henneberg Sgt. S. Karubin P/O J. Palusiński Sgt. E. Paterek P/O J. Radomski Sgt. A. Siudak Sgt. E. Szaposznikow Sgt. M. Bełc Sgt. J. František F/O W. Januszewicz Sgt. J. Kowalski F/O W. Łokuciewski P/O B. Mierzwa Sgt. J. Palak Sgt. M. Wojciechowski P/O J. Zumbach

* Pełniący w zastępstwie funkcję polskiego dowódcy dywizjonu.

Przez następne dwa dni piloci nie napotkali samolotów Luftwaffe (28 września dywizjon wykonał dwa patrole, a 29 września wystartował jeden raz). Dopiero 30 września w trakcie lotu, który rozpoczął się o godz. 13.10, doszło do kolejnej walki. Tym razem dywizjon został skierowany nad Dungeness, gdzie na wysokości 14 tys. stóp przechwycono 30 Dornierów w osłonie kilkunastu Messerschmittów. W efekcie walki zameldowano zestrzelenie czterech samolotów nieprzyjaciela. Dodatkowe „połówkowe” pewne zwycięstwo zapisał na swoje konto Radomski. Nie on był jednak bohaterem tej walki. Trzy z czterech zwycięstw zameldował Urbanowicz, który w swoim raporcie podawał: