Nieodpowiednia dziewczynaTekst

Autor:J. Harrow
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  PAŹDZIERNIK 2012

2  TERAZ, PAŹDZIERNIK

3  TERAZ, PAŹDZIERNIK

4  TERAZ, LISTOPAD

5  TERAZ, LISTOPAD

6  TERAZ, PRAWIE GRUDZIEŃ

7  TERAZ, GRUDZIEŃ

8  POMIĘDZY

9  TERAZ, SYLWESTER

10  POMIĘDZY

11  TERAZ, POCZĄTEK STYCZNIA

12  TERAZ, STYCZEŃ

13  TERAZ, NADAL STYCZEŃ

14  TERAZ, KONIEC STYCZNIA

15  TERAZ, POCZĄTEK LUTEGO

16  TERAZ, LUTY

17  TERAZ, NADAL LUTY

18  POMIĘDZY

19  TERAZ, POŁOWA LUTEGO

20  TERAZ, DRUGA POŁOWA LUTEGO

21  TERAZ, KONIEC LUTEGO

22  TERAZ, POCZĄTEK MARCA

23  TERAZ, MARZEC

24  POMIĘDZY

25  TERAZ, NADAL MARZEC

26  TERAZ, KONIEC MARCA

27  TERAZ, JESZCZE MARZEC

28  TERAZ, KWIECIEŃ

29  TERAZ, KWIECIEŃ

30  TERAZ, JUŻ MAJ

31  TERAZ, MAJ, SZPITAL — DZIEŃ PIĄTY

32  SZPITAL — DZIEŃ SZÓSTY

33  SZPITAL — DZIEŃ ÓSMY

34  SZPITAL — DZIEŃ DZIESIĄTY

35  SZPITAL — DZIEŃ DWUNASTY

36  SZPTAL — DZIEŃ TRZYNASTY

37  TERAZ, CZERWIEC

38  EPILOG

39  SZPITAL — DZIEŃ DWUDZIESTY

40  CO MI W DUSZY GRAŁO…

41  WIELKIE DZIĘKUJĘ WĘDRUJE DO…

Copyright © by Joanna Skonieczna, 2020

All rights reserved

Redakcja

Paulina Jeske-Choińska

Opracowanie graficzne

Teodor Jeske-Choiński

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Wydanie I

ISBN 978-83-8116-914-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 Dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

PAŹDZIERNIK 2012

Mój tata krytykował niemal każde pomieszczenie, notorycznie porównując je do odpowiednika z Wrotham. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do małego metrażu, choć przecież doskonale wiedział, że mieszkanie w Londynie będzie mniejsze niż dom na wsi, w którym dotąd mieszkaliśmy. Narzekaniom nie było końca, ale ostatecznie nawet tata rozumiał, że ta przeprowadzka była dobrą decyzją. Zresztą sam ją podjął, ku zadowoleniu mamy, mojemu i Cecilii.

Nie licząc mojej młodszej siostry, wszyscy musieliśmy codziennie dojeżdżać do Londynu — rodzice do pracy, a ja na uczelnię. Zamieszkanie w stolicy było więc najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej na najbliższe lata. Rodzice wynajęli zatem dom w Wrotham jakimś ludziom, a cała nasza rodzina przeniosła się do niewielkiego mieszkania w Londynie. Zdziwiłem się, że musieliśmy dopłacać do najmu, ale tata szybko mi wyjaśnił, że pieniądze z wynajmu domu są mniejsze niż te, które trzeba płacić za niewielki metraż w mieście. Wkrótce zresztą sam pojąłem, że koszty życia w metropolii są nieporównywalnie wyższe od tych w małych miejscowościach, od najmu po lunch w pubie. Szybko zdecydowałem więc o podjęciu dorywczej pracy, bo nie wyobrażałem sobie, żeby nie było mnie stać choćby na piwo z kumplami. Choć w praktyce takich wypadów raczej niewiele mnie czekało.

Nie miałem zbyt wielu znajomych na uczelni. Byłem typem outsidera, chociaż nie z własnej woli. A może właściwie z własnej… Po prostu nie byłem taki jak oni. Przesiąkłem małomiasteczkowością, nie znałem wielkomiejskich zwyczajów i mody. To był powód, dlaczego niespecjalnie garnęły się do mnie tłumy nowych kumpli. Wiedziałem jednak, że z łatwością mógłbym to zmienić, gdybym tylko chciał. Byłem bardzo spostrzegawczy i inteligentny. Nadrobienie zaległości towarzysko-kulturowych nie zajęłoby mi wiele czasu. Niemniej jakoś nie miałem na to większej ochoty. W wielu momentach musiałbym „zniżyć się” do poziomu większości chłopaków z uczelni, a to oznaczałoby rezygnację z własnego JA. Wolałem więc pozostać sobą i zachować wierność wobec własnych wartości. Mimo to od czasu do czasu, zapewne z tęsknoty za jako takim życiem towarzyskim, upodabniałem się do moich kolegów ze studiów i wychodziłem z nimi to tu, to tam, udając, że świetnie się bawię. Zazwyczaj jednak nie bawiłem się zbyt dobrze. Jakoś nie kręciło mnie używanie wulgaryzmów wobec dziewczyn, upijanie się na umór czy przypadkowy seks gdzieś na tyłach pubu. Sporadycznie brałem jednak udział w tych rytualnych zachowaniach, by nie zostać całkowicie wykluczonym z życia towarzyskiego.

Zazwyczaj wybierałem samotny wypad do kina na niszowe seanse, książki ciężkiego kalibru lub po prostu robiłem to, co najbardziej kochałem — zatapiałem się w świecie programowania. Inaczej niż większość moich znajomych, nie studiowałem dla samego studiowania. Oni podchodzili do tego raczej z obojętnością, bo też kierunek studiów rzadko był ich życiowym celem. Częściej stanowił wybór ich rodziców lub ewentualnie strategię na zdobycie dobrze płatnego zawodu w przyszłości. Ja wybrałem programowanie z czystej przyjemności. Po prostu chciałem tym się zajmować, nie zastanawiając się, czy jest to kierunek strategicznie trafny, czy też spełniający oczekiwania moich rodziców. Na szczęście w tej kwestii pozostawili mi wolną rękę. Choć oczywiście ucieszyli się, że wybrałem taką, a nie inną uczelnię. Wtedy jeszcze nie doceniałem tak naprawdę, ile dla mnie robili. Nie zastanawiałem się nad tym i ich wsparcie wydawało mi się czymś naturalnym.

— Daniel, pomożesz mi?

Tata szarpał się z dziwaczną starą płytą, która „ozdabiała” ścianę przedpokoju. Podszedłem i połączywszy siły, w końcu zdołaliśmy ją oderwać. Lekki odór stęchlizny natychmiast dotarł do moich nozdrzy.

— Boże, co za ludzie tu mieszkali?! — stękał tata. — Wszędzie syf, tumany kurzu i pleśń.

— Spokojnie. — Położyłem dłoń na jego ramieniu. — Razem jakoś damy radę odświeżyć mieszkanie.

— Oby samo odświeżenie wystarczyło — westchnął. — Większy remont nie był przewidziany w naszym budżecie.

Rozejrzałem się dookoła, wstępnie oceniając, ile czasu i pieniędzy będzie potrzeba na doprowadzenie tego miejsca do porządku. Oczywiście chcieliśmy wprowadzić się jak najszybciej, ale wiedziałem, że ja i tata potrzebujemy co najmniej tygodnia. Dopiero wtedy będzie można przywieźć nasze meble i w końcu sprowadzić tu mamę i Cecilię.

 

Poszedłem do swojego pokoju, który w zasadzie był prawie pusty. Stał tam tylko stary taboret, a na ścianie wisiała korkowa tablica. Gdyby była w lepszym stanie, może bym ją zatrzymał, ale już sam zapach utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak lepiej się jej pozbyć. Jednym ruchem zdjąłem ją ze ściany i odłożyłem niedbale na podłogę. W tym momencie usłyszałem brzęk. Spojrzałem w dół, ale z początku nic nie zauważyłem. Może upadł jakiś mały gwoździk albo pinezka. Kiedy jednak pochyliłem się chwilę później, aby wynieść tablicę na śmietnik, zauważyłem malutki kluczyk.

Obracałem go w palcach, jednocześnie rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, do czego by pasował. Pokój był jednak pusty. Odłożyłem go na parapet i dołączyłem do taty, wybierającego się na kolejną wycieczkę do śmietników.

— Znalazłem w moim pokoju maleńki kluczyk. Nie wiem, od czego może być. — Pokazałem tacie znalezisko, gdy tylko wróciliśmy do mieszkania.

— Mama ma podobny do szkatułki na biżuterię. Kupiła ją, gdy Cecilia zaczęła jej podbierać kolczyki.

Uśmiechnąłem się. Moja młodsza siostra niedawno doszła do wniosku, że noszenie sukienek nie jest jednak obciachem, i to odkrycie obudziło w niej potrzebę eksperymentowania z makijażem oraz biżuterią. Z małej dziewczynki zmieniała się nieuchronnie w kobietę. Z jednej strony ubolewałem nad tym, z drugiej odczuwałem pewną ulgę. Nareszcie przestała mnie drażnić i robić głupie kawały. Wolała zostawać w swoim pokoju, robiąc tam rzeczy, o których nie chciałem wiedzieć. Wystarczyło, że do moich uszu dolatywała nieznośna muzyka i głośne piski jej koleżanek.

— Nie wiem, czy entuzjazm Cecilii nie opadnie po przeprowadzeniu się tutaj. Zmiana szkoły oznacza utratę koleżanek. Nie jestem pewien, czy nowe przypadną jej do gustu…

Tata spojrzał na mnie badawczo.

— Tobie koledzy ze studiów nie przypasowali?

Zawsze potrafił mnie rozgryźć. Uśmiechnąłem się i machnąłem niedbale ręką.

— Na studiach jest inaczej. Posiadanie wianuszka najlepszych psiapsiółek nie jest już priorytetem.

— No tak. — Przytaknął głową. — Twoja siostra jest w nieco głupszym wieku. Będziemy musieli jeszcze parę lat wytrzymać.

Zabrałem się do zwijania wykładziny, która była tak brudna, że nie opłacało się jej czyścić. Pewnie i tak większość plam by nie zeszła. Nagle poczułem pod butem pustą przestrzeń. Zrolowałem wykładzinę do końca i ze zdumieniem wbiłem wzrok w podłogę. Przy ścianie brakowało kawałka deski, a w pustej przestrzeni leżała jakaś książka. Podniosłem ją i natychmiast pojąłem, do czego służył znaleziony wcześniej kluczyk. To był pamiętnik. Bez wahania użyłem malutkiego kluczyka i otworzyłem pierwszą stronę.

Własność Jojo. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Przewróciłem kartkę dalej.

Jakiś dziwny rysunek, wykonany ołówkiem, przypominał mi gotyckie motywy. Dalej kolejny rysunek, tym razem bardzo wymowny. Zakrwawiony nóż i oczy, z których wypływały łzy. Niewątpliwie ktoś, kto to namalował, miał talent. Kolejna strona zawierała już tekst. Nie byłem pewien, czy mam prawo czytać czyjeś intymne myśli, ale pomyślałem, że może się dowiem, do kogo dokładnie należy pamiętnik. Wtedy mógłbym go oddać.

— Wychodzę na chwilę do sklepu za rogiem. Chcesz coś?

— Nie, dzięki! — odpowiedziałem. Drzwi trzasnęły z impetem. Zamknąłem okno powodujące przeciąg i wróciłem do czytania pamiętnika.

Okazało się, że właścicielką była nastoletnia dziewczyna. Pewnie zajmowała wcześniej ten pokój. Pierwszego wpisu dokonała, mając trzynaście lat, a ostatniego w wieku lat szesnastu. Nie pisała zbyt często. Szybkie przewertowanie zawartości i dat wpisów pokazało też brak regularności. Czasami pisała w odstępie dwóch tygodni, a niekiedy robiła półroczne pauzy.

Nienawidzę ich! Ona jest tak samo winna jak ojciec. Dlaczego nigdy nas nie broni?! Pozwala mu wrzeszczeć na nas, bić własne dzieci. Która matka tak się zachowuje? Nawet w przyrodzie samice bronią swoich młodych. Jest gorsza od zwierzęcia. A właściwie nie powinnam obrażać zwierząt. Są lepsze od wielu ludzi…

Skrzywiłem się. W tej dziewczynie było tyle złości… Ja też nie zawsze dogadywałem się z rodzicami, ale nigdy nie byłem bity ani nie myślałem w tak nienawistny sposób o tacie czy mamie. Przeskoczyłem do następnego wpisu, nie zagłębiając się w dalszą część pierwszego. Ostatecznie kolejny przypominał ten pierwszy. Jojo ziała nienawiścią chyba do całego świata. Może z wyjątkiem brata, z którym się solidaryzowała. Oboje mieli na pieńku z rodzicami. Pomiędzy wpisami znalazłem sporo rysunków. Zawsze czarno-białe, wykonane ołówkiem albo długopisem. Byłem pod wrażeniem. Naprawdę świetnie rysowała, a przecież była taka młoda… Jej obrazki z czasem stały się coraz bardziej mroczne. Mnóstwo symboli, krwi, cierpienia. Często była na nich też jakaś dziewczyna. Może ona? Albo jej wyobrażenie o sobie. Zawsze zagniewana lub smutna. Z pewnością pasowała do treści wpisów.

Odłożyłem pamiętnik i schowałem kluczyk do kieszeni spodni. Postanowiłem przeczytać go na spokojnie później. Teraz nie miałem na to czasu. Mieszkanie samo się nie odgraci i nie pomaluje.

Wszyscy szybko zadomowiliśmy się w nowym miejscu. Po miesiącu Cecilia zaczęła sprowadzać nowe koleżanki i wtedy ostatecznie poczułem się jak u siebie… Głośna muzyka i piski z sąsiedniego pokoju dobitnie to udowadniały. Niemniej cieszyłem się, że tak szybko zaadaptowała się w nowej szkole i środowisku. Musiałem przyznać, że radziła sobie w tej kwestii znacznie lepiej ode mnie.

Mama była przeszczęśliwa, bo jej mąż w końcu codziennie nocował w domu i jadaliśmy razem kolacje. Maluteńka przestrzeń kuchenna była niską ceną za taką pozytywną odmianę. Narzekała jedynie na brak spiżarni. W zasadzie nigdy się nie zastanawiałem, jak znajdowała czas na codzienne gotowanie. Przecież chodziła do pracy, czasem nawet w weekendy. Wiedziałem doskonale, że większość mam moich znajomych nie zaprzątała sobie głowy przygotowywaniem obiadów czy kolacji. Co najwyżej te niepracujące, ale też nie zawsze. W lodówkach królowały więc gotowe dania, a stołowanie się na mieście, zazwyczaj w fast foodach, było dla moich kolegów codziennością. Cieszyłem się, że w moim domu było inaczej. Przede wszystkim dużo smaczniej i zdrowiej.

Przez długi czas nie zaglądałem do znalezionego pamiętnika. Po prostu nie miałem czasu, a ponadto schowawszy go pod materacem, szybko o nim zapomniałem. Któregoś dnia zmieniałem pościel i chcąc nie chcąc, przypomniałem sobie o poprzedniej lokatorce i jej zapiskach.

Ojciec pije coraz więcej. Kiedyś trochę się pilnował i dopiero w piątek pozwalał sobie na totalne odcięcie. Ostatnio przegina nawet w środku tygodnia. Nie rozumiem, dlaczego mama mu na to pozwala! Przecież on jest kierowcą, musi być trzeźwy, gdy wychodzi rano do pracy. Jak by nie patrzeć, jest jedynym żywicielem rodziny, nie powinien więc ryzykować utraty posady. Czasami mam wrażenie, że w tym domu tylko ja myślę logicznie. Żyjemy w totalnym chaosie… Dlaczego nie może być tak jak w normalnych rodzinach?! Chodzimy wokół ojca na paluszkach, starając się nie dać mu powodu do wszczęcia awantury. Mam jednak wrażenie, że to bez sensu, bo on i tak zawsze znajdzie coś… Dzisiaj szarpnął mnie tak mocno za kitkę, że skóra na głowie wciąż mnie boli. A co ja takiego niby zrobiłam?! Zostawiłam w zlewie jeden talerzyk… Nie umyłam od razu, nie wstawiłam do zmywarki. Wyzwał mnie — jestem szmatą, syfiarą i oczywiście głupią gówniarą. Rzecz jasna, wyczułam od niego alkohol, chociaż dopiero co wrócił z pracy. Pewnie w drodze do domu zahaczył o pobliskie delikatesy i wyżłopał parę puszek, zanim wszedł do mieszkania. Przepija tyle pieniędzy, że dawno by sobie kupił ten cholerny nowy telewizor, o którym wiecznie gada!

Wpis został przerwany kolejnymi rysunkami. Były fascynujące… Nie tylko piękne pod względem talentu artystycznego, ale przede wszystkim takie tajemnicze. Nie znałem się wielce na sztuce, ale mógłbym przysiąc, że Jojo malowała bardzo dojrzale. Zdecydowanie nieadekwatnie do swojego młodego wieku. Kobiecy profil, półotwarte usta i wydobywające się z nich kłęby papierosowego dymu… Trzynastolatki raczej rysują swoich idoli lub symbole związane z muzyką czy modą. Ewentualnie kwiaty, zwierzęta. Ale papierosy, noże? Kolejny wpis umieściła miesiąc później, oczywiście kończąc go rysunkiem. Tym razem była to gilotyna…

Dzisiaj pierwszy raz malowałam mojego brata. Sam chciał. Przyszedł do mnie i poprosił, żebym jakoś przykryła siniaka na jego twarzy. Na szczęście mi się udało i Paul mógł spokojnie iść do szkoły. Najbardziej bał się ośmieszenia. Nie chciał wyjść na mięczaka, który dał sobie podbić oko. Co prawda wszyscy wiedzieli, że mamy z ojcem przerąbane, ale Paul miał szesnaście lat i uważał, że to wiek, kiedy powinien już zachowywać się jak mężczyzna. Czyli nie dać spuścić sobie łomotu. Nawet przez ojca. Było mi go żal. Mnie ojciec dotąd nigdy nie uderzył. Nie tak naprawdę. Pewnie dlatego, że jestem dziewczyną. Szarpał mnie, popychał, ale nie bił. Paul od czasu do czasu obrywał, ale wczoraj ojciec przegiął na maksa. Tak wrzeszczał na matkę, że w końcu brat zwrócił mu uwagę. W każdej chwili sąsiedzi mogli wezwać policję. A tego nikt z nas nie chciał. Ojciec oczywiście huknął na niego i dalej wydzierał się wniebogłosy. Matka stała jak zwykle ze spuszczoną głową, starając się nie odzywać. To była jej taktyka — nie prowokować męża, to szybciej się uspokoi. Jednak tym razem jej bierność tylko mocniej go wkurzyła, aż w końcu podszedł do niej i ją szarpnął, krzycząc, że ma na niego patrzeć, a nie ignorować. Paul siedział przy stole, próbując skupić się na jedzeniu zupy, ale wtedy nie wytrzymał i kazał ojcu się opamiętać i dać matce spokój. Dostał tak mocno, że aż spadł z krzesła. Wtedy i ja wyleciałam z pokoju, bo hałas był naprawdę przerażający. Bałam się, że Paul za mocno uderzył się w głowę i coś mu się stało poważnego… To było straszne! Przez moment czułam, jak staje mi serce. Dosłownie. Ojciec chyba się trochę wystraszył, bo wyszedł z mieszkania. Mama stała jak wryta. Chyba tylko ja nie straciłam zimnej krwi. Zajęłam się Paulem. Na szczęście szybko się ocknął i chyba nic mu się jednak poważnego nie stało. Teraz ma tylko fatalnie wyglądającego siniaka. Choć nie wiem, czy gorsza nie jest jego urażona duma. Mówił potem takie rzeczy… Boję się, że zrobi coś głupiego. Atmosfera jest gęsta, wolę nie wychylać się z pokoju.

Patrzyłem na narysowaną gilotynę jak zahipnotyzowany. Co miała oznaczać? Może była odzwierciedleniem gróźb wypowiedzianych w gniewie przez Paula? Może powiedział, że zabije ojca albo utnie mu to i owo? Spojrzałem na datę kolejnego wpisu. Prawie pół roku później… Zamknąłem pamiętnik. Nie miałam już siły czytać nic więcej. To było przerażające. Nie potrafiłem wyobrazić sobie takich sytuacji w moim domu. Ale przecież to właśnie ten dom był świadkiem tych wszystkich zdarzeń. Te ściany pamiętały tyle cierpienia! Nie pojmowałem, jak można tak traktować swoich najbliższych. No dobrze, nie byłem taki znowu naiwny. Oglądałem telewizję, wiedziałem też, że takie rzeczy się dzieją naprawdę. Ale to zawsze było jakieś takie odległe, nierealne… Tymczasem ta rodzina mieszkała tutaj. Jojo zajmowała mój pokój. Tu chowała się przed złością ojca, tu zapisywała pamiętnik. Rozejrzałem się dookoła. Wszystko się zmieniło, zniknęły stare meble, przemalowałem ściany. Zastanawiałem się, czy wisiały tutaj jakieś plakaty lub rysunki Jojo. Jeśli tak, to zniknęły, zanim przejęliśmy mieszkanie. Może ona je zabrała, a może właściciel mieszkania zdarł je w obawie, że nas wystraszą. Ciekawe, czy wspomniał rodzicom cokolwiek o poprzednich lokatorach? Dlaczego się wyprowadzili? Może zerwał z nimi umowę ze względu na liczne awantury. To byłoby całkiem prawdopodobne. Kto wie, czy ojciec Jojo wyciągnąłby w takim wypadku jakiekolwiek wnioski. Oby. To by oznaczało, że gdziekolwiek teraz mieszkają, Jojo, jej brat i mama, mają choć trochę spokoju. A przynajmniej ciszy…

— Daniel? — Cecilia ostrożnie wcisnęła głowę do mojego pokoju.

— Tak?

— Co robisz?

— Nic. Chcesz czegoś ode mnie?

— Ja nie… — Za głową wsunęła się cała reszta mojej siostry. — Ale Mary pewnie by chciała.

Zachichotała i po chwili z impetem usiadła na moim łóżku.

— Jaka Mary?

— No ta blondynka. Była tutaj dzisiaj.

— Aha…

Kompletnie nie kojarzyłem jej nowych koleżanek. Ledwo rozpoznawałem poprzednie.

 

— Chyba się w tobie zakochała.

Parsknąłem.

— Daj spokój!

— No co? Mówiłam jej, że jesteś za stary dla niej.

— Dzięki. — Udałem obrażonego przytykiem do mojego wieku.

— A ona na to, że lubi starszych…

— To powiedz jej, że ja nie lubię młodszych — uciąłem temat.

Jeszcze by mi tego brakowało! Popiskująca smarkula, mdlejąca za każdym razem, jak wyjdę ze swojego pokoju i przejdę korytarzem.

Cecilia uśmiechnęła się złowieszczo. Nie miałem ochoty dowiedzieć się, co też jej chodziło po głowie. Niestety, sama mnie uświadomiła.

— Coś czuję, że teraz Mary będzie częstym gościem u nas w domu.

Przewróciłem oczami.

— Trzymaj ją ode mnie z daleka.

— To będzie trudne. Wie, że nie masz dziewczyny.

— To jej powiedz, że mam.

— Ale nie masz…

Czułem, że sytuacja może przybrać niezbyt przyjemny obrót. Zmarszczyłem brwi i starając się zachować poważną minę, z premedytacją okłamałem moją młodszą siostrę.

— Tak się składa, że mam. Nie musisz o wszystkim wiedzieć.

Cecilia zrobiła wielkie oczy.

— Od kiedy?!

— Nieważne, nie twoja sprawa.

— Jak ma na imię?

— Nie powiem.

— Bo ona nie istnieje! — roześmiała się. — Albo jest strasznie brzydka i wstydzisz się przyprowadzić ją do domu.

Tego było już za wiele!

— Cecilia, daj mi spokój. Nie masz swojego pokoju? Żegnam!

Podniosła się z łóżka, ale wychodząc, znów wetknęła głowę przez drzwi.

— Nie uwierzę, póki jej nie zobaczę!

Świetnie! Chyba będę musiał wkrótce kogoś tu zaprosić. Inaczej smarkula nie da mi spokoju. I jej koleżanka Mary też nie. W sumie może i miałbym szansę u pewnej szatynki, znajomej Krisa. Podobno się jej podobałem… Była troszkę dziwna, ale nie mogłem wybrzydzać. Im szybciej utrę nosa mojej siostrze, tym szybciej da mi spokój. Kate nie powinna się obrazić. W końcu zerwaliśmy w czerwcu. Pewnie sama już się z kimś spotyka… Chwilę się zastanawiałem, czy widząc ją z kimś innym, byłbym teraz zazdrosny. Raczej nie. Kate była mi obojętna, mogłem z nią normalnie rozmawiać, kompletnie nic nie czując. Zresztą, tak naprawdę byliśmy ze sobą chyba bardziej z przyzwyczajenia. Na początku coś tam iskrzyło, ale to szybko minęło. Przynajmniej u mnie. Miałem nadzieję, że Kate też już się pozbierała. Nie chciałem, żeby cierpiała, bo w sumie fajna z niej była dziewczyna. I całkiem ładna, co poniekąd mnie pocieszało. Szybko powinna sobie kogoś znaleźć i zapomnieć o mnie. O ile już dawno nie zapomniała.

Wróciłem myślami do Jojo. Jakie durne były moje problemy w porównaniu z tymi, które miała ona… Poczułem się lekko zażenowany samym sobą. Jakby to była moja wina, że u mnie wszystko układało się tak normalnie. Jojo miała teraz szesnaście lat, była tylko trzy lata młodsza ode mnie. Ciekawe, jak wygląda? Gdzie mieszka? Czy jej sytuacja uległa zmianie, czy jest jej lżej? Przymknąłem oczy. Mogłem tylko mieć nadzieję, że tak.

Inne książki tego autora