Synapsy Marii H.

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Synapsy Marii H.
Synapsy Marii H.
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 57,90  46,32 
Synapsy Marii H.
Audio
Synapsy Marii H.
Audiobook
Czyta Maja Ostaszewska
29,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

CZĘŚĆ I

W Chicago matka

Kiedy po raz pierwszy

Matka jej męża powiedziała

Dzwoni codziennie

Brat był wiecznie

Jednak przyjechała

Czy peonia to piwonia

Matka jej męża

Oglądają film

CZĘŚĆ II

Dawno temu

Katar sienny

Przyszli wieczorem

Oskarżona Maria T., córka Franciszka

Nie odróżnia

CZĘŚĆ III

Wyjechała

Jak opowiedzieć smak

Niedaleko Pogorii

Pisała listy

Leszek

CZĘŚĆ IV

Niedługo umrę

CZĘŚĆ V

Jej syn

Jej syn

Jej syn

Jej syn

Jej syn

Jej syna

CZĘŚĆ VI

Matka jej męża nie pamięta

Matka jej męża nie wie

Nic specjalnego nie działo się

Ruszyli spod Zamenhofa

Było późno

Wyszła na ulicę Vesey

Zamenhofa 26

CZĘŚĆ VII

Zatkał się zlew

Syn otworzył pułapkę

Jak w Zaduszki

Urodził się niedaleko

CZĘŚĆ VIII

Połknęła pięć albo sześć

Jej syn źle oddychał

Były urodziny

Przeczytała z synem

Prawą nogę ma krótszą

Wieje wiatr

Redaktor serii: ANITA KASPEREK

Redakcja: MARIA ROLA

Korekta: EWA POLAŃSKA, JOANNA ZABOROWSKA

Projekt okładki i stron tytułowych: MAREK PAWŁOWSKI

Ilustracja na okładce: AMANDA HRABOWSKI

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Hanna Krall

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07187-8

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Jest to opowieść

o pamiętaniu i niepamiętaniu

Marii Twardokęs-Hrabowskiej

(na podstawie setek, a może tysięcy

jej listów do mnie)

i Marii Hrabowskiej

(na podstawie jej wspomnień)

.


I

W Chicago matka

z pomocą opiekunki zadźgała nożem swojego syna. Najpierw coś chłopcu podały, jakiś środek nasenny, potem same to połknęły, ale wszyscy obudzili się. Wtedy użyły noża.

W Vancouver matka zabiła siebie i syna, udając wypadek samochodowy, a w Kolumbii Brytyjskiej zwłoki matki i syna znaleziono w sypialni.

Dlatego nie rusza się ze stanu Massachusetts, tu jeszcze nikt autystycznego syna nie zamordował.

Kiedy po raz pierwszy

padło słowo autyzm, matka jej męża powiedziała: – W naszej rodzinie nikt na to nie chorował.

W jej rodzinie też nikt na to nie chorował, ale nie pamięta – powiedziała to, czy tylko pomyślała sobie.

Matka jej męża powiedziała

że jak następnym razem przyjedzie do nich, to wolałaby mieszkać w hotelu. Żeby im kłopotu nie sprawiać.

Jechały drogą numer dziewięć i nie mogła zatrzymać się, nawet kiedy matka jej męża powiedziała, że wolałaby jeździć taksówkami. Żeby jej nie zabierać czasu. Nie mogła zatrzymać się i zgodzić się uprzejmie z matką męża – bardzo proszę, wezwij taksówkę. I czekać w samochodzie, aż taksówka przyjedzie i zabierze matkę jej męża do domu.

Może i powinna zatrzymać się, otworzyć drzwi, pomóc wysiąść i nawet samej po taksówkę zadzwonić, ale droga numer dziewięć jest za ruchliwa na takie rzeczy.

Dzwoni codziennie

do matki męża. Jak kiedyś dzwoniła do swojej matki.

Fiołki przypominają jej matkę, dziewanna – ojca, a niebieska cykoria podróżnik przypomina brata. Może dlatego, że ojciec pierwszy pokazał jej i dziewannę, i dziurawiec, ale co miała wspólnego cykoria z bratem – nie może sobie przypomnieć. Po prostu cykoria każe myśleć o bracie, jak o mamie każą myśleć fiołki i bzy. W Norwood też rosną fiołki, ale nie pachną, to co to za fiołki.

(Był upalny dzień. Szła z ojcem drogą w stronę Myszkowic. Ojciec schylił się, urwał listek dziurawca i podniósł rękę do góry, żeby mogła zobaczyć prześwitujące w słońcu kropki).

Brat był wiecznie

w jakiejś podróży donikąd.

Miał dwie pary znoszonych spodni, zakład elektryczny i dużo długów. Zaprzyjaźnił się z komornikiem, który przyszedł zająć jego maszyny.

Po rozstaniu z narzeczoną powiedział: – Teraz chciałbym cichutko umrzeć. – Umarł po paru tygodniach na arytmię, czy nadciśnienie.

Brat czuł naprawdę.

Ona zastanawiała się, co powinna czuć.

Cykoria podróżnik rosła przy drodze do Myszkowic. I dzikie róże. Napar z cykorii dobry jest na oczy, anemię, liszaje, wągry, kręgosłup i przemęczenie.

Dziewanna rosła na Pocztowej, a naprzeciwko ich domu – dziewięćsił, rozchodnik i szałwia. Polna, nie lekarska. Dziewięćsił był przepiękny, ale pod ochroną i nie wolno go było zrywać. Zrywało się szałwię, miała większe liście niż lekarska, ale na ból zębów była równie dobra. Na gardło też.

Drogę do Myszkowic przecięła, niestety, autostrada. Tam, gdzie Dziewicza Góra była kiedyś. Może nadal jest, nie sprawdzała. Pagórek raczej, jaka góra.

 

W lewo szło się do ostatniego domu na Ugorach, należał do cioci Heli.

Ciocia rozumiała sny, każdy sen potrafiła wytłumaczyć i każdy się sprawdzał.

Jednak przyjechała

matka jej męża. I u nich zatrzymała się, nie w hotelu. I nie zamówiła taksówki, zgodziła się jechać ich samochodem. Pojechały do biblioteki. W dziale książek z dużym drukiem matka jej męża pożyczyła sześć kryminałów. W domu powiedziała, że teraz będzie czytać, i zamknęła się w swoim pokoju.

Czy peonia to piwonia

czy coś innego?

Dlaczego te piwonie jej się przypomniały?

Rosły w Gołonogu, przed szkołą.

A malwy w Sączowie rosły.

Bo peonii w Sączowie nie było, tylko malwy.

Jak ktoś ścina drzewa w okolicy, to wszystkie zwierzęta i ptaki przenoszą się do ich ogrodu. Od sąsiada przeniosły się kruki z kruczętami, a z miejskiego lasu, który ścięli pod bloki mieszkalne, przywędrowały rodzina kojotów i sowa arktyczna. Sowę, niestety, przepędziły kruki od sąsiada. Obsiadły ją dookoła i ścigały, aż zniknęła im z oczu.