Dziwactwa i sekrety władców PolskiTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Wstęp

Szaleństwa władzy

Bolesław Śmiały – psychopata na tronie?

Rogata dusza Bolesława Rogatki

Władysław Biały – polski król Lancelot

Tajemnice sypialni

Białe małżeństwa

Rozpustni synowie Kazimierza Jagiellończyka

Urszula Meierin – święta metresa

Donżuani i casanowa w koronie

Królowie, którzy „kochali inaczej”

Rozkosze stołu

Dziwacy, hobbyści i pasjonaci

Szaleństwa mody

Przepowiednie, horoskopy, alchemia i siły nadprzyrodzone

Bibliografia

Bellona proponuje

Okładka


Projekt okładki i stron tytułowych

Barbara Kuropiejska-Przybyszewska

Konsultacja

Sylwia Łapka-Gołębiowska

Redaktor prowadzący

Bogusław Brodecki

Redaktor merytoryczny i korekta

Bożena Łyszkowska

Redaktor techniczny

Beata Jankowska

© Copyright by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2013

© Copyright by Iwona Kienzler, Warszawa 2013

Zapraszamy na strony

www.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebooku

www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona SA

ul. Bema 87, 01-233 Warszawa

Księgarnia i Dział Wysyłki: tel. 22 457 03 02,

22 457 03 06, 22 457 03 78

faks 22 652 27 01

e-mail: biuro@bellona.pl

www.bellona.pl

ISBN 978-83-11-12690-9

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

Nieco już dziś zapomniany, ale bez wątpienia wybitny, filozof i pisarz angielski epoki wiktoriańskiej Tomasz Carlyle powiedział „historia jest sumą ludzkich biografii” i trudno odmówić mu racji. Bez wątpienia historię tworzą ludzie, mniej lub bardziej wybitni. Z biegiem lat sylwetki postaci wybitnie zasłużonych dla dziejów poszczególnych państw, kontynentów czy całego świata, trafiają do podręczników szkolnych i na cokoły pomników.

Uczniowie na całym świecie poznają dane z ich życiorysów, ucząc się na pamięć dat oraz osiągnięć. W efekcie wielcy ludzie w świadomości społecznej stają się nieco pomnikowi, wręcz odarci z rzeczywistości, a przecież to były istoty ludzkie z krwi i kości, a nie herosi ze spiżu… Kiedyś byli dziećmi, nieobce im były problemy dorastania i dojrzewania, kochali i nienawidzili tak samo, jak zwykli zjadacze chleba. Co więcej, nieobce im były drobne grzeszki czy zwyczajne słabostki, mieli też swoje małe tajemnice i sekrety… Ponadto wielu z nich miało tak dziwne zwyczaje i zainteresowania, że z punktu widzenia człowieka współczesnego, zostaliby uznani co najmniej za dziwaków. Dotyczy to też oczywiście władców, w tym także tych, którym przyszło władać naszym krajem. W tym miejscu należy nadmienić, iż polscy poddani uznawali za dziwactwo na przykład zainteresowania muzyczne króla Zygmunta III Wazy, czy też zainteresowanie nauką, jakie przejawiał jego syn, Władysław IV, i owe królewskie pasje budziły więcej emocji, niż nadmierna uwaga poświęcana przez monarchów płci pięknej…

To właśnie owym mniejszym lub większym słabościom polskich książąt i królów, ich pasjom, zainteresowaniom oraz skrywanym sekretom poświęcona jest niniejsza publikacja.

Przedstawiciele pierwszej dynastii władającej naszym krajem – Piastowie – kochali biesiadować i pić tak bardzo, że otyłość była powszechna, a niejeden z nich nabawił się z tego powodu kłopotów ze zdrowiem. W tych upodobaniach nie byli zresztą odosobnieni, bowiem zarówno Jagiellonowie, jak i królowie elekcyjni nie stronili od rozkoszy stołu, o czym opowiada rozdział poświęcony temu zagadnieniu.

Osobną kwestią jest sprawa zdrowia psychicznego władców. O tym, jak ważna jest dobra kondycja psychiczna rządzących na własnej skórze dość boleśnie przekonali się już starożytni Rzymianie, chociażby za panowania cesarza Tyberiusza, Kaliguli czy Heliogabala. W historii nowożytnej najsłynniejszym psychopatą był Iwan Groźny, car Wszechrusi, aczkolwiek innemu wielkiemu rosyjskiemu władcy – Piotrowi Wielkiemu, też zalecono by wizytę u psychiatry… A jak było w naszej historii? Na szczęście nie mieliśmy na tronie psychopatów, aczkolwiek o obłęd podejrzewany był Mieszko II i Bolesław Śmiały. Problemy natury psychicznej z pewnością miało dwóch władców dzielnicowych: Bolesław Rogatka oraz Władysław Biały. Współcześni psychiatrzy dopatrują się też symptomów choroby psychicznej u Jana Kazimierza, a Zygmunta Augusta i jego siostrzeńca, Zygmunta III Wazę podejrzewają o skłonności do depresji.

Niezmiernie interesujące jest też pożycie intymne polskich władców. Okazuje się, że w historii zdarzały się białe małżeństwa, z jednym z nich związany jest nawet skandal obyczajowy. Na tronie polskim zasiadało też kilku donżuanów i tylko jeden casanowa, rozsmakowany w damskim towarzystwie. Owym koneserem kobiet był ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski. Niechlubnie zapisali się w naszej historii także władcy z dynastii Jagiellonów, synowie skądinąd bardzo spokojnego człowieka i wiernego męża – Kazimierza Jagiellończyka. Niestety, ojciec, pomimo dość surowych metod wychowawczych, jakie stosował w stosunku do swoich potomków, nie zaszczepił im ani surowych zasad moralnych, których sam przestrzegał, ani nawet abstynencji. W efekcie trzech z jego synów cierpiało na chorobę weneryczną…

Omawiając sprawy seksu, nie możemy zapominać o tym, iż kilku naszych władców było podejrzewanych o homoseksualizm bądź biseksualizm. Władysław Warneńczyk, Henryk Walezy, Władysław IV Waza, czy wreszcie Michał Korybut Wiśniowiecki – to królowie, o których szeptano z wypiekami na twarzy, że „kochają inaczej”…

Mało wiemy też o zainteresowaniach i pasjach naszych władców, a wielu z nich poświęcało niemało czasu swojemu hobby. Król Władysław Jagiełło był zapalonym myśliwym i wielkim miłośnikiem przyrody, jemu zawdzięczamy pierwsze przepisy dotyczące ochrony natury.

Zygmunt August kolekcjonował dzieła sztuki, a jego imiennik i siostrzeniec, Zygmunt III Waza, nie tylko muzykował amatorsko, ale także interesował się alchemią i złotnictwem. Jego najstarszy syn i następca na tronie, Władysław IV wykazywał duże zainteresowania naukowe, korespondował nawet z samym Galileuszem, który wykonał dla niego szkła do teleskopu, umożliwiające obserwację ciał niebieskich.

Nasi władcy, jak również ich małżonki, podążali za modą i to właśnie dziwactwom mody, którym ulegali niczym zwykli ludzie narażając się przy tym na śmieszność i drwiny swoich poddanych, poświęcony jest jeden z rozdziałów książki.

Rozważania o dziwactwach i pasjach naszych władców zamykają rozważania na temat sił tajemnych, astrologii oraz przepowiedni i roli, jaką odgrywały w ich życiu. Prawie każdy król miał tuż po narodzinach stawiany horoskop i święcie wierzono w ustalenia dokonane przez astrologów. Niestety gwiazdy często okazywały się omylne. Nie tylko astrologowie pomagali władcom wskazać ich przeznaczenie i oszukać los. Na królewskich i książęcych dworach roiło się od… czarownic, z których usług korzystała nie tylko Bona, ale także jej syn, cieszący się sławą renesansowego i tolerancyjnego władcy. Co więcej, Zygmunt August, po stracie swej ukochanej żony Barbary Radziwiłłówny, korzystał z pomocy samego mistrza Twardowskiego, który miał mu umożliwić wywołanie z zaświatów jej ducha. Z usług magów korzystał także Stefan Batory, na którego dwór zawitał słynny angielski mag i alchemik, John Dee, wielce poważany przez królową Anglii, Elżbietę II. Jednak nasz król wolał swoich nadwornych astrologów i alchemików, dlatego odprawił Anglika z kwitkiem.

 

Niniejsza publikacja ma na celu przedstawienie ludzi władających dawną Polską w nieco innym świetle niż ich tradycyjny wizerunek znany z podręczników historii. Jak się przekonamy, królom i książętom nieobce były troski i radości zwykłych śmiertelników…

Szaleństwa władzy
Bolesław Śmiały – psychopata na tronie?

Historia zna wiele przypadków władców, których dotknęły choroby psychiczne. Czasami owe schorzenia miały podłoże genetyczne i zostały wywołane na skutek tzw. chowu wsobnego, czyli małżeństw między bardzo blisko spokrewnionymi ze sobą ludźmi, czasem były wywołane jakąś chorobą mózgu bądź wstrząsem psychicznym, czy też traumatycznym przeżyciem.

Już starożytny Rzym borykał się z problemem szaleńców u władzy. Tyberiusz, następca Oktawiana, wykazywał objawy niezrównoważenia psychicznego i manii prześladowczej, której ofiarą padli członkowie jego rodziny. Jego następca, Kaligula, który początkowo zapowiadał się na mądrego władcę, cieszył się miłością nie tylko swoich poddanych, ale także całego wojska, ze względu na pamięć swego ojca – Germanika, jednego z największych wodzów w historii Rzymu. Niestety, na skutek ciężkiej choroby, którą przebył we wczesnej młodości, zachorował psychicznie, a skutki jego szaleństwa wkrótce boleśnie odczuło całe państwo.

Również historia nowożytna notuje wiele przypadków chorób psychicznych władców. Wspomnijmy chociażby króla Francji Karola VI Szalonego, którego choroba doprowadziła do destabilizacji państwa i w konsekwencji do wybuchu wojny stuletniej, czy też Ludwika II Wittelsbacha, zwanego Szalonym, którego bajkowe zamki, będące urzeczywistnieniem jego urojeń i utożsamiania się z bohaterami oper Wagnera, po dziś dzień zachwycają turystów odwiedzających Bawarię. Zmagający się z silną depresją i początkowym stadium schizofrenii, szesnastowieczny cesarz Rudolf II znajdował ukojenie w nauce i badaniach naukowych, a do Pragi sprowadził całą rzeszę alchemików. Z całą pewnością choroba psychiczna dotknęła też cara Rosji Iwana Groźnego, a psychiatrzy zapewne mieliby wiele do powiedzenia na temat stanu zdrowia psychicznego innego władcy rosyjskiego – Piotra I.

A jak wygląda kwestia zdrowia psychicznego władców Polski? Okazuje się, że i oni cierpieli na tego typu dolegliwości. Z całą pewnością z silną depresją zmagał się ostatni Jagiellon – Zygmunt August, a choroba dopadła go po śmierci jego wielkiej miłości – Barbary Radziwiłłówny. Jego późniejsze zachowanie, oschły i obojętny stosunek do matki i sióstr, obsesyjne poszukiwania sobowtóra swej zmarłej małżonki, a nawet trzecie małżeństwo, zawarte zupełnie bezsensownie, świadczą o poważnych problemach natury psychicznej.

Życie ostatniego Wazy, Jana Kazimierza, w którym etapy nadzwyczajnej aktywności przeplatały się z okresami apatii, wskazuje na to, że prawdopodobnie cierpiał on na cyklofrenię, czyli chorobę dwubiegunową, zwaną również stanem maniakalno-depresyjnym. Na szczęście ożenił się z Ludwiką Marią, kobietą, dla której sens życia stanowiła polityka i która umiejętnie go wspierała, a często nawet zastępowała w sprawach zarządzania państwem. Jak ważną rolę pełniła w jego życiu świadczy fakt, iż wkrótce po jej śmierci kompletnie załamany monarcha abdykował i wyjechał z kraju. Skłonności do depresji miał również nasz ostatni król, Stanisław August Poniatowski.

W powszechnej świadomości panuje pogląd, że Polska w swej historii nigdy nie znalazła się pod rządami psychopaty w rodzaju Iwana Groźnego. Okazuje się jednak, że nie do końca. Lekarze, którzy interesują się dziejami Polski, odnaleźli wśród naszych władców domniemanego schizoida, czyli schizotymika[1] o cechach psychopatycznych. Był nim król Bolesław Śmiały i być może to właśnie w jego problemach natury psychicznej należałoby się dopatrywać przyczyn konfliktu z biskupem Stanisławem, gdyż badający sprawę lekarze uznali, iż stan umysłu Bolesława balansował między stanem normalnym a chorobą znaną jako rozszczepienie umysłu.

Przyjrzyjmy się więc bliżej jego sylwetce, jak również historii sporu z duchownym, zakończonego śmiercią Stanisława i wygnaniem króla.

W tym miejscu należałoby dodać, iż mówiąc o tym władcy powinniśmy używać przydomku Szczodry, bowiem według Galla to właśnie takim mianem (łac. largus) określano tego króla w czasach, gdy kronikarz spisywał dzieje Polski. Dlatego też w wielu opracowaniach naukowych używany jest właśnie ten przydomek, natomiast przydomek Śmiały pojawił się znacznie później. Historycy zgodnie uznają więc, iż właściwym przydomkiem jest właśnie Szczodry, a nie Śmiały. Jednak w świadomości Polaków król kojarzy się bardziej z tym ostatnim i dlatego będziemy go używać także w niniejszym opracowaniu.

Bolesław był najstarszym synem Kazimierza Odnowiciela i Dobroniegi Marii, przyrodniej siostry księcia kijowskiego, cennego sojusznika Kazimierza w jego walce o odzyskanie polskiego tronu. Pomimo że Dobroniega była starsza od Kazimierza, a poślubiając go dobiegała trzydziestki, a więc, wedle ówczesnych standardów ocierała się już o starość, przeżyła swego męża. Zdążyła też obdarzyć go piątką dzieci, jedną córką i czterema synami, z których dwaj najmłodsi, Otto i Mieszko, zmarli we wczesnym dzieciństwie. Pozostała trójka chowała się zdrowo, chociaż średni syn, Władysław, był bardzo chorowity, ale i on szczęśliwie dożył wieku dorosłego.

Pierworodny syn Kazimierza i Dobroniegi, Bolesław, przejął w kraju panowanie po ojcu w 1058 roku, kiedy miał zaledwie siedemnaście lub osiemnaście lat. Państwo, w którym przyszło mu w tak młodym wieku panować, obejmowało ziemie Wielkopolski, Małopolski, Śląska oraz Mazowsza. Jego ojcu udało się jeszcze za życia podporządkować Polsce Pomorze Gdańskie, ale najprawdopodobniej nie inkorporował go do kraju, jedynie narzucił mu zwierzchność o charakterze lennym.

Historycy zgodnie stwierdzają, iż początek panowania młodego księcia nie zapowiadał późniejszych perturbacji, które miały targać naszym państwem. Co więcej, władca rokował nader dobrze i nikt z jego późniejszych biografów, nigdy nie odmówił mu ani ambicji, ani inteligencji. Najlepiej podsumował to Paweł Jasienica, pisząc: „Można w nim podziwiać męstwo, energię i wielki talent. Ale gniew jego nie miał hamulca, a pycha granic. Jeżeli patrzeć na główne linie polityki, umieszczając je na tle zagadnień europejskich – wolno uznać Bolesława za umysł niemal genialny. Ale wykonanie szczegółów godne bywało szaleńca i ostatecznie wszystko popsuło”‹1›. W efekcie – król obdarzony genialnym umysłem, skończył na wygnaniu.

Zaledwie dwa lata po objęciu rządów młody władca zaangażował się w spór dynastyczny na Węgrzech, a gdy udało mu się osadzić na tronie swojego kandydata – Belę, zdecydował, że ma wystarczająco silną pozycję, by przestać płacić trybut Czechom za Śląsk. Co więcej, zorganizował wyprawę na Czechy i przystąpił do oblężenia Hradca. Niestety, młodzieńcza brawura i straceńcza wręcz odwaga nie potrafiły zrekompensować braku doświadczenia i umiejętności wojskowych, dlatego Czesi łatwo zwabili go w zasadzkę, z której ledwo uszedł z życiem. Tymczasem zaangażowanie księcia w konflikt z południowym sąsiadem wykorzystało Pomorze Zachodnie, które uniezależniło się od Polski.

Historyk i mediewista, Aleksander Gieysztor, próbował tłumaczyć to nierozważne posunięcie młodym wiekiem władcy i właściwym dla młodości głodem sławy i sukcesów, jak również buntem przeciwko kunktatorskiej polityce jego ojca, Kazimierza Odnowiciela. Jednak niektórzy widzą w tym kroku, jak i w późniejszych, co najmniej nierozsądnych posunięciach władcy, pewne symptomy niestabilności psychicznej.

Kolejne nierozważne posunięcie księcia miało miejsce podczas wyprawy na Pomorze. Wówczas rozkazał on ciężkozbrojnemu rycerstwu przeprawić się wpław przez rzekę, ale woda w miejscu przeprawy była stanowczo zbyt głęboka i zakuci w ciężkie zbroje rycerze poszli na dno, a wobec straty większości wojska, zmuszony został do odwrotu.

Bolesław angażował się też w sprawy Rusi Kijowskiej, dwukrotnie wyprawiając się do Kijowa i zajmując go. Na tronie umieścił wówczas, wypędzonego przez zbuntowanych poddanych, rodzonego brata swojej matki – księcia Izasława. Nie planował jednak zajęcia Rusi, aczkolwiek brał stamtąd wielkie łupy. Jednak i tu popełnił błąd, który kosztował go nie tylko utratę sympatii wuja, ale także wzbudził nieprzychylne uczucia samych Rusinów.

To niefortunne wydarzenie miało miejsce w 1069 roku, po pierwszej udanej wyprawie na Kijów, kiedy Izasław poprosił swego siostrzeńca, by ten „wyjechał naprzeciw niego i oddał mu pocałunek pokoju dla okazania czci jego narodowi”‹2›. Jak łatwo się domyślić, kijowski książę chciał w ten sposób podnieść swój autorytet wśród poddanych, ale dumny Bolesław, ani myślał korzyć się przed krewnym, który zawdzięczał mu tron. Nie dość, że zażądał, aby za każdy krok wierzchowca, na którym jechał podczas uroczystości, zapłacono mu grzywnę złota, to jeszcze w najbardziej podniosłym momencie nie zsiadł z konia, ale chwycił Izasława za brodę i wytargał go za nią na oczach obecnych przy tym dostojników państwowych. Był to bardzo nierozsądny i niczym nieusprawiedliwiony gest, który nie tylko osłabił powagę Izasława, ale także bardzo nieprzychylnie usposobił do polskiego księcia poddanych jego wuja. Zwolennicy tezy o chorobie psychicznej polskiego władcy widzą w tym bezsensownym, nieprzemyślanym posunięciu oczywisty dowód jego problemów natury psychicznej.

Kolejne nierozważne posunięcie, jakim był zatarg z biskupem Stanisławem, kosztowało Bolesława utratę korony królewskiej, zdobytej z takim trudem w 1076 roku. Koronacja Bolesława była wynikiem prowadzonej przez niego polityki popierania papieża w jego konflikcie z cesarstwem. Nałożenie na jego skronie korony królewskiej, czego w Boże Narodzenie 1076 roku dokonał w obecności legatów papieskich arcybiskup Bogumił, po bez mała czterdziestu latach przywracało Polskę do grona europejskich monarchii. Kronikarze niemieccy, popierający oczywiście cesarza, koronację skomentowali jednoznacznie: „Bezwstydnie pokusił się o koronę na hańbę królestwa niemieckiego”.

Konsekwentnie wspierając papiestwo, które w owym czasie znajdowało się w silnym konflikcie z cesarstwem, król rozpoczął odbudowę struktur kościelnych w Polsce, kontynuując dzieło rozpoczęte przez jego poprzednika i ojca – Kazimierza Odnowiciela. Odbudował zburzoną niemal po fundamenty katedrę w Gnieźnie, ufundował opactwa benedyktyńskie w Mogilnie i Lubiniu, a także odtworzył i umocnił arcybiskupstwo gnieźnieńskie, któremu podlegały diecezje: krakowska, wrocławska, poznańska oraz nowo założona – płocka.

W 1077 roku, a więc zaledwie rok po koronacji, król musiał wyruszyć po raz kolejny na Kijów, bowiem jego wuj, Izasław, ponownie utracił tron. Wyprawa skończyła się dla Bolesława sukcesem, a Izasław odzyskał tytuł wielkoksiążęcy. Niestety, cieszył się nim tylko rok. Wuj Bolesława nie miał poparcia swych poddanych ani ich szacunku, do czego przyczynił się też jego siostrzeniec, o czym wspomniano wyżej. W efekcie, jego dwaj bracia pokonali go w bitwie, w której poległ.

Dla samego Bolesława był to początek kłopotów. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że pod jego nieobecność w kraju wybuchły zamieszki, spowodowane przez nadmierne obciążenie poddanych ciężarami wobec państwa. Ponieważ dobra rycerstwa przebywającego na wyprawie znalazły się w poważnym niebezpieczeństwie, część rycerzy będących w siłach zbrojnych króla po prostu zdezerterowała i czym prędzej powróciła do kraju, aby poskromić pospólstwo. O ile gniew Bolesława na dezerterów jest nawet z punktu widzenia współczesnego człowieka słuszny i zupełnie zrozumiały, o tyle późniejsze represje, które spadły na wojów, budzą co najmniej zdumienie. Przyjmując, oczywiście, że relacja żyjącego ponad sto lat później od opisywanych wydarzeń Kadłubka, zamieszczona w jego kronice, jest zgodna z prawdą.

Otóż Bolesław po powrocie do kraju nakazał odebrać nowo narodzone dzieci żonom niewiernych rycerzy i nakazał je przystawiać do karmiących suk, a małe szczeniaki nakazał karmić owym kobietom… Inna wersja wydarzeń głosi, jakoby owe żony, same nawarzyły sobie piwa, gdyż dzieci były owocem ich związków z zarządcami majątków, którzy umilali im samotność pod nieobecność mężów, walczących ramię w ramię z królem na Rusi. I właśnie ten surowy wyrok miał być przyczyną konfliktu z biskupem Stanisławem, który podobno stanął w obronie nieszczęsnych kobiet i zagroził królowi „mieczem klątwy”. Przy czym kronikarz nie precyzuje czy duchowny obłożył władcę klątwą, czy też tylko zagroził rzuceniem klątwy. Rozsierdzony Bolesław miał uznać biskupa za zdrajcę i wzburzony zapragnął osobiście wymierzyć mu karę. Kronikarz twierdzi, że monarcha wtargnął do kościoła, w którym Stanisław odprawiał mszę świętą i własnoręcznie zabił go uderzeniem w tył głowy. Stało się tak dlatego, iż żaden z podległych mu wojów nie chciał wykonać wydanego przez monarchę wyroku. Ciało nieszczęśnika potem poćwiartowano.

 

Opis wydarzeń podany przez Kadłubka stanowi dla zwolenników tezy o chorobie psychicznej króla potwierdzenie ich podejrzeń. Tylko że nie wiadomo, czy to prawda… Jak już wspomniano, Kadłubek spisał swoją kronikę ponad sto lat po opisywanych wydarzeniach, opierał się więc najprawdopodobniej na ustnym przekazie, który zdążył zapewne obrosnąć legendą. Gall Anonim, relacjonujący całą sprawę zaledwie trzydzieści lat po śmierci biskupa Stanisława, nic o zajściu ze szczeniętami nie wspomina. O całym zamieszaniu pisze dość enigmatycznie: „[…] to powiedzieć wolno, że nie powinien był pomazaniec na pomazańcu jakiegokolwiek grzechu cieleśnie mścić. To bowiem wiele mu zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował, gdy za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. Ani bowiem zdrajcy biskupa nie usprawiedliwiamy, ani króla mszczącego się tak szpetnie nie zalecamy […]”‹3›.

Jak widać kronikarz nie pisze nic o osobistym udziale władcy w zamachu na biskupa, co więcej, oskarża duchownego ni mniej, ni więcej tylko o zdradę. Stąd też spora część historyków opowiada się za tezą, jakoby biskup dopuścił się zdrady i przystąpił do spisku przeciwko królowi, na co wskazuje nie tylko łaciński termin „traditor”, tłumaczony jako „zdrajca”, ale także orzeczona kara – obcięcie członków. Tak w średniowieczu karano zdrajców występujących przeciwko monarchom. Stąd prosty wniosek, iż biskup związał się z opozycją antykrólewską, którą, według jednej z hipotez, miał przewodzić jego rodzony brat – Władysław Herman, za co duchownego spotkała zasłużona kara. Zwolennicy tej tezy uważają też, iż cały ambaras wyniknął na skutek konfliktu papiestwa z cesarstwem. Polska pod przywództwem Bolesława Śmiałego opowiedziała się za ówczesnym papieżem, Grzegorzem VII, wielkim reformatorem Kościoła. Tymczasem biskup Stanisław, pomimo że był dostojnikiem kościelnym, sprzyjał cesarzowi. A miał to robić wyłącznie z egoistycznych pobudek, jak również z chciwości. Po odbudowaniu zniszczonej metropolii w Gnieźnie, biskup krakowski stracił swoje znaczenie na rzecz biskupa gnieźnieńskiego, co drażniło ambitnego Stanisława. Co gorsza, Bolesław planował rozbudowę sieci biskupstw w całym kraju, co automatycznie zmniejszyłoby domenę biskupa krakowskiego, a do tego ambitny i chciwy biskup nie mógł dopuścić.

Nic więc dziwnego, że Stanisław przystąpił nie tylko do cesarskiego obozu antypapieskiego, w którym znajdowało się wielu biskupów i duchownych niechętnych reformom Grzegorza VII, ale także do zorganizowanego spisku przeciwko królowi popierającemu papieża. Być może do grona spiskowców należał także królewski brat Sieciech, późniejszy palatyn Hermana, jak również Marcin, przyszły arcybiskup gnieźnieński. Oni wszyscy za głowę Kościoła uznawali odtąd antypapieża Klemensa, desygnowanego przez cesarza Henryka. Na łono prawowiernego Kościoła powróciła Polska dopiero w roku 1104. Jeżeli przedstawiona wersja wydarzeń jest prawdziwa, oznaczałoby to, że patron naszej ojczyzny był zwyczajnym zdrajcą. Nie można się zatem dziwić, że zwolennicy tezy o wystąpieniu Stanisława przeciwko królowi Polski, wśród których nie brakuje także prawowiernych katolików, sprzeciwiają się jego obecności na ołtarzach. Już w 1920 roku, pierwszy rząd polski, sformowany po odzyskaniu niepodległości, zwrócił się do Ojca Świętego, aby zniósł 8 maja święto Stanisława Szczepanowskiego, skreślił go z listy świętych i ogłosił zaprzestanie głoszenia jego kultu. Wniosek ten był oczywiście poparty stosownymi dowodami… I być może na tym sprawa by się zakończyła, gdyby nie kardynał Sapieha, który miał wielkie nabożeństwo do tego świętego, podobnie jak wyświęcony przez niego na kapłana Karol Wojtyła, późniejszy papież… Za sprawą tych dwóch autorytetów kult świętego Stanisława na nowo ożył i trwa do dnia dzisiejszego. I na nic zdają się apele różnych zwolenników tezy o zdradzie biskupa, którzy podobnie jak Waldemar Łysiak pytają: „Powiedzcie mi, co należy zrobić, jak błagać, jak się modlić lub argumentować, żeby polski Kościół odstąpił od posługiwania się symbolem zdrady jako symbolem prawości?”‹4›. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak dodać, że Karolowi Wojtyle i innym zwolennikom kultu Stanisława, przyszła w sukurs nauka, ale o tym opowiemy później…

Tymczasem obrońcy niewinności, a tym samym świętości biskupa Stanisława i jego hagiografowie nie składają broni. Przede wszystkim zwracają uwagę na fakt, iż łacińskie słowo „traditor” niekoniecznie musi oznaczać zdrajcę. Można je także przetłumaczyć jako buntownik, tym bardziej że w dokumentach sporządzonych w języku łacińskim i pochodzących ze średniowiecza, zdrajców występujących przeciwko majestatowi królewskiemu określano częściej słowem „proditor”. Być może więc, duchowny był po prostu wyrazicielem opinii najbliższego otoczenia króla, które chciało go odsunąć od władzy, gdyż ten wykazywał objawy choroby psychicznej, czego jawnym dowodem był wyrok na żony niewiernych rycerzy? Niektórzy uważają, że biskup odważył się potępić niemoralne zachowanie Bolesława, który miał oddawać się miłostkom z niejaką Krystyną, zaniedbując swoją prawowitą małżonkę.

Inni idą jeszcze dalej, obwiniając monarchę o… homoseksualizm. Na dowód tego dość karkołomnego twierdzenia, przytaczają fakt jawnej niechęci Bolesława do zawarcia związku małżeńskiego. Jeżeli wierzyć kronikarzom, władca wykręcał się od małżeństwa, jak tylko mógł, bowiem twierdził, iż „obawia się, by miłość do przyszłej małżonki nie zmieniła w ospałość i opieszałość jego zdecydowania i odwagi w prowadzeniu wojen zarówno zaczepnych, jak i odpornych”‹5›. A poza tym, po powrocie z Kijowa ponoć „nie poprzestając na zwykłych miłostkach, popadł w haniebny i plugawy grzech sodomski, naśladując godne potępienia zwyczaje Rusinów, u których to zboczenie było pospolite”‹6›. Długosz idzie w swych przypuszczeniach jeszcze dalej, twierdząc, jakoby król miał pociąg do zwierząt, a zwłaszcza do pewnej klaczy. Kronikarz wspomina, iż: „Tak wielkie było zapomnienie Bolesława o swym stanie, iż klacz, z którą się zwykł wdawać, odziewał oponami jedwabnymi, ciągle uczęszczał na nabożeństwa do kościołów, a bydlę, którego używał jako nieprzyjaciel natury, w najozdobniejsze purpury odziane, stawiał publicznie pod drzwiami tychże kościołów, gdy król zbrodniczy i potępiony klątwą, dla asystencji nabożeństwom wewnątrz nich wchodził”‹7›. Tymczasem biskup „Zapalił się gniew jego, a pałając ogniem gorliwości, kazał, aby kościoły przestały odprawiać służbę bożą każdego czasu, gdy król będzie obecny”‹8›. Długosz wspomina jednak, że zakazu biskupiego niechętnie słuchano, a wówczas duchowny udał się do jednego z takich kościołów, gdzie „z klaczy [...] ubranie wszelkie zdzierając, dla objawienia hańby królewskiej, nozdrza i całą paszczękę własną ręką uciął i bydle już samo przez siebie szpetne, jeszcze szpetniejszym uczynił, tym samym czynem okazując zapał religii Boskiej. Rzecz ta zwiększyła natychmiast dzikie króla szaleństwo i zarazem zuchwalstwo. Bolesław wylewając jad sprośny gniewu swojego na Stanisława Biskupa, chciał go natychmiast zabić z wielką gwałtownością, gdyby tymczasem Stanisław, ocalony więcej staraniem przyjaciół i mężów duchownych, niż swojem własnym, ustępując w miejsce ustronne, nie był się uchronił jego wściekłości”‹9›. Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że Długosz w swych relacjach jest odosobniony i większość historyków nie daje mu wiary w kwestii owego szczególnego stosunku króla do swojej klaczy. Jednak niektórzy przychylają się do twierdzenia, iż, prowadzące w konsekwencji do konfliktu z monarchą, postępowanie biskupa mogło wypływać ze szlachetnych, etycznych pobudek, ale ponieważ było nie na rękę królowi, zostało zakwalifikowane jako polityczna zdrada.

Niezależnie od przyczyny sporu z królem, Stanisław poniósł śmierć, a jego tragiczny zgon doprowadził do otwartego buntu przeciwko Bolesławowi, który musiał uchodzić z kraju. Schronił się na Węgrzech, u króla Władysława, który zawdzięczał mu tron. Zachowanie polskiego króla, po jego przybyciu na Węgry, może być także interpretowane jako dowód tezy o jego chorobie psychicznej. Bolesław nie zachował się bowiem jak przystało na uchodźcę politycznego ani azylanta. Wręcz przeciwnie – po raz kolejny dał pokaz swej wielkiej dumy i pychy. Gall Anonim tak relacjonuje moment spotkania wygnańca z królem węgierskim: „Władysław, jako mąż pokorny, pospieszył wyjść naprzeciw Bolesława i oczekiwał zbliżającego się z daleka, zsiadłszy na znak uszanowania z konia. A tymczasem Bolesław nie miał względów dla pokory uprzejmego króla, lecz uniósł się w sercu zgubną pychą, mówiąc: «Ja go za lat pacholęcych wychowałem w Polsce, ja go osadziłem na tronie węgierskim. Nie godzi się [więc], bym mu ja, jako równemu, cześć okazywał, lecz siedząc na koniu oddam mu pocałunek jak jednemu z książąt». Zauważywszy to Władysław obruszył się nieco i zawrócił z drogi, polecił jednak, by mu wszędzie na Węgrzech niczego nie brakło”‹10›. To właśnie owo butne zachowanie wobec ich króla, miało tak obruszyć Węgrów, że postanowili pomóc polskiemu monarsze opuścić ten padół…

Zwolennikom tezy o chorobie psychicznej Bolesława Śmiałego przychodzi w sukurs… nauka, a konkretnie genetyka. Schorzenia psychiczne mają na ogół, jak wiadomo, podłoże genetyczne, a wśród przodków monarchy notowano przypadki obłąkania. Jego dziadek, Mieszko II, którego książę czeski Uldaryk nie tylko uwięził, ale także wykastrował, po tym wydarzeniu miał ataki przemijającego obłędu. Także dwaj krewni jego babki Rychezy, Henryk palatyn lotaryński i Konrad margrabia Karyntii, byli ludźmi psychicznie chorymi. Można te fakty traktować jako poparcie tezy o psychicznych niedomaganiach Bolesława Śmiałego.