Od rzezi wołyńskiej do akcji «Wisła»Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Do Czytelników

Węzeł gordyjski. Problem ukraiński w II Rzeczypospolitej

Wrzesień 1939 roku

Od upadku Polski do rządu Jarosława Stećki (1939–1941)

Polityka okupantów

Powstanie OUN-Bandery

Akt 30 czerwca 1941 roku

Niemieckie „porządki”. Polskie i ukraińskie podziemie (1941–1943)

Niemiecka okupacja

Polskie podziemie wobec kwestii ukraińskiej

„Nie tylko Polacy, ale i Niemcy zaczną się nas bać” .

UPA Bandery – pierwsza akcja

Antyniemieckie wystąpienie

III konferencja OUN-B

Ukraiński bunt

Antypolska akcja na Wołyniu – początek (marzec–czerwiec 1943 roku)

Ukraiński plan „usunięcia” Polaków

Antypolska akcja na Wołyniu – apogeum rzezi

Pierwsze polskie reakcje

11–12 lipca 1943 roku

Kolejne napady oddziałów „Dubowego”

Sierpniowe masakry

Polska obrona i odwet

Czerwona partyzantka

„Wszystko rozbijać, roznosić w proch”

Powstańcy wołyńscy. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK

„W Małopolsce Wschodniej mamy wojnę”

„Polskie” rozkazy OUN-B i UPA w Galicji Wschodniej

Rzeź galicyjska. Akcja antypolska w Galicji Wschodniej

Pierwsze napady

Mikrohistoria: rajd sotni „Siromanci”

Masowa „czystka polskiego elementu”

Dywizja SS „Galizien”. Fakty i mity

Organizacja dywizji

Huta Pieniacka – galicyjskie Oradour-sur-Glane

Mit o tłumieniu Powstania Warszawskiego

Na froncie

Konflikt polsko-ukraiński na Lubelszczyźnie (1943–1944)

Brigadeführer SS Odilo Globocnik i jego polityka w dystrykcie lubelskim

Niemiecka prowokacja działa

Czy rzeź wołyńską sprowokowały zabójstwa Ukraińców na Lubelszczyźnie?

Walki polsko-ukraińskie w 1944 roku

Inne ukraińskie ugrupowania wobec antypolskiej akcji

Ukraińska Powstańcza Armia Tarasa Bulby-Borowcia

OUN-Melnyka

„Zwykli” Ukraińcy wobec akcji antypolskiej

Metropolita Andrzej Szeptycki: katecheza w czasach pogardy

Sowieci nadchodzą

Akcja „Burza”

Istriebitielnyje Bataliony

Ostatnie mordy w Galicji Wschodniej

Antysowiecka guerilla na Ukrainie zachodniej

Od odwetu w Pawłokomie do ataku WiN i UPA na Hrubieszów

„Ukraińcy za Zbrucz!”

Porozumienia w Siedliskach i w okolicy Rudy Różanieckiej

Wierzchowiny i Hrubieszów

„Repatriacja” po sowiecku

Wysiedlenia Polaków

Wysiedlenia Ukraińców

Podziemie ukraińskie w Polsce w latach 1945–1946

Operacja „Wisła”

Decyzja

Wysiedlenia ludności

„Tropią nas bezustannie...”. Koniec ukraińskiego podziemia w Polsce

Likwidacja podziemia – tak, przymusowe wysiedlenia – nie

Próba bilansu: „wojna w wojnie”, ludobójstwo, stalinowskie czystki etniczne

Chronologia i bilans ofiar

Czy rzezie wołyńska i galicyjska były ludobójstwem?

Jak ocenić polski odwet i akcję „Wisła”?

Polsko-ukraiński konflikt pamięci

Wybrana bibliografia

Źródła ilustracji

Przypisy

Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ

Redakcja: ANNA GABRYŚ

Korekta: EWA KOCHANOWICZ, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK, ANETA TKACZYK

Wybór i układ ilustracji: MARCIN STASIAK

Opracowanie mapy: ANDRZEJ NAJDER

Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN

Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT

Skład i łamanie: Infomarket

Na okładce wykorzystano zdjęcie z Muzeum Historycznego w Sanoku: Łodzina koło Sanoka. Przygotowania do pogrzebu zamordowanych przez UPA. Fot. Stanisław Potocki.

© Copyright by Grzegorz Motyka

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2011

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-05701-8

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

 

Konwersja: eLitera s.c.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Do Czytelników

W najnowszej historii Polaków i Ukraińców nie brakuje wydarzeń dramatycznych. Oba narody dotknęły w XX wieku okrutne represje zarówno nazizmu, jak i komunizmu, przy czym te drugie przez wiele lat starano się wymazać z pamięci społecznej. Nie można było oddać należnego szacunku ofiarom tak wielkich zbrodni, jak mord w Katyniu czy Wielki Głód z lat trzydziestych, w czasie którego zagłodzono trzy miliony ukraińskich chłopów. W konsekwencji pamięć o zakazanych tematach kultywowano przede wszystkim w rodzinnym gronie, nieufnie patrząc na oficjalne ustalenia i twierdzenia historyków.

Dopiero od upadku komunizmu Polacy i Ukraińcy mogą otwarcie mówić o swojej przeszłości. Próbując nadrobić zaległości, historycy z obu państw siłą rzeczy poruszają też niełatwą problematykę stosunków polsko-ukraińskich, w których szczególnie tragicznie zapisał się okres drugiej wojny światowej i pierwszych lat powojennych. W polskiej świadomości historycznej głęboko tkwi pamięć o masowych mordach na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej popełnionych w latach 1943–1945 przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Z kolei dla Ukraińców traumatycznym doświadczeniem była operacja „Wisła”, czyli przymusowe wysiedlenia Ukraińców z południowo-wschodniej Polski w 1947 roku i takie ich rozsiedlenie na ziemiach zachodnich, by łatwo ulegali asymilacji. O tym, jak ważną sprawą dla polskiej pamięci historycznej są zbrodnie popełnione przez ukraińskich nacjonalistów, przekonują badania przeprowadzone przez Muzeum II Wojny Światowej, z których jednoznacznie wynika, że większość Polaków o nich słyszała.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat mieliśmy do czynienia z gwałtownym poszerzeniem wiedzy na temat stosunków polsko-ukraińskich w latach 1943–1947. Dzięki wielkiemu wysiłkowi polskich i ukraińskich badaczy, tak zawodowych historyków, jak i ludzi zajmujących się tą problematyką nieprofesjonalnie, opublikowano dziesiątki książek oraz setki dokumentów i relacji. Autorzy wszystkich tych prac, niezależnie od tego, że często pozostają ze sobą w ostrym sporze (a może właśnie dzięki temu), przyczynili się do radykalnego postępu stanu wiedzy.

Trudno zatem zgodzić się z popularnym w Polsce poglądem, iż konflikt polsko-ukraiński jest tematem przemilczanym i pozostającym także dziś białą plamą. Tak z pewnością nie jest. Inna rzecz, że w ocenach tych wydarzeń możemy zauważyć często diametralne różnice między historykami, przy czym linia podziału nierzadko przebiega według narodowego klucza.

Wciąż brakuje jednak pracy, która w popularnej formie, nie roszcząc sobie prawa do wyczerpania zagadnienia, uporządkowałaby toczące się dyskusje i wprowadziła w krwiobieg społeczny najnowsze ustalenia naukowców. Książka ta ma w założeniu wypełnić tę lukę. Jest ona próbą odnalezienia odpowiedzi na najprostsze pytanie, jakie sobie może postawić historyk, a mianowicie: co wydarzyło się w latach 1943–1947 między Polakami i Ukraińcami?

Ramy chronologiczne pracy wyznaczają lata 1943–1947. W lutym 1943 roku oddziały UPA przystąpiły na Wołyniu do „usuwania” polskiej ludności, mordując mieszkańców wsi Parośle. W naturalny sposób data tej zbrodni wyznacza więc początek otwartego konfliktu polsko-ukraińskiego. Natomiast zniszczenie po akcji „Wisła” jesienią 1947 roku kierownictwa ukraińskiego podziemia w Polsce można przyjąć za jego zakończenie.

Książka podsumowuje moje długoletnie badania, ale ma charakter popularnonaukowy. Z tego powodu posługuję się przypisami tylko w koniecznych wypadkach. Podana na końcu pracy bibliografia zawiera też jedynie ważniejsze, a nie wszystkie pozycje dotyczące tej problematyki. Osoby, które po przeczytaniu tej książki chciałyby poznać bardziej szczegółowy opis wydarzeń, odsyłam do swoich wcześniejszych prac (z góry wszakże przepraszając Czytelników za to, że znajdą w nich, siłą rzeczy, różne powtórzenia) i innych pozycji zawartych w bibliografii.

Przed laty, w styczniu 1998 roku na spotkaniu autorskim w Przemyślu pytany o to, co chcę osiągnąć swoimi publikacjami, odpowiedziałem: „Chciałbym przekonać Ukraińców, że mordowanie ludności polskiej na Wołyniu było faktem. A Polaków – że akcja «Wisła» nie była konieczna” („Życie Przemyskie” 28 I 1998). Od dawna stoję na stanowisku, iż nigdy, w żadnych okolicznościach, nie można usprawiedliwiać zadawania cierpień ludności cywilnej, jakiejkolwiek by ona była narodowości. O tej prostej prawdzie starałem się zawsze pamiętać. Także i w tym przypadku – mam nadzieję – Czytelnicy dostrzegą, że pozostaję wierny tej zasadzie. Nie jest, moim zdaniem, możliwe trwałe pojednanie polsko-ukraińskie bez pełnego zaakceptowania trudnej przeszłości i nazwania po imieniu wszelkiego zła, które się dokonało pomiędzy Polakami i Ukraińcami w czasie wojny i po jej zakończeniu.

Niechże będzie mi wolno poruszyć jeszcze jedną sprawę. Historycy podejmujący kwestię relacji polsko-ukraińskich niejednokrotnie w ostatnich latach spotykają się z zarzutami, że ulegają politycznej poprawności, unikają podejmowania trudnych tematów, czy wręcz mówią nieprawdę. Wielu osobom, jak sądzę, trudno zrozumieć, iż praca naukowa historyka nie polega na wygłaszaniu narodowego monologu krzywd czy powtarzaniu „ku pokrzepieniu serc” takiej wersji wydarzeń, w której „nasi” z zasady muszą być „biali”, a „oni” koniecznie „czarni”. Historyk musi być bezstronny, jego obowiązkiem jest próbować podejść do tematu, który opisuje, niejako z boku, by wychwycić pełną złożoność badanych zjawisk. Jak celnie pisał o tym wybitny polski socjolog Stanisław Ossowski: „Pracownik naukowy to taki człowiek, do którego zawodowych obowiązków należy brak posłuszeństwa w myśleniu. Na tym polega jego służba społeczna, aby pełniąc swe zawodowe czynności, nie był w myśleniu posłuszny. Pod tym względem nie wolno mu być posłusznym ani synodowi, ani komitetowi, ani ministrowi, ani cesarzowi, ani Panu Bogu. Jeżeli jest posłuszny, jeżeli poglądy swoje zmienia na rozkaz, albo jeżeli myśl jego nie jest w zgodzie z jego słowami, sprzeniewierza się swoim obowiązkom”[1].

Chciałbym podziękować Tomaszowi Stryjkowi i Mariuszowi Zajączkowskiemu, a także Grzegorzowi Hryciukowi oraz Andrzejowi Leonowi Sowie za cenne uwagi, których mi udzielili, prowadząc ze mną liczne rozmowy w trakcie pisania tej pracy. Mojej żonie Edycie jestem wdzięczny za ciepło i wyrozumiałość, ponieważ znowu przez długie tygodnie, będąc w domu, byłem właściwie nieobecny.

Krzyż ustawiony w miejscu, gdzie kiedyś istniała wieś Wydymer. Napis na krzyżu: „Tu była polska wioska Wydymer. W 1943 roku – zniszczona. Polacy rozbiegli się po całym świecie. 1943–2006”.

Węzeł gordyjski.

Problem ukraiński w II Rzeczypospolitej

Pierwszego listopada 1918 roku uczuciem, które zapewne dominowało wśród Polaków mieszkających we Lwowie, było zdziwienie. Tego dnia na urzędach pojawiły się ukraińskie flagi, z ogłoszeń kolportowanych po mieście wynikało zaś, że powstała Zachodnioukraińska Republika Ludowa (ZURL), której stolicą stał się Lwów. Dla marzących o wolnej Polsce lwowiaków wizja stania się obywatelami zachodnioukraińskimi była niemożliwa do zaakceptowania. To, że w procesie tworzenia własnego państwa wyprzedzili ich Ukraińcy, grupa narodowa, jak wielu w to wierzyło, nieistniejąca, „wymyślona przez Austriaków na złość Polakom”, budziło zdumienie, ale też zwiększało chęć czynnego przeciwstawienia się rozwojowi wydarzeń.

Jeńcy ukraińscy we Lwowie, listopad 1918 roku.

Jeszcze tego samego dnia polskie grupy konspiracyjne spontanicznie przystąpiły do kontrakcji. Początkowo nieskoordynowane potyczki szybko przekształciły się w zacięte walki uliczne. W szeregach oddziałów polskich znalazło się wielu młodych ludzi poniżej siedemnastego roku życia, którzy z odwagą i poświęceniem brali udział w bojach, dając początek legendzie Orląt Lwowskich. 22 listopada 1918 roku – wobec oporu i nadejścia do miasta posiłków – wojska ukraińskie opuściły Lwów. Był to jednak dopiero początek wojny polsko-ukraińskiej czy też może raczej polsko-zachodnioukraińskiej.

Do marca 1919 roku Ukraińska Armia Galicyjska trzykrotnie podejmowała działania zaczepne, próbując odzyskać Lwów, lecz za każdym razem ponosiła porażkę. W następnych tygodniach do ofensywy przystąpiły oddziały Wojska Polskiego. Wykorzystano w tym celu część sił przybyłej z Francji armii generała Józefa Hallera (choć wcześniej zobowiązano się wobec mocarstw zachodnich, że jednostki te nie zostaną użyte w Galicji). Polski nacisk zmusił wykrwawione oddziały ZURL do odwrotu za Zbrucz, rzekę, która miała stanowić południowo-wschodnią granicę odrodzonej Polski. Ostatnie z nich przekroczyły ją 16 lipca 1919 roku. Najpierw do Kamieńca, a następnie na emigrację udał się także rząd ZURL kierowany przez Jewhena Petruszewycza. Włączenie ZURL w skład Rzeczypospolitej zaakceptował przywódca Ukraińskiej Republiki Ludowej Symon Petlura, który w ten sposób chciał ocalić ukraińską państwowość nad Dnieprem. Jak wiadomo, kres tym nadziejom położył przebieg wojny polsko-bolszewickiej i podpisany w marcu 1921 roku traktat w Rydze.

Pomimo militarnej klęski zachodni Ukraińcy nie tracili nadziei na niepodległość. Polacy mieli bowiem kłopot z uzyskaniem zgody zwycięskich mocarstw, głównie Francji i Anglii, na włączenie Galicji Wschodniej do państwa polskiego. W czerwcu 1919 roku przyznano Polsce jedynie prawo do objęcia tymczasowym zarządem tego regionu, poważnie natomiast rozważano projekt, by o jego losach zadecydowali sami mieszkańcy w przeprowadzonym pod kontrolą Ligi Narodów plebiscycie. Lwów był, co prawda, polskim miastem, ale w całej Galicji Wschodniej to Ukraińcy stanowili większość. Jak wynika z danych spisu powszechnego z 1931 roku, we Lwowie mieszkało 157 tysięcy Polaków, 99 tysięcy Żydów i niecałe 50 tysięcy Ukraińców, jednak wśród 4 729 515 osób żyjących w całej Galicji Wschodniej aż 2 847 844 było grekokatolikami (niemal wszyscy Ukraińcy), 1 350 978 osób deklarowało, że są katolikami obrządku rzymskiego (Polacy), a 490 459 – wyznawcami judaizmu (Żydzi). Wyniki plebiscytu byłyby zatem dla Polski z pewnością niekorzystne.

Władze II Rzeczypospolitej, zdając sobie sprawę z takiego zagrożenia, zaraz po zwycięstwie przystąpiły do umacniania polskości na Kresach. Najpierw spolonizowano urzędy, usuwając z nich wszystkich, którzy odmawiali składania przysięgi na wierność państwu polskiemu. Następnie zlikwidowano ukraińskie katedry na uniwersytecie lwowskim i przyjęto zasadę, że mogą tam studiować jedynie ci obywatele polscy, którzy odbyli służbę w Wojsku Polskim. Wreszcie 5 grudnia 1920 roku całą Galicję podzielono na cztery województwa: krakowskie, lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie. Przesunięto przy tym granice województw na zachód tak, by zmienić ich skład demograficzny na korzyść ludności polskiej. W ten sposób w województwie lwowskim znalazły się powiaty zamieszkiwane głównie przez Polaków: rzeszowski, kolbuszowski, krośnieński i tarnobrzeski. Galicję Wschodnią oficjalnie nazwano Małopolską Wschodnią. Także w grudniu 1920 roku Sejm Ustawodawczy przyjął ustawę o nadawaniu na korzystnych warunkach finansowych gospodarstw na Wołyniu zasłużonym żołnierzom i inwalidom wojennym pochodzącym ze środkowej Polski, nierzadko osiedlanym w oddzielnych osadach.

Obrońcy Lwowa. Fotografia wykonana w listopadzie 1918 roku.

Te działania wywołały sprzeciw dużej części Ukraińców. Ukraińskie partie polityczne nie uznawały polskiej państwowości – za legalne władze przyjmując wyłącznie emigracyjny rząd ZURL. Podobne stanowisko zajął między innymi przywódca Cerkwi greckokatolickiej metropolita Andrzej Szeptycki. Wezwano do biernego oporu, mianowicie bojkotu spisu powszechnego zorganizowanego przez polskie władze, poboru do wojska oraz wyborów do sejmu (listopad 1922 roku). W październiku 1919 roku zaczęto tworzyć koła tajnej ukraińskiej oświaty, a w lipcu 1921 roku rozpoczął działalność podziemny uniwersytet (istniał do 1925 roku). Szczególną niechęć budziło przekazywanie gospodarstw polskim kolonistom – miejscowi chłopi powszechnie uważali, że zawłaszczają oni ziemię, która powinna należeć do nich.

 

Ukraińcy nie zamierzali bynajmniej ograniczać się do biernego oporu. Część ukraińskich oficerów i żołnierzy nie chciała składać broni. Latem 1920 roku powstała tajna Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), na której czele stanął pułkownik Jewhen Konowalec. Nazwa organizacji raczej nieprzypadkowo nawiązywała do Polskiej Organizacji Wojskowej (POW); członkowie UWO później odwoływali się także do polskich doświadczeń z walk o niepodległość. UWO początkowo podporządkowała się rządowi Petruszewycza, przebywającemu na emigracji w Wiedniu. Organizacja zaraz po powstaniu rozpoczęła działalność wymierzoną przeciwko włączeniu Galicji Wschodniej i innych spornych terenów do Rzeczypospolitej. Pierwszą akcję terrorystyczną UWO przeprowadziła 25 listopada 1921 roku we Lwowie. Był to nieudany zamach na życie marszałka Józefa Piłsudskiego (zraniono towarzyszącego mu wojewodę lwowskiego Kazimierza Grabowskiego). Akcja sabotażowa przeprowadzona pod bezpośrednim kierownictwem Konowalca latem i jesienią 1922 roku miała poważniejszy charakter. Podpalano sterty zboża, gospodarstwa nowo osiedlonych kolonistów i innych Polaków. Podkładano bomby pod posterunki policji, stacje kolejowe, wojskowe magazyny, słupy telegraficzne i telefoniczne. Spalono między innymi magazyny wojskowe koło Przemyśla, budynki policji w Jaworowie, Gródku, Uhnowie i Lubaczowie. W ramach likwidacji „zdrajców” 15 października 1922 roku członkowie UWO zabili w Kamionce Strumiłowej kandydującego do Sejmu RP Sydora Twerdochliba, ukraińskiego poetę i dziennikarza, lidera Ukraińskiej Partii Chliborobów opowiadającej się za współpracą z Polakami.

Akcja sabotażowa, wspierana przez komunistów, trwała kilka miesięcy. Prawdopodobnie dokonano około trzystu aktów sabotażu i dywersji. Statystyki policyjne wymieniają w 1922 roku 223 akty sabotażowe, w tym 17 zamachów na urzędników (zginęło pięć osób), 15 zamachów na Ukraińców ugodowców (dziewięć ofiar śmiertelnych), 129 podpaleń i rabunków, 27 sabotaży na obiektach państwowych, 35 wypadków przecięcia drutów telefonicznych i telegraficznych.

Wszystko to nie wpłynęło jednak na położenie Ukraińców na arenie międzynarodowej. 14 marca 1923 roku Rada Ambasadorów, która zastąpiła Radę Najwyższą konferencji pokojowej w Paryżu, przyznała Galicję Wschodnią Polsce, oczekując wszakże, iż samorząd na tych terenach uzyska pewne uprawnienia autonomiczne. Decyzja Rady Ambasadorów zamknęła, jak się wydawało, kwestię wschodniej granicy państwa polskiego. Tak też została odebrana przez większość zachodnich Ukraińców. Wiązał się z tym szybki upadek autorytetu rządu Petruszewycza, z którym współpracę zerwała nawet UWO, zdecydowana mimo wszystko dalej prowadzić straceńczą walkę.

W odrodzonym państwie polskim znalazło się ogółem około pięciu milionów Ukraińców. Stanowili oni 16 procent wszystkich obywateli kraju, ale w niektórych regionach byli przytłaczającą większością. Jednak nie byli oni grupą jednorodną. Dało się zauważyć duże różnice kulturowe wynikające przede wszystkim z odmienności religijnych, a także różnych doświadczeń historycznych związanych z życiem w oddzielnych organizmach państwowych – w Rosji i Austro-Węgrzech. Jeśli chodzi o religię, część była wyznawcami Kościoła prawosławnego (Wołyń i Lubelszczyzna), część greckokatolickiego (Galicja). Ponad 90 procent Ukraińców było mieszkańcami wsi, 3–6 procent utrzymywało się z pracy w przemyśle, a jedynie około jednego procenta populacji tworzyła inteligencja. Znaczna część tej ludności opowiadała się za niepodległym państwem ukraińskim, zatem z niechęcią odnosiła się do Polski. Stopień uświadomienia narodowościowego był zdecydowanie wyższy w Galicji Wschodniej niż na Wołyniu, ale i tam miejscowa ludność niechętnie przyjmowała tworzenie struktur państwa polskiego. Chłopi z nostalgią wspominali pierwszą wojnę światową, czas tak zwanej swobody, kiedy po ewakuacji administracji carskiej i ucieczce właścicieli ziemskich nie było „ani Rosjan, ani Polaków. Kto chciał, to robił... jak kto był silniejszy, to odbierał i zasiewał swoim zbożem [...] gajowych wtedy nie było”[1]. W tej sytuacji nic dziwnego, że kwestia ukraińska była jednym z najważniejszych problemów, z którymi przyszło borykać się odrodzonej polskiej państwowości.

Pracownicy i uczniowie szkoły powszechnej we wsi Basów Kąt na Wołyniu, 1931 rok. Czworo spośród uczniów było dziećmi osadników wojskowych. Pozostali to Ukraińcy.

W konstytucji marcowej 1921 roku wszystkim obywatelom polskim, bez względu na narodowość i wyznanie, zagwarantowano równe prawa. W praktyce jednak to Polacy byli grupą uprzywilejowaną. Dobrą ilustracją tego, jak konstytucyjne prawa miały się do rzeczywistości, było to, że nigdy nie-Polak nie zajął w II RP stanowiska ministra, wojewody czy choćby starosty. Za pełnym podporządkowaniem mniejszości narodowych polskiej dominacji opowiadali się przede wszystkim zwolennicy Narodowej Demokracji, a także chadecja i część Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL). Ugrupowania te głosiły program tak zwanej asymilacji narodowej. W jego wyniku Ukraińcy i Białorusini mieli być stopniowo, poprzez naciski administracyjne, polonizowani. Zwolennicy asymilacji narodowej często negowali istnienie narodu ukraińskiego. W ich przekonaniu na Kresach obok Polaków i Żydów żyli Rusini przychylnie odnoszący się do Polski. I wszystko dobrze by się układało we wzajemnych relacjach, gdyby nie garstka awanturniczej inteligencji. Celom polonizacyjnym służyło na przykład wprowadzenie w 1924 roku przez ministra Stanisława Grabskiego szkół utrakwistycznych. W założeniu dwujęzyczne, w rzeczywistości okazały się narzędziem ograniczania ukraińskiego szkolnictwa. O ile w roku szkolnym 1924/1925 istniało 2558 ukraińskich szkół powszechnych, to w 1937/1938 było ich tylko 461.

Tadeusz Hołówko, poseł na Sejm od 1930 roku, zwolennik porozumienia polsko-ukraińskiego i tzw. asymilacji państwowej.

Polityka asymilacji narodowej spotykała się ze zdecydowanym sprzeciwem piłsudczyków, Polskiej Partii Socjalistycznej i Stronnictwa Demokratycznego. Środowiska te popierały tak zwaną asymilację państwową. Zwolennicy tej koncepcji opowiadali się za zagwarantowaniem mniejszościom narodowym pełni praw obywatelskich i autonomii kulturalnej (niektórzy proponowali też nadanie autonomii terytorialnej Galicji). W ich przekonaniu doprowadziłoby to z czasem do związania mniejszości narodowych z państwem polskim. Jeden z czołowych zwolenników tej koncepcji, Tadeusz Hołówko, bezlitośnie krytykował politykę narodowościową rządów polskich przed majem 1926 roku. Pisał:

Województwa Wschodnie i Wschodnia Galicja zostały oddane na łup niedołężnej i głupiej biurokracji, która swe rządy oparła na konfiskatach pism, zamykaniu stowarzyszeń, tamowaniu życia kulturalnego, politycznego i społecznego Ukraińców i Białorusinów – słowem, faktycznie rządy spoczęły tam w rękach policji i prokuratorów. Bezmyślna polityka [...] pchała Polskę ku przepaści, bo milionowe masy [...] zaczynały nienawidzić nie tylko głupią i brutalną biurokrację, ale i samą państwowość polską[2].

Zamach majowy przyniósł nadzieje na zmianę tej sytuacji. Wzrosły one jeszcze w związku ze zmianami w aparacie państwowym, ponieważ awansowali ludzie znani z otwartej postawy wobec mniejszości narodowych. W 1928 roku stanowisko wojewody wołyńskiego objął Henryk Józewski. Ten wybitny piłsudczyk starał się uczynić z Wołynia enklawę polsko-ukraińskiego pojednania i dlatego eliminował wpływy zarówno polskich, jak i ukraińskich nacjonalistów, preferując między innymi powstawanie szkół polskich z obowiązkową nauką języka ukraińskiego, co wiązało się z ograniczaniem rozwoju szkolnictwa ukraińskiego, lecz jednocześnie zmuszało Polaków do poznania języka sąsiadów.

Henryk Józewski, wojewoda wołyński w latach 1928–1938.

Polityka rządów pomajowych była jednak pełna niekonsekwencji. Przykładowo, nie spełniono jednego z podstawowych postulatów polskich Ukraińców, by utworzyć we Lwowie ukraiński uniwersytet. Zamiast tego, po kilku latach rozmów, powołano Ukraiński Instytut Naukowy w... Warszawie.

Inna rzecz, że postawa ukraińskich partii politycznych nie stwarzała polskim władzom zbyt dużego pola manewru. Jedynym w pełni przyjaznym Polsce środowiskiem byli tak zwani petlurowcy, zwolennicy emigracyjnego rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy liczyli na odbudowanie ukraińskiej państwowości nad Dnieprem i współpracowali z polskim wywiadem przeciwko ZSRS. W II Rzeczypospolitej działało kilka legalnych ukraińskich i ruskich partii politycznych reprezentujących pełen wachlarz opinii politycznych od lewicy po faszystów, połączonych jednak często wspólną niechęcią do Polski. Największe poparcie w społeczności ukraińskiej miały środowiska narodowo-demokratyczne, zgrupowane w Ukraińskim Zjednoczeniu Narodowo-Demokratycznym (Ukrajinśke Nacionalno-Demokratyczne Obiednannia – UNDO). Uzyskiwały one dobre wyniki w wyborach do sejmu w Galicji Wschodniej i dzięki temu posiadały liczny klub parlamentarny – w latach trzydziestych przedstawiciel UNDO piastował funkcję wicemarszałka sejmu. Starały się one uzyskać drogą polityczną jak najlepsze warunki do prowadzenia ukraińskiego życia społecznego. Ich stałym postulatem była autonomia kulturalna oraz terytorialna dla Ukraińców mieszkających w Polsce. Problem w tym, że dopiero w latach trzydziestych zaczęły dojrzewać do uznania państwa polskiego za trwały byt.

Ducha oporu wśród Ukraińców starała się podsycać UWO. Członkowie tej organizacji w latach dwudziestych przeprowadzili wiele akcji ekspropriacyjnych, napadając na ambulanse pocztowe, urzędy skarbowe itp. UWO współpracowała też z niemieckim wywiadem – w zamian za informacje szpiegowskie Ukraińcy otrzymywali pieniądze, broń i pomoc w szkoleniu członków. Dokonywano też zamachów – między innymi 19 października 1926 roku zabito lwowskiego kuratora oświaty Stanisława Sobińskiego, oskarżanego o polonizowanie ukraińskiego szkolnictwa. Zamach na Sobińskiego – dokonany przez młodych członków organizacji – Romana Szuchewycza oraz Bohdana Pidhajnego – dobrze ilustruje postępującą radykalizację poglądów zachodnioukraińskiej młodzieży.

Szok spowodowany klęską walk o niepodległość wywołał w społeczeństwie ukraińskim dyskusję na temat jej przyczyn i następstw. Winą obarczano środowiska polityczne, które na skutek toczonych przez siebie walk wewnętrznych uległy rozbiciu. Pretensje kierowano zwłaszcza do czołowych polityków, zarzucając im braki ideowe. Wydawało się, że ideały demokracji, za którymi opowiadali się zwolennicy ZURL w latach 1918–1919, poniosły klęskę. W rezultacie coraz bardziej popularna stawała się ideologia nacjonalistyczna, modna w ówczesnej Europie. Za twórcę ukraińskiego nacjonalizmu uważa się Mykołę Michnowśkiego, który na długo przed pierwszą wojną światową opowiedział się za powstaniem niepodległego państwa ukraińskiego i sformułował hasło „Ukraina dla Ukraińców”. Jednak czołowym rzecznikiem nacjonalizmu w dwudziestoleciu międzywojennym miał się okazać Dmytro Doncow, propagujący swoje idee w licznych artykułach, książkach i publicznych wystąpieniach, które wywierały ogromny wpływ na słuchaczy. W 1921 roku ukazała się w Wiedniu jego praca Pidstawy naszoji polityky. Odpowiedzialnością za klęskę obciążał w niej ukraińskich demokratów i socjalistów, którzy według niego zmarnowali wysiłek całego narodu. Z czasem poglądy Doncowa, między innymi pod wpływem przejęcia władzy przez faszystów we Włoszech, stawały się coraz bardziej radykalne. W 1926 roku opublikował książkę Nacjonalizm, w której wyłożył swoją doktrynę. Zdaniem Doncowa, relacje między narodami oparte były na zasadzie siły: albo było się panem, albo sługą. Dlatego wszystko winno być podporządkowane sile ukraińskiego narodu i jego potędze, politykę zagraniczną zaś należy prowadzić w imię narodowego egoizmu. Odrzucając demokrację, opowiadał się za przejęciem kierowniczej roli w narodzie przez „aktywną, odważną, spragnioną władzy mniejszość”, charakteryzującą się fanatyczną, zdolną do wszelkich poświęceń miłością do własnego narodu.

Ciekawe, iż Doncow głównego wroga widział w Rosji, w walce z nią upatrując wręcz historyczną misję Ukrainy. Polska, w której mieszkał i tworzył w dwudziestoleciu międzywojennym, była przez niego traktowana jako potencjalny sojusznik antyrosyjski; nie przypadkiem opowiadał się za sojuszem Piłsudski–Petlura.

Chociaż jednak na wizje geopolityczne Doncowa zwracano niewielką uwagę, jego poglądy wywarły olbrzymi wpływ na ukraińską młodzież, wśród której w połowie lat dwudziestych zaczęły tworzyć się radykalne grupy sprzeciwiające się zarówno propolskim, jak i prosowieckim sympatiom. Młodzieżowe organizacje nacjonalistyczne zajmowały się działalnością samokształceniową, kolportażem nielegalnej prasy, zrywaniem w szkołach uroczystości poświęconych polskim świętom państwowym i organizowaniem obchodów ukraińskich świąt, na przykład 1 listopada (rocznica powstania ZURL). Trafili do nich późniejsi czołowi banderowcy, między innymi Stepan Bandera (rocznik 1909), Roman Szuchewycz (rocznik 1907), Wasyl Sydor (rocznik 1910), Jarosław Staruch (rocznik 1910), Mirosław Onyszkewycz (rocznik 1911) i inni.