Myrna Nazzour

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


WSTĘP

Z Myrną Nazzour spotkaliśmy się w Zembrzycach, w ośrodku rekolekcyjnym niedaleko Krakowa, w połowie maja 2014 roku. Była już wtedy w Polsce po raz trzeci. Ujął nas jej ciepły uśmiech oraz nagle i niespodziewanie „młodniejąca” twarz, kiedy zaczynała składać swoje niezwykłe świadectwo. Zresztą nie tylko my, ale także kilkaset zgromadzonych tam ludzi było pod wrażeniem jej pogodnego, pełnego miłości spojrzenia, ciepłego, szczerego głosu. Równie ciepły i serdeczny okazał się być przybyły wraz z nią jej mąż Nicolas.

Myrna doświadczyła pięciu Maryjnych objawień; 37 ekstaz, podczas których otrzymywała orędzia od Maryi i Jezusa; sześciokrotnej stygmatyzacji; z obrazka maryjnego, który był w jej domu, i z jej rąk oraz ciała wypływała oliwa; jednak prawdziwym sednem jej życia stało się głoszenie po całym świecie przesłania miłości i jedności w Kościele, świecie i w rodzinach. Jest osobą głęboko wierzącą, a jednocześnie bardzo pokorną, a liczne spotkania z ludźmi są dla niej spotkaniami z samym Chrystusem. I o tym wszystkim przeczytacie w książce, którą właśnie wzięliście do ręki. Miłej, a przede wszystkim owocnej lektury!

Rozdział 1
NIEZWYKŁA OLIWA

Wszystko zaczęło się w Damaszku niemal ćwierć wieku temu. 22 listopada 1982 roku osiemnastoletnia Myrna, czyli Mary Kourbet Al-Akhras po mężu Nazzour, wierna Kościoła greckomelchickiego (uznającego władzę katolickiego papieża), wraz z teściową udała się do domu swojej chorej szwagierki Layli. Mama Nicolasa, męża Myrny, który był chrześcijaninem obrządku greckoprawosławnego, w każdą środę chodziła na nabożeństwo.

– Lubiłam z nią chodzić, choć Nicolasowi to się nie podobało. Mówił, że to strata czasu – opowiadała nam Myrna.

Layla też im często towarzyszyła, a że tym razem z powodu bólu kręgosłupa pójść z nimi nie mogła, to grupa kobiet postanowiła pomodlić się u niej w domu, przy jej łóżku. Jak postanowiły, tak zrobiły. Modliły się już dobrą chwilę, kiedy wydarzyło się coś przedziwnego. Na rękach Myrny nagle i niespodziewanie pojawiła się jakaś gęsta i tłusta ciecz, jakaś... oliwa.

– Zdziwiłam się i przestraszyłam. Jednak ci, którzy mnie otaczali, stwierdzili, że to łaska Boża. Ścierali mi z rąk tę oliwę, nacierali nią swoje twarze, razem ze mną natarli też chorą Laylę.

I wtedy wydarzył się drugi „cud”. Layla – choć wcześniej bardzo cierpiała – poczuła, że ból nagle zniknął. Jak ręką odjął. Nie czując najmniejszego dyskomfortu, podniosła się z łóżka i ku swojemu zdziwieniu przeszła kilka kroków. To było wprost niewiarygodne. Została uzdrowiona!

Myrna opowiedziała o wszystkim Nicolasowi. Nie wierzył, śmiał się. „Оt, babskie sprawy” – skwitował. A oliwa? „Musiałaś jeść coś tłustego i nie wytarłaś rąk. Nie opowiadaj nikomu takich głupstw... Nie chcę, żeby ludzie stroili sobie z nas żarty”.

Wkrótce małżonek Myrny miał się jednak przekonać, że to nie były wcale zwykłe, śmieszne „babskie sprawy”.

Uzdrowiona mama

Jak to w świecie kobiet bywa, wieści o niezwykłym wydarzeniu zaczęły się rozchodzić lotem błyskawicy. Dotarły w końcu i do mamy Myrny. To, co usłyszała, niezmiernie ją zaintrygowało. Też była przecież chora i też cierpiała z powodu kręgosłupa.

– Mama Myrny miała uszkodzony dysk w kręgosłupie. Cierpiąca, leżała na desce – wyjaśnił Nicolas.

– Kiedy dotarła do niej wieść o oleju i uzdrowieniu, było jej przykro, że poszłam do szwagierki, a nie do niej. Powiedziałam jej wtedy, że w takim razie musi pójść ze mną do domu Layli. Jej uzdrowienie łączyłam bowiem z miejscem, w którym się wydarzyło – dodała Myrna. – Nicolas powiedział jednak, że nie pójdziemy do szwagierki, tylko do mamy.

Poszli trzy dni później.

– Kiedy znaleźliśmy się w domu mamy, kazali mi się modlić. Uśmiechnęłam się, bo nikt wcześniej nie prosił mnie o modlitwę. Znałam zresztą tylko Оjcze nasz i Zdrowaś, Maryjo. I właśnie tymi słowami zaczęłam się modlić. Wówczas znów pojawił się olej. Zaczęłam płakać. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to, co się dzieje, wiąże się nie z miejscem, ale z moją modlitwą i... ze mną. Mama zaczęła wołać: „Мyrno, posmaruj mi plecy!” – opowiadała mistyczka.

– Kiedy się modliły, siedziałem z tyłu – dopowiedział Nicolas. – Nie wierzyłem w ten olej i w to, że może nastąpić kolejne uzdrowienie. Wydawało mi się to śmieszne. Gdy olej pojawił się, mama Myrny podniosła koszulę i namaszczono nim jej plecy, które były już bardzo zdeformowane. I zobaczyłem, że teściowa, która nie mogła się już ruszać, wstała z łóżka, zdrowa! Do dziś – choć od tego wydarzenia minęły już trzydzieści dwa lata – na wszystkich prześwietleniach wciąż wychodzą te same deformacje co niegdyś, a teściowa normalnie chodzi, pracuje, a teraz, kiedy my jesteśmy w Polsce, prowadzi nasz dom i wszystkiego dogląda.

Oliwa z obrazka

Początkowo Nazzourowie próbowali utrzymać wszystko w tajemnicy. Nie chcieli, żeby wieść o oleju i uzdrowieniach rozniosła się po mieście. Zachowanie wszystkiego w sekrecie nie było jednak wcale takie proste. To był zresztą dopiero początek niezwykłych wydarzeń, których stali się bohaterami.

Rankiem 27 listopada olej ponownie wypłynął. Tym razem stało się to w domu Myrny i Nicolasa w damasceńskiej dzielnicy Soufanieh. Oleista ciecz pojawiła się na znajdującej się w małżeńskiej sypialni reprodukcji ikony Matki Bożej z Dzieciątkiem.

– To był zwykły papierowy obrazek w plastikowej oprawie. Bardzo mały – osiem na dziewięć centymetrów. Mieścił się w dłoni. Przedstawiał Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Była to taniutka reprodukcja ikony Matki Bożej Kazańskiej – wyjaśniła Myrna i kontynuowała: – Nicolas był w tym czasie w domu. Wzięłam więc obrazek i pobiegłam mu pokazać. Wziął go, położył na talerzu, powiedział, że zawoła rodzinę, zakazał mi o tym mówić i wyszedł. Tymczasem olej nadal płynął bardzo obfitą strugą. W krótkim czasie napełniły się nim aż cztery talerze.

„Nikomu nie zabraniaj Mnie zobaczyć!”

Myrna nie modliła się. Wpatrywała się tylko w obrazek. I wtedy stało się jeszcze coś dziwniejszego, choć wydawałoby się, że limit niezwykłości już się wyczerpał.

– Usłyszałam kobiecy głos – relacjonowała Myrna. – Nikogo jednak nie widziałam. Głos mówił do mnie: „Мyrno, córeczko moja, nie bój się! Jestem z tobą. Otwórz drzwi i nikomu nie zabraniaj Mnie zobaczyć. Zapal mi świecę”.

Dziewczyna uznała, że głos należy do... Matki Bożej. Była o tym święcie przekonana. Zapytaliśmy, skąd wzięła się u niej ta pewność.

– Słysząc słowa: „Córeczko moja, nie bój się”, zupełnie spontanicznie pomyślałam, że to Maryja. Któż inny mógłby nazwać mnie swoim dzieckiem? To było przecież takie naturalne – wyjaśniła Myrna.

Dom stał się kaplicą

Kiedy Nicolas powrócił, Myrna opowiedziała mu o tym, co wydarzyło się podczas jego nieobecności. Już nie był tak sceptyczny jak wcześniej. Zapalili świecę i otworzyli na oścież drzwi.

– Wkrótce nasz dom stał się kaplicą, domem modlitwy dla całego świata – dodała Myrna.

Z dnia na dzień w domu Nazzourów zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Przychodzili zdrowi i chorzy, z Damaszku i dalszych okolic, chrześcijanie, muzułmanie, a nawet ateiści, głęboko wierzący i zwykli ciekawscy. Klęczeli bądź stali, modlili się lub po prostu chcieli choć przez chwilę pobyć przed niezwykłą wydzielającą olej ikoną.

– I tak przychodzą na modlitwę już od ponad trzydziestu lat – dodali małżonkowie.

Wśród osób, które jako pierwsze zajrzały do domu Nazzourów, pojawili się też goście szczególni – przedstawiciele władz państwowych i agenci syryjskiej służby bezpieczeństwa wraz z towarzyszącym im lekarzem. Przybyli również przedstawiciele władz kościelnych: biskup greckoprawosławny wraz z dwoma kapłanami. Agenci, szukając źródła domniemanego oszustwa, rozglądali się po kątach, opukali ścianę, na której wisiał wcześniej obrazek. Dwaj – ubrani po cywilnemu – wmieszali się w tłum.

– Przyszła komisja specjalistów. Zbadali mi ręce, obrazek, odłamali jego część, żeby sprawdzić, czy przypadkiem w środku czegoś nie ma – opowiadała Myrna.

Podczas badania olej znów zaczął płynąć z obrazka. Mężczyzna, który trzymał go wtedy w dłoniach, prędko go odłożył i... ukląkł, żeby się modlić. Podobnie było zresztą z rękami Myrny. Towarzyszący agentom lekarz Saliba Abdel Ahad kazał dziewczynie umyć i dokładnie osuszyć dłonie. Był bardzo zaskoczony – duchowni prawosławni zresztą też – widząc, że bez żadnej ingerencji z zewnątrz po pewnym czasie olej znów się na nich pojawił. Poskrobał palce Myrny i schwycił ją za przedramiona, które pozostawały kompletnie suche. „Bóg jest wielki” – wykrzyknął.

– Kiedy przekonano się, że to nie jest żadna sztuczka, a lekarze też nie byli w stanie wytłumaczyć tego fenomenu, zostawili nas w spokoju. Co więcej, dopomogli nam w utrzymaniu domu modlitwy – dopowiedziała Myrna.

Najświętsza Panienka na tarasie

Niespełna trzy tygodnie później, w środę 15 grudnia około godz. 23.00 Myrna klęczała i modliła się. Nagle poczuła, jakby ktoś położył jej rękę na ramieniu i popychał ją do przodu. Powtórzyło się to trzy razy.

– Wyszłam na taras, który w naszych wschodnich domach znajduje się na dachu, uklękłam i cała drżąca pochyliłam się do ziemi. Zastanawiałam się, dlaczego tam poszłam. Kiedy chciałam zejść już z tarasu, podniosłam głowę, ujrzałam światło i jakąś kobietę. Nie śmiałam dalej patrzeć. Byłam nieprzygotowana na takie spotkanie. Zaczęłam krzyczeć i uciekłam – relacjonowała Myrna.

 

Dziewczyna przestraszyła się i pobiegła do swojej bratowej. Obudziła ją. „Heleno, Heleno, Najświętsza Panienka!” – wołała z przejęciem, wskazując na taras. Bratowa nic jednak nie zobaczyła. Awad, mąż Heleny, objął ją ramieniem i sprowadził do salonu.

„Nie powinnaś się bać!”

O niezwykłym widzeniu powiadomiono rodziców Myrny i greckoprawosławnego duchownego ojca George’a Abu Zakhema. Dołączyli oni do modlitwy. Myrna skontaktowała się też z ojcem Eliasem Zahlaoui, który stał się w tym czasie – wraz z ojcem Józefem Malouli – jej duchowym przewodnikiem. „Мaryja jest matką. Nie powinnaś się bać. Powiedz Jej, że jesteś gotowa” – poradził. Wytłumaczył Myrnie, że nie jest wykluczone, iż Najświętsza Panienka chciała przekazać jej jakąś informację, ale nic nie powiedziała, bo bała się jeszcze bardziej ją przestraszyć. Polecił zaprosić Maryję ponownie słowami specjalnej modlitwy: „O Maryjo Dziewico, pomóż mi Cię przyjąć i otworzyć się na twoje przesłanie”.

– To mnie uspokoiło. Od tego momentu czekałam na kolejne spotkanie. Byłam przekonana, że ta wizja powróci – powiedziała nam Myrna. Nie myliła się i nie czekała zbyt długo.

„Proszę o miłość”

– Po trzech dniach znów poczułam rękę na ramieniu i ponownie pobiegłam na taras – opowiadała. Nie była sama. Podążyli za nią także ci, którzy się z nią w tym czasie modlili.

Była sobota 18 grudnia, godz. 23.37. Myrna już się nie bała. Była przygotowana na to, czego doświadczy, a nawet na więcej.

– Byłam przekonana, że ci, którzy za mną pobiegli, też zobaczą Maryję, ale – jak się okazało – widziałam Ją tylko ja. Mówiła do mnie [po arabsku – przyp. aut.], a ja powtarzałam Jej słowa. Zapisywano je. Wtedy nawet Jej dotknęłam.

Zanim Maryja pojawiła się, Myrna zobaczyła kulę światła nad rosnącym około piętnaście metrów od domu drzewem eukaliptusa. Potem kula otworzyła się i ze światłości wyłoniła się Najświętsza Panienka, trzymając w prawej dłoni kryształowy różaniec; Jej stopy były jednak niewidoczne. Zbliżając się do dziewczyny, przeszła metalową balustradę, by stanąć na tarasie jej domu (Myrna bardzo się później głowiła, jak człowiek może ot tak sobie przejść przez metalową barierkę?!).

Co Maryja mówiła? Co zanotowano? „Pamiętajcie o Bogu, gdyż Bóg jest z nami. Wiecie wszystko, ale nie wiecie jeszcze nic. Wasza wiedza jest niekompletna. Nadejdzie jednak dzień, kiedy poznacie wszystkie rzeczy w sposób, w jaki Bóg zna Mnie. Czyńcie dobro tym, którzy czynią zło. Nie krzywdźcie nikogo. Dałam wam olej w ilości większej, niż o to prosiliście, ale podaruję wam coś o wiele bardziej potężnego niż olej. Nawróćcie się i zachowujcie wiarę; pamiętajcie o Mnie w waszej radości. Przepowiadajcie mojego Syna Emmanuela. Kto Go głosi, jest zbawiony, wiara zaś tego, który Go nie głosi, jest próżna. Miłujcie się wzajemnie! Nie proszę o pieniądze dla Kościołów ani o pieniądze dla biednych. Proszę o miłość. Ci, którzy dają pieniądze biednym i łożą na Kościół, a nie mają miłości, są niczym. Będę częściej odwiedzała domy, bo ci, którzy chodzą do kościoła, czasami nie chodzą tam, aby się modlić. Nie proszę o wybudowanie mi kościoła, ale miejsca modlitwy (domowej kaplicy). Nie odwracajcie się od nikogo, kto prosi o pomoc”.

Płacz i żądanie

Jak się później okazało, było to pierwsze z pięciu objawień Maryjnych, widzeń, jakich doznała Myrna. Matka Boża ukazywała się później zawsze na tym samym tarasie i zawsze w ten sam sposób.

W sobotę 8 stycznia 1983 roku o godz. 23.37 Maryja płakała, a przed zniknięciem delikatnie się uśmiechnęła. W poniedziałek 21 lutego o godz. 21.30 mówiła o pokorze, prawdziwej miłości, przebaczeniu. „Ten, kto udaje czystego i kochającego przed ludźmi, jest nieczysty przed Bogiem” – powiedziała między innymi. Przekazała wtedy również Myrnie słowa rozpraszającego lęki swoistego aktu strzelistego. „Chciałabym czegoś od ciebie zażądać” – powiedziała, prosząc, by dziewczyna „wyryła sobie w pamięci” i zawsze powtarzała słowa: „Bóg mnie zbawia, Jezus mnie oświeca, Duch Święty jest moim życiem, dlatego niczego się nie lękam”. Ta modlitwa i to przesłanie w szczególny sposób skierowane zostało także do duchowego kierownika Myrny, ojca Józefa Malouli.

Ikona w kościele

Wypowiedziane w lutym 1983 roku słowa Maryi o pokorze, miłości i przebaczeniu były być może swoistym komentarzem do tego, co wydarzyło się właśnie w styczniu i lutym. Otóż w styczniu tegoż roku maleńka ikona, z której sączyła się oliwa, na życzenie prawosławnych hierarchów – radził tak patriarcha Antiochii Ignacy IV Hazim – została przeniesiona do prawosławnego kościoła Świętego Krzyża i w nim wystawiona. Przeniesiono ją procesyjnie. Katolicy szli ramię w ramię z prawosławnymi. Ale nie pobyła tam długo. 21 lutego około godz. 17.00 dwaj prawosławni księża w czarnym nylonowym worku odnieśli ją z powrotem do domu Myrny. Odnieśli i już – bez żadnego wyjaśnienia. Rodzina Myrny była zdezorientowana i poirytowana. Matka Boża uspokoiła ich jednak.

Kto cieszy się z podziału – grzeszy!

Podczas kolejnego objawienia, 24 marca, padły wielce znamienne słowa. Matka Boża stwierdziła, że Jezus założył jeden Kościół, „tak jak On jest jeden”, a ten, kto go podzielił – zgrzeszył. Grzech ma także ten, kto cieszy się z tego podziału. Założony przez Jezusa Kościół był mały, a kiedy się rozrósł, został podzielony. Maryja wezwała: „Módl się, módl się i znowu się módl”; „Jakże piękne są moje dzieci, kiedy klęczą, błagając”.

Najświętsza Panienka zapowiedziała Myrnie, że będzie uczyła pokolenia słów jedności, miłości i wiary. W czasie tego objawienia dziewczyna nagle i niespodziewanie zaczęła odmawiać Credo. Po jego zakończeniu wyznała, że to Matka Boża rozpoczęła tę modlitwę, a ona tylko kontynuowała. Na zakończenie powiedziała: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.

Myrna u Maryi

Objawienia, podczas których Myrna widziała Maryję, owego 24 marca 1983 roku się zakończyły. Zastąpił je inny rodzaj mistycznych doświadczeń – ekstazy. Wtedy już nie Matka Boża zstępowała do Myrny, ale Myrna była „porywana” do Niej, w nieco inny sposób doświadczając Jej obecności (później również wizji Jezusa). Jednak także wtedy otrzymywała specjalne orędzia.

– Za każdym razem, kiedy doznawałam tego mistycznego stanu, na mojej twarzy i rękach pojawiał się olej – tłumaczyła w rozmowie z nami.

Na początku każdej ekstazy, poprzedzonej wydzielaniem oliwy, Myrnę – jako że traciła równowagę – układano do łóżka. Czyniła wtedy znak krzyża, krzyżowała ręce na piersiach i traciła łączność ze światem zewnętrznym. Przestając widzieć, słyszeć i stając się zupełnie niewrażliwa na wszelkie zewnętrzne bodźce, pogrążała się w wewnętrznym pokoju, zapominając o dzieciach, mężu, o wszystkim, co pozostawało na świecie, i pragnąc – co później wyznawała – nie wychodzić już z tego stanu. Warto dodać, że podczas pierwszej ekstazy rodzice Myrny myśleli, że... umarła!

– Zazwyczaj trwałam w ekstazie jedną, dwie godziny [choć zdarzały się również króciutkie ekstazy pięciominutowe – przyp. aut.] – opowiadała. – Podczas ekstaz Maryja była podobna do tej ukazującej się w objawieniach, a intensywniejsze było pojawiające się wraz z nią światło. Po zakończeniu stanu mistycznego [wychodząc zeń znowu się żegnała – przyp. aut.], kiedy jeszcze widziałam światło, powtarzałam słowa Maryi. W sumie przeżyłam aż 37 ekstaz. Ostatnia miała miejsce w 2014 roku w Wielki Czwartek.

Spytaliśmy Myrnę o różnicę w doświadczaniu Matki Bożej podczas objawienia i podczas ekstazy. Potwierdziła to, co już wiedzieliśmy.

– W tych pierwszych pięciu widzeniach Maryja odwiedzała mnie w moim domu. Mogłam Jej wtedy dotykać. W czasie ekstaz to ja odwiedzałam Maryję, a dotykanie Jej nie było już możliwe.

Miłość, pokuta, jedność

Ekstazy przebiegały w kilku okresach. Pierwszy z nich zaczął się 28 października 1983 roku i trwał do 26 listopada 1985 roku. Niemal za każdym razem w czasie ekstazy młoda mężatka otrzymywała jakieś przesłanie, jakieś szczególne orędzie. O co prosiła, do czego wzywała Maryja? Nawoływała do powrotu do Boga, do miłości, pokuty, modlitwy, jedności serca z Bogiem, a przede wszystkim do jedności Kościoła.

Podczas kolejnych ekstaz, których Myrna zaczęła doznawać również poza domem – na przykład w 1985 roku w syryjskim Hassake – Matka Boża znów nawiązywała do bolesnej sprawy podziałów wśród chrześcijan. Mówiła, że cierpi z tego powodu i że jest dla niej świętem, kiedy widzi „wszystkich zebranych razem”. Nawoływała do pracy na rzecz chrześcijańskiej jedności.

Maryja podobna do nas
i Chrystus w świetle

W czasie swoich mistycznych doświadczeń Myrna widziała nie tylko Maryję, ale także samego Jezusa.

Byliśmy ciekawi, jak wyglądali.

– To trudno opisać, bo widziałam taki rodzaj piękna, którego nie można oddać słowami – powiedziała. – Kiedy słyszę pytanie o wygląd Matki Bożej, najczęściej odpowiadam: „Мaryja jest podobna do was, ale wy starajcie się być podobni do Niej”. Mam tę łaskę, że kiedy patrzę na ludzi, mam poczucie, że Maryja patrzy tak, jak i mnie jest dane spoglądać. Ten, kto otrzymał od Boga taką łaskę miłości, widzi Jego obecność w drugim człowieku. Żeby jednak przybliżyć trochę to, co widziałam, powiem, że kiedy zobaczyłam Matkę Bożą po raz pierwszy na tarasie, miałam przed sobą sylwetkę przepięknej kobiety okrytej bielą z błękitnym szalem na głowie.

A jak wyglądał Jezus? – drążyliśmy.

– Kiedy spotykałam się z Jezusem, widziałam świetlaną postać na tle światła. Wiedziałam, że to On, choć nie widziałam żadnych rysów twarzy. Słyszałam też Jego głos. Mówił do mnie. Nie miałam jednak żadnych wątpliwości, że spotykam się z Jezusem. I za każdym razem, gdy ekstatyczna wizja dotyczyła Jezusa, z moich oczu wypływał olej – nadmieniła Myrna w rozmowie z nami.

„Jestem Prawdą, Wolnością, Pokojem”

Po raz pierwszy Myrna zobaczyła Jezusa w uroczystość Wniebowstąpienia, w czwartek 31 maja 1984 roku. „Moja córko, jestem Początkiem i Końcem. Jestem Prawdą, Wolnością i Pokojem. Mój pokój daję tobie – usłyszała. – Twój pokój nie będzie zależał od tego, co mówią ludzie, dobrze czy źle. Pomyśl o sobie. Ten, kto nie szuka ludzkiej aprobaty i nie boi się ludzkiej dezaprobaty, cieszy się prawdziwym pokojem. I ten Mnie osiągnął. Żyj swoim życiem, zadowolonym i niezależnym. Bóle, które dla Mnie znosiłaś, nie złamią cię. Raczej raduj się. Jestem zdolny nagrodzić cię. Twoje cierpienia nie będą przedłużone i twój ból nie będzie trwał. Módl się z uwielbieniem, ponieważ życie wieczne jest warte tych cierpień. Módl się, by spełniła się w tobie wola Boża i mów: «Umiłowany Jezu, uznaję Cię ponad wszelkie rzeczy, ponad wszelkie stworzenie, ponad wszystkich twych aniołów, ponad wszelką chwałę, ponad radość wszelką, ponad sławę i honor, ponad wszelkie królestwa niebieskie, ponieważ Ty sam jesteś największy, Ty sam jesteś wszechmocą i dobrem ponad wszelkimi rzeczami. Tylko Ty możesz ulżyć mi i uwolnić mnie z moich łańcuchów, i przyznać mi wolność, ponieważ bez Ciebie moja radość nie jest pełna, bez Ciebie mój stół jest pusty». Tylko wtedy przyjdę powiedzieć: «Oto jestem tutaj, ponieważ Mnie zaprosiłaś»”.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?