Anatomia miłości - nowe spojrzenieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Dedykacja

PROLOG

1. GRY I ZABAWY TOWARZYSKIE

2. DLACZEGO ON? DLACZEGO ONA?

3. CZY MONOGAMIA JEST ZGODNA Z NATURĄ?

4. DLACZEGO CUDZOŁOŻYMY?

5. PRZEPIS NA ROZWÓD

6. „WTEDY GDY WOLNY W LESIE SZLACHETNY DZIKUS BIEGŁ”

7. WYJŚCIE Z EDENU

8. TYRANIA MIŁOŚCI

9. STROSZENIE PIÓREK

10. MĘŻCZYŹNI I KOBIETY SĄ JAK LEWA I PRAWA STOPA: POTRZEBUJĄ SIĘ NAWZAJEM, ABY PODĄŻAĆ NAPRZÓD

11. KOBIETY, MĘŻCZYŹNI I WŁADZA

12. NIEMAL JAK LUDZIE

13. PIERWSZE SPOŁECZEŃSTWO DOBROBYTU

14. KAPRYŚNE NAMIĘTNOŚCI

15. „DOPÓKI ŚMIERĆ NAS NIE ROZŁĄCZY”

16. PRZYSZŁOŚĆ SEKSU

ZAŁĄCZNIK A

ZAŁĄCZNIK B

ZAŁĄCZNIK C

Podziękowania

Przypisy

Bibliografia

KOCHANKOM NA CAŁYM ŚWIECIE

i pamięci Raya Carrolla

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

PROLOG
ZA MIŁOŚĆ!

Dziennikarz: Dlaczego pisze pani tylko o związkach?

Nora Ephron: A jest coś ważniejszego?

Niedawno podróżowałam po górach Nowej Gwinei na pace półciężarówki w towarzystwie mężczyzny, który miał trzy żony. Zapytałam go, ile żon chciałby mieć. Milczał przez chwilę, w zamyśleniu pocierając brodę. Zastanawiałam się, co powie: pięć, dziesięć, a może dwadzieścia pięć żon? Nachylił się ku mnie i szepnął: Żadnej.

Należymy do gatunku, który dobiera się w pary. Około 85% kultur pozwala mężczyźnie mieć kilka żon, rzadko który jednak rzeczywiście tworzy swój harem. Mężczyzna musi posiadać wiele kóz, krów, ziemi, pieniędzy lub innych imponujących zasobów, aby pozwolić sobie na to, żeby kilka kobiet mogło dzielić z nim łoże. I nawet wówczas posiadanie więcej niż jednej żony może przyprawiać go o ból głowy. Żony walczą ze sobą; niekiedy wręcz podtruwają sobie wzajemnie dzieci. Stworzono nas, abyśmy wychowywali nasze potomstwo we dwoje – z gromadą pomocników czuwających w pobliżu gniazda.

Ta książka opowiada o potężnej ludzkiej namiętności: miłości. A także o wszystkich odnogach naszej podstawowej strategii rozmnażania się: zalotach, wyborach, więziach, przyczynach zdrad i rozwodów, ewolucji popędu miłości, przyczynach powstania nastolatków oraz silnej więzi pozwalającej nam dbać o potomstwo, o tym, dlaczego mężczyźni nie mogą się zachowywać jak kobiety i vice versa, jak seks i miłość zmieniły się wraz z wynalezieniem pługa i wreszcie, w ostatnim rozdziale, o tym, jaka będzie przyszłość seksu.

Gdy wydawnictwo W.W. Norton poprosiło mnie o przygotowanie drugiego wydania tej książki, zgodziłam się z radością, uważając to za przywilej i łatwiznę. Pierwszą wersję pisałam przez dziesięć lat; sądziłam, że jej powtórne zredagowanie zajmie mi dziesięć dni. A potem przeczytałam tę książkę – i z miejsca uświadomiłam sobie, że muszę napisać ją niemal od nowa.

Dodałam więc mnóstwo danych i pomysłów, w tym wnioski ze wszystkich eksperymentów wykorzystujących skanowanie mózgu do badania miłości romantycznej, odrzucenia i miłości długotrwałej; nowe dane dotyczące biologii osobowości oraz powodów, dla których zakochujemy się w tej a nie innej osobie; nowe informacje na temat cudzołóstwa, uzależnienia od miłości, doboru płciowego i wyboru partnera; najnowsze globalne statystyki dotyczące rozwodów; moją teorię na temat rozwoju moralności w trakcie całego życia; moją hipotezę na temat współczesnych wzorców randkowania – które nazywam „powolną miłością”; a wreszcie obfitość nowych danych dotyczących przyszłości seksu, zgromadzonych z pomocą Match.com1. Uzupełniłam również źródła (zachowując większość poprzednich) i dołączyłam dwa kwestionariusze w charakterze załączników.

Dziennikarz David Gergen nazwał mnie kiedyś „ostatnią optymistką w Ameryce”. Jest wiele powodów do narzekań, ale też do radości – na przykład niewyczerpany ludzki pęd za miłością. Technologia zmienia zaloty. Nie może jednak zmienić miłości. Miłość romantyczna i przywiązanie powstają w pierwotnych obszarach mózgu, bliskich ośrodkom pragnienia i głodu. Jak trafnie zauważył Platon: „Bóg miłości żyje w wiecznym niedosycie”. Miłość jest potrzebą, pragnieniem, dążeniem do zdobycia największej życiowej nagrody: partnera. Rodzimy się, aby kochać. Jeśli nasz gatunek przetrwa, za milion lat nadal będziemy się zakochiwać i wiązać w pary.

Książka ta śledzi losy owej niezniszczalnej ludzkiej namiętności. Zamyka ją rozdział niezwykle optymistyczny. Głęboko wierzę bowiem, że jeśli kiedykolwiek w historii ludzkiej ewolucji mieliśmy okazję, by tworzyć szczęśliwe związki, to właśnie teraz.

Wypijmy za miłość!

Helen Fisher

1
GRY I ZABAWY TOWARZYSKIE
ZALOTY

Poruszone mocą miłości,

fragmenty świata dążą wzajem do siebie,

aby powołać go do istnienia. PIERRE TEILHARD DE CHARDIN

Według pewnej anegdoty któregoś razu współpracownik wielkiego brytyjskiego genetyka J.B.S. Haldane’a zagadnął go: „Panie Haldane, co człowiek z taką wiedzą przyrodniczą jak pańska mógłby mi powiedzieć o Bogu?”. Haldane odparł: „Cechuje Go niezwykłe przywiązanie do żuków”. To prawda, na świecie istnieje ponad 300 tysięcy gatunków chrząszczy. Osobiście dodałabym, że „Bóg” uwielbia również ludzkie rytuały godowe, ponieważ żaden inny aspekt naszego zachowania nie jest tak złożony, tak delikatny ani tak wszechobecny. I choć każdy człowiek czyni to na swój sposób, ogólna choreografia ludzkiego tańca godowego, zalotów, romansów, miłości i małżeństwa przybiera dziesiątki postaci wbudowanych w nasz umysł jako produkt czasu, doboru naturalnego i ewolucji.

Wszystko zaczyna swój bieg w momencie, w którym mężczyzna i kobieta znajdą się na tyle blisko, aby rozpocząć zaloty – od flirtu.

MOWA CIAŁA

Irenäus Eibl-Eibesfeldt, etolog niemiecki2, zaobserwował u kobiet interesujące wzorce zachowań związanych z flirtem. Wykorzystywał kamerę wyposażoną w ukryty obiektyw, dzięki czemu, choć kierował ją przed siebie, w rzeczywistości rejestrował wszystko, co działo się z boku. W ten sposób zdołał uchwycić na taśmie spontaniczną mimikę otaczających go osób. Podczas podróży do Samoa, Papui, Francji, Japonii, Afryki i Amazonii zarejestrował liczne przypadki flirtu. Później w swoim laboratorium w Instytucie Fizjologii Zachowania im. Maxa Plancka w Andechs, w pobliżu Monachium, starannie analizował każdy z nich, klatka po klatce.

Wyłonił się z tego uniwersalny wzorzec kobiecego flirtu. Kobiety z miejsc tak odległych od siebie, jak amazońska dżungla, salony Paryża i góry Nowej Gwinei, wykorzystują w trakcie flirtu ten sam zestaw zachowań mimicznych.

Najpierw kobieta uśmiecha się do zalotnika i unosi brwi szybkim, nerwowym ruchem, otwierając szerzej oczy, aby mu się przyjrzeć. Następnie przymyka powieki, opuszcza głowę i przechyla ją na bok, odwracając wzrok. Często zakrywa również twarz dłońmi, chichocząc. Sekwencja zachowań jest tak wyraźna, że zdaniem Eibla-Eibesfeldta musi stanowić wrodzoną kobiecą sztuczkę, która wyewoluowała przed wiekami jako sygnał seksualnego lub romantycznego zainteresowania.

Również inne gierki miłosne mogą czerpać z naszej prastarej przeszłości. Kobieta przyjmuje skromną pozę, przekrzywia głowę i spogląda nieśmiało na pretendenta. Podobnie postępuje samica oposa, odwracając się w stronę zalotnika i spoglądając mu prosto w oczy, przekrzywiwszy pyszczek. Zwierzęta często potrząsają głową, aby zwrócić na siebie uwagę. Kobiety w zalotach robią to regularnie; unoszą ramiona, wyginają plecy w łuk i odrzucają włosy jednym płynnym ruchem. Albatrosy potrząsają głowami i klekoczą dziobami w przerwach pomiędzy kiwaniem głową, ukłonami i pocieraniem się dziobami. Żółwie błotne wyciągają i cofają głowę, niemal dotykając się nosami. Kobiety nie są jedynymi stworzeniami wykorzystującymi ruch głowy we flircie3.

 

Taktyka zalotów mężczyzn także nie odbiega od obserwowanej wśród innych gatunków. Czy zdarzyło ci się kiedyś wejść do gabinetu szefa i ujrzeć go rozpartego w fotelu, z dłońmi splecionymi za głową, uniesionymi wysoko łokciami i wypiętą klatką piersiową? Czy na twój widok wstał zza biurka, podszedł do ciebie, uśmiechnął się, wyprostował plecy i skierował górną połowę ciała w twoją stronę? Jeśli tak, miej się na baczności. Być może podświadomie zaznaczył swoją dominację. A jeśli jesteś kobietą, możliwe, że się do ciebie zalecał.

„Wypinanie piersi” to część niewerbalnego komunikatu powszechnie występującego w królestwie zwierząt – „chodzenie z podniesioną głową”. Osobniki dominujące próbują się wydać większe. Dorsze rozwierają paszcze i usztywniają płetwy brzuszne. Węże, żaby i ropuchy połykają powietrze. Antylopy i kameleony odwracają się bokiem, aby podkreślić swoje rozmiary. Mulaki czarnoogonowe spoglądają z ukosa, aby uwidocznić poroże. Koty jeżą sierść. Gołębie nadymają się. Homary stają na czubkach odnóży i szeroko otwierają szczypce. Goryle uderzają się w klatkę piersiową. Mężczyźni po prostu wypinają pierś.

W konfrontacji z osobnikiem bardziej dominującym wiele stworzeń pomniejsza swoje rozmiary. Ludzie zwracają stopy do wewnątrz, opuszczają ramiona i zwieszają głowę. Wilki podkulają ogon i przyjmują uniżoną postawę. Homary przysiadają. Wiele gatunków się kłania. Zastraszony dorsz wygina ciało. Jaszczurki unoszą i opuszczają ciało. Szympansy w geście szacunku pochylają głowę tak szybko i z taką częstotliwością, że prymatolodzy nazwali ten gest „podskakiwaniem” [ang. bobbing].

To „przykucanie” i „powiększanie się” obserwowane w przypadku wielu stworzeń manifestuje się również w zalotach. Pamiętam pewien komiks z europejskiego czasopisma. Na pierwszym obrazku mężczyzna w kąpielówkach stoi samotnie na pustej plaży – głowa zwieszona, brzuch wypięty, zapadnięta klatka piersiowa. Na drugim obrazku przechodzi obok niego atrakcyjna kobieta; teraz mężczyzna wysoko unosi głowę, wciąga brzuch i wypina pierś. Na ostatnim obrazku kobiety już nie ma, a mężczyzna powraca do normalnej, niedbałej pozy. Dość często widuje się mężczyzn i kobiety, którzy nadymają się lub kulą, aby pokazać swoją ważność, bezbronność lub przyjazne nastawienie.

SPOJRZENIE „KOPULACYJNE”

Wymiana spojrzeń to chyba najbardziej dostrzegalna cecha ludzkich zalotów. Mowa oczu. W kulturach Zachodu, w których istnieje przyzwolenie na kontakt wzrokowy pomiędzy płciami, mężczyźni i kobiety często bezwiednie spoglądają na potencjalnego partnera przez dwie, trzy sekundy, w trakcie których źrenice ich oczu mogą się zwęzić, co stanowi oznakę najwyższego zainteresowania. Następnie patrzący przymyka powieki i odwraca wzrok4.

Kontakt wzrokowy sprawia piorunujące wrażenie. Spojrzenie uaktywnia prymitywne części mózgu, wywołując jedną z dwóch podstawowych emocji – chęć zbliżenia lub ucieczki. Nie zdołasz zignorować wpatrzonych w ciebie oczu; musisz zareagować. Możesz się uśmiechnąć i rozpocząć rozmowę. Możesz też odwrócić wzrok i ruszyć w kierunku wyjścia. Najpierw jednak prawdopodobnie pociągniesz się za płatek ucha, wygładzisz sweter, ziewniesz, poprawisz okulary albo wykonasz inny pozbawiony znaczenia ruch – „czynność zastępczą” – który złagodzi niepokój, tak aby twój mózg mógł ocenić, jak zareagować na ten gest – ucieczką czy podjęciem miłosnej gry.

Spojrzenie to, nazywane przez etologów kopulacyjnym, najprawdopodobniej jest wynikiem ewolucji naszej psychiki. Szympansy oraz inne naczelne wpatrują się w przeciwników, aby wzbudzić w nich strach; zaglądają im głęboko w oczy również w ramach pojednania po bójce. Wymiana spojrzeń poprzedza także stosunek, jak w przypadku bonobo, szympansów karłowatych – małp człekokształtnych blisko spokrewnionych z szympansem zwyczajnym, lecz mniejszych i sprawniejszych intelektualnie. Grupa tych osobników mieszka w ogrodzie zoologicznym w San Diego; samce i samice regularnie kopulują ze sobą. Tuż przed stosunkiem pary przez kilka chwil wpatrują się sobie w oczy5.

Pawiany także patrzą sobie w oczy w trakcie zalotów. Ewolucyjne drogi tych zwierząt i ludzi rozeszły się ponad 25 milionów lat temu, a mimo to nasze zachowania godowe noszą pewne znamiona podobieństwa. Antropolog Barbara Smuts tak opisała więź rodzącą się pomiędzy pawianami zamieszkującymi urwiska Eburru w Kenii: „Przypominało to obserwowanie dwojga debiutantów w barze dla samotnych”6.

Zaiskrzyło, gdy pewnego wieczoru samica Thalia odwróciła się, napotykając spojrzenie młodego samca Alexa. Znajdowali się około czterech i pół metra od siebie. Alex natychmiast odwrócił wzrok. Wtedy Thalia zaczęła spoglądać na niego – dopóki ponownie nie spojrzał w jej stronę. Wówczas samica z rozmysłem zaczęła się bawić palcami stóp. I tak to się toczyło. Za każdym razem, gdy spoglądała na niego, odwracał wzrok; za każdym razem, gdy on spoglądał na nią, bawiła się palcami. Wreszcie Thalia odwzajemniła spojrzenie Alexa.

Natychmiast położył uszy płasko, zmrużył powieki i zacmokał w najwyższym geście pawianiej przyjaźni. Thalia zamarła, by w końcu obdarzyć go przeciągłym spojrzeniem. Dopiero ten długi kontakt wzrokowy sprawił, że Alex zbliżył się do Thalii, która zaczęła go iskać – tak narodził się związek, który z niesłabnącą siłą utrzymywał się jeszcze sześć lat później, gdy Smuts powróciła do Kenii, by badać przyjaźnie w społeczności pawianów.

Być może to oko – nie serce, narządy płciowe czy mózg – jest pierwszym organem miłości, ponieważ spojrzenie (lub wpatrywanie się) często spotyka się z uśmiechem.

„Jest uśmiech miłosny / I uśmiech fałszywy”, napisał poeta William Blake. W rzeczywistości u człowieka występuje co najmniej osiemnaście różnych rodzajów uśmiechu7, z których tylko kilka stosujemy podczas zalotów. Pozdrawiając na ulicy znajomego, zarówno mężczyźni, jak i kobiety przywołują na twarz „prosty uśmiech”, nie rozchylając warg. Wargi są rozciągnięte, a zęby ukryte; gestowi często towarzyszy skinięcie głową zastępujące ukłon. Ludzie uśmiechający się w ten sposób raczej nie zatrzymają się na pogawędkę.

„Uśmiech górnozębowy” jest oznaką silniejszego zainteresowania. W tym geście odsłania się górne zęby, by okazać pozytywne intencje. Uśmiech ten często łączy się z przelotnym uniesieniem brwi. Eibl-Eibesfeldt obserwował ten uśmiech u Europejczyków, Balijczyków, Indian amazońskich i Buszmenów z południowej Afryki; zauważył, że stosowano go we wszystkich przyjacielskich kontaktach – nie wyłączając flirtu. Szympansy i goryle używają tego półuśmiechu podczas zabawy. Na ogół odsłaniają jednak zęby dolne, nie górne. W ten sposób ukrywają ostre, podobne do psich kły, które stanowią element odstraszający.

„Uśmiech otwarty”, w którym wargi całkowicie odsłaniają zarówno górne, jak i dolne zęby, często stosujemy, gdy próbujemy kogoś „poderwać”. Doskonałym przykładem takiego uśmiechu jest uśmiech byłego amerykańskiego prezydenta Jimmy’ego Cartera, którym zabiegał o nasze umysły, głosy i opinie; gdyby po tym „superuśmiechu” następował flirt, wstydliwe spojrzenie, podrzucenie głową, wypięcie piersi lub kontakt wzrokowy, jego intencje należałoby odczytywać jako jednoznacznie seksualne.

„Nerwowy uśmiech towarzyski”, inny rodzaj ludzkiego grymasu, odgrywa w zalotach wybitnie negatywną rolę. Wywodzi się z pradawnego zwyczaju ssaków polegającego na obnażaniu zębów w sytuacji bez wyjścia. Miałam kiedyś okazję zaobserwować doskonały tego przykład podczas występu w telewizji. Gospodyni programu została werbalnie zaatakowana przez innego gościa. Nie mogła okazać nieuprzejmości ani opuścić planu. Rozciągnęła więc wargi, ukazując obydwa rzędy mocno zaciśniętych zębów, po czym znieruchomiała z tym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Szympansy przywołują nerwowy uśmiech towarzyski, „szczerzą zęby”, w konfrontacji z osobnikiem o wyższej randze. Wyrażają w ten sposób mieszankę strachu, przyjaznych uczuć i chęci uspokojenia przeciwnika. My także uśmiechamy się nerwowo w trudnych sytuacjach społecznych, ale nigdy nie robimy tego podczas zalotów. A więc jeśli potencjalny partner szczerzy się do ciebie z zaciśniętymi zębami, masz niemal stuprocentową pewność, że nie tyle myśli o umizgach, ile stara się przetrwać fazę poznania się.

UNIWERSALNE SYGNAŁY UWODZENIA

Pomimo oczywistych związków między gestami wykonywanymi podczas zalotów przez ludzi oraz inne zwierzęta trzeba było niemal stu lat badań, aby dowieść, że istoty ludzkie na całym świecie posługują się w większości tym samym zestawem sygnałów niewerbalnych.

Darwin jako pierwszy zastanawiał się nad dziedziczeniem mimiki i postawy u ludzi. Dla potwierdzenia hipotezy, zgodnie z którą wszyscy mężczyźni i kobiety wykorzystują ten sam zestaw gestów dla wyrażania podstawowych emocji, w 1867 roku rozesłał ankietę do badaczy z odległych zakątków obu Ameryk, Afryki, Azji i Australii. Pośród licznych pytań dotyczących rdzennych mieszkańców znalazły się i te: „Czy w oburzeniu człowiek marszczy brwi, prostuje ciało i unosi głowę, napina ramiona i zaciska pięści?”, „Czy odrazę okazuje się wygięciem dolnej wargi ku dołowi i niejakim uniesieniem górnej wargi z gwałtownym wypuszczeniem powietrza?”, „Czy dobremu humorowi towarzyszy błysk w oku, drobne zmarszczenie skóry w kącikach oczu i pod nimi oraz lekkie uniesienie kącików ust?”.

Naukowcy, dziennikarze, misjonarze i znajomi z całego świata odpowiedzieli twierdząco na pytania Darwina, który nabrał przekonania, że radość, smutek, szczęście, zaskoczenie, strach i wiele innych ludzkich emocji wyraża się w uniwersalnej mimice odziedziczonej po wspólnej ewolucyjnej przeszłości. Jak później napisał w książce O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt (1872): „Zdaje się, że u wszystkich ras ludzkich dobre samopoczucie wyrażane jest tak samo i łatwo je rozpoznać”8.

Ponad sto lat później zespół psychologa Paula Ekmana potwierdził przypuszczenia Darwina o powszechności pewnych wyrazów twarzy pośród ludów całego świata. Członkowie plemienia Fore z Nowej Gwinei, wieśniacy z Sadong w malezyjskim stanie Sarawak, Brazylijczycy i Japończycy, którym pokazano wizerunki Amerykanów z prośbą o nazwanie przedstawionych na nich emocji, z łatwością rozpoznali smutek, zaskoczenie, odrazę, strach i gniew – jak również uśmiech9.

Wygląda na to, że uśmiechanie się jest u ludzi wrodzone. Niektóre niemowlęta próbują naśladować uśmiech matki już trzydzieści sześć godzin po narodzinach, a w wieku trzech miesięcy wszystkie dzieci zaczynają się uśmiechać w sytuacjach społecznych10. Radosne grymasy pojawiają się nawet na twarzach dzieci niewidomych i niesłyszących od urodzenia, mimo że nigdy nie miały okazji zaobserwować ich w otoczeniu.

Flirt, niewinne spojrzenie, potrząśnięcie głową, wypięcie piersi i wpatrywanie się, podobnie jak uśmiech, prawdopodobnie należą do stałego repertuaru ludzkich gestów, które – używane w odpowiednim kontekście – wyewoluowały jako sposób na przyciągnięcie partnera.

Czy te uwodzicielskie sygnały mogą stanowić część bardziej rozbudowanego ludzkiego tańca godowego?

Tak uważają antropolog David Givens i biolog Timothy Perper. Obaj spędzili setki godzin w amerykańskich barach, obserwując techniki podrywu stosowane przez kobiety i mężczyzn. Givens pracował w pubach otaczających kampus Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle. Perper sączył piwo, przyglądał się młodym singlom i notował spostrzeżenia w Main Brace Lounge, Homestead i innych barach w New Jersey, Nowym Jorku i wschodniej Kanadzie. Obaj naukowi podglądacze odkryli te same wzorce zalotów11.

Według nich proces uwodzenia w amerykańskim barze dla samotnych dzieli się na kilka etapów, a każdy z nich charakteryzuje się wyraźnym punktem kulminacyjnym. Ja wyróżniłam ich pięć. Pierwszy to faza „zwracania uwagi”. Zaraz po wejściu do baru mężczyźni i kobiety zazwyczaj ustalają pewne terytorium – krzesło, miejsce, o które można się oprzeć, stanowisko w pobliżu baru, drzwi lub parkietu. Po zajęciu miejsca podejmują próbę zwrócenia na siebie uwagi. Taktyki są różne. Mężczyźni rozprostowują i zginają ramiona, rozciągają się, prostują plecy i przestępują z nogi na nogę kołyszącym ruchem. Przesadnie akcentują też swoje ruchy. Mieszając drinka, nie czynią tego za pomocą nadgarstka, lecz angażując całe ramię, jakby miesili błoto. Serdeczny śmiech wstrząsa całym ich ciałem – jest na tyle głośny, by przyciągnąć uwagę otoczenia. W ten sposób proste gesty zyskują dodatkową oprawę i emfazę.

 

Potem mężczyźni przechadzają się dumnie w tę i z powrotem. Tak samo zachowują się samce pawianów z trawiastych równin Afryki Wschodniej, gdy dostrzegą potencjalną partnerkę seksualną. Samiec goryla krąży wokół samicy ciężkim krokiem, obserwując ją kątem oka. Prymatolodzy ten paradny chód nazywają „wypatrywaniem zwierzyny”. Samce wielu gatunków stroszą też piórka. Mężczyźni przygładzają włosy, poprawiają ubranie, pociągają za brodę i wykonują wiele innych podobnych czynności, które pomagają rozproszyć zdenerwowanie i uniknąć bezruchu.

Starsi mężczyźni często sięgają po inne rekwizyty, oznajmiając swoją dostępność za pomocą kosztownej biżuterii, ubrań oraz innych oznak sukcesu. Wszystkie te sygnały można jednak sprowadzić do wspólnego potrójnego przekazu: „Jestem tutaj; jestem ważny; jestem niegroźny”. Cóż za skomplikowana mieszanka sygnałów świadczących zarazem o ważności i dostępności. A jednak mężczyźni odnoszą sukces; kobiety o nich zabiegają.

„Lepiej być w centrum uwagi, niż zostać niezauważonym”, powiedziała kiedyś Mae West. Kobiety to wiedzą. Do fazy zwracania uwagi przystępują, czyniąc podobne zabiegi jak mężczyźni: uśmiechają się, rozglądają, przestępują z nogi na nogę, kołyszą, poprawiają wygląd, rozciągają, obchodzą swoje terytorium, żeby przyciągnąć spojrzenia. Często sięgają także po arsenał czysto kobiecych gestów. Kręcą włosy na palcu, przechylają głowę, spoglądają z udawaną skromnością, chichoczą, unoszą brwi, wysuwają język, oblizują górną wargę, rumienią się i ukrywają twarz, dając sygnał: „Jestem tutaj”.

Niektóre kobiety w trakcie zalotów przyjmują również charakterystyczny sposób chodzenia; prostują plecy, wypinają pierś, kołyszą biodrami i dumnie suną naprzód. Nic dziwnego, że wiele kobiet nosi wysokie obcasy. Ten dziwaczny zwyczaj, zapoczątkowany w XVI wieku przez Katarzynę Medycejską, powoduje nienaturalne wygięcie kręgosłupa, uniesienie pośladków i wypchnięcie klatki piersiowej w kobiecym zapraszającym geście. Uwagę przykuwa również stukot obcasów.

W ten właśnie sposób, za pomocą szpilek, ściągniętych warg, wachlowania rzęsami, tańczących brwi, uniesionych dłoni, skierowanych do wewnątrz stóp, rozkołysanych ciał i spódniczek oraz lśniących zębów kobiety sygnalizują mężczyznom swoją dostępność.