Chłopiec z lasuTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Chłopiec z lasu
Chłopiec z lasu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 77,80  62,24 
Chłopiec z lasu
Chłopiec z lasu
Chłopiec z lasu
Audiobook
Czyta Leszek Filipowicz
38,90  32,68 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mężczyzna o tajemniczej przeszłości musi znaleźć zaginioną nastolatkę.

New Jersey, 1986 rok. W Stanowym Parku Krajobrazowym Ramapo Mountain znaleziono dziecko. Brudne, odziane w łachmany i… kompletnie dzikie. Chłopiec rozumiał po angielsku, lecz nie mówił. Nikt nie zgłaszał zaginięcia. Nikt nie wiedział, kim jest i jak długo przebywał w lesie. A przede wszystkim – jak udało mu się przetrwać.

Trzydzieści lat później Wilde stara się żyć normalnie, choć jego przeszłość wciąż pozostaje tajemnicą – także dla niego. Pewnego dnia otrzymuje wiadomość o zaginięciu nastolatki. Nikt się nią nie przejmuje – nawet jej własny ojciec – ale pewna ważna osoba z przeszłości Wilde’a prosi go o pomoc w znalezieniu dziewczyny. Jedyną wskazówką jest to, że była ostatnio nękana.

Wilde, który przez całe życie czuł się wyobcowany, nie może zignorować losu nikogo nieobchodzącej outsiderki. Ale żeby wyjaśnić sprawę jej zniknięcia, będzie musiał wrócić do własnej przeszłości i do miejsca, z którym związane są rządowe tajemnice mogące zagrozić milionom ludzi. A władze wiedzą, jak strzec swoich sekretów.

harlancoben.com


HARLAN COBEN

Współczesny amerykański pisarz, który uznanie w kręgu miłośników literatury sensacyjnej zdobył swoją trzecią książką, Bez skrupułów, opublikowaną w 1995 roku. Jako pierwszy współczesny autor otrzymał trzy prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej, w tym najważniejszą – Edgar Allan Poe Award. Światowa popularność Cobena zaczęła się w 2001 roku od thrillera Nie mów nikomu, zekranizowanego w 2006 roku. Kolejne powieści, m.in. Wszyscy mamy tajemnice, Tęsknię za tobą, Nieznajomy i Już mnie nie oszukasz, uczyniły go megagwiazdą gatunku i jednym z najchętniej czytanych autorów, także w Polsce.

W 2018 roku platforma Netflix zawarła z Harlanem Cobenem umowę, dzięki której w ciągu kilku najbliższych lat powstanie aż 14 ekranizacji jego powieści! Od 30 stycznia 2020 roku na Netflix można oglądać serial Nieznajomy, a od 12 czerwca 2020 roku na tej platformie jest dostępny serial polskiej produkcji pt. W głębi lasu, który bije rekordy popularności!

harlancoben.com

Tego autora

NIE MÓW NIKOMU

BEZ POŻEGNANIA

JEDYNA SZANSA

TYLKO JEDNO SPOJRZENIE

NIEWINNY

W GŁĘBI LASU

ZACHOWAJ SPOKÓJ

MISTYFIKACJA

NA GORĄCYM UCZYNKU

KLINIKA ŚMIERCI

ZOSTAŃ PRZY MNIE

SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ

TĘSKNIĘ ZA TOBĄ

NIEZNAJOMY

JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ

NIE ODPUSZCZAJ

O KROK ZA DALEKO

CHŁOPIEC Z LASU

Myron Bolitar

BEZ SKRUPUŁÓW

KRÓTKA PIŁKA

BEZ ŚLADU

BŁĘKITNA KREW

JEDEN FAŁSZYWY RUCH

OSTATNI SZCZEGÓŁ

NAJCZARNIEJSZY STRACH

OBIECAJ MI

ZAGINIONA

WSZYSCY MAMY TAJEMNICE

W DOMU

Mickey Bolitar

SCHRONIENIE

KILKA SEKUND OD ŚMIERCI

ODNALEZIONY

Jako współautor

AŻ ŚMIERĆ NAS ROZŁĄCZY

NAJLEPSZE AMERYKAŃSKIE OPOWIADANIA KRYMINALNE 2011

Tytuł oryginału:

THE BOY FROM THE WOODS

Copyright © Harlan Coben 2020

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2020

Polish translation copyright © Andrzej Szulc 2020

Redakcja: Anna Walenko

Zdjęcie na okładce: Eberhard Grossgasteiger/Pexels

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-8215-288-3

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Spis treści

CZĘŚĆ PIERWSZA

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

CZĘŚĆ DRUGA

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

CZĘŚĆ TRZECIA

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Przypisy

1  Okładka

 

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  O autorze

5  Tego autora

6  Strona redakcyjna

7  Spis treści

8  Dedykacja

9  CZĘŚĆ PIERWSZA Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11

10  CZĘŚĆ DRUGA Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14 Rozdział 15 Rozdział 16 Rozdział 17 Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Rozdział 21 Rozdział 22 Rozdział 23 Rozdział 24 Rozdział 25 Rozdział 26 Rozdział 27 Rozdział 28 Rozdział 29 Rozdział 30 Rozdział 31 Rozdział 32 Rozdział 33 Rozdział 34 Rozdział 35 Rozdział 36 Rozdział 37

11  CZĘŚĆ TRZECIA Rozdział 38 Rozdział 39 Rozdział 40

12  Przypisy

Benowi Sevierowi,

wydawcy i przyjacielowi.

Dwanaście książek – i na tym nie koniec…

„North Jersey Gazette”, 18 kwietnia 1986

ODNALEZIONY W LESIE, PORZUCONY PRZEZ BLISKICH „MAŁY DZIKUS”

Jak udało się trafić na śladprawdziwego Mowgliego”?

Westville, New Jersey. W Stanowym Parku Krajobrazowym Ramapo Mountain, niedaleko Westville, natrafiono na żyjącego samotnie w lesie zarośniętego małego chłopca, którego wiek ocenia się na sześć do ośmiu lat. Co jeszcze bardziej zaskakujące, władze nie są w stanie ustalić jego tożsamości i nie wiedzą, jak długo tam przebywał.

„Jest niczym Mowgli z Księgi dżungli”, powiedział funkcjonariusz policji z Westville, Oren Carmichael.

Chłopca – który mówi i rozumie po angielsku, ale nie wie, jak się nazywa – dostrzegli jako pierwsi turyści z Clifton, Don i Leslie Katzowie. „Sprzątając po pikniku, usłyszeliśmy nagle szelest w zaroślach – opowiada pan Katz. – W pierwszej chwili przestraszyłem się, że to niedźwiedź, ale potem rzucił się do ucieczki i zobaczyliśmy go całkiem wyraźnie”.

Trzy godziny później wychudłego, obszarpanego chłopca odnaleźli w prowizorycznym obozowisku strażnicy parku i funkcjonariusze miejscowej policji. „Na tę chwilę nie wiemy, jak długo przebywał w lesie i jak się tam dostał – mówi komendant straży parku Ramapo Mountain, Tony Aurigemma. – Chłopiec nie pamięta rodziców ani żadnych dorosłych. Jesteśmy w kontakcie z innymi służbami, ale jak na razie nie mamy żadnych informacji o zaginionych dzieciach w podobnym wieku i o podobnym wyglądzie”.

W minionym roku wędrujący po parku turyści kilkakrotnie wspominali o „zdziczałym chłopcu” albo, jak to określali, „małym Tarzanie”, którego widzieli w lesie, lecz opowieści o nim uważano za element miejscowej legendy.

„Wygląda to tak, jakby ktoś go urodził i zostawił w leśnej głuszy”, mówi turysta z Morristown, James Mignone.

„To najdziwniejszy przypadek przetrwania na łonie natury, z jakim kiedykolwiek się zetknęliśmy – stwierdził komendant Aurigemma. – Nie wiemy, czy chłopak był tam przez kilka dni, kilka tygodni, miesięcy czy nawet lat”.

Osoby, które mogłyby udzielić jakichkolwiek informacji na temat chłopca, proszone są o kontakt z policją w Westville.

„Ktoś musi coś wiedzieć – mówi funkcjonariusz Carmichael. – Mały nie spadł tam przecież z nieba”.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Rozdział 1

23 kwietnia 2020

Jak udaje jej się przetrwać?

Jak jest w stanie codziennie znosić tę udrękę?

Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Rok po roku.

Siedzi w szkolnej auli z utkwionym w ścianie, niewidzącym wzrokiem. Jej twarz jest kamienną maską. Nie mruga i nie zerka w lewo ani w prawo. W ogóle się nie porusza.

Patrzy tylko prosto przed siebie.

Otaczają ją koledzy i koleżanki z klasy, wśród nich Matthew, ale ona na nikogo nie spogląda. I do nikogo się nie odzywa, choć im nie przeszkadza to odzywać się do niej. Chłopcy – Ryan, Crash (owszem, naprawdę tak ma na imię), Trevor, Carter – wciąż ją przezywają, szepczą paskudne rzeczy, szydzą z niej i stroją sobie żarty. Rzucają w nią drucianymi spinaczami i gumkami. Pstrykają smarkami z nosa. Żują w ustach skrawki papieru, robią z nich kulki i ciskają w jej stronę. Kiedy kulka przyklei się do jej włosów, śmieją się do rozpuku.

Dziewczyna – ma na imię Naomi – siedzi bez ruchu. Nie próbuje ściągać z włosów zaślinionych kulek. Patrzy prosto przed siebie. Ma suche oczy. Matthew pamięta, jak dwa albo trzy lata wcześniej, w trakcie tej nieprzerwanej codziennej udręki, zalśniły w nich łzy.

Ale teraz to się nie zdarza.

Matthew patrzy. Patrzy i nic nie robi.

Nauczyciele już dawno przestali zwracać na to uwagę.

– No dobrze, Crash, dosyć tego – mówi znużonym głosem jeden z nich, ale ani Crash, ani inni w ogóle się tym nie przejmują.

A Naomi musi to znosić.

Matthew powinien coś zrobić, powinien to powstrzymać, ale nic nie robi. Już nie. Kiedyś spróbował.

Nie skończyło się to dobrze.

Próbuje sobie przypomnieć, kiedy zaczęły się kłopoty Naomi. W podstawówce była pogodnym dzieckiem. Zawsze się uśmiechała, tak to pamięta. Owszem, nosiła używane ubrania i niezbyt często myła włosy. Część dziewcząt trochę się z niej nabijała. Ale wszystko było w porządku aż do pewnego dnia, kiedy na zajęciach u pani Walsh, w czwartej klasie, zrobiło jej się nagle niedobrze i zwymiotowała na linoleum. Brązowe odpryski rzygowin poleciały na Kim Rogers i Taylora Russella, a smród był tak okropny, że pani Walsh musiała wyprosić z sali lekcyjnej wszystkie dzieci, wśród nich i Matthew, i posłać je na boisko, gdzie trzymając się za nosy, powtarzały „Fuj, fuj”.

Po tym epizodzie sytuacja Naomi diametralnie się zmieniła.

Matthew często się nad tym zastanawiał. Czy czuła się źle od samego rana? Czy jej ojciec – matka zniknęła już wtedy z pola widzenia – zmusił ją, by poszła do szkoły? Czy gdyby Naomi została tamtego dnia w domu, wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy to, że zwymiotowała, było jakimś punktem zwrotnym, czy może i tak znalazłaby się na tej mrocznej, ciernistej, pełnej udręki ścieżce?

Kolejna zaśliniona kulka papieru przykleja się jej do włosów. Naomi słyszy kolejne wyzwiska. Kolejne okrutne kpiny.

Siedzi i czeka, aż to się skończy.

Przynajmniej na razie. Przynajmniej tego dnia. Musi wiedzieć, że nigdy nie skończy się na dobre. Nękanie nigdy nie ustaje na długo. Towarzyszy jej przez cały czas.

Jak udaje jej się przetrwać?

W niektóre dni, tak jak dzisiaj, Matthew bacznie to obserwuje i ma ochotę coś zrobić.

Na ogół jednak aż tak bardzo się nie przejmuje. Dręczą ją i w inne dni, ale dzieje się to tak często, jest takie powtarzalne, że staje się czymś w rodzaju odległego szumu. Matthew poznał już straszną prawdę: można się uodpornić na okrucieństwo. Można uznać, że jest normą. Można je zaakceptować i robić swoje.

Czy Naomi też je zaakceptowała? Czy się na nie uodporniła?

Matthew nie potrafi na to odpowiedzieć. Ale ona codziennie tam jest: siedzi w ostatnim rzędzie w sali lekcyjnej, w pierwszym rzędzie w szkolnej auli, sama przy narożnym stoliku w kafeterii.

Aż któregoś dnia – tydzień po tej akademii w auli – Naomi tam nie ma.

Któregoś dnia znika.

I Matthew musi odkryć, co się stało.

Rozdział 2

– Ten facet powinien siedzieć za kratkami, bez dwóch zdań – stwierdził Hipster Mądrala.

Uczestnicząca w nadawanej na żywo debacie Hester Crimstein już miała udzielić na to ciętej riposty, gdy nagle zauważyła kątem oka kogoś, kto wyglądał jak jej wnuk. W blasku jupiterów studia telewizyjnego trudno było cokolwiek zobaczyć, ale to był prawie na pewno Matthew.

– No, no, ostro powiedziane – skomentował prezenter, powabny niegdyś absolwent elitarnej szkoły średniej, którego podstawową techniką prowadzenia debaty było stroszenie brwi, jakby uważał wszystkich swoich gości za idiotów, niezależnie od tego, jak sensownie się wypowiadali. – Co pani na to, pani Crimstein?

Pojawienie się wnuka – to musiał być on – trochę zdekoncentrowało Hester.

– Hester?

To nie najlepsza chwila, żeby się rozpraszać, skarciła się w duchu. Skup się.

– Jest pan obrzydliwy – rzuciła.

– Słucham?

– Słyszał pan, co powiedziałam. – Hester zmierzyła Hipstera Mądralę swoim słynnym bazyliszkowym spojrzeniem. – Obrzydliwy.

Skąd się tutaj wziął Matthew?

Jej wnuk nigdy wcześniej nie przychodził bez uprzedzenia – ani do jej kancelarii, ani na salę sądową, ani do studia telewizyjnego.

– Mogłabyś to rozwinąć? – spytał prowadzący.

– Jasne – rzuciła, nadal piorunując wzrokiem Hipstera Mądralę. – Nienawidzi pan Ameryki.

– Co takiego?

– Mówię serio – podjęła, wyrzucając ręce w górę. – Po co nam w ogóle system sądowniczy? Komu jest potrzebny? Mamy przecież opinię publiczną, prawda? Nie będzie procesu, ławy przysięgłych, sędziego… wyrok niech wyda gawiedź na Twitterze.

Hipster Mądrala nieco się wyprostował.

– Tego nie powiedziałem – oznajmił.

– Dokładnie tak pan powiedział.

– Mamy dowód, Hester. Bardzo wyraźne wideo.

– Ach, wideo… – Zakręciła palcami, jakby mówili o duchu. – Czyli znowu: niepotrzebni są przysięgli ani sędzia. Wystarczy, że pan, jako samozwańczy przywódca twitterowej gawiedzi…

– Nie jestem…

 

– Cicho, teraz ja mówię. I przepraszam, ale zapomniałam, jak pan ma na imię. Nazywam pana w duchu Hipsterem Mądralą, ale czy mogłabym mówić do pana Chad? – Facet otworzył usta, Hester nie dała mu jednak dojść do słowa. – Świetnie. A zatem powiedz mi, Chad, jaką, twoim zdaniem, powinien ponieść karę mój klient? Bo jeśli chcesz orzekać o jego winie lub niewinności, dlaczego nie mógłbyś także wydać wyroku?

– Mam na imię Rick. – Facet poprawił na nosie swoje hipsterskie okulary. – I wszyscy widzieliśmy to wideo. Pani klient uderzył człowieka w twarz.

– Dzięki za tę błyskotliwą analizę. Wiesz, co bardzo by nam pomogło, Chad?

– Mam na imię Rick.

– Rick, Chad, nieważne. Naprawdę bardzo by nam pomogło, gdybyś ty oraz tobie podobni po prostu podejmowali za nas wszystkie decyzje. Pomyśl, ile zaoszczędzilibyśmy czasu. Umieścilibyśmy to wideo w mediach społecznościowych i orzekli o winie na podstawie kliknięć. Kciuk w górę albo kciuk w dół. Nie trzeba świadków, zeznań ani dowodów. Wystarczy sędzia Rick Chad.

Hipster Mądrala lekko się zaczerwienił.

– Wszyscy widzieliśmy, co pani bogaty klient zrobił temu biedakowi.

– Zanim przejdziemy dalej, pokażmy jeszcze raz to wideo tym, którzy dopiero zaczęli nas oglądać – wtrącił prowadzący.

Hester chciała zaprotestować, ale pokazywali już ten filmik setki razy i wiedziała, że będą go dalej pokazywać setki razy, w związku z czym jej protest będzie nieskuteczny i sprawi jedynie, że jej klient, zamożny konsultant finansowy, Simon Greene, wyda się jeszcze bardziej winny.

Co ważniejsze, mogła wykorzystać tych kilka sekund przerwy na sprawdzenie, o co chodzi jej wnukowi.

Feralne wideo – liczba odtworzeń wynosiła już cztery miliony i stale rosła – zostało zarejestrowane iPhone’em przez turystę w Central Parku. Widać było na nim, jak klient Hester, Simon Greene, w idealnie uszytym garniturze i z idealnie zawiązanym krawatem od Hermèsa, zaciska pięść i uderza w twarz rozmamłanego, niechlujnego młodego człowieka, o którym Hester wiedziała, że jest narkomanem i nazywa się Aaron Corval.

Z nosa Corvala trysnęła krew.

Obraz był w nieodparty sposób dickensowski: Uprzywilejowany Bogacz bez żadnego powodu wali w nos Biednego Ulicznika.

Hester szybko obróciła głowę w stronę Matthew i mrużąc oczy w blasku telewizyjnych świateł, próbowała nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Jako specjalistka od prawa karnego bywała częstym gościem w programach publicystycznych, a poza tym dwa razy w tygodniu „słynna obrończyni” Hester Crimstein miała w tej samej stacji własny program zatytułowany Crimstein on Crime. Jej nazwisko wymawiało się co prawda „krimstin”, a nie „krajmsztajn”, lecz aliterację i tak uznano za interesującą, a tytuł dobrze wyglądał na dolnym pasku.

Matthew stał w cieniu. Widziała, że zaciera ręce, dokładnie tak jak robił to jego ojciec, i poczuła tak mocne ukłucie w sercu, że na chwilę zabrakło jej tchu. Zastanawiała się, czy nie podejść do niego i nie zapytać, po co tu przyszedł, ale wideo dobiegło tymczasem końca i Hipster Rick Chad cały się aż pienił.

– Widziała pani? – Kropelki śliny z ust wylądowały mu na brodzie. – To jasne jak słońce. Pani bogaty klient bez powodu zaatakował bezdomnego.

– Nie wiemy, co się działo, zanim sfilmowano tę scenę.

– To nie ma żadnego znaczenia.

– Owszem, ma. Po to mamy system sądowniczy, żeby samozwańczy stróże prawa, tacy jak pan, nie nawoływali w sposób nieodpowiedzialny do przemocy wobec niewinnego człowieka.

– No nie, nikt tu nie mówi o przemocy.

– Owszem, mówił pan. Kilka minut temu. Chce pan, żeby mój klient, ojciec trójki dzieci, bez żadnej kryminalnej przeszłości, trafił od razu za kratki. Bez procesu, bez niczego. Dalej, Rick Chad, pokaż, jakim jesteś kryptofaszystą. – Hester walnęła pięścią w biurko i Hipster Mądrala aż się wzdrygnął. – Zamknąć go w pierdlu, zamknąć go w pierdlu! – zaczęła skandować.

– Niech pani przestanie!

– Zamknąć go w pierdlu!

Skandowanie Hester działało Rickowi Chadowi na nerwy i robił się coraz bardziej szkarłatny na twarzy.

– Nie to miałem na myśli. Wszystko pani przeinacza.

– Zamknąć go w pierdlu!

– Proszę przestać. Nikt tego nie mówił.

Hester miała całkiem niezły dar naśladownictwa i używała go czasami na sali sądowej, żeby w subtelny, aczkolwiek trochę niepoważny sposób wyprowadzać z równowagi prokuratora.

– „Ten facet powinien siedzieć za kratkami, bez dwóch zdań” – powtórzyła wypowiedziane wcześniej słowa Ricka Chada, starając się jak najlepiej naśladować tembr jego głosu.

– Decyzję w tej sprawie podejmie sąd, ale skoro człowiek zachowuje się w taki sposób, skoro w biały dzień bije ludzi po twarzy, może jednak należałoby go zneutralizować i zwolnić z pracy.

– Dlaczego? Bo tak twierdzi na Twitterze pan, a razem z panem Deplorable-Dental-Hygienist i Nail-Da-Ladies-69? W ogóle nie zna pan sytuacji. Nie wie pan nawet, czy ten film jest autentyczny.

Prowadzący znów nastroszył brwi.

– Twierdzi pani, że wideo jest sfabrykowane? – zapytał.

– Oczywiście, że może być sfabrykowane. Miałam kiedyś pewną klientkę. Ktoś zrobił fotomontaż, umieszczając jej uśmiechniętą buźkę obok martwej żyrafy, i napisał, że to ona zabiła ją na polowaniu. Okazało się, że zdjęcie zamieścił z zemsty jej były mąż. Wyobrażacie sobie, z jaką spotkała się falą hejtu?

Historia nie była prawdziwa – Hester na poczekaniu ją zmyśliła – ale mogła być prawdziwa, a to czasami wystarcza.

– Gdzie jest teraz pani klient, Simon Greene? – zapytał Rick Chad.

– A co to ma do rzeczy?

– Jest w domu, prawda? Wypuszczono go za kaucją?

– Jest niewinnym człowiekiem, wspaniałym, troskliwym mężczyzną…

– I bogatym.

– Teraz chciałby pan zlikwidować możliwość zwolnienia za kaucją?

– Bogatym białym mężczyzną.

– Posłuchaj, Rick Chad, kiedy patrzę na tę twoją modnie przystrzyżoną bródkę i wełnianą czapeczkę… to od Kangola?… wiem, że jesteście wszyscy „przebudzeni” i tak dalej, ale wasze łatwe odpowiedzi i sprowadzanie wszystkiego do kwestii rasy jest tak samo wredne, jak łatwe odpowiedzi i sprowadzanie wszystkiego do kwestii rasy przez drugą stronę.

– No, no, teraz zaczynamy mówić o dwóch stronach.

– Nie, skarbie, to nie są dwie strony, więc słuchaj uważnie. Nie zdajecie sobie sprawy, że szybko stajecie się tacy sami jak ci, których nienawidzicie.

– Spróbujmy to odwrócić – powiedział Rick Chad. – Gdyby Simon Greene był biedny i czarny, a Aaron Corval bogaty i biały…

– Obaj są biali. Nie opowiadaj, że chodzi o rasę.

– Zawsze chodzi o rasę, ale dobrze. Gdyby facet w łachmanach uderzył białego mężczyznę w garniturze, Hester Crimstein z pewnością nie podjęłaby się jego obrony. Siedziałby teraz w celi.

No tak, pomyślała Hester. Musiała przyznać, że w tym, co powiedział Rick Chad, było sporo racji.

– Hester? – odezwał się prowadzący.

Czas tej części się kończył, więc Hester podniosła ręce na znak, że się poddaje.

– Skoro Rick Chad twierdzi, że jestem świetną adwokatką, kimże jestem, by to podważać? – podsumowała.

Wśród widzów rozległy się śmiechy.

– To wszystko, jeśli chodzi o tę sprawę – oświadczył prowadzący. – Po przerwie zajmiemy się najnowszymi kontrowersjami wokół świeżo nominowanego kandydata w wyborach prezydenckich, Rusty’ego Eggersa. Czy Eggers jest pragmatyczny, czy brutalny? Czy naprawdę stanowi największe zagrożenie dla Ameryki? Zostańcie z nami.

Hester wyciągnęła z ucha słuchawkę i odpięła mikrofon. Zanim jeszcze zdążyła wstać, zaczęła się przerwa na reklamy. Ruszyła w stronę Matthew. Był już taki wysoki, zupełnie jak jego ojciec… Poczuła kolejne ukłucie w sercu.

– Coś z twoją mamą…? – zapytała.

– Nie, nic się nie stało – powiedział. – Wszystko w porządku.

Hester po prostu nie mogła się powstrzymać. Choć miała niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu i wnuk był od niej prawie o trzydzieści centymetrów wyższy, podeszła bliżej i złapała zakłopotanego nastolatka w niedźwiedzi uścisk. Kiedy był mały i jego ojciec, David, jeszcze żył, Matthew zbytnio go nie przypominał, ale teraz był kubek w kubek jak on – z postury, chodu, tego, jak zacierał ręce i marszczył czoło – i Hester czuła, że znów pęka jej serce. Nie powinna oczywiście tak reagować. To, że widziała w tym chłopcu odbicie swego nieżyjącego syna, powinno stanowić dla niej źródło pociechy, zupełnie jakby jakaś mała część Davida przetrwała wypadek i żyła dalej. Tymczasem, choć minęło tyle lat, te upiorne przebłyski kosztowały ją bardzo wiele, otwierały zasklepione rany i Hester zastanawiała się, czy naprawdę warto tak cierpieć, czy nie lepiej nie czuć niczego, niż znosić taki ból. Pytanie było oczywiście retoryczne. Nie miała wyboru i nie chciała, by to się zmieniło – nieodczuwanie niczego bądź też stwierdzenie któregoś dnia, że ma to już za sobą, byłoby najgorszą zdradą.

Trzymała więc wnuka w objęciach i zaciskała mocno oczy. Chłopak poklepał ją po plecach, jakby chciał dodać jej otuchy.

– Babciu? – Tak właśnie ją nazywał. Babcią. – Na pewno dobrze się czujesz?

– Nic mi nie jest.

Matthew miał skórę ciemniejszą od ojca. Jego matka, Laila, była czarna, co jego również czyniło kimś czarnym, kolorowym, dwurasowym, czy jak to teraz nazywano. Wiek nie był żadnym usprawiedliwieniem, ale Hester, która już jakiś czas temu skończyła siedemdziesiąt lat, choć powtarzała wszystkim, że przestała je liczyć po sześćdziesiątych dziewiątych urodzinach – śmiało, nie krępujcie się, słyszała już wszystkie żarty na ten temat – zorientowała się, że trudno jej nadążać za stale zmieniającą się terminologią.

– Gdzie jest twoja mama? – zapytała.

– Chyba w pracy.

– To o co chodzi?

– Mamy w klasie taką dziewczynę – bąknął Matthew.

– I co z nią?

– Zaginęła, babciu. Mogłabyś pomóc?