3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 14,98  11,98 
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
Audiobook
Czyta Leszek Filipowicz
9,99 
Szczegóły
Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jacek Krakowski

Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni

Saga

Dziamdziorek, Mamrotek i tajemnica jesieni

Zdjęcia na okładce: Shutterstock

Copyright © 2021 Jacek Krakowski i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728011508

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

– Dziamdziorku, a może polecimy w podróż dookoła świata? – spytał Mamrotek, patrząc w dół.

– Lecimy i lecimy bez końca – odezwał się niezadowolony Dziamdziorek. – Mieliśmy tylko poczuć, jak to jest…

– Nie bądź taki drobiazgowy! – Mamrotek machnął ręką, zajęty rozglądaniem się po okolicy.

– Mieliśmy tylko wsiąść do kosza balonu.

– Balon jest naprawdę przepiękny.

– Mieliśmy tylko sprawdzić, jak się siedzi w tej… wygodnej gondoli – narzekał Dziamdziorek. – Właściwie w ogóle nie powinniśmy do niej wchodzić.

– A pamiętasz balony, które puszczał wujek Franek? – ożywił się Mamrotek.

– Tamte, to były zabawki, a nasz jest prawdziwy. – Złościł się Dziamdziorek. – Trzeba było zostać w domu.

– Braciszku, sam chciałeś, żebyśmy zobaczyli zawody balonowe. Zawodnicy wchodzili do koszy i… odlatywali – odparł Mamrotek, zajęty wypatrywaniem przez lornetkę tego, co pod nim.

Lecieli nisko nad ziemią. Na skraju leśnej polany pasła się młoda sarenka. Na głowie miała czapkę z pawim piórkiem, a kiedy zobaczyła cień rzucany przez balon, spłoszyła się i uciekła w głąb lasu.

– Dlatego właśnie zwolniłeś zaczep? – dopytywał się Dziamdziorek.

Mamrotek nadal był zajęty śledzeniem sarenki.

– Ja tylko poluzowałem linę.

– A balon poszybował w górę.

– Uniósł się jak ten pan, który biegł za nami i wrzeszczał, żebyśmy lądowali.

– Ten pan uniósł się gniewem – rzekł z powagą Dziamdziorek.

– A balon uniósł się do góry! – wybuchnął śmiechem Mamrotek.

– Żarty ci w głowie! – oburzył się brat skrzat. – Musimy szybko zawrócić. I oddać balon.

– Ach, co tam! Spójrz, czy nie przyjemnie patrzeć z góry na świat?

Pasiasty balon popychany prądami powietrza płynął nad gęstym lasem. Wierzchołki świerków niczym zielone szpikulce lekko gięły się na wietrze, a korony starych buków czerwieniały we wrześniowym słońcu.

– Mamrotku, chyba powinniśmy już wylądować? – niepokoił się jego młodszy brat.

– Nie wiem jak ty, Dziamdziorku, ale ja jestem zachwycony – przyznał Mamrotek, nie odrywając lornetki od oczu. – Co za widoki! Co za jazda!

Niebo zrobiło się fiołkowe, a obłoki oblane pomarańczowym światłem sunęły w stronę zachodzącego słońca.

– Wolałbym, żebyśmy tę jazdę mieli już za sobą – marudził Dziamdziorek, na wszelki wypadek nie patrząc w dół.

– Niezapomniane wzruszenia! – wołał Mamrotek. – Wstrząsające przeżycia! Lecimy nad niezmierzonym lasem!

– Ja tam wolałbym siedzieć w domu…

– W domu, w domu! Całe dni spędzasz w domu.

– Bo jestem domatorem.

– Też mi zajęcie!

– Dobre jak każde inne.

– I co z tego masz?

Na to Dziamdziorek odparł cichutko:

– Przez okienko

wyglądam na drogę,

a wiatr liście

zamiata pod płot:

deszcz szeptem z szybą gada,

kropla za kroplą spada,

idzie jesień

mgieł, zimna i słot.

Mamrotek nic nie odpowiedział, bo właśnie dostrzegł przez lornetkę coś, co mogło być ruinami wielkiego, starego domu.

– Mamrotku, skąd idzie jesień? – dopytywał się Dziamdziorek. – Jesień naprawdę przychodzi, czy tak się potocznie mówi? Braciszku, skąd się bierze jesień?…

Mamrotek nie zdążył odpowiedzieć, bo lornetka wypadła mu z ręki, gdy na krawędzi kosza przysiadła Sroka. Czarno-biała, metalicznie połyskując piórami, przekrzywiła ostry dziób i uważnie przypatrywała się obu skrzatom.

– Czy to Dziamdziorek i Mamrotek? – spytała Sroka. – Słynni poszukiwacze przygód i tropiciele tajemnic?

Bracia popatrzyli na siebie i skinęli głowami.

– Nareszcie – ucieszyła się Sroka. – Zaglądałam do wszystkich balonów.

– Nas pani szukała? – zdziwił się Mamrotek.

– Jesteście potrzebni od zaraz. – I podnosząc ogon dodała: – Przed wami ryzykowne zadanie.

– Proszę pani, my nie możemy teraz ryzykować – usprawiedliwiał się Dziamdziorek. – Musimy zawrócić, żeby zwrócić balon. Przypadkiem zerwał się z uwięzi…

– Wykluczone! – rzuciła Sroka. – Bez was nie dam sobie rady.

– Jeżeli pani tak uważa… – Mamrotek był coraz bardziej zaciekawiony. – Skąd pani wiedziała, że bierzemy udział w zawodach… to znaczy, wsiedliśmy do balonu?

– Lata się po polach, po lasach, to tu, to tam i słyszy się to i owo – odparła Sroka. – Nie ma lekko. – Pochyliła czarną głowę i skubała się po białym brzuchu. – Musicie natychmiast wziąć się do roboty.

– Najpierw zawrócimy, potem wylądujemy, a potem pogadamy – próbował uspokoić ją Dziamdziorek.

– Mowy nie ma! – krzyknęła Sroka, przedeptując z nogi na nogę. – Trzeba odzyskać zgubę. Jeśli się znajdzie, nagroda was nie ominie. I to jaka!

– Ktoś coś zgubił? – zainteresował się Mamrotek.

Sroka wpatrzyła się w słońce zachodzące za horyzont i odparła po głębokim namyśle:

– Ja.

– Będą nas poszukiwać – odezwał się niepewnie Dziamdziorek. – Będą nas wypatrywać. Zaraz zrobi się ciemno. Wolałbym siedzieć w domu o tej porze.

– To sprawa nie cierpiąca zwłoki – tłumaczyła skrzatom Sroka. – Coś się komuś zapodziało i ja to coś znalazłam. Jednak… coś mi się wymknęło i ja coś zgubiłam. Albo gdzieś dobrze schowałam – zastanawiała się chwilę – albo… zapomniałam, gdzie coś schowałam. W każdym razie… trzeba wziąć pod uwagę każdą możliwość…

Skrzaty popatrywały na siebie i na nią z coraz większym zdumieniem.

– Mój pan oskubie mnie z wszystkich piórek – zaskrzeczała Sroka dramatycznym tonem – jeżeli zguba nie znajdzie się do rana.

– Kim jest twój pan? – spytał Dziamdziorek trochę zdenerwowany całą sytuacją.

– To tajemnica – odparła Sroka. – Woli się nie ujawniać.

– Czym jest coś, co zginęło? – spytał Mamrotek.

– To jeszcze większa tajemnica – odparła Sroka, przesłaniając dziób skrzydłem. – Coś przepadło w strasznym dworze. Tym, pod nami.

Skrzaty wychyliły się z kosza balonu i zobaczyły dziurawe dachy murowanej budowli, nad którą górowała pięciokątna baszta.

– Nagroda was nie ominie – powtórzyła Sroka – jeżeli dobrze się postaracie.

– I my mamy coś w tym czymś znaleźć?! – dziwił się Mamrotek.

– A ciocia Hela zawsze ostrzegała, żeby nie szukać igły w stogu…

Dziamdziorek nie dokończył, bo Sroka wrzasnęła:

– Teraz albo nigdy!!!

I wbiła w balon bardzo ostry dziób.

*

Nagrzane powietrze uszło z kulistej powłoki, balon gwałtownie zniżył lot, zahaczył gondolą o belki dziurawego dachu, rozległ się zgrzyt… Skrzaty chwyciły się za ręce i wyskoczyły z kosza, by wylądować na… zarwanej kanapie. Kanapa jęknęła i już nic więcej nie powiedziała.

– Dziamdziorku, trzymasz się?

– Trzymam się, staruszku – odparł starszy brat.

Wieczór był ciepły i cichy. Łagodne światło wrześniowego nieba wpadało przez wybite okna, rozjaśniało staroświeckie kredensy, połamane krzesełka, powyginane świeczniki i poczerniałe obrazy, z których patrzyli dawni właściciele zrujnowanej rezydencji.

– Czyżbyśmy trafili do strasznego dworu? – spytał nieco zdezorientowany Dziamdziorek.

– Wszystko na to wskazuje – odparł Mamrotek.

Podłoga uginała się pod stopami, a przez dziurawy dach wpadały do komnaty pierwsze, zeschłe liście.

Chłopcy chodzili wokół mrocznego pomieszczenia, próbując znaleźć jakieś wyjście, gdy niespodziewanie zobaczyli rozsuwane drzwi opatrzone mosiężną, grawerowaną w zawijasy tabliczką:

P. Złowieszczyk

przepowiednie

Wyciągnęli dłonie, by nacisnąć guzik dzwonka, gdy usłyszeli za sobą:

– Zatrzymajcie się, o, nieszczęśnicy!

Powoli odwrócili głowy. Za nimi unosiły się dwie wychudłe figury zawinięte w czarne szale. Na głowach miały wysokie niczym wazony kapelusze pełne zeschłych kwiatów, w dłoniach trzymały długie, palące się świece i przy tym zabawnie podrygiwały.

– Co panie tu robią? – spytał Dziamdziorek, chowając się za Mamrotka. – Na takim odludziu…

A one zawyły zgodnie:

– Z północnicą północnica

wykonują dziki pląs,

kto im zajrzy w blade lica,

tego czeka straszny wstrząs!

– Nie takie panie straszne – powiedział Mamrotek, przypatrując się ich wychudłym twarzom. – Na waszym miejscu, jadłbym znacznie więcej…

– A wy, kim jesteście? – spytała jedna z nich.

– Dziamdziorek i Mamrotek – odparły skrzaty.

– Mara i Zmora – odezwały się posępne postacie. – Siostry północnice, właścicielki tego… domostwa.

– Do północy jeszcze daleko – zauważył Mamrotek – trochę się panie pospieszyły.

 

– Straszymy, kiedy się da – rzekła wyższa – bo rzadko kiedy ktoś tutaj zagląda.

– Straszą panie we własnym domu? – spytał z niedowierzaniem Dziamdziorek.

– Własny dom mamy za nic, ale cudzy strach… O, to już jest coś! – odparła z zadowoleniem niższa siostra.

– My się strachów nie boimy – stwierdził śmiało Mamrotek.

– Nawet naszego… podrygiwania? – spytała bardziej pociągła Zmora, unosząc w górę świecę.

– Ani trochę – odparł zdecydowanie Dziamdziorek.

– Nawet naszych bladych lic?!

Północnica podeszła całkiem blisko i zajrzała Dziamdziorkowi w oczy.

– Nic a nic. – Dziamdziorek wyprężył pierś i trwał nieporuszony.

– Macie pieniądze? – spytała Mara.

– Przyszliście po przepowiednie?! – spytała Zmora.

– Przylecieliśmy balonem – odpowiedział Mamrotek. – Właściwie, lecieliśmy na wycieczkę, gdy niejaka Sroka wbiła w balon bardzo ostry dziób.

– Sroka? – zainteresowała się Mara i od razu położyła dłoń pod szyją na broszce z literą „M”, w której połyskiwały rubiny. – Słuchaj, Zmorciu, czy to ta znana nam złodziejka? – zwróciła się do siostry.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?