Za stare grzechyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 3

Gdzie?! Do teatru? – Lola nie kryła zdziwienia.

– Żartowałem! – Andrzej wybuchnął śmiechem. – Chciałem jakoś uczcić zakończenie letniej sesji. Zaliczony pierwszy rok to nie byle co.

– To gdzie mnie weźmiesz? – zniecierpliwiła się.

Właśnie wybierała się ze znajomymi do pubu na drinka, na ostatnie wspólne wyjście w roku akademickim, i była już spóźniona, gdy zadzwonił Andrzej z propozycją. Jak się okazało, w teatrach aktualnie nie grano niczego ciekawego, więc wybór chłopaka padł na niedawno otwartą podkrakowską dyskotekę. Wykończona wysiłkiem ostatnich egzaminów i wyżęta do suchej nitki Lola zgodziła się chętnie. Pierwszy rok studiów był kluczowy, brak zaliczenia oznaczał wykreślenie z listy studentów, ale ona szczęśliwie wyszła z naukowej opresji z całkiem przyzwoitą średnią końcową. Podobnie jak Andrzej, który spisał się nawet lepiej niż przyjaciółka.

Następnego dnia podjechał pod akademik, wysiadł i aż gwizdnął przeciągle.

Szczupłe i długie nogi wystające spod czarnej cekinowej spódniczki wydały mu się jeszcze dłuższe niż zazwyczaj. Do tego Lola wybrała skromny top w kolorze écru i szpanerskie sandałki na szpilce, składające się z miliona cienkich paseczków. Na wszelki wypadek zabrała ze sobą baleriny. Kilku kolegów z roku odprowadziło ją tęsknym wzrokiem, ale nawet tego nie zauważyła. Na widok Andrzeja straciła oddech – opalony, zrelaksowany, szałowo uśmiechnięty… Oboje wyglądali jak dwa miliony dolarów, a ich młodzieńcze szczęście z powodzeniem można było mierzyć w stężeniu na każdy centymetr kwadratowy ciała.

Szalony wieczór, poprzedzający powrót do domu i wakacyjne rozstanie z Krakowem, płynął niczym bajka. Jeśli, oczywiście, nie liczyć kilku napalonych miejscowych podrywaczy, ostrzących sobie siekacze na Lolę; Andrzej kilkakrotnie musiał uświadomić jednego czy drugiego śmiałka, że bezpieczniej będzie odpuścić konkury. Niezdająca sobie z niczego sprawy przyjaciółka wcale nie ułatwiała mu zadania. Co i rusz odrzucała na plecy lśniącą kaskadę kruczoczarnych włosów. Jej widok na parkiecie zapierał dech. A że kilka razy powiało rozróbą, Andrzej zaczął kombinować, jak się ulotnić z niezbyt bezpiecznego miejsca. Lola bawiła się jednak doskonale i nie zwracała uwagi na otoczenie.

Po kolejnej interwencji chłopak nie wytrzymał.

– Albo natychmiast stąd wyjdziemy, albo źle się to skończy. – Nie czekając na reakcję, chwycił przyjaciółkę za rękę i pociągnął na zewnątrz. Prawie siłą zapakował zaskoczoną dziewczynę do samochodu i nie oglądając się za siebie, z piskiem opon ruszył z parkingu.

– Zwariowałeś! – ofuknęła go, niezadowolona, że przerwał jej zabawę w najlepszym momencie. – Zachowujesz się jak jakaś przewrażliwiona stara ciotka!

– Tak, zwariowałem – odparł spokojnie. – Mieliśmy szczęście, że w porę udało nam się nawiać. Miejscowi już montowali ekipę, żeby mi dołożyć i dobrać się do ciebie.

– Tobie? Chyba upadli na głowę! Przecież byś ich położył małym palcem – prychnęła.

– Nie, złotko. Kiedy ludzi kupa, i Janosik dupa.

Andrzej odzyskał dobry humor i pogładził naburmuszoną dziewczynę po głowie.

– I co dalej? Jeszcze nie jest tak późno.

Lola wcale nie miała ochoty kończyć tak miło rozpoczętego wieczoru. W trakcie roku akademic­kiego stawiała raczej na naukę niż imprezy, więc każde wyjście stanowiło dla niej interesujący przerywnik w szeroko pojętym studiowaniu. W przeciwieństwie do ostro balujących kolegów, ona traktowała studia poważnie. Często mimo uszu puszczała drwiny pod adresem swojego rzekomego kujoństwa; choć wokół niej akademik balangował nieustająco, Lola, nic sobie nie robiąc z docinków, poszukiwała jakiegoś spokojnego miejsca do nauki.

Pierwszy semestr wspominała niezbyt miło. Jej współlokatorka, która co chwila przyprowadzała nowego narzeczonego, średnio co drugi dzień błagała o wolny pokój wieczorem. Cóż było robić? Loli pozostawała opcja zaszycia się w bibliotece. Trud i niewygody zaowocowały w jej przypadku niezłymi ocenami, podczas gdy rozwiązła koleżanka mniej więcej w okolicach zimowej sesji była już w ciąży. Zdruzgotana faktem, że nie do końca wiadomo, kto jest jej sprawcą, rzuciła studia, a uszczęśliwiona Lola za jednym zamachem pozbyła się towarzystwa i załatwiła sobie, za dopłatą, święty spokój. Od tej chwili mieszkała sama.

Fakt ten również nie przysporzył jej przyjaciół, bo szybko rozeszła się stugębna plotka, że hrabina zadziera nosa. Dziewczyna jednak machnęła na nią ręką i postanowiła, że w kolejnym roku wynajmie w Krakowie jakieś małe mieszkanko w pobliżu. Ale gdy zrobiła wstępny rekonesans i kalkulację kosztów na szybko, wyszło jej, że najlepiej będzie to mieszkanko kupić. Małe lokale zawsze stanowiły dobrą inwestycję, więc za namową Anieli ojciec sypnął groszem; dumny z córki pokrył połowę kosztów. Reszta pozostała na głowie Loli, ale policzyła, że oszczędności, instruktorskie dochody w sezonie i dorywcze zajęcia w ciągu lata powinny wystarczyć. Już wiosną, gdy tylko na Śnieżnej Grani stopniały śniegi, dziewczyna zatrudniła się jako kelnerka w jednej z restauracyjek przy Rynku Głównym. Nie zarabiała dużo, ale wraz z pojawieniem się turystów przyszły i napiwki, nierzadko w walucie wymienialnej. Lola zwietrzyła żyłę złota i na wakacje najęła się na cały etat, zasilając studencki budżet wcale konkretną kwotą. Deweloper planował zakończenie inwestycji we wrześniu, a ona wprost nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie odbierze klucze od wymarzonego lokum.

– Pojedziemy zobaczyć moje mieszkanie? – zapytała teraz.

– Czemu nie? – zgodził się Andrzej. – Nie wiedziałem, że jest już gotowe. Nic nie mówiłaś.

– Bo nie jest – roześmiała się szczerze. – Ale lubię je oglądać. Choćby tylko z zewnątrz.

Wieczór był gorący. Nagrzane od słońca mury i ulice nocą oddawały ciepło.

Gdy zakończyli lokalowy rekonesans, okazało się, że w miasteczku studenckim trwa koncert rockowy. Przez chwilę posiedzieli w pobliskim pubie, a później zahaczyli o występ.

Długowłosy wokalista, wydzierając się niczym ranny łoś, rytmicznie machał długimi włosami w przód i w tył, pozostali członkowie podrygiwali jak paralitycy i bez ładu i składu tarmosili struny gitar. Jedynie perkusista próbował trzymać się rytmu.

Ponieważ występ kulawej formacji nie trafił w upodobania przyjaciół, za namową Andrzeja kupili w delikatesach kilka piw i przenieśli się do akademika. Poszli na ósme piętro, usadowili się na zewnątrz na schodach pożarowych i zagadali w najlepsze.

– Jesteś już spakowana? Dużo masz rzeczy?

– Nie. Jeszcze nie tknęłam palcem. Dziś był tu taki sajgon, że wolałam zrobić wszystko, byleby tylko stąd wyjść. Jutro będzie spokój. Większość już wyjechała. – Lola siorbnęła piwo z puszki. – Niestety, część już nigdy nie wróci.

– U mnie tak samo. Dziwnym trafem końcowy pogrom dotknął głównie zamiejscowych, a oni mieszkali w akademikach.

– Otóż to. Naprawdę trzeba mieć jaja, żeby nie dać się wkręcić w ten wariacki imprezowy młyn. Popatrz choćby na tę Beatkę, która ze mną mieszkała. Laska z małej mieściny, rodzina bogobojna jak cholera, a ona zachowuje się tak, jakby się zerwała z łańcucha. No i poszła w długą.

– Cóż, nie każdy dostał szansę i urodził się charakterną góralką, która wie, czego chce. – Andrzej ze śmiechem objął dziewczynę ramieniem i cmoknął ją w skroń.

Zaskoczona Lola aż wypuściła z ręki puszkę. Ta, odbiwszy się od schodów, poszybowała w dół.

– Jezu! – Dobrze już rozweselona dziewczyna złapała się za głowę. – Mam nadzieję, że nikogo nie zabije.

– Zaczekaj, skoczę do lodówki i przyniosę nową – powiedział Andrzej.

Podniósł się i pomaszerował korytarzem.

Lola nie do końca była przekonana, czy to na pewno dobry pomysł. Wypiła tego wieczoru całkiem sporo.

A, tam! Raz się żyje!, pomyślała.

Znienacka drzwi otworzyły się z impetem i w tej samej chwili na schody wypadło trzech zalanych w pień chłopaków. Bluzgali nie wiadomo na co, bowiem, nie licząc przekleństw, z nieskładnego słowotoku nie dało się wyłowić żadnych normalnych wyrazów. Jeden z intruzów widowiskowo przechylił się przez balustradę i zaczął wymiotować, a pozostali najwyraźniej uznali to za przedni dowcip. W pijac­kiej głupawce ze śmiechu zgięli się wpół.

W pierwszej chwili nie zauważyli, że nie są sami, lecz wkrótce zorientowali się w sytuacji.

– Ooo, a co my tu mamy? – Jeden z nich właśnie zauważył siedzącą dziewczynę.

– No, chłopaki, może ten wieczór nie będzie taki całkiem zjeb… – odparł ten, który przed sekundą opróżnił żołądek i teraz wycierał usta rękawem.

Jego wypowiedź przerwało głośne beknięcie. Chwiejąc się na nogach, z uznaniem otaksował ofiarę niewyszukanych zalotów całej trójki.

Lola zamarła. Nie kojarzyła żadnego z napitych, wolała nie ryzykować. Z niewinnym uśmiechem podniosła się z miejsca, nerwowo przełknęła ślinę i korzystając z chwili nieuwagi intruzów, jednym susem czmychnęła na korytarz. Pogratulowała sobie w duchu, że w międzyczasie zmieniła szpilki na płaskie baleriny. Ponieważ usłyszała za plecami ciężkie tupanie, przyśpieszyła i biegiem wzięła zakręt.

W ostatniej chwili dopadła swojego pokoju, zdyszana zatrzasnęła za sobą drzwi i w tej samej chwili niemal zderzyła się z Andrzejem. Właśnie wyjął z lodówki piwo i miał zamiar do niej dołączyć na schodach.

Oparła się o ścianę i ledwie łapiąc powietrze, przycisnęła pięści do serca.

– Kurczę, ledwie im zwiałam! – oznajmiła.

– Ale co się stało? Gonił cię ktoś?

– Yhy. – Skinęła głową i spróbowała uspokoić oddech. – Trzech. Zupełnie obcy jacyś. Andrzej, tak się bałam, że mnie dopadną, a potem…

Zwykle pewna siebie, teraz spuściła z tonu. Wyglądała jak mała, przestraszona dziewczynka. Wbiła w przyjaciela przerażone spojrzenie.

 

Gdy usłyszała łomot do drzwi, aż podskoczyła.

– O Boże, nie! – wyszeptała i zacisnęła powieki z naiwną nadzieją, że koszmar zniknie.

– Cicho bądź! Schowaj się do szafy – nakazał jej Andrzej.

Upewniwszy się, że jest bezpieczna, gwałtownie otworzył drzwi na oścież.

– Czego, kurwa?! – ryknął.

Jego twarz wyrażała taką wściekłość, że nikt przy zdrowych zmysłach nie ryzykowałby zaczepki.

– My tylko…

– Co się, do cholery, palanty, tłuczecie po nocy?! – Andrzej charakterystycznym ruchem rozmasował pięści. – Wypad stąd, pókim dobry! – huknął.

Odetchnął z ulgą, gdy tamci trzej poszli jak zmyci.

Dokładnie zamknął drzwi na zamek i uwolnił z szafy przerażoną dziewczynę.

– Ale masz dzisiaj branie. Nie powiem – zadrwił łagodnie, zadowolony, że po raz kolejny tego wieczoru udało im się wybrnąć z opresji. Niewiele brakowało, a ostatnia noc Loli w akademiku skończyłaby się naprawdę nieciekawie.

Przygarnął ją do siebie opiekuńczym gestem.

– Nie zostawię cię dziś samej – powiedział. – Mogę się przekimać na podłodze, na karimacie.

Ku jego zaskoczeniu dziewczyna objęła go mocno i patrząc mu prosto w oczy, uniosła twarz do pocałunku.

Nie żeby tego nie chciał, ba, od jakiegoś czasu o niczym innym nie marzył, ale przecież to była ona. Lola.

– Pocałuj mnie. – Nie dała mu czasu na myślenie.

– Ale tak nie można.

– Można. Mam cię prosić? Tamci trzej raczej nie mieli pokojowych zamiarów. A skoro już o tym mowa, to jak już ma przyjść co do czego, to wolę zrobić to z tobą – wypaliła i włożyła mu dłonie pod koszulę.

– Lola, ale ty… To ty jeszcze nie…

– Cicho siedź! – Zamknęła mu usta pocałunkiem.

Jednym ruchem rozpięła mu pasek przy dżinsach.

Jęknął bezradnie, gdy rozsunęła suwak i dotknęła wybrzuszenia w bokserkach.

– No i widzisz? – stwierdziła. – On wcale nie jest taki głupi. Tym razem pomyślał za ciebie – zakpiła, nie dając po sobie poznać, jak bardzo jest przejęta.

Na oślep zrzuciła buty. Ze zdenerwowania łamał się jej głos, zatem na wszelki wypadek nakazała sobie milczenie. Drżała w oczekiwaniu na to coś cudownego, co właśnie miało się wydarzyć. Miała nadzieję, że spełni się to, o czym bez przerwy gadali wszyscy wokół. A ona, przysłuchując się tym opowieściom, zwykle mądrze kiwała głową z miną osoby, która już dawno doświadczyła seksu i nie ma on dla niej tajemnic.

– Cholera! – szepnął Andrzej na widok jej drobnych, wysoko osadzonych piersi.

Czuł, że cały płonie i że zaraz będzie po wszystkim. Już dawno nie odczuwał takiego podniecenia. Zapragnął Loli tak bardzo, że kompletnie stracił głowę.

– Och, ależ jesteś piękna! Nie wytrzymam… – mruknął, układając rozpaloną dziewczynę na wąskim tapczanie.

Próbował się uporać z resztą ubrania, ale zrezygnował i rzucił się na nią jak dzikus.

– Szlag by trafił! – syknął z bólu, gdy zaplątał się w zamotane wokół kostek dżinsy i zahaczył napęczniałym przyrodzeniem o nocną szafkę.

– Co się stało?

Lola, pomimo skrajnego zdenerwowania, nie potrafiła opanować śmiechu. W jej wyobrażeniach chwila ta była pełna romantycznych uniesień oraz wyrafinowanych, doprowadzających ją na skraj obłędu pieszczot, tymczasem wcześniejsze podniecenie ulotniło się jak kamfora. Pozostał wyłącznie stres, by w miarę dobrze wypaść, ale na szczęście jej partner miał w tej chwili inne priorytety. Pośpiesznie założył prezerwatywę i wsunął się między jej nogi. Naparł na nią z zaangażowaniem.

– Aaa! Uważaj, to mój pępek!

– Wiem, cholera! Chyba będziesz musiała mi pomóc – wysapał, choć już nie sprecyzował dlaczego.

Położył się na Loli, a ona między nogami poczuła pieczenie, które jednak ustąpiło szybciej, niż się pojawiło. Nikły ból był niczym w porównaniu z brakiem powietrza.

– Kochanie… – wykrztusiła z trudem spod szerokiej męskiej piersi. – …dusisz mnie! Nie mogę oddychać!

Próbując się uwolnić, z całej siły wbiła paznokcie w jego ramiona. Odpowiedział jej przeciągły jęk oraz krótki spazm, który szarpnął jego ciałem. Andrzej wysunął się z niej i objął ją z całej siły.

– Było cudownie – wyszeptał, dysząc ciężko.

– Ale jak to? – Lola, wolna od obezwładniającego ciężaru, wreszcie zaczerpnęła powietrza.

– Normalnie. Ty jesteś cudowna!

– To już? Tylko tyle? – Szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia i wsparła się na łokciach. – Czy ty w ogóle byłeś tam? W środku?

– A nie czułaś?! – Andrzej otrzeźwiał natychmiast.

– No, sama nie wiem. Chyba nie bardzo. – Dziewczyna, mimo złości i braku zaspokojenia, omal nie parsknęła śmiechem.

Sytuacja była tak żenująco żałosna, że niemal nie do uwierzenia. Jakkolwiek jednak było, ona nie zamierzała z nikim dzielić się opowieściami o wydarzeniach tej nocy.

– Też coś! – Zbulwersowany chłopak błyskawicznie pozbierał się i znikł w łazience.

A Lola pozostała w łóżku z nadzieją, że zaraz ponownie do niej dołączy i dokończy to, co zaczął.

Tymczasem on wyszedł z łazienki kompletnie ubrany. Chwycił wyjęte wcześniej piwo.

– Wychodzę – powiedział. – A ty śpij już. Ja muszę ochłonąć. Zamknę pokój i wezmę ze sobą klucze. Wrócę później.

Tyle go widziała.

Aż potrząsnęła głową. Nie chciało jej się wierzyć, że to coś, co właśnie się jej przytrafiło, to norma. Pomimo rozczarowania wciąż nie mogła opanować śmiechu.

Usnęła, nie doczekawszy powrotu kochanka.

Rankiem obudził ją zapach kawy i jajek smażonych na maśle. Andrzej, jak gdyby nigdy nic, krzątał się w maleńkim kuchennym aneksie.

Wspomnienia powróciły w jednej chwili i Lola ukryła twarz pod kołdrą. Emocje już opadły i teraz było jej po prostu wstyd.

Ależ ze mnie idiotka!, zwymyślała się w duchu. Jak mogłam tak głupio zaryzykować naszą przyjaźń? No jak? Debilka! Jeszcze żeby coś z tego było, tak jak piszą w książkach, to co innego. Ale nie było!

Na zewnątrz wstawał kolejny upalny dzień. Słońce oparło się właśnie o parapet, promienie padły na kołdrę. Lola poczuła, że jeśli zaraz nie wstanie, rozpuści się z gorąca.

– Cześć – powiedziała i usiadła na łóżku zadowolona, że w nocy włożyła piżamę. Teraz, w świetle dnia, za żadne skarby nie pokazałaby się przyjacielowi nago.

– Śniadanie gotowe. Wyspałaś się? – zapytał swobodnie.

– Jasne, że tak. – Lola skromnie spuściła oczy, a po chwili uciekła do łazienki.

Obejrzała dokładnie całe ciało, sprawdzając, czy przypadkiem utrata dziewictwa nie zmieniła czegoś w jej wyglądzie. Nie zauważywszy niczego szczególnego poza głupkowatym wyrazem twarzy, dokonała porannej toalety. Musiała się streszczać, bo nastał dzień wyprowadzki z akademika i powinna zacząć się pakować.

Na samą myśl o załadowaniu do auta całego dobytku Loli zrobiło się słabo. O ile na początku przywiozła ze sobą niewiele rzeczy, o tyle w ciągu roku zdołała obrosnąć w przedmioty. Niestety, jeszcze nie mogła zainstalować części majdanu w nowym krakowskim mieszkaniu, wszystko musiała zabrać ze sobą do domu. W ferworze pakowania marzyła, by Andrzej sobie poszedł i zostawił ją samą, ale on uparł się, że pomoże znieść jej bagaże do samochodu. Sam nazajutrz wyjeżdżał na trzy miesiące do Irlandii, do pracy, więc nie wracał już w góry.

Niby zachowywał się tak, jak gdyby nic się nie stało, ale, co nie uszło uwagi Loli, starannie unikał jej spojrzenia. Gdy w końcu odprowadził ją do wypchanego po brzegi auta, dziewczyna nie wytrzymała.

– Jak długo jeszcze chcesz udawać, że nic między nami nie zaszło? – zapytała i zmusiła, by spojrzał jej w oczy.

– Strasznie mi głupio. – Spuścił głowę.

– Mnie też. Najlepiej będzie, jeśli o tym zapomnimy. Chyba oboje upadliśmy na głowę, żeby wyczyniać takie rzeczy.

– Nie dasz mi drugiej szansy, żebym mógł się zrehabilitować? Ja naprawdę nie wiem, co się stało.

– Nie, nie dam. Zapomnij. Nasza przyjaźń jest cenniejsza, więc uznajmy sprawę za niebyłą. Ponios­ło nas i tyle. – Lola wzruszyła ramionami. Udawanie pełnego luzu wyszło jej całkiem nieźle. – Każdy czasem robi jakieś głupoty. Nikt nie jest święty.

– Naprawdę tak myślisz?

– Tak. Od czego są przyjaciele? – Wspięła się na palce i cmoknęła zakłopotanego chłopaka w nieogolony policzek. Objęła go mocno na pożegnanie. – Uważaj na siebie – powiedziała. – Będę tęsknić. No i zadzwoń do mnie, jak dojedziesz na miejsce, dobrze?

– Ja też będę – odparł z ulgą w głosie. – A ty przestań nosić takie krótkie kiecki. Napalonych frajerów nie brakuje. No i kto cię będzie ratował podczas mojej nieobecności?

Roześmiali się, nareszcie szczerze. Nadzieja, że ich relacja niewiele straciła przez wybryki minionej nocy, oboje wprawiła w dobry humor. Lola uruchomiła silnik i ruszając w drogę, przesłała Andrzejowi dłonią całusa i odetchnęła swobodniej. Głupota głupotą, ale nie chciała dać po sobie poznać, że kac moralny uwierał ją mocno. Gdy straciła przyjaciela z oczu, przez całą drogę do domu pluła sobie w brodę, że aż tak ją poniosło. Ufała, że wakacyjna rozłąka dobrze zrobi im obojgu i że, co najważniejsze, mama niczego się nie domyśli. A ponieważ czuła się tak, jakby miała wszystko wypisane na czole, na każdym czerwonym świetle na wszelki wypadek przeglądała się we wstecznym lusterku i sprawdzała, czy wszystko jest w porządku.

Dziesięć dni na łonie rodziny i zdawkowy kontakt z Andrzejem sprawiły, że przestała o nim myśleć. Co się stało, to się nie odstanie, tłumaczyła sobie w myślach. A że nie lubiła dzielić włosa na czworo i za bardzo rozwodzić się nad rzeczami, na które nie miała wpływu, całkiem łatwo przeszła nad tą nieszczęsną historią do porządku dziennego. Intrygował ją jedynie fakt, czy rzeczywiście fizyczna miłość przyprawia człowieka o tyle niepotrzebnych nerwów. Wciąż nie miała pojęcia, co ludzie w niej widzą, więc postanowiła co nieco podszkolić się w temacie. Obejrzała kilka erotycznych filmów, poczytała w Internecie wyznania anonimowych osób i w krótkim czasie doszła do wniosku, że chyba miała pecha. Sama bez doświadczenia, trafiła na podobnego żółtodzioba i stąd nieporozumienie.

Trochę uspokojona, że jeszcze nie wszystko stracone, z westchnieniem wyłączyła laptopa i poszła pomóc w pensjonacie. Tam właśnie czuła się najlepiej.

Nieudana przygoda na długi czas wyłączyła płeć brzydką z kręgu jej zainteresowań. Nastały zupełnie inne priorytety i Lola zmieniła zdanie, dopiero gdy na horyzoncie pojawił się Tadeusz. Wtedy, ogłupiała z miłości, była gotowa zgodzić się na wszystko w imię ich wzajemnej bliskości. Bo on sprawił, że wreszcie uwierzyła w prawdziwe uczucie i dowiedziała się w końcu, co to pożądanie i do czego ludziom służy sypialnia. To Tadeusz i spędzone z nim rozkoszne godziny regularnie dostarczały jej tlenu.

Do czasu.

Po bolesnym rozstaniu z amantem w sutannie Lola definitywnie dała sobie spokój z facetami. Jej doświadczenie w tej materii nie było zbyt bogate, ale za to brzemienne w skutki. Po urodzeniu Mani miała wiele decyzji do podjęcia, z których jedną było zachowanie ostrożności na przyszłość. Nie, nie chodziło wyłącznie o nią samą – teraz miała córkę i za nic nie mogła pozwolić, by ktokolwiek ją skrzywdził tylko dlatego, że jej samotna matka podejmuje spontaniczne i nieprzemyślane decyzje.

Dwa razy źle trafiłam, nie zamierzam ryzykować po raz trzeci, postanowiła twardo.