Jestem już normalna?

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział piętnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewiętnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Rozdział dwudziesty trzeci

Rozdział dwudziesty czwarty

Rozdział dwudziesty piąty

Rozdział dwudziesty szósty

Rozdział dwudziesty siódmy

Rozdział dwudziesty ósmy

Rozdział dwudziesty dziewiąty

Rozdział trzydziesty

Rozdział trzydziesty pierwszy

Rozdział trzydziesty drugi

Rozdział trzydziesty trzeci

Rozdział trzydziesty czwarty

Rozdział trzydziesty piąty

Rozdział trzydziesty szósty

Rozdział trzydziesty siódmy

Rozdział trzydziesty ósmy

Rozdział trzydziesty dziewiąty

Rozdział czterdziesty

Rozdział czterdziesty pierwszy

Rozdział czterdziesty drugi

Rozdział czterdziesty trzeci

Rozdział czterdziesty czwarty

Rozdział czterdziesty piąty

Rozdział czterdziesty szósty

Rozdział czterdziesty siódmy

Zakończenie

Podziękowania

Rozmowa z Holly Bourne

Przypisy

Tytuł oryginału: AM I NORMAL YET?

Przekład: MARTA FABER

Redaktor prowadzący: ANNA KUBALSKA

Redakcja: MILENA SCHEFS

Korekta: MARTA STEC, JOLANTA SPODAR

DTP: Studio 3 Kolory

Text © Holly Bourne, 2015

Author photo © L. Bourne, 2017

Cover design reproduced by permission of Usborne Publishing Limited. Copyright © 2015 Usborne Publishing Ltd.

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.,Warszawa 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

Wydanie I

ISBN 978-83-8154-049-0

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

Al. Jerozolimskie 94, 00-807 Warszawa

Tel. +48 22 379 85 50, Faks: +48 22 379 85 51

e-mail: wydawnictwo@zielonasowa.pl www.zielonasowa.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Dla mamy i taty (znowu) za to, że dzięki nim jestem silna.

.

DZIENNICZEK ZDROWIENIA

normalności

Data: 18 września

Zeszłam z dawki

40 mg!!!

Leki przyjmowane: Fluoxetin, 20 mg

Myśli i uczucia: Czy jestem już normalna?

Zadanie domowe:

• Dotknij brzegu kosza na śmieci i potem przez 10 minut nie myj rąk.

• Jedz trzy posiłki dziennie, a oprócz tego przekąski.

• Evie, świetnie ci idzie. Oby tak dalej!

Co? Gdzie moja

naklejka?!

Zadanie domowe Evie:

• Nikt w college’u nie może się o „tym” dowiedzieć.

• Zacznij normalne życie i nadrób ostatnie trzy lata.

• Normalna szesnastolatka =

* Szkoła

* Dobrzy znajomi (którzy cię nie zostawią, bo za bardzo ich wkurzasz)

* Chłopak? Może przynajmniej pierwszy pocałunek?

* Imprezy? Zabawa?

Rozdział pierwszy

Zaczęło się od imprezy.

To nie była taka sobie zwykła imprezka, tylko moja pierwsza randka. Rozumiesz, najpierwsza randka W ŻYCIU! Po tej całej beznadziei, w której byłam zanurzona, wreszcie poczułam się gotowa na chłopaków.

On nazywał się Ethan, lubił Smashing Pumpkins (cokolwiek to jest) i miał nawet lekki zarost. Podobałam mu się na tyle, że po zajęciach z socjologii zaprosił mnie na randkę. Do tego był zabawny. Jego maleńkie, ale urocze ciemne oczy wyglądały jak oczka fretki czy jakiegoś podobnego zwierzątka. Taka seksowna fretka. Grał i na perkusji, i na skrzypcach! Mimo że to kompletnie różne instrumenty. I...

Jejku, w co ja się ubiorę?

No dobrze, stresowałam się i ciągle o tym myślałam. Dopadał mnie nieustanny „myślostres”. Zachowywałam się dość żałośnie, ale ta randka tak wiele dla mnie znaczyła. Wreszcie robiłam coś NORMALNEGO. I uznałam, że dam radę. Oczywiście dokładnie wiedziałam, co na siebie założę. Przymierzyłam wszystkie możliwe zestawy i w końcu zdecydowałam się na obcisłe dżinsy, czarną górę i czerwony naszyjnik, czyli dokładnie na to, co wydawało mi się najbezpieczniejszym strojem na randkę.

Znowu będę normalną dziewczyną. Chciałam jakoś łagodnie powrócić do świata normalności.

Strój na randkę

Dżinsy = fajna, wyluzowana, taka jak wszyscy. I jasno pokazują, że-nie-pójdę-z-nim-od-razu-do-łóżka.

Czarny top = optyczne wyszczuplenie. Tak, wiem, co teraz myślisz, ale to nasza pierwsza randka, a przez te leki, które biorę, zrobiłam się trochę... puszysta.

Czerwony naszyjnik = aluzja do seksualności – na przyszłość. Za jakieś pół roku naszej znajomości, o ile będziesz grzecznym chłopcem, a ja będę gotowa na kolejny krok, ty wyznasz, że mnie kochasz, zapalisz świece i tak dalej..., co pewnie i tak się nigdy nie stanie.

...No i oczywiście, kiedy będziesz cały czyściutki i zrobisz test na choroby przenoszone drogą płciową.

Fajny i bezpieczny strój na randkę.

Evie, ubieraj się. Po prostu zakładaj kolejne elementy.

 

Tak zrobiłam.

***

Zanim przejdę do tego, jak poszła randka i że był to początek czegoś, ale nie związku z Ethanem, coś ci jeszcze opowiem. Domyślam się, że chcesz wiedzieć, jak się poznaliśmy, tak żebyś mogła się odrobinę wczuć w całą sytuację.

O rany! Już mi się wymsknęło, że nam z Ethanem nie wyszło.

No cóż, czy w ogóle można przeżyć wielki romans z chłopakiem o wyglądzie seksownej fretki?

Jak Evie poznała Ethana

College. Zaczęłam naukę w nowej szkole, w której tylko garstka osób znała mnie jako „tę dziewczynę, która ześwirowała”. Mimo że przedmioty kończące szkołę średnią przerabiałam głównie w systemie edukacji domowej, władze college’u pozwoliły mi uczęszczać na zajęcia na poziomie rozszerzonym, bo – o ile akurat nie przebywam w szpitalu psychiatrycznym – jestem całkiem bystrą osobą.

Na Ethana zwróciłam uwagę już na pierwszych zajęciach z socjologii. Przede wszystkim dlatego, że był jedynym chłopakiem w grupie. No i ze względu na jego seksowną fretkowatość oraz zarost.

Siedział w ławce przede mną, więc niemal od razu wymieniliśmy się spojrzeniami. Zerknęłam za siebie, żeby sprawdzić, komu tak intensywnie się przygląda. Nikogo tam nie było.

– Cześć, nazywam się Ethan. – Leciutko do mnie pomachał.

Odmachałam koniuszkami palców.

– Evelyn. Wszyscy mówią na mnie Evie.

– Evie, miałaś już kiedyś zajęcia z socjologii?

Spojrzałam na leżący przede mną na ławce, błyszczący nowością podręcznik, na jego grzbiet, nienaruszony otwieraniem i przerzucaniem kartek.

– Eee, nie...

– Ja też, ale słyszałem, że to banalny przedmiot. Łatwo zarobiona dobra ocena. Co nie? – Wyszczerzył się w uśmiechu, a w moich wnętrznościach zaczęły się dziać różne dziwne rzeczy. Poczułam, że muszę usiąść, ale przecież już chwilę wcześniej usadowiłam się na krześle, więc tylko się na nim niezręcznie pokiwałam i zachichotałam, by ukryć nagłą panikę. – Czemu wybrałaś te zajęcia?

Pytanie. Evie, umiesz odpowiadać na pytania. Uśmiechnęłam się i powiedziałam:

– Bo socjologia jest bezpieczniejsza niż psychologia...

Jejku... Myśl czasem!

Widziałam, jak jego twarz zmarszczyła się pod niesforną czupryną. Ethan podjął wysiłek zrozumienia usłyszanych słów.

– Bezpieczniejsza?

– Tak, no wiesz... – Próbowałam wyjaśnić, o co mi chodzi. – Ja... po prostu... nie chciałam uczyć się o kolejnych koncepcjach...

– Koncepcjach?

– Łatwo się wszystkim przejmuję.

– Jakiego typu koncepcje masz na myśli? – Z zainteresowaniem, a może tylko zdezorientowany, pochylił się nad ławką.

Wzruszyłam ramionami i zaczęłam się bawić torebką.

– Na psychologii trzeba się uczyć o tym wszystkim, co może działać nie tak w twoim mózgu – powiedziałam wreszcie.

– I co z tego?

Powróciłam do miętoszenia torebki.

– No, to może człowieka zmartwić. Słyszałeś kiedyś o czymś takim jak apotemnofilia?

– Apote... co? – zapytał z niedowierzaniem i ponownie szeroko się uśmiechnął. Ten uśmiech...

– Apotemnofilia. Pewnego poranka budzisz się i jesteś przekonany, że nie powinieneś mieć dwóch nóg. Nagle zaczynasz nienawidzić tej nogi, której nie chcesz mieć, i marzysz, żeby ci ją amputowali. Część chorych nawet udaje, że jest po amputacji. A jedynym sposobem wyleczenia tej choroby jest nielegalne usunięcie kończyny. Można na to zachorować najwcześniej wtedy, gdy ma się dwadzieścia kilka lat. Ty możesz zachorować albo ja. Nawet jeszcze o tym nie wiemy. Możemy jedynie mieć nadzieję, że zawsze będziemy emocjonalnie przywiązani do naszych rąk i nóg. Dlatego właśnie socjologia wydaje mi się bezpieczniejsza.

Ethan roześmiał się głośno, a wszystkie dziewczyny się odwróciły i zaczęły się nam przypatrywać.

– Evie, coś czuję, że socjologia z tobą mi się spodoba. – Szelmowsko przechylając głowę, puścił do mnie oczko.

Poczułam, że moje serce zaczyna gwałtownie łopotać, ale nie tak jak dotychczas, jak skrzydełka owada, który znalazł się w potrzasku. W nowy, przyjemny sposób.

– Dzięki.

Do końca zajęć Ethan nie odrywał ode mnie wzroku.

I tak właśnie się poznaliśmy.

Przyglądałam się sobie w lustrze. Najpierw z bliska, z nosem przy tafli szkła. Potem cofnęłam się i spojrzałam ponownie. Zamykałam oczy i otwierałam je gwałtownie; próbowałam zaskoczyć samą siebie, żeby móc obiektywnie ocenić, jak wyglądam.

Było nieźle. Moje lustrzane odbicie nie zdradzało, jak bardzo się denerwuję.

Brzęk komórki wywołał lekkie trzęsienie ziemi w moim sercu.

Hej, jestem w pociągu. Nie mogę się doczekać spotkania. X

Jechał. To się działo naprawdę. Na ekranie telefonu zobaczyłam, która godzina, i zaczęłam panikować. Miałam siedem minut na wyjście z domu albo się spóźnię. Zgarnęłam rzeczy do torebki i pobiegłam do łazienki, żeby jeszcze umyć zęby i ręce.

Skończyłam mycie. I wtedy to się stało.

ZŁA MYŚL

Czy dokładnie umyłaś ręce?

Niemal zgięłam się wpół. Tak jakby ktoś nagle dźgnął mnie drutem w żołądek.

Nie, nie, nie!

I oto pojawiła się kolejna.

ZŁA MYŚL

Lepiej umyj je ponownie. Po prostu żeby mieć pewność.

Tym razem faktycznie zgięłam się na pół, przytrzymując się rękami brzegu umywalki. Sarah mnie uprzedzała, że gdy zmniejszę dawkę leku, uporczywe, nękające myśli mogą się pojawiać. Powiedziała, że powinnam się tego spodziewać, ale że to jest w porządku, bo teraz znam już metody radzenia sobie z tymi natrętami w mojej głowie.

Mama zapukała do drzwi. Prawdopodobnie, choć tego nie mówiła, kontrolowała mój czas – powyżej pięciu minut w łazience było dla niej powodem do alarmu.

– Evie?

– Tak, mamo? – odpowiedziałam jej, wciąż zgięta nad umywalką.

– Wszystko w porządku? O której wychodzisz na imprezę?

Powiedziałam mamie tylko o imprezie. Nie o randce. Im mniej informacji, tym lepiej. Rose, moja młodsza siostra, wiedziała, ale przysięgła trzymać język za zębami.

– Wszystko dobrze. Już wychodzę z łazienki.

Słyszałam jej oddalające się korytarzem kroki. Powoli zrobiłam głęboki wydech.

Logiczna myśl

Evie, jest OK. Nie musisz znowu myć rąk.

Dopiero co to zrobiłaś. No dalej, podnieś się.

Niczym dobrze wyszkolony żołnierz wyprostowałam się, a gdy złe myśli już odeszły, ze spokojem przekręciłam zamek w drzwiach.

ZŁA MYŚL

Och, to wraca.

Rozdział drugi

Po posępnym lecie z siąpiącym deszczem wrzesień zachowywał się przyzwoicie. Kurtka, którą przewiesiłam przez ramię, kołysała się lekko, gdy szłam w stronę stacji. Było jeszcze jasno i ciepło. Dzieciaki na rolkach jeździły po chodnikach, a rodzice popijali wieczorne piwko w przydomowych ogródkach.

Nieziemsko się denerwowałam. Chciałam uniknąć spotkania sam na sam, ale zdrajczynię, czyli Jane, podwoził na imprezę złodziej przyjaciółek... niejaki Joel.

– Nie jestem ci do niczego potrzebna. Możesz sama odebrać go ze stacji. – Głos Jane był cukierkowo słodki. – Zachowujesz się troszkę... niedojrzale?

Szczerze mówiąc, uważałam, że o większej niedojrzałości świadczy to, co ostatnio zrobiła Jane. W akcie buntu przeciw swoim świetnym, supermiłym rodzicom przefarbowała włosy z naturalnego blond na kruczoczarny. A jednak nie podzieliłam się z nią tą opinią. Podczas tej rozmowy nie chciałam widzieć, jak protekcjonalnie mruży obwiedzione konturówką oczy, więc wpatrywałam się w swoje stopy.

– Tak sobie pomyślałam, że byłoby fajnie, gdybyśmy razem zjawili się na imprezie. Ty i Joel. Ja i Ethan. Rozumiesz, jako grupa.

– Skarbie, on będzie chciał być z tobą sam. Zaufaj mi.

Kiedyś ufałam Jane...

Dawniej ufałam własnej ocenie sytuacji.

I swoim myślom.

Wszystko się zmienia.

A dzisiaj tak wiele się działo.

A jeśli Ethan uznałby, że nie przyjedzie? Co, jeśli byłaby to najgorsza noc w moim życiu? Co, jeśliby się domyślił, że jestem stuknięta, i przestałby się mną interesować? Co, jeśli już nigdy nie znajdę nikogo, kto by ze mną wytrzymał? Tak, czułam się coraz lepiej, ale wciąż byłam, no cóż... sobą.

Cały czas miałam w głowie to, co Sarah powiedziała mi o randkach.

Co Sarah powiedziała o randkowaniu

– Mam randkę – oznajmiłam.

Siedziałam w jej gabinecie na moim ulubionym krześle. W rękach obracałam pluszowego króliczka. Sarah prowadziła także terapię rodzin, więc gdy mówiła coś, co mi się nie podobało, mogłam do woli miętosić wiele różnych zabawek.

Nie da się zaskoczyć terapeuty. Przychodziłam tu od dwóch lat i już na początku naszych spotkań się o tym przekonałam. Tym razem jednak Sarah wyprostowała się w wielkim, skórzanym fotelu.

– Randkę? – zapytała neutralnym, terapeutycznym głosem.

– W ten weekend. Zabieram go na domówkę. – Maskotka w moich rękach kręciła się coraz szybciej, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu. – To chyba nie jest taka prawdziwa randka. Chodzi mi o to, że nie będzie świec ani płatków róż, ani niczego w tym stylu.

– I z kim ta randka?

Sarah – tak jak miała w zwyczaju, gdy powiedziałam coś, co ją zainteresowało – robiła zapiski w swoim notesie formatu A4. Gdy wyjmowała długopis, czułam się tak, jakby to było jakieś osiągnięcie.

– Z Ethanem. Mamy razem zajęcia z socjologii.

– A jaki jest Ethan?

Poczułam motyle w brzuchu, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy.

– Gra na perkusji. I myśli, że mógłby być marksistą. Uważa, że jestem zabawna. Wczoraj tak powiedział: „Evie, jesteś taka zabawna”. I...

Sarah weszła mi w słowo. Czas na klasyczne pytanie:

– I jak się z tym czujesz, Evelyn?

Westchnęłam i zaczęłam zastanawiać się nad odpowiedzią.

– Dobrze.

Długopis ponownie został wprawiony w ruch.

– Dlaczego dobrze? Jak myślisz?

Wrzuciłam pluszaka z powrotem do kosza z zabawkami i wyprostowałam się, próbując znaleźć odpowiednie słowa.

– Nigdy nie sądziłam, że mogę się spodobać jakiemuś chłopakowi... Chyba o to chodzi. Z tym wszystkim tutaj... – Popukałam się w głowę. – Fajnie byłoby mieć chłopaka, spotykać się z kimś, tak jak wszyscy... – kończyłam coraz słabszym głosem.

Sarah zmrużyła oczy, a ja przygotowałam się na to, co za chwilę nastąpi. Przez ostatnie dwa lata nauczyłam się, że zaraz padnie pytanie prosto z mostu.

– To miłe, ale czy uważasz, że obecnie jest to dla ciebie wskazane?

W sekundę się we mnie zagotowało. Poderwałam się z krzesła.

– Czy ja nie mogę mieć nic normalnego w życiu? Chyba widzisz, że radzę sobie dużo lepiej? Biorę coraz mniejszą dawkę leku. Codziennie chodzę do college’u. Mam dobre stopnie. W zeszłym tygodniu włożyłam nawet rękę do kosza. Nie mów, że nie pamiętasz?!

Opadłam na krzesło. Wiedziałam, że mój dramatyczny wybuch nie wywoła u niej jakichkolwiek emocji. Nie myliłam się – Sarah była tak spokojna jak wcześniej.

– Evie, to normalne, że chcesz czegoś normalnego. Nie odmawiam ci tego ani nie mówię, że nie możesz iść na randkę czy że nie powinnaś tego robić, ale...

– I tak nie możesz mnie powstrzymać. Jestem wolnym człowiekiem.

Cisza. Kara za to, że jej przerwałam.

– Evie, chcę tylko powiedzieć, że radzisz sobie świetnie. Zresztą sama tak stwierdziłaś. – Stuknęła długopisem w notes i zaczęła mówić bardziej ironicznie, pół żartem, pół serio. – Jednak związki nie są łatwe. A zwłaszcza te z nastoletnimi chłopcami. Sprawiają, że zaczyna się za dużo myśleć, wszystko w kółko analizować i źle się czuć ze sobą. I nawet najnormalniejsze – ułożyła palce w znak cudzysłowu – dziewczyny mają wrażenie, że zaraz zwariują.

Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, co usłyszałam.

– Chcesz przez to powiedzieć, że przez Ethana znowu poczuję się gorzej? Że on się mną tylko zabawi?

– Nie. Chodzi mi o to, że i u chłopców, i u dziewczyn związki wywołują dużo frustracji. Po prostu chcę mieć pewność, że jesteś wystarczająco silna, by sobie z tym poradzić mimo tego wszystkiego, z czym się zmagasz.

Skrzyżowałam ręce.

– I tak pójdę na tę randkę – obwieściłam.

Na stację miałam kawałek. Słońce powoli zachodziło na atramentowofioletowym niebie. Tu, gdzie mieszkam, widać mnóstwo nieba. Większość zabudowań to wolno stojące domy z dużymi, przestronnymi ogrodami. W centrum miasteczka jest Starbucks i Pizza Express, kilka pubów i wszystkie typowe usługi, ale i tak jest to jedynie wysepka zgiełku na rozległym oceanie przedmieść.

 

Ethan przysłał mi kolejnego SMS-a, tym razem z informacją, o której jego pociąg ma przyjechać. Mieszkał kilka miasteczek dalej. Dokładnie dziewiętnaście minut jazdy pociągiem ode mnie.

ZŁA MYŚL

A jeśli w pociągu Ethan będzie się trzymał poręczy?

A jeśli ktoś, kto ma norowirusa, kichnął na swoje ręce, a potem trzymał się tej samej poręczy, której później będzie dotykał Ethan?

A jeśli Ethan będzie trzymał mnie za rękę?

Jeszcze nic się nie stało, a już rozłożyło mnie to na łopatki. Randka wywołała mnóstwo całkiem nowego bałaganu w mojej głowie. Oczywiście, jeśli chodzi o mój mózg, nie mógł to być „normalny” bałagan.

O co, jak sądzę, normalnie można się

martwić przed pierwszą randką

• Czy będę się czuła niezręcznie?

• Czy mu się spodobam?

• Jak wyglądam?

• Czy on mi się spodoba?

Przez cały dzień, w cyklicznej karuzeli nerwicy, zamartwiałam się tym wszystkim, ale oczywiście miałam dodatkowo te beznadziejne myśli o głupich, kretyńskich bakteriach. Jak, do cholery, codziennie.

Nie chciałam się teraz na tym skupiać, więc zaczęłam odtwarzać w głowie to, jak umówiliśmy się na naszą pierwszą randkę.

Jak Ethan i Evie umówili się

na pierwszą randkę

Kiedy Ethan zjawił się na naszych drugich wspólnych zajęciach, wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.

– Cześć – powiedziałam nieśmiało, gdy usiadł na swoim miejscu.

– Zespół obcej ręki – rzucił w moją stronę, zawadiacko kiwając mi głową na powitanie.

– Że co?

– Coś nowego, czego możesz się bać. Zespół obcej ręki.

Pamiętał naszą rozmowę! I zadał sobie trud poszukania czegoś! Uśmiechnęłam się szeroko i zapytałam:

– Czyżby? A niby co to takiego?

Moment... CO TO, DO CHOLERY, JEST TEN ZESPÓŁ OBCEJ RĘKI? MOGĘ SIĘ TYM ZARAZIĆ?

– To coś naprawdę dziwacznego. – Ethan zaczął szaleńczo wymachiwać rękami. – Takie schorzenie neurologiczne, przy którym ręka ma tak jakby własny mózg i robi różne dziwne rzeczy, niezależnie od tego, co każe jej głowa. – Chwycił się za gardło i udawał, że chce się udusić.

– Co? Tak jak niekontrolowane ruchy rąk? – spytałam, próbując rozjaśnić ciemność w swojej głowie.

Ethan przebierał palcami tuż przed moją twarzą, a ja śmiałam się nerwowo.

– Może, ale w przypadku zespołu obcej ręki można na przykład uderzyć przypadkową osobę lub zrzucić coś na podłogę, a nawet kogoś naprawdę udusić. Popatrz, pokażę ci.

Wyciągnął komórkę i załadował filmik na YouTubie, upewniwszy się najpierw, że nauczycielki socjologii jeszcze nie ma w sali. Pochylił się w moją stronę, tak żebyśmy mogli oglądać razem. Nigdy wcześniej twarz chłopca nie znalazła się tak blisko mojej. Poczułam, jak panikuję, ale było to miłe uczucie. Z trudem skupiłam się na wideo.

Pierwsza oderwałam wzrok od ekranu i wyjęłam z torby podręcznik.

– Nie wierzę. To nie może być prawda.

Nie chciałam w to uwierzyć.

– Serio.

– Jak można na to zachorować?

Ethan wsunął telefon do kieszeni.

– Przeważnie to efekt uboczny operacji na padaczkę.

Westchnęłam z ulgą.

– Och, na szczęście w moim wieku padaczka się już nie ujawnia.

Ethan parsknął śmiechem. Dokładnie w tym momencie do sali weszła nasza nauczycielka i go uciszyła.

Zaczęła się lekcja. Profesorka przechadzała się przed tablicą interaktywną i opowiadała o ideologii marksizmu oraz o funkcjonalizmie. Ethan trącił mnie pod ławką. Podniosłam wzrok znad stolika i spojrzałam na niego. Przez pewien czas intensywnie patrzył mi w oczy, potem wycofał się, znikając pod burzą włosów, a na jego okrągłej twarzy z dołeczkami pojawił się uśmieszek.

Najlepsza zabawa na świecie! Trącenie – spojrzenie. I jeszcze raz: trącenie – spojrzenie. Na całym ciele czułam gęsią skórkę, a głos nauczycielki stał się zaledwie dźwiękiem w tle.

Przez całe zajęcia nie miałam ani jednej złej myśli.

Na następne zajęcia byłam dobrze przygotowana.

– Zespół Capgrasa – wypaliłam, zanim Ethan zdążył usiąść.

Odrzucił ręce do tyłu.

– Ej, ja też coś mam. Chcę powiedzieć pierwszy.

– Nie, najpierw ja – naciskałam.

– No dobrze. Co to takiego ten zespół Capgrasa?

– Jak na to zachorujesz – przybrałam autorytatywny ton – nagle zaczynasz być przekonany, że ktoś z twoich bliskich, na przykład mąż lub siostra, został podmieniony przez jakiegoś oszusta, który wygląda identycznie jak ta bliska ci osoba.

– Jej, niemożliwe...

– No właśnie.

– Jak coś w rodzaju złego bliźniaka?

– Chyba tak.

– Ale czad.

– Tak. – Sprawdziłam już to zaburzenie w Google’u. Nie byłam w grupie wysokiego ryzyka zachorowania.

Ethan cisnął swoją torbę na podłogę i wyciągnął się na krześle.

– Łaknienie spaczone – rzucił.

– Eeee... co takiego?

– Łaknienie spaczone, inaczej pica. To takie zaburzenie odżywiania, kiedy zjada się niejadalne przedmioty, które nie mają żadnych właściwości odżywczych: kamienie, laptopy i tego typu rzeczy. Jest się kompulsywnie głodnym. Wychodzi się ze szpitala i zaraz do niego wraca, bo znowu się najadło czegoś, czego jeść nie można.

Już miałam się odezwać, ale Ethan mnie powstrzymał.

– Nie bój się. Raczej na to nie zachorujesz. To ma związek z autyzmem.

Radośnie pokiwałam głową.

– Zdrówko!

Uśmiechaliśmy się do siebie, ale znowu przerwała nam nauczycielka, która miała czelność nas czegoś uczyć.

Przez kilka kolejnych lekcji wymienialiśmy się nowymi zaburzeniami, które udało nam się wyszukać. Pewnego razu niespodziewanie Ethan zaczął wyglądać na zainteresowanego nauką. Nauczycielka opowiadała nam o odkryciu Karola Marksa, że bogaci nie traktują biednych sprawiedliwie. Przyglądałam się, jak Ethan bazgrze coś w notatniku. Też postanowiłam spróbować się skupić. Otworzyłam zeszyt i zaczęłam robić notatki.

Udawało mi się to do momentu, gdy Ethan przesunął swój zeszyt na moją ławkę i przeczytałam:

Umówisz się ze mną?

Zatkało mnie i do końca lekcji się uśmiechałam. W odpowiedzi napisałam tylko jedno słowo...

Może...

Dzwonek na przerwę. Wszyscy podnieśli się ze swoich krzeseł i zaczęli pakować torby.

– I jak? – zapytał, siadając na mojej ławce tuż przede mną. Był taki pewny siebie. To mi się w nim podobało.

– Co jak?

– Ten weekend? Evie, lubię cię, jesteś tak uroczo i pozytywnie zakręcona.

Zakręcona?! Przeszłam przez całe spektrum dziwactwa, a teraz on nazywa mnie zaledwie „zakręconą”!

W myśli przebiegłam moje plany na weekend.

– W sobotę idę na domówkę. Anna z mojego kursu powiedziała, że jej mama jest spoko i pozwala jej urządzać imprezy w domu. Pierwsza jest w ten weekend.

– Fajnie. Mogę przyjść? To znaczy, czy mogę pójść z tobą?

OJEJOJEJOJEJOJEJOJEJOJEJOJEJ!

– Jasne – odpowiedziałam, czując, jak podenerwowane zadowolenie pulsuje mi w żyłach.

– Super. A gdzie to jest?

Dotarłam na peron dwie minuty przed planowanym przyjazdem pociągu. Czekając, tupałam lekko stopą o nawierzchnię. Pozwoliłam sobie na bycie podekscytowaną. Czy się zakocham? Czy tak to się zaczyna? Czy już za pierwszym podejściem do randkowania udało mi się znaleźć miłego i seksownego chłopaka? Czy to karma nadrabia teraz tę całą beznadzieję ostatnich trzech lat?

Tak. Może... Do cholery, nie może, tylko tak!

Pociąg wjeżdżał na stację. Ethan był coraz bliżej. Wreszcie, chociaż ten jeden raz, moje życie było takie, jakie być powinno. Wyjątkowo szczęście się do mnie uśmiechnie.

Drzwi wagonu się otworzyły... Ethan pojawił się wśród tłumu wysiadających pasażerów, potknął o własne nogi i upadł, uderzając twarzą o ziemię. Z jego ręki wypadła i potoczyła się po chodniku dwulitrowa butelka cydru.

– Ja pierdolę – wrzasnął. Próbował się podnieść, ale ponownie się przewrócił, po czym przetoczył się na bok i zaczął rechotać na cały głos.

To nie powinno się wydarzyć.

Niepewnie zrobiłam krok w jego stronę. Pasażerowie rzucali nam krzywe spojrzenia i omijali nas.

– Ethan?

– HEJKA, EVIE! MUSISZ MI TROCHĘ POMÓC – wykrzyczał.

Wyciągnął ręce i oparł je na moich. Chwiałam się pod ciężarem jego ciała i próbowałam go dźwignąć. Powoli wracał do pozycji pionowej. Śmierdział cydrem, a może i odrobinę wymiocinami.

– Ethan... spiłeś się?

Ethan zatoczył się do tyłu, ale udało mu się wyhamować, złapać równowagę i nie przewrócić ponownie. Na jego twarzy zagościł uśmieszek dumnego z siebie chłopaczka.

– Nie martw się, skarbie. Jeszcze mnóstwo zostało dla ciebie. – Sięgnął do plecaka i wyciągnął z niego kolejną dwulitrową butelkę cydru. Była tylko do połowy pełna.

Wtedy uświadomiłam sobie, że Sarah mogła mieć rację.