Ukochana gangstera

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okładki: Mateusz Rękawek

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Magda Zabrocka, Barbara Malinowska (Lingventa)

Zdjęcie na okładce

© Jeff Thrower / Shutterstock

© by I.M. Darkss

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1886-9

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

Nie spodziewała się, że zakocha się w samej bestii.

A miłość w ich świecie była wyrokiem śmierci…

Spis treści

Prolog

Rozdział PIERWSZY

Rozdział DRUGI

Rozdział TRZECI

Rozdział CZWARTY

Rozdział PIĄTY

Rozdział SZÓSTY

Rozdział SIÓDMY

Rozdział ÓSMY

Rozdział DZIEWIĄTY

Rozdział DZIESIĄTY

Rozdział JEDENASTY

Rozdział DWUNASTY

Rozdział TRZYNASTY

Rozdział CZTERNASTY

Rozdział PIĘTNASTY

Rozdział SZESNASTY

Rozdział SIEDEMNASTY

Rozdział OSIEMNASTY

Rozdział DZIEWIĘTNASTY

Rozdział DWUDZIESTY

Rozdział DWUDZIESTY PIERWSZY

Rozdział DWUDZIESTY DRUGI

Rozdział DWUDZIESTY TRZECI

Rozdział DWUDZIESTY CZWARTY

Rozdział DWUDZIESTY PIĄTY

Rozdział DWUDZIESTY SZÓSTY

Rozdział DWUDZIESTY SIÓDMY

Rozdział DWUDZIESTY ÓSMY

Rozdział DWUDZIESTY DZIEWIĄTY

Rozdział TRZYDZIESTY

Epilog

Prolog

W dzieciństwie ojciec zmuszał mnie do wielu rzeczy, między innymi do oglądania niezliczonej liczby drastycznych i brutalnych filmów o wilczej watasze lub stadzie lwów. Uważał bowiem, że świat, w którym żyjemy, opiera się na tych samych zasadach. Na ściśle ustalonej hierarchii, prawach, dowodzeniu oraz posłuszeństwie.

Dziś wiem, że miał rację. Niestety. Gangsterski świat na wiele sposobów wzoruje się na bezwzględnych prawach drapieżników. Zatem jeśli go nie znacie, jeśli w nim nie tkwicie i nie modlicie się każdej nocy o szansę na wolność, bądźcie szczęśliwi.

Doceniajcie to, bo ja od lat jestem tylko więźniem zmieniającym klatki, a teraz wręczę komuś klucz do kolejnej.

Być może ostatniej, ale żeby dostać taką szansę, muszę uzyskać aprobatę jednego z przywódców.

Logan Roth jest chyba najbardziej znanym i najgroźniejszym ze wszystkich drapieżców, z którymi przyszło mi obcować. W jego otoczeniu każdy zna swoje miejsce, akceptuje tę dominację i szanuje go jako lidera. A wnioskując po bijącej od niego władczej, dumnej aurze, pewnie zna rozmaite metody na wymuszanie podporządkowania się. Krąży o nim tyle wzbudzających trwogę legend, że aż wiara w nie mogłaby się wydawać czymś niedorzecznym.

Dopóki go nie poznasz, a ja znam go lepiej niż ktokolwiek inny, choć on o tym nie wie.

I dlatego go wybrałam – nie żebym miała jakiś wielki wybór. Po prostu jego protekcja jest warunkiem mojego przetrwania, choć jestem świadoma, że może mnie zniszczyć.

Prawdopodobnie niczego innego nie potrafi.

– Jak się nazywasz? – Staje naprzeciwko mnie. Ma na sobie czarny drogi garnitur. Jego oczy chowają się za ciemnymi okularami, kłócącymi się z tym dostojnym wizerunkiem.

– Elizabeth Hallwell – szepczę, tłumiąc idiotyczną chęć złożenia mu pokłonu. Pewnie nieźle podziałałby na jego ego. I pewnie nie byłabym pierwsza, sądząc po niby przypadkiem lawirujących wokół niego kobietach.

Niektóre z nich zapewne przyszły tu po to co ja. Żeby na nie zapolował, zapewnił im byt, uznanie, pozycję. Reszcie natomiast chodzi wyłącznie o dymanie.

– Obiecano mi, że jeśli dam ci szansę, będziesz ostatnią kandydatką, którą wybiorę – mruczy zachrypniętym tonem, unosząc okulary. – Bardzo trudno oderwać od ciebie oczy. – Srebrzyste tęczówki śledzą mnie niespiesznie.

Czuję się jak przedmiot wystawiany na aukcji na sekundę przed rozpoczęciem licytacji, a jego słowa uzmysławiają mi, że musiał rozmawiać z moim ojcem. Zatem reklamę mam już odhaczoną, gorzej z tym, jakie zakłamane hasła zawierała.

Dlaczego tu jestem? Co ja robię?

Otóż zdeklarowany samiec alfa uznał niedawno, że do dopełnienia jego przestępczej szajki brakuje mu jeszcze tylko partnerki, a wieść o tym, że byłby gotowy takową… przyjąć, rozniosła się z prędkością cholernego światła.

– Dziękuję – odpowiadam. Naprzemiennie zalewa mnie fala chłodu i gorąca, a wnętrzności zwijają się w supły.

Raczej zostanę zdyskwalifikowana, jeśli zrzygam mu się teraz na te wypolerowane buciki.

– Chciałabyś coś powiedzieć, co być może pomogłoby mi podjąć decyzję? – Zbliża się jeszcze o krok i wyciąga ku mnie dłoń. Palcami sięga po wymykający się z upięcia kosmyk włosów, owija go wokół kciuka, a potem zakłada mi za ucho. I robi to zdecydowanie dłużej, niż to konieczne.

Wciągam ze świstem powietrze.

– Wątpię, by cokolwiek mogło na ciebie wpłynąć – mówię.

– Dlaczego tak sądzisz? – Przechyla głowę, wyraźnie zaciekawiony.

– Mam niezłą intuicję.

Gorzej z instynktem samozachowawczym.

– Oby rzeczywiście tak było, bo niebawem możesz jej bardzo potrzebować, panno Hallwell. – Uśmiecha się, następnie chwyta moją rękę, unosi ją do ust i… Boże, chyba to sobie uroiłam, ponieważ kiedy składa pocałunek na mojej skórze, przez moment czuję jego język. A przecież nie mógłby mnie… polizać.

Tak, to zdecydowanie tylko moja wyobraźnia, zwłaszcza że zanim się wycofa z zamiarem odejścia, kłania się jeszcze przede mną.

Co, do diabła? On i coś takiego? Może jest zwolennikiem dworskich manier?

I może serio powinnam była dygnąć…

Rozdział
PIERWSZY

Dryfuję w mroku – bezkresnym, a mimo to czuję się obserwowana. Prześladuje mnie para oczu o barwie srebra… Jednak jest w nich coś jeszcze… Wyglądają tak, jakby zostały muśnięte ogniem.

Płomieniem piekielnym.

Piękne i złowieszcze. Patrzą wprost na mnie, skuwają wszystko wokół lodem. Stają się moim przekleństwem i zgubą.

On sam się nimi staje.

A zatem, jeśli się zgodzisz, zapraszam cię do mojego królestwa.

I nagle ogarnia mnie jednolita ciemność, i w niej zostaję – bez nikogo, samotna.

Ten mrok, ta czerń przenikające aż do trzewi odebrały mi matkę i siostrę. W końcu uśmiercą także mnie.

Budzę się, a mój oddech przypomina ostatnie tchnienie.

– Wystraszyłem cię, wybacz. To nie było moim zamiarem – odzywa się nieproszony gość, gdy podrywam się do siadu i wciskam plecy w oparcie.

Mężczyzna siedzi w eleganckim fotelu, zatopiony w półmroku pomieszczenia rozświetlanego teraz jedynie światłem lampki, której celowo nie zgasiłam, kładąc się spać.

Bardzo trudno jest mi zaaklimatyzować się w obcych miejscach, wśród obcych ludzi. Pod tym względem wciąż czuję się trochę jak czteroletnia zlękniona dziewczynka.

Zwłaszcza teraz.

Logan Roth już nie ma na sobie eleganckiego, szytego na miarę, czarnego garnituru. W zasadzie to w ogóle niewiele na sobie ma w tym momencie. Ledwie spodnie od piżamy, natomiast od pasa w górę jest nagi.

 

– Czy ty patrzyłeś na mnie, kiedy spałam? – pytam, kiedy już odnajduję własny głos.

– Planowałem jedynie zajrzeć, aby sprawdzić, czy odpowiednio o ciebie zadbano, ale potem… – Urywa i wzrusza ramionami. – Potem nie miałem już najmniejszej ochoty wychodzić, więc tak, patrzyłem na ciebie, kiedy spałaś. Podziwiałem twoje piękno – dodaje z błyskiem w szarych oczach.

Przełykam ciężko ślinę.

– Przepraszam, że zasnęłam, powinnam była na ciebie zaczekać, jednak było już późno, a ja…

– Nie szkodzi – wtrąca. – Bardzo miło spędziłem tu dwie godziny.

Dwie godziny? To co najmniej niepokojące. Nie żebym spodziewała się czegokolwiek innego po tym facecie, który cały chyba jest stworzony głównie po to, by budzić niepokój w ludziach. Zapewne to jego życiowe hobby i motywacja do zaczerpnięcia kolejnego oddechu.

Wiem to, ponieważ doskonale znam ten świat. Władają nim potwory, a on…

Jest najgorszym ze wszystkich.

– Wiem, że powinniśmy porozmawiać, naprawdę jestem świadoma, jak to wszystko między nami powinno przebiegać, i obiecuję, że postaram się nie zawieść twoich oczekiwań – mówię nieśmiało, spuszczając głowę. W nerwowym odruchu miętolę kołdrę w palcach i robię, co mogę, by nie zwinąć się w kłębek. Zatrwożony i pragnący ucieczki kłębek.

– Trzęsiesz się z zimna? – Wstaje i niespiesznym krokiem zmierza w kierunku łóżka. – Czy dlatego, że się mnie boisz? – Nie siada, a kuca przy jego krawędzi.

– Boję się – wyznaję.

Mogłabym skłamać, ale mam wrażenie, że to nie poprawiłoby mojej fatalnej sytuacji. Intuicja mówi mi, że ten mężczyzna rozszyfrowuje oszustów trafniej niż wariograf.

Zresztą nic dziwnego, lata praktyki w tym… fachu musiały uczynić z niego doskonałego przywódcę, kata, łowcę… I to w każdym pośród tysiąca oblicz, które bez wątpienia ma. Teraz jeszcze kryją się w ciemności. Zwodniczo spokojne, ale gotowe do ataku.

Taki właśnie wydaje się Logan.

Nawet nie musi się starać, by wyglądać niebezpiecznie.

Spowijająca go woń grozy jest wyczuwalna na mile, a gnieżdżący się w smolistych źrenicach blask przywodzi na myśl spojrzenie wprawionego zabójcy.

Śmierć.

Wszyscy przebywający w jego towarzystwie prawdopodobnie myślą o tym prędzej czy później.

– Zabawne. Kobiety, które tu były przed tobą, uważały mnie za zdobycz. Ty pierwsza siebie traktujesz jako zdobycz, co rodzi pytanie, dlaczego tu jesteś, jeśli obawiasz się, że zostaniesz upolowana. – Szelmowski uśmieszek wpływa na jego usta. – Wybrana – szepcze.

– Sojusz z tobą zadowoliłby mojego ojca.

– A ty chcesz tu być?

– Chcę. – Przybieram stanowczy ton. – Boję się ciebie, bo wiem, kim jesteś, wiem, do czego jesteś zdolny. Słyszałam… – Milknę i przygryzam dolną wargę.

Bardzo źle. Nie chcę go prowokować. W ten sposób nie przetrwam tu długo, a w tym momencie mogę już tylko tyle. Przetrwać.

– Co o mnie słyszałaś? – pyta. – Opowiedz mi o historii, która wzbudziła w tobie największą grozę.

– Podobno wszyscy ci niezłapani przestępcy zasilają twoje szeregi. Spłacają długi, bo to ty pomogłeś im pozostać nieuchwytnymi – oznajmiam drżącym głosem. – I nie ma osoby, w której nie rozbudziłbyś lęku, nie odkrył jej słabych punktów.

– Trochę to egzaltowane, ale na swój sposób zabawne i na pewno pochlebne – mruczy i mruga do mnie, jak gdybym naprawdę opowiedziała mu znakomity dowcip.

– A na ile bliskie realiom?

– Skoro tu jesteś, niebawem sama będziesz miała okazję się przekonać. – Pochyla się ku mnie, a jego oddech ogrzewa skórę na moim policzku. – Musisz nad tym popracować. Nie możesz drżeć jak osika za każdym razem, gdy się do ciebie zbliżę. – I jak gdyby sprawdzając poziom mojej wytrwałości, sunie ustami po mojej skroni aż do ucha.

Wszystkie moje mięśnie napinają się do granic możliwości, a serce galopuje w szaleńczym rytmie, chcąc wyrwać się z piersi. Uderza we mnie panika tak wielka, że niemal fizycznie bolesna.

– Nie jestem do tego przyzwyczajona – odpowiadam, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni.

Pragnę wyłącznie ucieczki, jednak paradoksalnie tylko pozostanie tutaj i zdobycie aprobaty Logana może mnie uratować.

Dedukuję w bardzo krótki, ale cholernie trafny sposób i wniosek jest tylko jeden: moja sytuacja jest kurewsko gówniana.

Żeby przeżyć, muszę się przypodobać mężczyźnie, który dawno temu zamienił się na duszę z samym diabłem.

I muszę mu służyć.

– Do bliskości z mężczyzną? – Przez jego twarz przemyka zaskoczenie. – Wydaje mi się, że jeśli rzeczywiście chcesz tu być jako moja kobieta, tego rodzaju bliskość będzie nieunikniona.

– Przyszedłeś do mojej sypialni, bo chcesz uprawiać seks? – Następny dreszcz wstrząsa moim ciałem, a potem jeszcze jeden.

Potworne wizje nawiedzają mój umysł. Widzę w nich wszystko, co mógłby mi zrobić, a ja nie zdołałabym go powstrzymać, a nawet gdybym spróbowała, byłoby to równoznaczne z wydaniem na siebie wyroku śmierci.

A tego mi akurat nie trzeba, bo mam już jeden.

– A ty? Pragniesz tego? – pyta i przesuwa kciukiem od mojego nadgarstka do ramienia. Potem wkłada palec pod ramiączko koszuli nocnej.

– Jestem na to gotowa.

I naprawdę jestem. W zasadzie nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była przygotowywana na coś innego.

– Jesteś przerażona. – Wsuwa ramiączko z powrotem na mój bark i cofa dłoń.

– Ja… Jestem twoja, teraz należę do ciebie, zatem…

– Zatem mogę zrobić ci wszystko, tak?

– Tak.

Jeszcze zanim Logan zdoła wykonać jakikolwiek ruch, zdaję sobie sprawę, że potraktuje moją zgodę niczym wyzwanie.

Chwilę później ponownie sięga po moje rozdygotane dłonie i układa je na swoim torsie. Wiedzie moimi opuszkami do krawędzi spodni i zaraz ponownie w górę.

Ma opaloną i miękką skórę oraz wyrzeźbione, niezwykle silne mięśnie, na które bardzo trudno jest mi się nie gapić. Gdy go dotykam, napinają się i rozluźniają, jak gdyby w ten sposób reagowały na moją bliskość, i wydaje mi się, że Loganowi sprawia to ogromną rozkosz.

Szczerze powiedziawszy, nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się pragnąć mężczyzny. Z wielu względów, a głównie dlatego, że do tej pory starannie unikałam wszelkich relacji damsko-męskich. Teraz zdumiewa mnie fakt, że nie pozostaję obojętna na nasz kontakt. Reaguję na dotyk mężczyzny czymś w rodzaju niepewnej ekscytacji. W żołądku czuję łaskotanie i łapię się na tym, że ja także czerpię z tego przyjemność. Pożądanie kiełkuje powoli w moim wnętrzu, choć wcale nie tamuje obaw.

– Kiedy dziś cię ujrzałem w tłumie, nie potrafiłem minąć cię obojętnie. Jesteś oszałamiająco piękna. Zachwycająca, ale również bardzo młoda i obawiam się, że nie udźwigniesz obowiązków związanych z pobytem tutaj. – Niespodziane słowa Logana niszczą złudne poczucie, że to, co się między nami wydarzy, będzie przyjemne i prawdziwe.

Jego oskarżenia od razu ochładzają atmosferę, a na mnie wylewa się lodowaty kubeł rzeczywistości.

Obowiązki. Oczywiście.

Jeżeli ten świat jest jedynym, jaki masz, musisz się nauczyć odróżniać mrzonki od faktów.

– To i tak mnie czeka prędzej czy później. Z tobą albo z kimś innym, nie oszukujmy się – stwierdzam, może nazbyt ostro, i zabieram dłonie z jego barków.

– Mimo wszystko sprawiasz wrażenie bardzo delikatnej, a ja nie umiem być delikatny. – Chwyta mój podbródek i kiedy już mi się wydaje, że mnie pocałuje, dodaje: – I nie zamierzam uczyć się tego dla ciebie. – Brzmi to niemal jak ostrzeżenie albo gorzej… przyrzeczenie, a on w sekundę wkłada znajomą maskę kogoś, kto już lata temu znieczulił się na każdą emocję.

– Nie oczekuję tego. Nie masz pojęcia, co potrafię znieść. Zniosę więcej niż każda twoja kandydatka – odpowiadam w przypływie złości, ale potem na powrót przyjmuję uległą postawę. – Przepraszam, to było niegrzeczne. – Wbijam wzrok w materac. Bezwiednie szarpię bransoletkę na nadgarstku, dopóki nie pęka.

Coś w moim wnętrzu zaciska się w supeł, kiedy patrzę na bezużyteczny sznurek złota wysadzany kamieniami.

To była bransoletka mojej mamy. Ona i Veronica miały dokładnie taką samą. Z tym że tylko jedna z nich zdobi mój przegub, druga jest zagrzebana kilka metrów pod ziemią.

– Nie potrafię cię rozszyfrować. Jesteś zagadką, Elizabeth – orzeka Logan, a chwilę później przyciska swoje wargi do moich. Pocałunek jest krótki i niewinny, przypomina bardziej muśnięcie, ale i tak mam wrażenie, że przetacza się przeze mnie grom. – Niezwykle słodką. – W teatralnym geście oblizuje usta i znowu się uśmiecha.

I wkłada moją bransoletkę do swojej kieszeni.

Chcę zaprotestować, jednak rezygnuję w ostatniej chwili. Odzyskam ją, ale rozważnymi metodami.

– A ty jesteś niezwykle opanowany.

– Spodziewałaś się, że będę krzyczał i wymuszał wszystko za pomocą siły i agresji? – Unosi brew.

Jego autentyczna żartobliwość zbija mnie z tropu. Przecież nie jestem głupia. Wiem, czym się zajmuje, wiem, że zapewnia sobie świetną rozrywkę, przelewając krew i łamiąc kości tym, którzy różnorako mu zawinili, zatem dlaczego bawi go moje rozsądne podejście?

– Nie chciałam cię urazić, ja tylko…

Tylko próbuję przeżyć.

– Przemoc nie jest moim kluczem do szczęścia, a ostatecznością – mówi, jakby potrafił prześwietlić moje myśli. – Dlaczego nie patrzysz mi w oczy?

– Nie wiem, czy mi wolno.

– Z każdą minutą intrygujesz mnie coraz mocniej. – Chwyta mnie za policzki i po raz kolejny unosi moją głowę. Srebrzyste tęczówki przeszywają mnie na wskroś.

– To brzmi jak komplement.

– W rzeczy samej. Od dawna tkwię w monotonii, jednak nie umiem zdecydować, czy chcę, żeby ją przerwano.

– Zdecyduj, a ja się dostosuję.

– Tak po prostu? – W jego głosie dźwięczy niedowierzanie z domieszką prowokacji.

Mój samiec alfa nie ma pojęcia, przez co przeszłam, żeby się tutaj znaleźć, i to moja jedyna przewaga nad nim. I zamierzam ją wykorzystać.

– A czy nie tak to powinno wyglądać? – ciągnę z nutką goryczy, co nie uchodzi jego uwadze. Uśmiecham się bez cienia wesołości, a Logan tylko wzdycha.

Pewnie, przecież to on będzie odgrywał w tym związku rolę męczennika.

– Połóż się. Powinnaś odpocząć – mówi i wstaje, ale nie wychodzi z mojej sypialni. Jeszcze raz zmierza w kierunku fotela.

– Zamierzasz nadal na mnie patrzeć? – piszczę, kiedy rozsiada się wygodnie na poprzednim miejscu.

– Możliwe, że uczynię z tego nowy nawyk – odpowiada zadziwiająco poważnym tonem, który sprawia, że po moim kręgosłupie ponownie wspina się dreszcz.

– I to już wszystko?

– Coś cię martwi? Tu, pod dachem pełnym złoczyńców? – kpi.

No właśnie.

– Cokolwiek sobie teraz o mnie myślisz, ja naprawdę chcę wywiązać się ze swoich powinności i przepraszam, że wcześniej…

– Nie zmuszam kobiet do seksu, czekam, aż same tego zechcą – wyjaśnia.

Powiedzmy, że to można nazwać wyjaśnieniem.

– Proszę… Ja muszę wiedzieć, czy zamierzasz mnie odesłać?

– Dobranoc, płomyczku – dodaje tylko. Spogląda na mnie roześmianymi oczami, kiedy szamoczę się pod kołdrą, próbując okryć się jak najszczelniej.

Niewiele mi to jednak daje. Wciąż czuję sunące po mnie centymetr po centymetrze intensywne spojrzenie.

– Jasne, pchły na noc – burczę.

I jestem przekonana, że nawiedzi mnie nawet we śnie.

W koszmarze.

Rozdział
DRUGI

Głęboki wdech. I jeszcze jeden.

Nie odwleczesz tego. A czas nie działa na twoją korzyść.

Komiczne jest to, że w wyobraźni już po tysiąckroć odtwarzałam tę scenę. Rozpatrywałam najgorsze scenariusze i mówiłam sobie, że to wyłącznie kolejny etap. Że powinnam podejść do tego mechanicznie. Znieczulona i nieustraszona, jednak aktualnie nie jestem ani taka, ani taka. Został ze mnie strzępek nerwów.

To tylko seks. I nie w celu nawiązania większej bliskości emocjonalnej, a czysto cielesnej.

Przypieczętowanie mojego oddania pod jego pieczę. I mój obowiązek jako jego kobiety.

Dam radę. Nawet jeśli się okaże, że kręci go bycie sadystycznym sukinsynem w łóżku. Dam radę.

– Mogę wejść? – Uchylam drzwi głównej sypialni i zaglądam do środka. – Przyniosłam ci deser od Charlie – wyjaśniam. Na mojej wyciągniętej dłoni leży talerz z kilkoma kostkami czekoladowego ciasta. Dodam, że jest ono tak wykwintnie przyozdobione, iż wydawać by się mogło, że pochylał się nad nim kreatywny cukiernik, a nie zwykła gosposia.

 

– Dziękuję – odpowiada Logan, zapraszając mnie niedbałym machnięciem ręki, abym się rozgościła. – Twoja wizyta ma jakiś dodatkowy, zatajony cel? – Odbiera ode mnie słodycze i od razu jeden chwyta w palce.

Znowu jest boso i bez koszuli i znowu wygląda apetyczniej niż to wytworne ciasto.

– Unikałeś mnie cały dzień. – Z wahaniem przysiadam na krawędzi jego idealnie zaścielonego łoża i rozglądam się wokół.

Sypialnia jest urządzona w ciemnych kolorach, rozjaśniają ją jedynie pojedyncze białe akcenty. Najbardziej zwraca moją uwagę potężny obraz przedstawiający maskę, z oczu której wydobywają się płomienie. Kiedy się w niego wpatruję, znów kiełkuje we mnie lęk.

Mam wrażenie, że za moment coś wyciągnie po mnie szpony i porwie w odmęty ciemnej otchłani.

Więc ogólnie rzecz biorąc, jest to bardzo klimatyczne pomieszczenie, a gdyby jeszcze zawiesić na drzwiach tabliczkę ze słynnym cytatem Dantego Alighieri: Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie, byłoby wręcz perfekcyjnie.

I sprawiedliwiej.

– Nie unikałem cię, mam dużo obowiązków i sądziłem, że to oczywiste, że nie będziemy spędzać razem każdej chwili – oznajmia, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. – Na pewno potrafisz sobie znaleźć jakąś rozrywkę.

Niech to, dziś jest w fantastycznym nastroju. Może przyjście tutaj było złym pomysłem, może powinnam umknąć, póki jeszcze mogę.

– Chciałam przeprosić – zaczynam ledwie słyszalnie. – Wczoraj mogłeś odnieść wrażenie, że jestem tylko słabą, zatrwożoną dziewczynką, która znalazła się tu przez pomyłkę, a to nieprawda.

– Odniosłem też wrażenie, że lubisz przepraszać.

– Doskonale rozumiem, jak funkcjonuje ten świat, i uwierz mi, wiem, jak przetrwać.

– Zatem masz też świadomość, że istnieją zasady, których musisz przestrzegać. – W końcu koncentruje na mnie wzrok i to natychmiast sprawia, że czuję się jak ofiara zapędzona w ślepy zaułek przez głodnego, dzikiego lwa. – Których przestrzegania będę bezwzględnie wymagał i…

– Za których nieprzestrzeganie spotka mnie kara – kończę. – Zostałam do tego przygotowana. Przeszłam… szkolenie. – Prawie się dławię przy ostatnim słowie, jednak robię, co mogę, by wyglądać na niewzruszoną.

Tutaj kluczem do zdobycia choćby odrobiny szacunku jest obojętność, która przesiąka wszystkich niemal do szpiku kości.

Mój ojciec twierdzi, że jeśli nie jestem wystarczająco mocno znieczulona, by przyjąć rolę oprawcy, to mój oprawca staje się jedyną szansą na wyzwolenie, stłamszenie sumienia oraz serca.

A stać się to ma, gdy już odbierze mi resztki wiary i mnie złamie.

Wtedy ponoć będę wolna. I wdzięczna.

I dlatego też nie mogę mieć pewności, czy mój wspaniały ojczulek nie zmówił się z Loganem za moimi plecami. Możliwe, że obaj zastawili na mnie pułapkę.

– I na czym ono polegało? – W jego tęczówkach zapala się pierwsza tego wieczoru iskierka zainteresowania. Przestaje wystukiwać coś na klawiaturze komórki i przysiada obok mnie.

– Nie da się tego… opowiedzieć. – Udając, że nie słyszę, jak trzęsie mi się głos, sięgam do tylnej kieszeni spodni. – Chciałabym, żebyś mi powiedział, czego konkretnie ode mnie oczekujesz – zmieniam temat.

– Imponuje mi twoje profesjonalne podejście. – Uśmiecha się, patrząc, jak prostuję plecy i odrzucam włosy za ramiona. Pewnie nietrudno zgadnąć, że w ten żałosny sposób próbuję dodać sobie trochę otuchy. – Skosztuj, to moje ulubione łakocie. – Podsuwa mi kawałek ciasta, ale ja koncentruję się na zadaniu.

– Brownie z płynną czekoladą. Coś jeszcze? – Otwieram wyjęty przed momentem mały zeszycik i chwytam długopis.

– Zapisujesz to sobie w tym notesiku? – Teraz już się nie uśmiecha. Szczerzy się jak szaleniec i nagle się rozluźnia. W sekundę wydaje się bardziej przystępny, bliższy.

– Muszę wiedzieć, jaka powinna być twoja idealna kobieta, czego mi nie wolno, co cię uspokaja, a co denerwuje – naciskam. – Jeśli mi tego nie powiesz, będę musiała nauczyć się tego sama, pewnie naginając reguły, testując granice, a zgaduję, że to nie będzie miało dla mnie przyjemnych konsekwencji, więc jeśli pozwolisz, wolałabym… – Milknę. Niewypowiedziane słowa zawisają w powietrzu. Od samego rozważania, co może mnie czekać, cierpnie mi skóra.

Intuicja podpowiada, że Logan potrafi być niebywale kreatywny, jeśli chodzi o kwestię okrucieństwa.

– Skąd ty się wzięłaś? – pyta, a jego ton jest niespodziewanie łagodny.

I z jakiegoś absurdalnego powodu budzi to moją złość.

– Podoba ci się to, że masz nad wszystkimi władzę, prawda? – drwię. – Niczego mi nie ułatwisz, zgaduję, że to będzie dla ciebie świetna zabawa. – Zamykam notatnik z trzaskiem i wsuwam go z powrotem do kieszeni, choć mam ochotę cisnąć nim przez pokój.

– Elizabeth…

– Ile dziewczyn było tu przede mną? – drążę.

– Nie tak wiele, jak sądzisz, nie robię tego dla kaprysu. Tak każe tradycja, to jest dobrze postrzegane, gdy mężczyzna ma u swojego boku posłuszną kobietę, która zajmuje się jednoczeniem jego… podwładnych, gdy on wyrusza na… polowania.

Na sformułowanie o posłusznej kobiecie prawie się krzywię, a Logan wygląda, jak gdyby był wielce ukontentowany swoją wyszukaną przenośnią, więc…

– Doskonała metafora – chwalę ironicznie. – Dlaczego one… zostały odrzucone?

– Widzisz we mnie potwora, prawda? – Poważnieje.

Wyciągam rękę, chcąc dotknąć jego policzka, ale zatrzymuję palce milimetry od jego skóry.

– Nie możesz mi obiecać, że mnie nie skrzywdzisz, prawda? – ripostuję.

– Tylko jeśli nie pozostawisz mi wyboru. – Łapie moją dłoń i przesuwa nią po kilkudniowym zaroście, a potem kieruje każdą opuszkę na swoje wargi i na każdej z nich zostawia pocałunek.

– Zawsze jest wybór. – Wyrywam się z jego uścis­ku. – Po prostu tutaj kobiety, ich szczęście, znaczą mniej niż duma mężczyzny. Oto cała tajemnica. – Choć powinnam się opanować, mój głos wręcz ocieka szyderstwem. Zrywam się z fotela i biorę uspokajające wdechy.

Co ja wyprawiam?! Skoro nie mam ciągotek samobójczych, naprawdę nie powinnam igrać z tym facetem.

Logan staje za mną. Od jego bliskości mam ciarki na plecach. Zwłaszcza kiedy chwyta mnie za ramiona, skutecznie unieruchamiając, i przesuwa nosem po wgłębieniu na mojej szyi.

– Wiesz, że gdybyś była teraz w sypialni z potworem, prawdziwym, lubującym się w sadyzmie, to… – Szept się urywa, ale i tak nam wrażenie, że odbija się echem od ścian.

Ostrzega mnie.

Cholera. Cholera. Jestem taka… głupia.

– To poniosłabym konsekwencje swoich nierozważnych słów. – Zduszam w sobie przekleństwo. – Przepraszam – dodaję przez zaciśnięte strachem gardło.

Coś w głębi mnie krzyczy, że to idealna okazja, żeby zaczął mnie dusić.

– Z pewnością szczerze. – Przeciąga językiem po miejscu, w którym szaleje mój puls.

– Miałeś rację. Przyszłam tu w konkretnym celu – oznajmiam i rozchylam poły długiego, satynowego szlafroka. – Żeby zaoferować ci siebie. – Materiał opada na ziemię, odsłaniając moje ciało odziane teraz wyłącznie w czarne i srebrne koronki.

Logan bezzwłocznie przyciska się do mnie jeszcze bardziej, a potem jego kciuki rozpoczynają leniwe zwiady mojego ciała. Śledzi opuszkami obnażony bok oraz udo. Dociera do krawędzi odzienia i lekko unosi koronkę.

– Doprawdy? – mruczy mi uwodzicielsko do ucha. – Zostaw to, masz jakiś nerwowy tik objawiający się niszczeniem biżuterii? – dodaje, czym uzmysławia mi, że ponownie bezwiednie szarpię zawieszone na szyi korale.

– Ja…

Logan zabiera moje palce z dala od błyskotki.

– Puść, inaczej znowu będę musiał naprawiać.

– Co?

Cofa się o krok, aby otworzyć szafkę nocną, i wyciąga z niej moją bransoletkę. Tylko że teraz nie jest już przerwana. Oszołomiona pozwalam zaczepić ją na swoim przegubie i…

– Nie ma za co – bagatelizuje, zanim zdążę się odezwać, ale wychwytuję w jego głosie wesołą nutę.

Trochę… Nie do wiary.

– Widzę dodatek specjalny – mamroczę, dostrzegając dopiętą dodatkową ozdobę. Czarny opal kołysze się pośrodku pozostałych kamieni i w przydymionym świetle lamp połyskuje hipnotyzująco.

– Czuję potrzebę, by na zawsze pozostawić w tobie coś… coś po sobie. Potraktuj to jako moje znamię.

– Twoje? A wiesz, że opal to kamień kochanków?

– O nie… – nabija się. – Cóż za niefortunny zbieg okoliczności.

Początkowo mam ochotę się roześmiać, ale kiedy orientuję się, jak blisko siebie się znaleźliśmy, zamieram.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki robi się wręcz nieznośnie intymnie.

– Pragniesz mnie? – upewniam się.

To byłoby poniżające, gdyby mnie teraz odrzucił.

– Niezmiennie od chwili, gdy cię pierwszy raz ujrzałem – odpowiada. Owija ramię wokół mojej talii i przyciąga mnie ku sobie, by móc patrzeć w moją twarz.

Wiem, że robi to, żeby sprawdzić moje motywy i intencje, ale nie rozumiem, jakie to ma dla niego znaczenie. Wczoraj mógł mnie zmusić i choć jestem mu wdzięczna, że tego nie zrobił, to i tak wiem, że zwycięskie karty są po jego stronie. A Logan na pewno nie chce związku platonicznego.

– Więc weź mnie.

– Jesteś pewna, że wiesz, o co prosisz?

– Tak. – Wzdrygam się, kiedy zostawia pocałunek na mojej szczęce i podbródku.

– Nie wiesz – oponuje. – Chcesz, żebym ci pokazał? – Jego głos nabiera zmysłowego brzmienia.

– Chcę, żebyś mnie nauczył, jak sprawiać ci przyjemność – sapię.

Powoli do moich żył napływa pragnienie i łącząc się z buzującą w nich wcześniej adrenaliną, dodaje mi odwagi.

– Pod warunkiem, że ty nauczysz mnie, jak sprawiać ją tobie. – W kącikach jego ust czai się psotny uśmiech, a potem rzuca: – Mogę kupić notatnik.

Wymyka mi się chichot.

– Nie jesteś taki, jak się spodziewałam.

– Jestem. Masz bardzo dobrą intuicję – wzdycha. – Niestety.

Na jego obliczu pojawia się smutny grymas, jednak rozmywa się w sekundę – jakby był wyłącznie złudzeniem.

Żar, który przed momentem ogrzewał moje wnętrze, natychmiast się wypala. I przyłapuję się na tym, że czuję rozczarowanie.

Za oknem rozlega się głuchy huk. Uświadamiam sobie, że zerwała się burza. Krople deszczu dudnią o szybę, a błyskawice jedna po drugiej tną ciemne niebo. Targane wiatrem gałęzie rzucają cienie na twarz Logana, potęgując emanujący od niego mrok.

To nie będzie romantyczna historia, mała. Wiesz, co robić. Do dzieła.

– A zatem nie odwlekajmy tego, co nieuniknione. – Z wymuszonym uśmiechem zaplatam dłonie na jego karku. – To twoje prawo.

– Jesteś tu, bo mam prawo cię mieć?