Pół na półTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 3

Kolacja dobiegła końca.

Ponieważ Bruno zaproponował Loli i Piotrowi odwiezienie do domów, nie zamówili nic więcej. Gdy zbierali się do wyjścia, kelner dyskretnie przywołał mężczyznę w ciemnym ubraniu, jak się okazało menedżera restauracji, który bijąc pokłony, poprosił o wspólne zdjęcie. Zaskoczona trójka posłusznie dała się ustawić pod eleganckim szyldem lokalu.

Z okazji do strzelenia fotek skorzystało również kilku klientów.

– Można wiedzieć, co to za cyrk? – Starski, pękając ze śmiechu, usadowił się za kierownicą volvo.

– No właśnie nie wiem – odparła skonsternowana dziewczyna. – Niechcący liznęłam wielkiego świata. Rozdałam kilka autografów.

– I pewnie jutro będziesz gwiazdą na Pudelku. A my razem z tobą – dodał Piotr.

Pomijając pierwsze zaskoczenie i fakt, że nowy znajomy popsuł mu chwilę, o której marzył od miesięcy, polubił Brunona niemal od razu. A ponieważ nie było jeszcze późno, chętnie przystałby na propozycję kontynuacji tak mile rozpoczętego wieczoru.

Nic z tego. Wspólnik Stachowiaków manewrował tak, żeby właśnie jego pozbyć się w pierwszej kolejności. Zwyczajnie zapytał, dokąd go odwieźć, i po kwadransie zatrzymał auto na podjeździe pod niewielkim hotelikiem. Piotr zebrał się jak niepyszny, a speszona Lola uznała, że wypada na osobności zamienić z nim choć kilka słów i przynajmniej podziękować za niecodzienne zaproszenie.

– To było niesamowite – oznajmiła. – Jeśli będziesz miał ochotę, z przyjemnością jeszcze kiedyś gdzieś się z tobą wybiorę. Jesteś świetnym kompanem do każdej draki – zachichotała i cmoknęła mężczyznę w policzek.

– Było świetnie – potwierdził. – Nawet ten koleś mnie nie wkurzył, choć normalnie bym frajera udusił. Trzeba przyznać, że masz niezły gust.

– Ja? – zdziwiła się.

– Tak, ty. Za każdym razem widzę cię z coraz lepszym ciachem u boku. Jak nie napakowany blondas, to brunet jak z okładki pisma dla bogatych podrywaczy. Ech, i z czym ja startuję? No z czym? – Piotr komicznie zwiesił głowę.

W tej chwili klął na swój wzrost, choć wcale nie był niski. Tyle że przy wysokich obcasach Loli czubek jego głowy sięgał nieco powyżej jej nosa, podczas gdy wspomniani dwaj dobiegacze górowaliby nad nią wzrostem.

– Och, przestań! To normalne znajomości – zbagatelizowała całą sprawę. – Andrzej to przyjaciel, a Bruno udziałowiec w Śnieżnej Grani. – Wzruszyła ramionami.

Ponaglona dźwiękiem klaksonu, pożegnała się z lekkim żalem.

– No i co tak trąbisz? – ofuknęła zadowolonego z siebie Brunona. – Piotr to, hm, przyjaciel. No i nie wypada tak człowieka bez ceremonii spuścić po brzytwie.

– Wybacz, ale jakoś to wszystko nie wygląda mi na przyjaźń. Przecież ten koleś gapi się na ciebie jak sroka w gnat. Jakby mógł, toby cię zjadł razem z tym sufletem. Pamiętasz szpecle z serem? – Bruno zmienił temat, przywołując wspomnienie spotkania w wiedeńskim hotelu.

– O, taaak. To było konkretne żarcie – roześmiała się Lola. – À propos, nie zjadłbyś jeszcze czegoś?

– Nie, dzięki. Ale zimnego piwa to bym się napił. Od rana rozpłaszczam tyłek w samochodzie, więc coś mi się chyba od życia należy?

Droga do domu upłynęła im wśród podobnych przekomarzanek.

Bruno nie miał zarezerwowanego noclegu, zatem skorzystał z okazji i zainstalował się w Szarotce.

Lola poszła do siebie i z ulgą pozbyła się wysokich obcasów. Cisnąwszy na kanapę dopasowaną kieckę, wskoczyła w swobodniejsze ubranie i po pięciu minutach była gotowa do wyjścia.

Rozgadani, przeszli lasem do położonej niecały kilometr dalej gospody. W ogródku pod parasolami turyści kończyli dzień przy akompaniamencie góralskiej kapeli. Muzykanci wyglądali na zmęczonych życiem i przygrywali do kotleta wyjątkowo smętnie.

– Chyba nie lubią swojej roboty – podsumował Bruno przy kolejnej przyśpiewce.

– Jakbyś w kółko rzępolił to samo, też by ci to wyszło bokiem. Widać mało im płacą.

– Bo na więcej nie zasługują. Ja bym z mety wywalił takich smutasów.

– Daj spokój. Jak u nas chłopcy przytną, to się karczma trzęsie. Ale my mamy miejsce do tańca i uczciwie płacimy, a i goście często sypną napiwkiem. Nogi same człowiekowi chodzą.

– Jak na dansingu?

– Świetnie to ująłeś. To właśnie taki nasz regionalny dansing – roześmiała się Lola.

– No to sprawdzimy.

Bruno wstał od stolika, sięgnął do kieszeni po portfel i podszedł do kapeli.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Grajkowie oszacowali wysokość napiwku i wyraźnie się ożywili. Wszystko wskazywało na to, że zapragnęli sprostać wymaganiom klienta.

Na nieszczęście potrafili wyłącznie rzępolić. Jakość wykonania lokalnych przyśpiewek nijak nie chciała się spotkać z chęciami.

– Ale narobiłeś – parsknęła śmiechem dziewczyna.

– Właśnie widzę – mruknął Starski. – Teraz dla odmiany powinienem im zapłacić, żeby poszli produkować się gdzie indziej.

Do zamknięcia lokalu pozostawała jeszcze ponad godzina.

Ubawieni do łez Lola i Bruno zmienili miejsce, byle jak najdalej od fałszywie rżnących pieśń o Janosiku muzykantów. Pierwsze piwo zostało pochłonięte w tempie ekspresowym, więc Starski od razu zamówił sobie drugie.

– Czy ty aby nie przesadzasz? – zaniepokoiła się Lola.

– Ależ skąd. Po prostu nadrabiam zaległości. Miło znów cię widzieć. Jak ręka?

– Dzięki, chyba lepiej. W przyszłym tygodniu kontrola. Mam nadzieję jak najszybciej pozbyć się tego cholerstwa. Na długo przyjechałeś?

– Pojutrze w południe wylatuję z Balic. Ufam, że ktoś mnie podrzuci. Może Edek?

– Pewnie Edek. Odkąd Agnieszka leży w szpitalu, co chwila lata do niej jak z piórkiem. Ciąża jest zagrożona, to fakt, ale żeby aż tak strugać królewnę? Lekka przesada.

– Ślubu nie będzie? – dopytywał Bruno.

– Na razie nie. Ale prezent ślubny już dostała. – Lola aż się skrzywiła. – Na działce ma powstać jakaś superchałupa – dodała z przekąsem. – Mój biedny brat co chwila łapie się za głowę na kolejne wymysły swoich przyszłych teściów. Tyle że póki co płaci architektom i dostaje szału. Ależ się, durny, wpakował.

– Nie ma nic gorszego niż teściowie z piekła rodem – przytaknął Starski. – Jak to dobrze, że nie mam teściów.

Zamówił jeszcze dla obojga po oscypku z żurawiną i uregulował rachunek.

Jak na zamówienie zza chmur wychynął księżyc i rozświetlił nieco wieczorne ciemności.

W połowie drogi do Szarotki Lola zaczęła ziewać; wypite wcześniej wino już wywietrzało jej z głowy i zrobiła się senna. A Bruno odruchowo, naturalnym gestem objął ją i delikatnie pocałował w czubek głowy.

Nie było w tym nic erotycznego. Lola znienacka poczuła się jak mała dziewczynka. W takiej sytuacji powinnam być chyba nieco skrępowana?, pomyślała, tymczasem nic takiego nie nastąpiło.

Miała zamiar przemyśleć sprawę własnych odczuć przed zaśnięciem, tymczasem nie zdążyła nawet nastawić budzika. Niemal od razu usnęła snem sprawiedliwego.

Rankiem wyskoczyła z łóżka wypoczęta i jak nowo narodzona ruszyła do łazienki. Przy śniadaniu miała nadzieję spotkać swojego gościa, ale mężczyzna wstał dużo wcześniej i skoro świt pojechali wraz z Edkiem na Śnieżną Grań. Zamierzali spotkać się z szefem ekipy budowlanej i podsumować postęp prac przy budowie nowej kolei.

Zgodnie z zapewnieniami fachowców, na dniach miała być gotowa instalacja hydrantów i sieci rozprowadzającej wodę. Podpinanie głównych przyłączy kończyli już także elektrycy. Wszystko szło zgodnie z harmonogramem. Na ten rok, jeszcze przed nastaniem sezonu zimowego, zaplanowano ukończenie kompletu konstrukcji wymagających prac murarskich, by wszystko mogło się odstać i porządnie wysezonować. Jak dotąd na budowie szczęśliwie unikano niespodzianek, zatem istniała szansa, że całość inwestycji uda się zrealizować w zaplanowanym terminie i – co ważniejsze – zgodnie z założoną technologią.

Świętowanie tegorocznego etapu prac przewidziano na koniec października. Wprawdzie Bruno trochę żałował, że nie da się ukończyć budowy kolei przed zimą, ale robota musiała być zrobiona porządnie, nie na chybcika.

Telefon rozdzwonił się wczesnym popołudniem.

Lola, zajęta rozmową z klientami, których wesele miało odbyć się w karczmie już niebawem, nie miała czasu odebrać. Choć obie z matką posiadały dużą wprawę w organizacji hucznych przyjęć, tym razem weselnicy przeszli samych siebie – potrzeba było trzy razy więcej spotkań i ustaleń niż zazwyczaj.

Wykończona dwugodzinnym omawianiem szczegółów oraz odwodzeniem nowożeńców od pomysłów typu lot szybowcem albo balonem czy pokaz fakira, dziewczyna odetchnęła z ulgą i poczuła, że całkiem opadła z sił. Rozejrzała się za słuchawką interkomu, by połączyć się z kuchnią, gdy wściekle głodnej nieoczekiwanie przybył z odsieczą Kazimierz. Przysłał do biura kelnerkę z próbkami nowych autorskich deserów. Lola, spragniona szybkich kalorii, po kolei atakowała miseczki. Zawartość każdej kolejnej była lepsza od poprzedniej. Chociaż nie wiadomo było, co wchodzi w skład tych smakowitości, przepyszne były wszystkie.

Pokrzepiona po ciężkiej przeprawie, zebrała brudne naczynia i zeszła do kuchni.

Kazio niecierpliwie czekał na opinię.

– Nie mam pojęcia, co wykombinowałeś, ale to była rewelacja. A już zwłaszcza to coś z pomarańczowym sosem. I czekoladowy krem. – Lola wskazała palcem na wylizane do czysta naczynia.

– Właśnie opracowuję menu w wersji fit – oznajmił domowy cukiernik. – To pierwsze to była tapioka z mlekiem kokosowym, musem z mango i imbiru. A czekoladowy krem zrobiłem z awokado. – Udając niewiniątko, popatrywał spod oka.

– Dobrze się czujesz? Czekolada z awokado? Robisz sobie ze mnie jaja?

 

– Gdzieżbym śmiał! Jeśli chcesz, możesz jeszcze spróbować klopsów z tofu, bezmięsnych gołąbków z kaszy bulgur i pizzy z kalafiora.

– Jasne! A na pierwsze danie pomidorówka z soi i mielonej cegły – Lola parsknęła śmiechem.

– Nie. Ale może hamburgery z buraków? To brzmi całkiem apetycznie, czyż nie? – odparł Kazio, zadowolony, że dziewczyna dała się wkręcić w temat. – Zobaczysz sama – dodał. – Nasze nowości zadki klientom pourywają. A już szczególnie moje dietetyczne desery.

Piotr dopadł Lolę na parkingu przed karczmą.

– Dlaczego nie odbierasz telefonu?! – zawołał, wyskakując z samochodu. – Widziałaś dzisiejsze wiadomości?

– Nie. A co?

– Patrz! – Podekscytowany, podsunął jej tablet pod sam nos. – Normalnie jaja jak berety. Internet aż huczy!

Lola z szeroko otwartymi ustami patrzyła na rubrykę towarzyską na plotkarskim portalu. Jej zdjęcie w towarzystwie Brunona i Piotra, opatrzone czerwonym migającym nagłówkiem, biło po oczach na pierwszej stronie.

– Charlotte Motyka? A kto to taki?

Pod słońce nie widziała zbyt dobrze.

– Znany międzynarodowy krytyk kulinarny. Masz pojęcie? Francuzka polskiego pochodzenia. A prywatnie nowa kochanka Cebrona.

– O kurde Felek.

– Skandal jak cholera! Sprawa romansu mistrza z Charlotte wydała się jakoś w zeszłym tygodniu, gdy ona na żywo, w jakimś kulinarnym show zasugerowała, że widują się od dawna. Połowica Cebrona normalnie wpadła w szał i oficjalnie wystąpiła o rozwód. A dziś, na widok waszych zdjęć, wszyscy równo zgłupieli. Że ta niby kochanka bezczelnie prowadza się z innymi facetami, w dodatku po knajpach romansowego szefa kuchni! I… – Piotr efektownie zawiesił głos. – …na dodatek bez obciachu całuje się z nimi przy stoliku.

Zszokowana Lola aż potrząsnęła głową, po czym przejęła tablet, przysiadła na murku i dokładnie przejrzała załączone zdjęcia.

Charlotte, nie dość, że generalnie bardzo podobna, nosiła w telewizji identyczną sukienkę w tym samym rdzawym odcieniu co Lola. A na zdjęciu sprzed restauracji włosy niemal całkowicie zasłaniały Loli twarz.

No, wypisz wymaluj Charlotte!, stwierdziła. A jeśli do tego dodać objawienie się jak na zawołanie, cudownym zbiegiem okoliczności, mojego pocałunku z Piotrem. Skandal gotowy!

Od najmłodszych lat lubiła fantazjować, ale nawet gdyby bardzo się postarała, nie wymyśliłaby czegoś podobnego.

– A niech mnie! – sapnęła z przejęciem i oddała tablet. Zaprosiła Piotra do biura. – Niezły numer. Kurczę, chyba wypadałoby jakoś wyjaśnić tę drakę? Nie uważasz?

– Pomyślałem o tym samym. Ale po tym, jak przez cały wieczór rozdawałaś autografy, pozowałaś do zdjęć i w gruncie rzeczy udawałaś tamtą, raczej nikt nam nie uwierzy. Nawiasem mówiąc, to nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek zostanę potraktowany jak celebryta i załapię się na ściankę.

Całe nieporozumienie niezmiernie Piotra bawiło. Gdyby nie osoba jego towarzyszki i jej zmartwiona mina, zapewne tarzałby się teraz ze śmiechu.

– Jest aż tak źle? – zapytała Lola.

– Obawiam się, że tak. – Bruno nie zawracał sobie głowy pukaniem, tylko od razu wtarabanił się do biura.

– A ty skąd wiesz? Też o tym czytałeś?

– Nie. Ale jeszcze na zewnątrz wpadł mi w ucho fragment waszej rozmowy – powiedział szybko. Za skarby świata nie przyznałby się, że zwyczajnie stał za załomem budynku i podsłuchiwał. – Nawet jeśli wytłumaczysz się samym zainteresowanym, to info już poszło w eter. I stało się właśnie, delikatnie mówiąc, szeroko komentowanym towarzyskim kąs­kiem. Czyli, w skrócie, jest już po zawodach.

– Cholera! To co ja mam teraz zrobić? Że też właśnie mnie muszą się przytrafiać takie historie – jęknęła Lola z desperacją.

– Nie zapominaj, że im mocniej będziesz się tłumaczyć, tym ludzie bardziej będą przekonani, że kłamiesz. Zatem zwyczajnie zapomnij o temacie. No, może zetnij włosy i przefarbuj się na jasny blond – zasugerował rozchichotany Piotr.

– A może całkiem na łyso? Co? Jeszcze czego! – fuknęła.

Ponieważ zrobiło się dość późno, a ona od rana nie jadła niczego konkretnego, westchnęła i zaprosiła obu prześmiewców na obiad.

Po chwili dołączył do nich Andrzej, a zaraz potem napatoczył się Edek.

Kelner starał się, jak mógł, ale nijak nie potrafił się przebić przez prowadzoną przy stoliku ożywioną dyskusję. Chciał przyjąć zamówienie, więc przez dobrą chwilę sterczał wyczekująco, lecz w końcu machnął ręką i tylko nadstawiał ucha, by wyłowić z wypowiedzi rozgadanego szefostwa ciekawy materiał do najnowszych firmowych plotek.

Lola dzielnie zniosła fale docinków na temat swojej nagłej popularności oraz nowego romansu z francuskim szefem kuchni. Pod koniec drugiego dania przyznała nawet rację Piotrowi w kwestii zmiany fryzury. Skandal przecież nie może trwać wiecznie, doszła do wniosku. Zapewne niedługo zastąpi go jakiś kolejny gorący news. Odkąd pamiętała, nosiła proste długie włosy, więc może wreszcie pora zaszaleć? W końcu włosy mają tę cudowną cechę, że odrastają. A każda kobieta powinna przynajmniej kilka razy w życiu dokonać radykalnej zmiany w swoim wyglądzie.

– No dobrze – oznajmiła przy deserze. – Jutro pojadę do Krakowa, do takiego jednego stylisty. Zobaczymy, co wymyśli. Przy okazji odwiozę cię na lotnisko – zwróciła się do Brunona. – Pasuje?

– Jasne.

– Ale ja też będę jutro jechał do Agnieszki, więc możemy pojechać razem – wtrącił się Edek.

– Jazda na dwa auta jest bez sensu. Przecież u Agi jest teraz Sandra – oznajmił Bruno. – Jeśli coś byłoby nie tak, dałaby znać.

Inicjatywa została utrącona w pół minuty.

– To w Zakopanem nie ma fryzjerów? – zdziwił się Piotr.

Do pomysłu Loli odniósł się bez entuzjazmu. Urlop kończył się mu dopiero za kilka dni, więc gorączkowo szukał sposobności, żeby zobaczyć się z nią jeszcze przed wyjazdem.

– No są. Sama już nie wiem. – Dziewczyna spojrzała bezradnie.

Właśnie uzmysłowiła sobie, że przy jednym stole, dziwnym zbiegiem okoliczności, zebrali się niemal wszyscy najważniejsi mężczyźni w jej życiu. Tadeusza mogła pominąć. O roli brata tudzież Andrzeja nigdy nie musiała decydować, bo one pisały się same, natomiast obecność pozostałych dwóch pilnie wymagała doprecyzowania. O ile pierwszych znała od zawsze, o tyle Bruno i Piotrek pojawili się w jej rzeczywistości stosunkowo niedawno. I wcale nie była pewna, czy ocenia ich właściwie. Oraz tego, czego sama oczekuje po tych znajomościach.

Piotra do niedawna traktowała wyłącznie jak dobrego kumpla z uczelni. Czuła się w jego towarzystwie niemal jak przy Andrzeju. Dopóki nie wyskoczył z propozycją randki, na którą, notabene, zapewne solidnie się wykosztował. Lola była zmuszona zweryfikować swoją opinię i awansowała go na przyjaciela. Co prawda ostatnia propozycja nieco ją zmroziła i wzmogła jej czujność, bo nie planowała pogłębiania relacji z ambitnym akademikiem, na co on najwyraźniej liczył. Na szczęście od momentu, gdy na horyzoncie pojawił się Bruno i z właściwą sobie swobodą zdominował towarzystwo, Piotr wyraźnie odpuścił. Już wiedział, że Lola, nie licząc kumpelskich relacji, nie bierze pod uwagę niczego więcej. Wystarczyło pojawienie się konkurenta, by brutalnie wskazać mu właściwe miejsce w szeregu. Niestety, w drugim rzędzie. Starski nie dość, że zachowywał się, jakby miał świat u swoich stóp, był na dodatek bardziej przystojny i męski, niż nakazywała przyzwoitość i przewidywała ustawa. Poza tym wystarczyła mu poprzedniego wieczoru reakcja Loli na jego widok. W chwili gdy Piotrowi podstępem udało się skraść jej pocałunek – i przy okazji sięgnąć nieba – Bruno po prostu wszedł do restauracji jak do siebie, rozsiadł się przy ich stoliku i obrzucił dziewczynę takim wzrokiem, że zmiękły jej kolana. Piotr, mimo że przez chwilę święcił triumfy, natychmiast złożył broń i ustąpił pola rywalowi. Nie był głupi. Dobrze wiedział, że przy takiej konkurencji jest bez szans.

Lola po chwili namysłu uznała, że wyjazd do krakowskiego fryzjera jest faktycznie bez sensu. Nie zamierzała startować w konkursie na miss świata, chciała tylko na jakiś czas zmienić fizjonomię. Mała rewolucja na głowie nadawała się do tego celu doskonale. Zajęte terminy u stylisty szybko sprowadziły ją z powrotem na ziemię, za to w Zakopanem udało jej się trafić na wolny termin już następnego dnia rano. Bruno miał samolot późnym popołudniem, więc pośpiechu nie było. Edek, mimo zapewnień narzeczonej, że nie trzeba, mimo wszystko bardzo chciał ją odwiedzić, ale później, po rzeczowej rozmowie z Sandrą, dał sobie spokój.

Nawet przez myśl mu nie przeszło, że cała akcja była wynikiem zmowy. Bruno zwyczajnie wtajemniczył siostrę w swoje sprawy i zasugerował jej, żeby odwiodła Edka od jazdy do Krakowa. Po prostu chciał, żeby odwiozła go Lola.

Ona tymczasem, niczego nieświadoma, ufnie zasiadła następnego dnia w czarnym fotelu, zerkając z obawą, gdy maestro od fryzur wymownie zaszczękał nożyczkami. Wprawnymi ruchami zmierzwił klientce włosy, aby obrazowo przedstawić, jaki efekt pragnie osiągnąć, a Lola, na początku nie całkiem przekonana, dała się w końcu namówić na radykalną zmianę koloru i odważne cięcia. Jak szaleć, to szaleć, raz się żyje, a co! Gdyby nie fakt, że przyjechała autem, a później czekała ją jazda na lotnisko, chętnie strzeliłaby sobie kieliszek czegoś mocniejszego dla kurażu, ale wobec braku takiej możliwości z nerwów tylko obgryzła paznokieć.

Ze zgrozą zerkała na walające się po podłodze pasma włosów, kiedy fryzjer skakał wokół niej i komplementował kolejno: a to kształt czaszki, a to wyraźną linię podbródka, profil, kształt ucha. Po godzinie miała dość. Niestety, końca nie było widać – na głowie wciąż tkwiły przyczepione kawałki aluminiowej folii, a maestro, najwyraźniej przekonany o olśniewającym efekcie końcowym, zasypywał Lolę gradem porad o pielęgnacji fryzury. Zszokowany, że jego klientka nie tylko regularnie nie stosuje, ale nawet nie słyszała o zabiegu sauny dla włosów, teatralnym gestem położył dłoń na czole, a później wetknął jej w dłoń promocyjny kupon i próbki odżywek.

Po trzech godzinach wyszła z salonu ledwie żywa.

Z niedowierzaniem przyglądała się własnemu odbiciu we wszystkich mijanych sklepowych witrynach. W zamyśle mistrza jej fryzura miała nawiązywać do stylu Marilyn Monroe, ale kolorowy balejaż kompletnie wymknął się spod kontroli i pierwotna koncepcja wzięła w łeb. Przerażona, że wygląda jak porażona prądem owca, mimo zmęczenia kazała fryzjerowi choć trochę rozprostować zmierzwione pukle.

Gdy pół godziny później zjawiła się w firmie, z satysfakcją pochwyciła zaskoczenie w oczach personelu. Pracująca od dawna sekretarka zarządu w pierwszej chwili wcale jej nie poznała, a Aniela, nie mając pojęcia o planowanych zmianach, aż zaniemówiła.

– O Jezusicku mój ty jedyny! – załamała ręce. – Co ci się stało, córuniu kochana?

– Pilna potrzeba zmiany wizerunku – odparła Lola i w kilku słowach wyjaśniła matce aferę. – Nie martw się, to chwilowe – roześmiała się i przeczesała włosy palcami. – Dziwnie się czuję. Tak mi jakoś lekko na głowie. Ciekawe, co na to chłopaki?

– Ja bym tam za bardzo nie liczyła, że zauważą cokolwiek. Oni często nie widzą takich rzeczy. – Aniela poweselała. – Potrafią przyczepić się do jakiegoś nieistotnego szczegółu, a na totalne zmiany są ślepi. I jeszcze gotowi założyć się, że mają świętą rację. Jak kiedyś, nie przymierzając, twój ojciec, który zamiast ciebie i Edka przywiózł ze szkoły Andrzeja i Karolcię od Sołtysów. Bo stali najbliżej auta, mieli podobne kurtki, a jak im kazał wsiadać, to wsiedli. Własnych dzieci nie poznał.

– Nie wierzę! Aż tak? – Lola omal nie zakrztusiła się gorącą kawą.

– Poważnie mówię. Czasem myślę, że faceci żyją na jakiejś zupełnie innej planecie niż my.

– W sensie, że my niby z Marsa? – Do biura wszedł Edek. I niemal natychmiast sam sobie udzielił odpowiedzi. – No tak, bo niby skąd? Niedawno jeden z gości mi opowiadał, że odwiózł dzieciaki rano do przedszkola. Macie pojęcie, że nie załapał, że one już od dwóch lat chodzą do szkoły? Co za kretyn – parsknął śmiechem.

– Dobra, dobra! – Aniela wzięła się pod boki. – A ty to niby święty, co? Już zapomniałeś, jak wróciłeś z kościoła z cudzą święconką? I jeszcze zżarłeś po drodze całą kiełbasę z koszyka? Poruta była na całą wieś, że wcinasz po kryjomu mięso jeszcze przed rezurekcją! Co ja się wtedy wstydu przez ciebie najadłam, to moje.

Sekretarka, w której obecności odbywała się ta wymiana zdań, prawie płakała ze śmiechu. Lecz gdy tylko odzyskała mowę, włączyła się do rozmowy. Wspomniała swojego świętej pamięci męża i bardzo drogie buty, które kupiła sobie w tajemnicy przed nim i schowała w kotłowni. Ślubny przypadkiem natrafił na schowek, wyjął obuwie i zaniósł je żonie. Dumny ze znaleziska zapytał tylko, dlaczego nie nosi prezentu od niego na ostatnią rocznicę ślubu. To, że buty od niego były w innym kolorze i miały obcasy, a te, które przyniósł, koturny, nie miało żadnego znaczenia.

 

– Dobra. Dość już tych wygłupów. Bierzemy się do roboty. – Edek bezskutecznie próbował opanować ogólne rozbawienie i sprawić, by zapanowała jako taka atmosfera pracy. Jedna anegdota rodziła drugą. – Ech! Z wami się człowiek nie dogada – westchnął ciężko. – Idę do siebie – oznajmił i zabrał z półki segregator z projektami. Naraz zatrzymał się w progu. – Lola? Czy ty coś zrobiłaś z włosami? – zapytał poważnie.

Odpowiedział mu głośny chóralny spazm kobiecego śmiechu.