Coco Chanel. Sypiając z wrogiem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wielki książę dał Chanel coś znacznie rzadszego i cenniejszego niż kilka sznurów pereł. Tak jak angielskie wełniane swetry Boya Capela natchnęły ją do skopiowania ich w strojach kobiecych, tak Dymitr Pawłowicz zainspirował ją do stworzenia rosyjsko-słowiańskiej kolekcji i do zajęcia się perfumami.

Podczas pierwszej wojny światowej kobiety, jeśli chodzi o higienę osobistą, skazane były na ługowe mydło babek. Później używały zapachów wypreparowanych z kombinacji kwiatów − fiołków, róż, kwiatów pomarańczy, jaśminu − albo zapachów pochodzenia zwierzęcego. Na wieczorowe wyjścia bardziej wyrafinowane damy stosowały puder i skrapiały się kwiatową mgłą. Mężczyźni woleli Bay Rum albo wodę kolońską Roger & Gallet, obficie rozpylane, by zamaskować nieprzyjemne wonie. Teraz rozeszły się pogłoski, że Coco ma zamiar wylansować „tajemną wspaniałą wodę Chanel”[41]. Jej sekret, według paryskiej plotki, znany był piętnastowiecznej rodzinie Medyceuszy we Florencji. Kobiety wierzyły, że perfumowany płyn chroni ich skórę, a mężczyźni leczyli nim skaleczenia brzytwą.

W tym okresie młodsza generacja Francuzek zaczynała już nosić małe czarne sukienki Chanel, swetry i krótkie plisowane spódniczki. Dlaczego więc nie połączyć nowego zapachu z tym, co już jest modne? Kropelka zapachu za uchem, na nadgarstku czy we wgłębieniu obojczyka oznaczała słodką woń sukcesu; była wcieleniem słów poety Paula Valéry’ego: „Kobieta, która nie używa perfum, nie ma przyszłości”. Chodziło o umiejętność ubierania się i demonstrowanie postawy zamożnej paryskiej pani domu.


Wielki książę Dymitr, kochanek Chanel, który pomógł jej wylansować słynne perfumy Chanel No. 5, 1910

RIA Novosti

Z pomocą Dymitra i zaprzyjaźnionego rosyjskiego chemika Chanel zabrała się do opracowywania zapachu, który stał się częścią tradycji lat międzywojennych, wonnym symbolem garçonnes, chłopięcych wyemancypowanych kobiet o figurze unisex, tańczących tango i charlestona, czasami palących opium i akceptujących z entuzjazmem sztukę Cocteau i Picassa. Te kobiety miały krótko, po męsku ostrzyżone głowy, nosiły męskie marynarki i krawaty, spodnie i luźne sukienki szokującej długości do kolan i bez rękawów, za to z frędzlami. Odpowiednie perfumy pasowałyby doskonale do makijażu, szybkich samochodów, sportów, podróży i charlestona.

Dymitr przedstawił Chanel swojego rosyjskiego przyjaciela emigranta, Ernesta Beaux, który był niegdyś oficjalnym parfumier cara, i rozpoczęło się kolejne śmiałe przedsięwzięcie w modzie. Urodzony w Moskwie Beaux uciekł z Petersburga po rewolucji bolszewickiej 1917 roku, by walczyć z czerwonymi. Dołączył do antybolszewickiej rosyjskiej Białej Armii i znalazł się na Dalekiej Północy, koło kręgu arktycznego, gdzie słońce świeci całą noc, a jeziora i rzeki pachną świeżo jak nigdzie na świecie. We Francji szybko zyskał sławę cenionego chemika i specjalisty w tworzeniu egzotycznych perfum. Beaux prowadził właśnie doświadczenia z wykorzystaniem sztucznych komponentów do wzmocnienia rozmaitych mieszanek naturalnych. W swoim laboratorium w Grasse na południu Francji, miejscowości znanej jako światowe centrum perfumeryjne, Beaux pod czujnym okiem Chanel – obdarzonej wrażliwym zmysłem powonienia – tworzył swoją magię. Upierał się, że potrafi zamknąć w probówkach świeżość słonecznego arktycznego dnia.

Ówczesne perfumy, wyciągi z fiołków, róż i kwiatów pomarańczy w ekstrawaganckich flakonach, wydawały się Chanel banalne. Powiedziała Beaux, że w swoich perfumach chce mieć wszystko, ich zapach ma przywoływać kobiecość. Geniusz Beaux miał polegać na dodaniu syntetycznych komponentów chemicznych, by uwypuklić naturalny zapach i utrwalić go tak, żeby w odróżnieniu od zapachów czysto naturalnych utrzymywał się na skórze.

W 1921 roku Beaux przedstawił Chanel kilka kompozycji ponumerowanych od 1 do 5 i od 20 do 24. Początkowo wybrała numer 22 i skierowała go do sprzedaży. Jednak najbardziej zachwycił ją numer 5 i zdecydowała, że musi zostać wprowadzony w 1921 roku, razem z jej kolekcją. Nazwie nowy zapach Chanel No. 5.

Recepturę Chanel No. 5 zna jedynie grupka wtajemniczonych. Wiadomo, że jest niezwykle skomplikowana. Perfumy zostały stworzone z mniej więcej osiemdziesięciu składników, co nadal obowiązuje. Najważniejszy jest wysokiej jakości jaśmin, występujący jedynie w Grasse.

Chanel nie chciała słyszeć o barokowych flakonach, jakich używała konkurencja. Żadnych rzeźbionych amorków ani kwiatków. Wybrała minimalistyczną koncepcję geometrycznego prostopadłościanu, to był jej pomysł na nowoczesne opakowanie.

Nazwa perfum, jej cyfra − fetysz 5, okazała się rewolucyjna. Piątka wijąca się jak wąż przypominała pięć boskich głów hinduizmu albo pięć wizji Buddy. (Chanel wciąż od nowa celebrowała tę cyfrę. Pokazy jej kolekcji co roku odbywały się niezmiennie 5 lutego i 5 sierpnia).

By wypromować swój nowy wynalazek, Chanel – jak przystało na sprytną wieśniaczkę − posłużyła się wieścią gminną. Testowała Chanel No. 5, zapraszając przyjaciół do wytwornej restauracji w pobliżu Grasse, tam ukradkiem skrapiała perfumami gości przechodzących koło jej stolika, na co reagowali najpierw zaskoczeniem, a po chwili zadowoleniem. Usatysfakcjonowana wynikami prób Chanel wróciła do Paryża i spokojnie wprowadziła na rynek swój nowy pomysł. Nie anonsowała go w prasie. Używała go sama, rozpryskiwała zapach w sklepowej przymierzalni, dawała flakony perfum nielicznym przyjaciołom z wyższych sfer. Wkrótce o jej perfumach mówił cały Paryż.

Chanel poleciła Beaux, by rozpoczął produkcję No. 5. „Sukces przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – wspomina Misia Sert. − Jak wygrana na loterii”[42]. I tak perfumy Beaux o zapachu przeznaczonym dla kobiet wlano we flakon art déco, nazwano „Chanel No. 5” z zazębiającymi się literami C i wypuszczono w świat w butiku przy ulicy Cambon 5 maja 1921 roku. Twór Chanel i Beaux przetrwał zmienne koleje losów wielkiego kryzysu i drugiej wojny światowej. Matki i babki płaciły za ten zapach niewielkie fortuny, a młode kobiety mogły żywić nadzieję, że pewnego dnia będzie je na to stać.

Przez następne trzy lata z pomocą wielkiego księcia Dymitra Chanel skutecznie promowała No. 5 jako perfumy luksusowe. Szybko uświadomiła sobie, że aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie, jej niewielkie przedsiębiorstwo musiałoby zwiększyć produkcję.

W niedzielę wczesną wiosną 1923 roku Chanel ubrała się odpowiednio i udała na tor wyścigowy Longchamp. Było to i jest nadal eleganckie miejsce spotkań, położone w Lasku Bulońskim, gdzie Sekwana owija się wokół zachodniego krańca Paryża. To jest miejsce, dokąd należy pójść w niedzielę, by zobaczyć cały Paryż i samemu być widzianym, by obserwować „koniki” biegnące po owalnym torze, by zjeść dobry obiad po wydaniu pieniędzy na obstawienie konia, którego „właścicielem jest dżentelmen”.

Ale tamtego popołudnia do Longchamp ściągnął Chanel Pierre Wertheimer i jego pieniądze. Spotkanie zaaranżował Théophile Bader, który trzymał rękę na pulsie „świata drobnostek”. Jako książę francuskiego handlu detalicznego i jeden z właścicieli największego paryskiego centrum handlowego Les Galeries Lafayette Bader chciał mieć pewność stałych dostaw perfum z laboratorium Beaux w ilościach zadowalających jego klientów. „Ma pani perfumy zasługujące na znacznie większy rynek. Chciałbym, żeby poznała pani Pierre’a Wertheimera, do którego należą perfumy Bourjois, jest też właścicielem wielkiej wytwórni we Francji i ma dużą sieć dystrybucyjną”, tłumaczył Chanel[43]. (Nie wiadomo, czy Bader wyjawił Chanel, że on i Wertheimer są partnerami biznesowymi).

Spotkanie Chanel z Wertheimerem w Longchamp z pewnością było krótkie i rzeczowe.

„Chce pan dla mnie produkować i rozprowadzać perfumy?”.

„A dlaczego nie? − odpowiedział. − Ale jeśli mają się ukazywać pod nazwą Chanel, będziemy musieli się połączyć”[44].


Firmowy flakon Chanel No. 5 na rysunku francuskiego artysty Sema. Flakon znalazł się w zbiorach nowojorskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w 1959 roku

© Musée Carnavalet / Roger-Viollet

Chanel przekazała nowo powstałej francuskiej firmie Les Parfums Chanel S.A. prawa do wytwarzania perfum, a także receptury i metody produkcji zapachów skomponowanych przez Beaux. W zamian za to została prezesem nowej jednostki z pakietem dwustu w pełni opłaconych akcji, z których każda warta była 500 franków. Jej własność obejmowała 10 procent wyłożonego kapitału. Gwarantowano jej także 10 procent kapitału wszystkich firm produkujących jej perfumy poza granicami Francji. Większość pozostałego kapitału, 70 procent akcji w obiegu, dostało się klanowi Wertheimerów, który finansował produkcję i zapewniał światową dystrybucję perfum z kwatery głównej korporacji w Nowym Jorku. Pełnomocnicy Badera (Adolphe Dreyfus i Max Grumbach) otrzymali 20 procent akcji. Trudno się nie zastanawiać, czy Chanel wiedziała, że Bader w istocie pobiera w ten sposób rodzaj znaleźnego.

Nonszalancja Chanel przy umowie z Pierre’em Wertheimerem − i zgoda na korzystanie z usług tego samego prawnika przy sporządzaniu kontraktów − zakrawa na kupiecką nieostrożność. Niewykluczone, że po beznadziejnym romansie z Pierre’em Reverdym i niedawnym rozstaniu z wielkim księciem Dymitrem była zbyt wyczerpana emocjonalnie, żeby uważnie przyjrzeć się sprawie. W istocie pomiędzy 1923 a 1937 rokiem Chanel była „Mademoiselle Ballet”, uwięzioną w wirówce nadaktywności. Eksploatowała swoją twórczą energię, projektując kostiumy do baletów Diagilewa − Niebieski pociąg, Orfeusz, Król Edyp − i wielu innych produkcji teatralnych, często w choreografii Diagilewa z udziałem Wacława Niżyńskiego. Jej kostiumy do Niebieskiego pociągu wspaniale współgrały z subtelną seksualną transgresją tańca, z rozgrywaniem przez bohaterów stereotypów płci, androginii, homoseksualności, choć kobiety wyposażono w cechy męskie. Balet stanowił otwartą eksplorację awangardowej perwersji i Chanel musiała być zachwycona tym, że uczestniczy w podobnym przedsięwzięciu.

 

Pod koniec lat dwudziestych dzięki możliwościom produkcyjnym, umiejętnościom marketingowym i sile dystrybucji Wertheimerów perfumy Chanel No. 5 okazały się światowym sukcesem, zwłaszcza po drugiej stronie Atlantyku. Stały się najbardziej dochodowym i najbardziej długotrwałym osiągnięciem burzliwej kariery Chanel, pompując wciąż rosnące zyski, dzięki którym i Chanel, i Wertheimerowie zrobili się fantastycznie bogaci. Trzeba było jednak dopiero światowego kryzysu i drugiej wojny, żeby Chanel zrozumiała ekonomiczne znaczenie swoich nowych perfum i komplikacje partnerstwa z Wertheimerami. Kiedy po raz pierwszy podpisała umowę z tą rodziną, nie miała pojęcia i nawet nie umiała sobie wyobrazić, że Chanel No. 5 stanie się taką fontanną bogactwa.


Poeta Pierre Reverdy, około 1940 roku; mężczyzna, którego Chanel bardzo kochała. Ich przyjaźń trwała czterdzieści lat

© Albert Harlingue / Roger-Viollet

A kim byli Wertheimerowie?

Pokonanie Francji przez armię niemiecką w wojnie francusko-pruskiej lat 1870−1871 rozdzieliło alzacko-żydowską rodzinę Wertheimerów. Émile został w Alzacji, stanowiącej teraz część zjednoczonej Drugiej Rzeszy Niemieckiej, a Julien i Ernest Wertheimerowie wybrali – podobnie jak 15 procent pozostałych Alzatczyków – obywatelstwo francuskie. Okazało się, że to Ernest miał nosa. W 1898 roku założył E. Wertheimer & Cie. i z Julienem u boku nabył większościowy pakiet w firmie A. Bourjois & Cie., wytwórcy poudre de riz (pudru dla kobiet), mydła i innych produktów kosmetycznych rozprowadzanych na całym świecie. Bracia kupili także zakład produkcyjny w Pantin, w pobliżu paryskiej ubojni La Villette, znanej jako „miasto krwi”. Jak na ironię w czasie nazistowskiej okupacji Paryża to właśnie z kolejowej bocznicy w Pantin francuska i niemiecka policja deportowały niezliczone tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci do Niemiec na pewną śmierć.

Wkrótce bracia dołączyli do innych francuskich Żydów i zainwestowali w Galeries Lafayette, wielki dom towarowy, który z olbrzymim powodzeniem prowadził Théophile Bader, najpierw na paryskim bulwarze Hausmanna, a następnie na terenie całej Francji. Produkty Bourjois dla kobiet i mężczyzn znalazły stałe miejsce na półkach Galeries.

Chanel nie była sprytną kobietą interesu. Wszystkie problemy związane z handlem, kontraktami i dokumentami „śmiertelnie ją nudziły”. Przez całe życie łączyła ją chaotyczna relacja typu miłość-nienawiść z przebiegłym człowiekiem interesu Pierre’em Wertheimerem. Przekonała się, że została wykorzystana, i lamentowała: „Oszukał mnie”, ale równocześnie dodawała swoim niepowtarzalnym szeptem „ten kochany Pierre”[45]. W istocie cztery lata po podpisaniu umowy z kapryśną projektantką Wertheimerowie zaangażowali prawnika do kontaktów z nią, bo stosunki stały się napięte.

A jednak niezamożna wychowanka sióstr ze zgromadzenia sercanek znalazła w czterdziestojednoletnim Paulu i trzydziestosześcioletnim Pierze Wertheimerach żyłę złota. Pomiędzy 1905 a 1920 rokiem bracia podpisali około stu umów o dystrybucji swoich produktów na świecie.


Pierre Wertheimer, młodszy z braci, 1928. W 1924 roku Wertheimerowie kupili większościowe udziały w firmie perfumeryjnej Chanel

© Keystone / Gamma Rapho

Chociaż Chanel cieszyła się nowo zdobytą sławą i bogactwem, musiała jeszcze zyskać akceptację najwyższych warstw francuskiej society, musiała zostać „namaszczona” przez angielską rodzinę królewską. Nadal była osobą, którą swoboda seksualna stawiała poza szacownym towarzystwem, mimo że „rewolucjonizowała francuską modę” od 1910 roku[46]. Jej miłosne wyczyny nie przeszkadzały Pierre’owi Wertheimerowi. Doskonale znał plotki na jej temat. W istocie Pierre podkochiwał się w Gabrielle Chanel, która w czterdziestym czwartym roku życia wyglądała dziesięć lat młodziej i nadal trudno było jej się oprzeć. Pomimo ich późniejszych kłótni, prawnych potyczek i problemów Pierre do końca życia był zakochany w Chanel. W końcu to on okazał się jej zbawcą.

Na sezon wakacyjny 1924−1925 Chanel pojechała samochodem do Monte Carlo z Sarah Gertrude Arkwright Bate. Sarah, nazywana przez wszystkich Verą, została opuszczona przez matkę i była przybranym dzieckiem Margaret Cambridge, markizy Cambridge, córki diuka Westminsteru, spokrewnionej z królem Edwardem VII i Winstonem Churchillem. Vera była więc od wczesnego dzieciństwa mocno związana z brytyjską rodziną królewską. Jej wygląd, jasna karnacja, posągowa figura oraz angielskie koneksje pociągały Chanel. Nikt nie był bardziej ceniony przez londyńskie towarzystwo. Vera miała licznych adoratorów: różnych Archiech, Haroldów, Winstonów i Duffów nie brakowało u jej boku. Chanel zatrudniła tę trzydziestopięcioletnią ulubienicę angielskiej rodziny królewskiej do reprezentowania Domu Mody Chanel w londyńskim i paryskim towarzystwie.

Lazurowe Wybrzeże było regionem pełnym życia, doskonałym na wakacje czy obchody Nowego Roku. Bogaci mieszkańcy kontynentu spotykali się z angielską elitą, Churchillami i Grosvenorami, którzy w okresie bumu lat dwudziestych cieszyli się w uzdrowiskach Monte Carlo, Deauville i Biarritz we Francji nieznanym dotąd komfortem. Pierre i Paul Wertheimerowie woleli tory wyścigowe w Tremblay, Ascot i Longchamp. Ten rok przyniósł braciom prawdziwą bonanzę: opłaciła im się inwestycja w Félixa Amiota; kiedy rząd francuski znacjonalizował jego firmę, dało to Wertheimerom niespodziewany profit w wysokości 14 milionów franków. (Było to posunięcie wręcz prorocze, Amiot, przyszły partner biznesowy Wertheimerów, chronił fortunę rodziny w złych dniach, które nadeszły).

Wcześniej, w 1923 roku, Adolf Hitler zorganizował pucz w monachijskiej piwiarni. Po nieudanym puczu był aresztowany, sądzony, uznany winnym zdrady i skazany na pięć lat więzienia z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po dziewięciu miesiącach.

W celi numer 7 więziennej fortecy Landsberg Hitler podyktował pół biograficzny, pół polityczny traktat dla swoich akolitów Mein Kampf (często tłumaczony jako „Moje zmagania” czy „Moja kampania”, znaczenie tytułu można oddać też jako „Moja walka”), w którym opowiadał o swojej „czteroipółletniej [walce] z kłamstwami, głupotą i tchórzostwem”. W pierwszym tomie wydanym na początku 1925 roku, biblii dla NSDAP, wyłożył nazistowskie credo nacjonalizmu, antysemityzmu i antykomunizmu. W tym samym roku Hitler zreorganizował partię nazistowską: jego błyskotliwe niekiedy przemówienia fascynowały miliony Niemców i Austriaków, w tym wielu rozczarowanych weteranów pierwszej wojny.

Kilka miesięcy później Joseph Goebbels został mianowany nazistowskim liderem okręgu Berlin. Francja i Wielka Brytania radośnie świętowały Boże Narodzenie 1924, a społeczną tkankę Republiki Weimarskiej zżerały chaos i hiperinflacja. Kraj ogarnęły zamieszki, kiedy ludziom przepadły oszczędności. W 1919 roku za dolar amerykański płacono 5,20 niemieckiej marki. W grudniu 1924 roku dolar amerykański osiągał cenę 4,2 tryliona niemieckich marek. Bochenek chleba w 1924 roku kosztował – w co trudno uwierzyć – 429 miliardów marek. Za kilogram świeżego masła trzeba było zapłacić 6 bilionów marek. Emerytury stały się bezwartościowe. Ludzie chcieli dostawać dniówki, żeby wynagrodzenie nie dewaluowało się codziennie. Pojawiły się tysiące bezdomnych, niemiecka kultura załamała się, upadła klasa średnia.

ZŁOTY DIUK COCO

Mademoiselle jest kimś więcej niż Grande Dame, ona jest Monsieur.[1]

FRANCUSKI „VOGUE”, MARZEC 2009

Zaczęło się od tego, że Vera Bate w sezonie bożonarodzeniowym 1923 wcieliła się w rolę kupidyna. Błagała Chanel, żeby zechciała jej towarzyszyć na kolacji u przyjaciela z dzieciństwa, księcia Westminsteru, na pokładzie jego jachtu stojącego na kotwicy w zatoce Monte Carlo. (Jeden z biografów utrzymuje, że książę nieźle zapłacił Verze za możliwość zawarcia tej znajomości[2]). Chanel lekceważyła zaproszenie, dopóki nie odwiedził jej zaprzyjaźniony wielki książę Dymitr. Lekko ją zrugał. „Bardzo chętnie odwiedziłbym ten jacht”. Kilka dni później Vera i Dymitr, a także idąca za nimi Chanel − podobno niechętna wyprawie − zostali zawiezieni na szkuner „Flying Cloud”, wystylizowany na siedemnastowieczny statek piracki. Teraz zdobiły go błyszczące dekoracje świąteczne.

Specjalnie wynajęci na tę okazję cygańscy skrzypkowie przygrywali, kiedy książę oprowadzał Chanel po swoim czteromasztowym żaglowcu z wyszorowanymi do białości pokładami z drewna dębowego i nieskazitelnie białymi żaglami. Kabiny pod pokładem urządzone były jak niewielki dom na angielskiej wsi, z boazeriami z dębu i sosny, umeblowaniem z epoki królowej Anny, tapicerką i zasłonami z ręcznie drukowanych tkanin. Na jachcie znajdowała się kolekcja wspaniałych obrazów i sztychów. Bendor, czyli Hugh Richard Arthur Grosvenor, na tym tle prezentował się świetnie. Szeroki w barach, mierzący metr osiemdziesiąt Bendor był bohaterem wojennym, myśliwym, jeźdźcem, mordercą jeleni i dzików, zawsze czarującym gospodarzem o nienagannych manierach i olbrzymim bogactwie. Powoli, z determinacją diuk przystąpił do zdobywania względów Chanel.

Łatwo zrozumieć, dlaczego Chanel pociągała Bendora: była drobna, miała oliwkową karnację, seksapil, była dowcipna i inteligentna, znana z ciętego języka. W wieku czterdziestu lat z powodzeniem grała seksownego łobuziaka, eksponując swoją luksusową prostotę. Bez trudu mogła stawić czoło mężczyźnie, który wypróbowywał swój wdzięk na poważnych angielskich damach lub łatwych dziwkach.

Podczas wspaniałej kolacji i późniejszych tańców w lokalu w Monte Carlo Bendor odkrył kobietę, wobec której żaden mężczyzna nie pozostawał obojętny − jej nozdrza pulsowały w nagłym gniewie, poważny głos wznosił się i opadał do dobrodusznego rozleniwienia. Chwilami kociak, chwilami wamp, a przeważnie lisica − Chanel miewała zmienne nastroje. Pod jej urokiem Bendor topniał jak wosk. Ona później opisała go jako „człowieka bardzo wielkodusznego i uprzejmego, na podobieństwo licznych dobrze wychowanych Anglików − w każdym razie dopóki nie wylądują we Francji. W obecności pań kwintesencja wyrafinowania, ale kiedy ich nie ma − ulicznicy i sprytni myśliwi [...] ale nie mógł być inny, skoro utrzymał mnie przez dziesięć lat”[3].

Chanel projektowała akurat kostiumy do Niebieskiego pociągu, baletu-opery Diagilewa–Cocteau, którego paryską premierę przygotowywano w Ballets Russes. Na pokładzie „Flying Cloud” Bendor i jego goście musieli rozmawiać o wyimaginowanym błękitnym pociągu Cocteau. Libretto opery zawierało wszystko, co mogło się spodobać księciu, który kochał i Paryż, i Riwierę, a za kilka miesięcy miał zobaczyć balet i podziwiać kostiumy Chanel.

Prawdziwy pociąg należał do systemu francuskich kolei i zapewniał regularne połączenie brytyjskiej i francuskiej elicie, starającej się uciec z ponurego, mokrego i zimnego Londynu czy Paryża na pełne słońca Lazurowe Wybrzeże. W sztuce Cocteau nie brakowało plażowych romansów, żigolaków i ich kobiet ubranych przez Chanel w stroje plażowe i kostiumy do tenisa, komplety żeglarskie, spodnie golfowe i pasiaste swetry. Zespołowi towarzyszyła muzyka Dariusa Milhauda, a scenerię plażową stworzył Henri Laurens. Główna kurtyna była dziełem Pabla Picassa. Cała produkcja miała być prezentacją nowej sztuki i wielką zabawą.

Wakacje wkrótce dobiegły końca. Chanel i Vera wróciły do Paryża, by przygotować wiosenną kolekcję i skończyć kostiumy do Niebieskiego pociągu. Coco uparcie twierdziła, że Bendor nic ją nie obchodzi, a może tylko udawała przed Verą, która nadal występowała jako książęca stręczycielka. Książę wabił Chanel z Eaton Hall, swojej olbrzymiej wiejskiej posiadłości w miasteczku Eccleston w pobliżu Chester w Anglii, posyłając do Paryża przez swojego lokaja słodkie bileciki, a także koszyki truskawek, wiosennych krokusów, gardenii i orchidei własnoręcznie zrywanych w szklarniach i ogrodach rezydencji. Obdarowywał ją nawet świeżym szkockim łososiem, złowionym w jego posiadłości i wysyłanym do Paryża samolotem.

 

Wkrótce po spotkaniu z Bendorem w Monte Carlo, pomimo jego żarliwych wezwań kierowanych do Chanel z daleka, Vera zaaranżowała spotkanie z przystojnym, niebieskookim, nieco zniewieściałym trzydziestoletnim przyjacielem Bendora, który okazał się dziwnym trafem także kuzynem i przyjacielem Very z dzieciństwa − Edwardem, księciem Walii. W Wielki Czwartek Chanel poznała księcia na pamiętnej kolacji wydanej przez markiza Melchiora de Polignac i jego żonę Ninę Crosby w Chez Henri, eleganckiej paryskiej restauracji w pobliżu Cercle Gaillon na zapleczu opery[4]. Chanel znowu odniosła sukces. Edward, nazywany przez rodzinę i bliskich przyjaciół Davidem lub Bunnym, był oczarowany, błagał, by Coco zwracała się do niego David.

Następnego wieczoru, na długo przed kolejną kolacją, w której oboje mieli uczestniczyć, David wstąpił do mieszkania Chanel na koktajl. Wiele lat później Diana Vreeland, dawna naczelna „Vogue’a”, twierdziła uparcie, że „namiętna, skoncentrowana i bardzo niezależna Chanel, prawdziwa tour de force” i książę Walii „przeżyli razem wielkie romantyczne chwile”.

Jednak Bendor nigdy nie zrezygnował. Kilka tygodni później książę, który potrafił pokonać najbardziej zagorzałego przeciwnika, zjawił się w Paryżu. Był wczesnowiosenny wieczór. Joseph, kamerdyner Chanel, otworzył drzwi i zobaczył gigantyczny bukiet kwiatów ukrywający twarz posłańca. Legenda głosi, że kamerdyner, szukając drobnych, polecił: „Połóż je tam”[5]. Kiedy się odwrócił, by wręczyć mężczyźnie napiwek, rozpoznał księcia Westminsteru. Wkrótce, niewątpliwie na prośbę Bendora, książę Walii zjawił się w mieszkaniu Chanel przy ulicy Faubourg-Saint-Honoré, by się za nim wstawić.

Chanel nadal miała co do niego wątpliwości. Lady Iya Abdy usłyszała od niej: „Książę mnie przerażał”[6]. Chanel wiedziała wszystko o jego seksualnych eskapadach, ona zaś chciała być kochana na zasadach równości. „Nie jestem jedną z tych kobiet, które należą do wielu mężczyzn”.

Vera Bate wprowadziła Chanel w wytworne towarzystwo, skupione wokół angielskiej rodziny królewskiej; tworzyli je: Westminster, książę Walii Edward, Winston Churchill i elita angielskiej socjety, która miała wstęp do pałacu Buckingham. Chanel i Bendor, para bardzo różnych ludzi, należących do odrębnych światów, często antagonistycznie nastawionych, nawiązywała właśnie trwające pięć lat romans i przygodę. Chanel trochę przypominała „Kopciuszka [...] flirciara, udawała oczarowanie i nagle pff, zdawała się znikać!”[7]. Bendor był jak „pirat szukający przygód [...] mężczyzna, który kochał swoje kobiety, ale [który] przede wszystkim kochał być zakochany”.

Chanel doskonale zdawała sobie sprawę, jak postrzega ją konwencjonalne francuskie towarzystwo i jak ją oczernia. Dla nich była „dawną osobą z półświatka”[8], która utrzymywała wielkiego księcia Dymitra, pozostawała równocześnie w zażyłych kontaktach z francuskimi politykami, z księciem Walii, a według informacji francuskiej policji także z lordem Rothermere, Haroldem Harmsworthem, który wraz z bratem Alfredem był właścicielem londyńskiego „Daily Mail”. Będąc w sarkastycznym nastroju, Chanel powiedziała przyjaciołom: „Zawsze chciałam być kobietą z haremu i spośród moich trzech «facetów» − księcia Walii, wielkiego księcia Dymitra i księcia Westminsteru − wybieram tego, który będzie mnie chronił, najzwyklejszego z ludzi [Bendora]”[9].

Późną wiosną 1924 roku Bendor i Chanel w tajemnicy weszli na pokład „Flying Cloud”, zacumowanego w Bajonnie w Zatoce Biskajskiej. Tak opowiadała o ich pierwszych wspólnych dniach: „On miał jacht, a to najlepsza rzecz, jeśli chce się uciec i zacząć romans. Za pierwszym razem jest niezręcznie, za drugim dochodzi do drobnej kłótni, a za trzecim, jeśli się nie układa, można zatrzymać się w jakimś porcie”[10]. Pierwsze dni w zaczarowanym świecie stworzonym przez Bendora wydawały się im zapewne magiczne. Kiedy dotarli na Morze Śródziemne, na pokład sprowadzono orkiestrę z Monte Carlo, żeby mogli tańczyć co wieczór, bo Bendor to uwielbiał. Obsypywał Chanel drogimi klejnotami i innymi podarunkami, a ona wyznała swojej powiernicy: „Kochałam go albo tak mi się zdawało, co na jedno wychodzi”[11].

Niezwykłe bogactwo Bendora na pewno podnosiło jego atrakcyjność w oczach Chanel. Ten kuzyn Jerzego V był jedynym właścicielem Eaton Hall, posiadłości o powierzchni 11 tysięcy akrów, gdzie liczni ogrodnicy przez okrągły rok hodowali róże, goździki, orchidee, egzotyczne owoce i warzywa. Bocznica kolejowa łączyła posiadłość z główną linią kolei. Bendor był nawet właścicielem prywatnego pociągu, którym mógł jechać z Eaton Hall do Londynu, a tam należał do niego Grosvenor House (później wynajęty rządowi Stanów Zjednoczonych na amerykańską ambasadę), Bourdon House i dochodowe nieruchomości na terenie londyńskich Kensington Gardens. Miał także olbrzymie posiadłości w Australii i Kanadzie.

Do morskich podróży Bendorowi służyły do wyboru „Cutty Sark”, przerobiony okręt marynarki, albo duży szkuner „Flying Cloud”. Miał liczne stajnie, pawilony myśliwskie w Szkocji i we Francji, samochody Rolls-Royce i Bentley. Do rodzinnych klejnotów należały tiara Westminster i diamenty Arcot.

Bendor, podobnie jak jego długoletni przyjaciel Winston Churchill, urodzili się w świecie, w którym brytyjski szlachcic uważany był (sam zresztą też tak uważał) niemal za boga. Wraz z innymi filarami arystokratycznego ziemiaństwa wkraczał w dorosłe życie z przekonaniem, że jego przeznaczeniem jest rządzenie największym imperium, jakie widział świat.

Jeden z kumpli Bendora, kolega z Izby Lordów, opisał diuka jako „dobrodusznego faceta, niczym szczeniak nowofunlanda, który lubi niesforne zabawy i sporty, konie, samochody i panie. Taki tryb życia najwyraźniej mu służy, bo wygląda jak okaz zdrowia i siły”[12]. Churchill uważał, że Bendor jest „doskonałym myśliwym i wie wszystko o zwyczajach dzikiej zwierzyny [...] jest niezmordowanym kompanem na wojnie i w sporcie [...] niezbyt skłonny do zwierzeń czy publicznych wystąpień; był człowiekiem głęboko myślącym, obdarzonym rzadką mądrością i darem zdrowego sądu. Zawsze bardzo wysoko ceniłem jego opinie”[13].

Pewna Francuzka uznała Bendora za „czysty wytwór epoki wiktoriańskiej, który widzi tylko swoją strzelbę, konia wierzchowego, konia wyścigowego i swoje psy, podczas gdy współczesna mu angielska kobieta ma tylko urodzić dzieci i sprawiać przyjemność swoim panom [...] to człowiek, który potrafił wrzucić do kawy trochę cukru w papierowym opakowaniu i z zegarkiem w dłoni sprawdzać, ile czasu potrzeba, by cukier się stopił [...] to mężczyzna, który lubi chować diamenty pod poduszką swoich kochanek [...] który jednak potrafi potraktować kobietę brutalnie...”[14].

Bez względu na to, jakie były poglądy Chanel na bolszewizm przed 1925 rokiem, Bendor zaznajomił ją ze złem komunizmu i utwierdził w antypatii do Żydów. Wzdrygał się na dźwięk słowa „marksizm”. Był także zdeklarowanym homofobem. Kiedy jego szwagier homoseksualista, lider Partii Liberalnej, opowiadał się za wolnymi związkami zawodowymi, Bendor ujawnił królowi Jerzemu V jego homoseksualizm, rujnując małżeństwo siostry i polityczną karierę szwagra[15].

Homofobia Chanel nie ustępowała poglądom Bendora. Zimą 1946 roku w St. Moritz na wygnaniu w Szwajcarii powiedziała podobno do Paula Moranda: „Homoseksualiści? Czyż nie kręcą się ciągle wokół kobiet – «moja śliczna, maleńka, mój aniele» − dusząc je nieustannymi pochlebstwami? Widziałam młode kobiety zrujnowane przez tych strasznych pedałów: narkotyki, rozwód, skandal. Użyją każdego sposobu, by zniszczyć konkurencję i zemścić się na kobiecie. Chcieliby być kobietami, ale kobiety z nich marne. Za to są czarujący!”[16].

Latem 1924 roku, kiedy separacja z Violet Rowley została zalegalizowana, Bendor przywiózł Chanel do Eaton Hall na sezon wieczorków, spotkań tenisowych, jazdy konnej po angielskiej wsi i przesiadywania w cudownych ogrodach. Jesienią jeździło się na polowania do Francji i łowienie łososi do Szkocji. Zdjęcia z tego okresu pokazują Chanel w licznych epizodach: uśmiechała się szeroko, miała czterdzieści jeden lat, a on czterdzieści siedem. Ubrana we własną wersję swetra z Fair Isle wydaje się nie wątpić w to, że potrafi oczarować największe angielskie damy i lordów. Na innym zdjęciu, zrobionym przez barona Adolfa Gayne’a de Meyera, twórcę amerykańskiej fotografii mody, Chanel pozuje do portretu we „wspaniałym” naszyjniku z pereł, prezencie od Bendora[17]. Na zdjęciu w „Vogue’u” Chanel uśmiecha się ubrana w klasyczny dżersejowy kostium z żakietem typu cardigan, na pięknej szyi ma sznury pereł[18]. Na jednym z rzadkich zdjęć pali papierosa, nigdy nie pozbyła się tego zwyczaju[19] (paliła camele, jeśli tylko mogła je dostać). Na innej fotografii widzimy Chanel i Verę Bate w workowatych spodniach i ciężkich tweedach, gotowe do połowu ryb[20]. Trzymają myśliwskiego psa, Chanel ściska w dłoni wędkę, której koniec zabezpiecza korek. Istnieje także cudowne zdjęcie z listopada 1929 roku pod rękę z Winstonem Churchillem na polowaniu w Eaton Hall[21].