Średniowiecze. Obalanie mitówTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Okładka

Fahrenheit 451

Zdjęcie na okładce

Andrzej Mikiciak

Korekta i redakcja

Jacek Fronczak

Dyrektor wydawniczy

Maciej Marchewicz

Copyright © Jacek Kowalski 2020

Copyright © for Zona Zero Sp. z o.o., Warszawa 2019

ISBN 9788366177796

Wydawca

Zona Zero Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.pl

Konwersja

Monika Lipiec

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury


Spis treści

CZĘŚĆ I WSTĘP, CZYLI SKOMPLIKOWNIE ŚWIATA

ZABOBON 1 Żyd na krucjacie, czyli pułapka nieoczywistości

ZABOBON 2 Ziemia jest płaska, ale tylko dla pewnej pani profesor

ZABOBON 3 Psiogłowcy szczekają, a Murzyni to zwierzęta

CZĘŚĆ II Nic dla ciała, wszystko dla ducha, czyli rycerz, dama i libido

ZABOBON 4 Krucjaty budzą wstręt

ZABOBON 5 Rycerz błędny raczej zbędny

ZABOBON 6 Miłość dworna raczej sporna

ZABOBON 7 Trudno nazywalny

ZABOBON 8 Pogarda ciała

CZĘŚĆ III Racja istnienia sztuki, czyli prostacy i inteligenci

ZABOBON 9 Biblia pauperum

CZĘŚĆ IV Zabobony gotyckie, czyli od skrzywienia do artysty

ZABOBON 10 Czyli gotycki pierwszy, że mamy klasyczny gotyk

ZABOBON 11 Mit wielkiej teorii, czyli jeden w trzech osobach

ZABOBON 12 Czyli gotycki drugi

Podzabobon 12 drugi A: że w średniowieczu niepopularne było «nawiązanie do poezji antycznej»

Podzabobon 12 drugi B: „średniowieczny artysta […] nie tworzył dla ziemskiej sławy”

Podzabobon 12 drugi C: «Twórca uważany był jedynie za pośrednika pomiędzy Bogiem a odbiorcą jego przekazu» czyli zależność sztuki od dyktatu Kościoła

Podzabobon 12 drugi D: w średniowieczu «artyści raczej nie bywali bohaterami średniowiecznych dzieł»

ZABOBON 13 Symbolika katedry gotyckiej

ZAGADKI

CZĘŚĆ V Słowiaństwo i germaństwo

ZABOBON 14 Ciche skrzypy i gołe mury, czyli o micie autentyzmu i nie tylko

ZABOBON 15 Germańska wyższość, słowiańska lepszość i inne herezje

ZABOBON 16 napoleoński

ZABOBON 17 Mity naukowe wzajemnie sprzeczne i ich rozwiązanie

ZABOBON 18 litewski

CZĘŚĆ VI Od śmiechu do horroru, czyli między stosem a krzyżakami

ZABOBON 19 Śmiech, wyśmiech, uśmiech i trwoga, czyli zabobon smutnego średniowiecza

ZABOBON 20 Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i płonący stos Jana Husa

ZABOBON 21 Krzyżacy niewierzący? Krzyżacy mistyczni?

ZABOBON 22 Horror i sztuka, czyli zakazana sekcja

CZĘŚĆ VII Końcówka nieprawomyślna, czyli dziesięć zabobonów ostatnich antysemicko-antyeucharystycznych

ZABOBON 23 wstępny: że Eucharystia to „groźna fantazja”

ZABOBON 24 że antysemicka broszura może być autorytetem

ZABOBON 25 że kult Eucharystii równał się prześladowaniom Żydów

ZABOBON 26 że Długosz oskarżył Żydów o profanację Hostii w Poznaniu w 1399 roku

ZABOBON 27 że poznańskich Żydów spalono na stosie

Podzabobon 28: że oskarżenie Żydów o profanacje było „nieuniknione” przez wzgląd na charakter średniowiecznej kultury chrześcijańskiej

Podzabobon 29: że w ogóle opowieści o profanacji Najświętszego Sakramentu to zabobonne bajki

Podzabobon 30: że Żydzi nie mogą zatruwać studni

Podzabobon 31: że żaden Żyd nie mógł sprofanować Najświętszego Sakramentu

Podzabobon 32 Podsumowanie zabobonów ostatnich, że Eucharystia to zgorszenie, głupstwo, kłamstwo

Przypisy

Bibliografia

Spis i źrodła ilustracji i zdjęć

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

CZĘŚĆ I WSTĘP, CZYLI SKOMPLIKOWNIE ŚWIATA


ZABOBON 1 Żyd na krucjacie, czyli pułapka nieoczywistości

Gigantyczna fara (kościół parafialny) Strzegomia, bogatego miasta. Budowana w wieku XIV pod patronatem rycerzy krzyżowych joannitów. Tympanon głównego portalu: tłum skłębionych postaci wychodzących z głębi kamienia, lekko przypłaszczonych – ale w sumie krępych i mięsistych, po części galopujących i wojowniczych, w kilku tylko przypadkach pobożnych i skupionych. Generalnie: żelazne orszaki zbrojnych mężów. Cóż to jest?


TŁUM SKŁĘBIONYCH JEŹDŹCÓW

wychodzących z głębi kamienia: krzyżowcy czy pachołkowie Sanhedrynu?


WCHODZIMY DO LABIRYNTU

średniowieczną dziurką od klucza

Skoro to kościół obrońców Królestwa Jerozolimskiego, joannitów, no to może kamień woła: „Deus vult! Bóg tak chce!”. Może zatem jest to opowieść –

…O tym, jak Chwałę Bożą wielbiący wielmoże,

By Boże krzywdy pomścić, ruszyli za morze.

A prowadził ich wszystkich Piotr, posłaniec Boży…

Mielibyśmy więc do czynienia z historią pierwszej krucjaty, której duchowym przywódcą był Piotr Pustelnik; widać go tu zapewne pośród jego pustelni – jak błogosławi wyruszających za morze… oni zaś, rycerze Krzyża, na rumakach, w zbrojach i w rynsztunku, galopują do Jeruzalem –

 

…Jednak pierwszą wyprawę spotkał koniec srogi;

Wszyscy zginęli, albo poszli do niewoli…

Dojeżdżają, chrzczą pogan, a potem padają wraz z końmi i tylko Piotr daje im ostatnie namaszczenie, albowiem –

…Jedynie Piotr ocalał i powrócił zdrowy;

Wróciwszy zwołał książąt i rycerzy mnogich:

Był tam Hugon, wiodący wojowników srogich,

I Tankred, i Boemund, prawi baronowie,

I książę Gotfryd, Boga miłośnik pobożny;

Książę Normanów z ludem swym, i Pikardowie;

Robert Flandryjski, z nim zaś mężni Flamandowie.

Pod Montpellier się zeszli, a było ich mrowie,

Sto tysięcy, jak o tym powiada opowieść.

Szturmem wzięli Niceę i pałac chędogi,

Edessę i Antiochię, i świątynie mnogie,

Wreszcie Jerozolimy mur skruszyli mocny.

Ale pierwej musieli modlić się i pościć,

Deszcze, burze i grady z cierpliwością znosić.

Oto pieśń, która wszystko o tym wam opowie…

Grandor z Douai, Pieśń o Antiochii, tłum. JK1

Coś tu jednak nie gra, to jednak nie ta pieśń. W miarę rozpatrywania poznaję, że to nie Jerozolima, że to nie Piotr Pustelnik, że nie ma tu Boemunda... Nie dlatego, że rycerskie zbroje pochodzą z wieku XIV, zamiast z XI; nie dlatego, że pustelnia Piotra nie jest romańska, tylko klasycznie gotycka, ani też nie dlatego, że kolejność tej opowieści jest jakby niewłaściwa. Nie, takie anachronizmy były w średniowieczu na porządku dziennym, artyści zawsze uwspółcześniali historię i porządkowali ją po swojemu. Ale po prostu temat nie ten: bo przecież któryś rycerz trzyma tu sokoła – byłaby to zatem dworska wyprawa na łowy, ktoś upada na koniu – owszem, ale brak Saracenów, są za to drzewa – i ten pustelnik – tak! To trzeba czytać przez…

›› …Or dit li contes…

…trzeba czytać przez Or dit li contes – czyli: zatem powiada opowieść – przez formułę, która otwiera nam świat arturiański.

Poczyniwszy to odkrycie poczułem, że dla odcyfrowania niezwyczajnej płaskorzeźby powinienem dobyć ze swego wnętrza cały skarb fantazji, to jest tego, co rozum ludzki, wchłonąwszy w siebie, porządkuje jako nowe kształty zakorzenione w starych, ponieważ właśnie – jak nauczają uczeni wieków średnich – w umyśle i w sztuce tworzą się obrazy. Rozpoznając zatem w nowych kształtach kształty stare, rozpocząłem nieśpieszną wędrówkę po rzeźbionym, piaskowym kamieniu. I odczytałem opowieść:

– Or dit li contes – zatem powiada opowieść – że w wigilię dnia Zielonych Świątek wszyscy towarzyszowie Okrągłego Stołu przybyli do Kamaalot – zamku położonego cudownie i opasanego murem oraz fosą

– opatrzonego we wszelkie potrzeby; i oblanego rzeką rwącą; który miał mury wielkie i potężne, a fosę głęboką i przepastną –

– a niewiele czekali, aż wtem dał się po całym zamku słyszeć przenikliwy głos rogu –

– cały dwór zadrżał na tę nowinę, że mają bez zwłoki wyruszyć – zatem porwali się rycerze i przyoblekli się w swoje rynsztunki – i nie zwlekając wyruszyli z zamku –

– do lasu na polowanie (jak postrzegłem, z sokołami) –

–Persewal zaś kłusował aże do południa – wespół z towarzyszami swoimi; wreszcie jednak – zgubił psy swoje i myśliwych swoich –

– i nie wiedział, co czynić w głębi boru, z którego wyjścia nie znał, i był jakoby człowiek, który całkiem zgubił drogę.

– Or dit li contes, zatem powiada opowieść – że dostrzegł natenczas wielkiego i przecudownego rumaka, który był tak czarny, iż przedziwny czynił sobą widok. A im więcej Persewal nań spoglądał, tym większą odczuwał doń odrazę. Był jednakowoż tak śmiały, że hardo wskoczył mu na siodło, jak czyni ów, który nie postrzega zasadzek Nieprzyjaciela. Kiedy zaś Persewal dosiadł wierzchowca, ten ruszył zaraz galopem w głąb lasu, księżyc świecił wonczas jasno, a rumak w jedną małą godzinę przemierzył trzy dni drogi

– i nagle –

widzi przed sobą Persewal wielką przepaść, a na dnie przepaści rzekę rwącą, a rumak zmierza wprost do przepaści i skokiem w przepaści tej przepaść pragnie. Co widząc Persewal odczuwa trwogę wielką i bojaźń przeogromną, iżby nie utonął, nie dostrzegał bowiem nad przepaścią ani mostu, ani kładki. Unosi zatem zaraz dłoń swoją i kreśli nią na czole znak Krzyża.

– A kiedy tylko poczuł Nieprzyjaciel, że włożono nań brzemię Krzyża, tak dlań nieznośne i ciężkie, wstrząsnął się nagle cały tak, że zrzucił Persewala ze swego grzbietu, sam zaś runął do przepaści z rykiem potwornym i taki był jego obrzydliwy a wstrętny koniec. I zdało się, skoro ów rumak czarny upadł do rzeki, że woda rozgorzała, a fale jakoby czystym ogniem zapłonęły. – Pomiędzy nich obu zstąpił z nieba płomień ognisty jakoby piorun – tak, iż Persewal runął z siodła i przez grzbiet rumaka upadł na ziemię.

– I leżał tak całkiem omdlały czas jakiś. – Nazajutrz zaś, kiedy dzień nastał, jasny i piękny, znaleźli go (jak myślę, ludzie jego) leżącego. – I rozpoczęli czynić wielki lament – i poczęli wołać go, by powstał, on jednak zdawał się nie słyszeć ich wcale i nie poruszał się nawet. – Aż posłyszał głos, który powiadał: – słuchajże, Ty, który żeś ruszył na poszukiwanie świętego Graala!

Wiedz o tym, że na tę drogę wstąpić nie może żaden, który wcześniej nie wyznałby na spowiedzi grzechów swoich albo choćby nie powziąłby takiego postanowienia, bo żaden nie może wejść w tak szlachetną służbę nie porzuciwszy brzemienia grzechu, nie oczyszczony ze wszelkiej podłości i grzechu śmiertelnego.

– Or dit li contes, zatem powiada opowieść – że – zobaczył natenczas przed sobą – pustelnię, która wznosiła się na wzgórzu, a spojrzawszy tamże dostrzegł – małą kaplicę, a u jej wejścia był mąż odziany w suknię białą, który zdawał się być zakonnikiem. A oto rozpaczał ów mąż wielce a żałośliwie, mówiąc: Dobry Panie Boże! Jakżeś mógł był to ścierpieć? –

– I wyszedłszy ów mąż z kaplicy, zapytuje – kim jest i z jakiego kraju przybywa? Ten objawia mu osobę swoją, nie kryjąc przed nim bynajmniej, iż wstąpił na drogę poszukiwania świętego Graala. Kiedy nabożny mąż posłyszał o przygodzie, jaka go spotkała, wzięły go żal i litość nad Persewalem i począł płakać; i zaraz wzywał go przez cześć dla Najświętszej Dziewicy Maryi i przez Wiarę Świętą, aby się przed nim wyspowiadał ze wszystkiego życia swego, a ten odrzekł, że uczyni to, bo tego właśnie pragnie.2

Czyż jest to właściwa opowieść kamiennego tympanonu? Otóż – nie, żadną miarą! Ale czy myliłem się w mej przenikliwości? Otóż – nie, żadną miarą! I czas już rozwiązać podstępną zagadkę.

›› Nieoczywistość wyjaśniona

Z początku usiłowałem zobaczyć opowieść wykutą w piaskowcu poprzez epicką pieśń o pierwszej krucjacie, czyli poprzez Pieśń o Antiochii (Chanson d’Antioche), którą pod koniec XII wieku napisał i wyśpiewał niejaki Grandor z Douai.

Nie byłem w błędzie, bo słusznie i sprawiedliwie próbowałem wyjaśnić sprawę, ale bez właściwego skutku.

Zmieniwszy potem zdanie – zacząłem oglądać tympanon poprzez anonimową, arturiańską powieść z XIII wieku, zwaną Poszukiwaniem świętego Graala. I chociaż posłużyłem się jedną tylko, konkretną powieścią (nie bez przyczyny, bo jest piękna, a była sławna i wpływowa), znalazłem w niej fragmenty, które nie tylko do niej pasują, ale też pasują praktycznie do niemal każdej z klasycznych arturiańskich powieści, których w średniowieczu liczono na grube dziesiątki, a także do ich ilustracji. Innymi słowy: „cegiełki” arturiańskiej fabuły, ułożone na nowo w innej nieco kolejności, okazały się idealnie pasować do opowieści wykutej na tympanonie wielkiej fary w śląskim Strzegomiu.

Nie byłem w błędzie, bo dzięki mej przenikliwości pokazałem łaskawym czytelnikom, jak mógł oglądać te rzeźby rycerz lub klerk późnego średniowiecza. Jak mógł w nich odnajdywać znane sobie osoby, wątki, wydarzenia, miejsca arturiańskiej legendy, acz… odnajdywać pobocznie. Czy raczej – niekoniecznie jednoznacznie.

Bo racji ostatecznej, jak się okazuje, nie miałem. Ale czyż postępowałem błędnie? W żadnym razie!

Dlaczego zatem racji ostatecznej nie miałem? Otóż dlatego, że ani jedno z zaproponowanych powyżej rozwiązań nie było tym najwłaściwszym, które kierowało zleceniodawcą i wykonawcą tympanonu, wyznaczając im cel główny. Każde z moich odczytań było jednak również słusznym i sprawiedliwym, tyle że pobocznym, niemniej przewidzianym przez zleceniodawców i artystów. Każde z odczytań dawało konotacje i aluzje miłe rycerskiemu oku tudzież umysłowi teologa i kapłana, a nawet bywałego mieszczanina; jednakowoż nie były to aluzje najważniejsze, choć najbardziej bijące w oczy oraz, powtarzam, niewątpliwie zamierzone!

›› Żyd na krucjacie

Galopujący na koniu rycerz z orszakiem, który zdaje się wyruszać na łowy, albo też w poszukiwaniu arturiańskich przygód, albo na wyprawę krzyżową – to Żyd z Żydów, który faktycznie wyrusza na krucjatę… tylko że na krucjatę à rebours, bo przeciwko chrześcijanom. On sam wszak mówił o sobie:

Ja jestem Żyd […]. Wychowałem się […] [w Jeruzalem] u nóg Gamaliela, wyćwiczony według prawdy ojczystego Zakonu, gorący miłośnik Zakonu […] i prześladowałem [chrześcijan] […] aż do śmierci, wiążąc i podając do więzienia mężów i niewiasty, jak mi to poświadczy najwyższy kapłan i wszyscy starsi. Od nich też wziąwszy listy do braci, jechałem do Damaszku, abym stamtąd przyprowadził uwięzionych do Jeruzalem, żeby zostali ukarani.

Dzieje Apostolskie 22, 3-5

Tak jest: na tympanonie widnieje Żyd zdążający konno z Jeruzalem, aby wygubić damasceńskich chrześcijan. Opowieść ta jest jednak chrześcijańska, przekłada mianowicie na mowę przestrzennych brył odpowiednie wersety z Pisma Świętego, a konkretnie z Dziejów Apostolskich. Szaweł – bo o nim tu mowa – podjął wyprawę jako prawowierny Izraelita, „dysząc […] groźbami i mordem przeciw uczniom Pańskim” (Dz 9, 1), oraz mając szczery zamiar nawracać mieczem swoich braci-Żydów-chrześcijan na wiarę ojców. A jednak rzeźbiarz wyobraził go jako – jakby – rycerza arcychrześcijańskiego. Ponad głównym wejściem do jednej z najpotężniejszych gotyckich świątyń, jakie wzniesiono na Śląsku i w ogóle na terenie obecnej Polski.


…ZAMEK WAROWNY

zadrżał na nowinę, że mają bez zwłoki wyruszyć…

Paradoks? W żadnym razie, a w każdym razie nie dla ludzi średniowiecza. Przypomnijmy dalszy ciąg Dziejów Apostolskich, żeby zobaczyć, co odkuto w kamieniu, co dodano, a co i dlaczego pominięto:

I gdy był w podróży, stało się, że gdy zbliżał się do Damaszku, i nagle oświeciła go zewsząd światłość z nieba. A padłszy na ziemię, usłyszał głos, który doń mówił: «Szawle, Szawle! Czemu Mię prześladujesz?» A on rzekł: «Kto jesteś, Panie?» Ów zaś: «Jam jest Jezus, którego ty prześladujesz; trudno ci jest przeciw ościeniowi wierzgać». A drżąc i zdumiewając się, rzekł: «Panie, co chcesz, abym czynił?». A Pan do niego: «Wstań, i wejdź do miasta, a tam ci powiedzą, co będziesz miał czynić».

Owi zaś ludzie, którzy mu towarzyszyli, stali zdumieni, słysząc wprawdzie głos, lecz nikogo nie widząc. I wstał Szaweł z ziemi, a otworzywszy oczy, nic nie widział. Wiodąc go za ręce, wprowadzili go do Damaszku.

Dzieje Apostolskie Dz 9, 3-9

Jednocześnie w Damaszku jeden z wiernych chrześcijańskiej gminy, „pewien uczeń, imieniem Ananiasz” otrzymał w widzeniu nakaz od Pana, aby odwiedzić oślepionego Szawła przebywającego w domu niejakiego Judy przy ulicy Prostej i położyć na Szawle „ręce, aby wzrok odzyskał” (Dz 9; 10, 12).

I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, a włożywszy nań ręce, rzekł: «Szawle bracie! Pan mię posłał, Jezus, który ukazał ci się w drodze, którą szedłeś, abyś przejrzał, i został napełniony Duchem Świętym». I natychmiast spadły z oczu jego jakby łuski, i przejrzał; a powstawszy, został ochrzczony.

Dzieje Apostolskie 9, 17318

Tak oto groźny, dyszący żądzą mordu Szaweł stawał się świętym Pawłem3. Jego nawrócenie następowało, jak widzimy, w dwóch rozdziałach: wpierw w drodze do Damaszku, potem w domu Judy. Był to mniej więcej rok 35 po narodzeniu Chrystusa. Dużo wody upłynęło w Jordanie, zanim sztuka chrześcijańska zaczęła przedstawiać to przełomowe wydarzenie. Temat nie był zresztą jakoś szczególnie częsty i popularny, a w dojrzałych wiekach średnich przeszedł ciekawą przemianę.

 

…ZATEM WZIĘLI SOKOŁY

i porwali się przyoblec swoje rynsztunki…

Scena wykuta na tympanonie, nawet jeśli wskutek rycersko-chrześcijańskiej stylizacji nie dla wszystkich była zupełnie jasna, to raczej oczywista dla miejscowych parafian. Ich kościół nosił wszak wezwanie świętych Piotra i Pawła, cóż więc innego mogło znaleźć się nad głównym wejściem, jak nie dzieje jednego z nich?

Możemy oczywiście zapytać, dlaczego aż tyle rzeczy jest tu niekompatybilnych z biblijną historią? Dlaczego Szaweł w niczym nie przypomina Żyda, lecz arcychrześcijańskiego rycerza z wysokiej półki? Dlaczego jego orszak jest niczym dworska świta króla Artura zdążającego na polowanie, z myśliwskimi rogami, myśliwskim psem i sokołem oraz odpowiednim służącym-giermkiem? Dlaczego Ananiasz przypomina pustelnika z arturiańskiego romansu, a jego pustelnia (o której w Dziejach Apostolskich mowy nie ma, bo być nie może) wygląda jak wysmakowana, gotycka świątynia?

Czy ci średniowieczniacy byli aż tak głupi, że nie zauważali, że nic tu się nie zgadza?

›› Księżna Agnieszka i wiedeńska Singertor

Otóż dlatego, że mistrz bądź mistrzowie, którzy odkuli tympanon, otrzymali takie właśnie precyzyjne zamówienie, zapewne z wyszczególnieniem zasadniczych rysów pożądanego dzieła. Może zresztą sami najpierw przedstawili zleceniodawcom swój pomysł na takowe. Skąd wziął się ów pomysł i „pod kogo” był wymyślony? W czasach, w których zaczęto wznosić strzegomską farę, joanniccy rycerze mieli wprawdzie nad nią patronat, ale najważniejszym inwestorem był kto inny. Była nim księżna Agnieszka Habsburżanka, od 1338 roku małżonka księcia świdnickiego Bolka II. Od ich ślubu aż do śmierci księżnej (już jako wdowy) w roku 1392 Strzegom był jej osobistą własnością.


…NAGLE WIDZI PRZEPAŚĆ,

a rumak zmierza wprost do przepaści…

Jak słusznie i sprawiedliwie napisał ostatni badacz strzegomskich rzeźb, Romuald Kaczmarek, „nieznana jest […] aktywność joannitów posiadających patronat nad kościołem”, natomiast „skala i bogactwo programu architektonicznego i rzeźbiarskiego wystroju tego kościoła nie dają się wytłumaczyć inaczej, jak staraniem księżnej, wspierającej i patronującej zaangażowanym w budowę mieszczanom”. Innymi słowy: to, jak i kogo wyobrażono na tympanonie głównego portalu, w znacznym stopniu zależało od księżnej i jej dworu, której miłą była „nić rodzinna łącząca ją z Habsburgami i Wiedniem”.4 I tam właśnie, w Wiedniu, w katedrze św. Stefana, w tak zwanym Portalu Śpiewaków (Singertor), znajduje się równie niezwyczajny i unikatowy w europejskiej skali tympanon z historią św. Pawła jako rycerza, gdzie tenże, jeszcze jako Szaweł, galopuje i spada z konia w wojowniczej, rycerskiej asystencji. Niemniej tam Paweł ma hełm żywo przypominający żydowski pileolus, a w scenie wyjazdu z Jerozolimy towarzyszą mu izraelscy arcykapłani – chociaż konno i w ostrogach, ale już z daleka na oko wiadomo, że to Żydzi z Żydów, eleganccy wprawdzie nad wyraz, ale z garbatymi nosami i w podobnych pileolusach właśnie. Otóż tego już w Strzegomiu nie uświadczymy! Podobnie i Ananiasz, który w Wiedniu jest „antycznym” chrześcijaninem udrapowanym w antykizującą szatę, a zatem wyraźnie jednym z „pierwszych chrześcijan”, w Strzegomiu okazuje się mnichem z gotyckiej pustelni. Wyrugowano stąd obrazowe aluzje do biblijnej i żydowskiej rzeczywistości – na rzecz realiów rycerskich i dwornych, bardzo współczesnych.


…I WYSZEDŁ ÓW MĄŻ Z KAPLICY,

i wzięły go żal i litość nad Persewalem…

Trudno byłoby sądzić, że tympanon ze Strzegomia powstał niezależnie od wiedeńskiego Portalu Śpiewaków. Oba są w Europie wyjątkowe, oba pod pewnymi względami podobne. Jednak twórcy Portalu Śpiewaków stali o niebo wyżej w rzeźbiarskiej maestrii i to nie oni przybyli do Strzegomia z dłutem w ręce. Z kolei tympanon ze Strzegomia, choć po części naśladuje tympanon wiedeński, nie czyni tego niewolniczo: co do kompozycji oraz szczegółów ikonografii, okazuje się zupełnie inny, ba, o wiele bogatszy, jego dynamika i przestrzenność są całkowicie odmienne od tympanonu z Wiednia.

W Strzegomiu wszystkie postaci jakby krzyczą, wszystkie są gwałtownie zdumione. Tłum jeźdźców niczym sfalowana toń żywiołu odgrywa tu rolę może i mało kształtnych, lecz pięknie poruszających kompozycję morskich bałwanów. Żaden z zakutych w stal rycerzy nie pozostaje obojętny. Żaden nie potrafi spokojnie ustać, każdy z wielką ekspresją woła o czymś, wskazuje na coś. Nadto trzy główne sceny: wyjazd z Jerozolimy, upadek i uzdrowienie Szawła przez Ananiasza, w Wiedniu ściśle rozdzielone, w Strzegomiu zazębiają się ze sobą tak, że trudno rozgraniczyć ich uczestników.

›› Lustro epoki

Dlaczego tak jest? Po pierwsze: dlatego, że artysta miał dużo twórczej wolności, rzecz w średniowieczu… jak najbardziej zwyczajna! Po drugie: dlatego, że artysta realizował zamówienie wedle zamysłu powziętego we współpracy z dworem księżnej Agnieszki. Pobożne i dworne zarazem otoczenie księżnej miało swoje upodobania i swoje prawa. Zażądało więc eleganckiego przywołania eleganckiego świata, który samo w sobie tworzyło. Zażądało lustra epoki.

Nie oznacza to, że popełniono jakieś zasadnicze historyczne i teologiczne nadużycie. Owszem, nie wykluczam, że taki czy owaki średniowieczny teolog, patrząc na ów tympanon, mógł się nawet obruszyć. O tak. Inny za to broniłby tego dzieła. Żaden wszakże z oskarżających nie uzyskałby pewnie kościelnej sankcji za lub przeciw artyście, zleceniodawcy lub na przykład proboszczowi kościoła. Rzecz w ortodoksyjnym średniowieczu zwyczajna, wbrew pozorom: zakres twórczej wolności był ogromny. Gorzej, oj, gorzej bywało pośród czeskich, heretyckich husytów. Nie ostałby się taki tympanon przed ich krytyką, a może i przed ich młotkiem.

›› Dlaczego święty Paweł wielkim rycerzem był

Nie przypadkiem przetworzeniu uległa akurat historia świętego Pawła. Autorytet średniowiecza, Wilhelm Durandus, autor podstawowej syntezy liturgicznej wszechczasów – Rationale divinorum officiorum – napisał w tej księdze to, co zapewne wszyscy wiedzieli, a jak nie wiedzieli, to musieli przyjąć do wiadomości jako ustalone. Że mianowicie święty Paweł „miles fuit: unde in signum militiae suae depingitur cum ense in manu”, czyli że: „był rycerzem; i na znak jego rycerskiego stanu przedstawiany jest z mieczem w ręku”5. Dlatego też jest patronem rycerzy (jednym z wielu, prym w tej konkurencji wiedli jednak zdecydowanie inni, zwłaszcza św. Jerzy i św. Marcin). Można by zarzucić Durandusowi, że jego twierdzenie nie do końca odpowiada prawdzie, bo przecież święty Paweł, o czym wszyscy wiedzieli, został skazany w Rzymie na śmierć i ścięty mieczem. I właśnie dlatego, a nie z żadnej innej przyczyny, ukazywano go z mieczem, jako atrybutem odnoszącym się do jego męczeńskiej śmierci. Podobne atrybuty trzyma w dłoniach większość średniowiecznych wyobrażeń świętych męczenników. Rzecz zwykła.


PYCHĘ ROZPYCHA PYCHA

i spada z rumaka. Szkicownik Villarda de Honnecourt. XIII w.

A jednak – podumawszy głębiej – okazuje się, że Durandus ma rację. Przywołuje bowiem inne jeszcze argumenty, z których wynika, że za jego czasów (a żył w XIII wieku) uważano św. Pawła za rzymskiego rycerza. Jest przecież prawdą, że był rzymskim obywatelem. Rycerz i obywatel – w średniowieczu niedaleko od siebie stoją. Takie rozumienie osoby św. Pawła wzmacniał jeszcze jeden fakt: że ukazując jego nawrócenie w drodze do Damaszku, wyobrażano go na koniu. A rycerz, czyli po francusku chevalier, po niemiecku Ritter, po włosku cavaliere, po hiszpańsku caballero – to nic innego, jak „jeździec”, czy właściwie „wojownik konny”.

I znów można by sądzić, że to jedynie czcza średniowieczna fantazja. O nie. Kluczem do średniowiecznej rycerskości św. Pawła jest właśnie jego koń.

›› Rumak Szawła

Dzieje Apostolskie milczą o tym, jakiego środka lokomocji miał używać Szaweł. Nie był to temat dla św. Łukasza. Czy zatem średniowieczni artyści wsadzili Szawła na konia z pomyłki? Z głupiego pomysłu? Czy tylko po to, aby wyglądał godniej i efektowniej spadał? Może po części tak, bo „Jak to na wojence ładnie, kiedy ułan z konia spadnie”. Uczynienie ze św. Pawła kawalerzysty miało jednak z pewnością inne jeszcze przyczyny – nierównie ważniejsze, nieobojętne dla tympanonu ze Strzegomia (i dla Persewala, którego wcześniej widziałem w siodle zamiast Szawła).


A SZAWEŁ WYWIJA KOZŁA,

pokazuje gołe pięty bez ostróg. Witraż z katedry w Chartres, XIII w.

Spójrzmy na trzynastowieczny witraż katedry w Chartres. Szaweł-Paweł wywija tu kozła, spadając z siodła i okazując wszem i wobec bose stopy. Są one powszechnie rozpoznawalnym w średniowieczu atrybutem apostolskiej godności (której Szaweł, przypomnijmy, dostąpił dopiero po upadku i po nawróceniu, już jako św. Paweł). Ale jazda konno na bosaka? Czyż nieco nie dziwi? W sztuce nic nie dziwi, artystom wszystko wolno. Rychło jednak św. Pawła obuto, nie dlatego, żeby mu było wygodniej, tylko dlatego, że wsadzenie go w siodło miało pewien sens i ważniejszy kontekst.

›› Prudencjusz

W IV wieku cnoty i przywary zaczęły się bić ze sobą. Zmusił je do tego Prudencjusz, chrześcijański poeta, twórca poematu Psychomachia, po polsku: Walka Duszy. To wewnątrz ludzkiej duszy walczy dobro ze złem, konkretnie dobre cnoty zwalczają złe przywary. Biją się ze sobą zupełnie tak, jak bohaterowie Eneidy czy innych starożytnych eposów. Ten sposób ukazywania cnót i przywar przeniknął do sztuki (nie był sposobem jedynym, ale bardzo wpływowym). I otóż pojawia się najgorsza ze wszystkich przywar – źródło i korzeń wszystkich innych grzechów – Pycha czyli Superbia, po francusku Orgueil. Jest ona u Prudencjusza konnym wojownikiem, który zadufany we własną wspaniałość, rozpędza rumaka bez umiaru i spada zeń na łeb na szyję. Obraz galopującej Pychy był odtąd szeroko powtarzany, między innymi znalazł się na płaskorzeźbach zdobiących gotyckie katedry, a także na rysunku ze sławnego szkicownika Villarda de Honnecourt – wszędobylskiego artysty, może architekta, choć pewnie raczej złotnika – przed połową XIII wieku.

Co więc zrobili z Szawłem artyści dojrzałego średniowiecza? Po prostu ożenili go z Pychą! I chyba słusznie, skoro na tym etapie swojego żywota, pyszniąc się niewiarą w Pana Jezusa, prześladował Jego uczniów. Zapewne też dzięki temu zyskał atrybuty wojownika, ba, rycerza! Popatrzmy na jedno z jego rycerskich wcieleń z wieku XIV na witrażu z kościoła franciszkanów w Königsfelden, Szaweł dosiada tu rumaka już nie tylko w obuwiu, ale w ostrogach i z mieczem, który z atrybutu trzymanego w ręce zmienił się w miecz przypasany do boku. A sam Paweł otrzymał rycerską asystę, jak parę dekad później w Wiedniu i Strzegomiu.

Tak więc dla średniowiecznego intelektualisty relief tympanonu ze Strzegomia raczej nie był – powtarzam – ilustracją arturiańskiego romansu, ewidentnie oddalał się też od kanonu wyobrażeń nawrócenia św. Pawła, zbliżał natomiast do świata arturiańskiego i jako taki oglądany był na pewno z lubą ciekawością.

Nie jest to w średniowiecznej sztuce zjawisko nowe ani odosobnione, a jednak każdy taki przykład zastanawia, by nie rzec, że zdumiewa. Jak na przykład wizerunek Dawida na tympanonie z Trzebnicy, sto kilkadziesiąt lat wcześniejszym od tympanonu ze Strzegomia. Dawid, który w Piśmie Świętym nigdy nie grał na lirze przed swoją kochanką Betsabe, tu jednak gra przed nią, niczym król-trubadur przed światową damą, a raczej – niczym Tristan przed Izoldą, bo właśnie na tym ikonograficznym schemacie Tristana przed Izoldą wzorował się trzebnicki twórca wyobrażenia Dawida i Betsabe. Cel był, wbrew pozorom, głęboko teologiczny (ukazać dwie wierne sobie, choć bardzo niedoskonałe, ludzkie osoby w kontraście do pary idealnej – Chrystusa i Matki Bożej). Sposób ukazania – niezwykle dworny i elegancki, kompatybilny z wysoką kulturą śląskiego dworu księcia Henryka Brodatego i jego małżonki, św. Jadwigi Śląskiej.

Inne książki tego autora