Jaś i Małgosia

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kiedy minęły cztery tygodnie, zniecierpliwiła się czarownica i postanowiła dłużej już nie czekać.

– Hejże, Małgosiu – zawołała – nanoś mi teraz wody! Jaś nie utyje chyba nigdy, więc muszę go jutro zabić i ugotować.

Ach, jak płakała biedna dziewczynka! Łzy kapały do wiadra, kiedy nosiła wodę!

– O, Boże, Boże, pomóż nam! – wołała. – Gdybyż nas bodaj pożarły dzikie zwierzęta, przynajmniej zginęlibyśmy razem.

– Nie lamentuj – rzekła starucha – nic ci to nie pomoże.

Raniutko czarownica kazała Małgosi zawiesić nad paleniskiem kocioł z wodą i rozpalić ogień.

– Najpierw upieczemy chleb – rzekła – już rozpaliłam piec i zagniotłam ciasto.

Popchnęła biedną Małgosię do pieca, z którego buchały płomienie, i kazała jej wejść do środka, aby się przekonać, czy można już chleb włożyć.

Naprawdę zaś chciała zamknąć Małgosię w piecu i upiec, aby i ją zjeść.

Ale Małgosia spostrzegła jej zamiar i rzekła:

– Nie wiem, jak wejść do pieca. Jakże się tam dostanę?

– Ach, ty głupia gąsko – rzekła czarownica – otwór jest dość duży. Widzisz, ja sama mogłabym się nawet zmieścić.

I wsadziła głowę do pieca.

W tej chwili Małgosia popchnęła ją mocno, a gdy czarownica wpadła do pieca, zatrzasnęła za nią drzwiczki i zasunęła rygiel.

– Huhu! – zaczęła wyć zła jędza, ale Małgosia uciekła, pozostawiając bezbożną czarownicę w piecu, gdzie się spaliła.

Sama zaś pobiegła do Jasia, otworzyła chlewik i zawołała:

– Chodź, Jasiu, czarownica nie żyje, jesteśmy uratowani.

Jasio wyskoczył jak ptaszek z klatki. Jakże się dzieci cieszyły, jak się ściskały za szyje i całowały! A ponieważ zła czarownica już nie żyła, weszły do jej izdebki. Ujrzały tam mnóstwo skrzyń z perłami i klejnotami.

– Ach, to ładniejsze jeszcze niż kamyczki – rzekł Jaś i napełnił nimi kieszenie, a Małgosia dodała:

– I ja coś zabiorę do domu – i napełniła fartuszek.

– A teraz pójdziemy – rzekł Jaś – aby jak najszybciej wyjść z tego lasu.

Po kilku godzinach doszły dzieci nad wielką rzekę, a Jaś rzekł:

– Jak przejdziemy przez rzekę? Nie widzę na niej kładki ani mostu.

A Małgosia dodała:

– Ani łódki nie ma, ale tam płynie biała kaczka, może ona nam pomoże.

I zawołała:

 

Kaczuszko, kaczusio,
Nie ma mostka koło rzeczki,
Nie ma nawet łódeczki,
Przewieź Jasia z Małgosią!

 

Kaczuszka podpłynęła, a Jaś usiadł na jej grzbiecie i prosił, aby Małgosia siadła z nim.