Wirus

Tekst
Z serii: WIRUS #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

8

Kiedy Jerry zaparkował przed domem Wazirów na Rectory Lane, zobaczył, że dwaj umundurowani policjanci zwijają taśmy ograniczające dostęp do miejsca przestępstwa, a ostatni trzej technicy pakują sprzęt do furgonetki i zbierają się do odjazdu.

– Jak leci? – zapytał jednego z posterunkowych.

– Wszystko w miarę ogarnęliśmy – odparł policjant. – Ale na pewno przez dłuższy czas nie tknę curry. Czuję się, jakbym przez ostatnie dwa dni oddychał wyziewami kuchni ludu Balti1.

Pani Wazir siedziała w salonie w towarzystwie niskiego, łysego Pakistańczyka w czarnym garniturze.

– To jest Nadim, brat mojego męża – powiedziała. – Stryjek Samiry.

Mężczyzna odstawił filiżankę z herbatą i wstał. Wyciągnął do Jerry’ego pulchną rękę. Na palcach miał trzy złote pierścienie.

– Jak postępuje śledztwo? – zapytał.

– Cóż, dopiero zaczynamy – odparł Jerry. – Przyszedłem z nadzieją, że uzyskam od pani Wazir pewne dodatkowe wyjaśnienia i odpowiedzi na kilka ważnych pytań.

– Samira i moja rodzina byliśmy sobie bardzo bliscy – powiedział Nadim. – Mój brat czasami wyjeżdża do Pakistanu w interesach na kilka tygodni, Samira często więc spędzała u nas wieczory, a nawet całe weekendy. Jestem wstrząśnięty, że już jej z nami nie ma. Naprawdę jestem wstrząśnięty.

– Kiedy widział ją pan po raz ostatni?

– W sobotę, późnym popołudniem. Pracowała w restauracji i wpadliśmy tam na kebab. Powiedziała, że jest zmęczona i skończy tego dnia wcześniej.

– A poza tym, że była zmęczona, jak się zachowywała? Może była zdenerwowana?

– Muszę przyznać, że wydawała mi się dziwna, jakby rozkojarzona. Nie wiem, jak to opisać, ale była jakaś wycofana. Tak jakby myślami błądziła gdzieś bardzo daleko. No, ale to mógł być przecież skutek przemęczenia. Naprawdę ciężko pracowała przez cały dzień. W weekendy w tej restauracji panuje ogromny ruch.

– Mówił pan o jakichś dodatkowych wyjaśnieniach. O co chodzi? – zapytała pani Wazir.

Było oczywiste, że chciałaby jak najszybciej się go pozbyć.

– Czy Samira narzekała na jakieś podrażnienie skóry?

– Nie rozumiem pytania.

– Czy skarżyła się, że swędzi ją skóra, że ma wysypkę, jakieś bóle?

Pani Wazir pokręciła głową.

– Nic z tych rzeczy. Miała piękną skórę, jak jedwab.

– Rozumiem. Kolejna sprawa… Kiedy przyszedłem tu wczoraj, widziałem na wieszaku w holu pewien płaszcz. Krótki, szary płaszcz.

– Tak, należał do Samiry.

– Widziałem ją w nim niedawno – wtrącił Nadim.

– Płaszcz wisiał na wierzchu, ale kiedy wychodziliśmy, już go nie było, zniknął.

Kobieta zmarszczyła brwi.

– O co panu chodzi? Z pewnością nadal tam wisi. Przecież nikt by go nie zabrał.

– Przykro mi, ale go tam nie było i teraz też go nie zauważyłem.

Pani Wazir wstała, ściągając fałdy obszernej czarnej szaty. Wyszła do holu i zaczęła zdejmować ubrania z wieszaka i przerzucać je przez balustradę. Po kilku chwilach wróciła z nietęgą miną.

– Ma pan rację. Ten płaszcz się gdzieś zapodział. Nie wiem, co się z nim stało. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś go ukradł. Przecież to był tani, znoszony ciuch. Samira kupiła go w jakimś sklepie z używanymi ubraniami.

– Jest pani całkiem pewna, że nie wyniosła go pani gdzieś z jakiegoś powodu? – zapytał Jerry.

– A niby po co? I w jaki sposób? Przez cały czas, kiedy był pan wczoraj w tym domu, siedziałam w salonie i była ze mną policjantka. No i Dżamal.

– Może pani wie, w którym sklepie córka go kupiła?

Pani Wazir znowu usiadła.

– Nie znam jego nazwy, ale Samira już kilkakrotnie coś kupowała w tym miejscu, ponieważ było tam czysto, a ubrania nie cuchnęły tak jak większość ubrań oferowanych w podobnych miejscach. No i oczywiście jest tam bardzo tanio. O ile pamiętam, kupiła tam jeszcze rękawiczki i szal, a któregoś razu nawet buty.

– Wie pani, gdzie mieści się ten sklep?

– Tak… przy Mitcham Road, pomiędzy Kentucky Fried Chicken i drogerią, w której Samira kupowała kosmetyki. Tylko nie wiem, czy akurat tam znajdzie pan mordercę mojej córki.

– To tylko rutynowa procedura. Musimy sprawdzić każdą poszlakę, nawet najmniej prawdopodobną. Może zabójca zobaczył Samirę w płaszczu i pomylił ją z kimś innym? Takie rzeczy się zdarzają.

– Wiadomo panu, kiedy będziemy mogli zabrać Samirę? – zapytał Nadim. – Naszych zmarłych grzebiemy jak najszybciej.

– Wkrótce dam państwu znać. Sekcja zwłok z pewnością już się odbyła i wkrótce będziecie mogli odebrać ciało. Tymczasem nie mam więcej pytań. Być może jeszcze będę musiał z panią porozmawiać, na razie jednak zostawię państwa w spokoju.

– My już nigdy nie zaznamy spokoju – powiedziała pani Wazir. – Za każdym razem, kiedy zamykam oczy, widzę zmasakrowaną twarz mojej ukochanej Samiry.

Kiedy Jerry ruszył na Mitcham Road, zaczął siąpić deszcz. Asfalt zrobił się mokry i śliski. Mitcham była długą, prostą ulicą ze sklepami i restauracjami po obu stronach, ale znajdowało się przy niej także dawne kino Tooting Granada – potężny budynek w stylu art déco – obecnie przerobione na salę do gry w bingo. Pomiędzy KFC a salonem z kosmetykami sieci Sabina Jerry dostrzegł sklep Little Helpers z używanymi ubraniami i zatrzymał się tuż przed nim, mimo zakazu parkowania. Od razu się zorientował, że z pewnej odległości patrzy na niego funkcjonariusz drogówki, jednak nie chciało mu się podchodzić i wyjaśniać, że jest policyjnym detektywem na służbie.

W oknie wystawowym Little Helpers stały trzy manekiny w płaszczach i puchowych kurtkach, ale leżało tu też kilka lalek, jakieś zabawki i używane książki. Jerry wszedł do środka i od razu zrozumiał, dlaczego zdaniem Samiry nie cuchnęło tu jak w typowym sklepie z używanymi rzeczami. Na półkach leżały dyfuzory marki Yankee Candle, a przez otwarte drzwi na zaplecze dostrzegł starszego mężczyznę czyszczącego strumieniem pary wodnej sztruksowe spodnie.

Za ladą stała młoda kobieta i przeliczała pieniądze w kasie. Miała krótko obcięte brązowe włosy, ubrana była w obcisłą granatową kurtkę. Miała też ciemne cienie pod oczyma, ale Jerry nie potrafił odgadnąć, czy są one wynikiem zmęczenia, czy dziewczyna właśnie taki wymyśliła sobie makijaż.

– Szukam kierownika – powiedział.

Wyjrzał przez okno i zobaczył, że policjant z drogówki już fotografuje jego samochód.

– To ja – odparła dziewczyna i popatrzyła na niego przelotnie, ale zaraz powróciła do liczenia banknotów pięciofuntowych.

Jerry wyciągnął więc legitymację policyjną i podsunął ją dziewczynie przed oczy.

– Detektyw Pardoe z Tooting, Wydział Zabójstw.

Dziewczyna podniosła głowę i dostrzegł w jej oczach irytację, ponieważ pomyliła się w liczeniu. Nie odezwała się ani słowem i zaraz zaczęła liczyć banknoty od początku.

– Przypomina sobie pani dziewczynę z Pakistanu, która niedawno kupiła tutaj krótki szary zimowy płaszcz?

– Dlaczego? Coś jej się stało?

– Chciałbym się po prostu dowiedzieć kilku rzeczy, to wszystko.

– Jeżeli myślę o tej samej osobie, o którą panu chodzi, to owszem, pamiętam ją. Nie znam jej nazwiska, ale przychodzi tutaj dość często. Chyba nie zaginęła?

– Nie żyje.

Młoda kobieta pokiwała głową, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewała. Jerry był zdziwiony, że nie zapytała, kiedy i w jaki sposób umarła Samira.

– Interesuje mnie jej płaszcz – dodał.

– Płaszcz?

– Wie pani może, skąd pochodził? Kto go przyniósł?

– Dlaczego?

– Ponieważ odpowiedź na to pytanie pomogłaby nam w śledztwie.

– Zwykle nie pytam o nazwiska ani adresy ludzi, którzy oddają nam swoje rzeczy. Ale przypadkiem wiem, kto przyniósł ten płaszcz, ponieważ ta osoba wspiera nas również gotówką, a dane osób, które wpłacają pieniądze, muszę przechowywać ze względów podatkowych. To pan Stebbings. Jego żona umarła niedawno i od tego czasu zostawił już u nas całą stertę jej ubrań.

– Ma pani jego adres?

Młoda kobieta odłożyła banknoty i wyjęła spod lady czarną księgę rachunkową, niemal w całości zapisaną. Wyraz twarzy kobiety miał dać Jerry’emu do zrozumienia, że wyświadcza mu niesamowitą przysługę.

– Mam – powiedziała. – Ostatnio wpłacił pieniądze dwudziestego piątego sierpnia. Robi to regularnie. Jego syn ma dziecięce porażenie mózgowe. Nazwa naszego sklepu nawiązuje do tej choroby.

– Bo pomagacie dzieciom?

– Nie. Porażenie mózgowe bywa nazywane little disease. Tego określenia użył człowiek, który opisał je jako pierwszy, William Little2.

– Aha, rozumiem. Cóż, każdego dnia można się nauczyć czegoś nowego. Poda mi pani adres pana Stebbingsa?

– Tak, proszę. Furzehill Drive numer piętnaście.

– Dziękuję. Poproszę jeszcze o pani nazwisko.

– A po co ono panu?

– Muszę powiedzieć panu Stebbingsowi, kto mi podał jego adres. No i do mojego raportu.

– Jestem Sophie… Sophie Marshall. To pana samochód stoi przed sklepem? Właśnie dostał pan mandat.

1 Lud Balti zamieszkuje tereny północnego Pakistanu (przyp. tłum.). [wróć]

2 Little Helpers (ang.) – Mali Pomocnicy; little disease (ang.) – mała choroba (przyp. tłum.). [wróć]

9

Kiedy David przyszedł do domu, Evie kroiła w kuchni cebulę.

– O, jesteś już – powiedziała.

 

David wszedł do kuchni i popatrzył na żonę.

– Tak, jestem – odparł. – Nie widać?

Evie odłożyła nóż.

– David, co się z tobą dzieje? Przez telefon wydawałeś mi się jakiś dziwny. Coś cię zdenerwowało? Powiedz mi.

– Nic mnie nie zdenerwowało, Evie. Nic oprócz ciebie.

Po tych słowach David wyszedł z kuchni do salonu. Wziął do ręki pilota i włączył telewizor, ale niemal natychmiast go wyłączył i rzucił pilotem przez cały pokój. Urządzenie roztrzaskało się o kamienną obudowę kominka.

Do pokoju wbiegła Evie, wycierając dłonie w fartuch.

– David, na Boga, co ci jest?

– Bezustannie cholernie zrzędzisz, to mu jest. Myślisz, że trzymasz go pod pantoflem, ale się cholernie mylisz, dziewczyno. Cholernie się mylisz.

– Kogo trzymam pod pantoflem? – zdziwiła się Evie. – Kim jest on? Przecież ja rozmawiam z tobą.

– Właśnie! – warknął David. – Bo wcale o niego nie dbasz! Udajesz, że nawet nie wiesz, kto to jest! Myślę, że najwyższy czas z tym skończyć. A ty co o tym sądzisz? Przede wszystkim w ogóle nie powinien się z tobą żenić! Mówiłam mu! Nie mówiłam? Ale nie, owinęłaś go sobie wokół palca, a on ci uwierzył! No ale wreszcie możemy z tym wszystkim skończyć!

David podszedł do Evie na sztywnych nogach i pochylił się nad nią. W pierwszej chwili nie cofnęła się, ale jego oczy niebezpiecznie lśniły, a usta wykrzywiał taki grymas złości, że jednak zrobiła krok do tyłu, a potem następny.

– David, czy ty coś paliłeś? Nie wiem, co się z tobą dzieje, w każdym razie zadzwonię po lekarza.

– Och, z nim jest wszystko w porządku, Evie. Przynajmniej w tej chwili. Jeżeli w przeszłości działo się z nim coś złego, to przez ciebie. Ale teraz wszystko się zmieni! O tak!

David chwycił ją za ramiona i pchnął na framugę drzwi tak mocno, że uderzyła w nią głową.

– David! – krzyknęła, ale on nie przestawał nią potrząsać. Udało jej się jednak wyrwać. – David, co ty wyprawiasz? Oszalałeś?

Nie odpowiedział. Próbując ją złapać, rozerwał rękaw jej sukienki. Z całej siły uderzyła go otwartą dłonią w twarz, odwróciła się i chciała uciec do kuchni. Nie zdołała jednak zatrzasnąć za sobą drzwi. David naparł na nie i pchnął, niemal wyrywając je z zawiasów.

– Osaczyłaś go, prawda? – wrzasnął, gdy Evie stanęła za stołem kuchennym. Jego głos był piskliwy jak głos rozwścieczonej kobiety. – Osaczyłaś go i trzymałaś pod pantoflem, ty samolubna mała suko!

Evie przesunęła się w prawo, ale kiedy David zaczął okrążać stół, rzuciła się do ucieczki w drugą stronę. Dotarła niemal do drzwi, ale w ostatniej chwili zahaczyła nogą o krzesło i potknęła się. David złapał ją, oplótł ramieniem jej szyję i zaczął dusić.

– David! – wystękała z trudem. – David, na miłość boską!

Ale on przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej. Kobieta z trudem walczyła o każdy oddech. On tymczasem sięgnął w stronę deski, na której jego żona jeszcze przed chwilą siekała cebulę, i wziął do ręki dwunastocentymetrowy nóż. Odwrócił Evie przodem do siebie i z całej siły dźgnął ją nożem w kręgosłup. Ostrze wbiło się w dysk pomiędzy dwoma kręgami lędźwiowymi i rozerwało rdzeń kręgowy. Kobieta wydała z siebie stłumiony jęk i ugięły się pod nią kolana. David trzymał ją jednak za szyję tak mocno, że nie upadła.

– Myślałaś, że on jest facetem bez kręgosłupa, co? – syczał jej do ucha jeszcze bardziej kobiecym głosem niż przed chwilą. – Myślałaś, że w tym związku tylko ty masz jaja. A może się o tym przekonamy? Na pewno możemy się przekonać.

Wypowiedziawszy te słowa, zaczął powoli wyciągać nóż. Ostrze zakleszczyło się jednak pomiędzy kręgami, tak że musiał szarpnąć z całej siły, żeby je uwolnić. Evie milczała. Oddychała z trudem i nie czuła nóg. Myślała mgliście, że to wszystko jej się śni, że to się nie dzieje naprawdę. Za chwilę znów będzie kroić cebulę do befsztyków, które przygotowywała na wspólną kolację. Potem usłyszy klucz w drzwiach i wejdzie jej mąż – taki jak zawsze, wesoły i energiczny pomimo problemów finansowych, jakie miał ostatnio.

Jednak David nadal ją dusił, a ona słyszała jego ciężki, przyspieszony oddech. Napiął się i znowu ją dźgnął, równie mocno jak za pierwszym razem, ale teraz w sam środek pleców. Drgnęła i coś wyszeptała, jednak była już bliska omdlenia.

– Takim dziewczynom jak ty wydaje się, że na wszystko mogą sobie pozwolić – powiedział David. – Myślą, że mogą traktować mężów tak, jak im się podoba, jakby byli gównem, w które wdepnęły. Nadszedł czas, żeby takie dziewczyny odebrały stosowną lekcję, tylko tyle ci powiem.

Wyciągnął nóż i znowu uderzył, celując pomiędzy łopatki. Plecy bladoróżowej bawełnianej sukienki były już przesiąknięte krwią. Kobieta leciała mu z rąk, tak że z trudem ją utrzymywał w pozycji pionowej. Jeszcze raz dźgnął ją od tyłu, tym razem w szyję, po czym opuścił bezwładne ciało na kuchenną podłogę. Ich kotka Maggie podeszła do Evie i przez chwilę przypatrywała się jej ze zdziwieniem, po czym popatrzyła na Davida, jakby chciała zapytać: co ty jej zrobiłeś?

David odłożył zakrwawiony nóż na deskę do krojenia. Jego serce biło jak szalone, jednak był pewien, że postąpił słusznie, miał wrażenie, jakby właśnie wyrównał zaległy rachunek. Nie patrząc na Evie, podszedł do zlewu, chcąc umyć ręce. Później, otrząsając z nich ostatnie krople wody, przeszedł do sypialni i usiadł na skraju łóżka. Popatrzył na swoje odbicie w lustrze wbudowanym w drzwi szafy na ubrania.

Od bardzo dawna chciałaś ukarać Evie i wreszcie ci się to udało. Wreszcie sprawiedliwości stało się zadość! Ona ci go odebrała, a przecież nie miałaś nikogo innego, kto mógłby się tobą zaopiekować. Czy kiedykolwiek o tobie pomyślała, pomyślała o twoim złamanym sercu?

Wstał i podszedł tak blisko do lustra, że niemal dotknął go czubkiem nosa. Nie mógł uwierzyć, że jest aż tak podobny do matki. Nawet usta miał wykrzywione tak jak Netty, której mina zawsze wyrażała niezadowolenie. Miał też ten nieprzenikniony wzrok, dokładnie taki jak ona, wzrok, który zdawał się skrywać nienawiść do świata i wszystkich ludzi.

Musiał znaleźć sposób na pozbycie się ciała Evie, jednak teraz nie chciał jeszcze o tym myśleć. Po przypływie triumfalnej euforii zaczynał odczuwać głębokie zmęczenie, fizyczne i emocjonalne. Miał za sobą długi i trudny dzień oraz ciężką walkę z żoną. Wbicie noża w jej kręgosłup wcale nie było łatwe: nadwerężył sobie przy tym nadgarstek.

Zdjął sztruksową kurtkę. Na obu rękawach były wielkie plamy krwi. Wiedział, że sam będzie musiał je sprać, że nie może oddać tej kurtki do pralni chemicznej. Jak wyjaśniłby te plamy? „Och, znowu zarzynałem świnię, a zwykle robię to w mojej najlepszej sztruksowej kurtce”.

Podniósł ręce, żeby ściągnąć przez głowę sweter, ale gdy tylko złapał za kołnierz, znieruchomiał i zrezygnował z tego.

Na razie nie chcę go zdejmować. W nim czuję się bezpieczny. Bardzo mi przypomina matkę. Ona go nosiła, dzięki niemu lepiej ją rozumiem. Mam wrażenie, jakby była tutaj przy mnie, jakby wciąż żyła, a skoro Evie już nie ma, kto mi pozostał?

Znów usiadł na łóżku, zdjął buty i skarpetki, a następnie spodnie i bokserki. Położył się na miękkiej, białej narzucie. Przyciągnął kolana do piersi, przyjmując pozycję embrionalną, i zamknął oczy.

Nie spał, tylko leżał tak z zamkniętymi oczami przez wiele godzin. Udawał martwego. Martwy nie musiał już za nic odpowiadać.

W drzwiach stanęła Maggie. Miauknęła, ponieważ była głodna, jednak David pomyślał jedynie: Odejdź. Nie słyszę cię. Jestem głuchy na świat. Jestem martwy.

10

Przed zaplanowaną na samo południe konferencją prasową Jerry i Dżamila poinformowali Saundersa o niewielkich postępach w śledztwie.

Inspektor stał przy oknie i patrzył z drugiego piętra na parking policyjny. Jerry nie był pewien, czy go słucha. Po chwili jednak odwrócił się i powiedział:

– To mogła być jakaś alergia.

– Ma pan na myśli te włókna w jej skórze? – zapytał Jerry.

– Cóż, sam nie wiem. Nie potrafię znaleźć związku pomiędzy tymi włóknami a oblaniem jej twarzy stężonym kwasem siarkowym.

– Odciski palców na buteleczce należały wyłącznie do niej, szefie. Może było tak, że te włókna sprawiały jej taki ból, że nie mogła już tego dłużej znieść i postanowiła ze sobą skończyć?

– Jerry, to, że na butelce z kwasem są tylko jej odciski, wcale nie znaczy, że nikt inny tej butelki nie dotykał. A skoro nie mogła znieść bólu, dlaczego wybrała najbardziej bolesny sposób, żeby ze sobą skończyć? Przecież mogła zażyć garść jakichś tabletek, prawda? Albo rzucić się pod pociąg? Nawet nie musiałaby daleko chodzić, bo z jej domu na dworzec Streatham Common idzie się zaledwie pięć minut.

– Ja w każdym razie jestem niemal pewna, że to nie było zabójstwo honorowe – odezwała się Dżamila.

– Naprawdę? Dlaczego?

– Ponieważ wszystko wskazuje na to, że cieszyła się na myśl o poślubieniu mężczyzny, którego wybrali dla niej rodzice, i ponieważ matka bardzo głęboko przeżywa jej śmierć. Ojciec nadal przebywa w Peszawarze, ale wszystko wskazuje na to, że wróci przed weekendem i będziemy mogli go przesłuchać.

– Dowiedziałem się, skąd pochodził jej płaszcz – dodał Jerry. – Ktoś przyniósł go do sklepu z używaną odzieżą naprzeciwko dawnego kina Granada i tam właśnie Samira go kupiła. Po południu porozmawiam z osobą, która oddała go do tego sklepu.

– Powiem ci szczerze, że nie widzę w tym sensu – stwierdził Saunders.

– Włókna, które wrosły w jej skórę, były szare i płaszcz też był szary. Zamierzam sprawdzić ewentualny związek pomiędzy tymi faktami.

– Jerry, ta dziewczyna zmarła, ponieważ ktoś oblał jej twarz kwasem. Być może zrobiła to ona sama, ale, jak już powiedziałem, nie widzę w tym ewentualnym samobójstwie żadnego logicznego motywu. Nie zostawiła listu pożegnalnego, nic nie wskazuje, że popadła w depresję. Dlatego skłaniałbym się ku tezie, że jednak chodzi o zabójstwo honorowe.

– Szefie, przecież wiemy, że listy pożegnalne zostawia mniej niż sześćdziesiąt procent samobójców – powiedział Jerry. – A jej stryjek mówił, że kiedy po raz ostatni widział ją w restauracji, była bardzo zmęczona i jakby wyciszona, wycofana. Takiego słowa właśnie użył, „wycofana”.

– Może wypiła w pracy kilka drinków i była zamroczona?

– Ona była muzułmanką, sir – zauważyła Dżamila. – Muzułmanie nie piją alkoholu.

– Och, to oni tak twierdzą. W zeszłym roku byłem na konferencji policyjnej w Dubaju i jeśli przynajmniej kilku arabskich oficerów nie piło whisky, to na pewno musieli tam podawać specjalne drinki bezalkoholowe z nalepką Johnniego Walkera.

– W każdym razie doktor Fuller wysłał próbki pobrane podczas sekcji zwłok na Lambeth Road do dalszych badań – powiedział Jerry.

– W porządku. Tylko nie zmarnuj na ten płaszcz za dużo czasu. Jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś się zabił z powodu płaszcza. A tak w ogóle gdzie ten płaszcz teraz jest? Nie mówiłeś przypadkiem, że zaginął?

– Właśnie, sir. Rozważam możliwość, że w czasie, kiedy w domu była policja, wszedł tam ktoś z rodziny lub znajomych Samiry i go zabrał.

Inspektor uniósł sceptycznie czarne brwi. Przez chwilę wyglądał jak wrona, którą nagle ktoś strącił z drutu telegraficznego.

– Cóż, nie wiem, dlaczego ktoś zabrał ten płaszcz – kontynuował Jerry. – Może z jakichś sentymentalnych powodów, na pamiątkę? A może Samira za życia komuś go obiecała?

– Chyba jednak marnujesz czas, Jerry. Lepiej zacznij się zastanawiać, kto z członków rodziny mógł ją zabić albo kto zapłacił za to morderstwo.

– Czy coś takiego chce pan zasugerować na konferencji prasowej? – zapytała Dżamila. – Jeśli tak, to stąpa pan po cienkim lodzie. Chodzi o problemy rasowe i tak dalej.

– Powiem po prostu, że jedna z naszych hipotez dotyczy zabójstwa honorowego. Nie ma sensu udawać, że wykluczamy taką możliwość, a jeśli istnieją świadkowie, którzy mogliby nas naprowadzić na trop zabójcy, muszą wiedzieć, czego szukamy. Zaoferujemy tradycyjną nagrodę dla osoby, która doprowadzi nas do przestępcy.

– Społeczność pakistańska w Tooting jest bardzo dumna i hermetyczna – powiedziała Dżamila. – Ale w tej chwili mamy tu z Pakistańczykami doskonałe relacje. Nie chcę, żeby znowu odwrócili się do nas plecami. Musimy dbać o dobre stosunki z nimi.

Ktoś zapukał do drzwi i na progu stanął sierżant Bristow z recepcji. Był chudym, ponurym facetem o dużych uszach i włosach zaczesanych do tyłu. Nosił w sobie niezmierzone pokłady życzliwości, jednak był całkowicie pozbawiony poczucia humoru. Jerry uważał, że najlepiej pasowałby do roli kierownika sklepu z butami.

 

– Posterunkowy Pardoe? Ach, jest pan… Prosił mnie pan, żebym dał znać, kiedy będzie przesłuchiwany ten facet z kontenera z używanymi ciuchami. To będzie około trzynastej trzydzieści w pokoju przesłuchań numer dwa. Przesłuchanie poprowadzi posterunkowy Willis.

– Wspaniale, sierżancie, wielkie dzięki.

– O co znowu chodzi? – zapytał Saunders. – Wygląda na to, że masz bzika na punkcie używanych ubrań.

– Nie, sir, to nie ma żadnego związku z tym płaszczem. Chodzi o sprawę, nad którą pracowałem z inspektorem Frenchem. Od ponad roku pewien Litwin, Jakobus Liepa, robi przekręty z kradzionymi ubraniami przeznaczonymi dla biednych, ale wciąż nie możemy go dopaść. Ludzie zostawiają przed domami worki z ubraniami, butami i zabawkami, które mają odbierać organizacje charytatywne, ale Liepa rozsyła przed świtem po mieście furgonetki i zabiera te worki, zanim zdołają do nich dotrzeć uprawnieni odbiorcy.

– Bez sensu. Przecież to są bezwartościowe rzeczy – powiedział Saunders.

– Co? Chyba pan żartuje! Gra jest zdecydowanie warta świeczki, bo chodzi o tysiące, dziesiątki tysięcy funtów! Liepa wysyła ubrania na Litwę, gdzie albo są prane, przerabiane i sprzedawane po korzystnych cenach, albo recyklingowane.

– Życzę mu szczęścia – mruknął Saunders. Popatrzył na swojego rolexa i dodał: – Czas na konferencję prasową. Tylko się streszczajmy, dobrze? I nie będziemy na razie wspominać o tych włóknach w skórze ofiary, przynajmniej dopóki nie otrzymamy pełnego raportu z laboratorium. Nie mówmy też o płaszczu.

– Ale jeśli media poinformują ludzi, czego szukamy, szefie, będziemy mieli szansę, że ktoś się zgłosi i wyjaśni, co się stało z tym płaszczem.

– Tak, ale może też się zdarzyć, że jakiś dziennikarz zapyta nas, dlaczego szukamy płaszcza, a my nie będziemy w stanie podać mu spójnej odpowiedzi. Jerry, musimy tę sprawę traktować poważnie, a będziemy poważni tylko wtedy, gdy powiemy z naciskiem, że prawdopodobnie mamy do czynienia ze zbrodnią honorową. Jak myślisz, dlaczego do sprawy przydzielono sierżant Patel? Wiem, że powinniśmy być dokładni, ale sprawdzanie innych hipotez niż ta, która wskazuje na zbrodnię honorową, jest po prostu stratą czasu.

– Sir, nie skierowano mnie tu tylko po to, żebym udowodniła, że chodzi o zbrodnię honorową – powiedziała Dżamila. – Przydzielono mnie do tej sprawy, ponieważ z powodu mojego pochodzenia mam stosowną wiedzę, dzięki której mogę stwierdzić, czy mamy do czynienia z zabójstwem honorowym. Mam też spore doświadczenie. Na tym etapie śledztwa, jak już powiedziałam, mam poważne wątpliwości. Skoro dziewczyna chciała wyjść za mąż za wybranego przez rodziców kandydata, jaki mógł być motyw morderstwa?

– Tego jeszcze nie wiemy – odparł inspektor. – Może Samiry nie zamordowała jej rodzina, może zbrodnię zleciła rodzina jej przyszłego męża? Może to oni nie byli zadowoleni, że on poślubi tę dziewczynę? A może mordercą jest ktoś, kto zabił w imieniu innej rodziny, która chciała, aby i c h córka poślubiła chłopaka przyrzeczonego Samirze? Przecież jego rodzina jest podobno bogata, prawda? Dla dziewczyny mieszkającej w szeregowym domu w Tooting ten związek mógł być jak manna z nieba. – Umilkł, wzruszył ramionami, a potem dodał: – Jeśli chodzi o morderstwa honorowe, liczba motywów jest niezliczona, pani detektyw. Może Samira miała chłopaka w Tooting, który wpadł w złość, kiedy się dowiedział, że wybrała jakiegoś faceta z Pakistanu, i postanowił ją oszpecić? Może chodziło mu tylko o to, ale przeholował i dziewczyna zmarła?

– Ma pan bardzo bujną wyobraźnię, sir – stwierdziła Dżamila.

– Och, wcale nie. Żadna wyobraźnia, mojej nie wyłączając, nie jest w stanie ogarnąć krzywd, jakie ludzie wyrządzają innym ludziom, ani ich powodów. Jak pani sądzi, dlaczego jestem uważany za ponurego dupka?

Wielkie nieba, on naprawdę wie, że uważamy go za dupka, pomyślał Jerry. I przyjmuje to do wiadomości. Na takie pytanie nie ma odpowiedzi.

Tak jak chciał inspektor Saunders, konferencja prasowa była krótka. Zresztą pojawiło się na niej jedynie pięcioro dziennikarzy: bezustannie kaszlący reporter z „Wandsworth Guardian” w średnim wieku, z zapchanym nosem, dwóch niezależnych reporterów, reprezentujących „Daily Mail” i „Sun”, młoda dziewczyna z pakistańskiego tygodnika „Nawa-I-Jang” oraz znudzony facet w anoraku, reprezentujący BBC-TV London News.

– Poszukujecie konkretnej osoby w związku ze śmiercią Samiry Wazir? – zapytał reporter z „Daily Mail”. – Podejrzewacie zabójstwo honorowe?

– Rozważamy każdą możliwość – odparł inspektor Saunders. – To oznacza także założenie, że możemy mieć do czynienia z zabójstwem honorowym albo na przykład z napaścią, która przyniosła o wiele poważniejsze konsekwencje, niż zakładał napastnik.

– Dopuszczacie możliwość, że to było samobójstwo? – zapytała z kolei dziewczyna z „Nawa-I-Jang”.

– Jak już powiedziałem, jesteśmy otwarci na każdą ewentualność. Czekamy także na wyniki dodatkowych badań medycznych, które mogą jednak potrwać kilka tygodni.

– Czy ujawniliście na zwłokach ślady przemocy seksualnej? – chciał wiedzieć dziennikarz z „Sun”.

– Jak dotąd nie. Jej matka twierdzi, że córka była dziewicą, jednak raczej nie liczyłbym na to, że dziewczyna przyznałaby się matce do utraty dziewictwa.

Przedstawicielka pakistańskiego tygodnika znów podniosła rękę.

– Czy jest możliwe, że był to atak na tle rasowym? Ostatnio mieliśmy w Tooting do czynienia z pewnymi napięciami pomiędzy różnymi grupami etnicznymi. Mam tu na myśli chociażby zasztyletowanie w ubiegłym tygodniu czarnoskórego chłopaka na dworcu Tooting Broadway i pożar, który wybuchł w jednej z pakistańskich restauracji.

– Na razie trudno nam się o tym wypowiadać. Wiemy jedynie, że rodzina Wazirów była dobrze zintegrowana z lokalną społecznością i że nie otrzymywała żadnych gróźb. Przynajmniej policji nic o tym nie wiadomo. – Przerwał i rozejrzał się po twarzach dziennikarzy. – To wszystko? Śledztwo trwa i chciałbym zaapelować do wszystkich ludzi dysponujących informacjami, które mogłyby nam pomóc, aby się z nami skontaktowali. Ważny jest każdy drobiazg, nawet taki, który na pierwszy rzut oka wydaje się bez znaczenia. Dziękuję państwu i życzę miłego popołudnia.

– Czy panna Wazir chorowała na jakąś chorobę psychiczną? – zapytał dziennikarz z „Wandsworth Guardian”.

– Chorobę psychiczną? Nic nam o tym nie wiadomo.

– Chodzi o to, że znalazłem w Google’u informację o podobnym przypadku z 2010 roku. Wówczas pewna dziewiętnastoletnia Pakistanka z Balham oblała się benzyną i podpaliła. Przeżyła ten koszmar, jednak pozostała na całe życie oszpecona. Lekarzom powiedziała, że chciała zniszczyć swoją twarz. Mówiła, że posiadł ją duch złej kobiety i że jej twarz często się zmieniała, przyjmując jej potworne oblicze. Wydaje mi się, że te wierzenia o złych duchach są dość powszechne wśród Pakistańczyków. Nawet wykształceni ludzie z dużych miast są skłonni przypisywać winę za choroby psychiczne demonom.

– Cóż, dziękuję panu za tę informację – powiedział Saunders, nawet nie próbując ukryć zniecierpliwienia. – Podsuwa nam ona jeszcze jedną hipotezę. Opętanie przez demona. Fascynujące. Może powinien się pan skontaktować z ojcem Karrasem.