Po piśmieTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Po piśmie
Po piśmie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 76,80  61,44 
Po piśmie
Audio
Po piśmie
Audiobook
Czyta Maciej Kowalik
36,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Opieka redakcyjna: ANITA KASPEREK

Redakcja: PAWEŁ CIEMNIEWSKI, MACIEJ ZARYCH

Korekta: JOANNA ZABOROWSKA, BIANKA DZIADKIEWICZ, Pracownia 12A

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Projekt okładki i stron tytułowych: TOMEK BAGIŃSKI

Ilustracja na okładce: MICHAŁ NIEWIARA


© Copyright by Jacek Dukaj

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019


Wydanie pierwsze


ISBN 978-83-08-06770-3


Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl


Konwersja: eLitera s.c.

INTRO

W powiedzeniu, iż to nie człowiek pisze książki, lecz książki wykorzystują ludzi, by zostać napisanymi, skryło się przeczucie tego dość powszechnego doświadczenia relacji ze słowem pisanym: nadmiaru mądrości tekstu względem autora tekstu. Napisałem i dopiero potem zacząłem rozumieć napisane; zacząłem dostrzegać głębsze znaczenia napisanego. W bardziej dosadnej wersji powiedzenie brzmi tak: „Pisarze są głupsi od swoich książek”.

Skąd się bierze owa nadwyżka mądrości? W wypadku utworów literackich – tych o celach wyłącznie artystycznych – wiele można zrzucić na podświadomość autora. Na wszystkie te partie umysłu, których praca pozostaje zasłonięta przed nami samymi. „Dlaczego twój bohater zachował się w ten akurat sposób?” „A skąd ja mam wiedzieć, dlaczego sam się zachowuję, jak się zachowuję?”

W wypadku tekstów poświęconych analizie rzeczywistości, związanych wspólną dla wielu ludzi metodą rozumową, doszukujemy się niejasnych lub już zapomnianych zależności w korzeniach słów, słów, które są uchwytami idei. Ogromna większość nazw niewidzialnego, jakimi posługujemy się na Zachodzie, pochodzi z greki i łaciny. Kiedy języki i kultury mościły się w leżach sensów, układały się wedle greckich, łacińskich senników, do szumu Morza Śródziemnego i migotania gwiazd prowadzących Odyseusza i Argonautów. Że teraz bezwiednie wypowiadamy i zapisujemy takie porządki znaczeń i związki idei, to wynika z mądrości wypracowanej przez pokolenia pasterzy, żeglarzy i myśliwych błądzących po meandrach człowieczeństwa w III i II tysiącleciu przed naszą erą.

Inne źródło owej nadwyżki bije w czasie, w samej czasowości. Po zapisaniu słowo zaczyna się starzeć; minutę później patrzysz na nie w zdumieniu: „Ale o co właściwie mi chodziło?”. Kiedy oskarżony wzywany jest przed sąd, by „odpowiadał za swoje czyny”, owo wyrażenie – i widzicie tu, jak się uleżały sensy w kołysce języka – oddziela czyn od jego autora. Zadane zostaje pytanie – tak wypytywać mógłbym budynek, rzeźbę albo pieśń – i w zastępstwie odpowiada autor. Jest rzecznikiem, tłumaczem rzeczywistości, na którą położył się cień jego przeszłości.

W jaki sposób autor „odpowiada za swoje książki”? Pisząc następne książki. Z ich wzajemnej relacji w czasie pochodzi więc ta specyficzna nadwyżka: życie idei, ruch, taniec sensów.


Nie ja grałem; na mnie grano. Patrząc wstecz na procesję wywiedzionych ze mnie tekstów, odkrywam – astronom odwróconej lunety – liczne związki ciągłości, zaprzeczenia, wynikania. Dopiero w takiej perspektywie rozbłyskują konstelacje obsesji i niepokojów, pod których wróżbą przez lata czytałem i pisałem.

W tym tomie skojarzyłem ze sobą teksty komponujące się w dwie główne konstelacje: języka i pisma jako niekoniecznych i przemijających nosicieli człowieczeństwa; oraz człowieka pozbawionego podmiotowości.

Same te idee nie objawiły mi się nigdy tak ujęte, zapakowane w zdania i przewiązane wstążką akapitu. Co to właściwie znaczy „człowiek pozbawiony podmiotowości”? Ja sprzed kilkunastu lat wzruszyłbym ramionami i popukał się w czoło.

Tyle wiemy o podmiocie, ile nas nauczono na lekcjach polskiego: że stoi w zdaniu przy orzeczeniu. „Kapelmistrz Gruber schrupał złocistą kiełbaskę”. Kapelmistrz Gruber robi tu za podmiot, kiełbaska złocista – za przedmiot, a orzekamy o kiełbaski schrupaniu. Pojmujemy więc, nakarmieni tą najprostszą mądrością języka, że podmiot jest owym źródłem czynów, orzekań i wartości, dokoła którego obraca się reszta bytów i zdarzeń; że wszystkie one są „dla” podmiotu; że na tym polega podmiotowość.

W tej intuicji-matrioszce mieszczą się co najmniej trzy podmiotowości. Jest ten kapelmistrz Gruber, co zgłodniał, zapragnął gorącej kiełbaski, wziął i ją zjadł: podmiot sprawczy. Jest ten kapelmistrz Gruber, z którego punktu widzenia możemy opowiedzieć historię schrupania kiełbaski: samoświadomość kapelmistrza Grubera, w której odbija się konsumpcja wędliny (w odróżnieniu od nieświadomej bycia pożeraną owej porcji mięsa). I jest kapelmistrz Gruber, który ma prawo schrupać kiełbaskę, podczas gdy kiełbaska nie ma prawa schrupać kapelmistrza Grubera (i nie miała go, nawet kiedy jeszcze biegała na racicach), albowiem to Gruber i pobratymcy Grubera są źródłem wartości, nie wędliny, podroby i dziczyzny.

Widzę teraz – luneta obrócona za plecy – jak latami narastało we mnie podejrzenie wobec każdego z tych rodzajów podmiotowości; w szczególności – tej pierwszej, sprawczej.

Mówienie i myślenie także jest działaniem. Mamy wrodzone poczucie sprawstwa wobec tego, co wypowiadamy, i wobec tego, co myślimy. I podejrzenie zaczyna się chyba od wyczucia tej subtelnej różnicy pomiędzy: „Pomyślałem, że X” a „X mi się pomyślało”.

Smakujesz tę różnicę, obracasz ją na języku, rzucasz w toń wyciszonego umysłu – i w końcu przyznajesz: to ten drugi refleks bliższy jest przeżyciu oryginalnemu, przedjęzykowemu.

Językowa, literacka ścieżka owych podejrzeń prowadzi tu wprost do eseju Po piśmie. Znacznie bardziej meandryczna i rozgałęziona jest droga rozpoznania odpodmiotowienia człowieka przez technologię. Technologię, czyli narzędziowość: coś używające czegoś innego do osiągnięcia pewnego celu. Przez lata czytałem o tym unarzędziowieniu, opisywałem je i rozwijałem w wyobrażeniu do ekstremum, nie ubierając w słowa samej istoty procesu: związanej nie tylko z odwracaniem kierunku użycia (gdy to już nie człowiek używa, ale człowiek jest używany), lecz też z wybijaniem się na niepodległość owej narzędziowości pośredniczącej między podmiotem i przedmiotem. Niezależnie od tego, co, kto akurat znajduje się na miejscu podmiotu, a co, kto – na miejscu przedmiotu. Oba są bowiem jedynie sługami, cieniami samego użycia. Rządzi to, co wydaje się w ogóle nie istnieć: relacja, struktura.

Te intuicje przepływają chyba przez wszystkie moje klasyczne teksty science fiction. Pierwszym przebłyskiem ich świadomości zdaje mi się termin „metaksokracja” z Czarnych oceanów (2001), wskazujący wprost na „władzę tego, co pomiędzy”.

Tutaj zaś w eseistycznej formie, spoglądając pod różnymi kątami i traktując o różnych tematach, podejmują ten motyw Do kresu nadziei, Sztuka w czasach sztucznej inteligencjiSzczęśliwi uprawiacze nudy.

Chronologia pierwszej obsesji – tej skupionej na języku i piśmie – sięga co najmniej do eseju Za długie, nie przeczytam, który napisałem (który mi się napisał) do „Tygodnika Powszechnego” w 2010 roku. Nie włączam tu jednak tekstów, które nie mają wartości samoistnej, nie mówią o czymś więcej poza kwestią powtórzoną i rozwiniętą później.

Niemniej dostrzegą Państwo, jak z eseju na esej pewne myśli, pytania, koncepcje – niczym motywy muzyczne w jazzowym zapętleniu – rosną lub cichną, rozmywają się lub tężeją, nabierając masy, konkretu, imienia i wreszcie – tej formalnej zupełności, która sygnalizuje dojrzałość idei: samodzielna, samożywna, wychodzi w świat, opętuje innych. Mam nadzieję, że opęta.

Nie czyściłem tekstów z takich powtórzeń, widząc wartość w owym meandrowaniu, naddatek sensu w minionych niepewnościach i możliwościach. A także – niebagatelny pożytek dla czytelników nienawykłych do podobnego myślenia pismem.

Nie tylko łatwiej wspiąć się na góry o łagodnych, długich zboczach; ale też uczymy się czegoś w czasie podejścia. Poznajemy kształt góry, obchodząc ją dokoła. Widzimy, którędy iść nie powinniśmy, którędy szli inni i zbłądzili, polegli. Uczymy się tak wspinać na następne góry, na wszelkie góry możliwe.

Tytułowy esej Po piśmie powstał już w świadomości tego wędrowania, w odruchu autoanalizy. A także z rozpoznania, co właściwie próbowałem osiągnąć przez ostatnich kilka lat, mordując się z Rekursją: stworzyć postpiśmienną powieść, literaturę przeżyć pozasłownych.

W istocie w części wspólnej pierwszej i drugiej konstelacji obsesji mieszczą się liczne utwory literackie, od Lodu (2007) do Imperium chmur (2018). Ba, gdy dobrze nastroić lunetę i nałożyć na soczewkę filtry wiedzy późniejszej, widać, że konstelacje obejmują i najwcześniejsze moje opowiadania, jak Szkoła z 1995 roku, w której bohater tworzy wiersz-hymn na chwałę potęgi „się”, wołając w desperacji do „podmiotów dzieł zaniechanych”.

Czy wiedziałem, co piszę, układając ów wiersz? Kto go zatem ułożył? Co chciał przekazać?

Lecz czy hymn odpodmiotowionego człowieka może w ogóle mieć autora? Nie ja go napisałem; napisał się mną.

TRZECIA WOJNA ŚWIATOWA CIAŁA Z UMYSŁEM

01

Ponad hukiem płomieni w korytarzu przetacza się krzyk.

CHARLIE

PATRZCIE NA MNIE! PATRZCIE NA MNIE! JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁOWE!

Korytarz

Ogień pędzi w głąb korytarza.

Zbliżenie na fragment ściany

Płomienie płyną wzdłuż nacieków.

 

Najazd na Deutscha

Oczy mu się rozszerzają na widok Charliego i zbliżającego się ognia; zapomniany pistolet zwisa w jego opuszczonej dłoni.

Z punktu widzenia Deutscha

Charlie szarżuje nań korytarzem, przyciskając obrzyn do piersi. Płomienie pędzą wraz z nim.

Wrzeszczy:

CHARLIE

PATRZCIE NA MNIE! JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁOWE!

JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁU! 1

Barton Fink (1991), Joel Coen & Ethan Coen

02

Human Body Exhibition ponoć cieszy się w Krakowie tak wielkim powodzeniem, że musiano wydłużyć ją o miesiące. Jest to wystawa ciała ludzkiego rozbitego na części i warstwy i podsystemy biologicznej maszyny, w owym zapędzie redukcji do organicznego machinarium przeskakująca chwilami na stronę wyzwalającego turpizmu: gdy powstrzymujesz nerwowy śmiech na widok obnażonej glorii i ohydy mięśnia lub kości, które czujesz właśnie pod swoją własną skórą.

Widzę, jak zwłaszcza wśród dzieci budzi ta ekshibicja niebywałą fascynację. W tramwajach i autobusach wystarczy, że mignie jej reklama, i dzieciarnia szkolna ożywia się, chłopcy (to głównie chłopcy) wymieniają fotki i filmiki, podszczypują się nawzajem opowieściami-horrorami, zagłębiają się w hipernaturalistyczne dywagacje o nigdy przecież do końca niewyrażalnych w ich języku ekstremach biologii, o śmierci, o narodzinach, o trawieniu, wydalaniu, kopulowaniu, o śmierci, rozkładzie i grobie.

Po czym wyłączają się ze świata materii i na powrót pochłaniają ich komórki, SMS-y, gry.

03
Mówi zombie23

Otatuowawszy się w żywego trupa i przyozdobiwszy się mięsożernymi pasożytami, Zombie Boy raczej nie obawia się śmierci czy robali; ale świat już nie będzie taki sam, gdy uczyniło się ze swej skóry płótno dla obrazów życia po śmierci.

Jest to wywiad z zombie, bo tak sam o sobie mówi; ze stylowym zombie.

Q: Czyj to był pomysł – transformacja w zombie?

A: Mhm, mojej babci albo listonosza – już mi się rozmyły w pamięci szczegóły tamtej rozbieranej imprezy.

Q: Czy kiedykolwiek przestraszyłeś się tego, co zrobiłeś ze sobą i swoim ciałem?

A: Nigdy! Harowałem ponad dekadę, żeby osiągnąć ten cel, pod igłą i nożem, pod dachem, Słońcem i Księżycem, to moja życiowa szansa.

Q: Czujesz się bardziej ludzki, odkryty, ukazując swoje wnętrze światu?

A: Szczerze, dla mnie to po prostu atrament. Jak farba na obrazach. Mielibyśmy odczuwać irracjonalny strach przed twórczością artystyczną? Czuję raczej, że to mnie rozwija, a nie osłabia.

Q: O czym opowiadasz swoją sztuką?

A: O anarchii. Jestem anarchistą, to wezwanie do rewolucji. Pierwszym stadium rewolucji jest sprzeciw. A jawić się martwym, gdy jest się żywym – to sprzeciwia się samym prawom natury.


Rick Genest aka Zombie Boy od dziewiętnastego roku życia pracuje nad tatuażem ukazującym wnętrze jego rozkładającego się ciała; tatuaż pokrywa już ponad 80% powierzchni jego skóry.

Jak dotąd Zombie Boy został twarzą koncernu L’Oreal, linii modowej Jay-Z, wystąpił w teledysku Lady Gaga, w filmie 47 roninów u boku Keanu Reevesa oraz w licznych pokazach mody – jako model4.

04

W 2012 roku ukazał się w „Cultural Studies Review” esej Johna Frowa Avatar, Identification, Pornography. Frow zestawia w nim dwa współcześnie najdonośniejsze wyrażenia stosunku człowieka do ciała: komputerowe awatary oraz pornografię.

Pierwszym warunkiem wejścia w jakikolwiek tekst kultury jest utożsamienie. „Bez rozbudzenia zainteresowania postacią, która w jakiś sposób nas przypomina, nie zaangażujemy się tak głęboko w proces lektury”. Frow sugeruje, że odnosi się to również do narracji dyskursywnych, nawet tych wysoce abstrakcyjnych, gdzie z pozoru nie ma się z kim/czym utożsamiać.

Spopularyzowanie komputerowych awatarów sprawia, że łatwiej wprowadzić do powszechnego obiegu precyzyjniejsze języki opisu tych relacji. Należy rozbić pojęcie ciała na co najmniej trzy instancje: na ciało fizyczne, ciało wirtualne i ciało fenomenalne. To ostatnie odnosi się do naszego wyobrażenia-odczucia ciała, do „mentalnej mapy ciała” zbudowanej z subiektywnego jego doświadczenia, w tradycji Merleau-Ponty’ego.

Pisze Frank Biocca5: „Okazuje się, że taka [komputerowa] manifestacja potrafi znacząco odmienić wewnętrzny obraz ciała. W przenośni można rzec, że ciało wirtualne (awatar) konkuruje z ciałem fizycznym o wpływ na kształt ciała fenomenalnego. Efektem końcowym jest swoiste przeciąganie liny w umyśle użytkownika interfejsu, powodujące oscylację jego wewnętrznego obrazu ciała”.

Lukas Blinka6 rozróżnia tu trzy części składowe relacji: identyfikację, imersję i kompensację. Z wiekiem identyfikacja wydaje się przechodzić w szerszą i głębszą, ale nie tak prosto osiąganą imersję. Starsi gracze „śnią na jawie” o świecie gry, lecz nie identyfikują się już wprost z awatarem; awatar staje się czymś pośrednim pomiędzy fenomenalnym obrazem ciała a zupełnie oddzielną figurą (postacią w filmie). Siła tego przesunięcia maleje w wypadku graczy żonatych, co da się zinterpretować zarówno pozytywnie (związki w prawdziwym życiu leczą ze związków wirtualnych), jak i negatywnie (małżeństwo zabija wyobraźnię).

Marie-Laure Ryan twierdzi7: „Gracz [w grze komputerowej] dąży do celu wyznaczonego przez grę, wykonując serie czynności, którymi determinuje los świata gry. Ten los jest kształtowany środkami dramatycznymi, poprzez odgrywanie, a nie diegetycznie – poprzez opowiadanie. Lecz w przeciwieństwie do tradycyjnej dramaturgii gra ta jest autoteliczna, nie ukierunkowana na żadnego widza: wykonywanie tych czynności stanowi właśnie sens gry i główne źródło przyjemności dla gracza”.

Tak obsesyjna autoteliczność łatwo kojarzy się z seksem; w istocie w swych objawach i neurologii uzależnienie od seksu i uzależnienie od gier komputerowych nie różnią się wiele. Frow wskazuje tu na dwie główne składowe przyjemności: imersywną i kinestetyczną. Nie dość, że rzeczywistość gry cię całkowicie pochłania, to przyjemności czerpane przez ciebie z udziału w niej – choć siedzisz w fotelu właściwie bez ruchu – są przyjemnościami ciała. Strzelasz, skaczesz, walczysz, latasz, pływasz – nie tym ciałem w fotelu, lecz innym swoim ciałem. I również nieskończona powtarzalność tych mechanicznych rozkoszy i satysfakcji przywodzi na myśl bezwzględne okrucieństwo rządów libido; jakaż inna siła wpędzi myślącego człowieka w tak zwierzęce kompulsje? „Zabić milion szczurów” – to nie karykatura, ale reguła osiągnięć w grach typu RPG (role playing games).

Pornografia, powiada Frow, jest „ekstremalną, lecz wcale nie nietypową formą afektywnego oddziaływania tekstu”. Jej cechę charakterystyczną stanowi awatarowa pustka jej bohaterów; jak powiada Susan Sontag, psychologiczna płaskość pornografii to nie błąd czy niekompetencja jej twórców, ani też cena ich odczłowieczenia, lecz warunek niezbędny dla wywołania u odbiorcy seksualnej reakcji. Czytelnik, widz musi mieć przed sobą czysty ekran, by wyświetlić na nim własne emocje, oczekiwania, obrazy. W branży gier komputerowych nazywa się to „kustomizowaniem awatara”.

Wedle klasycznego argumentu feministek ze szkoły Catherine McKinnon i Andrei Dworkin pornografia jest gwałtem i formą dominacji męskiej seksualności, sprowadza kobiety do roli obiektów, obrazów, dóbr do skonsumowania. „Seks w prawdziwym życiu jest nie mniej zapośredniczony niż w sztuce. Mężczyźni uprawiają seks z własnymi wyobrażeniami kobiet”.

Zamazuje się tu nie tylko granica między dobrowolnym i niedobrowolnym aktem seksualnym, ale też między aktem, ciałem – a jego obrazem, wyobrażeniem, urojeniem.

Identyczne założenie leży u podstaw współczesnego Idealizmu Cyfry. Żołnierzami frontowymi w Trzeciej Wojnie Ciała z Umysłem są także niezliczone pornogwiazdki z Rosji i Ukrainy, o twarzyczkach pluszowych księżniczek, na czas internetowej seksualnej poniewierki nawet nie zdejmujące prawosławnych krzyżyków. Wypytywane, dlaczego dają się tak poniżać, dziwią się szczerze: „Przecież to tylko ciało”.

05

Na wschodzie bowiem wyostrza się każda walka ducha i mózg rogowacieje pod niebem wiecznego średniowiecza. Przenocuj w cieniu cerkwi, napij się pod echem dzwonów, wciągnij do płuc tamto powietrze i tamte oczywistości.

Wejdź w mrok świątyni. W prawosławnych monasterach nadal ujrzysz ikony przedstawiające ukrzyżowanego mnicha. Wokół kłębią się diabły i demony, a on cierpi w milczeniu na krzyżu. Spotkasz warianty z mniszkami (w żeńskich monasterach). Podpis: Żywot mnicha.

Rosyjskie XVIII- i XIX-wieczne religijne ruchy radykalnej negacji ciała – skopcy najsłynniejszym przykładem – przejmowały tę symbolikę, wpisując w figurę mnicha los każdego chrześcijanina.

Na takim „Ukrzyżowaniu ciała” alegorie ascety, świata i diabła opowiadają walkę o wyzwolenie Ducha z biologii: ukrzyżowany mnich, z zakluczonymi ustami i oczami, ze świecami w obu rękach; a po jego prawicy Ciało, które oczywiście jest kobietą (podpis: Upodobanie rozpusty), mierzy doń z łuku z progu Piekła, spod cytadeli ziemskiego Kościoła; z przodu Diabeł z włócznią (Umiłowanie ziemskich rozkoszy) daje ukrzyżowanemu rozkaz: „Zejdź z krzyża!”; nad wszystkim zaś unosi się Chrystus z koroną świata.

Nagroda dla tych, co wyrzekli się Ciała: wieczność czystego Ducha.

W szczycie antycielesnego zapału ich sekty liczyły setki tysięcy wiernych; sięgały najwyższych kręgów mieszczaństwa, kupiectwa, dworu. Kobiety odcinały sobie piersi, łechtaczki i zewnętrzne wargi sromowe, mężczyźni – jądra i członki.

Ulubione biblijne wersy rzezańców to:

„Bo są bezpłodni, którzy z łona matki tacy się narodzili; i są bezpłodni, których ludzie takimi uczynili; a są także bezpłodni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżennymi”8.

 

„I prawie wszystko oczyszcza się krwią według Prawa, a bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia [grzechów]”9.

„Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: «Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły»”10.

„Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego”11.

06

Wyostrza się walka ducha, aż do pomyślenia pozostają wyłącznie ekstrema. Praojciec naukowego transhumanizmu, Nikołaj Fiodorowicz Fiodorow, nie ograniczał się bynajmniej do projektów wskrzeszenia czystych umysłów, lecz rozpisał całościowe plany rezurekcji kompletnych ciał wszystkich zmarłych ludzi od początku czasu. Pozostały po nim wielotomowe rozprawy o inżynierii i matematyce Apokalipsy, zachwycające Dostojewskiego, Tołstoja i Ciołkowskiego.

Ze względu na brak miejsca na Ziemi dla pomieszczenia równocześnie wszystkich przeszłych i przyszłych pokoleń ludzkości Fiodorowowy projekt pokonania śmierci wymagał opanowania innych planet oraz kosmicznej przestrzeni mieszkalnej.

Problemy zresztą narastały lawinowo; z ciałem zawsze mnóstwo problemów. Te same cząstki materii, z których zbudowane były ziemskie powłoki naszych przodków, stanowią wszak elementy składowe naszych własnych organizmów, a następnie organizmów naszych potomków.

Toteż istnieje cała klasa modeli kosmologicznych, w których ciał zmartwychwstanie okazuje się niemożliwym ze względów czysto matematycznych.

07

Ale! Współcześni fiodorowcy mają do dyspozycji komputery, tę najczystszą rafinację potęgi Umysłu.

Spośród nich wszystkich bodaj największą odwagę (bezczelność) operowania konkretnymi datami wykazuje Ray Kurzweil – stąd też jego medialna kariera. Obecnie uchodzi już wręcz za rzecznika frakcji transhumanistów-praktyków, tzn. tych, którzy nie tylko filozofują o transcendowaniu ciała danego nam przez ewolucję, ale pragną jak najrychlej wprowadzać owe idee w życie.

Kurzweil musi uciec ze swojego ciała, zanim zniszczy je choroba, ma wyznaczony deadline; niemniej obchodzi go już wyłącznie całkowity i bezwarunkowy tryumf nad Ciałem. Czy ma nadzieję na nieśmiertelność? Uważa się za realistę: nie dysponujemy jeszcze środkami dla zapewnienia człowiekowi nieśmiertelności, ale dysponujemy wiedzą o metodach przedłużania mu życia, toteż Kurzweil chce ż y ć  w y s t a r c z a j ą c o  d ł u g o, b y  m ó c  ż y ć  w i e c z n i e.

Rozumowanie przebiega następująco: przewidywana długość życia człowieka wzrasta wraz z rozwojem cywilizacyjnym, a ten przyrost dodatkowo przyśpiesza z uwagi na coraz obfitsze inwestycje w medycynę starości, w miarę jak starzeją się społeczeństwa Zachodu. Liczona przy urodzeniu przewidywana długość życia w neolicie wynosiła dwadzieścia lat, podczas gdy średnia światowa dla 2009 roku według statystyk Google’a przekracza sześćdziesiąt dziewięć lat (dla Polski: 75,7). W którymś momencie tempo tego przyrostu osiągnie poziom 1:1, to znaczy każdego roku kalendarzowego przewidywana długość życia będzie wzrastać o co najmniej rok. A to w istocie oznacza przedłużenie go w nieskończoność: odtąd statystyczna data śmierci będzie się od nas już o d d a l a ć. Innymi słowy, nie nadążymy za technologią ze starzeniem się.

Na razie przewidywana długość życia wzrasta o mniej więcej dwa lata na dziesięć lat, ale Kurzweil obstawia, że ów punkt 1:1 osiągniemy za lat piętnaście.

Dla nieśmiertelności samego Kurzweila nie jest jednak konieczne takie podniesienie globalnej średniej, a jedynie lokalnego maksimum, tzn. aby j e g o przewidywany czas życia wydłużał się w tempie roku na rok. Aż do momentu, gdy w ogóle nie będzie się musiał przejmować kondycją ciała, opuściwszy je niczym tonący statek – gdy przesiądzie się z białkowego nośnika na nośniki cyfrowe.

Ray Kurzweil, czyli jego umysł.

08

W niemowlęctwie cybernetyki, kiedy jeszcze wierzyliśmy w cudownie proste i zero-jedynkowe cezury w rodzaju testu Turinga, a przyszłość jawiła się nieskończonym pochodem kolejnych przełomów w budowie AI (łezka w oku się kręci na wspomnienie Lemowych „mózgów elektronowych szóstej generacji”), redukcja człowieka do cyfrowego odbicia jego struktury mózgowej – byle neuroskaner miał wystarczająco dobrą rozdzielczość – wydawała się taką oczywistością, że nawet nie trzeba było uzasadniać tych tez.

Zamiast tego zagłębialiśmy się z fascynacją w paradoksy ontologii cyfrowej: skoro jestem już czystą informacją, to podróżując, wcale nie przemieszczam się, jeno jestem kopiowany, czyli zabijany i stwarzany, zabijany i stwarzany, i stwarzany, i stwarzany, ale jeśli informacja jest nieśmiertelną, to czy dusza może istnieć w milionie egzemplarzy? Są o tym wielotomowe rozprawy.

Potem wszystko jęło się nieprzyjemnie rozmywać. Penrose ujrzał tajemnicę świadomości człowieka w cudach grawitacji kwantowej, a Searle – w samej biologii białkowej. Przede wszystkim jednak zaczęliśmy dostrzegać nieskończoną przewrotność pułapki chińskiego pokoju.

Okay, powiedzmy, że stworzyliśmy cyfrowy odpowiednik umysłu człowieka, który to sobowtór z wnętrza maszynowej symulacji mówi i zachowuje się dokładnie tak samo jak oryginał – lecz niby w jaki sposób mielibyśmy zyskać pewność, że ta kopia cyfrowa r o z u m i e, co mówi, że jest tego i siebie ś w i a d o m a?

Żadne jej deklaracje i żadne przeprowadzane na niej testy, żadne też prezentacje jej stanów emocjonalnych nie przełamią owego paradoksu; chiński pokój – owa doskonała maszynowa symulacja człowieka – może pisać wiersze i symfonie, ale nie zyska dzięki temu świadomości. A raczej: my nie zyskamy wglądu w jego świadomość lub jej brak. Tak samo nie mam wglądu w świadomość innych ludzi; w gruncie rzeczy jedynie tzw. zdrowy rozsądek każe mi zakładać, że nie jestem jedynym prawdziwym człowiekiem pośród miliardów zombies.

Skąd wszakże pochodzą przyzwyczajenia i reguły zdrowego rozsądku – z dowodów matematycznych czy z doświadczenia życiowego, społecznego uzusu?

09

Chiny jako pierwszy kraj na świecie oficjalnie uznały uzależnienie od Internetu za chorobę i uważane są jeśli nie za epicentrum, to za kraj frontowy w tych zmaganiach Ciała z czystym Umysłem.

Według badań z 2009 roku 6,44% studentów z pierwszego roku w Chinach pozostaje trwale uzależnionych od Internetu. Specjalną kategorią, z własnymi objawami i terminami, jest uzależnienie od gier on-line (wǎngluò yóuxì). Chińczycy wydają się też bardziej podatni na najcięższe formy uzależnienia (14% w porównaniu do 4% w USA).

W czym wyjątkowość Chin? Być może jest coś na rzeczy w korelacji tych uzależnień z chińską polityką jednego dziecka. Dawno opisano syndrom „małego cesarza”: jedynacy bywają tam przedmiotem nieproporcjonalnie dużej uwagi i troski rodziców, a zarazem od małego są poddani wielkiej presji sukcesu. Nie mając naturalnego kontaktu z innymi dziećmi w domu, nawiązują kontakty w Sieci; najmłodsze pokolenie uczy się wychodzić z Ciała już w wieku przedszkolnym.

Przyjrzyj się maluchom z łatwością posługującym się tabletami – otworzą ci się oczy.

Z industrializacją i urbanizacją postępuje w Chinach także prywatyzacja życia, ściślejsze zamykanie się w czterech ścianach. A rolę naturalnych miejsc pozarodzinnej socjalizacji przejęły właśnie kafejki internetowe, nigdzie tak popularne jak w Azji. W gry on-line grają głównie młodzi mężczyźni. Tymczasem polityka jednego dziecka połączona z kulturową preferencją chłopców stworzyła wyjątkowe ciśnienie społeczne, tak że w 2005 roku stosunek mężczyzn do kobiet w całej populacji Chin został skrzywiony do karykaturalnego 120:100. (Selektywne aborcje to najprymitywniejsza metoda projektowania genetycznego).

W reakcji zaczęły powstawać w Chinach tzw. centra deprogramowania młodzieży, obozy zwalczania internetowego uzależnienia; pierwszy otworzono w 2004 roku przy Głównym Szpitalu Wojskowym w Pekinie. Rodzice nakręcani historiami jak ta o trzynastolatku z Tianjin, który po półtorej doby nieprzerwanej gry w World of Warcraft skoczył z dachu wieżowca, aby „dołączyć do bohaterów gry”, wysyłają swoje dzieci do tych ośrodków rehabilitacji, płacąc za te usługi nierzadko małe fortuny.

Jak wygląda taka rehabilitacja? Są to nieustające ć w i c z e n i a  w  c i e l e s n o ś c i.

Delikwentów przede wszystkim odcina się od wszelkich nośników Cyfry; w obozie mają kontakt wyłącznie z nagą analogową rzeczywistością. Deprograming opiera się głównie na tak brutalnym wmuszeniu człowieka w rygor wysiłku fizycznego – biegi, przysiady, pompki, prace i ćwiczenia, wrzeszczący nadzorcy, bicie kijami, nocne alerty, błoto i chłód i kraty – że nie jest już w stanie myśleć o niczym innym jak o prostych przyjemnościach ciała: śnie, jedzeniu, odpoczynku. Ciało staje się jego światem, ciało zamyka horyzonty umysłu, z ciała pochodzi cała przyjemność i cała tortura, w ciele zbawienie i z ciała męka, nie ma niczego poza ciałem.

Jest to wojna na śmierć i życie. Gdy do mediów przebiły się w końcu historie o zgonach dzieci w owych obozach (gdy cenzura chińska je przepuściła), zamknięto część ośrodków; inne działają nadal.

10

Kiedy ta wojna wybuchła? Sięgnę do prehistorycznych praktyk szamańskich, a i tak nie dotrę do źródła. Najłatwiej skwitować ją banałem: że w poczuciu rozerwania między niebem i ziemią, umysłem i ciałem, duchem i materią, wiecznością i doczesnością wyraża się specyfika kondycji ludzkiej. Wszak obok życia/śmierci i męskości/kobiecości to chyba najgłębszy dualizm kultury człowieka.

Ale nie jest też przecież tak, że owo napięcie nie zmienia się w czasie, nie maleje i nie rośnie, i nie znajduje coraz to nowych kanałów ujścia.

Żadne kompendium nie wyczerpie oczywiście tematu; zdani jesteśmy na uproszczenia, metafory, skróty. Na co można liczyć? Na aktualny a oryginalny przekrój przez te kilometrowe warstwy kultury.

Pierwsza Wojna Światowa Ciała z Umysłem była wojną religii.

Druga Wojna Światowa Ciała z Umysłem była wojną filozofii.

Trzecia Wojna Światowa Ciała z Umysłem jest wojną technologii.

Nie mają konkretnych dat początku i końca; nigdy całkiem nie wygasają, rozlewając się na inne ziemie: polityki, kultury masowej, medycyny, gospodarki.

Dopiero jednak Trzecia Wojna jest wojną naprawdę totalną, tzn. taką, która dotyka w praktycznych konsekwencjach każdego aspektu naszego życia (a nawet śmierci). (A nawet bezśmiertnego bytowania wiecznego).

11
Mówi rozszerzacz ciała12

Paolo Atzori & Kirk Woolford rozmawiają ze Stelarkiem


Stelarc (Stelios Arcadiou) rozszerzał ciało w performance’ach od końca lat 60. XX wieku. Na koncie ma wyposażenie swojego ciała w „Trzecią Rękę”, rozszerzenie siebie w rzeczywistość wirtualną dzięki „Wirtualnej Ręce” i ponad 25 „podwieszeń”, kiedy to zawieszał swoje ciało na hakach przekłuwających skórę.

Poszukiwania artystyczne Stelarka krążą wokół idei „ciała rozszerzonego” – zarówno fizycznie, jak i technicznie.

Q: Twoje podwieszenia natychmiast przywodzą na myśl rytuały hinduistyczne, Indian amerykańskich i tym podobne.

A: Inny kontekst to pierwotne pragnienie latania. Mnóstwo rytuałów pierwotnych obraca się wokół zawieszenia ciała, a w dwudziestym wieku astronauci naprawdę już unoszą się swobodnie w nieważkości. Akty zawieszenia lokują się gdzieś pomiędzy tymi pierwotnymi tęsknotami i dzisiejszą rzeczywistością.

1Jeśli nie zaznaczono inaczej, cytaty w moim tłumaczeniu.
  http://tattoo.about.com.
3Przypisy oznaczone cyframi bez gwiazdek znajdują się na s. 401–412.
4Pięć lat po napisaniu tego eseju, w sierpniu 2018 roku, Zombie Boy popełnił samobójstwo. Jesienią 2019 roku czterometrowy posąg Zombie Boya, autorstwa Marca Quinna, stanie u wrót Galerii Medycyny w londyńskim Science Museum. Owo dzieło sztuki nosi tytuł Samoświadomy Gen (Self-Conscious Gene).
5The Cyborg’s Dilemma: Progressive Embodiment in Virtual Environments, 1997.
6The Relationship of Players to Their Avatars in MMORPGs: Differences between Adolescents, Emerging Adults and Adults, 2008.
7Will New Media Produce New Narratives?, 2004.
8Mt 19,12.
9Hbr 9,22.
10Łk 23,29.
11Mt 18,8–9.
  Extended-Body: Interview with Stelarc, „C-Theory” 1995, https://journals.uvic.ca/index.php/ctheory/article/view/14658/5526.