Ilustrowana księga świętych

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W Egipcie i Nazarecie

W Betlejem nowo narodzonemu Dziecięciu pokłonili się trzej królowie, a Józefowi ponownie ukazał się anioł i ostrzegł go przed niecnymi knowaniami króla Heroda Wielkiego. Niebiański posłaniec polecił im niezwłocznie wyruszyć do Egiptu. Pobyt w obcym kraju trwał siedem lat – do chwili śmierci okrutnego króla. Po powrocie rodzina osiadła w Nazarecie. Józef zajął się pracą w swoim stolarskim warsztacie, a małego Jezusa otoczył ojcowską miłością i troską. Co roku całą rodziną pielgrzymowali do Jerozolimy na święto Paschy. Byli tam także tego roku, kiedy Jezus zaginął. Zawrócili wówczas z powrotnej drogi i po dwóch dniach poszukiwań odnaleźli Go w świątyni.

Józef zmarł prawdopodobnie jeszcze przed rozpoczęciem publicznej działalności Jezusa. Od chwili wydarzeń w Jerozolimie Nowy Testament już o nim nie wspomina.

Sprostał zadaniu

Wierny Bogu, delikatny, kochający i troskliwy mężczyzna – choć targany wieloma wątpliwościami – sprostał wielkiemu zadaniu i wielkiej tajemnicy, która została mu powierzona – przyjął poczętego „z Ducha Świętego” Syna Bożego, poślubiając brzemienną Maryję. Stojąc zawsze w cieniu Maryi i Jezusa, zapewniał obojgu utrzymanie, opiekę i bezpieczeństwo.

Źródło: Wikimedia Commons


Sen św. Józefa – Anton Raphael Mengs

Zaraźmy się... milczeniem!

Józef był „milczący” – w Ewangeliach, które poświęcają mu 26 wierszy, nie zapisano ani jednego jego słowa. „Milczenie św. Józefa wyraża nie wewnętrzną pustkę, lecz przeciwnie, pełnię wiary, którą nosi w sercu i która kieruje każdą jego myślą i każdym jego działaniem. Jest to milczenie, dzięki któremu Józef, jednomyślnie z Maryją, strzeże słowa Bożego, poznanego za pośrednictwem Pisma Świętego, konfrontując je nieustannie z wydarzeniami z życia Jezusa; milczenie przeniknięte stałą modlitwą, modlitwą błogosławieństwa Pana, adoracji Jego świętej woli i zawierzenia bez zastrzeżeń Jego Opatrzności (...). Pozwólmy się «zarazić» milczeniem świętego Józefa! Bardzo nam tego potrzeba w świecie zbyt często hałaśliwym, który nie sprzyja skupieniu i wsłuchaniu się w głos Boga” – mówił Ojciec Święty Benedykt XVI.

Źródło: Sanktuarium św. Józefa, Wadowice


Święty Józef – obraz w kościele Karmelitów Bosych w Wadowicach udekorowany 19 marca 2004 roku pierścieniem ofiarowanym przez Jana Pawła II

Godzien wielkiej czci

Choć niezwykle pochlebnie wyrażało się o nim wielu świętych i ojców Kościoła, przez wiele wieków Józef wciąż pozostawał w cieniu Jezusa i Maryi. Do zintensyfikowania kultu św. Józefa przyczyniła się w dużym stopniu żyjąca w XVI wieku karmelitanka św. Teresa z Avili. Święty Józef stał się dla niej niezawodnym orędownikiem u Boga, był patronem jej dzieł, a jego wezwanie nosiły wszystkie ufundowane przez nią klasztory. Wielkimi czcicielami św. Józefa byli również między innymi św. Alfons Liguori, św. Jan Bosko oraz założyciel józefitów św. Leonard Murialdo.

Kult św. Józefa szerzyło wielu papieży. W 1621 roku Grzegorz XV wprowadził święto ku czci św. Józefa w całym Kościele, a 105 lat później Benedykt XIII włączył go do Litanii do Wszystkich Świętych. W XIX wieku Pius IX ogłosił św. Józefa patronem Kościoła, a Leon XIII poświęcił mu encyklikę Quamquam pluries. W 1911 roku Pius X wyznaczył na dzień 19 marca uroczystość św. Józefa, a w 1955 roku Pius XII zadecydował, że 1 maja obchodzone będzie święto Józefa robotnika. Osobę świętego w adhortacji apostolskiej Redemptoris custos przypomniał również Jan Paweł II. Papież z Polski zachęcał w niej do częstego odmawiania Modlitwy do św. Józefa, ułożonej przez Leona XIII w niezwykle trudnych dla Kościoła czasach.

W Polsce kult św. Józefa zaczął się rozwijać od XVII wieku. Zaszczepili go na naszej ziemi karmelici bosi. Dwa najbardziej znane miejsca kultu świętego znajdują się obecnie w Kaliszu oraz w Wadowicach.

Skuteczny orędownik

Święty Józef jest chyba najbardziej „rozchwytywanym” patronem. Patronuje nie tylko całemu Kościołowi powszechnemu, ale także licznym wspólnotom zakonnym, wielu krajom (Austrii, Czechom, Hiszpanii, Portugalii, Kanadzie, Meksykowi, Peru, Filipinom, Korei), diecezjom i miastom (m.in. Krakowowi). Jest patronem rodzin i małżonków, a przede wszystkim ojców. Za specjalnego orędownika uznają go również przedstawiciele wielu zawodów. Czczą go robotnicy i rzemieślnicy, cieśle, drwale, stolarze, kołodzieje, inżynierzy, grabarze. Wzywany jest przez tych, którzy pragną wyprosić sobie lub komuś łaskę dobrej śmierci. Jako patron czystej miłości jest orędownikiem powołanych do stanu małżeńskiego oraz dziewic. Patronuje również wszystkim uciśnionym – szukającym drogi, uchodźcom i uciekinierom, sierotom, podróżującym, bezdomnym.

Wzór wszelkich cnót

„Święty Józef jest dla nas przede wszystkim wzorem wiary” – nauczał św. Jan Paweł II. „Tak jak Abraham, żył zawsze zdając się bez zastrzeżeń na Bożą Opatrzność; dlatego stanowi on dla nas umacniający przykład, zwłaszcza wtedy, gdy Bóg chce, abyśmy zawierzyli mu «na słowo», a więc nie mając jasności co do Jego zamysłu.

Jesteśmy wezwani do naśladowania św. Józefa także w pełnym pokory posłuszeństwie – cnocie, która wyraża się u niego w milczeniu i pracy w ukryciu. Jakże cenna jest «szkoła nazaretańska» dla współczesnego człowieka, kuszonego przez kulturę, która najczęściej gloryfikuje pozór i sukces, niezależność i fałszywe pojęcie wolności indywidualnej! Jakże potrzebne jest natomiast przywrócenie właściwej wartości prostocie i posłuszeństwu, szacunkowi i poszukiwaniu z miłością woli Bożej!”.

„Przykład św. Józefa jest dla nas wszystkich wyraźną zachętą do wypełniania z wiernością, prostotą i pokorą zadania, które nam wyznaczyła Opatrzność. Myślę tu przede wszystkim o matkach i ojcach rodziny; modlę się, aby zawsze potrafili doceniać piękno prostego i pracowitego życia, troskliwie dbali o swoje małżeństwo i z entuzjazmem wypełniali wielką i niełatwą misję wychowawczą” – wtórował św. Janowi Pawłowi II Benedykt XVI.

Papież Leon XIII mówił natomiast: „Ojcowie rodzin mają w nim doskonały wzór ojcowskiej czujności i troskliwości; małżonkowie mają wspaniały przykład miłości, zgody i małżeńskiej wierności; dziewice mają w nim wzór dziewiczej nienaruszalności i równocześnie jej opiekuna”.

ŚW. FILOMENA

„BEATRYCZE” PROBOSZCZA Z ARS

WSPOMNIENIE: 11 sierpnia (z nowego kalendarza liturgicznego jej wspomnienie zostało wykreślone)

ŻYŁA W LATACH: III/IV w.

PATRONKA: między innymi dzieci i młodzieży, chorych, więźniów, Żywego Różańca i Dzieci Maryi

24 maja 1802 roku pewien włoski robotnik, sprzątając gruzy w jednym z podziemnych korytarzy rzymskich katakumb św. Pryscylli, dokonał niespodziewanego znaleziska. Natknął się na wnękę, zastawioną trzema terakotowymi płytami, na których wymalowany był jakiś napis. Po starciu z niego kurzu wyłoniły się słowa: Pax tecum Filumena („Pokój tobie, Filumeno” lub „Pokój tobie, ukochana”). We wnęce znajdowały się kości młodej dziewczyny w wieku około 13 lat, obok jej czaszki leżała natomiast rozbita ampułka z jakąś cieczą (uznano ją za krew). Uważano wtedy, że ampułki z krwią znajdowane w grobach z katakumb świadczą o tym, że leżąca tam osoba była męczennikiem lub męczennicą.

Oprócz napisu na zamykających otwór płytach znaleziono kilka chrześcijańskich symboli męczeństwa i czystości: trzy strzały, dwie kotwice, gałązkę palmową i kwiat lilii. Po latach pojawiły się sugestie, że symbole te niekoniecznie odnosiły się do owych szczątków, a inskrypcje są wcześniejsze niż sam grób.

Odnalezione szczątki – przypisane tuż po odkryciu właśnie męczennicy Filomenie – przeniesione zostały do specjalnego skarbca. W 1805 roku otrzymał je – po wyproszonym za wstawiennictwem męczennicy swoim cudownym uzdrowieniu – ks. Franciszek di Lucia, kapłan z Mugnano del Cardinale koło Neapolu. Wkrótce kult Filomeny „eksplodował” z wielką siłą, a modlący się przy jej szczątkach ludzie doznawali wielu cudów i łask.

Cudowne uzdrowienie Pauliny Jaricot

Jedną z „beneficjentek” męczennicy była Francuzka, służebnica Boża Paulina Jaricot (1799–1862) – założycielka Stowarzyszenia Żywego Różańca, Stowarzyszenia Świętego Dzieciństwa oraz Dzieła Rozkrzewiania Wiary. Przywiezione z Mugnano relikwie Filomeny otrzymała jeszcze jako siedemnastolatka od goszczącego przejazdem u jej rodziny ojca de Mongallon – przełożonego bonifratrów, którzy wypędzeni ze swoich placówek podczas rewolucji francuskiej błąkali się po francuskich miasteczkach i wioskach, śpiewając Skargę Świętej Filomeny.

Paulina Jaricot przez ponad 10 lat miała poważne problemy z sercem, prześladowały ją wielkie bóle w piersiach, dusiła się i z trudnością przełykała. Lekarze nie byli w stanie jej pomóc, a okresy ulgi następowały tylko pod koniec odmawianej od czasu do czasu nowenny do św. Filomeny. Nic dziwnego, że schorowana apostołka Żywego Różańca zdecydowała się pojechać do Włoch do Ojca Świętego i do sanktuarium świętej w Mugnano. Na miejsce przybyła 8 sierpnia 1835 roku, a dwa dni później – w trakcie uroczystości ku czci św. Filomeny – przyjęła Komunię św. przy urnie z jej doczesnymi szczątkami. Poczuła wówczas przeszywający ból oraz gwałtowne bicie serca, a tuż po nich... rozchodzące się po ciele ciepło. Jej choroba minęła jak ręką odjął – została uzdrowiona. Uznano to za „wielki cud”.

 

O swoim cudownym uzdrowieniu Paulina opowiedziała papieżowi Grzegorzowi XVI, wypraszając u niego oficjalne zatwierdzenie kultu św. Filomeny. Stosowny dekret – wynoszący męczennicę na ołtarze – nosi datę 30 stycznia 1837 roku. Filomena została również ogłoszona patronką Żywego Różańca, a w 1849 roku Pius IX nadał jej tytuł patronki Dzieci Maryi.

Źródło: Łukasz Kosek


Paulina Jaricot – Łukasz Kosek

„To nie ja, to ona!”

Wielkim propagatorem kultu św. Filomeny był znający dobrze Paulinę Jaricot święty proboszcz z Ars – Jan Maria Vianney. Budując w swoim kościele kaplicę ku czci świętej (właśnie od Pauliny otrzymał do niej cząstkę relikwii), rozwinął ów kult trochę „interesownie”, po to, by ludzie przestali mówić, że to on jest sprawcą dokonujących się w Ars cudów. Od tej pory wszystkie cuda i łaski – nawet te, które faktycznie działy się za jego przyczyną – przypisywał Filomenie, nakazując wiernym właśnie do niej się uciekać we wszystkich ich potrzebach. W Ars – jak w dziele Proboszcz z Ars pisał ks. Francis Trochu, jego najwybitniejszy biograf – św. Filomena „odegrać miała podwójną rolę. Nie tylko bowiem stała się w oczach tłumów niebiańską cudotwórczynią, której modlitwa wyjednywała wszelkie łaski, lecz nadto jeszcze pomiędzy nią a Świętym kapłanem z Ars nawiązała się tajemnicza a niebiańsko czysta miłość. Zwał on świętą męczenniczkę swoją: «Beatrycze, ideałem, jasną gwiazdą, przewodniczką, pocieszycielką, czystą światłością».

Ta ukochana Święta wywierała cudowny wpływ na swego czciciela. Coraz bardziej proboszcz z Ars jednoczył się z nią duchowo, a w ostatnich latach jego życia pomiędzy nim a Świętą męczenniczką istniała słodka i serdeczna zażyłość, która z jego strony objawiała się ustawicznym wzywaniem umiłowanej Patronki, a ze strony Świętej widoczną pomocą i ciągłą opieką.

Tej miłości gorącej i rycerskiej niemal, dla małej służebniczki Pańskiej, nie zamknął Sługa Boży w tajemnicach swego serca. Powiernikami jej stały się tłumy pielgrzymów, biorących udział w dobrodziejstwach, z tej świętej miłości płynących.

Po wielekroć razy dziennie, na ambonie, w konfesjonale, na placu przed kościołem, doradzał ks. Vianney swym słuchaczom, by wzywali jego małą ukochaną świętą, jego orędowniczkę, zastępczynię i pełnomocniczkę przed Bogiem.

Gdy przyszły nań chwile smutku i bolesne dni ustawicznej piekielnej udręki, Proboszcz z Ars, nawiedzany i krzepiony na duchu przez swą nieśmiertelną Przyjaciółkę, do najpóźniejszej starości zachował moralną siłę, pogodę, wesołość i młodość serca – jako zapowiedź przyszłej wieczystej młodości, będącej udziałem wybranych dusz”.

Źródło: Archiwum DW RAFAEL


Święta Filomena

Ukochana Dioklecjana?

Czy wiemy coś więcej o życiu św. Filomeny? Z przekazów historycznych – absolutnie nic. O jej życiu można się dowiedzieć jedynie z prywatnych objawień, w których prawdziwość oczywiście wierzyć wcale nie musimy. Według jednego z nich – doznanego w 1833 roku przez Marię Luizę od Jezusa, dominikańską tercjarkę, fundatorkę Oblatek Matki Bożej Bolesnej – Filomena żyła na przełomie III i IV wieku i była córką księcia, który zarządzał małym państewkiem w Grecji (Macedonią?). Pogańscy rodzice długo nie mogli się doczekać potomstwa i za sugestią znajomego lekarza Publiusza zaczęli się modlić o to do chrześcijańskiego Boga. Udało się. Wymodlili Filomenę i razem z nią przyjęli chrzest. Filomena wzrastała w wierze, złożyła ślub czystości, a pewnej nocy ujrzała zapowiadającą jej męczeństwo św. Agnieszkę otoczoną niezliczoną liczbą dziewic odzianych w białe szaty z palmami w rękach.

Z początkiem prześladowań chrześcijan rodzice Filomeny zostali wezwani do cesarza Dioklecjana. Cesarz zawrzał gniewem, gdy dowiedział się, że są chrześcijanami. Zauroczony i zakochany od pierwszego wejrzenia w towarzyszącej im Filomenie, w zamian za darowanie rodzinie życia, zażądał... jej ręki. Zaślubiona Bogu dziewica oświadczyła, że nie może tego uczynić. Na prośbę jej rodziców cesarz dał jednak Filomenie czas do namysłu. Kiedy nie uległa, została wtrącona do więzienia, gdzie po raz kolejny przyśniła jej się św. Agnieszka. Cesarz nadal nastawał jednak na cześć św. Filomeny. Kiedy po raz kolejny usłyszał, że go nie poślubi, a na dodatek, gdy chwycił ją za ramię, w cudowny sposób został poparzony, zagroził jej, że „oduczy ją czarodziejskich sztuczek”. Filomena – odosobniona od wszystkich z wyjątkiem swoich niebiańskich pocieszycieli: Matki Bożej z Dzieciątkiem, Archanioła Gabriela – przesiedziała w lochu kolejne 37 dni. Po tym czasie Dioklecjan skazał ją na tortury. Najpierw kazał ją ubiczować. Jednak zmasakrowana, ledwo żywa dziewczyna, przez noc – wykurowana przez anioły – odzyskała zdrowie. Potem siepacze związali ją powrozem, przytroczyli do kotwicy i wrzucili do Tybru. W rzece powrozy spadły, kotwica pogrążyła się w odmętach, a dziewczyna – w cudowny sposób – wypłynęła na powierzchnię wody. Cudów było więcej: żołnierze, którzy wymierzyli w nią dzidy, zostali obezwładnieni przez aniołów, nie uśmiercił jej też grad strzał, jakimi ją ostrzelano, a – stosowane w przypadku „czarownic” – strzały rozżarzone ogniem zawracały i godziły w łuczników. Tęskniącą już za śmiercią i pragnącą zjednoczenia z Chrystusem męczennicę uśmiercono dopiero przez dekapitację, czyli odcinając jej głowę. Według objawienia miało się to stać 10 sierpnia 302 roku o godzinie 15.00.

Kult nadal żywy

Chociaż w 1961 roku św. Filomenę – „wielką cudotwórczynię XIX wieku” – wykreślono z kalendarza liturgicznego (bowiem w przeciwieństwie do świętych męczenników, o których świadczą zachowane dokumenty i akta ich męczeństwa, istotnie trudno o jednoznaczny dowód, że była męczennicą i że relikwie w Mugnano są szczątkami świętej), jej kult się rozwija, a w Mugnano del Cardinale nadal znajduje się jej sanktuarium. Wciąż istnieje i działa również Archikonfraternia Świętej Filomeny, i nadal aktualne wydają się też słowa papieża Lena XII, że była „wielką świętą” Grzegorza XVI, że „o cokolwiek ją poprosisz, to ona to dla ciebie uzyska” oraz świętego proboszcza z Ars: „Świętej Filomenie Bóg nie odmówi niczego”.

Z osobą świętej związane są też różne sakramentalia – biało-czerwony sznur (szczególnie skuteczny w obronie przed pokusami przeciwko cnocie czystości), olej z lampy oliwnej palącej się przed jej relikwiami oraz koronka.

Źródło: East News


ŚW. JAN PAWEŁ II

SZTUKA CIERPIENIA

WSPOMNIENIE: 22 października

ŻYŁ W LATACH: 1920–2005

Zwykłego życiorysu papieża Polaka przypominać raczej nie trzeba. Niemal każdy Polak dobrze go zna, a jeżeli nawet nie, to wie chociaż tyle, że urodził się w 1920 roku w Wadowicach, że był biskupem i kardynałem, a w 1978 roku został wybrany na papieża. Wie także, że do samej śmierci był niestrudzonym głosicielem Chrystusowej Ewangelii, odbywając 104 zagraniczne podróże apostolskie. Warto przypomnieć jednak, że słowem, a zwłaszcza przykładem własnego życia św. Jan Paweł II pragnął nie tylko pociągnąć nas do Chrystusa, ale także nauczyć czegoś naprawdę wielkiego – sztuki cierpienia i umierania. Prześledźmy zatem jego biografię... medyczną.

Wyjątkowa moc

Jan Paweł II uczył, że cierpienie wpisane jest w życie każdego człowieka i że nabiera sensu, staje się zrozumiałe, bardziej znośne, a nawet radosne, jeśli spojrzymy na nie z perspektywy wyznaczanej przez mękę i krzyż naszego Mistrza, Nauczyciela i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.

„W swoim ludzkim cierpieniu każdy człowiek może stać się uczestnikiem odkupieńczego cierpienia Chrystusa”; „Waszym bólem możecie umocnić chwiejnych, wezwać do poprawy upadających, napełnić spokojem i ufnością tych, którzy wątpią i są przerażeni. Wasze cierpienia, jeśli całkowicie przyjęte i połączone z cierpieniami Ukrzyżowanego, mogą stać się wyjątkową mocą w walce o zwycięstwo dobra nad mocami zła, które na różne sposoby zagrażają współczesnemu człowiekowi”; „(...) cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w cywilizację miłości” – przekonywał.

Trzy ciosy

Wiedział, co mówi. Tajemnicy cierpienia „dotknął” już jako niespełna dziewięcioletni chłopiec, tracąc swoją ukochaną matkę. Trzy lata później dosięgnął go kolejny cios – umarł brat Edmund, do którego mały Karol był bardzo przywiązany. Wykonywał on ofiarną pracę lekarza w szpitalu w Bielsku. Został mu wówczas tylko ojciec, a i to nie na długo. Karol Wojtyła senior zmarł w 1941 roku. Karol bardzo przeżywał, że nie był obecny przy jego śmierci. Zastał go bowiem nieżywego, gdy wrócił do domu. „Nie było mnie przy śmierci matki, nie było mnie przy śmierci brata, nie było mnie przy śmierci ojca” – szlochał. Strata ukochanej osoby jest jednym z najboleśniejszych doświadczeń w życiu każdego człowieka – wywołuje stan smutku i depresji, ale właściwie przyjęta i przepracowana może uszlachetnić i przyspieszyć emocjonalną dojrzałość. Tak było z Karolem Wojtyłą. Kolejne ciosy czyniły go silniejszym i bardziej dojrzałym, uwrażliwiały na problem śmierci i cierpienia. Jeszcze przed śmiercią ojca – w 1940 roku – rozważał to zagadnienie, pisząc dramat Hiob.

Potrącony przez ciężarówkę

Podczas wojny młody Karol Wojtyła doświadczył również fizycznego bólu. 29 lutego 1944 roku został potrącony przez niemiecką ciężarówkę, kiedy wracał z pracy w Solvayu. Stracił przytomność. Przewieziono go do kliniki chirurgicznej przy ul. Kopernika. „Rana cięta głowy. Wstrząs mózgu” – zanotowano w księdze przyjęć. W szpitalu leżał dwa tygodnie. Napisał pełen wdzięczności list do Józefy Florek – osoby, która znalazła go nieprzytomnego i uratowała mu życie.

Krzepki sportsmen

Lata kapłaństwa były jasnym pasmem w życiu Karola Wojtyły. Młody kapłan, a później biskup i zwierzchnik krakowskiego Kościoła aktywnie uprawiał sport – chodził po górach, pływał kajakiem, co korzystnie odbijało się na stanie jego zdrowia. Kiedy w wieku 58 lat kardynałowie wybrali go na papieża, był bodajże jednym z najzdrowszych w historii papiestwa namiestnikiem św. Piotra. Także jako głowa Kościoła katolickiego Karol Wojtyła nie zerwał ze sportem i aktywnymi formami wypoczynku. Zaszokował „statecznych” Rzymian, kiedy w letniej rezydencji w Castel Gandolfo polecił wybudować basen, jeździł na nartach we włoskich Alpach, narzucił sobie „mordercze” tempo pielgrzymek. Wydawało się, że zawsze będzie silny i krzepki. Bóg chciał jednak inaczej. W jego planach Jan Paweł II miał dać światu wspaniałe świadectwo – świadectwo bólu i cierpienia, przeżywanego z niezwykłą godnością, a nawet z humorem.