Ludwik LambertTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Honoré de Balzac

Ludwik Lambert

Saga

Ludwik Lambert przełożył Tadeusz Boy-Żeleński Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1832, 2019 Honoré de Balzac i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726235692

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

HONORJUSZ BALZAC
(1799-1850)

Przystępuję do urzeczywistnienia dawnego zamiaru: do wydania pism Balzaka. Dotychczas przezemnie wydane tomy wejdą stopniowo, obok dalszych, w obręb tego zbiorowego wydania. Jak dotąd, każdy będzie opatrzony zwięzłym komentarzem; wobec ogromu dzieła Balzaka i różnorodnych sfer jakie ogarnia jego myśl, system ten wydaje mi się dogodniejszy, niż stłoczenie wszystkiego w jednej wstępnej rozprawce, która przewyższyłaby pewnie rozmiar tomu. Tutaj, na początku, zamieszczę pokrótce życiorys pisarza, oraz kilka ogólnych uwag nad jego twórczością.

I. ŻYCIE BALZAKA.

Honorjusz Balzac urodził się w Tours w r. 1799. Dziadek jego był rolnikiem tureńskim i nazywał się Balssa, ojciec zmienił wcześnie to miano na Balzac; sam pisarz uzupełnił ojcowskie nazwisko szlacheckiem de i starał się wynieść je ze starożytnego domu Balzaków d’Entragues. Ojciec Balzaka, oryginalna i sympatyczna postać, był przed Rewolucją podrzędnym funkcjonarjuszem sądowym; w czasie Rewolucji piastował godności obywatelskie, był dostawcą armji, później administratorem szpitali. Balzac miał dwie siostry, z których jedna, Laura, była zawsze jego najtkliwszą przyjaciółką (list Laury de Rastignac w Ojcu Goriot oddaje ton tego serdecznego stosunku, który znamy z obfitej korespondencji), i brata, który po niezaszczytnej młodości wyemigrował do Ameryki.

Bardzo młodo umieszczono Honorjusza w kolegjum w Vendôme. Wierny obraz lat tam spędzonych znajdziemy w tej powieści Ludwik Lambert . Chłopiec licho się uczył, robił wrażenie jakby nieobecnego duchem, natomiast czytał masę i bez wyboru, plondrując bibljotekę Ojców. Niebawem zaczął pisać, to niefortunne poematy wierszem, to rozprawy filozoficzne na tematy o wiele przerastające wiek chłopca. W rezultacie zapadł na zdrowiu, na rodzaj przekrwienia mózgu, tak iż zaniepokojona matka pospieszyła go odebrać. Miał wówczas piętnaście lat.

Kiedy ukończył szkoły w Paryżu, umieszczono go u adwokata[ 1 ]); równocześnie miał studjować prawo, sam zaś z własnej ochoty często zaglądał na wykłady wydziału filozoficznego Sorbony. Ta praktyka kancelaryjna trwała trzy lata; ile z niej przyszły powieściopisarz wyniósł życiowo , tego ślady spotykamy na każdym kroku w Komedji ludzkiej . Dodajmy, że w owym okresie studjów ojciec Balzaka trzymał go bardzo kuso pod względem pieniężnym (młodość Rafaela de Valentin w Jaszczurze! ).

Dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności, rodzice mieli dla Honorjusza świetne plany: w ciągu kilku lat, na bardzo dogodnych warunkach, mógł stać się posiadaczem kancelarji notarjalnej, zostać rejentem w Paryżu! Ale Balzac odmówił wręcz; już literatura chwyciła go w swoje szpony. Po gwałtownej opozycji rodziców i burzach domowych, postanowiono go poddać dwuletniej próbie. Ponieważ rodzice Balzaka przenieśli się w tym czasie z Paryża na wieś, młodzieniec został w mieście sam, w zimnej izdebce na poddaszu, mając wyznaczoną pensyjkę, wystarczającą dosłownie na to, aby nie umrzeć z głodu. Takie były ówczesne metody wychowawcze.

Przez te dwa lata Honorjusz pracuje zaciekle; wierzy w swój genjusz. Życie, jakie pędził, opisał później w Jaszczurze , lub, lepiej jeszcze, w pierwszym okresie paryskim Lucjana w Straconych złudzeniach . Po dwóch latach, jako owoc swych prac, odczytał w kole rodziny i przyjaciół domu tragedję p. t. Kromwel . Skutek był opłakany; najpoważniejszy ze znawców orzekł, że młodzieniec powinien się chwycić wszelkiego zawodu, byle nie literatury.

Te dwa lata próby tak dalece podkopały zdrowie Honorjusza, że rodzice, zaniepokojeni jego stanem i przebłagani wytrwałością, odwołali go do domu, do Villeparisis, nie czyniąc już przeszkód w wyborze drogi. Tutaj poznał Balzac panią de Berny, która miała wywrzeć duży wpływ na jego życie. Pani de Berny była córką nadwornego muzyka Marji Antoniny; matka jej była pokojówką królowej; oboje królestwo byli jej chrzestnemi rodzicami; tradycje, wspomnienia dzieciństwa wiązały ją do dawnej monarchji. Wspomnienia te musiały być nieoszacowaną skarbnicą dla przyszłego powieściopisarza. Pani de Berny, pełna uroku mimo że o 21 lat starsza od Honorjusza, stała się jego przyjaciółką, kochanką, wreszcie znów wierną i oddaną przyjaciółką aż do ostatniego tchnienia. Zdaje się, że wpływ pani de Berny jako wychowawczyni Balzaca był bardzo znaczny i zbawienny.

Po niefortunnej próbie w zakresie tragedji, Balzac postanowił szukać szczęścia w powieści. Plan, jaki obrał, był dość niezwykły. Czując, że jeszcze nie dojrzał do tego aby wydać prawdziwe swoje dzieło , postanowił pisać ramoty w modnym naówczas rodzaju romantycznych awantur, i w ten sposób zdobyć tymczasem upragnioną niezależność pieniężną. Powieści te, co do których wartości nie miał złudzeń, podpisywał nie swojem nazwiskiem, ale pseudonimami: Horace de Saint-Aubin, albo Lord R’hoone. W jaki sposób traktował tę próbę literacką, może objaśnić następujący fakt: sprzedawszy „na pniu” księgarzowi dwie powieści jeszcze nie napisane, jedną z nich, Wikarego z Ardennów , zaczyna pisać od drugiego tomu, zwracając się z błagalnym listem do siostry, aby mu napisała pierwszy tom na podstawie planu który jej przesyła!

Ale ta droga do upragnionego majątku okazała się o wiele za wolna. Niecierpliwy pisarz — wciąż w intencji zdobycia niezależności — puszcza się na przedsiębiorstwa, najpierw tanich wydawnictw klasyków, później zaś, po niepowodzeniu tej imprezy, prowadzi do spółki drukarnię i odlewarnię czcionek. Katastrofa tych przedsiębiorstw pochłonęła cały prawie majątek rodziny, przyspieszyła śmierć ojca Balzaka i znacznie nadwerężyła fundusz pani de Berny. Rzecz charakterystyczna: ta rodzina, która odmawiała pisarzowi najskromniejszych potrzeb aby się mógł oddać swemu powołaniu, utopiła cały majątek w tych jego quasi -realnych a w istocie daleko bardziej chimerycznych planach. Jakże często zdarzają się podobne omyłki ludziom t. zw. praktycznym, trzeźwym! Sam Balzac wyszedł z tych kilkuletnich mocowań się z widmem bankructwa z ciężkim długiem, który przez całe życie miał wlec jak kulę u nogi. Korzyść tego bolesnego doświadczenia była podwójna: raz, zdobyte przekonanie, że tylko literatura jest jego właściwą drogą, a powtóre kapitał doświadczeń i obserwacji wyniesiony z tych lat „życia praktycznego”, który-to kapitał oprocentuje pisarz stokrotnie w swoich utworach. Najbardziej bezpośrednią reminiscencją tych lat jest drukarnia Dawida Séchard w Dwóch poetach i Cierpieniach wynalazcy ; ale weksle, protesty, pozwy, komornicy, aferzyści, adwokaci, zajmą aż nazbyt wiele miejsca w całem dziele Balzaka.

Szukając wytchnienia po tej katastrofie, Balzac chroni się na prowincję, do Bretanji; nosi się z planem aby w tej ojczyźnie szuanerji napisać powieść z niedawnej przeszłości Francji. Szuanie — mimo iż utwór ten jest jeszcze na pograniczu między jego twórczością młodzieńczą a dojrzałą — był to pierwszy i wielki jego sukces pisarski. Tuż po tej książce ukazuje się Fizjologja małżeństwa , która czyni go nietylko głośnym ale modnym, odsłaniając w nim wielkiego sprzymierzeńca kobiety. Balzac zaczyna wchodzić w świat literacki Paryża, a potrosze i w salony arystokracji napoleońskiej (księżna d’Abrantès) i legitymistycznej (księżna des Castries). Ciężki, rubaszny, nieobyty, nie umiejący się ubrać (mimo tylu kart poświęconych tej sztuce!), podbija mimo to każdego kto się doń zbliży bogactwem i żywością myśli, oszałamiającą wymową, kipieniem genjuszu. Salony oglądają go jak osobliwe zwierzę. Balzac kocha się potrosze w pani des Castries, która próbuje go wodzić za nos; przygoda ta, arcy-romantycznie upiększona, znajdzie wyraz w opowiastce o Pani de Langeais . W tej epoce Balzac usiłuje być dandysem, nosi olśniewające kamizelki, żyje za pan brat z najmodniejszemi „lwami” Paryża.

Ukazuje się Jaszczur i inne powieści; sława młodego pisarza, „znawcy serca kobiety”, rozchodzi się na Europę. Rzecz osobliwa, Balzac, który dziś jest pisarzem prawie wyłącznie męskim , wówczas był bożyszczem kobiet. Z najbardziej odległych stron płyną do niego listy, kreślone rączką czytelniczek. Jeden z takich listów, z zapadłej Ukrainy, zaważył na życiu Balzaka. Korespondentką była pani Hańska, z domu hrabianka Rzewuska (siostra Henryka, powieściopisarza). Zawiązała się żywa korespondencja, Balzac rozkochał się na niewidziane w egzotycznej nieznajomej; kiedy, dzięki spotkaniu w Szwajcarji (pod okiem męża), przekonał się że ta interesująca osoba jest młoda, piękna i do tego „hrabina” (przynajmniej zagranicą) entuzjazm jego doszedł do zenitu. Miłość ta, typowa miłość „głową”, w której każda strona znajdowała swój procencik snobizmu, toczy się przeważnie w listach (Lettres à l’étrangère) , czasem z kilkoma latami przerwy między jednem widzeniem a drugiem. Mimo śmierci p. Hańskiego i mimo ciągłych planów małżeństwa, związek ten przychodzi do skutku aż w ośmnastym roku tej miłości i na parę miesięcy przed śmiercią samego Balzaka.

 

Pozatem, można rzec, życie Balzaka nie ma historji. To na prowincji gdzie często przebywał u przyjaciół, to w Paryżu, ciągła wytężona praca, nieprzerwana niemal produkcja literacka. Pobudką jej jest gorączka twórcza, jakiej w historji literatury mało znalazłoby się przykładów, ale także popędzająca go ciągle konieczność życiowa, nie zostawiająca mu ani chwili wytchnienia. Ogromny dług, z jakim zaczął życie literackie, ciążył mu aż do końca, bo wciąż odnawiał go bezład życiowy, kosztowne kaprysy i upodobania (Balzac był namiętnym kolekcjonerem starożytności), wreszcie chimeryczne „przedsiębiorstwa”. Całe życie Balzac szamoce się z terminami, zobowiązaniami; bywały okresy, że kryje się we dnie a przechadza się jedynie w nocy (wówczas istniało jeszcze więzienie za długi); aby się doń dostać, trzeba wymienić skomplikowane potrójne hasło etc. Ta dokładna i osobista znajomość wszelkiego rodzaju kłopotów pieniężnych nie jeden raz odbija się w utworach Balzaka.

Wspominam o tych szczegółach, gdyż nie są one obojętne dla dzieł Balzaka: ten pośpiech, z jakim „odwalał” je nieraz aby dopełnić podjętych zobowiązań i odpisać z góry pobrane honorarja, zaciążył niekiedy nad ich artystyczną stroną. Wiele nierówności, wiele skaz wynikło może z tego powodu. Stosunki wydawnicze były zresztą wówczas dość liche; bezprawne belgijskie przedruki współzawodniczyły z legalnie wydaną książką i uszczuplały dochody pisarza.

Toteż, raz po raz, zniecierpliwiony zbyt powolną drogą do upragnionej fortuny, Balzac rzucał się w przedsiębiorstwa, w ktorych bystrość i trafność sądu mięszały się z chimerycznemi fantazjami pisarza. Pewnego dnia puścił się na Sardynię, doszedłszy z jakichś poszlak, że tam się muszą znajdować pokłady srebra niewyczerpane niegdyś przez Rzymian. Oczywiście wydał dużo pieniędzy, czasu i sił, i wrócił z niczem, ktoś inny zaś podjął tę myśl która była trafna. Toż samo na owym pomyśle wydawniczym, na którym Balzac zbankrutował, następca jego zrobił majątek. Próbował nowych sposobów wyrabiania papieru (Cierpienia wynalazcy) . Za jedną z dróg do szybkiego zrobienia majątku uważał Balzac teatr; raz po raz, dobierając sobie przygodnych współpracowników, próbował zdobyć sukcesy sceniczne, ale wciąż doznawał zawodu; dopiero po jego śmmierci jedyna jego sztuka posiadająca większą wartość, Mercadet zyskała powodzenie. To znów roił o karjerze politycznej, o poselstwie; będąc w wojnie ze światem dziennikarskim (Stracone złudzenia, Córka Ewy) założył własny tygodnik, bardzo bojowy, ale musiał go poniechać wobec jednomyślnego bojkotu, jakim nań odpowiedziała oficjalna prasa. I zawsze po tych nieudanych próbach wracał do swego dzieła i w niem znajdował to, czego daremnie szukał gdzieindziej. Ale i tu — mimo olbrzymiej sławy i popularności — nie osiągnął w pełni uznania do jakiego miał prawo: kilkakrotnie stawiał swą kandydaturę do Akademji, i za każdym razem poniósł zupełną porażkę, otrzymując jeden lub dwa głosy!

Wiele podróżował. Oprócz Francji, którą znał prawie całą z dłuższych i krótszych pobytów na prowincji, zwiedził też i spory kawał Europy: Włochy, Szwajcarję, Niemcy, Polskę, Rosję.

Wśród tego dzieło rosło, tom po tomie; ramy olbrzymiego planu wypełniały się. Ale nawet tak potężne siły fizyczne, jakie natura dała Balzakowi, musiały się wyczerpać. Żelazna wola wydobywała zeń produkcję ponad ludzką miarę. Pracował, tygodniami nie wychodząc z domu, czasem po kilkanaście godzin na dobę. Stworzył sobie osobliwy tryb życia, najsposobniejszy, jak twierdził, do tej pracy; zarazem wkładał w te swoje obyczaje coś z romantycznej przesady, sam tworzył już za życia swoją legendę. Wstawał o pierwszej po północy, poczem, ubrany w rodzaj białego habitu dominikanina, opasany złotym łańcuchem u którego wisiały złote nożyczki, zasiadał do pisania przy blasku kandelabrów, absorbując ogromne ilości czarnej kawy, orzeźwiając się w połowie dnia roboczego kąpielą i nie jedząc prawie nic aż do obiadu, po którym następował kilkogodzinny sen.

Wreszcie, w pełni sił twórczych, przemęczony organizm wypowiedział służbę. Kiedy, w r. 1848, Balzak wybrał się po raz drugi do Wierzchowni, majątku pani Hańskiej na Ukrainie, zaniemógł ciężko. Chorował półtora roku. Gdy miał wyjeżdżać do Paryża, pani Hańska, uzyskawszy po wielkich trudnościach zgodę cesarza Mikołaja, zdecydowała się wreszcie oddać mu swą rękę; wzięli ślub i wyjechali do Paryża gdzie Balzac zmarł niebawem w r. 1850.

II. KOMEDJA LUDZKA.

Kiedy, po wielu i tak różnorodnych niepowodzeniach Balzac osiągnął wreszcie pierwsze tryumfy autorskie, rzucił się z istną furją w twórczość literacką. Bibljografja Spoelbercha de Lovenjoul [ 2 ] notuje w latach 1830 — 1832 około dwustu większych i mniejszych utworów jego pióra, powieści, nowel, artykułów etc. Wiele z drobnych szkiców rozsypanych po perjodycznej prasie paryskiej weszło później, w zmienionej częściowo formie, w większe utwory Balzaka.

Otóż, pewnego dnia (było to w r. 1833) siostra Balzaka, Laura, opowiada, że pisarz wpadł do niej jak bomba, promieniejący, i zawołał radośnie: „Pokłońcie mi się; ni mniej ni więcej, zostaję genjuszem!” I roztoczył swój plan, którym była przyszła Komedja ludzka .

Dotychczas, mniejsze i większe opowiadania Balzaka składały się — jak gdyby bez jego intencji — w obraz współczesnego społeczeństwa; otóż, w tej chwili, w nagłym błysku, powziął on myśl powiązania wszystkich tych części w jedną wielką całość, ustosunkowania do siebie osób, grup społecznych, środowisk — słowem objęcia jednym olbrzymim eposem całej nowoczesnej Francji, będącej zarazem odbiciem społeczeństwa wogóle.

„ Dzieło moje — pisze Balzac do przyjaciółki swojej, pani Carraud w r. 1834 — musi mieścić wszystkie typy i wszystkie stany, musi malować wszystkie zjawiska społeczne, tak aby nie pominąć ani jednej sytuacji życiowej, ani jednej fizjognomji, charakteru mężczyzny lub kobiety, sposobu życia, zawodu, perspektywy społecznej; ani jednej prowincji francuskiej, ani też najmniejszego rysu dzieciństwa, starości, wieku dojrzałego, polityki, sądownictwa, wojny”.

Mimo iż ten plan jest najoczywiściej programem Komedji ludzkiej , tytuł ten, obejmujący wszystkie utwory Balzaca, urodził się dopiero później, w r. 1841; na razie, w r. 1833, Balzac miał na myśli ujęcie swoich powieści w poszczególne grupy. Grupy te zachował i później jako poddziały Komedji ludzkiej , a mianowicie: Studja obyczajowe , rozpadające się na: Sceny z życia prywatnego, Sceny z życia prowincji, Sceny z życia Paryża, Sceny z życia politycznego, Sceny z życia wojskowego. Dalej: Studja filozoficzne , a wreszcie Studja analityczne .

Podział ten, który zresztą Balzac wielokrotnie zmieniał, przerzucając dany utwór z jednej grupy do drugiej, jest nieco sztuczny i nie odgrywa w pojmowaniu całości Komedji ludzkiej zasadniczej roli. Bardziej interesujące są tytuły nieznanych , a zamierzonych utworów, które miały wypełnić ramy tego olbrzymiego planu: są wśród nich np. trzy nienapisane powieści z życia dzieci i długi szereg utworów z życia wojskowego, które Komedja ludzka , ta którą Balzac napisał, potrąca jedynie mimochodem. Toż samo z pięciu zamierzonych Studjów analitycznych istnieje napisana jedynie Fizjologja małżeństwa . Zważmy, iż śmierć zaskoczyła pisarza w pełni lat i twórczości.

Olbrzymi ten plan potroił niejako siły Balzaka, i on to, obok innych wspomnianych przyczyn, był podnietą jego gorączkowej twórczości. W wyobraźni poety wyłaniał się cały świat, rysował się coraz wyraźniej, szczegółowiej, coraz jaśniejsze stawały mu się wszystkie związki. Widział całe swoje dzieło naraz; ta lub owa powieść, która miał czas napisać aż znacznie później, poczęta była w jego mózgu już od lat. Postać, która odgrywa jedynie epizodyczną rolę w jednej powieści staje się bohaterem w drugiej. Większość ważniejszych figur Balzakowskich powtarza się tedy w całym szeregu powieści, tworząc niejako idealne społeczeństwo, obdarzone samoistnem życiem, rozwijające się, dające samemu twórcy złudzenie rzeczywistości. Stąd niejedna postać nakreślona jest paroma rysami lub nawet poprostu wspomniana tylko nazwiskiem, jak ktoś dobrze znajomy, ponieważ autor pogłębił ją w innej powieści.

Liczba osób, tworzących owo społeczeństwo Balzaka, które, wedle jego wyrażenia, „czyni konkurencję rejestrom ludności”, sięga paru tysięcy. Czytając Komedję ludzką po raz pierwszy, trudno zorjentować się w tym lesie: co zrodziło w dwóch zagorzałych balzakistach pomysł jedynego w swoim rodzaju wydawnictwa [ 3 ]. Jestto skorowidz do pism Balzaka, w którym, pod nazwiskiem każdej postaci, możemy znaleźć daty jej biografji, wydobyte z utworów, gdzie o tej postaci jest mowa. Weźmy, dla przykładu, jakąś postać, np. Finot: oto, co znajdziemy pod tem nazwiskiem:

FINOT (Andoche), właściciel kilku dzienników i przeglądów za Restauracji i Ludwika Filipa. Syn kapelusznika z ulicy du Coq, Finot rozpoczął życie w nędzy, opuszczony przez ojca, twardego kupca. Zredagował olśniewający prospekt na olejek na porost włosów Popinota, krzątał się około anonsów i reklamowania go w prasie: toteż, zaproszono go na słynny bal, wydany przez Cezara Birotteau, w grudniu 1818. Andoche Finot był już wówczas w stosunkach z Feliksem Gaudissart, który właśnie zalecił go młodemu Anzelmowi jako pośrednika i reklamistę pierwszej klasy. Wszedł w skład redakcji Kurjera teatralnego i uzyskał wystawienie sztuki w Gaité (Cezar Birotteau). W 1820 wydawał mały dzienniczek teatralny, którego redakcja mieściła się przy ul. du Sentier, i t. d.

I Balzac nie gubi się w tem nigdy; zaledwie czasem zdarza mu się jakaś drobna nieścisłość w ubocznym szczególe.

Bo też od tej chwili pisarz żyje jak w halucynacji. Wciela się tak w swoje postacie, że stają się dlań rzeczywistsze, niż samo życie. Dziesiątki anegdot świadczą o tem. „Czy wiesz z kim żeni się Feliks de Vandenesse? — mówi z ożywieniem Balzac wpadając do siostry. — Z panną de Granville; robi wyborną partję, Granvillowie są bogaci, mimo że panna de Bellefeuille szarpnęła mocno tę rodzinę”. Jednego dnia, Juljusz Sandeau, wróciwszy z podróży, mówił mu o chorobie swej siostry; Balzac słuchał go jakiś czas, poczem przerwał:„Wszystko to pięknie, drogi przyjacielu, ale wróćmy do rzeczywistości ; mówmy o Eugenji Grandet".

Akcja utworów składających się na Komedję ludzką rozgrywa się między rokiem 1815 a 1848, czyli obejmuje epokę Restauracji i Ludwika Filipa, epokę, na którą pisarz patrzał własnemi oczami. Parę zaledwie powieści sięga dalej wstecz (np. Szuanie, Ciemna sprawa ). Ale, opowiadając przeszłość bohaterów i wywodząc ich genealogię — a robi to zawsze — Balzac raz po raz czyni wypady poprzez Rewolucję i Napoleona aż w dobę dawnej monarchji.

Lata 1815‑1848, po ukończeniu okresu wojen, są epoką tworzącej się nowoczesnej Francji, szybko postępującego amalgamatu wszystkich warstw: przeżytków dawnej monarchji, powracających z Restauracją Burbonów, nowego legitymizmu, frondy orleańskiej, rewolucji, Napoleonizmu, rozbitków wielkiej armji i rodzącej się epoki mieszczaństwa wraz z kształtującą się masą ludową. Trzeba przyznać, że, jak dla obserwatora i naturalisty społeczeństwa, Balzac zjawił się w szczęśliwej chwili! Urodzony z samym końcem XVIII wieku, mający jeszcze — przez zetknięcie z naocznymi świadkami — czucie z tradycją dawnej monarchicznej Francji, chłonący uchem pacholęcia echa fanfar Napoleońskich, patrzący na Restaurację, na rewolucję lipcową, wreszcie na tryumfalne apogeum epoki mieszczańskiej uosobionej w rządach Ludwika Filipa, Balzac czuł i rozumiał wszystkie współczesne prądy, mógł śledzić niejako in statu nascendi wszystkie te połączenia chemiczne z których wytworzyło się nowożytne społeczeństwo. Toteż, dzieło jego jest wiernem odbiciem tego rodzącego się nowego świata: tego rozpętania wszystkich sił, ambicji, otwarcia szranków dla wszystkich zapaśników, bez ograniczeń i hamulca; tego wyścigu do władzy, znaczenia, dobrobytu: wyścigu, w którym wszystkie środki są równie dobre, a raczej, w którym, wśród załamania się dawnych wierzeń i świętości, i środki i cele streszczają się w jednem słowie: PIENIĄDZ.

Balzac staje się poetą pieniądza ; możnaby powiedzieć, że on go wymyślił, stworzył. Balzac widzi w nim to, czem jest w istocie w życiu, czem stał się zwłaszcza w nowożytnem społeczeństwie: przemożną, symboliczną niemal siłę, fluid przenikający wszystko, wciskający się wszędzie, czynnik kształtujący największe i najdrobniejsze sprawy, niezbędny do zrozumienia życia i ludzi. Stąd ta drobiazgowa troska, z jaką notuje co do centyma stan posiadania swoich bohaterów; stąd ten zawrotny taniec miljonów, stanowiący konkluzję każdej niemal jego powieści. Pieniądz jest dla Balzaka nicią Arjadny: prowadzi go nieomylnie w labiryncie zawiłego gmachu nowożytnego społeczeństwa, daje mu wyczuć związki pomiędzy pałacem a rynsztokiem, Paryżem a prowincją. Pieniądz, jako motyw artystyczny, to jeden z tysiąca szczegółów, dziś tak spospolitowanych iż wogóle nie przychodzi na myśl że ktoś je pierwszy zaobserwował, a będących niepodzielną prawie zdobyczą Balzaka.

 

Nie znaczy to, aby pieniądz nie odgrywał roli w dawnej literaturze. W iluż komedjach Moliera wszystko kręci się koło niego! Ale dotąd był on abstrakcją, „złotem“. Tu mamy pieniądz w całym drobiazgowym realizmie jego materjału, jego powstawania, krążenia. Pieniądz bankiera, lichwiarza, rolnika, aferzysty, kupca, — tysiąc sposobów zdobywania go, tysiąc sposobów wydawania.

Ile stanów, ile odcieni! Dwaj starzy „poczciwcy”: ex-jakobin Goriot, spekulujący niegdyś na żywności i wierny rojalista Ragon, właściciel handlu z perfumami; następca Ragona, Birotteau, ginący typ skromnego jeszcze mieszczaństwa wzrosłego w dawnych tradycjach, i następca Cezara Birotteau, parwenjusz Crevel, symbol tryumfującego mieszczaństwa z epoki Ludwika Filipa. Armja Napoleońska od bohaterów do szumowin; a jak mistrzowską ręką narysowane przejścia od jednej do drugiej roli! Toż samo wszystkie profesje, zawody, artyści, finanse, polityka etc. Do dziś — mimo iż Zola w swoich Rougon-Macartach podjął niejako „zmodernizowanie” dzieła Balzaka — nie ma lepszego przewodnika w wielkiej puszczy życia!

Toż samo przemysł, rolnictwo. Ten człowiek o wzroku czarownika widzi w każdym najdrobniejszym fakcie nieskończone perspektywy uogólnień, zależności. Widzi związki pomiędzy upadkiem Napoleona a przesileniem w przemyśle szmuklerskim; między szczęśliwą miłością a wzrostem rachunku praczki.[ 4 ] Nic go nie omami, nie gardzi żadnym płaskim napozór szczegółem!

Ale pieniądz, to, ostatecznie, środek, narzędzie. Dwie prawdziwe dźwignie nowoczesnego świata to inteligencja i wola. Dzieło Balzaka kipi inteligencją, wszelkiemi jej odmianami; od inteligencji uczonego, zmagającego się ze swą myślą na zimnem poddaszu, aż do inteligencji zbrodniarza idącego na przełaj poprzez prawa i barjery społeczne. Możnaby rzec, że czasem aż za wiele tej inteligencji spala się w jego epopei, że zbyt hojnie obdzielił swoje społeczeństwo bogactwem własnego mózgu! Myśl u niego przenika wszystko, wyziera ku nam z każdej fizjognomji, z każdego sprzętu. Oglądane pod pewnym kątem, dzieło Balzaka nabiera jakgdyby mitologicznego charakteru; stwarza większe i mniejsze, złe i dobre bóstwa, personifikujące każdy rys życia społecznego, tak jak Grecy stwarzali je dla każdej rzeki i każdego źródła.

A świat ambicji, w iluż wyraża się egzemplarzach, a każdy jakże odmienny! Od wielkiej ambicji do małych próżnostek, śmiesznych dla widza, ale dla „pacjenta” tragicznych i bolesnych. A świat kobiet! i tu znowuż wszystkie pozycje, stany, wieki. Nawiasem mówiąc, to, że kobieta ma wiek , to też jest poniekąd „wynalazek” Balzaka; przedtem „kochanka” w powieści była zazwyczaj konwencjonalnym wzorem młodości i urody. Ten wynalazek zapewnił tryumf jednej z najsłabszych powieści Balzaka, dzięki jej szczęśliwemu tyułowi: Kobieta trzydziestoletnia . A Balzac, ów wychowanek pani de Berny, miał odwagę posunąć analizę kobiety-kochanki aż do czterdziestu pięciu i dalej!

A wszystkie te działy przenikają się wzajem, zczepiają się splotem interesów, namiętności, uczuć. Miłość u Balzaka nigdy nie jest czemś wyosobnionem, ale głęboko zrośnięta jest z tysiącem względów społecznych, towarzyskich, finansowych. Z wyłącznego przedmiotu powieści, Balzac, widząc w niej potężną dźwignię, sprowadza ją do tej arcy-ważnej, ale nie tak ekskluzywnej roli, jaką w istocie odgrywa w społeczeństwie. Wyzbywa się ona swej wyłączności arystokratycznej; jest najściślej związana z całokształtem nowoczesnego życia, jego walk, matactw i próżności. Miłość, aż nazbyt często, z celu staje się środkiem. Równocześnie, obserwator, który za zadanie postawił sobie odmalowanie wiernego obrazu społeczeńśtwa, musiał sobie uświadomić, że zdolność do bezwzględnej miłości, ten geniusz serca , jest równie rzadkim jak wszelki inny geniusz, a to, co w świecie ma obieg pod mianem miłości, to tylko gruby i mniej lub więcej zanieczyszczony aljaż. Ten świat uczuć mięszanych, złożonych, jest światem, jaki z niezrównanem mistrzostwem i prawdą kreśli Balzac; a nieustanna gra tych elementów: zmysłów, próżności i pieniądza, występujących we wszystkich możebnych kombinacjach i splatających się wciąż niby w ironiczne trjolety, nadaje jego dziełu jemu tylko właściwy i osobliwie niepokojący charakter. To nowe, tak przeciwne koncepcji romantycznej ujęcie miłości, było jednym z jego najbardziej „rewolucyjnych” czynów. Ba, czasem — i to jest może najwyższy jego tryumf jako powieściopisarza — odważa się zupełnie prawie usunąć ją z powieści! ( Cezar Birotteau i i.).

Jedną z cech balzakowskiego ujęcia świata jest to, że nigdy powieść jego nie rozgrywa się wyłącznie na jednem terenie. Prawie zawsze daje przekrój społeczny, od szczytów aż do nizin; daje związki i zależności faktów, których to związków w życiu zwykle nie widzimy, ale które niemniej istnieją. A dzięki wspaniałej wyobraźni Balzaka, to ujęcie świata rozsnuwa się — nie tracąc prawie ani na chwilę realnego gruntu pod nogami, — w horyzonty czarodziejskiej baśni. Losy Lucjana de Rubempré ( Stracone złudzenia etc.) stają się punktem, z którego Balzac otwiera nam perspektywy na świat przywileju i bogactwa i na świat zbrodni i nędzy; na świat myśli i na świat miłości; aż wreszcie, w pamięci naszej, historja owa odciska się głębią udramatozywanego odwiecznego mitu o pakcie Szatana z człowiekiem...

Kiedy zdołał Balzac przy swoim klasztornym niemal trybie życia zebrać tak olbrzymie bogactwo dokumentów ludzkich? Trzeba przypuścić, że posiadał on dar nietylko obserwacji, ale wręcz wizji , że z jednego rysu, z paru słów, odtwarzał z nieomylną trafnością i plastyką całokształt człowieka, grupy społecznej, stanu duszy. Pamiętajmy zresztą, iż, zwłaszcza w pierwszym okresie życia, mógł poznać go sporo i dobrze. Trzy lata praktyki u adwokata ukazało mu niejedną podszewkę Paryża. Potem lata nieudanych przedsiębiorstw, walk finansowych; pierwsze kroki w świecie literackim, sukcesy i zawody światowe. Paryż znał ze wszystkich stron, ze wszystkich fizjognomji, na wylot. Umiał zresztą jak nikt „interwiewować”, wydobywać z każdego to, co mu było potrzebne. Parę godzin rozmowy ze słynnym Vidokiem, ex-złodziejem który stał się naczelnikiem policji paryskiej, dało mu materjał do Vautrina. W pani de Berny znalazł skarbnicę wspomnień dawnej monarchji; księżna d’Abrantès, autorka słynnych pamiętników, stała mu się żywą tradycją napoleońską; księżna des Castries wprowadziła go w świat arystokratycznych subtelności, w którym zresztą nigdy nie czuł się bardzo pewnie. W czasie długich pobytów na prowincji informuje się, poznaje najdokładniej geografję i historję lokalną, wchodzi w życie każdej miejscowości.

Z tego zupełnie odrębnego (w stosunku do innych powieści) charakteru dzieła Balzaka wynika i stosunek jego do czytelnika. Trzeba to wciąż pamiętać: dzieło Balzaka poczęło się w jego mózgu jako całość, i jako całość jest skomponowane. Każdy utwór, nieraz kilkotomowa powieść — jest tylko epizodem, jedną z poszczególnych grup olbrzymiej płaskorzeźby, który przedstawia kłębienie się i zmaganie rodzącej się współczesności: ludzi, rzeczy i idei. Niejeden utwór, brany jako pojedyncza powieść lub opowiadanie, uderza wskutek tego brakiem proporcji: szerokość ram, wstępne wywody, drobiazgowe opisy, rozsadzają nieraz nikłą fabułę; daleko promieniujące refleksje, patos ujęcia razi ciężkością i brakiem smaku; wielu działającym osobom brakuje, na pozór, plastyki i charakteru, mnóstwo szczegółów wydaje się zbytecznym balastem. Ale kiedy cierpliwie, rys po rysie, tom po tomie, czytelnik przyswoi sobie dobrze wszystkie ogniwa, kiedy zżyje się z tym światem niemającym podobnego sobie w literaturze, a następnie, oddaliwszy się nieco, ogarnie myślą potężną całość, wówczas zrozumie wszystko, i, wróciwszy na nowo do Balzaka, z nowem zupełnie pogłębieniem i rozkoszą zacznie się weń wczytywać. Odkrywa wówczas nowe związki, rysy, których wprzód nie zauważył, wchodzi w ten świat, nie może już żyć w innym. „Konsekwentne studjowanie Balzaka — powiada Oskar Wilde — przemienia naszych przyjaciół w cienie, znajomych w cienie cieni..” Balzac stał się tem dla powieści, czem Molier dla komedji. Nie stworzył jej, oczywiście; istniała i przed nim; ale z rodzaju „podrzędnego” wysunął ją na czoło twórczości literackiej, uczynił z niej najsprawniejsze narzędzie wypowiedzenia się nowoczesnego pisarza, nadał jej nieznany wprzódy rozmach, wnikliwość, i nieskończenie rozszerzył jej sferę. A sprawił to potężnem tchnieniem życia, tchnieniem realizmu . Tak samo jak Molier; tak: tylko realizm Moliera nie wystarczał, nie mógł wystarczyć na wyrażenie epoki Balzaka. W literaturze doby klasycznej dominuje człowiek i uczucia: w ustroju po-Rewolucyjnym występują na pierwszy plan społeczeństwo, układ jego sił i splot interesów. Otóż, o ile dla konfliktu ludzi i uczuć najsposobniejsza jest forma dramatyczna, o tyle też same konflikty, nie wyosobnione z potocznego życia, ale ujęte na jego tle, we wszystkich z nim związkach, wymagały nowej formy, powieści: ale powieści takiej, jak ją rozumiał Balzak i jak ją przekazał swoim następcom.