3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku
Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 14,98  11,98 
Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku
Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku
Audiobook
Czyta Leszek Filipowicz
9,99 
Szczegóły
Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jacek Krakowski

Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku

Saga

Jak Dziamdziorek i Mamrotek poszukiwali Nowego Roku

Zdjęcia na okładce: Shutterstock

Copyright © 2021 Jacek Krakowski i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728011492

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

– Dziamdziorku, dlaczego ta zima wlecze się i wlecze? – spytał Mamrotek, dokładając do kominka. – Końca nie widać.

Dziamdziorek leżał na kanapie i uparcie wpatrywał się w sufit. Wreszcie rzekł po chwili namysłu:

– Widocznie coś z tym jest nie tak.

– Z czym? – spytał odruchowo Mamrotek.

– Z przychodzeniem i odchodzeniem. Zima rozgościła się na dobre.

– Co masz na myśli? – Mamrotek był coraz bardziej zainteresowany.

– Wiesz, braciszku… Stary rok nie chce odejść, a nowy nie nadchodzi.

Mamrotek podszedł do okna i spojrzał na zasypaną śniegiem równinę.

– Stary, nowy, co to ma do rzeczy? Przecież po Nowym Roku nadal jest zima.

– Jednak zmierza ku wiośnie – odparł Dziamdziorek, nie przestając wpatrywać się w sufit. – Jak nie nastanie Nowy Rok, zima nie będzie wiedziała, kiedy ma zacząć się zbierać.

– Nie rozumiem.

Mamrotek wrócił do kominka, wyciągnął ręce w stronę wesoło skaczącego ognia i zatarł zziębnięte dłonie.

Dziamdziorek nadal liczył plamy na suficie i nic się nie odzywał.

– Chcesz powiedzieć, mój drogi bracie: tak długo ściska mróz, bo zima nie wie, kiedy odejść?

– Niestety – westchnął Dziamdziorek. – Zima musi wiedzieć, że przyszedł na nią czas.

– A Nowego Roku jak nie ma, tak nie ma – zauważył smętnie Mamrotek.

– Właśnie! – Dziamdziorek podskoczył na kanapie. – Kto da zimie znak, by pakowała manatki i ruszała w drogę. Kto, jak nie Nowy Rok?

– Dawno powinien to zrobić – denerwował się Mamrotek. – A tu… ani widu, ani słychu. Gdzieś nam się Nowy Roczek zawieruszył?

– Możliwe – odparł Dziamdziorek, przykładając dłoń do czoła. – Dzisiaj mnie już dłużej nie męcz. Nie dam rady się zastanawiać. Czuję się wyczerpany.

– Na wszelki wypadek sprawdzę, czy Nowy Rok nie nadchodzi.

Mamrotek naciągnął czapkę na uszy, założył rękawiczki… I ledwo uchylił drzwi, do mieszkania wleciał nieduży, barwny ptaszek. Zatrzepotał pasiastymi skrzydełkami, usiadł na oparciu krzesełka i wypiął brzuszek pokryty różowymi piórkami.

– Pan Zięba! – krzyknął skrzat. – Co słychać na szerokim świecie? Pan taki oblatany… Co się dzieje z Nowym Rokiem? Bo my nie możemy się doczekać.

Pan Zięba nastroszył piórka, poprawił na głowie niebieską czapeczkę-pilotkę i odezwał się melodyjnym głosem:

Raz Nowy Rok się uwinął,

psi zaprzęg sprzed nosa zwinął.

Jechał na skrót

i wpadł pod lód.

Odtąd słuch o nim zaginął.

– Kpi pan sobie z nas! – zawołał Dziamdziorek, zrywając się z kanapy.

– Głupstwa, bzdury, kalambury – zaśpiewał pan Zięba. – Rozrywki umysłowe.

– Bardzo mnie pan nastraszył… – Mamrotek przysiadł obok pana Zięby. – Myślałem, że Nowy Rok naprawdę wpadł.

– W każdej bajce tkwi ziarenko prawdy. – Pan Zięba skinął kolorową główką. – Ociupinka, drobiażdżek…

– A jaki drobiażdżek tkwi tym razem w pańskim wierszyku? – spytał Dziamdziorek. – Już nie raz przynosił nam pan wiadomości, które okazywały się bujdami wyssanymi z palca.

– Z pazurka – poprawił go pan Zięba, unosząc lewą nóżkę.

Mamrotek zerknął podejrzliwie na ptaszka.

– Nie mamy czasu na głupstwa. Dziamdziorek zajęty jest rozmyślaniem, a ja wypatrywaniem.

– Co za śmieszne zajęcia! – rozweselił się ptaszek.

– Ile w tym prawdy, że Nowy Rok coś komuś zwinął? – dopytywał się Dziamdziorek, podchodząc do krzesła.

Pan Zięba rozpostarł skrzydełka.

– Prawda jest taka piękna – zaśpiewał – psi zaprzęg stoi przed drzwiami.

I śmignął na parapet. Skrzaty podbiegły do okna. Rzeczywiście, przed ich domem stał psi zaprzęg – cztery dorodne psy husky radośnie kręciły ogonami.

– Zobaczcie, kto nimi powozi?

Pan Zięba podfrunął i zapukał dziobkiem trzy razy w szybę.

A wtedy siedzący na koźle kot w żółtym kubraku, pomachał mu jedną łapką. W drugiej bowiem trzymał cugle uprzęży, obejmującej karki czterech zwierzaków.

– Kot powozi psami? – zdziwił się Mamrotek.

– Kocica – odparł pan Zięba. – I to nie byle jaka: Nieugięta. Zresztą, sama wam o sobie opowie. Szykujcie się do drogi.

– My? Teraz?… Do drogi?! Tak znienacka?

Skrzaty były coraz bardziej zaniepokojone.

– Kiedy mróz szczypie w uszy? – zmartwił się Dziamdziorek.

– Kiedy śnieg zasypuje każdy ślad – ucieszył się Mamrotek. – Ale frajda!

– Właśnie teraz – odrzekł pan Zięba. – Psi zaprzęg przysłał król lodów. Ma do was bardzo ważną sprawę.

– Nie może zaczekać do wiosny? – Dziamdziorek zmarszczył nos.

– Chodzi o Nowy Rok. – Pan Zięba znacząco pokiwał łebkiem. – Sprawa wymaga dyskrecji i… wyjątkowej delikatności.

– A jednak – stwierdził Dziamdziorek – miałem rację, że z Nowym Rokiem coś jest nie tak.

– Wszystkiego dowiecie się na miejscu. Król lodów zaprasza was do swojej przychodni… co ja plotę, lodowni, przepraszam, do pałacu. Wasza sława dotarła do jego wspaniałej cukierni, chciałem powiedzieć, lodziarni…

– Zaprasza nas do pałacu? Dwa skromne, małe skrzaty? – Mamrotek uśmiechnął się z zadowoleniem.

– Czy to nie wy odzyskaliście skradzione przez Srokę łyżki i broszki? – spytał śpiewnie pan Zięba. – Cały las o tym mówił!

– Ach, nie ma o czym gadać, zupełny przypadek – odparł Dziamdziorek. – Wylądowaliśmy w strasznym dworze i…

– Nie ma przypadków – rzekł pan Zięba, unosząc ogonek – wszystko jest gdzieś zapisane. – I spojrzał jednym oczkiem do góry.

Dziamdziorek podążył wzrokiem za nim.

– Zapisane?… Na tym brudnym suficie? Znowu pan sobie żartuje.

– Nie bądź taki drobiazgowy – szturchnął go Mamrotek. – Nie czepiaj się szczegółów. Ktoś po nas wysyła psi zaprzęg, więc liczy na naszą pomoc. Szykujmy się, braciszku, jedziemy po nową przygodę.

– Królowi lodów się nie odmawia – wtrącił pan Zięba.

– Czy Nowy Rok naprawdę jechał na skrót i wpadł pod lód? – dopytywał się Dziamdziorek.

– Dowiecie się w pałacu króla lodów. A teraz – zaniósł się śpiewem pan Zięba – w drogę, w drogę! Komu w drogę, temu czas!

Podfruwał do wieszaka, chwytał w dziobek czapki, szaliczki, rękawiczki i rzucał je skrzatom. A chłopcy ubierali się czym prędzej. Założyli ciepłe kurtki, zimowe buty, wybiegli przed dom i wskoczyli do czekających na nich sań. Pan Zięba wcisnął się Mamrotkowi za kołnierz.

– Naprzód! – rzuciła kocica. Szarpnęła lejce i psy ruszyły pędem przez śnieżną równinę.

*

Ach, co to była za sanna! Za skrzatami unosiła się chmura śnieżnego pyłu, a przed nimi biegł psi zaprzęg powożony przez szarobrązową, długowłosą kocicę w żółtym kubraku.

– Zaśpiewajcie coś – szepnął do ucha Mamrotkowi pan Zięba – ona lubi, jak klienci są zadowoleni.

Dziamdziorek z Mamrotkiem spojrzeli na siebie, skinęli głowami i taką wymyślili piosenkę:

Kto z nami w podróż pojedzie,

ten nigdy się nie zawiedzie,

zobaczy lasy i łąki,

nie zazna żalu rozłąki.

Jesienią, wiosną, czy latem

jedź z nami jak skrzat ze skrzatem;

mróz kwiaty maluje na niebie,

a my pędzimy przed siebie.

O, jakże podróż nam sprzyja,

dzień tak przyjemnie przemija.

Nieraz cię zatka z wrażenia,

co świat ma do powiedzenia:

niespodziewane przygody

pośród okazów przyrody,

spotkania nieprzewidziane…

Przed nami podróż w nieznane.

– Król lodów będzie zachwycony – miauknęła kocica. – Może zaśpiewacie na jego urodzinach.

– Urodziny?! – zdziwił się Dziamdziorek. – Odbędzie się huczna impreza? Szalone przyjęcie?…

– Jutro – odrzekła kocica – dzisiaj przewidziano poważną naradę. Z waszym udziałem. Sprawa nie cierpiąca zwłoki.

– Ty coś wiesz? – spytał Mamrotek. – Zostałaś wtajemniczona?

– Tylko nie „ty”! – oburzyła się kocica. – Jestem mistrzynią w powożeniu psimi zaprzęgami. Zdobyłam złoty medal „Za Odwagę”.

Mówiła dalej zapatrzona w dal, nie widząc zdziwionych min obu chłopców:

– Moja matka była z domu Perska, a ojciec miał sklep: „K. Szylkret – najlepsze sery żółte i białe”. Myszy złaziły się z całej dzielnicy. Niestety, sąsiedzi protestowali i trzeba było sklep zamknąć. A potem… potem zeszłam na psy i pracowałam u weterynarza.

– U doktora Dolittle, jak sądzę? – spytał Dziamdziorek. – Długoletnia praktyka…

– Jak byś zgadł. Jednak wkrótce odbiłam się od dna i wylądowałam… na psim zaprzęgu. Odtąd zdobywam wszystkie nagrody i tytuły mistrzowskie. Mówią o mnie Nieugięta Szylkretówna. Dalej, pieski, dalej, równo! Hejże ha!!

 

– Hejże ha – powtórzyły skrzaty zaskoczone jej opowieścią.

– Pani mistrzyni – spytał Mamrotek – czy pani na co dzień pracuje u króla lodów?

– Zatrudnia mnie przy wyjątkowych okazjach – odparła z godnością. – Podwożę jego specjalnych gości. Na szczególne uroczystości.

– To jednak będzie coś do jedzenia – ucieszył się Dziamdziorek.

– Wyłącznie lody! – zaśmiała się kocica. Strzeliła z bata, obróciła się i dodała: – Panie Zięba, niech pan wyjaśni tym skrzatom, z kim będą mieli do czynienia.

Zięba szepnął do ucha Mamrotkowi:

– Król lodów to jeden z najbogatszych ludzi w okolicy. I jak to bywa, wpadł w tarapaty. Na szczęście ja podpowiedziałem królowi, że Dziamdziorek i Mamrotek pomogą mu wybrnąć z opresji.

– Dojeżdżamy! – krzyknęła długowłosa mistrzyni.

Na niewielkim pagórku stał przedziwny budynek: ni to pałac, ni to magazyn… Cały zbudowany z lodu oblanego kolorowym sosem. Raz wyglądało to na sok malinowy, raz na polewę czekoladową. Baniaste kopuły przypominały skręcone bąble z bitej śmietany, a na szczycie każdego migotała światłem olbrzymia, sztuczna wiśnia.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?