Folwark zwierzęcy

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Folwark zwierzęcy
Folwark Zwierzęcy
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 42,50  34 
Folwark Zwierzęcy
Audio
Folwark Zwierzęcy
Audiobook
Czyta Andrzej Wasilewski
19,50  14,24 
Szczegóły
Folwark Zwierzęcy
Audiobook
Czyta Tadeusz Sznuk
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


George Orwell

Folwark zwierzęcy


Tytuł oryginału

Animal Farm ISBN 978-83-8202-269-8 Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2021 All rights reserved Projekt graficzny okładki Maciek Wolański Redaktor prowadzący Dariusz Wojtczak Redakcja Zofia Domańska Łamanie Grzegorz Kalisiak Wydanie I w tej edycji Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90 sklep@zysk.com.pl www.zysk.com.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Rozdział I

Pan Jones, właściciel Folwarku Dworskiego, zamk­nął na noc kurniki, ale był tak pijany, że zapomniał zasłonić otwory dla zwierząt. Gdy toczył się przez podwórze, krąg światła jego lampy tańcował na boki. Przy tylnych drzwiach gospodarz strząsnął buty, utoczył sobie w spiżarce ostatni kufelek piwa i poczłapał do łóżka, skąd dochodziło już spokojne chrapanie pani Jones.

Gdy tylko w sypialni zgasło światło, budynki folwarczne się ożywiły. Przez cały dzień zwierzęta rozpowiadały, że Nestor, medalowy stary knur rasy średnia biała, poprzedniej nocy miał dziwny sen, którym chciał się podzielić z innymi.

Uradzono, że jak pan Jones zaśnie, spotkają się w wielkiej stodole. Nestor (tak go nazywano, chociaż na wystawy jeździł jako Piękność z Willingdonu) cieszył się na folwarku tak wielkim poważaniem, że każde zwierzę z ochotą poświęciło godzinkę snu, aby tylko móc usłyszeć, co mu leży na sercu. Nestor był już w stodole, na wyłożonym słomą podwyższeniu pod wiszącą u krokwi lampą. Miał dwanaście lat, a chociaż ostatnio mocno przytył i poprzerastały mu nigdy nieprzycinane zęby, wyglądał mądrze i dostojnie, nadal budząc respekt.

Zwierzęta pomału się schodziły i wygodnie rozsiadały według upodobań. Pierwsze przyszły psy, Dzwonka, Kama i Pinczer, a potem świnie, które umościły się w słomie przed Nestorem. Kury przysiadły w oknach, gołębie pod dachem, a owce i krowy zległy zaraz za świniami i zaczęły przeżuwać. Dwa konie pociągowe, Kafar i Koniczyna, przybyły razem i rozłożyły się jak najostrożniej, aby nie rozgnieść jakiegoś ukrytego w słomie stworzonka. Koniczyna była stateczną kobyłą, która zbliżała się do wieku średniego, a po czwartym oźrebieniu już nigdy nie odzyskała dawnej figury, Kafar zaś był ogromny, a siłę miał dwóch koni. Z białą pręgą na nosie wyglądał trochę głupkowato i rzeczywiście nie grzeszył inteligencją, lecz ze względu na swój prawy charakter i niezwykłą pracowitość otaczano go powszechnym szacunkiem. Po koniach przyszła biała koza, Majka, i osioł, Beniamin — najstarszy, a jednocześnie najbardziej zgryźliwy osobnik w całym gospodarstwie. Rzadko się odzywał, a jeśli już, to zwykle po to, aby rzucić jakąś złośliwość, na przykład że Bóg dał mu ogon do odganiania się od much, ale on chętnie by się obszedł bez ogona i bez much. Jako jedyny spośród tutejszych zwierząt nigdy się nie śmiał. Dlaczego? Bo nie widzi nic do śmiechu, mówił.

W głębi serca Beniamin był jednak bardzo przywiązany do Kafara. Na łączce za sadem spędzali razem niedziele, bez słowa skubiąc ramię w ramię trawę.

Kafar i Koniczyna ledwo się umościli, kiedy do stodoły przydreptało stadko osieroconych kaczątek. Kwacząc słabowicie, szukały bezpiecznego miejsca, gdzie nikt by ich nie rozdeptał. Koniczyna otoczyła je swoją przednią nogą, za którą kaczuszki stuliły się i w okamgnieniu usnęły. Przedostatnia przytruchtała Trzpiotka, płocha biała klacz, która ciągnęła kolaskę pana Jonesa. Żując kostkę cukru, zaczęła potrząsać grzywą, aby zwrócić uwagę na wplecione w nią czerwone wstążki. I wreszcie przybyła kotka, jak zwykle rozejrzała się za najcieplejszym miejscem, by w końcu wpełznąć między Koniczynę i Kafara, gdzie cały czas mruczała zadowolona, nie słuchając przemówienia Nestora.

W stodole były już wszystkie zwierzęta z wyjątkiem Mojżesza, oswojonego kruka, który sypiał na żerdzi za tylnym wejściem do dworu. Gdy Nestor zobaczył, że wszyscy wygodnie siedzą i niecierpliwie czekają, odchrząknął i zaczął mówić:

— Towarzysze, już żeście słyszeli, że miałem tej nocy dziwny sen. Najpierw jednak musimy sobie powiedzieć coś innego. Już z wami, towarzysze, długo nie pobędę. Zanim umrę, czuję się jednak w obowiązku przekazać wam to, czego mnie życie nauczyło. Mam za sobą długi żywot, a kiedy leżałem samotnie w chlewie, nie brakowało mi czasu na przemyślenia. Mogę chyba uczciwie powiedzieć, że niezgorzej od innych zwierząt rozumiem istotę życia. I o tym właśnie chcę mówić.

Jaka jest, towarzysze, istota życia? Spójrzmy prawdzie w oczy: nasze życie jest nędzne, znojne i krótkie. Rodzimy się, dostajemy tylko tyle jadła, abyśmy nie zdechli, a ci z nas, którzy się do tego nadają, muszą pracować do upadłego, kiedy zaś przestajemy być użyteczni, z całym okrucieństwem się nas zabija. Żadne zwierzę w Anglii nie zna szczęścia ani odpoczynku. Żadne zwierzę w Anglii nie zna wolności. Zwierzęcy żywot to pasmo nieszczęść i niewola. Taka jest prawda, towarzysze.

Ale czy to wynika z porządku przyrody? Czy nasz kraj jest zbyt biedny, aby zapewnić godziwy żywot tym, którzy w nim mieszkają? Nie, towarzysze, po tysiąckroć nie! Urodzajna jest angielska ziemia, a jej klimat łagodny. Anglia może z naddatkiem wykarmić wszystkie zwierzęta, które tutaj mieszkają. Jedno nasze gospodarstwo utrzymałoby tuzin koni, dwadzieścia krów, setkę owiec! Zapewniłoby im niewyobrażalnie komfortowe i godne życie! Z jakiej więc przyczyny tak nędznie wegetujemy? Z takiej, że prawie cały owoc naszej pracy kradną nam ludzie! Tutaj, towarzysze, leży odpowiedź na wszystkie nasze problemy. Odpowiedź ta streszcza się w jednym słowie: człowiek. Człowiek to nasz jedyny prawdziwy wróg. Usuńmy człowieka, a na zawsze zniknie główna przyczyna głodu i przepracowania!

Człowiek to jedyna istota, która konsumuje, choć nie wytwarza. Nie daje mleka, nie znosi jaj, nie ciągnie pługa i zbyt wolno biega, aby łapać zające! A przecież widzimy go panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, a oddaje im tylko tyle, aby nie zdechły z głodu, nadwyżkę zaś zachowuje dla siebie. Kto orze ziemię? My! Co ją użyźnia? Nasze łajno! A przecież żadne z nas nie ma nic prócz własnej skóry na grzbiecie. Wy, krowy, co przede mną siedzicie, ile tysięcy baniek mleka dałyście w minionym roku? I co się stało z tym mlekiem, którym miałyście karmić swoje cielaczki, aby urosły silne i dorodne? Do ostatniej kropli spłynęło do gardeł naszych wrogów!

Moje drogie kury, ileście zniosły jaj, a ile z nich wysiedziałyście? Resztę sprzedali na targu, aby napchać kieszenie Jonesa i jego ludzi. Koniczyno, gdzie te cztery źrebiątka, które urodziłaś? Czy będą ci podporą i pociechą na starość? Gdzie tam! Ledwo minął im roczek, jak wszystkie sprzedali i już nigdy ich nie ujrzałaś! Cztery razy rodziłaś i harujesz w polu, ale czy dali ci za to coś oprócz głodowych racji i przegrody w stajni?

A przecież nawet tego nędznego żywota nie pozwalają nam dokonać w sposób naturalny. Ja akurat nie mogę narzekać, bo mi się pod tym względem poszczęściło. Mam dwanaście lat i ponad czterysta dzieci. Tak wygląda normalne życie wieprza. Ale żadne zwierzę nie ujdzie na koniec przed okrutnym nożem. Wy, prosiaczki, które przede mną siedzicie, nie minie rok, jak będziecie kwiczeć na rzeźnickim klocu. Ten koszmar czeka każdego: krowy, świnie, kury, owce, wszystkich. Nawet konie i psy nie zaznają lepszego losu. Kafarze, kiedy zwiotczeją ci mięśnie, Jones wezwie oprawcę, który poderżnie ci gardło, a twoje mięso sprzeda na karmę dla ogarów. Kiedy zaś psom wypadną ze starości zęby, Jones utopi je w najbliższym stawie z cegłą u szyi.

Czyż nie jest zatem jasne jak słońce, towarzysze, że całe zło w naszym życiu pochodzi z ludzkiej tyranii? Pozbądźmy się człowieka, a wszystkie owoce naszego trudu będą nasze. Możemy się stać bogaci i wolni niemal z dnia na dzień. Co zatem należy zrobić? Musimy we dnie i w nocy ciałem i duszą dążyć do obalenia ludzkości! Oto moje przesłanie, towarzysze: rewolucja! Nie wiem, kiedy przyjdzie. Może za tydzień, może za sto lat, ale jestem jej pewien tak samo jak tego, że widzę pod stopami słomę. Jestem pewien, że sprawiedliwość prędzej czy później zwycięży. Aż po kres waszego krótkiego życia, towarzysze, nie traćcie z oczu tego celu! A nade wszystko przekażcie to moje posłannictwo przyszłym pokoleniom, aby kontynuowały walkę aż do zwycięskiego końca.

Pamiętajcie, towarzysze, że w żadnych okolicznościach nie wolno wam ulegać zniechęceniu. Nie dajcie się omamić żadnymi argumentami. Nie słuchajcie, gdy będą wam wmawiać, że człowiek i zwierzęta mają wspólne interesy, że pomyślność jednych zależy od pomyślności drugich. Kłamstwa wierutne! Człowiek pilnuje wyłącznie włas­nych interesów. A między nami, zwierzętami, musi być doskonała jedność i koleżeństwo w walce. Wszyscy ludzie są nieprzyjaciółmi, wszystkie zwierzęta towarzyszami!

W tym momencie wybuchł straszny harmider. Kiedy Nestor przemawiał, ze swoich nor wyszły cztery wielkie szczury, usiadły na zadnich stopach i słuchały. Nagle zobaczyły je psy, więc szczury musiały się salwować błyskawicznym czmychnięciem do swoich kryjówek. Nestor uniósł dostojnie racicę, aby uciszyć zgromadzonych.

 

— Towarzysze! Ta sprawa wymaga wyjaśnienia. Czy dziko żyjące zwierzęta takie jak szczury i zające są naszymi sprzymierzeńcami czy wrogami? Zdecydujmy. Poddaję pod głosowanie następującą kwestię: Czy szczury są naszymi towarzyszami?

Natychmiast przeprowadzono głosowanie i przytłaczającą większością uchwalono, że szczury są towarzyszami. Wyłamała się tylko czwórka zwierząt: trzy psy i kotka, która jednak, jak później wyszło na jaw, głosowała zarówno za, jak i przeciw.

Nestor kontynuował:

— Powiem jeszcze tylko parę słów. Chcę ponownie podkreślić, że naszą powinnością jest trwać we wrogości wobec człowieka i wszystkiego, co on czyni. Każda istota dwunożna jest wrogiem, każda istota czworonożna i latająca jest przyjacielem. Pamiętajcie również, że w naszej walce z człowiekiem nie możemy się do niego upodobnić. Kiedy pokonacie człowieka, nie ulegajcie jego zwyczajom. Żadnemu zwierzęciu nie wolno mieszkać w domu, spać w łóżku, nosić ubrań, pić alkoholu, palić tytoniu, używać pieniędzy ani handlować. I najważniejsze: żadnemu zwierzęciu nie wolno tyranizować innych, słabych czy silnych, wybitnych umysłów czy prostaczków. Wszyscy jesteśmy braćmi. Żadnemu zwierzęciu nie wolno zabić innego. Wszystkie zwierzęta są równe.

A teraz, towarzysze, powiem wam, jaki miałem sen. Trudno go opisać. Śniłem o ziemi uwolnionej od człowieka, ale mój sen wydobył coś z zapomnienia. Przed wielu laty, kiedy byłem jeszcze prosięciem, mama i inne maciory śpiewały starą pieśń, z której znały tylko melodię i pierwsze trzy słowa. W dzieciństwie umiałem ją śpiewać, ale już dawno wypadła mi z głowy. Wczoraj melodia wróciła we śnie. Na dodatek wróciły też słowa, w dawnych czasach śpiewane przez zwierzęta, lecz zatopione w pomroce dziejów. Zaśpiewam wam teraz tę pieśń, towarzysze. Jestem już stary i głos mam ochrypły, ale kiedy nauczycie się melodii, zaśpiewacie ją lepiej. Nazywa się „Zwierzaki”.

Nestor odkaszlnął i zabrał się do śpiewania. Jak sam przyznał, głos miał chrapliwy, ale śpiewał całkiem dobrze, a melodia była porywająca, gdzieś pomiędzy „Clementine” a „La Cucaracha”. Oto jej słowa:

Ja jestem zwierzę, ty jesteś zwierzę,

Wszyscy jesteśmy zwierzaki,

Świetlana przyszłość nam niesie

Pomyślności oznaki.

Prędzej czy później ujrzymy chwilę,

Kiedy bez ludzi da się żyć,

A wtedy Anglii każdą milę

Nasze kopyta będą ryć.

Zniknie uzda i chomąto

I opadną wszystkie pęta,

A ostrogi i krócice

Precz odrzucą zwierzęta.

Więcej owsa i jęczmienia

Ponapełnia wszystkie brzuchy,

Naszą przyszłość przeobfitą

Pokochają obżarciuchy.

Jasne słońce ponad Anglią,

Czystsza woda strumieni,

Wiatr powieje leśną bryzą,

Gdy nas wolność opromieni.

Nie ustanie nasza walka,

Aż nadejdzie to święto,

Aż odetchną pełną piersią

Wszystkie Anglii zwierzęta.

Ja jestem zwierzę, ty jesteś zwierzę,

Wszyscy jesteśmy zwierzaki,

Świetlana przyszłość nam niesie

Pomyślności oznaki.

Pieśń niezmiernie wszystkich poruszyła. Śpiew Nestora jeszcze nie wybrzmiał, gdy zwierzęta zaczęły śpiewać ją same. Nawet najgłupsze podchwyciły melodię i parę słów, a mądrzejsze — takie jak świnie i psy — znały już całą pieśń na pamięć. Wreszcie, po kilku wstępnych próbach, „Zwierzaki” potężnym unisono rozbrzmiewały po całym folwarku. Krowy ją muczały, psy skowyczały, owce beczały, konie rżały, kaczki kwakały. Pieśń tak je zachwyciła, że prześpiewały ją pięć razy z rzędu i pewnie śpiewałyby do rana, gdyby im nie przerwano.

Niestety, hałas obudził pana Jonesa, który wyskoczył z łóżka przekonany, że na podwórze wtargnął lis. Pochwycił strzelbę, która zawsze stała w kącie sypialni i wygarnął w ciemności ołowiem. Śrut utkwił w ścianie stodoły i zgromadzenie błyskawicznie się rozpierzchło. Wszyscy czmych­nęli do swoich noclegowni — ptaki wskoczyły na grzędy, czworonogi zległy na słomie. Po chwili cały folwark spał.

Rozdział II

Trzy dni później Nestor zgasł spokojnie we śnie. Pochowano go w głębi sadu.

Zaczynał się marzec. Następne trzy miesiące przebiegały pod znakiem konspiracyjnych działań. W zwierzętach o bardziej otwartych umysłach przemowa Nestora wyrobiła zupełnie nowy pogląd na świat. Nie wiedziały, kiedy przyjdzie przewidziana przez Nestora rewolucja i nie miały powodów sądzić, że stanie się to za ich życia, lecz poczytywały sobie za obowiązek przygotować się na nią. Podwójne zadanie wyszkolenia i zorganizowania zwierząt z natury rzeczy spad­ło na świnie, powszechnie uchodzące za najinteligentniejsze. Wyróżniały się pośród nich dwa młode knury, Kulka i Napoleon, które pan Jones tuczył na sprzedaż. Napoleon był wielkim i dosyć groźnym z wyglądu wieprzem berkshirskim, jedynym przedstawicielem tej rasy na całym folwarku. Choć oszczędny w słowach, z reguły umiał postawić na swoim. Kulka był bardziej energiczny, wygadany i finezyjny, lecz nie cieszył się takim poważaniem jak Napoleon ze względu na słabość charakteru. Pozostałe wieprze były tucznikami. Najwięcej hałasu robił wokół siebie mały i tłusty Papla, z pucułowatym ryjem, iskrzącymi oczkami, zwinnymi ruchami i piskliwym głosem. Świetnie mówił, a kiedy rozprawiał na jakiś trudny temat, charakterystycznie podskakiwał na boki, wywijając przy tym ogonem, co z jakiegoś powodu działało na słuchaczy bardzo przekonująco. Inne zwierzęta mówiły, że Papla potrafi zrobić z igły widły.

Wspomniana trójka zbudowała na naukach Nestora kompleksowy system filozoficzny, który nazwali animalizmem. Kilka razy w tygodniu, kiedy pan Jones poszedł już spać, organizowali w stodole tajne zebrania i przedstawiali innym założenia animalizmu. Początkowo zderzali się z murem głupoty i apatii. Niektóre zwierzęta mówiły o obowiązku lojalności wobec Jonesa, którego nazywały swoim panem, albo powtarzały idiotyczne komunały jak „Pan Jones nas karmi, gdyby go zabrakło, zdechłybyśmy z głodu”. Inne zadawały pytania w rodzaju „Dlaczego miałoby nas obchodzić, co się stanie po naszej śmierci?” albo „Co za różnica, czy będziemy działały na rzecz rewolucji, skoro tak czy owak wybuchnie?”. Świnie mozolnie im tłumaczyły, że taka postawa jest sprzeczna z duchem animalizmu. Najgłupsze pytania zadawała biała klacz, Trzpiotka:

— Czy po rewolucji będzie cukier?

— Nie — odparł nieznoszącym sprzeciwu tonem Kulka. — Na naszym folwarku nie mamy możliwości wyrobu cukru. Poza tym go nie potrzebujesz. Dostaniesz tyle owsa i siana, ile zapragniesz.

— A będę mogła dalej nosić wstążki w grzywie? — drążyła Trzpiotka.

— Towarzyszko, te twoje wstążki, do których jesteś tak przywiązana, symbolizują niewolę. Nie pojmujesz, że wolność jest o wiele cenniejsza?!

Trzpiotka przyznała mu rację, ale nie wypadło to zbyt przekonująco.

Najcięższy bój świnie musiały stoczyć z kłamstwami roznoszonymi przez oswojonego kruka, Mojżesza, pupilka Jonesa, szpicla i plotkarza, ale również wytrawnego mówcę. Twierdził, że istnieje tajemnicza kraina, która nazywa się Cukrowa Góra, i wszystkie zwierzęta trafiają tam po śmierci. Kraina ta znajduje się w niebie, nad chmurami, mówił Mojżesz. Przez cały tydzień jest tam niedziela, przez cały rok kwitnie koniczyna, a na krzewach rośnie cukier w kostkach i ciastka lniane. Zwierzęta nie znosiły Mojżesza, bo opowiadał banialuki i nie pracował, ale część z nich wierzyła w Cukrową Górę i świnie miały mnóstwo roboty z przekonaniem ich, że nic takiego nie istnieje.

Najbardziej oddanymi uczniami świń była para koni pociągowych, Kafar i Koniczyna. Samodzielne myślenie przychodziło im z wielkim trudem, ale kiedy już przyswoili sobie nauki knurów, w prostej i przystępnej formie przekazywali je innym zwierzętom. Nie opuścili ani jednego zebrania w stodole, a przy śpiewaniu wieńczącego każde spotkanie hymnu nadawali ton.

Rewolucja wybuchła znacznie szybciej i wymagała mniej wysiłku, niż ktokolwiek przewidywał. W dawnych latach Jones był surowym panem, ale dobrym gospodarzem, ostatnio jednak prześladował go pech. Po przegranym procesie sądowym, który kosztował go sporo pieniędzy, stracił serce do hodowli i często zalewał robaka, ze szkodą dla zdrowia. Całymi dniami przesiadywał w swoim fotelu w kuchni, czytał gazety, pił i karmił Mojżesza zamoczonymi w piwie skórkami od chleba. Jego pracownicy rozleniwili się i rozpuścili, pola zarosły chwastami, dachy przeciekały, żywopłoty się rozkrzewiły, a zwierzęta przymierały głodem.

Nastał czerwiec i zbliżały się sianokosy. Wieczorem przed nocą świętojańską, która przypadała na sobotę, pan Jones pojechał do Willingdonu i tak potwornie się upił w gospodzie Pod Rudym Lwem, że wrócił dopiero w niedzielę w południe. Parobkowie wczesnym rankiem wydoili krowy, a potem poszli na zające, nie nakarmiwszy zwierząt. Po powrocie na folwark pan Jones położył się na kanapie w salonie, zasłonił twarz gazetą i w okamgnieniu zasnął, tak że kiedy przyszedł wieczór, zwierzęta nadal były głodne. W końcu jednak straciły cierpliwość. Jedna z krów wyłamała rogami drzwi spichlerza i wszyscy zaczęli się częstować. Wtem pan Jones się obudził. Po chwili razem z czterema parobkami wtargnęli do spichlerza i zaczęli na wszystkie strony smagać batami. Tego wygłodzone zwierzęta już nie ścierpiały. Chociaż niczego takiego wcześniej nie ustalono, zgodnie rzuciły się na swoich oprawców, bodąc ich i kopiąc ze wszystkich stron.

Jonesowi i parobkom sytuacja wymknęła się z rąk. Zwierzęta nigdy dotąd tak się nie zachowywały. Nagły bunt stworzeń, które wcześniej tłukli i poniewierali nimi, ile wlezie, śmiertelnie ich wystraszył. Stracili głowę, rychło zrezygnowali z prób obrony i wzięli nogi za pas. Po chwili cała piątka umykała polną drogą, która wiodła do szosy, a zwierzęta triumfalnie za nimi podążały.

Pani Jones, która z okna sypialni zobaczyła, co się święci, w pośpiechu wrzuciła nieco rzeczy do torby podróżnej i chyłkiem opuściła folwark tylną bramą. Mojżesz zeskoczył z żerdzi i poleciał za nią, kracząc wniebogłosy. Tymczasem zwierzęta wygnały Jonesa i jego kompanów na szosę i zamk­nęły za nimi bramę na wszystkie pięć spustów.

W ten oto sposób, zanim sobie do końca uświadomiły, co się stało, rewolucja się dokonała: Jones został pokonany, a Folwark Dworski należał do nich.

W pierwszej chwili zwierzęta nie mogły uwierzyć swemu szczęściu. Na początek gromadnie popędziły wokół folwarku, jakby chciały się upewnić, że na jego terenie nie ukrywa się żaden człowiek. Następnie wróciły piorunem do budynków folwarcznych, aby usunąć ostatnie ślady znienawidzonego reżimu Jonesa. Włamały się do siodlarni w głębi stajni. Wszystkie wędzidła, kółka do nozdrzy, psie łańcuchy, straszliwe noże, którymi pan Jones kastrował świnie i barany, wrzucono do studni. Uzdy, kantary, klapki na oczy i upokarzające worki na obrok trafiły na stos śmieci, który wnet zapłonął na podwórzu. Ten sam los spotkał baty. Na widok płonących pejczów wszystkie zwierzęta podskakiwały z radości. Kulka wrzucił również do ognia wstążki, którymi w dni targowe przyozdabiano koniom grzywy i ogony. Pouczył innych, że należy je uznać za część odzieży, która jest znakiem rozpoznawczym ludzi.

— Wszystkie zwierzęta powinny być nagie — ogłosił.

Kiedy usłyszał to Kafar, chwycił swój słomiany kapelusik, który latem chronił go przed muchami, i oddał na pastwę płomieni.

Wszystko, co przypominało o panu Jonesie, zwierzęta szybko zniszczyły. Napoleon zaprowadził je z powrotem do szopy i wydał każdemu podwójną porcję ziarna, a psom po dwa suchary. Po jedzeniu siedmiokrotnie odśpiewano „Zwierzaki”, po czym zwierzęta ułożyły się do snu. Jeszcze nigdy tak dobrze im się nie spało.

Na drugi dzień wszyscy jak zwykle obu­dzili się o świcie. Nagle sobie jednak przypomnieli triumfalne wydarzenia poprzedniego dnia i razem pognali na pastwisko. Wbiegli na pagórek, z którego mieli widok prawie na cały folwark, i w krystalicznym porannym świetle oglądali swoje włości. Wszystko należało do nich — wszystko, co mogli objąć wzrokiem, było ich! Ta myśl tak bardzo ich ucieszyła, że zaczęli brykać, skakać wysoko do góry, tarzać się w rosie, delektować się słodką letnią trawą, wygrzebywać kopytami grudy czarnej ziemi i rozkoszować się jej zapachem. Potem udali się na obchód folwarku. W niemym podziwie oglądali ziemie orne, łąkę, sad, staw i zagajnik. Czuli się tak, jakby nigdy wcześniej tego wszystkiego nie widzieli, i wciąż nie mogli uwierzyć, że to należy do nich.

Potem zwierzęta przemaszerowały pod budynki folwarczne i w milczeniu stanęły przed domem Jonesa. On także należał do nich, ale bały się wejść do środka.

 

W końcu jednak Kulka i Napoleon wywa­żyli drzwi i zwierzęta jedno za drugim ruszyły do środka, bardzo uważając, żeby niczego nie uszkodzić. Ostrożnie chodziły po domu i mówiły stłumionymi głosami, osłupiałe na widok tych niewyobrażalnych luksusów: pościeli z pierza, luster, kanapy z końskiego włosia, brukselskiego dywanu czy litografii królowej Wiktorii na kominku w salonie.

Zwierzęta właśnie schodziły ze schodów wejściowych, kiedy się zorientowały, że brakuje Trzpiotki. Wróciły do domu i zastały ją w najlepszej sypialni. Z komody pani Jones wzięła kawałek niebieskiej wstążki, przyłożyła sobie do szyi i podziwiała się w lustrze, strojąc idiotyczne miny. Zwierzęta porządnie ją zbeształy i znowu wyszły na zewnątrz. Poza kilkoma wiszącymi w kuchni szynkami, którym postanowiono urządzić pochówek, i beczką piwa w spiżarni, którą Kafar rozbił kopytem, w domu niczego nie ruszono.

Jednogłośnie podjęto uchwałę, że dom zostanie przekształcony w muzeum. Wszyscy się zgodzili, że nigdy nie zamieszka w nim żadne zwierzę.

Kiedy zwierzęta zjadły już śniadanie, Kulka i Napoleon znowu wszystkich zwołali.

— Towarzysze — prawił Kulka — jest wpół do siódmej i mamy przed sobą długi dzień. Dzisiaj zaczynamy sianokosy. Najpierw jednak musimy załatwić pewną sprawę.

Świnie niniejszym ujawniły, że z wyrzuconego na śmietnik starego elementarza, który należał do dzieci pana Jonesa, nauczyły się czytać i pisać. Napoleon posłał po garnki czarnej i białej farby, po czym zaprowadził całe zgromadzenie pod bramę z pięcioma spustami, która wychodziła na szosę. Kulka, który pisał najlepiej, wziął między palce prawej racicy pędzel, zamalował napis FOLWARK DWORSKI i wykaligrafował w tym miejscu ­FOLWARK ZWIERZĘCY. Od tej pory tak miało się nazywać gospodarstwo. Potem wrócili pod zabudowania folwarczne, gdzie Kulka i Napoleon posłali po drabinę i kazali ją oprzeć o tylną ścianę stodoły.

Knury wyjaśniły, że w wyniku trzech miesięcy wytężonych badań udało im się sprowadzić zasady animalizmu do siedmiu przykazań, które teraz wypiszą na ścianie. Przykazania będą stanowiły niepodważalne prawo rządzące życiem na Folwarku Zwierzęcym. Z pewnym wysiłkiem (bo nie jest to naturalny żywioł świni) Kulka wszedł po drabinie i zabrał się do pracy, a kilka szczebli niżej Papla trzymał garnek z farbą. Przykazania wypisano na nasmołowanej ścianie wielkimi białymi literami, które dało się przeczytać z odległości trzydziestu metrów. Brzmiały następująco:

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?