Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Halina Hila Marcinkowska, 2019

Projekt okładki

Magdalena Palej

Zdjęcie na okładce

© Dmitri Kessel/The LIFE Picture Collection/Getty Images

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Renata Bubrowiecka

Korekta

Małgorzata Denys

Zdjęcia na wkładce

Archiwum autorki

ISBN 978-83-8169-865-8

Warszawa 2019

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Mojej córce Idze,

Mordechajowi Rozbruchowi

i błogosławionej pamięci Ester Kawe,

którym tak wiele zawdzięczam.

WPROWADZENIE

Na niniejszą książkę składają się wspomnienia, których wysłuchałam w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Relacje zebrałam dzięki rozmowom z polskimi Żydami, których historia i los rzuciły w różne zakątki świata. Opuścili Polskę, ale cząstka ich na zawsze tu pozostała. W spisaniu tych wspomnień bardzo pomocna okazała się moja praca w redakcji „Forum Żydów Polskich”, którego od lat jestem redaktor naczelną. „Forum” jest platformą dialogu między Żydami a Polakami, to na jego łamach zamieszczane są wspomnienia polskich Żydów i Polaków na temat ich żydowskich sąsiadów. Przez lata powstał spory zbiór relacji, zwłaszcza dotyczących Marca ’68. Część z tych materiałów także znalazła się w tej książce.

Emigracja, migracja, wychodźstwo, wyjazdy. Dobrowolne, wymuszone, upragnione, niechciane. Legalne i nielegalne. To słowa, które padają najczęściej. Bez względu na to, czy moi rozmówcy sami decydowali się na opuszczenie Polski, czy też zdecydowano o tym za nich, pozostał u nich sentyment do kraju urodzenia i dzieciństwa. Nie ma dobrego czasu na wyjazd, a emigracja to jedno z najcięższych doświadczeń, jakie może spotkać człowieka. To stres i niepewność. I choć większość moich rozmówców twierdzi, że w wyniku wyjazdu polepszył się ich status materialny, że zamieszkali wśród ludzi takich jak oni, to w ich sercach pozostały ból i brak niezrozumienia wobec zaistniałej sytuacji.

Odczuwam ogromną wdzięczność dla wszystkich moich rozmówców, którzy powierzyli mi swoje wspomnienia i tajemnice rodzinne. Te wszystkie relacje, których przez te lata słuchałam, nagrałam i spisałam, ale też przeżywałam wraz z ich bohaterami. Często tym spotkaniom towarzyszyły łzy, złość i żal, padały emocjonalne słowa wobec Polski i Polaków. I choć byłam przekonana, że po tylu latach stałam się odporna na wspomnienia, że nie będą mnie już dotykać słowa, że nie będę ich już tak głęboko przeżywać, to nadal mają one dla mnie taką samą siłę i są tak samo wyraziste jak wtedy, gdy usłyszałam je pierwszy raz. Dziękuję także za zdjęcia, często bardzo prywatne i naładowane niezwykłą dawką emocji, które moi bohaterowie pozwolili mi wykorzystać w tej książce.

Moim rozmówcom za wspomnienia, czas i gościnę jeszcze raz dziękuję.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Rozdział I

BRICHA I EMIGRACJA LEGALNA W LATACH 1944–1947

W wyniku drugiej wojny światowej świat Żydów polskich legł w gruzach. Z mniejszości narodowej, liczącej przed wybuchem wojny 3 miliony 460 tysięcy osób, ocalało niewielu. Wśród nich możemy wyodrębnić trzy znaczące grupy: pierwszą byli ci, którzy przeżyli okupację na ziemiach polskich, ukrywając się dzięki tak zwanym aryjskim papierom lub – jak to wówczas mówiono – „w szafie”, drugą grupą byli żołnierze walczący w oddziałach partyzanckich i zdemobilizowani żołnierze Ludowego Wojska Polskiego (LWP), a ostatnią – więźniowie obozów koncentracyjnych i obozów pracy. Szacuje się, że stanowili oni łącznie 150 tysięcy Żydów. Do czerwca 1945 roku zarejestrowano w Komitetach Żydowskich 20 tysięcy tych, co przeżyli w ukryciu i na aryjskich papierach, oraz 10 tysięcy osób uwolnionych z obozów. W dzierżoniowskim Komitecie Pomocy Żydom z Obozów Koncentracyjnych zapisało się do ewidencji sześć tysięcy ocalonych, którzy wyzwoleni zostali na terenie Dolnego Śląska. W 1946 roku do Polski zaczęli także przybywać repatrianci ze Związku Radzieckiego. Pierwszy ich transport dotarł do kraju w lutym 1946 roku. Na terenie Związku Radzieckiego ocalała największa grupa polskich Żydów. Byli to zarówno wojenni uciekinierzy z Polski centralnej, jak i deportowani w latach 1939–1941 mieszkańcy Kresów. W lipcu 1946 roku w kraju znalazło się już około 250 tysięcy Żydów. Przy czym jednych można określić mianem „widzialnych”, a drugich – „niewidzialnych”. Do pierwszej grupy zalicza się osoby nieukrywające swojego żydowskiego pochodzenia, do drugiej te, które to robiły. Podstawowym pytaniem, jakie sobie wówczas stawiali powracający z kacetów, ukrycia, wojska czy repatriacji, było to, czy odbudowywać swoje życie w Polsce, czy też z niej wyjechać, a jeśli tak, to gdzie. Decyzje podejmowano różne.

Powroty do przedwojennych miejsc zamieszkania były utrudnione, a nawet niemożliwe, gdyż domy były zburzone lub zajęte przez polskich sąsiadów. Powracający spotykali się z niechęcią i wrogością, gdyż mogli się starać odzyskać swoje majątki. Inna sytuacja była na Ziemiach Zachodnich. Nadmiar ziemi, wysoko rozwinięty przemysł i brak rąk do pracy powodowały, że tereny te stały się bezpiecznym i przyjaznym miejscem do osiedlenia. Dolny Śląsk szybko stał się centrum życia żydowskiego w Polsce. Działało tam osiem komitetów żydowskich i żyła połowa polskiej ludności żydowskiej (90 tysięcy osób). Pojawiła się nawet propozycja utworzenia jiszuwu, to jest autonomicznego okręgu żydowskiego. Drugim skupiskiem ludności żydowskiej był Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Na Górnym Śląsku mieszkało 21 tysięcy Żydów, w Łodzi – 30 tysięcy, w Szczecinie – 20 tysięcy, w Krakowie – 13 tysięcy, a w Warszawie – osiem tysięcy.

Bricha (hebr. „ucieczka”) to określenie masowej nielegalnej emigracji Żydów po zakończeniu drugiej wojny światowej, ale to także nazwa samych struktur organizacyjnych powstałych po to, aby umożliwiać Żydom dotarcie do Palestyny. Takie wyjazdy odbywały się już przed wojną. Nowa Koordynacja Syjonistyczna (Bricha) zainicjowana została w lutym 1944 roku po zajęciu przez Armię Czerwoną Wilna i Równego. Jej działalność na terenach zajętych przez Związek Radziecki była nielegalna, a za pracę w niej groziło aresztowanie przez Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR, czyli NKWD. Reaktywacją Brichy na polskich Kresach zajęli się ocaleni Żydzi, głównie wywodzący się z młodzieży syjonistycznej, wspartej przez członków Ha-Szomer ha-Cair, Noar Syjoni oraz Betar (skrót od Brit Trumpeldor, czyli Związek im. Trumpeldora). W Wilnie głównym jej działaczem był Aba Kowner – poeta, żydowski partyzant.

Pierwszym miastem (w ówczesnych granicach Polski), w którym zespolono działania emigracyjne, był Lublin – centrum władz państwowych oraz punkt zborny dla ocalonych Żydów. W marcu 1944 roku powstał tam przy Krajowej Radzie Narodowej Referat do spraw Żydowskich, na którego czele stanął Adolf Berman. Przyjęto jego program pracy, przedstawiający główne zasady, na których miała się oprzeć odbudowa życia żydowskiego w Polsce. Nie przewidywał on emigracji żydowskiej. W lipcu 1944 roku w Moskwie powstał Komitet Organizacyjny Żydów Polskich w ZSRR, stanowiący agendę Związku Patriotów Polskich (ZPP) i utrzymujący kontakt z Referatem do spraw Żydowskich przy KRN. W jego skład weszli wybitni działacze żydowscy, przebywający na obszarze ZSRR: Emil Sommerstein, późniejszy szef Tymczasowego Centralnego Komitetu Żydów Polskich (TCKŻP), Leo Finkelstein, Dawid Sfard, Szymon Zachariasz, Berek (Bernard) Mark, Ida Kamińska, Rachela Korn, Majer Melman, Józef Rubinstein i rabini Sztejnberg, Szczekacz i Soroczkin. Jednym z punktów programowych KOŻP była „współpraca z ZPP w przygotowaniu repatriacji mas żydowskich z ZSRR do Polski”.

W październiku 1944 roku w Lublinie powołano Tymczasowy Centralny Komitet Żydów Polskich (TCKŻP), przekształcony w lutym następnego roku w Centralny Komitet Żydów Polskich (CKŻP). Dla ocalonych CKŻP stanowił erzac samorządności. Dawał możliwość zarządzania wewnętrznymi sprawami, a Żydom, którzy znaleźli się poza krajem, szansę na emigrację i repatriację do Polski.

Zakres działań CKŻP rozszerzono w połowie stycznia 1945 roku. W wyzwalanych polskich miastach zaczęły powstawać jego oddziały, a sam komitet przeniesiono około lutego do Warszawy. Sytuację Żydów na wyzwolonych terenach referował wówczas Paweł Zelicki:

Na oswobodzonych obecnie terenach zostają tysiące Żydów, a liczba ich dojdzie do kilkudziesięciu tysięcy. (…) Należy stworzyć kilka ośrodków jak: Łódź, Częstochowa, Kraków, Warszawa, Radom, do których należałoby kierować oswobodzonych, a tam udzielić im wydatną pomoc. Do tych ośrodków wydelegować przedstawicieli Centralnego Komitetu. Ludzi energicznych, którzy by na miejscu interweniowali u Władz Państwowych i Miejskich celem wydostania maksimum pomocy w odzieży i żywności dla ludności żydowskiej. Należy również postarać się o natychmiastowe uruchomienie kuchen ludowych. Jednym z głównych zadań delegatów jest stworzenie możliwości zarobkowania dla naszych ludzi. Należy również zająć się losem dzieci.

Koordynacja Syjonistyczna (Bricha), jeszcze działając na Kresach, chciała nawiązać współpracę z przedstawicielami utworzonego Tymczasowego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Emil Sommerstein, kierownik Resortu Odszkodowań Wojennych w Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i prezes TCKŻP, odmówił tej współpracy. Przyczyną braku zgody było przeświadczenie Sommersteina o możliwości legalizacji emigracji i działalności organizacji syjonistycznych w powojennym układzie politycznym. Brak współpracy ze strony TCKŻP nie spowodował, że Bricha przestała funkcjonować. W grudniu 1944 roku kierownictwo przeniosło się z Wilna i Równego do Lublina.

 

Jesienią 1944 roku w ramach powrotów ze Związku Radzieckiego przybyła do Lublina z republik azjatyckich pierwsza grupa młodzieży syjonistycznej. Byli to głównie deportowani w głąb ZSRR żołnierze, działacze polityczni i społeczni, wywodzący się przede wszystkim z Ha-Szomer ha-Cair. W większości osoby te dość szybko wyjechały nielegalnie do Palestyny, ale część organizowała żydowskie życie na Dolnym Śląsku i opuściła ostatecznie Polskę przed 1950 rokiem. Lublin w styczniu 1945 roku był centrum działania Brichy, a na szefa konspiracyjnego ruchu emigracyjnego powołano Mordechaja Rosmana. W lutym Koordynacja przeniosła się do Krakowa, ale pogrom na tamtejszym Kazimierzu z 11 sierpnia tego samego roku spowodował kolejną przeprowadzkę, tym razem do Łodzi.

Na przełomie lat 1945 i 1946 powołano w Łodzi niejawną Centralną Koordynację Syjonistyczną (CKS). W jej skład weszli przedstawiciele wszystkich jawnych i tajnych środowisk syjonistycznych. W ramach CKS powołano Centralny Wydział Emigracyjny, który utworzył zakonspirowane ekspozytury w przygranicznych regionach Polski. W październiku 1945 roku przybył do Polski Isser Ben Cwi, pierwszy emisariusz instytucji Mosad le-Alija Bet z Palestyny, który koordynował działania w zakresie nielegalnej emigracji. Wyznaczono szlak przerzutowy, prowadzący przez Krosno i Sanok do Słowacji, przez Węgry do Rumunii, a następnie przez porty czarnomorskie drogą morską do Palestyny. Przerzutów ze względu na zasadzki organizowane przez wojsko dokonywano w nocy. Od wiosny 1945 roku coraz częściej wykorzystywano nowe punkty ulokowane wzdłuż zachodniej granicy Polski. Powody były dwa. Nowe granice nie były jeszcze dostatecznie pilnowane, a utworzenie w Niemczech i Austrii obozów dla displaced persons (dipisów – osób, które wskutek działań wojennych znalazły się poza swoją ojczyzną) pozwalało na ukrycie uciekinierów w rzeszach niezdecydowanych co do swych dalszych kroków ocaleńców wojennych. Punkty przerzutowe podzielono na rejony z głównymi ośrodkami. Były to: ośrodek emigracji sektora północnego w Szczecinie, centralny ośrodek w Żarach i Zgorzelcu i południowy ośrodek w Wałbrzychu i Kudowie-Zdroju. Nadal wykorzystywano sektor górski z ośrodkami w Krośnie i Sanoku. Pod koniec 1945 roku zaostrzono jednak kontrole graniczne, co spowodowało spadek liczby nielegalnych emigrantów z kilku tysięcy do kilkuset miesięcznie.

Po przekroczeniu granicy Żydzi uciekający z Polski dołączali do tych, którzy wracali z obozów koncentracyjnych do swoich krajów. Podczas zatrzymania przez służby graniczne lub wojsko stosowano tak zwany grecki blef, który polegał na przekonywaniu strażników, że cała grupa to na przykład Żydzi greccy wracający z obozu do ojczyzny. Od wiosny 1947 roku nielegalnie przekraczano tylko polską granicę, a następnie osoby te trafiały do obozów dla żydowskich uchodźców, jakie powstawały głównie w Austrii i Niemczech, gdzie oczekiwały na legalne wizy imigracyjne do Palestyny, Stanów Zjednoczonych czy Australii.

Polskie władze państwowe początkowo akceptowały nielegalną emigrację, ale jednocześnie demonstrowały opinii światowej, iż zapewniają Żydom odpowiednie warunki do rozwoju społeczno-politycznego, gospodarczego, religijnego i kulturalnego. I tak w styczniu 1945 roku, podczas VI sesji Krajowej Rady Narodowej, premier Edward Osóbka-Morawski deklarował: „Rząd nie będzie krępował emigracji Żydów, opartej na zasadach całkowitej dobrowolności” – i rzeczywiście przymykano oko na setki ucieczek. Ale władze współorganizowały też namiastkę autonomii żydowskiej na Dolnym Śląsku. Zapraszały przedstawicieli światowych organizacji żydowskich, twórców kultury, filantropów, by pokazać im, że nowa Polska to kraj otwarty na wszystkich obywateli, a Żydzi, którzy tak ucierpieli podczas wojny, pod skrzydłami ludowej władzy znajdą w niej swoje miejsce, bezpieczne i nienaruszalne.

W 1946 roku akcję wyjazdową zaczęli kontrolować przedstawiciele Centralnego Komitetu Żydów Polskich. W swej odezwie zapisali: „Centralny Komitet Żydów Polskich stwierdza, że sytuacja w kraju nie daje żadnych podstaw do tak panicznych nastrojów, i ostrzega ludność żydowską przed poddawaniem się tej panice”. Sytuacja zmieniła się w lipcu 1946 roku, gdy po pogromie kieleckim rząd polski przyjął ułatwienia emigracyjne dla ludności żydowskiej w zakresie kontroli przez Wojska Ochrony Pogranicza i nastąpiła fala jej masowych wyjazdów z Polski. W połowie lipca Icchak Cukierman oraz Adolf Berman, szef Referatu Spraw Żydowskich przy Krajowej Radzie Narodowej i przewodniczący CKŻP, zwrócili się do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych o zgodę na swobodną i masową emigrację Żydów. Odpowiedzi obu instytucji były odmowne. Podobną prośbę skierowano do Ministerstwa Obrony Narodowej, które zgodziło się na otwarcie granic. W wyniku tej cichej aprobaty wyjazdy mogły się odbywać przez południową granicę i Szczecin. Operacja rozpoczęła się 30 lipca i trwała pół roku.

W latach 1945 i 1946 w wyniku działalności Brichy Polskę opuściło około 40 tysięcy osób. Nielegalną (a także legalną) emigrację organizowała w owym czasie także Hagana (hebr. Obrona)1. W pierwszych latach po drugiej wojnie światowej zajmowała się ona werbowaniem Żydów z państw europejskich, szkoliła ich, a następnie przerzucała do Palestyny w celu prowadzenia akcji militarnych. Działania te nazywano Gijus Chuc La-Arec (Fundusz Pomocy Walczącej Palestynie). Najważniejszym miejscem szkoleniowym Hagany w Polsce był obóz w Bolkowie. Nieoficjalny nadzór nad nim pełnili przewodniczący CKŻP Adolf Berman oraz kilku działaczy Poalej Syjon, a półoficjalny – Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.

W marcu 1946 roku reaktywowało swoją (oficjalną) działalność Hebrajskie Stowarzyszenie Pomocy Imigrantom (Hebrew Immigrant Aid Society – HIAS)2 – utworzono placówki w pięciu polskich miastach – a od kwietnia oficjalną instytucją zajmującą się sprawami emigracyjnymi Żydów polskich był Pal-Amt3 – Biuro Emigracyjne Agencji Żydowskiej w Warszawie. Wydział Emigracyjny CKŻP, który powstał w 1946 roku, i HIAS organizowały głównie legalne wyjazdy osób posiadających wizy innych krajów. Pozwolenia przydzielano na zasadach łączenia rodzin, wykonywanego zawodu, poparcia organizacji lub partii. Część państw dysponowała kontyngentami imigracyjnymi, na których podstawie przydzielano wizy. Pal-Amt pośredniczył w przyznawaniu polskim Żydom dokumentów pozwalających na osiedlenie się w Palestynie oraz pomagał w uzyskaniu wiz do innych krajów, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych.

Elementem pokieleckiej polityki władz komunistycznych stało się również powołanie w sierpniu 1946 roku Urzędu Komisarza ds. Produktywizacji Ludności Żydowskiej, którego działalność miała utwierdzać program osadnictwa żydowskiego w Polsce. Rząd zaczął wspierać zagrożone upadkiem w wyniku emigracji pracowników spółdzielnie żydowskie. Jesienią 1946 roku nastąpiło wyciszenie nastrojów emigracyjnych. Sytuacja ludności żydowskiej stała się stabilniejsza. A jesienią kolejnego roku władze ogłosiły dotyczący jej program, zawarty w uchwale Sekretariatu KC PPR. Dokument ten zatytułowano „Praca i zadania PPR wśród ludności żydowskiej”. Stwierdzano w nim:

Rozwój wydarzeń w kraju i za granicą (…) dowiódł, że naród żydowski może liczyć na oparcie jedynie w obozie antyimperialistycznym, demokratycznym, że rozwiązanie kwestii żydowskiej w Polsce oparte być musi na zasadzie wspólnej pracy i walce ludności żydowskiej w kraju razem z całym narodem polskim nad ugruntowaniem ustroju i władzy demokracji ludowej. (…) Zaprzeczenie możliwości i potrzeby normalnego rozwoju narodowego Żydów w Polsce, jak i tendencje podporządkowania życia ludności żydowskiej w Polsce, rozwiązania problemu palestyńskiego jest niesłuszne, prowadzi bowiem do zahamowania sił twórczych ludności żydowskiej, sprzyja działalności wrogich Polsce Ludowej elementów reakcyjnych wśród ludności żydowskiej.

Uchwała Sekretariatu KC PPR precyzowała także zasady współpracy partii żydowskich z kongregacjami religijnymi oraz organizacjami międzynarodowymi, a także to, jak ma wyglądać ich działalność społeczna i kulturalna. Dokument stanowił oficjalną wykładnię komunistycznej polityki w tej sprawie. Jednocześnie trwały nieoficjalne działania Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wobec ludności żydowskiej, jak aresztowania syjonistów, rewizjonistów lub osób podejrzanych o organizowanie, nielegalnej emigracji.

Z początkiem 1947 roku fala wyjazdów opadła. 22 lutego władze cofnęły ułatwienia w opuszczaniu Polski, tłumacząc to uszczelnieniem granic, a legalne procedury okazały się tak trudne do przejścia, że było to możliwe dla coraz mniejszej grupy potencjalnych emigrantów. Ale ta pierwsza powojenna fala emigracyjna znacząco zmieniła obraz demograficzno-kulturowy kraju. Był to największy exodus Żydów polskich, którego apogeum przypadło na 1946 rok. Według szacunkowych danych w ramach akcji Bricha w latach 1945–1947 Polskę opuściło ponad 150 tysięcy Żydów (z 250 tysięcy tu mieszkających), czyli dwie trzecie, przy czym w latach 1945–1946 – 120 tysięcy osób. Od 70 do 100 tysięcy z nich opuściło kraj w sposób nielegalny.

DZIECI TEHERANU

Na początku drugiej wojny światowej około 300 tysięcy polskich Żydów znalazło się pod okupacją sowiecką, a byli w tej grupie zarówno mieszkańcy terenów zaanektowanych przez Związek Radziecki, jak i uciekinierzy z obszarów zajętych przez Niemców. Za najmniejsze przewinienia dostawali wysokie wyroki łagrów, a część za nieprzyjęcie radzieckiego obywatelstwa została zesłana na Syberię lub do sowieckich republik w Azji Środkowej. Bieżeńców (uciekinierów) umieszczano w tysiącach rozsianych po całym sowieckim państwie obozów, gdzie marli z głodu, z powodu chorób i katorżniczej pracy. Tysiące dzieci pozostało sierotami.

Dawid Szpigiel: W 1941 roku premier Sikorski podpisał z Rosjanami układ o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych i współpracy w wojnie przeciwko Niemcom. Zgodnie z nim rząd ZSRR ogłosił amnestię dla wszystkich obywateli polskich, którzy przebywali na terenie ZSRR, i zaczęto tworzyć armię polską. Ludność cywilna o układzie dowiedziała się z wielkim opóźnieniem. Głównymi winowajcami byli komendanci obozów, którzy nie informowali więźniów o ogłoszonej amnestii i nie poczuwali się do obowiązku udzielenia im pomocy z chwilą zwolnienia. Zwolniono wtedy prawie 100 tysięcy Żydów. (…) Amnestia dała nam nadzieję życia. Kto tylko był na siłach, wszelkimi możliwymi środkami transportu udawał się na południe – tam, gdzie formowała się armia generała Andersa. Ta droga ku wolności stała się dla wielu ostatnią, dziesiątki tysięcy zmarły z głodu, zimna, upału lub wyczerpania. Pozostawały dzieci, chore i wyczerpane.

Dawidowi Szpiglowi udało się dotrzeć do punktu zbornego i został przyjęty do wojska. Ewakuowano go koleją w sierpniu 1942 roku do Krasnowodzka, a później przez Morze Kaspijskie do Pahlevi w Iranie. Wraz z jego transportem wyjechała grupa żydowskich dzieci. Łącznie Związek Radziecki opuściło 13 948 dzieci. Między nimi było około tysiąca żydowskich dzieci i ośmiuset dorosłych. Większość dzieci była pełnymi sierotami, kilkanaście przybyło z jednym rodzicem lub opiekunem. Dawid zdezerterował z polskiego wojska i pozostał w Palestynie. Do Polski już nigdy nie wrócił.

Mojżesz Beker: Znalazłem się w Iranie w Pahlevi, a potem byłem w Teheranie. Wojsko Andersa przeniesiono do Palestyny, a stamtąd do Iraku. My pozostaliśmy w Iranie. (…) W Teheranie zatrzymaliśmy się w obozie numer trzy, gdzie mówiono, że nas wyślą do Afryki. Baliśmy się nowej dalekiej podróży, ale przyszedł przedstawiciel Agencji Żydowskiej i zabrał żydowskie dzieci do obozu numer dwa. Było nas trzysta sierot. (…) Na początku opiekowali się nami Polacy, a potem przysłano z Agencji Żydowskiej nauczycieli, którzy przygotowywali nas do życia w Palestynie. (…) W Palestynie odnalazł mnie tata. Był u Andersa, ale ze względu na stan zdrowia zwolniono go z wojska. (…) Po wojnie tata zdecydował, że wrócimy do Polski. Trochę to trwało, nim uzyskał pozwolenie, ale wyjechaliśmy. Wszyscy stukali się w głowę, co my robimy, ale to była decyzja taty, a ja chciałem być z nim. (…) Zamieszkaliśmy w Łodzi. Ten nasz powrót do Polski to nie do końca był powrót do kraju, bo tata był działaczem syjonistycznym i zajmował się wyjazdami Żydów do Palestyny. (…) Myślę, że ja byłem przykrywką dla niego, bo ojciec z dzieckiem, który wraca po wojnie do Polski, był chyba dla władz mniej podejrzany. (…) Byliśmy też we Wrocławiu, a potem sami opuściliśmy Polskę. Wyjechaliśmy nielegalnie do Czechosłowacji, a tam już czekali na nas i znów byłem w Palestynie.

 

W Teheranie żydowscy uchodźcy utworzyli sierociniec (aktywnie wspierany przez tamtejszą żydowską społeczność), a dwaj emisariusze – Reuven Shefer i Avraham Zilberberg – przybyli z brytyjskiej Palestyny w celu utworzenia na miejscu Biura Palestyńskiego. Mimo ogromnego wsparcia Agencji Żydowskiej i miejscowej społeczności sierociniec borykał się z wielkimi brakami, głównie żywności.

Dora Brigel: W Teheranie umieszczono mnie w angielskim domu sierot. Były tam głównie dzieci w gorszym stanie zdrowia. Kiedy wyzdrowiałam, zostałam przeniesiona do sierocińca żydowskiego, za który płacili amerykańscy Żydzi. Dzieci polskie obrzucały nas kamieniami i wołały: „Mośki przyjechały”. One nas nie lubiły, bo im się wydawało, że my mamy lepiej, bo prócz polskiego rządu dbała też o nas Agencja Żydowska. Ale tak naprawdę to często chodziliśmy głodni. Nie był to taki głód jak w Rosji, ale najedzona byłam rzadko. Mieliśmy też problem z ubraniami. To, co mieliśmy jeszcze przed wyjazdem, rozpadało się, a nowe ubrania przysyłali rzadko. (…) Ja nie trafiłam do Palestyny. Z Indii popłynęłam do Australii. Do Polski już nie wróciłam.

W styczniu 1943 roku przedstawicielstwo władz brytyjskich w Iranie wydało pozwolenie, aby dzieci i personel sierocińca odpłynęli do Karaczi w Indiach (obecnie Pakistan). Stamtąd wyruszyli do Suezu i 18 lutego dotarli pociągiem do Palestyny. Razem do miejsce przybyło 369 dorosłych i 861 dzieci; 719 dzieci było bez rodziców, 142 – z jednym albo dwojgiem rodziców. Większość tych dzieci nie wróciła już do Polski. Teraz, już jako dorośli ludzie, spotykają się co kilka lat. Przyjeżdżają ze wszystkich zakątków świata, opowiadają o swoim obecnym życiu i myślą o tym, jakie życie by mieli, gdyby nie wybuchła wojna i gdyby nie zmuszono ich do emigracji.

HUŚTAWKA NASTROJÓW

W czerwcu 1945 roku na konferencji komitetów żydowskich w Dzierżoniowie przedstawiciele byłych więźniów obozów koncentracyjnych wystosowali rezolucję o treści:

Zebrani na zjeździe w Rychbachu w dniu 17.6.45 r. delegaci Komitetów Żydowskich Województwa Dolnego Śląska, reprezentujący pozostałe przy życiu resztki mas żydowskich z obozów koncentracyjnych na tym terenie, składają uroczysty hołd i pamięć swych bohaterskich towarzyszów, poległych z rąk okrutnych zbirów hitlerowskich. Zebrani stwierdzają, iż ziemia Dolnego Śląska zbroczona jest krwią i nasiąknięta potem tysięcy niewinnie umęczonych i straszliwie maltretowanych Żydów. Jako wolni Obywatele Rzeczypospolitej (…) stwierdzamy swe nienaruszalne prawo do zakładania tutaj naszych ognisk domowych i do ugruntowania sobie na tym terenie naszego bytu materialnego i kulturalnego (…).

Ludzie jednego dnia odczuwali euforię wynikającą z odzyskania wolności, a kolejnego – beznadzieję osamotnienia. Mieli pracę, mogli się cieszyć z możliwości zarobienia na chleb, ale czuli i strach, bo przyszłość wcale nie była taka jasna i pewna.

Luba Moldauer w październiku 1939 roku wraz z rodzicami i siostrą Genią uciekła do Rosji. Najpierw zmarła ich mama, a potem Sowieci aresztowali ojca. Dziewczynki znalazły się w radzieckim domu dziecka. Była to dla nich szkoła życia. Państwowa placówka, ale w środku rządziło inne prawo, prawo silniejszego. Jeśli nie ukradłeś, to głodowałeś, jak nie biłeś, to byłeś bity. Szkoła przetrwania, ale i wylęgarnia ludzi o słabym kręgosłupie moralnym.

Gdy wybuchła wojna z Niemcami, starszą Genię, jako prawie pełnoletnią, wysłano z innymi dziećmi w jej wieku do Kołymy, do kopalni złota. Została tam aż do 1958 roku. Młodsza Luba pojechała w głąb Związku Radzieckiego, bo przecież dzieci to przyszłość narodu i sam Stalin rozkazał ewakuację sierocińców.

Luba niewiele pamięta z transportu. Wie, że ciężarówkami dowieziono ich do stacji, potem był pociąg i długa jazda. Były ich w transporcie jakieś trzy setki dzieci w bardzo różnym wieku. Te starsze zajmowały się maluchami, bo opiekunów było niewielu. Do tornistrów zapakowano im chleb i kazano zabrać ubrania, których i tak nie mieli zbyt wiele, więc ten ich „bagaż” był niewielki. Jechali w głąb Rosji.

Nie potrafię powiedzieć, jaką trasą jechałam. Tęskniłam za siostrą. Tak nagle nas oddzielono, a ona była jedyną bliską mi osobą… Płakałam, ale już wtedy wiedziałam, że tak musi być, że ja nic nie zmienię. Nie wiedziałam, gdzie ona pojechała, a potem nawet nie wiedziałam, czy żyje.

Dziewczynka przebywała w kilku sowieckich domach dziecka, aż trafiła do ochronki nadzorowanej przez delegaturę polskiego rządu emigracyjnego. Były tam sieroty i półsieroty i część z nich wraz z armią Andersa ewakuowano do Iranu. Luba została w Sowietach. Do 1946 roku zorganizowano w Związku Radzieckim ponad dziewięćdziesiąt domów dziecka – w republikach rosyjskiej, kazachskiej, kirgiskiej, tadżyckiej i uzbeckiej – dla dzieci zesłańców głównie narodowości polskiej i żydowskiej. Od lutego do czerwca 1946 roku przeprowadzono repatriację wychowanków polskich domów. Wtedy ze Związku Radzieckiego wróciło siedem tysięcy polskich sierot.

Dom dziecka Luby znów przejęli Sowieci. I chociaż z inicjatywy Związku Patriotów Polskich polskie sieroty zabierano z radzieckich placówek i umieszczano w domach podległych związkowi, gdzie również trafiła Luba, to za utrzymanie ochronek płacili Rosjanie, więc wprowadzali tam też swoje zwyczaje. Dzieci jednak przygotowywano do powrotu do Polski. Dziewczynka przyjechała do Gostynina na początku 1946 roku, skąd przedstawiciele Komitetu Żydowskiego zabrali ją i inne sieroty pochodzenia żydowskiego do Legnicy.

Było nas kilkanaście dzieci żydowskich w tym domu dziecka nadzorowanym przez Związek Patriotów Polskich. Byliśmy polskimi sierotami, ale dzieci nie dawały nam zapomnieć, że jesteśmy inne, że jesteśmy Żydami. (…) Przyjechała dwójka ludzi, kobieta i mężczyzna, i nas zabrali. Te polskie dzieci to nawet nam zazdrościły, bo dostaliśmy nowe ubrania, słodycze i ktoś po nas przyszedł, a one nadal były same i czekały, czy ich ktoś zabierze. (…) Pojechałam do Legnicy. (…)

Zgodnie z wytycznymi dzieci miały być wychowywane w duchu socjalizmu i przywiązania do Polski, ale w trakcie zajęć przemycano syjonistyczne ideały i dość szybko włączono te sieroty do programu nielegalnej emigracji przez Czechosłowację do Palestyny (Bricha). W ten sposób Polskę opuściło około dziesięciu tysięcy żydowskich dzieci. Jesienią 1946 roku w legnickim domu dziecka przebywało jakieś dziewięćdziesięcioro podopiecznych. Placówka mieściła się w kamienicy przy zbiegu dzisiejszych ulic Piastowskiej i Senatorskiej. Grupa młodszych wychowanków mieszkała w innym domu, także znajdującym się przy ulicy Piastowskiej. Nauka odbywała się w języku polskim, ale posługiwano się też jidysz. Czasami trzeba było mówić nawet po rosyjsku, bo zwłaszcza najmłodsze dzieci, urodzone już w Związku Radzieckim, miały problem z polskim. Nie było zajęć z religii, choć organizowano Chanukę i Purim, ale była również choinka i obchodzono Nowy Rok. Luba przebywała w Legnicy tylko rok. Gdy skończyła szesnaście lat, przeniosła się do Bielawy, do bursy żydowskiej, czyli w samo syjonistyczne serce ówczesnej Polski.

W bursie byli młodzi ludzie, głównie z Ha-Szomer ha-Cair. Ja też do nich wstąpiłam. Ale była także silna grupa komunistów, którzy uważali, że trzeba zostać w Polsce i budować nowe socjalistyczne państwo, kraj równości i sprawiedliwości. Obie grupy niosły idee. Ja wybrałam syjonistów, bo tam chłopcy bardziej mi się podobali. (…) Nie zostałam długo w Bielawie, ruszyliśmy do Izraela.

Luba szybko postanowiła, że jej przyszłość jest w Izraelu. Uczyła się razem z dziewczynami i chłopakami takimi jak ona, którzy przyjechali ze Związku Radzieckiego. W tej grupie była jedną z najmłodszych, dlatego początkowo była traktowana jak dziecko – bo fajnie jest mieć młodsze rodzeństwo (im to odebrano). Ale Luba nie zapomniała o siostrze, rozpoczęła poszukiwania. Ze Związku Radzieckiego ciągle przychodziły pisma, że Genia zaginęła. Nie pisano, że nie żyje ani że żyje. Jest zaginiona i tyle. Dla Luby było to równoznaczne z tym, że jej nie ma. Wyszła więc za mąż i wspólnie z mężem zadecydowali o wyjeździe. Nie opuścili jednak Polski tak od razu, bo po ślubie dostali mieszkanie, obydwoje pracowali i cieszyli się życiem. Ale znajomych ubywało.