Romans panny Brook

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Bynajmniej. Stanowi pani ożywczą zmianę, mając na uwadze większość znanych mi pań. Uważam rozmowę z panią za niezwykle interesującą. Zapewne zamierza pani jak najszybciej wrócić do Londynu?

– Tak – odrzekła stanowczo.

– Czy mogę być pani w czymś pomocny?

– Nie, dziękuję. Zrobił pan już dostatecznie dużo.

Po posiłku Alex wziął ją pod ramię i wyszli z restauracji. Lydia była trochę skonsternowana tą bliskością i zdziwiona zarazem, że jej ciało tak silnie reaguje na dotyk jego ręki. Stali u stóp schodów w niewielkim holu, patrząc sobie w oczy. Lydia lekko rozchyliła wargi w nieśmiałym uśmiechu, wyraz jej twarzy złagodniał.

– Jestem wdzięczna, że uchronił mnie pan przed straszliwym losem – zwróciła się do Alexa. – Przykro mi z powodu pana siostry. Musi się pan bardzo o nią martwić. Wyobrażam sobie, jak cierpi z powodu niewiernego męża, dla pana też ta sytuacja z pewnością nie jest łatwa.

Alexa wzruszyła jej serdeczna troska, ale równocześnie wezbrało w nim pożądanie, jakiego nigdy nie czuł w stosunku do dopiero co poznanej kobiety. Dziwił się, że ta wspaniała istota uległa zręcznej manipulacji Henry’ego. Posiadała cudownie naturalny wdzięk i kobiecość, która poruszyła w nim głęboko ukrytą strunę. Jej pełne wargi zdawały się zapraszać do pocałunku, upięte w górze włosy podkreślały doskonały kształt długiej szczupłej szyi aż proszącej się o pieszczoty. Rzeczywiście, wyglądała niczym piękne dzieło sztuki.

Przerywając ślub, zareagował zbyt agresywnie, ale był u kresu wytrzymałości, od kiedy się dowiedział, że Henry uciekł do Szkocji z jakąś nieznaną kobietą. Już wcześniej jego cierpliwość była na wyczerpaniu, kiedy spędzał wyjątkowo męczące dni w towarzystwie Irene, upartej i rozpuszczonej siostry swego przyjaciela, sir Davida Hiltona.

Przez kilka ostatnich tygodni gościł w domu Davida na obrzeżach Paryża, miasta, które David kochał i do którego uciekał przy każdej nadarzającej się okazji. David wrócił z nim do Londynu w towarzystwie swojej siostry. Alex zamierzał spędzić najpierw kilka dni w swoim domu w Aspen Grange, w Berkshire, a potem planowali z Davidem, który był jego sąsiadem, wspólne wędkowanie. Na nieszczęście dla Alexa razem z Davidem przyjechała Irene. Nie ulegało najmniejszych wątpliwości, że żywi nadzieję na małżeństwo z nim, bo niemal natychmiast po śmierci jego żony zaczęła go nękać.

Spotkało ją jednak rozczarowanie, bowiem Alex nie planował żadnego ślubu czy z Irene, czy z jakąkolwiek inną kobietą. Odczuwał pogardę dla instytucji, która niegdyś miała mu przynieść szczęście i spełnienie, a przyniosła tylko niedolę.

– Gdyby nie wzywały mnie interesy na północy – powiedział – zawiózłbym panią do Londynu.

– Proszę się o mnie nie martwić. Naprawdę dam sobie radę – odparła z większą determinacją niż przekonaniem. – Znajdę własną drogę. – Smutek zasnuł jej oczy, a wargi złożone do uśmiechu zadrżały. – To dziwne, kiedy pomyślę, że dzisiejsza noc miała być moją nocą poślubną. Nie przypuszczałam, że tak to się zakończy. – Westchnęła, spojrzawszy w oczy Alexa. – Nic z tego nie ma już teraz znaczenia. Nie spotkamy się więcej, sir, bo wątpię, by w tak różnych środowiskach, w jakich się obracamy, nasze ścieżki kiedykolwiek się skrzyżowały.

Ociągał się z rozstaniem. Miękkie ciemne włosy Lydii oświetlone światłem świec aż się prosiły, żeby ich dotknąć. Wyobrażał sobie, że wyjmuje z nich szpilki, a one opadają na ramiona ciemną falą. Że pieszczą jego nagą skórę, kiedy oplata Lydię ramionami. Mimo niskiego pochodzenia była niezwykła, otaczała ją tajemnicza, pełna słodyczy, szlachetna aura. Jej postawa świadczyła, że jest kobietą w pełni świadomą swojej pięknej twarzy i figury, a instynkt podpowiadał mu, że kryje w sobie bezmiar namiętności, która wysyła ciche sygnały rozpoznawalne dla pełnego wigoru mężczyzny, jakim przecież był. Oczy mu rozbłysły na samą myśl o tym, jak by to było posiąść tak wspaniałą kobietę.

– Nie musi tak być. – Jego głos nagle się zmienił, przybierając zdecydowany ton. – Sprawia pani wrażenie rozsądnej młodej damy, w dodatku pięknej, choć z mego doświadczenia wynika, że te dwie cechy nie zawsze idą w parze.

– Co pan mówi?

– Uświadamiam sobie, że to miała być pani noc poślubna – odrzekł, nie spuszczając z niej wzroku i wiedząc, że również ona jest ofiarą przemożnych sił, jakie zaiskrzyły między nimi. – Nie musi pani być sama tej nocy.

Obserwował ją, czekając, co odpowie, świadomy, że jej reakcja zadecyduje o wszystkim, co zdarzy się między nimi. Lydia wydawała się zaszokowana tym pytaniem i przez chwilę wytrzymywała jego spojrzenie z niewinną konsternacją. Poczuł nagły przypływ pożądania na myśl, że może przystać na jego propozycję, ale spotkało go srogie rozczarowanie.

Słowa Alexa i ich ewentualne konsekwencje zaskoczyły ją. Ale jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy uświadomiła sobie, że jest bliska zaakceptowania jego propozycji. Spędziła większość życia w ubogich dzielnicach Londynu, nie była więc naiwna i doskonale wiedziała, co się kryje za tą propozycją. Chowana pod kloszem panna mogłaby się poczuć zdezorientowana i nie wyczuć prawdziwych intencji uroczo uśmiechniętego dżentelmena, ale na pewno nie ona. Do tego przez cały czas spędzony z nim w restauracji, kiedy mu opowiadała o swojej pracy i nadziejach na przyszłość, a on słuchał jej w skupieniu, dawała się ponieść emocjom. I te emocje podszeptywały jej, by się zgodziła.

Obserwowała jego uśmiech. Był to najbardziej czarujący uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała na czyjejś twarzy. Nie miała już wątpliwości co do decyzji. Po dzisiejszym dniu wiedziała aż za dobrze, jakie komplikacje może skrywać uroczy uśmiech. Henry dał jej lekcję, by nie kierować się ciepłymi uczuciami, które zaczyna żywić do innego człowieka. Takie uczucia prowadziły do słabości, która mogła być zgubna.

Jej policzki oblały się rumieńcem i cofnęła się gwałtownie.

– Albo ja postradałam rozum, sir, albo pan – powiedziała, zniżając głos, żeby nikt przechodzący przez hol nie usłyszał jej słów. – Za kogo pan mnie uważa? Nie chcę się wydać niewdzięczna po tym, ile uprzejmej uwagi mi pan poświęcił, ale albo posuwa się pan za daleko w swoim zadufaniu, albo przesadnie się pan nade mną lituje – zakończyła z nutką ironii.

– Nie jestem zadufany, panno Brook, ani się nad panią nie lituję – odpowiedział Alex, wciąż nie spuszczając wzroku z tej pełnej wdzięku kobiety, która była tak blisko, że wystarczyło unieść rękę, żeby jej dotknąć. – To nie ma z tym nic wspólnego. Zapewniam panią, że mówię zupełnie poważnie. – Miał chłodny, pewny siebie głos.

– Tak, widzę to, i jeśli pan zastanawia się, dlaczego podjęłam taką decyzję, to odpowiem, że mam dobrze rozwinięty instynkt samozachowawczy.

– Nie tak dobrze rozwinięty, by przejrzeć Henry’ego już na początku znajomości – mruknął Alex.

– Niewątpliwie myśli pan, że skoro Henry zabrał mnie z nędznej londyńskiej uliczki, to jestem łatwą zdobyczą. Otóż myli się pan, sir. Jak może pan sugerować coś tak niestosownego? Nie jestem nierządnicą. Nie jestem na sprzedaż. Gdyby był pan prawdziwym dżentelmenem, nie powiedziałbym pan tego, co przed chwilą usłyszałam.

– To była tylko sugestia – bronił się Alex zaskoczony tak bezpardonowym atakiem. – Myślałem, że po tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło, może nie chce pani być sama.

– Lubię swoje towarzystwo, panie Golding. Henry okazał się człowiekiem niegodnym. Jeśli przystałabym na pańską sugestię, to związałabym się z człowiekiem równie niegodnym.

Alex zacisnął szczękę i odstąpił o krok. A więc ona myślała, że może go okpić, zachowując się jak dama. Ale wściekły bardziej na siebie niż na nią, bo w końcu wiele przeszła tego dnia, wreszcie zrozumiał, jak znieważona musiała się poczuć jego niestosowną propozycją.

– Jeśli pani zamierza podawać w wątpliwość moje dobre intencje, to nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć pani dobrej nocy i bezpiecznej podróży – oświadczył.

– Dobranoc, panie Golding – odpowiedziała drżącym głosem, usiłując zignorować tępy ból rozczarowania rozsadzający jej pierś. Bardzo żałowała, że wydarzenia potoczyły się w niespodziewanym kierunku, który zniszczył bliskość narastającą między nimi w trakcie posiłku.

Alex patrzył na jej twarz – oczy, w których odbijało się światło świec, lekko rozchylone różowe usta, które ukazywały lśniącą biel zębów. Jego sumienie zbuntowało się przeciwko niemu i jego niecnej propozycji, próbował jakoś zapanować nad swoimi myślami, ale w powietrzu unosił się zapach jej perfum, osłabiając jego determinację.

Znał wiele pięknych kobiet i kochał się z nimi, ale nie przypominał sobie, żeby od pierwszego wejrzenia pragnął którejś tak bardzo jak Lydii Brook. Co było w niej takiego, że aż tak go pociągała? Jej szczerość? Jej niewinność? Jej uśmiech, który przyprawiał go o szybsze bicie serca niczym niedoświadczonego młodzika zakochanego po raz pierwszy w życiu? Powiedział sobie, że to, co czuje, wynika z pragnienia sfrustrowanego mężczyzny, który dawno nie miał kobiety, ale cokolwiek to było, nie mógł zaprzeczyć, że głęboko nim wstrząsnęło. Dlatego w bezrozumnym odruchu, gdy Lydia już się odwracała, żeby odejść, wyciągnął rękę i przytrzymał ją za ramię. Była zaskoczona, kiedy wciągnął ją do niewidocznej niszy pod schodami.

Panował tam mrok i było tak ciasno, że ich ciała się zetknęły. Lydia szarpnęła się, starając się uwolnić, ale otoczył ją ramionami i przyciągnął do siebie.

– Proszę – wykrztusiła, unosząc głowę i przenosząc spojrzenie z jego kształtnych ust na oczy, podejrzewając, że Alex zamierza ją pocałować. – To nie może się zdarzyć.

Delikatnie pogładził palcem jej policzek, przesuwając zmysłowo aż do brody. Poczuła, jak jej skóra staje się gorąca pod wpływem jego dotyku.

– Wiem – powiedział Alex, pochylając głowę ku jej włosom, na co gwałtownie się odwróciła i ich policzki się zetknęły. – Tylko jeden pocałunek, panno Brook. Co w tym złego? – Podniósł głowę i spojrzał w jej twarz, jak gdyby chciał ją zapisać w pamięci, po czym utkwił spojrzenie w jej ustach.

 

– A więc tylko jeden pocałunek – szepnęła.

– Tylko jeden, panno Brook – powtórzył.

Bardzo powoli położył dłonie po obu stronach jej twarzy. Oczy mu pociemniały, kiedy pochylił się do przodu, a Lydia lekko zadrżała – ze strachu albo podniecenia, sama nie wiedziała – ale nie cofnęła się, kiedy jeszcze bardziej pochylił głowę, by dotknąć ustami jej miękkich drżących warg, pieścić je powoli i czule. Ogarnęła ją fala gorąca, ale równocześnie poczuła lęk, lecz nie przed Alexem, ale przed sobą i mrocznymi emocjami, które w niej obudził.

Poczuła obejmujące ją mocne ramiona, kiedy przyciągnął ją do twardej piersi. Pozwoliła mu trzymać się w ramionach i rozchylać swoje wargi pieszczącymi ustami. Była zaszokowana pocałunkiem, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła, jego niewiarygodną słodyczą i zmysłowością, agresywnym, ale i czułym zarazem, budzącym w niej nieznane dotychczas emocje. Jej ciało reagowało gwałtownie, przyciskając się do jego ciała, a usta otwierały się na przyjęcie następnych namiętnych pocałunków. Pachniał brandy i wodą kolońską, a to jeszcze bardziej działało na jej zmysły.

Krew pulsowała jej w żyłach, poczuła ucisk w żołądku, ale nawet wtedy nie próbowała się cofnąć. Uwięziona w opiekuńczym uścisku przywarła do Alexa, ulegając pierwotnym emocjom. Nic w ciągu dwudziestu lat jej życia nie przygotowało jej na taki pocałunek, więc zatraciła się całkowicie w rozkoszy i magii tej chwili.

Delikatny jęk przerwał ciszę i uświadomiła sobie, że wyrwał się z jej ust. Nagle świat stał się niezwykle zmysłowy, nie liczyło się w nim nic prócz tego mężczyzny, jego ust złączonych z jej ustami i jego ciała przyciśniętego do jej ciała.

Alex tulił ją, pieścił ustami jej policzki, jej brodę, zanim jeszcze raz zatrzymał się na jej ustach. Był niezwykle witalnym mężczyzną, który przywykł do rozkoszy cielesnych, jednak panna Brook wprawiała go w zakłopotanie. Była uosobieniem czystej niewinności, kobietą, która nigdy nie doświadczyła intymnego uścisku ze strony mężczyzny.

Wreszcie ich usta się rozłączyły, a oni oddychali ciężko. Stojąc bez ruchu, jak gdyby wciąż smakując ten pocałunek, z wilgotnymi, lekko rozchylonymi wargami, Lydia zaczęła wydobywać się z niebezpiecznego kokonu zmysłowości, w którym nie miała już nad niczym kontroli.

Alex czule pieścił koniuszkami palców jej policzek. Z trudem panował nad swoimi emocjami, pragnąc za wszelką cenę pocałować ją raz jeszcze, ale tym razem z całą namiętnością i pożądaniem, które w nim wezbrały. Mówił sobie, że powinien zwolnić, zadowolić się tym, na co mu dała przyzwolenie, nie ponaglać jej ani do niczego nie zmuszać, ale tak naprawdę myślał tylko o tym, żeby być blisko niej i rozkoszować się jej słodyczą. Czuł nieprzepartą chęć, by kochać się nią, i nie mógł pozwolić, żeby ta wspaniała młoda kobieta mu się wymknęła. Ujął jej twarz i odgarnął kosmyk włosów z policzka.

– Nie spędzaj tej nocy sama – poprosił. – Zostań ze mną.

Lydia patrzyła na jego twarz pociemniałą w mdłym świetle, odczuwając jakąś potrzebę, której natury nie potrafiła zgłębić. Wiedziała tylko, że ten mężczyzna jest w stanie zaspokoić tę potrzebę. Pragnęła go. Pragnęła tego, co mógł jej dać. O czym ja myślę? – napomniała się w duchu. Przecież on pochodzi z innej sfery, żyje w innym świecie. Może i nie ma tytułu jak jego szwagier, ale jest szlachetnie urodzony. Widać to po nim. Promienieje siłą, pewnością siebie i autorytetem… a także swoistą arogancją.

– Nie, muszę iść – odpowiedziała.

Przez moment Alex milczeniu patrzył w jej twarz zarumienioną pożądaniem i w błyszczące oczy.

– Czemu? – spytał wreszcie. – Boisz się mnie?

– Nie, skądże – odparła, uświadomiwszy sobie natychmiast, że skłamała. Oczywiście, że się go bała, bała się tego, co może z nim robić, jeśli zostaną dłużej razem, bo to było właśnie to, co chciała robić. Chciała raz jeszcze czuć jego wargi na swoich, przeżywać to jedyne w swoim rodzaju rozkoszne doznanie. – Muszę iść. – Odskoczyła od niego i choć nogi jej drżały, a ciało płonęło ogniem namiętności, zaczęła wchodzić po schodach z całą godnością, na jaką mogła się zdobyć, wiedząc, że ją obserwuje. Nigdy nikt tak na nią nie działał. Na myśl o oddaniu się Alexowi Goldingowi przebiegał jej dreszcz po plecach, ale już jej to nie szokowało, wydarzenia ostatnich dwudziestu czterech godzin wydrenowały ją ze wszystkich uczuć, więc teraz nie zostały w niej prawie żadne emocje.

A jednak nie mogła wyrzucić z głowy tego, co właśnie się stało. Pociągał ją wbrew jej woli dzięki nieodpartemu magnetyzmowi, uśmiechowi i sposobowi, w jaki na nią patrzył niewiarygodnie niebieskimi oczami, których leniwe spojrzenie przyprawiało ją o drżenie i rozpalało jej ciało.

Powiedziała sobie, że nawiązanie jakiejkolwiek relacji z obcym mężczyzną może być zarówno lekkomyślne, jak i niszczące. Ale propozycja Alexa Goldinga po haniebnym zachowaniu Henry’ego pochlebiała jej i wzmacniała dumę, a jego pożądanie wzbudziło w niej podobne pożądanie. Nigdy, ale to nigdy nie reagowałaby w taki sposób na Henry’ego.

Próbowała powiedzieć sobie, że ci dwaj mężczyźni nie są do siebie podobni pod żadnym względem, ale skąd mogła to wiedzieć? Nie znała Alexa Goldinga.

Miała błysk wątpliwości, że to, co zamierzała zrobić, było nierozsądne, ale zaraz sobie uprzytomniła, że stałoby się to na jej warunkach, a potem by odeszła i nikt by się o niczym nie dowiedział.

Drżała, ale nie z powodu chłodu. Nagle zrobiło się jej gorąco – o wiele za gorąco. Coś się z nią stało, jakby zapaliła się jakaś iskra, której nie można ugasić. Wzbierała w niej potrzeba, żeby być blisko mężczyzny, który odprowadzał ją wzrokiem, i oddać się pożądaniu, które nagle nią zawładnęło, nasycić się nowo odkrytą namiętnością w jego ramionach i pocałunkiem, który rozbudził w niej utajoną kobiecość.

ROZDZIAŁ TRZECI

Alex odprowadzał Lydię zamyślonym wzrokiem. Został sam z dręczącym go bólem, pragnąc od niej czegoś więcej, i toczył w sobie zaciekłą walkę między pożądaniem, które kazało mu biec za nią i błagać o wybaczenie, a pragnieniem wymazania jej z pamięci, co z kolei było niemożliwe.

Przy niej stracił równowagę psychiczną. Sama jej obecność wzbudzała w nim emocje, jakich nie czuł od bardzo dawna, od czasu… Ale kiedy już miał pozwolić wędrować swoim myślom i wrócić do przeszłości, zamknął je gniewnie w najdalszym zakamarku swego umysłu, nie chcąc, żeby zakłóciły teraźniejszość.

Co też mu chodzi po głowie? Nawet nie powinien próbować jej wykorzystywać. Uświadomił sobie, jak bardzo musiała być zdruzgotana, gdy dowiedziała się, że Henry ma żonę, jak bardzo musiała cierpieć. Jest taka wrażliwa i delikatna. Po tym, jak postąpił z nią Henry, chciała mieć przy sobie kogoś, komu mogłaby ufać, kto by jej współczuł, a nie obcego mężczyznę, który myśli tylko o tym, żeby ją zaciągnąć do łóżka.

Oparłszy rękę na słupku poręczy schodów, obserwował, jak panna Brook wchodzi na górę i zatrzymuje się na podeście. Wyczuwał jej napięcie. Po chwili odwróciła się wolno i spojrzała na niego.

Z sercem łomocącym w piersi, podniecona pocałunkiem i owładnięta pożądaniem czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego – coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Wspomnienie namiętnego pocałunku i potajemnych pieszczot sprawiało, że chciała przeżyć to jeszcze raz. Stała nieruchomo, spoglądając na Alexa. Odpowiedział spojrzeniem, a na jego przystojnej twarzy pojawił się uwodzicielski uśmiech. Wbrew swojej woli Lydia poczuła, że coś ją ku niemu ciągnie, i choć wiedziała, że nie powinna ulegać impulsowi, była zbyt niedoświadczona i zauroczona jego osobą, żeby posłuchać głosu rozsądku.

Pozwoliła działać tłumionym zmysłom. Zdawała sobie sprawę, że wpadła w pułapkę. Alex ją zahipnotyzował, przyciągał jak światło ćmę. Jej serce zaczęło bić dotychczas nieznanym rytmem.

Patrzył prosto w jej oczy, urzekał ją, rozciągał wokół niej magiczną sieć, z której nie była w stanie się wyplątać. Na samą myśl o jego ramionach miękły jej kolana i słabły mięśnie. Czuła dziwne mrowienie w intymnych miejscach, jej ciało gorzało płomieniem namiętności, a oczy spoczywały na nim, wyrażając milcząco tajemną i żarliwą obietnicę, tak samo wiążącą, jak wypowiedziana głośno przysięga.

Alex właściwie odczytał to przesłanie. Właśnie takiej zachęty potrzebował. Ze znaczącym uśmiechem zaczął wchodzić na schody.

Na górze znajdował się korytarz z szeregiem zamkniętych drzwi po obu stronach. Lydia otworzyła jedne z nich i weszła do środka, a Alex za nią. Pokój nie był duży, ale wygodny i ciepły, wyposażony we wszystko, czego mógł potrzebować jego użytkownik – albo użytkownicy, jak to miało być tej nocy, jeśli plany Henry’ego by się ziściły. Zasłony w oknach były zaciągnięte, na małym stoliczku obok łóżka płonęła świeca. Panował nastrój spokoju i wyciszenia.

Alex wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Lydia obserwowała go, stojąc nieruchomo jak posąg. W mdłym świetle świecy jej duże śliczne oczy wydawały się jeszcze większe, a pierś unosiła się i opadała przy każdym oddechu, kiedy rozważała zrobienie czegoś, co nigdy wcześniej nawet przez myśl by jej nie przeszło. Drżała, ale pożądanie wygrało z rozsądkiem. Bała się bardziej niż kiedykolwiek w życiu, była przerażona i zawstydzona, że mogła w ogóle zastanawiać się nad takim czynem po tym wszystkim, czego doznała ze strony Henry’ego.

Nie spuszczając z niej wzroku, Alex przeszedł przez pokój. Oczy mu pociemniały, widziała w nich namiętność i pożądanie będące zapowiedzią tego, co za chwilę może nastąpić.

On też się nad tym zastanawiał. Jeśli to, co mu powiedziała, jest prawdą, że Henry nie był jej kochankiem, to wielce prawdopodobne, że jest jeszcze dziewicą. W takim przypadku jeśli miałby jakiekolwiek opory, powinien natychmiast opuścić ten pokój. Ale krótki przebłysk sumienia nie wystarczył, żeby go powstrzymać i słaby protest wewnętrzny szybko się ulotnił.

– Jeśli miałem kiedykolwiek jakieś skrupuły, straciłem je dawno temu – powiedział. – Nie jesteśmy dziećmi. Oboje wiemy, co się dzieje między nami i do czego to prowadzi. Chcę się z tobą kochać i myślę, że ty też tego chcesz. Możesz powiedzieć, że moje motywy nie są szlachetne, i będziesz miała rację, ale są naturalne. Nie będę cię zmuszał. Musisz pragnąć tego tak bardzo jak ja.

Pragnąć? Każdą tkanką swego ciała, każdym uderzeniem serca, każdym oddechem pragnęła wziąć to, co jej oferował. Nie znała tego mężczyzny, a jednak fizyczny pociąg, który do niego czuła, był dotkliwy aż do bólu. Podstępny głos wewnętrzny nakazywał ostrożność, przypominając, że wszelki związek z tym mężczyzną może przynieść jedynie gorycz, ale inny głos szeptał coś przeciwnego, radząc, żeby się nie wahała, lecz wykorzystała moment, bo w przeciwnym razie może żałować, że tego nie zrobiła. Przyniesie jej radość, jeśli będą się kochać tutaj, w tym pokoju i w tym samym łóżku, w którym miała spędzić noc poślubną z Henrym. Imponująca męskość Alexa atakowała jej zmysły. Jakby kierując się siłami, nad którymi nie miała kontroli, postanowiła wykorzystać tę jedną jedyną noc.

– Powiedz mi, czego pragniesz – szeptał Alex, przyciągając ją do siebie. – Chcesz, żebym wyszedł?

– Nie, proszę, nie idź. Nie wiem, co się ze mną dzieje. – Uniosła głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. – Nie mogę walczyć z tym, co czuję, to silniejsze ode mnie. Chyba nawet nie chcę. Nie panuję nad swoimi emocjami.

Obserwując ją bacznie, Alex dostrzegł w jej oczach jakiś błysk, i zatriumfował w duchu. Uśmiechnął się do niej uśmiechem, który mógłby zauroczyć i zmiękczyć nawet najtwardsze serce.

– Mam uważać, że moje zainteresowanie nie jest ci niemiłe? – spytał łagodnym, pieszczotliwym tonem, a gdy skinęła głową, dodał: – A więc cieszę się, że nie uważasz mnie za odpychającego.

– Nie, skądże – potaknęła skwapliwie.

– Jesteś nie tylko piękna i inteligentna, panno Brook, ale również tajemnicza. Zrobię wszystko, żeby cię zadowolić. Mam świadomość wagi tego, co robisz. Nigdy nie byłem pierwszym kochankiem jakiejś kobiety, nigdy nie spadła na mnie tak wielka odpowiedzialność. Uważam to za wyjątkowy przywilej.

Mówił niskim głosem, nie spuszczając z niej wzroku. Serce Lydii podskoczyło w piersi. Jego męskość działała na jej zmysły jak narkotyk. Co się z nią dzieje? Nigdy tak się nie czuła, ale rozpoznawała to uczucie. To szczęście, to coś, czego nie doznawała od długiego czasu, a już na pewno nie z taką intensywnością.

Alex, jak gdyby czytał w jej myślach, zatrzymał wzrok na jej wargach.

– O czym myślisz? – zapytał. – Powiesz mi?

– Zastanawiam się, kiedy znowu mnie pocałujesz – odparła drżącym głosem.

– A ja zadaję sobie pytanie, czy twoje usta wciąż smakują tak słodko jak kilka minut temu.

 

Serce Lydii zabiło mocniej i w jednej sekundzie wszelki opór zniknął. Miała wrażenie, że się rozpływa, gotowa doświadczyć tego, co za chwilę może ją spotkać. Alex ujął jej twarz i wpatrywał się w jej oczy jak zahipnotyzowany. W każdym jej geście kryła się nieuświadomiona zmysłowość, a sposób, w jaki przygryzała z dolną wargę, podejmując decyzję, której się obawiała, pobudził w nim głęboko ukrytą strunę.

– Proszę, żebyś na jedną noc zapomniała o wszystkim innym – powiedział cicho. – Nie uważasz, że to pociągające? – Oczy pociemniały mu w mdłym świetle. – I mam na imię Alex. Czy mogę zwracać się do ciebie Lydio? – Skinęła głową. – A teraz, kiedy już to uzgodniliśmy, myślę, ze najwyższy czas udać się do tego wygodnego łoża, które na nas czeka, a w którym ani sumienie, ani Henry nie będą nam tej nocy przeszkadzać.

Potarł kciukiem jej miękką dolną wargę. Lydia rozchyliła usta i na próżno starała się przeniknąć ciemność, by spojrzeć w jego magnetyczne, bezwstydne oczy. Alex objął jej szyję i pocałował. To był twardy brutalny pocałunek, pocałunek wygłodzonego mężczyzny starającego się rozpaczliwie zaspokoić głód. Przytuliła się do jego szerokiej piersi i drżąc, przyjmowała jego namiętne pocałunki.

Po pewnym czasie, który zdawał się trwać wieczność, Alex odsunął ją od siebie i zrobił to, o czym marzył w czasie obiadu. Uniósł ręce i zaczął wyjmować spinki z jej włosów, rozczesując je palcami, aż opadły ciemną lśniącą falą na jej ramiona.

– O tym myślałem od chwili, gdy weszłaś do restauracji – powiedział, czując się tak jakby ogień palił mu wnętrzności; odsunął kurtynę z włosów i pocałował ją w ciepłe, pachnące słodko zagłębienie szyi.

Lydia odrzuciła w tył głowę i zamknęła oczy.

– Nie wierzę, że to się dzieje, że pozwalam na to, żeby to się działo – powiedziała, z trudem łapiąc oddech. – Muszę wyznać, że nie mam żadnego doświadczenia w intymnych sprawach, które się dzieją między mężczyzną a kobietą. Owszem, coś tam słyszałam, ale tak naprawdę jestem absolutną nowicjuszką. – Wiedziała, że znalazła się na skraju nieznanego terytorium i puls niebezpiecznie jej przyśpieszył. – Ja… ja czuję, że zmierzam w kierunku czegoś, z czym nie będę wiedziała, jak sobie poradzić.

– A więc czas, żebyś się nauczyła – stwierdził kuszącym tonem.

Ponownie jego usta znalazły się na jej wargach, pieszcząc je w sposób, który napełnił ją gorączkową tęsknotą. Alex wyzwolił ją z sukni i bielizny z wprawą wynikającą z wieloletniej praktyki, szepcząc coś między pocałunkami, którymi pokrywał jej kremową skórę za każdym razem, kiedy ściągał z niej kolejny fragment garderoby, równocześnie pozbywając się swojego ubrania. Usłyszała jego przyśpieszony oddech, kiedy odsłoniła się przed nim całkowicie, a jego spojrzenie zawisło na jej pięknej nagiej sylwetce. Jest samą doskonałością, stwierdził w duchu, niezdolny oprzeć się tak słodkiej pokusie.

Zafascynowana tym, co się z nią dzieje – nagością Alexa i swoją, kiedy zdjąwszy bez najmniejszego skrępowania ubranie ukazał opalone muskularne ciało – wykorzystała moment, żeby podziwiać jego szerokie ramiona i potężną klatkę piersiową pokrytą kręconym czarnym zarostem. Zaczerwieniła się i spojrzała kątem oka na jego męskość, na co Alex zachichotał i pchnął ją na łóżko, miękkie i gotowe na ich przyjęcie.

Nie śpieszył się. Najpierw pieścił wargami jej usta, a kiedy powędrował do jej piersi, jęknęła. Nigdy nie przypuszczała, że zetknięcie męskich ust z tak intymną częścią ciała może dać niewyobrażalną przyjemność. Alex kontynuował pieszczotę, najpierw delikatnie i z czułością, potem coraz gwałtowniej, równocześnie przesuwając rękę do jej talii. Całował usta, szyję, różowe sutki, nie pomijając żadnej części ciała, a jej westchnienia tylko wzmagały jego pożądanie.

W pewnej chwili, przestraszona tą inwazją intymności, omal go nie odepchnęła, ale jego pieszczoty dawały jej obietnicę dalszych podniet, tak że instynktownie poruszyła biodrami, przyciskając się do niego. Wszelkie racjonalne myśli uleciały jej z głowy. Gdzieś głęboko w niej rozpaliła się iskra. Drżała, czując nacisk jego silnego ciała, ruchy jego wprawnych rąk na swoim ciele, które wzniecały w niej głód, którego nie mogła się wyprzeć, i dziką euforię, która przyprawiała ją o szybsze bicie serca i żywsze krążenie krwi w żyłach. Z zapamiętaniem, które ją samą szokowało, poddawała mu się bezwolnie, odpowiadając na jej erotyczne pragnienia, które Alex tak umiejętnie w niej rozbudził.

Kiedy zatracił się całkowicie, ulegając pierwotnym żądzom, wszelkie hamulce, które dotychczas trzymały go w ryzach, puściły pod wpływem pożądania, by posiąść tę kobietę, która wędrowała rękami wzdłuż jego ramion i pleców aż do bioder. Doskonałość jej ciała działała na niego jak narkotyk, zapach jej włosów odurzał. Wiedział przy tym, że w odróżnieniu od innych kobiet, z którymi sypiał, panna Brook jest zupełnie niedoświadczona seksualnie. Upajał się nią i jej uległym ciałem.

Łzy trysnęły z oczu Lydii, gdy poczuła go w sobie, ale po kilku sekundach ból minął, a dotyk, pocałunki i pieszczoty Alexa rozpaliły w niej płomień. Nie myślała już ani o przeszłości, ani o przyszłości. Nie było już Henry’ego ani przykrych wspomnień. Była tylko ta chwila, w której dawali sobie nawzajem rozkosz, zmierzając ku ekstazie, każącej im zapomnieć o otaczającym ich świecie. Fale rozkoszy jedna za drugą obmywały jej ciało, które uwolnione od dziewictwa, stało się nienasycone i czekało na to, co Alex ma jeszcze do zaoferowania.

Oddychając ciężko, czekali, aż rytm ich serc się wyrówna, leżeli spleceni ze sobą, powoli wracając do rzeczywistości. Minęło sporo czasu, zanim się poruszyli. Alex przesunął się na bok, przytulając ją i naciągnął na nich koc. Oparłszy się na łokciu, patrzył na przytuloną do niego niewiarygodnie piękną młodą kobietę, na jej ciemne włosy rozrzucone na białej poduszce. Zauważył, że jej oczy zalśniły głębokim blaskiem, jej skóra, podobnie jak jego, jest wilgotna i rozgrzana. Ta kobieta była uosobieniem dobroci i łagodności, czarującej i uległej uwodzicielki.

– Dobrze się czujesz? – spytał. – Nie sprawiłem ci bólu?

– W pierwszej chwili – odpowiedziała szeptem. – Ale nie trwało długo.

– Wybacz mi. Nie nawykłem do pozbawiania dziewic cnoty.

– To było cudowne, ale trochę wyczerpujące. Chce mi się spać. – Przeciągnęła się, przymykając powieki.

– Noc jeszcze się nie skończyła. – Alex musnął jej ucho. – Sen to ostatnie, co by mi przyszło do głowy.

Roześmiała się. Nie czuła ani wstydu, ani wyrzutów sumienia. Wsunęła rękę pod jego kark i przyciągnąwszy jego głowę, przycisnęła usta do jego ust. Zaczęli się znowu kochać, ale tym razem powoli i z czułością. Zdumiona własną zmysłowością, naiwna i niewprawna w sztuce kochania, pozwalała Alexowi prowadzić się na nowe pola rozkoszy, uczyć, jak go zaspokajać, obserwować, jak budzi w niej ukrytą seksualność.

Kiedy w końcu zasnęła, patrząc na nią, Alex wiedział, że nawet gdyby miał już jej nigdy więcej nie zobaczyć, zachowałby w pamięci każdy rys jej twarzy. Wstał z łóżka i zaczął się ubierać, żeby wrócić do swego pokoju. Choć starał się zachowywać jak najciszej, Lydia na moment otworzyła oczy i sięgnęła ręką do pustego miejsca obok siebie.

– Proszę, nie odchodź – wymamrotała sennym głosem. – Nigdy nawet nie marzyłam, że może być tak cudownie. Czy tak wygląda miłość?

Na te słowa Alexa nagle się spiął, a w jego głowie rozległ się ostrzegawczy głos.

– Miłość nie ma nic wspólnego z tym, co zaszło między nami, więc nie wyobrażaj sobie, że ma – powiedział tonem ostrzejszym, niż zamierzał.

Zdziwiona jego słowami i tonem, otworzyła szeroko oczy. Nie miała wprawy w ukrywaniu uczuć, więc z jej twarzy można było czytać jak z otwartej księgi. Patrząc, jak Alex wkłada ubranie, usiadła głęboko rozczarowana.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?