Serce w serce

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Okładka i strony tytułowe

Fahrenheit 451

Zdjęcia na tylnej okładce

© Grzegorz Kasjaniuk

Redakcja i korekta

Barbara Manińska

Dyrektor projektów wydawniczych

Maciej Marchewicz

Skład i łamanie

TEKST Projekt

Wkładka zdjęciowa

© Br. Jan Hruszowiec OFMConv

ISBN 978-83-8079-359-0

Copyright © by Grzegorz Kasjaniuk

Copyright © by Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2018

Wydawca

Fronda PL Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: kontakt@wydawnictwofronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl www.facebook.com/FrondaWydawnictwo www.twitter.com/Wyd_Fronda

Dla dzieci – Mateusza, Aleksandry, Michała,

oraz żony Anny

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Spis treści

– ZACZYN –

Zdrój Maryi

– NAJŚWIĘTSZE SERCE PANA JEZUSA –

Pierwsze piątki miesiąca

– OSTROŻNE –

Kaplica Matki Bożej Anielskiej

– OBIETNICA I –

Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie

– OBIETNICA II –

Zgoda i pokój będą panowały w rodzinach

– OBIETNICA III –

Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach

– OBIETNICA IV –

Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci

– Obietnica V –

Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia

– Obietnica VI –

Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia

– Obietnica VII –

Dusze oziębłe staną się gorliwymi

– OBIETNICA VIII –

Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości

– OBIETNICA IX –

Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony

– OBIETNICA X –

Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych

– OBIETNICA XI –

Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną

– OBIETNICA XII –

Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci

– NIEPOKALANE SERCE MARYI –

Pierwsze soboty miesiąca

– PIERWSZA ZNIEWAGA –

Obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu

– DRUGA ZNIEWAGA –

Obelgi przeciw Dziewictwu Najświętszej Maryi Panny

– TRZECIA ZNIEWAGA –

Obelgi przeciw Bożemu Macierzyństwu Maryi

– CZWARTA ZNIEWAGA –

Obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki

– PIĄTA ZNIEWAGA –

Bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach

– WIATR WIEJE CIĄGLE TAM, GDZIE CHCE –

Przez Twoje Imię, które zwyciężyło świat

Wybrana literatura

– Modlitwy zakończenia –

Skończyłem, rozpoczynaj

PODZIĘKOWANIE





– ZACZYN –

Zdrój Maryi

Oddając się Sercu Maryi, odkrywamy pewną drogę

do Najświętszego Serca Jezusa, symbolu miłosiernej miłości naszego Zbawiciela.

św. Jan Paweł II, 1986

Moje życie jako nastolatki nie wyróżniało się niczym szczególnym, nie było jednak pozbawione trudności. Mieszkając blisko Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej, nagle poczułam jakby pociągnęła mnie ku temu miejscu jakaś nieznana siła, by właśnie tam udać się ze swoimi troskami. Mimo że kościół ten znałam od lat, w tym trudnym momencie odkryłam go na nowo. Tutaj odnalazłam to, czego szukałam: spokój, bezpieczeństwo, ukojenie, pocieszenie… poczułam się jak u siebie. Po niedługim czasie to miejsce stało się dla mnie bardzo ważne. Nie zdając sobie do końca sprawy tego, co się dzieje, zaczęłam chodzić nie tyle do kościoła, ile do Matki Bożej, by powierzać swoje życie Jej opiece. Nie mam wątpliwości, że dzięki Jej delikatnej interwencji nabrało ono głębokiego sensu.

Dziś jeszcze jaśniej widzę, jak splatały się wydarzenia, w których wyraźnie odczuwałam dotknięcia Jej matczynej dłoni. To były niejako Jej Nawiedzenia i one stopniowo doprowadziły do tego, że zapragnęłam całkowicie powierzyć się Jej. Uczyniłam to w leśniowskim sanktuarium w święto Nawiedzenia Matki Bożej (było dla mnie znaczące, że kościół ten jest właśnie pod wezwaniem Nawiedzenia Matki Bożej). Od tej chwili ja cała należałam wyłącznie do Niej. Wkrótce, również w Leśniowie, przyjęłam szkaplerz karmelitański.

Pomimo że moje życie upływało bardzo zwyczajnie i pozornie nic się nie działo, osobista relacja z Maryją pogłębiała się. Sądzę, że już wtedy została ofiarowana mi tajemnica Nazaretu – droga, na której odkrywa się Jezusa obecnego w zwyczajnych wydarzeniach każdego dnia. Podobnie jak do Elżbiety, Maryja przyszła do mnie z darem Jezusa. Przez Nią poznałam Jego, a On zaproponował mi miłość oblubieńczą, w której szczególne miejsce zajmuje Jego – i moja – Matka.

 

Od sześciu lat jestem na Islandii, w Karmelu – zakonie w wyjątkowy sposób oddanym Matce Bożej. Nie potrafię wyrazić wdzięczności, jaką czuję wobec Maryi, ponieważ to Ona w bardzo konkretny sposób wskazała mi drogę mojego życia i dom, w którym miałam zamieszkać, to Ona jako pierwsza wskazała mi Jezusa, z którym zapragnęłam związać swoje życie na zawsze.

Dokładnie w święto Nawiedzenia Matki Bożej, 31 maja, złożę śluby wieczyste. Jestem przekonana, że zarówno ten dzień, jak i wszystkie, które go poprzedzały, to Jej dar, który nigdy się nie kończy. Dla mnie niezwykłym darem Maryi jest również fakt, że jestem w tej wspólnocie razem z moimi trzema koleżankami.

Dziś, ogarniając te niezwykłe dla mnie wydarzenia, widzę, że to dzięki Maryi jestem szczęśliwa i spełniona w życiu, w swojej wspólnocie, którą bardzo kocham. Doświadczam wypełnienia się słów, które Bóg kieruje do proroka Ozeasza:

Pociągnąłem ich ludzkimi więzami,

A były to więzy miłości.

Byłem dla nich jak ten, co podnosi

Do swego policzka niemowlę.

Schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.

W moim przypadku były to, więzy macierzyńskiej

miłości Maryi.

s. Ola, mniszka karmelitanka bosa z Islandii

Telefon od kuzyna Dariusza zawsze jest niespodziewany i pełen rewelacji, a także oczekiwań. Często spędzaliśmy razem czas w dzieciństwie, choć dzieliło nas 360 kilometrów. Wakacje były wspólne. Raz Szczytno, raz Poznań. Dwie mentalności, różne zainteresowania, odmienny gust i jedna rodzina. Szczepan, jego ojciec, a mój stryj, nie podzielał moich muzycznych zainteresowań. Kiedy w 1984 roku zawitałem do Poznania na koncert grupy heavymetalowej Iron Maiden, to zamiast biletu na występ Brytyjczyków, który miał mi kupić, czekała na mnie wejściówka na klubowy mecz Lecha Poznań. Byłem zrozpaczony i zdesperowany do tego stopnia, że bilet nabyłem u „konika”, a w PRL-u było to nielegalne. Pokątny sprzedawca biletów wyrwał mi z garści ostatnie grosze, nie zostało mi nic, ale za to byłem w siódmym niebie. Już wtedy muzyka stała się dla mnie bożkiem do tego stopnia, że gotów byłem dla niej oddać prawie wszystko. Z tego uzależnienia wyrwała mnie Maryja w Gietrzwałdzie.

Kiedy podczas rozmowy telefonicznej zapytałem Dariusza, co słychać u jego dzieci, dowiedziałem się, że syn Maciej ruszył na Islandię za chlebem. Wyuczony na dobrego kucharza, marzącego o własnej działalności, musiał zmierzyć się z trudnymi realiami dnia codziennego. Marzenia przeszły gruntowną weryfikację i kucharski fartuch zamienił na kielnię. Budowlanka. Podobno taki fach jest pożądany na Islandii. Kraj kojarzył mi się wcześniej z odludziem i zakręconymi, mrocznymi artystami, jak Björk i Sigur Rós, ale od rozmowy z kuzynem kojarzył mi się już także z Maciejem. Nie wiem dlaczego, ale moja wyobraźnia podpowiadała mi obraz „człowieka z marmuru” z filmu Andrzeja Wajdy. Słyszałem: Islandia, i od razu widziałem Macieja – przodownika pracy kładącego cegłę za cegłą w budowie kolejnego islandzkiego domu, a przecież to inne czasy, inna technologia, inny rodzaj zatrudnienia. Inny kraj. Inne pieniądze... Ach, ta ludzka wyobraźnia!

Islandia ponownie upomniała się o moją uwagę w maju 2017 roku. Byłem zaprzątnięty całkowicie promocją wydanej dopiero co książki Gietrzwałd, 160 objawień Matki Bożej dla Polski i Polaków na trudne czasy i ewangelizacyjnymi wyjazdami. Jednym z nich były XXII Łomżyńskie Dni Społeczne, których hasłem przewodnim była maksyma Idźcie i głoście Chrystusa przez Maryję. Odbywały się pod honorowym patronatem ojca Arnolda Chrapkowskiego, generała zakonu paulinów. Gośćmi byli doktor Wincenty Łaszewski, ojciec doktor Stanisław Piętka, ojciec Ireneusz Wybraniak OSPPE i moja osoba. Spotkanie nawiązywało do: 100. rocznicy objawień fatimskich, 100-lecia Rycerstwa Niepokalanej, 140. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie i 300. rocznicy koronacji Ikony Jasnogórskiej. Po konferencjach zostaliśmy zaproszeni na kolację, podczas której odbywały się rozmowy na temat wiary. Bardzo wnikliwe i zaskakujące. Niezwykle maryjne. Państwowa Szkoła Muzyczna I i II stopnia w Łomży była gospodarzem, tak że rozmowy o muzyce w chrześcijańskim kontekście były wręcz nieodzowne. Zrobiło się familijnie i tylko zegarek pokazywał, że czas się pożegnać, wracać do Olsztyna. To wtedy pojawiła się rzucona przy „szwedzkim” stole, tak mimochodem, nazwa miejscowości – Ostrożne. Zaledwie 32 kilometry od Łomży w stronę Zambrowa. Zignorowałem tę informację, bo nic o tej wsi, ani o tym, co tam się wydarzyło wcześniej, nie wiedziałem. Ot, był to na tę chwilę przerywnik w rozmowie przy stole.

Kilka dni później, sobotniego wieczoru umajonego odpoczynkiem, otrzymałem wiadomość od nieznajomego na Facebooku:

Witam, przez przypadek natrafiłem na program z Pańskim udziałem w Radiu Plus w audycji Nocne Światła. Po jej wysłuchaniu kupiłem książkę, a dwa dni temu odwiedziłem Gietrzwałd. Dzięki Panu dowiedziałem się w ogóle o tej miejscowości i jestem pewien, że Maryja Gietrzwałdzka na pewno Panu wynagrodzi.

Tym nieznajomym okazał się Łukasz, którego serce zostało poruszone, stało się niespokojne w chęci działania. Od moich czytelników otrzymuję sporo świadectw dotyczących nawróceń, ale także pogłębienia relacji z Panem Jezusem. Kiedy zwracają się do Matki Bożej, ta prowadzi ich do Swojego Syna. Nie zatrzymuje ich spojrzeń i westchnień na Sobie. Bierze za rękę jak dziecko i otulając płaszczem Swojej opieki kieruje prosto do Jezusa. Każde z otrzymywanych świadectw jest indywidualne, osobiste, duchowe. Choć niewidoczne z pozycji klawiatury komputerowej, ale wyczuwalne, są łzy ronione, a często wylewane nad pisanym tekstem na wspomnienie momentu nawrócenia, zmiany myślenia, skruszenia, złamania i wypalenia dawnego ja. Momentu, który nie ostał się jedynie jako chwila zawieszona w przeszłości, ale istnieje jako stan ducha, który trwa i codziennie się odnawia w zawierzeniu Bogu. Sobotniego wieczoru, w dzień tygodnia oddany Maryi, moje serce też zostało poruszone, nakazało mi zastanowić się nad korespondencją Łukasza, który nie ustawał, tylko przechodził do wyłuszczenia tego, co zostało już u niego zasiane przez Niebo.

Chciałbym opowiedzieć Panu o pewnej miejscowości, nazywa się Ostrożne i mieszka tam 85-letnia siostra zakonna, która miała objawienia Jezusa i Maryi. Siostra Czesława Polak nie udziela się w mediach, ale chętnie opowiada o tym, co się wydarzyło. Objawienia są uważane przez Kościół, siostra przez ponad 30 lat po objawieniach wybudowała kaplicę i urządziła plac wokół, podczas swoich objawień miała wizje bazyliki, która ma tam kiedyś powstać, a miejsce to ma być drugim Licheniem. W związku z tym, że ta siostra jeszcze żyje, a jak sama twierdzi, to jej ostatni rok, to może byłby Pan zainteresowany zrobieniem książki o Ostrożnem? Podsyłam kilka zdjęć z placu przy kapliczce; nie są to jakieś zdjęcia super i brak tu zdjęć z samej kaplicy (niestety była zamknięta dziś, kiedy te zdjęcia robiłem), ale dają ogólny pogląd. Bardzo by mi zależało na pomocy osoby, która mogłaby stworzyć słowo pisane na temat wydarzeń z Ostrożnego jeszcze za życia siostry Czesławy. Kiedyś te informacje mogą być bardzo cenne.

Przejrzałem załączone zdjęcia. Nie wiedziałem, jak odebrać tę wiadomość. Moja strefa komfortu od razu nakazała mi się nie angażować, przecież tyle spraw na głowie, ważnych spraw, a tu musiałbym ruszyć w nieznane... Zresztą nie wiadomo nawet, czy byłbym mile widziany przez siostrę Czesławę. Mikrofon nie wzbudza sympatii, bo kojarzy się z szukaniem sensacji, a o posądzenie takiego działania nietrudno w czasach, kiedy niewielu dziennikarzy dba o etykę w zawodzie. Mam przyjechać do Ostrożnego i tak sobie poprosić o relacjonowanie kilkudziesięciu lat życia siostry? Podzieliłem się tymi wątpliwościami z Łukaszem, który odpisał już następnego dnia, w niedzielę – w dzień Pański:

Jutro będę się widział z siostrą, w środę jadę z powrotem na Islandię, gdzie mieszkam, ale na pewno zdobędę informację, jak się z siostrą skontaktować.

Zaraz, zaraz, to tak działa? Tak szybko? Modlitwa w tej intencji została dopiero co skierowana do Nieba, a tu już łączą się ze sobą Gietrzwałd, Islandia i Ostrożne. Łączy Maryja. Zostałem z tą krótką odpowiedzią pozostawiony w zawieszeniu. Okazało się, że chwilowym:

Siostra Czesława jest za tym, żeby to rozpowszechnić, ale jest bardzo skromna i nie lubi rozmawiać z mediami, mówiła mi, że kilka gazet chciało z nią zrobić wywiad, ale nie były to zbyt dobre gazety i siostra odmówiła. Mówi, że Pan Bóg ma swoje drogi, a ona po cichu pełni swoją służbę. Opowiadałem jej o Panu i o tym, że dzięki Panu odwiedziłem Gietrzwałd dwa tygodnie temu. Nie wiem nic o nagraniach rozmów z nią, ale jak próbowałem coś w internecie znaleźć, to nie mogłem nic na temat tego, co się wydarzyło w Ostrożnem. Tam w kaplicy mszę św. co niedziela odprawia ksiądz z parafii mojej żony z Szumowa, gmina Szumowo, powiat Zambrów. Bywają też księża z Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży oraz biskup łomżyński.

Znam Polaków, którzy będąc na emigracji, otrzymują duchowe wezwanie do powrotu do ojczyzny. Wiadomo, że tęsknią, ale praca powoduje odwlekanie powrotu i wreszcie pojawia się decyzja zostania na stałe na obczyźnie. Pojawia się często niczym niezaspokojony niepokój, zdarza się, że i pustka. Duchowa. Jednak ci z rodaków, którzy zostali dotknięci przez Maryję zawierzając się jej Niepokalanemu Sercu, modląc się za jej pośrednictwem do Najwyższego, otrzymują łaskę wiary, nawrócenia. Efektem jest niezachwiana decyzja powrotu na stałe do Polski. Czy coś takiego właśnie dzieje się z Łukaszem? Może właśnie dlatego powinienem też wejść na ten most łączący dalekie sobie kraje: Polskę i Islandię, by stawiać tam kierunkowskaz do prawdziwego źródła Szczęścia i Miłości? Przez Niepokalane Serce Maryi do Przenajświętszego Serca Pana Jezusa. Pomyślałem też o dniu podjęcia w sercu decyzji. Od razu też przyszły w sukurs słowa świętego Nie lękajcie się ofiarować waszego czasu Chrystusowi! Ta rada św. Jana Pawła II dotyczy właśnie niedzieli, dnia odpoczynku w rodzinie i dnia, w którym oddajemy chwałę Bogu. Dlaczego mam się wahać? Dlaczego mam się lękać? Niedziela jest szczególnym dniem tygodnia. Wyrywa z codziennej rutyny dni powszednich, które mogą wydawać się do siebie bardzo podobne. Rozmowa z Anią, moją żoną, i wspólne TAK!

Tak, otwórzmy Chrystusowi nasz czas, aby On mógł go rozjaśnić i nadać mu kierunek. On jest Tym, który zna tajemnicę czasu i tajemnicę wieczności i ofiarowuje nam „swój dzień” jako zawsze nowy dar swojej miłości

– pisał św. Jan Paweł II w liście apostolskim Dies Domini.

Podjęcie ważnej decyzji w tym dniu, omodlenie jej, poświęcenie, oddanie i zawierzenie Bogu było konieczne. Wiem, że nieprzypadkowo wiadomość dotarła do mnie tego dnia. Niedziela

z uświęcającym działaniem mszy nie ogranicza się do czasu, w jakim jest ona odprawiana, lecz dociera do wszystkich naszych myśli, słów i czynów

– jak wskazuje św. Josemaría Escrivá w To Chrystus przechodzi. Ponieważ stanowi centrum i rdzeń duchowego życia chrześcijanina. Na koniec dnia byłem już pewien, że pojadę do siostry Czesławy Polak.

Pozostała jeszcze kwestia Islandii, która weszła już wcześniej w moje myśli za sprawą krewnego Macieja, a która jawiła mi się jako kraj mało chrześcijański. Co może mieć wspólnego z Maryją? Co może mieć wspólnego z Polską, ponad tę rzeszę rodaków wędrujących tam za pracą? Dlaczego Matka Boża Gietrzwałdzka odnalazła akurat Łukasza na Islandii? Jestem pewien, że posłużyła się nim jako narzędziem, czego się dowiedziałem kilka miesięcy po pierwszej z nim korespondencji. W danym mi przez niego świadectwie wiary.

Zdrój Maryi, czyli Maríulind, zwany również źródłem Gvendarbrunnur, znajduje się na skraju pola lawy w pobliżu Hellnar na półwyspie Snæfellsnes na Islandii. Według tradycji ustnej biskup Guðmundur Arason, zwany „Dobrym”, przemierzając to miejsce wiosną 1230 roku, ujrzał Najświętszą Pannę w eskorcie trzech aniołów, Maryja zaprosiła go do poświęcenia tego źródełka. Od tego czasu źródło to nigdy nie wyschło. Istnieje przekonanie, że woda z niego użyta z wiarą na oczy przynosi uzdrowienie. Obecnie przy źródełku znajduje się figura Najświętszej Marii Panny upamiętniająca to wydarzenie. Miejsce to jest jednym z nielicznych bądź nawet jedynym w krajach skandynawskich, w którym notuje się objawienie Maryjne, poza prywatnymi objawieniami św. Brygidy Szwedzkiej.

Choć miejsce to nie figuruje na liście zaaprobowanych przez Kościół sanktuariów, istnieją także współczesne świadectwa ludzi, którzy są przekonani, że otrzymali pomoc w Maríulind przez wstawiennictwo Matki Bożej. Obecnie nie tylko katolicy pielgrzymują do tego miejsca. Paradoksalnie to luterański pastor z wdzięczności umieścił tam statuetkę Maryi. Miejsce to charakteryzuje wielka prostota. Nie ma kaplicy, nie ma ołtarza, nawet krzyża, jedynie prosta figura Maryi i źródło.

 

Kościół katolicki na Islandii ma bardzo długą tradycję. Jego historia na wyspie to przeszło 1000-letnie dzieje. W roku 1000 zgromadzenie narodowe Alþingi podjęło w sposób wolny uchwałę o przyjęciu chrześcijaństwa. Już w roku 1056 pierwszy katolicki biskup Ísleifur Gissurarson objął siedzibę w Skálholt. Od XI wieku do czasów reformacji głównymi ośrodkami kulturalnymi na Islandii były szkoły monastyczne i klasztory. Dzięki zakonnikom z tego okresu Islandia może dziś szczycić się dziedzictwem literackim, jakim są znane na całym świecie sagi. Po męczeńskiej śmierci Jóna Arason, biskupa Hólar, w 1550 roku protestancka reformacja przyniosła regres, wpędzając wyspę na długie lata w nędzę gospodarczą i pozbawiając zupełnie autonomii. Pomimo to wspólnota katolicka odrodziła się na początku XX wieku. Przy istniejącej już od 1897 roku kaplicy Najświętszego Serca Jezusa, za sprawą duńskich zakonnic św. Józefa, powstał pierwszy i przez wiele lat największy szpital na Islandii – Landakot. Pierwszy po reformacji katolicki biskup Martin Muelenberg zainicjował budowę katedry oraz przyczynił się do budowy kolejnego szpitala w Stykkishólmur. W roku 1968 papież Paweł VI utworzył diecezję obejmującą cały kraj. Na początku czerwca 1989 roku z wizytą apostolską Islandię odwiedził Ojciec Święty Jan Paweł II, który podczas wizyty zaapelował do wszystkich chrześcijan, aby ewangeliczne orędzie Jezusa uczynili siłą narodu i zaspokoili

tęsknotę za tym, co prawdziwe i dobre, co warte ludzkiego życia i wiecznego powołania.

Podczas mszy św. przed katedrą katolicką w Rejkiawiku, w której udział wzięli nie tylko wierni Kościoła katolickiego, lecz również duchowieństwo i wierni innych wyznań chrześcijańskich, Jan Paweł II udzielił Pierwszej Komunii Świętej 45 dzieciom. Podczas homilii papież wspomniał najważniejszych świętych i błogosławionych Islandii, których polecił jako przykład wszystkim chrześcijanom niezależnie od ich wyznania. Homilia poświęcona była tajemnicy Boga przychodzącego do człowieka w Eucharystii. Papież mówił, że Eucharystia, którą Kościół sprawuje wciąż na nowo, jest Ofiarą i Ucztą zarazem. Zawiera się w niej całe duchowe bogactwo Kościoła:

(…) sam Chrystus w pełni swego człowieczeństwa i w swej przedziwnej, boskiej równości z Ojcem. Jest centralnym punktem zgromadzenia wiernych, któremu przewodniczy kapłan. Wszystkie inne elementy życia Kościoła są temu podporządkowane.

Jedyny klasztor kontemplacyjny na Islandii otrzymał w 2012 roku relikwie św. Jana Pawła II w postaci kropli krwi wsączonej w kawałek białej tkaniny. Otrzymały ją karmelitanki bose w Hafnarfjördur.

Relikwię przywiózł na wyspę ojciec Szczepan T. Praśkiewicz OCD, konsultor watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i Referatu Spraw Beatyfikacyjnych w Kurii Metropolitalnej w Krakowie. On też przewodniczył Eucharystii, po której ozdobny relikwiarz złożono w chórze zakonnym. Właśnie w tym miejscu mniszki codziennie uczestniczą w liturgii i spędzają długie godziny na modlitwie kontemplacyjnej. Intronizacja relikwii stała się okazją do przypomnienia nauczania św. Jana Pawła II o modlitwie i do przywołania jego związków z duchowością karmelitańską już od samego dzieciństwa.

Karmelita ojciec Praśkiewicz podkreślił:

Jan Paweł II żył ustawicznie w zażyłości z Tym, który jest źródłem wszelkiej mądrości i wszelkiego dobra i piękna; w zażyłości z Tym, który może uczynić wszystko. W duszy Ojca Świętego dokonywała się ta najważniejsza twórczość, tj. czerpanie mocy, światła, miłości i radości z modlitwy, by potem móc dzielić się tym z innymi. Słowem, modlitwa leżała u podłoża całej, jakże na wskroś owocnej i cenionej działalności Papieża. Bez dostrzeżenia tego istotnego źródła nie sposób zrozumieć Jana Pawła II.

Z takim też orędziem św. Jan Paweł II w czerwcu 1989 roku pielgrzymował na Islandię.

Obecność relikwii św. Jana Pawła II na Islandii ma nie tylko przypominać mieszkańcom wyspy przesłanie Ojca Świętego, ale czynić wszystkich ludźmi modlitwy. Być może tak duża obecność Polaków na Islandii nie jest przypadkowa? Być może mają dać świadectwo katolickiego narodu, że w parze z modlitwą może iść zaangażowanie Islandczyków w budowanie cywilizacji miłości? Okazuje się, że związki pomiędzy naszymi narodami mają źródło w pewnym pozytywnym fakcie z odległej historii.

Otóż islandzkie imię żeńskie Sigríður, które jest w czołówce imion po Annie i Guðrún, pochodzi od córki Mieszka I – Sygrydy, znanej w Polsce jako Świętosława, a zarazem rodzonej siostry Bolesława Chrobrego. Po roku 980 Piastówna wyszła za mąż za króla Szwecji Eryka Zwycięskiego. Księżniczkę nazywano Sygrydą Storradą, czyli Sygrydą Wielką, lub Dumną. W 995 roku jej mąż Eryk zmarł. Sygryda pozostała sama ze swoim synem i następcą tronu Olafem Skotkonungiem. Wyszła ponownie za mąż za późniejszego króla Danii Swena I Widłobrodego. Dzięki temu małżeństwu i pomocy ze Szwecji Swen ponownie zdobył duński tron. Z synem Sygrydy i królem Szwecji Olafem zawarł sojusz, który był skierowany przeciw władcy Norwegii Olafowi Tryggvasonowi.

Świętosława miała ze Swenem dwóch synów. Haralda, który został królem Danii, oraz Kanuta II Wielkiego, który panował na tronach Anglii, Danii i Norwegii. Z czasem Świętosława popadła w konflikt ze swoim mężem i musiała uchodzić do Polski, gdzie schronienia udzielił jej brat Bolesław. Przebywała na dworze Chrobrego do śmierci swojego męża. Po tym wydarzeniu po matkę przybyli jej synowie, którzy zabrali ją z powrotem do Danii.

Wielu moich znajomych wyruszyło „za chlebem” za granicę. Wyspy Brytyjskie, Niemcy, Norwegia, Szwecja… Piotr, Andrzej, Arkadiusz, Krzysztof, Maciej… Kucharz, babysitter, dekarz, dziennikarz, budowlaniec… Różne zawody, pragnienia, wyzwania, ale jedna tęsknota powrotu do Polski, do domu, do rodziny… Zadziwiające, ale to historia stara jak świat! Wpisana piętnem tragicznej historii Polski w życiorysy jej dzieci. Ba… mój dziadek Piotr Ulatowski (tata mojej mamy Teresy) przez kilka lat był na zarobkowej emigracji w Ameryce – to był wówczas kraj miodem i mlekiem płynący.

Dziadek pochodził ze zubożałej szlachty, rodzina Ulatowskich do 1864 roku utrzymywała się z folwarku, młynu i smolarni. Za ukrywanie powstańców styczniowych prapradziadka Jana zamordowali kozacy, a zabudowania i smolarnia zostały spalone. Do tej pory w miejscu smolarni nic nie rośnie, jest tylko trawa i chaszcze. Rodzina długo nie mogła podnieść się z tego ucisku i jeszcze większej biedy. Historie o kraju za oceanem, który rozwijał się w niesamowitym tempie i potrzebował rąk do ciężkiej pracy przyciągały tych wszystkich, którzy chcieli ułożyć sobie i rodzinie życie, a nie mieli na to szans tu, na miejscu. Polska była jeszcze pod zaborami, w Białobrzegu, gdzie mieszkał dziadek, rządził Moskal, a o niepodległości nie mówiło się na wsi w ogóle. Dziadek miał już żonę i urodzone dopiero co pierwsze dziecko – Czesławę. Miał 28 lat. Wyjechał do Ameryki z bratem Aleksandrem w 1913 roku, a wrócił już sam w 1920. Mieli być tam rok, ale wybuchała I wojna światowa, co całkowicie zmieniło jego plany. Nie było możliwości wcześniejszego powrotu. Dopiero po ustaniu działań wojennych i informacji o stabilizacji stało się to możliwe. Gdyby nie czekająca rodzina, toby nie wrócił, tak jak Aleksander, który był kawalerem i został w Ameryce na stałe. Po Alku ślad przepadł, ale przetrwały wspomnienia dziadka Piotra z morskiej podróży. Chłopi z całej wsi Dzbądz k. Różana schodzili się, by słuchać opowieści o olbrzymie morskim, wielorybie, którego dziadek widział z pokładu statku. Jakież musiało to być przeżycie, skoro opowieść była długo po powrocie ożywiana podczas chłopskich pogawędek. Za pieniądze przywiezione dosłownie w skarpecie dziadek postawił murowany dom z podpiwniczeniem. Jedyny taki we wsi. Miał też wypastowane na połysk, wysokie skórzane buty. Jedyne takie we wsi. Miał bogate gospodarstwo przynoszące duży plon. Też jedyne takie. Zazdrość pewnie też miał okazywaną taką jedyną… Podczas wojny zostawiał partyzantom prowiant w leśnym dole, a za domem w ukryciu uprawiał tytoń na przeżycie tego tragicznego czasu. Niemiec zabronił hodowli i upraw. Było ciężko. Tytoń za to miał zawsze wzięcie, ale jego uprawa też była zakazana przez Niemców. Ryzyko. Został zadenuncjowany i aresztowany przez gestapo. Cudem uwolniony po błaganiach i tłumaczeniach babci Leokadii. Modliła się na różańcu, zawierzała dziadka Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Te święte wizerunki były zawieszone nad małżeńskim łóżkiem, przed którym na kolanach modliła się cały tydzień. Aż wydarzył się cud… dzięki modlitwie!

W 1945 roku piwnica przydała się jako schron dla mieszkańców wsi. Przed Niemcami i przed Rosjanami. Front przetoczył się krwawo bezpośrednio przez podwórko, dom i tę piwnicę. Pociski spadały prosto na podwórko zabijając ludzi i inwentarz. Wszystko poszło na zatracenie, zniszczone, spalone i rozkradzione potem przez sąsiadów. Nie było dokąd wracać. Dziadek Piotr znów musiał ruszyć „za chlebem”, a był tylko jeden kierunek – tzw. Ziemie Odzyskane. W mazurskim Szczytnie był pracownikiem na stacji kolejowej, rozładowywał wagony. Śmiertelnie chory i zmarnowany życiem uciekł przez okno ze szpitala w Szczytnie przed lekarzami, lekarstwami i wspomnieniami. Chciał być tylko z rodziną i w otoczeniu najbliższych, zmarł 10 czerwca 1950 roku. Pochowany jest na cmentarzu komunalnym, na którym po kilkudziesięciu latach spoczęły doczesne szczątki Krzysztofa Klenczona, muzyka Czerwonych Gitar i Trzech Koron. Połączyła ich amerykańska emigracja „za chlebem” i szczycieński cmentarz.

Byłem zadziwiony, że informację o objawieniach w Ostrożnem otrzymałem prosto z Islandii. Pokrętna droga, ale prostowana przez Niebo dosyć silnie i konkretnie mocnym kierunkowskazem wiary. Gdyby nie zawierucha wojenna, która wyrzuciła rodzinę mojej mamy Teresy do Szczytna, pewnie dowiedziałbym się o Ostrożnem o wiele wcześniej. Być może nawet już w latach osiemdziesiątych XX wieku. Pewnie zaraz po pierwszym objawieniu, gdy zrobiło się o tym głośno nad Narwią. Z rodzinnej wsi mojej mamy, z Dzbądza, do Ostrożnego jest 67 km przez Ostrów Mazowiecką. Z Wszeborów, rodzinnej wsi mojej babci Leokadii, niewiele więcej. Kiedy skonstatowałem, że prababcia Józefa Lipińska była z domu Polak, to siostra Czesława Polak przestała nagle być dla mnie obca i anonimowa. Moja mama i tata byli bardzo wierzącymi, gorliwymi katolikami. Wiarę wynieśli ze wsi, gdzie była wrośnięta wręcz w ziemię rodzinną. Ze strony mamy to ziemia znad Narwi. Nie można jej było wykorzenić nawet czasem komunizmu. Był to gwarant tożsamości, niematerialna spuścizna przekazywana w spadku za darmo!

Niech Chrystus umacnia w trudach życia, ubogaci Swymi łaskami i wniesie w naszą pracę, w troski i w nadzieję Swoją Boską radość wysłużoną w godzinach Męki

– zapisała na kartce wyrwanej z zeszytu, schowanej w szpargałach zapomnianych kopert i kopertek mama Teresa. Natknąłem się na zapiski po jej pogrzebie, kiedy robiłem te smutne, konieczne porządki w rządkach pozostałych po niej wspomnień…

Zaproszenie Łukasza do odwiedzenia wsi Ostrożne okazało się nie tylko podążaniem dziennikarskim tropem, ale także podróżą w rodzinne strony moich przodków, duchową łącznością ze światem, który mnie zrodził i upomniał się o mnie.

Kochajmy Pana, bo Serce Jego

Żąda i pragnie serca naszego.

Dla nas Mu włócznią boleść zadana;

Kochajmy Pana, kochajmy Pana!

O pójdź do Niego wszystko stworzenie,

Sercu Jezusa złóż dziękczynienie,