Tańczące martwe dziewczynki

Tekst
Z serii: Katie Maguire #8
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Tańczące martwe dziewczynki
Tańczące martwe dziewczynki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 75,80  60,64 
Tańczące martwe dziewczynki
Tańczące martwe dziewczynki
Audiobook
Czyta Roch Siemianowski
38,90  27,62 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 10

Była prawie północ, gdy Katie wrócił do siebie, na Carragh View. Rozpadało się tak, że przez całą drogę od Anglesea Street do Cobh wycieraczki pracowały na maksimum. Dla uspokojenia słuchała z odtwarzacza CD Fairytale Ludovico Einaudiego i starała się wymazać z pamięci upiorny widok całej galerii sczerniałych twarzy oglądanych w kostnicy. Podczas służby widziała zastępy trupów – ludzi zastrzelonych, utopionych, zmiażdżonych, nieżyjących od kilku tygodni i rozdętych jak bladozielony ludzik Michelina – ale smutek i oczywisty bezsens śmierci młodych tancerzy sprawiły, że nie mogła przestać o nich myśleć.

Jak to powiedziała Kyna: „Ale to zupełnie nie ma sensu. Dlaczego wyszkolony terrorysta miałby palić studio tańca pełne młodych tancerzy?”.

Kiedy dotarła do domu, zobaczyła parkującą przy krawężniku szkarłatną toyotę. Tak była zajęta koszmarem Toirneach Damhsa, że prawie zapomniała o Conorze. Gdy wjechała na podjazd, drzwi toyoty się otworzyły i wysiadł Conor. Podniósł kołnierz kurtki przeciwdeszczowej i szybkim krokiem podszedł do Katie.

Otworzył drzwi jej samochodu.

– Cześć, Katie.

– Przepraszam za spóźnienie. Pewnie słyszałeś, że ci wszyscy młodzi tancerze się spalili.

– Oczywiście, że słyszałem. Był reportaż w wieczornych wiadomościach. Pomyślałem o tobie, kiedy go oglądałem.

Katie wzięła z tylnego siedzenia teczkę, zamknęła samochód i ruszyła do domu. Conor szedł tuż za nią.

– Nie jesteś za bardzo zmęczona? – spytał, gdy wkładała klucz do zamka. – Jeśli chcesz, pojadę i może spotkamy się jutro.

– Nie, całkiem miło cię widzieć – odparła. Kiedy tylko otworzyła drzwi, Barney, jej seter irlandzki, przybiegł w te pędy, tłukąc ogonem o grzejnik. Na widok Conora okazał niemal równie wielki entuzjazm. Pies bardzo się z nim zaprzyjaźnił. Wyglądało na to, że Conor potrafi nawiązać ze zwierzętami niemal czarodziejską więź; pewnie właśnie dlatego został detektywem od psów – szukał zagubionych zwierząt. I pewnie dlatego tak podziałał na Katie.

Miała na końcu języka: „No, nie jesteś tu tak zupełnie niemile widziany”, ale się powstrzymała. Powiesiła płaszcz, otworzyła drzwi do salonu i zapaliła wszystkie światła. Po przeżyciach tego dnia kusiło ją, by walnąć drinka, ale nie miała ochoty pić z Conorem we własnym domu, a poza tym nie jadła kolacji i było o wiele za późno na wódkę na pusty żołądek.

Conor wszedł za nią do pokoju i stali twarzą w twarz jak bohaterowie sztuki teatralnej.

– Więc co chciałeś mi powiedzieć? – spytała. Wkurzało ją do granic możliwości, że wciąż jest tak samo przystojny jak wtedy, kiedy po raz pierwszy go zobaczyła, i że nadal roztacza ten sam wyrazisty zapach Chanel Bleu. Czemu nie wydawało jej się, że ma bulwiasty nos, przetłuszczoną brodę, a jego woda toaletowa nie kojarzyła jej się z rozczarowaniem? No, ale nic takiego nie nastąpiło. Prezentował się świetnie i pachniał bosko.

Sama wyglądała jak półtora nieszczęścia. Jej włosom przydałaby się szczotka, na rękawie jasnokremowego sweterka miała plamą po majonezie, a ciemnozielona lniana spódnica wygniotła się, gdy Katie siedziała przy biurku. Nie mogła zrzucić z nóg butów, bo się bała, że zapach, który roztoczy, nie będzie upojny.

– Chodzi o Clodagh? – spytał Conor. – Czy to z jej powodu nie odbierałaś moich telefonów i nie odpowiadałaś na esemesy?

– Jeśli Clodagh to twoja żona, to owszem.

– Dlaczego nie dałaś mi szansy się wytłumaczyć?

– Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jesteście małżeństwem, zanim zaciągnąłeś mnie do łóżka? Myślę, że to istotniejsze, nie uważasz?

– Tak, Katie, jestem żonaty, ale tylko na papierze. Rozstaliśmy się z Clodagh półtora roku temu i przeprowadzamy rozwód. Sprawa rozbija się o prawo własności do domu, w innym wypadku już bylibyśmy rozwiedzeni. Ale kiedy cię spotkałem, nie chciałem czekać dnia dłużej. Bo mogłaś odfrunąć z innym facetem. Bałem się, że cię stracę.

– Jasne! Długa kolejka napalonych facetów czyha pod drzwiami mojego gabinetu, żeby się do mnie dobrać. Jestem nadkomisarzem dochodzeniówki, Conor. Każdy mój dzień od brzasku do zmroku jest wypełniony ściganiem dilerów narkotyków, oszustów, alfonsów i innych drani, przesiadywaniem w zatęchłych salach sądowych i przewalaniem stosów papierkowej roboty, przy których góra Knockboy wygląda jak kreci kopczyk.

Siliła się na ton urazy, ale po słowach Conora ogarnęła ją taka ulga, że zanim skończyła swoją tyradę, już się uśmiechała. Barney pił w kuchni wodę, ale na gwar podniesionych głosów przyszedł z mokrym pyskiem do salonu. I Conor, i pies patrzyli na nią z takim wyrazem oczekiwania, że Katie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Powinienem ci powiedzieć, jak się ma sprawa z Clodagh – przyznał Conor. – Ale jeśli o mnie chodzi, nasze małżeństwo dawno się skończyło i wiem na pewno, że ona też się z kimś spotyka, z jakimś gościem, który pracuje dla przedsiębiorstwa wyrębu lasów.

Uśmiechnął się i wyciągnął ręce.

– Katie, według mnie jesteś najładniejszą, najseksowniejszą i najoryginalniejszą kobietą, jaką znam. I masz w sobie więcej życia niż ktokolwiek inny. Teraz, kiedy cię spotkałem, nie mogę znieść myśli, że mógłbym cię stracić. Nie z takiego głupiego powodu, że zapomniałem ci powiedzieć, że jeszcze całkiem się nie rozwiodłem.

Na chwilę zamknęła oczy. Nagle poczuła się okropnie zmęczona. Miała tak wymagającą pracę, że czasem zapominała, że tak samo potrzebuje emocjonalnego wsparcia jak zespołu ofiarnych detektywów. Kyna zawsze była blisko, gotowa dodać jej odwagi i wyrazić swoją solidarność, a w dodatku była niezwykle atrakcyjna, ale Katie wiedziała, że komplikacje, które pojawiłyby się wraz z rozpoczęciem ich związku, w końcu wykończyłyby jedną z nich albo obie, nie tylko w życiu osobistym, lecz również zawodowym.

Barney polizał jej rękę i znów otworzyła oczy. Conor nadal czekał, wyciągając ramiona. Podeszła do niego i przytulił ją mocno. Chłonęła jego zapach, nie tylko wody po goleniu, ale ubrania, ciała. Dawał jej coś więcej niż emocjonalne wsparcie. Zniknął gdzieś nieludzki ciężar ostatnich kilku dni i czuła się podniesiona na duchu.

Gdy pogładził ją po głowie, podniosła wzrok. W oczach miał taki spokój, taką łagodność, że jeszcze mocniej przytuliła głowę do piersi Conora i poczuła bicie jego serca. Nie musiał jej pytać, czy mu wybacza. Ten uścisk powiedział więcej niż słowa. Była tak blisko niego, że poczuła ruch w jego spodniach.

– Chyba muszę się napić – wyznała w końcu. – A ty?

– Colę, jeśli masz, albo tonik. Nie chcę wpaść, jadąc po pijaku.

– Nie musisz jechać. Możesz zostać na noc.

Przyjrzał jej się uważnie.

– Jesteś pewna?

– Oczywiście, że jestem pewna. Słuchaj… może zrobisz nam drinki, a ja szybko wezmę prysznic? Byłam dzisiaj w kostnicy i wciąż czuję na sobie trupią woń.

– Katie… – zaczął.

– Co? – Stanęła na palcach, żeby go pocałować.

Całowali się i całowali, i wciąż nie mogła się od niego oderwać. Uwielbiała jego delikatny, czysty, świeży zarost, pieszczotę języka w jej ustach, kiedy po kolei muskał jej zęby jak płetwonurek badający podwodną grotę.

Dalsze słowa były zbędne. Conor poszedł z Barneyem do kuchni po lód do drinków, podczas gdy Katie poszła do sypialni, włączyła światła i rozebrała się. Kiedy zsunęła majtki, zobaczyła wilgoć, a gdy dotknęła krocza, zdała sobie sprawę, że pocałunki bardzo ją podnieciły. Przyjrzała się sobie w lustrze garderoby i pomyślała, że wygląda, jakby przepuszczono ją przez wyżymaczkę, ale uśmiechnęła się do swojego odbicia, bo była szczęśliwa i nie obchodziło jej, jak wygląda.

* * *

Kiedy w grubym, różowym szlafroku z frotté wróciła do salonu, Conor siedział na kanapie, drapiąc Barneya za uchem, a pies wpatrywał się w niego kompletnie oczarowany.

– Jestem pewna, że ma erogenne uszy – powiedziała Katie, siadając obok Conora i sięgając po przygotowaną przez niego wódkę z tonikiem. – Więcej, cały jest jedną wielką strefą erogenną, co widać po tym, jak ugania się za wszystkimi tutejszymi sukami. Zastanawiałam się, czy nie za późno, żeby go wysterylizować.

Conor pokręcił głową.

– Jeśli chce się to zrobić, trzeba sterylizować szczeniaka. To zmniejsza ryzyko raka jąder i kłopotów z prostatą, a poza tym wtedy psy całkowicie tracą zainteresowanie suczkami. A poza tym szczególnie setery irlandzkie są narażone na utratę pięknej, rudej sierści i w jej miejsce wyrasta słaba, skołtuniona i delikatna. Moja rada: daj Barneyowi być sobą. Ma znakomitą sierść, jest jurny i lepiej, żeby się nie zamienił w bezpłciowy dywanik przed kominkiem.

Katie ucałowała go i ułożyła się jeszcze bliżej. Była świadoma, że szlafrok się rozchylił, tak że Conor może zapuścić żurawia w rowek między piersiami, ale chciała go podniecić. Wiedziała też, że ładnie pachnie, po to się popsikała Daisy Blush.

Na komendzie codziennie musiała decydować i rządzić, nawet mężczyznami, którzy nie ukrywali, że uważają ją za atrakcyjną, jak komendant Denis MacCostagáin czy nadkomisarz Michael Pearse. Ale Conor sprawiał, że była uległa i posłuszna, jakby jedynym jej pragnieniem było go zadowalać i podniecać. Nic tak jej nie kręciło w stosunkach z nim, jak zrzeczenie się odpowiedzialności.

– Może pójdziemy z tymi drinkami do sypialni – zaproponowała. – Wiesz, że kocham Barneya, ale niekoniecznie musimy to robić na oczach psa.

– Skoro o psie mowa, muszę ci coś powiedzieć. Jeden z moich informatorów od szemranych weterynarzy doniósł, że Zezowaty McManus urządza w Ballyknock w czwartek w przyszłym tygodniu specjalne psie walki, pięćdziesiąt pojedynków na swoje pięćdziesiąte urodziny. Psy mają być dostarczone z całego kraju, zwłaszcza z Cork i Kerry. Stawki są astronomiczne, tak przynajmniej twierdzi mój człowiek. Sam postawił pięćset euro na swoje dwa pitbule.

 

– To fantastyczny cynk.

– Zamierzałem ci go przekazać niezależnie od tego, jak ułożą się stosunki między nami. Nie byłem pewien, ale domyśliłem się, że to, że nie dzwonisz, ma związek z Clodagh. Twoja sierżant Scanlan powiedziała mi, że widziała, jak szukała mnie na komendzie, i że zamieniła z tobą kilka słów.

– Nie kłóciłyśmy się, nic z tych rzeczy. Tylko jej powiedziałam, gdzie cię znaleźć. Ale nie będę ukrywać, że czułam się tak, jakbym dostała kowalskim młotem w serce.

– Katie…

Uśmiechnęła się i pocałowała go.

– Po sprawie. Zapomnij. Gdybym była zamężna, ale w separacji, tak jak ty, pewnie też bym o tym nie wspomniała. Mam wystarczająco dużo wyrzutów sumienia po tym, jak biedny John został ze mną i oczekiwał, że kiedy dostanie protezy, wrócimy do dawnego życia. To… to było tak bolesne, że trudno mi o tym mówić. Dręczy mnie, że go zdradziłam. Ale dostałam kręćka na twoim punkcie, Conor. Dawno żaden facet tak na mnie nie działał. I nie wiem, co w sobie masz, że tak się dzieje.

Znów nie mogła się powstrzymać od uśmiechu.

– Może to dlatego, że tak bardzo lubisz zwierzęta – dodała i pocałowała go. – A może dlatego, że masz w sobie trochę zwierzęcia. Tak czy siak… Jutro zaraz z rana zadzwonię do inspektora Carrolla w Tipperary Town. Skoro McManus szykuje taką wielką ustawkę, to jeśli zaplanujemy wszystko jak należy będziemy mogli oprócz niego zwinąć jeszcze całą masę hodowców psów do walk. Więcej, możemy zadać temu procederowi cios tak silny jak rzadko dotąd w tym kraju.

– Ale będziecie musieli dobrze zamaskować tę waszą operację – ostrzegł ją Conor. – McManus ma wtyki wszędzie. Dlatego prowadzi te walki od tylu lat i ani razu nie trafił za kratki. Nie mówiąc o tym, że wszyscy się go boją. Mówi się, że przywiązał faceta, który go oszukał, do dwóch SUV-ów, i kazał, żeby się rozjechały każdy w inną stronę.

– Dajmy sobie spokój z takimi koszmarnymi opowiastkami. Miałam wystarczająco zły dzień. Jestem zmęczona i chcę tylko się przytulić.

– Pozwolisz, że też szybko wezmę prysznic? Zasuwałem w kółko jak świnia na haju.

– Dla mnie pachniesz bosko. Ale oczywiście.

Sprawdziła, czy Barney ma wodę na noc, i zabrała drinka do sypialni. Zdjęła szlafrok i weszła do łóżka. Poprawiła włosy i poduszki. Już na początku pracy w Garda Síochána nauczyła się, idąc spać, wymazywać z pamięci całodzienny stres, bez względu na rozmiar przeżytej traumy. Teraz, czekając na Conora, poczuła coś, czego się doświadcza, gdy odnajduje się zagubiony kolczyk ze szmaragdem, o którym się myślało, że zgubiło się go na zawsze, albo kiedy kończy się powieść, w której wszystkich bohaterów spotyka happy end. Czuła się tak, jakby w końcu zdołała przezwyciężyć wieczne rozczarowanie – ale to uczucie zawierało również dawkę podniecenia, bo Conor wkrótce miał ją wziąć w ramiona.

Pociągnęła łyk drinka, słuchając szumu wody i odgłosów, jakie bose stopy Conora wydawały na podłodze kabiny prysznica. Wyszeptała krótką modlitwę, którą powtarzała, gdy matka kładła ją wieczorem do łóżka.

– Dzięki Ci, żeś strzegł mnie, Panie, i żeś widział to, co mi nie było widzieć dane. Dzięki, że tylko wystarczy mi rozewrzeć oczy, a słodką niespodzianką życie mnie zaskoczy. Dzięki, że miłość i szczęście idą zawsze w parze, byleśmy tylko modlili się z wiarą. I dzięki, że nawet w środku mrocznej nocy światło Twoje, Panie, blaskiem nas otoczy.

Po chwili Conor wszedł z mokrą głową do sypialni; miał na sobie tylko bordowy ręcznik na biodrach.

– Mogę użyć twojej szczoteczki do zębów? – spytał.

Katie nie odpowiedziała. Już spała. Rozchyliła lekko usta; jej powieki drżały, gdy śniła sen, którego następnego dnia sobie nie przypomni. Conor stał i przyglądał jej się chwilę, zanim wrócił do łazienki, odwiesił ręcznik i umył zęby palcem.

Położył się obok Katie i zgasił lampki nocne. Objął ją w pasie ramieniem i przytulił, przyciskając do jej bioder nabrzmiały członek. Ale nie był zawiedziony. Czuł podobną ulgę jak ta, której doznała Katie – że raz w życiu los okazał się łaskawy, przyniósł słodką niespodziankę, o którą Katie modliła się od dziecka.

* * *

Cyfrowy budzik przy łóżku wskazywał 6:11, gdy Katie się obudziła. Zamrugała i popatrzyła w sufit. Jak powiedziałby detektyw Ó Doibhilin, usta miała wyschnięte jak klapki Gandhiego. W tej samej chwili poczuła dotyk nagiego ramienia Conora, usłyszała równy oddech mężczyzny, a kiedy przewróciła się na bok, zobaczyła, że śpi niczym figura świętego na sarkofagu.

Na dworze lało jak z cebra. Deszczówka chlupotała w rynnie przy oknie sypialni. Ale ten dźwięk zamiast wzbudzić depresję, uspokajał i napawał otuchą, bo oto leżała w łóżku przytulona do Conora.

Czubkami palców pogładziła go po ramieniu, lecz się nie obudził; lekko się poruszył i sapnął. Sięgnęła więc pod kołdrę i przebiegła placami po włosach na jego klatce piersiowej. Był nieźle umięśniony; powiedział jej, że należy do drużyny wioślarskiej klubu St Michael’s Rowing i kiedy tylko może, pływa po rzece Shannon. Brzuch miał lekko zaokrąglony, ale to się jej podobało.

Pocałowała go w bark, dwa razy, trzy.

– Co? – zamruczał. – Nie chciałem… – I spał dalej.

Katie uśmiechnęła się do siebie, zastanawiając się, o czym Conor myśli.

Nie mogła się oprzeć, żeby nie ująć jego członka i nie popieścić, a potem powoli przesuwać po nim dłonią w górę i w dół, opuszką palca wskazującego krążąc wokół czubka. Nie mogła ocenić, czy Conor się budzi, czy nie, ale jego penis był coraz sztywniejszy i wystarczyło kilka ruchów jej ręki, by osiągnął pełny wzwód. Uwielbiała tę część ciała Conora, tak cudownie grubą i długą, lekko się wyginającą, kiedy całkiem sztywniała. Lubiła też masować jego jądra, aż robiły się twarde i pomarszczone, wielkie jak dwie śliwy.

– Uff… co? – wymamrotał, otwierając oczy.

Katie znów pocałowała go w ramię i ścisnęła członek.

– Co to za „uff”? – spytała ze śmiechem. – Nie mówiłam, że masz w sobie zwierzę?

– Jezu. Przez chwilę myślałem, że umarłem i poszedłem do nieba.

– Hm, nie umarłeś, kochanie, ale mam nadzieję, że w połowie drogi do nieba to jesteś.

Dźwignął z poduszki głowę tak, że mógł pocałować Katie. Równocześnie ujął jej pierś i delikatnie obracał w palcach brodawkę. Kiedy zesztywniała, próbował się podnieść, zamierzając położyć się na Katie, ale ona usiadła i zmusiła go, by leżał na plecach.

– Nie – rozkazała. – To moja robota, wyrównanie za to, co złego o tobie myślałam.

– Daj spokój, Katie, to był mój błąd. Powinienem był ci powiedzieć.

– Mimo to coś ci się ode mnie należy.

Dosiadła go, przyciskając jego nadgarstki do materaca.

– To nie jest pół drogi do nieba – powiedział z uśmiechem. – Jestem w niebie. Mam nadzieję, że święty Piotr nie podgląda.

– Posłuchaj i zapamiętaj: kiedy ktoś przeprasza, wypada przyjąć. A to są właśnie moje przeprosiny.

Pochyliła się i pocałowała go w czoło, powieki i usta, muskając ciężkimi piersiami jego włosy na torsie. Sięgnęła w dół, między uda, uchwyciła pobudzony członek i wsunęła żołądź między gładkie jak nawoskowane wargi sromowe. Była już bardzo mokra i śliska, ale jeszcze nie pozwoliła mu wejść, choć rozpaczliwie próbował to zrobić, ale kiedy unosił biodra, Katie tym mocniej przyciskała go do łóżka, rozkoszując się tarciem żołędzi członka o wargi sromowe i władzą, jaką nad nim miała. Chociaż zdawała sobie sprawę, że drażni się z nim jak doświadczona kurwa.

Rytmicznie zaciskała mięśnie waginy, równocześnie kontrolując reakcje Conora, patrząc mu w oczy i uśmiechając się wyzywająco.

– Boże Wszechmogący – wyrzęził. – Gdybyś wiedziała, co przez ciebie czuję.

W końcu cofnęła rękę i opadła na niego tak, że penis znalazł się w niej najgłębiej, jak to możliwe, i poczuła włosy łonowe Conora na swoim wzgórku Wenery. Wyciągnął ręce i masował jej piersi, przyciskając jedną do drugiej i bawił się brodawkami. Pochyliła się tak nisko, że członek ledwo się w niej utrzymywał, i pocałowali się; ich języki błądziły, jakby każde chciało dowieść, że jest bardziej podniecone. Znów usiadła na nim z wyprostowanymi plecami i to, co poczuła, kiedy członek ponownie cały się w niej zagłębił, sprawiło, że zamknęła oczy.

Ich miłosne zmagania stawały się coraz bardziej gorączkowe. Katie chciała narzucić powolny, regularny rytm aż do chwili szczytowania, ale nie zdołali nad sobą zapanować. Conor podtrzymywał pośladki Katie, wsuwając palce w jej odbyt, podczas gdy ona go ujeżdżała. W końcu zaczęli szczytować. Było to jak wielka, ślepa siła wzbijająca się z dna oceanu. Katie drżała spazmatycznie i krzyczała jak jeszcze nigdy w życiu.

Po wszystkim oprócz ich nierównych oddechów słychać było tylko odgłosy deszczu.

Stoczyła się z Conora i spoceni leżeli obok siebie, próbując wyrównać oddech. Popatrzyła na budzik, wskazywał 6:31.

– Niecałe dwadzieścia minut. – Uśmiechnęła się. Czuła na udach spływające ciepłe nasienie. – Moja wina, byłam za bardzo roztrzęsiona.

– Zawsze możemy postarać się poprawić wynik – powiedział Conor, całując ją.

– Niestety, nie mam czasu. Mam konferencję prasową w sprawie Toirneach Damhsa i jeszcze sto innych rzeczy na głowie.

– Szkoda. Naprawdę szkoda. Chociaż ja też muszę wrócić do Limeric. Clodagh i ja jesteśmy umówieni z adwokatami, a poza tym mam do załatwienia kilka spraw zawodowych. Ale pewnie mógłbym wrócić do Cork jutro albo pojutrze.

– Możesz się u mnie zatrzymać.

– Jesteś pewna?

– Bez ciebie nie załatwię tej sprawy z walkami psów, nie mówiąc o tym, że potrzebuję cię do łóżka. I zaoszczędzi się pieniądze, jeśli Garda Síochána nie będzie musiała płacić za twój pokój w pensjonacie.

– No proszę. Nie wiem, co bardziej u ciebie podziwiam, logikę czy seksapil. Tego właśnie brakowało Clodagh. I z jakiegoś powodu nigdy nie mogłem jej zadowolić. Pewnie dlatego, że pochodzi z Cavan5.

– Ale teraz jest jej dobrze z tym facetem z Coilte, tak?

– Tak twierdzi. Zarządzają większością lasów w kraju, więc zawsze może się poocierać o jakiś pień.

Katie trzepnęła go w ramię.

– Ale ty masz wysublimowane poczucie humoru! Jesteś gorszy niż niektórzy na komendzie. Będziesz moją zgubą, Conorze Ó Máille.

* * *

Zrobiła śniadanie: jajecznicę, pomidory z grilla i grzanki z pełnoziarnistego pieczywa. Tuż po wpół do ósmej najbliższa sąsiadka, Jenny Tierney, zadzwoniła do drzwi, by zabrać Barneya na poranny spacer. Weszła do kuchni w mokrym płaszczu przeciwdeszczowym, powiedziała „Hm… dzień dobry” i nie przestawała wpatrywać się w Conora z dezaprobatą, dopóki Katie nie założyła psu obroży i nie przypięła smyczy.

– Pani też pięknego poranka – powiedział Conor, unosząc jak do toastu kubek z kawą.

Po śniadaniu Katie podrzuciła go do miasta. Zatrzymywał się na Summerhill, w pensjonacie Gabriel House, od kiedy jako ekspert od odnajdywania psów przyjechał do Cork pomagać Katie w śledztwie. Deszcz bębnił o dach samochodu, a oni siedzieli w środku, ściskali się za ręce i całowali.

– Przyślę ci esemesa, kiedy wrócę – powiedział.

– Przyślij albo zadzwoń, jak wolisz.

– Myślę, że chyba się w tobie zakochuję, Kathleen Maguire.

– Nie mów takich rzeczy. Diabeł ma długie uszy. Wiesz, zawsze miałam pieskie szczęście, nie chcę ryzykować następnej katastrofy. Więc zobaczymy się, kiedy wrócisz z Limerick. Uważaj na siebie i nie pozwól tej uroczej Clodagh, żeby puściła cię z torbami.

– Och, jużem nauczył się o siebie dboć – zapewnił ją Conor silnym północnym akcentem. – Tyleżem się w Cork nasiedzioł, że teroz cwany ze mnie typ. Cwany jak uosa, co mo w zadku ogień.

Katie trzepnęła go w ramię, pocałowała, ale musiała się zbierać.

Jechała do centrum, czując w sercu ciepło i radość większą niż kiedykolwiek od niepamiętnych czasów. Conor sprawił, że czuła się niebywale atrakcyjna, i nie mogła odżałować, że nie zobaczy go co najmniej dobę. Dlaczego takie cudowne noce zawsze muszą się kończyć? Dlaczego szczęście tak szybko się rozpływa, a ból dręczy wiecznie?

Kiedy przejeżdżała przez Brian Boru Bridge, minęła pchającą wózek młodą matkę z parasolką i powróciła pamięć o jej synku, Seamusie, o tym, co czuła, tuląc go w ramionach i kołysząc do snu. Nawet pamiętała jego zapach, mleka i zasypki dla niemowląt, dotyk rączki owiniętej wokół jej palca. Chodziłby teraz do pierwszej klasy, gdyby żył; wracałby do domu i pokazywał rysunki. Ale nie żył, jak jej pierwszy mąż Paul i kochanek John, i jak ostatniej nocy nie było ludzkiej siły, która powstrzymałaby świt kolejnego deszczowego dnia.

 

Kiedy zaparkowała przy Anglesea Street, musiała wyjąć chusteczkę i wytrzeć łzy. Sprawdziła w lusterku makijaż i poprawiła usta kredką Blushed Nude. Matko Boska, Katie, na starość robisz się ponurym koszmarem, pomyślała, mocno zaciskając usta.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?