Zły sen

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Zły sen
Zły sen
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 29,98  23,98 
Zły sen
Zły sen
Audiobook
Czyta Aneta Todorczuk
14,99  11,09 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozmowa 4

– Czekał pan na mnie pod drzwiami?

– Nie chciałem przeszkadzać w rozmowie z panią Tylman.

– Pan Emil Król, prawda? Przyjechali państwo dwa dni temu, ale nie poznałam jeszcze żony.

– Ramona źle się czuje. Musi się zaaklimatyzować. Przyjechaliśmy prosto z Zakopanego.

– Byli państwo na nartach?

– Szaleliśmy na stokach. Zrobiło się jednak zbyt ciepło i niebezpiecznie. Postanowiliśmy wyjechać. Przez Internet znaleźliśmy ten ustronny pensjonat z wolnym pokojem.

– Jasne. Ale nie stójmy na korytarzu. Proszę wejść do pokoju, panie Emilu.

– Chciałbym z panią zamienić kilka słów na osobności.

– Słucham, proszę siadać. Może zaparzę herbaty?

– Nie, nie, bardzo dziękuję. Pani jest, o ile się orientuję, spokrewniona z właścicielką.

– Ciotka Irena Wrotyczowa i moja matka Marta Sawicka są siostrami.

– Właśnie... właśnie dlatego postanowiliśmy zwrócić się najpierw do pani, żeby niejako przygotować sytuację.

– Ach, tak... W czym mogę pomóc? Może pan zapali, ale mam tylko takie słabe, damskie slimy.

– Dziękuję, zapalę, chociaż Ramona mi nie pozwala. Mówi, że od papierosów cuchną jej włosy.

– Bez przesady. A więc, jeśli mogłabym coś dla pana zrobić, słucham? Zaraz pan zrzuci łokciem popielniczkę na podłogę.

– Przepraszam, jestem trochę... rozkojarzony. Chodzi o to, żeby pani porozmawiała z panią Wrotyczową.

– O czym?

– O jej synu.

– O Konradzie? Ma pan o nim jakieś wieści? Ciotka na pewno bardzo się ucieszy. Podobno wyjechał trzy lata temu i nie daje znaku życia. Ale to już dorosły facet. Będzie miał koło trzydziestki.

– Dobrze go pani zna?

– Tak sobie. Jako dzieci często bawiliśmy się razem. Potem moi rodzice wyjechali z Łodzi do Olsztyna. Widziałam go ze trzy, cztery razy. Przeważnie podczas rodzinnych pogrzebów. Wie pan, nie zapałaliśmy do siebie przesadną sympatią. Uważałam, że jest jakiś... rozhisteryzowany. Może pił albo brał narkotyki? Nie wiem, w każdym razie wcale mu się nie dziwię, że zwiał z tego wygwizdowa.

– Konrad chciałby wrócić do domu.

– Do rodziców?

– Tak. Kiedyś pokłócili się o... odmienność. Ojciec uderzył Konrada w twarz, matka nie stanęła w jego obronie. Uciekł z domu bez pożegnania.

– Ciotka nic mi nie mówiła. Myślałam, że po prostu wyjechał na studia.

– Nie, nie udało się.

– Dlatego chciałby pogodzić się z rodzicami?

– Dlatego... też. On...

– Jest jeszcze coś?

– Pani...

– Laura Sawicka. Proszę mi mówić po imieniu. Chyba jestem od ciebie niewiele starsza. Emilu, o co chodzi?... Muszę wszystko wiedzieć, abym mogła porozmawiać z matką Konrada.

– I z jego ojcem. Mogłaby pani... mogłabyś wybadać sytuację? Gdyby Konrad dowiedział się...

– Masz z nim jakiś kontakt?

– Mam...

– Nie mógłby do mnie zadzwonić? Dam ci numer mojej komórki.

– Tutaj nie ma zasięgu.

– Racja, zupełnie zapomniałam. Wiesz, mówiąc szczerze, myślę, że rodzice przyjęliby go z otwartymi ramionami. Syn marnotrawny. Dobrze, jak chcesz, porozmawiam z ciotką. A, rozumiem, połączysz się z Konradem przez Internet.

– Od wczoraj nie ma sygnału. Pewnie przez te ulewy.

– Fatalnie. Jesteśmy odcięci?... Jest jeszcze telefon stacjonarny u ciotki w recepcji. Mógłbyś skorzystać.

– Nie o to chodzi.

– A o co?... Emilu, sam chcesz ze mną rozmawiać, a potem się wykręcasz. Co jest grane?

– Trudno mi tak od razu...

– Krępuje cię rozmowa ze mną?

– Konrad nie wie, że poszedłem do ciebie.

– Jest gdzieś w pobliżu? I sam nie chce porozmawiać z rodzicami?

– Jest całkiem blisko.

– Przecież tu nie ma... Zaraz, ukrył się w pensjonacie?

– W moim pokoju. Ramona...

– Co, Ramona?

– ...to jest Konrad Wrotycz.

– Nie...

– Tak!

– …

– Milczysz...

– Zatkało mnie. Czuję się... obezwładniona.

– Od roku jesteśmy partnerami. Poznałem go w Pradze w pewnym... specjalnym klubie. Produkował się na scenie jako drag queen. Udawał młodą Helenę Vondráčkową. Nawet był w tym niezły, ale kiedy schodził ze sceny, przewrócił się i złamał nogę. Był pijany, więc wyrzucili „królową” z roboty. Wziąłem Konrada do siebie i opiekowałem się nim przez sześć tygodni.

– Co robiłeś w Pradze?

– Byłem kelnerem w tym klubie. Nieźle zarabiałem. Wiesz, międzynarodowe towarzystwo z Austrii, Niemiec, Węgier...

– Jednak wróciliście do Polski.

– Nie chciałem rozprowadzać dopalaczy. To straszne gówno. Przepraszam... Pojechaliśmy do Zakopanego. Dla mnie znalazła się praca w sezonie, ale z Konradem było coraz gorzej. Umyślił sobie, że zmieni płeć i zacznie nowe życie. Nawet zaczął szukać odpowiednich lekarzy. Ale rzecz wymaga najpierw długiej kuracji... a potem dużych pieniędzy. Więc wymusił na mnie, żebyśmy tu przyjechali. Wynalazł przez Internet wolny pokój w pensjonacie „Splendor”. Uważa, że rodzice dadzą mu pieniądze na leczenie i operację.

– O ile wiem, cioci się nie przelewa.

– Mogą sprzedać tę willę. Tak przynajmniej uważa Ramona... Konrad...

– To nie jest ich własność.

– A czyja?

– Nie wiem. Zdaje się, że sprawa jest dość zabagniona. Wrotyczowie jedynie dzierżawią zameczek, czy też są jego administratorami. Nigdy w to nie wnikałam, bo właściwie nic mnie to nie obchodziło.

– W Internecie stoi jak byk: właściciele – Irena i Piotr Wrotyczowie.

– Pewnie ciotka napisała tak z przyzwyczajenia.

– Chyba istnieją jakieś księgi wieczyste?

– Jeżeli ta sprawa interesuje Konrada, niech sam się nią zajmie.

– Zatem... nie chcesz mu pomóc?

– Emilu, bez przesady. Mogę porozmawiać z jego ojcem, żeby, jak to się mówi, przyjął go z powrotem na łono rodziny. Ale nic poza tym.

– Szkoda...

– Pogadam także z ciotką. Zrozum, to ich wewnętrzna sprawa. Głupio by mi było mieszać się w tak intymne konflikty.

– Przecież Konrad jest w końcu twoim kuzynem.

– Znamy się o tyle, o ile.

– Lauro, powiem ci prawdę... Konrad to człowiek zdesperowany. W Zakopanem usiłował popełnić samobójstwo. Ledwo go odratowałem. To ja wymyśliłem ten powrót do rodziców. Nie mam już do niego siły.

– Chcesz się z nim rozstać?

– Sam nie wiem, co robić. Muszę zarabiać na życie, a Ramona... Konrad jest bardzo zaborczy. Nieobliczalny i niebezpieczny.

– W porządku. Zobaczę, co się da zrobić.

Rozmowa 5

– Przepraszam, czy zastałam wujka Piotra?

– Ach, to pani... Piotr jest w spiżarni. Dysponuje wiktuały na śniadanie wielkanocne.

– Pani... Alfreda, jeśli się nie mylę?

– Alfreda Leder. Czym mogę służyć?

– Chciałabym zamienić z wujkiem dwa słowa.

– Teraz jest niezwykle zajęty i nie radziłabym mu przeszkadzać. Może się zdenerwować, a to szkodzi jego delikatnemu zdrowiu.

– Jest pani dobrze zorientowana w stanie zdrowia wujka Piotra. Choruje na coś konkretnego? Ciocia Irena o niczym mi nie wspominała.

– Pani Irena żywi własne poglądy na ten temat i nie mam jej tego za złe.

– A pani uważa, że wujek jest chory? Według mnie to okaz zdrowia.

– Piotr ma delikatną konstytucję neurologiczną. Przez dwa lata byłam na medycynie, więc znam się na tym. Niezwykle wrażliwy mężczyzna. Nie należy wytrącać go z równowago, bo wtedy cierpi jego wspaniały, męski charakter.

– Chroni go pani przed konfliktami?

– Jestem tu tylko księgową i sekretarką.

– O ile wiem, od dobrych dwudziestu lat.

– Co pani chce przez to powiedzieć?

– Ja? Nic. Stwierdzam tylko fakt.

– Owszem, zajmuję się w tym pensjonacie sprawami finansowymi, odkąd tylko przenieśliśmy się z Łodzi. Musiałam przerwać studia, ale Piotr umożliwił mi ukończenie odpowiednich kursów. Jestem wykwalifikowaną księgową, także piszę biegle na komputerze.

– Nie wątpię. Chciałabym jednak porozmawiać z wujkiem w cztery oczy. Wyłącznie o sprawach rodzinnych. W końcu mam do tego prawo, nie sądzi pani?

– Doskonale orientuję się w sytuacji, pani Lauro. Pani matka i pani Irena są siostrami. Poznałam także kiedyś ojca pana Piotra.

– Znała pani generała Wrotycza? Urodziłam się już po jego śmierci.

– Swego czasu trząsł całą Łodzią. Fascynujący autokrata.

– Ach, tak... nie wiedziałam.

– Piotr odziedziczył po nim posturę i urodę.

– Co pani powie?! A syn Piotra, Konrad?...

– Proszę nie wypowiadać w mojej obecności imienia tego człowieka.

– No wie pani! Przecież to mój kuzyn.

– Odrażający.

– Ma pani mu coś za złe?

– Wołałabym o tym nie mówić.

– Dobrze, w takim razie chciałabym zapytać panią o coś innego. Ciocia wspominała, że w tym domu dzieje się coś niedobrego. Słychać jakieś głosy, ktoś nocą skrada się po schodach...

– Zapewniam panią... W tym pensjonacie nic takiego nie ma miejsca.

– Niczego pani nie słyszała?

– Nie zajmuję się urojeniami.

– A więc ciotka mówiła pani...

– Owszem, kilkakrotnie. Złożyłam to jednak na karb jej przemęczenia. Po konsultacji z Piotrem doszliśmy do wniosku, że najwyraźniej wyczerpanie nerwowe daje o sobie znać.

 

– Ale ja także słyszałam głosy dochodzące ze ściany.

– Pani?... Widocznie to rodzinne.

– Może Konrad je słyszał, kiedy jeszcze był w domu?

– Konrad to zupełnie inna sprawa.

– Dlaczego pani nie chce o nim mówić?

– Proszę mnie nie molestować.

– Wyrządził pani jakąś krzywdę?

– Cóż za niestosowna insynuacja!

– To dlaczego...

– Nie wypada mi o tym mówić.

– Mnie może pani powiedzieć.

– Wołałabym to zachować dla siebie.

– I tak dowiem się od ciotki.

– Pani Irena nic o tym nie wie.

– No to spytam wujka.

– Zachowałam dyskrecję. Państwo pojechali wtedy na zakupy do Łodzi.

– Co takiego przeskrobał Konrad?

– Ubrał się w moją letnią sukienkę i paradował w niej po ogrodzie. Wnuk generała Edgara Wrotycza. To niedopuszczalne!

Rozmowa 6

– W tym domu dzieje się coś dziwnego.

– Droga Lauro, jeżeli mojej żonie wydaje się, że bredniami o duchach przyciągnie więcej gości do tego pensjonatu, to jest w błędzie.

– Wujek uważa, że wszystko jest w porządku?

– W stuprocentowym porządku.

– A jednak ciocia Irena stwierdziła, że wujek także słyszał te głosy.

– Słyszałem, że buczą rury w ścianie, kiedy następuje nadmierne zużycie wody. To stara instalacja i dawno już powinno ją się wymienić. Ale twojej ciotce szkoda pieniędzy na solidny remont. Powiedziałem kiedyś, oczywiście żartem, że te ściany gadają, bo mają jej dosyć. A ona mi uwierzyła. Pewnego razu wpadła do pokoju bez pukania, gdy sumowaliśmy z Alfredą codzienne wydatki i zawołała, że ściana w jej pokoju mówi: zabić ją, zabić ją, zabić... Co za nonsens!

– Niektórzy goście też coś słyszeli.

– Bzdury! Poronione płody chorobliwej wyobraźni. Przyjeżdżają tu różni fiksaci, a twoja ciotka nie ma serca im odmówić. Nic więcej. Potem z Alfredą musieliśmy liczyć wszystko jeszcze raz. Do późnej nocy.

– Wujku, przepraszam, że spytam: kim jest dla ciebie Alfreda?

– Wykwalifikowaną księgową. Niesłychanie pedantyczną i odpowiedzialną.

– A poza tym?

– O co ci chodzi, droga Lauro?

– Ciocia Irena raczej jej nie znosi.

– Bezinteresowna zazdrość o nadzwyczajne kompetencje.

– Nie wątpię. Rozmawiałam niedawno z Alfredą.

– Mam nadzieję, że wyrobiłaś sobie o niej jak najlepsze zdanie. To osoba o surowych zasadach moralnych.

– Zauważyłam.

– To dobrze się składa. O czym rozmawiałyście?

– O problemie Konrada.

– Ależ Lauro!

– I o jego ucieczce z domu.

– Nie chcę z tobą poruszać tego tematu. A poza tym jestem bardzo zajęty.

– Czyżby wykwalifikowana księgowa już się niecierpliwiła?

– Tego już zanadto, drogie dziecko.

– Nie jestem już dzieckiem, podobnie jak Konrad. Wujek tego nie zauważył? Dlatego go uderzył, że Konrad jest inny?

– Proszę cię o natychmiastowe opuszczenie mojego pokoju.

– Nie chce wujek wiedzieć, co się dzieje z jego jedynym synem? Ładny mi ojciec!

– To niedopuszczalne! Jak ty się zachowujesz? Natychmiast stąd wyjdź. Zawsze byłaś bezczelna, od najmłodszych lat.

– Wtedy, kiedy powiedziałam przy gościach, że jak wujek coś rąbnie, to jak stary w kubeł. Wszyscy ryczeli ze śmiechu. Alfreda dostała czkawki. Ciocia Irena o mało nie spadła z krzesła.

– Myślałem, że się spalę za ciebie ze wstydu. Najgłośniej śmiał się, niestety, mój syn.

– Mam wiadomości od Konrada.

– Wiesz, co się z nim dzieje?

– Jest źle.

– Z nim zawsze było coś nie tak. Zupełnie jak z tym domem.

– Uważa wujek, że ktoś chce was wyrzucić z tego zameczku? Zniszczyć reputację pensjonatu „Splendor”? Ciocia wspominała mi o Julianie.

– Niewykluczone.

– Julian jest chorym człowiekiem. Rozmawiałam z jego siostrą.

– Może i chory, ale według mnie... Zresztą to tylko domysły.

– Wujku, a czy nie warto byłoby pozbyć się tego domu? Wrócić do Łodzi.

– Sprzedać pensjonat „Splendor”?

– Na pewno znalazłby się kupiec. Teraz wielu ludzi dysponuje grubszą forsą i chcieliby ją ulokować. Staroświecki zameczek myśliwski nad jeziorem nie zdarza się zbyt często.

– Być może. Cóż, jakby to ująć... dom w zasadzie nie należy do nas.

– A do kogo?

– Spytaj mojej żony. Ona lepiej orientuje się w tych zawiłościach prawnych. Powiedz mi lepiej, Lauro... co się dzieje z Konradem?

– Chciałby wrócić do domu.

– Naprawdę?

– Co wujek na to?

– Sprawa nie jest prosta.

– Wiem, o co chodzi. Rozmawiałam z Alfredą.

– Tak, to odpowiedzialna osoba, ale ona także wszystkiego nie wie.

– O Konradzie?

– Powiem ci, żebyś nie myślała, że jestem okrutnym ojcem.

– Wcale tak nie myślę. Uważam tylko, że wujek jest wobec niego zbyt surowy. To nie jego wina...

– Być może.

– Czasami tego rodzaju skłonności pojawiają się w co drugim pokoleniu.

– Chcesz powiedzieć, że generał Edgar Wrotycz...

– Nie wiem, nie znałam go. Alfreda powiedziała mi, że trząsł całą Łodzią.

– Jako generał ówczesnej milicji po ogłoszeniu w grudniu 1981 roku stanu wojennego faktycznie rządził całym miastem. Żadna poważniejsza decyzja nie mogła zapaść bez jego zgody.

– Nie wiedziałam...

– To nie jest złota karta z historii naszej rodziny.

– Rodzice mieszkali już wtedy w Olsztynie. Mama na ten temat nic mi nie mówiła.

– I dobrze zrobiła. Nie ma się czym chwalić. Lepiej pewne sprawy przemilczeć.

– Zamieść pod dywan? Tak jak problem Konrada?

– Nie zdajesz sobie sprawy...

– A powinnam?

– W tej sytuacji... uważam, że tak.

– Powie mi wreszcie wujek, o co chodzi?

– Dobrze, ale pod jednym warunkiem.

– Słucham.

– Nie będziesz namawiała Konrada na powrót do domu.

– Sama nie wiem, co odpowiedzieć...

– Mieliśmy jeszcze jedno dziecko, dziewczynkę Jagusię. Kiedy miała dwa latka, czteroletni Konrad udusił ją poduszką podczas snu. Przekupiony lekarz stwierdził samoistny bezdech nocny... czy jak to się nazywa. W każdym razie od tego czasu straciłem serce do Konrada. Irena przez pół roku leczyła się na nerwy. Wiesz, przedtem to była zupełnie inna kobieta. Ten pensjonat był jej oczkiem w głowie, jednak teraz stał się...

– Kulą u nogi?

– Chciałem powiedzieć, że jego utrzymanie jest po prostu nieopłacalne. Masz bezpośredni kontakt z Konradem?

– Tak mi się wydaje.

– Powiedz mu, żeby nie pokazywał się tu więcej.

Rozmowa 7

– Przepraszam, że się narzucam, ale ciocia prosiła mnie, żebym do pań zajrzała. Czy już wszystko w porządku? Panie pozwolą, Laura Sawicka. Jestem siostrzenicą...

– Pani Ireny Wrotycz?

– Zgadza się.

– Myślałyśmy, że właścicielka raczy pofatygować się do nas osobiście po tym, co tutaj zaszło, a nie przysyłać tak młode i niedoświadczone osoby.

– Ciocia jest niezwykle zajęta. Przygotowuje menu na śniadanie świąteczne. Musi wszystkiego sama dopilnować w kuchni, bo kucharka...

– Ta Daniela! Co za okropna istota. Jak można mieć tak monstrualny biust! To wprost nieprzyzwoite.

– Wydaje się całkiem miła.

– Tak się właśnie tylko wydaje. Jest pani zbyt młoda, by fachowo ocenić ludzką naturę. A my dobrze się znamy na ludziach.

– Przepraszam, czy mogę usiąść?

– Może pani.

– Ciocia prosiła mnie, żeby zadać paniom kilka pytań, dotyczących pobytu w nowym pokoju, ale nie wiem, która z pań jest Stefania, a która Zdzisława?

– Co za tupet! Ja jestem Stefania Zamorska, a to moja siostra, Zdzisława.

– Bardzo mi miło. Pani pierwsza zauważyła, że w pokoju dzieje się coś osobliwego?

– Osobliwego? To bardzo łagodnie powiedziane, prawda, Zdzisławo? Po prostu horror!

– Prawda, Stefanio. W pierwszorzędnym pensjonacie do czegoś takiego nigdy by nie doszło. Skandaliczne miejsce!

– Dobrze powiedziane, moja Zdzisławo. Dodałabym tylko, że owo zajście pokaźnie zszarpało i tak już znacznie nadwątlone nasze systemy nerwowe. Przyjechałyśmy tutaj odpocząć od udręki dnia codziennego. A tymczasem... czego doznałyśmy?

– Poważnego uszczerbku na zdrowiu, moja Stefanio. Obiecywano nam spokój leśnego ustronia, eleganckie otoczenie i wytworne towarzystwo. A co nas spotkało?

– Krew, pot i łzy, jak ktoś kiedyś trafnie zauważył. Chociaż my się nigdy w towarzystwie nie pocimy. To nieestetyczne. Ale co to za towarzystwo! Same podejrzane indywidua.

– Co tu właściwie się stało, pani Stefanio? Ciocia wspominała niejasno o jakichś głosach.

– Pani... pani...

– Lauro.

– Pani Lauro, trudno to wyrazić krótko i jednoznacznie. Zapewne pani bardzo się spieszy. Jak to ma w zwyczaju dzisiejsza młodzież.

– Nie, wcale się nie spieszę. Jeżeli panie nie mają nic przeciwko temu, chętnie wysłucham wszystkiego ze szczegółami.

– Coś takiego! Patrz, Zdzisławo, taka młoda, a już taka cierpliwa.

– Mamusia mnie tak wychowała.

– A, kindersztuba jak za dawnych lat. W takim razie proszę usiąść na kanapie. Przycupniemy obok pani i wszystko dokładnie opowiemy. Może ktoś wreszcie dojdzie do przekonania, że siostry Zamorskie niczego nie znawiają.

– Zamieniam się w słuch.

– Otóż, droga pani, t o zdarzyło się o dziesiątej wieczorem, mam rację Zdzisławo?

– Masz rację, Stefanio. Właśnie wtedy, kiedy kładłyśmy się spać. Bo my nie wysiadujemy po nocach, jak ci tak zwani artyści, tylko idziemy spać o normalnej porze, aby z rana świeżo i godnie wyglądać. A tymczasem... Ach, nie, nie mogę... Ilekroć sobie przypomnę, co się wtedy stało, serce podchodzi mi do gardła. Mów dalej Stefanio. Ty jesteś mniej wrażliwa.

– Ja jestem bardziej wrażliwa, moja Zdzisławo, ale dla ciebie postaram się wewnętrznie przełamać, chociaż moja wrodzona subtelność niewymownie na tym ucierpi. A zatem... tak... Miałam na sobie moją ulubioną nocną koszulę z crêpe de Chine i różową lizeskę przywiezioną z Paryża. Bo my byłyśmy w zeszłym roku w Paryżu. Ach, co za wspaniałe miasto!

– Założyłam właśnie mój ulubiony błękitny szlafroczek i pantofelki na baranku. Ach, jakie one cieplutkie! Z zewnątrz lakierowana skórka...

– Drogie panie, co się wtedy stało?

– Pani Lauro kochana, to trudno wprost wyrazić. Człowiek usiłuje odpocząć zgodnie z naturalnym rytmem życia danym mu od Boga, bo my żyjemy zgodnie z naturą...

– I nie włóczymy się po nocach, jak niektórzy.

– Kto się włóczy, pani Zdzisławo?

– Nie wiadomo. Ale wyraźnie słychać było kroki.

– I to nieraz, droga pani, i to nieraz...

– Oczywiście nie otworzyłyśmy drzwi. Przecież to mógł być jakiś... gwałciciel. Moje biedne serce znowu odmawia mi posłuszeństwa. Mów dalej, droga Stefanio. Ja muszę zażyć te angielskie krople przywiezione z Londynu.

– A więc, jak już wspomniałam, miałam na sobie tę piękną różową lizeskę wiązaną pod szyję na kokardę, bo chciałam jeszcze chwilę poczytać w łóżku. Wie pani, my z siostrą bardzo dużo czytamy. Pożyczamy z czytelni jedną książkę i studiujemy ją na zmianę, aby potem dzielić się wrażeniami. Onegdaj, kiedy to straszne wydarzenie po prostu pozbawiło nas tchu w piersiach, na mnie przypadła kolej czytania owego prześlicznego romansu „Lato naszej miłości”...

– Pozwolisz, Stefanio, na małe sprostowanie. To ja miałam czytać pierwsza, ale lekka niedyspozycja żołądkowa uniemożliwiła mi położenie się do łóżka. Zdejmowałam właśnie w łazience mój ulubiony błękitny szlafroczek, kiedy... kiedy t o się stało!

– Co się stało?

– Rura powiedziała: „Idź na górę”.

– Jaka rura?

– Czy ja wiem jaka rura?! Nie byłyśmy kształcone w zakresie rur, mam rację, Stefanio?

– Masz rację, Zdzisławo. Sama słyszałam. To był głos jakby dochodzący z rury. Ściśle rzecz biorąc... szept. Przerażający szept tkwiący w ścianie: idź na górę, idź na górę...

– A potem?

– A potem ucichł.

– I wtedy zaczęłyśmy krzyczeć.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?