Noc z czwartku na niedzielęTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

2

KLUB

Przez całą drogę do Rynku Wiktor i Julia bez przerwy dzwonili w różne miejsca. Julia bezskutecznie próbowała połączyć się z Lolą. Wystukała też numer rodziców, ale zmieniła zdanie. Tymczasem Wiktor wezwał część swojej ekipy, która przebywała obecnie w Krakowie. Gdy skończył, zapalił papierosa, nie zwracając uwagi na nieśmiały protest taksówkarza.

– Całe szczęście Piotr jest, dobrze, że go na razie nie zwolniłem. To by było! Szukaj po nocy operatora!

– Nie zwalniaj go, jest dobry.

– Wiem, że go lubisz, ale to koszmarny leń, a poza tym powinien schudnąć, jest strasznie powolny. I sapie. Okropnie mnie to irytuje. I te jego flanele!

– Boże, ale z ciebie kabotyn. – Julia przewróciła oczami.

– Pan Robert zaraz będzie, jego ludzie już zajęli się zbieraniem informacji o tym klubie i całej sytuacji. Kasia i Antoni przyjadą z nim i przywiozą tę nową dziewuchę od makijażu.

– Ona ma na imię Kiki – zauważyła Julia, denerwowało ją przedmiotowe podejście Wiktora do personelu. – Będziesz się musiał dogadać z właścicielem klubu i policją. Mogą się nie zgodzić.

– E tam. – Wiktor machnął ręką. – Na pewno przysłali jakiegoś durnia z pobliskiego komisariatu i zanim przyjedzie ktoś wyższy rangą, my już będziemy w środeczku.

Julia wyjęła Wiktorowi papierosa spomiędzy palców i zaciągnęła się. Na chwilę zamilkli oboje, pogrążając się w myślach. Była zaniepokojona, ale Wiktor wyglądał na bardzo zadowolonego. Oddała mu papierosa i trąciła łokciem w bok.

– Wiktor?

– Tak, skarbie?

– Nie powracajmy do tego... – Julia zawahała się odrobinę zmieszana. – Do wiesz czego. Do tego, co mieliśmy zrobić.

– Ach, oczywiście – odparł Wiktor wesoło i poklepał ją po kolanie.

– Nie mów o tym nikomu.

– Jasne, już zapomniałem.

Julia poczuła się odrobinę urażona tymi słowami, ale po chwili uśmiechnęła się do siebie. Jego pożądanie wywołane było zbyt dużą ilością alkoholu. Był gejem, Julia nie interesowała go tak naprawdę. Poza tym wiedziała, że również żaden mężczyzna nie miałby u niego szans, gdy na horyzoncie pojawiłoby się interesujące morderstwo. No, prawie żaden.

– Jak tam głowa? – zapytał szef. – Jesteś w miarę trzeźwa? To może być ciężka noc.

– Będę potrzebować kawy. Dużo. Cały dzbanek.

– A może kreseczkę? Dla odświeżenia umysłu.

– Nie, dziękuję i tobie też odradzam.

– Julia, jestem najebany jak skurwysyn, a zaraz mam wystąpić przed kamerą, nie obejdzie się bez wspomagania.

– Proponuję kawę. Na koksie jesteś bardziej wkurwiający niż normalnie.

– Dobra, zobaczymy. Za nic nie chcę cię denerwować, cukiereczku, masz dla mnie rozwiązać ten motywik.

Taksówkarz zawiózł ich prosto na miejsce. Wysiedli pod kamienicą, która jeszcze rok roku temu była kompletną ruiną, grożącą zawaleniem, a teraz znajdował się tu jeden z najpopularniejszych klubów w Krakowie. Julia była w nim tylko raz, ale to miejsce od razu przypadło jej do gustu.

Klub zajmował całą kamienicę wraz z piwnicami. Z zewnątrz wyglądał niepozornie. Wnętrze natomiast przypominało labirynt, w którym łatwo można było stracić orientację. By pogłębić to wrażenie, zastosowano wiele złudzeń optycznych – luster, malowideł ściennych, ukrytych drzwi. Kilka sal urządzonych było w identyczny sposób, na dodatek schody pojawiały się w różnych miejscach i prowadziły to w górę, to w dół, tak że trudno się było zorientować, na którym jest się piętrze. Poziomów było sześć – cztery na powierzchni i dwa w piwnicach. Na Julii największe wrażenie zrobił główny dancefloor, cały wyłożony lustrami, wraz z podłogą i sufitem.

Zdążyła powiedzieć o tym wszystkim Wiktorowi, zanim weszli do niepozornej bramy. O tym, że istniał tu jakikolwiek klub, informowała tylko błękitna neonowa strzałka. Tuż za bramą rozpoczynał się ciemny, wąski korytarz, rozjaśniający się nieznacznie przy końcu. Julia aż podskoczyła, gdy niespodziewanie omiotło ich światło latarki. Zasłoniła oczy i warknęła:

– Zabieraj pan to!

– Nikogo więcej nie wpuszczamy – usłyszeli nieprzyjazny głos i ochroniarz opuścił nieco latarkę. – Szef zabronił.

– Nas wpuścisz – powiedział Wiktor ostro. – Skontaktuj się z właścicielem.

Ochroniarz omiótł ich jeszcze raz światłem latarki i ustąpił, być może pod wpływem tonu Wiktora, a może po prostu ich rozpoznał. Niechętnie sięgnął po swoją krótkofalówkę i nacisnął odpowiedni guzik.

– Panie Goldenthal, mam tu takich, co koniecznie chcą wejść i mówią, że pan ich wpuści. To ten facet z telewizji, Wiktor Bergen, ze swoją pomocnicą.

Bramkarz zamilkł na moment, czekając, co powie szef. Julia pomyślała, że słowo: „pomocnica” zdecydowanie jej uwłacza.

– Dobra, możecie wejść – odezwał się w końcu. – Przy drzwiach będzie czekała dziewczyna. Poprowadzi was dalej.

Ruszyli korytarzem. W ciemności Julia usłyszała, jak Wiktor chichocze chichotem przebiegłego trolla.

– Goldenthal, ciekawe...

– Co jest ciekawe? – spytała bez szczególnego zainteresowania.

– Przekonamy się.

– Wiktor, już się nawaliłeś?

Korytarz wychodził na małe podwórko, na jego końcu zobaczyli zwykłe drzwi. Przed nimi stała niewysoka brunetka, ładna, modnie uczesana i ubrana w błyszczącą, szafirową, krótką sukienkę w stylu lat osiemdziesiątych z rękawami typu nietoperz. Na nogach miała wysokie włochate buty z pomponami. Widać było, że marznie i że za ten stan obwinia intruzów.

– Mam państwa zaprowadzić do szefa – powiedziała niezbyt przyjaźnie. – Mogę wiedzieć, w jakiej sprawie?

– W sprawie tego, co tu niedawno zaszło – odparł Bergen i uśmiechnął się do niej jednym ze swoich najlepszych uśmiechów.

Na dziewczynie nie zrobiło to żadnego wrażenia.

– Rzeczywiście nie traci pan czasu.

Weszli do środka. Drzwi musiały być dźwiękoszczelne, gdyż od progu uderzyła ich fala ambientowej muzyki. W środku było bardzo ciepło, ale nie duszno. Salę urządzono w zielonych i żółtych barwach. Robiła wrażenie egzotycznej dżungli. Pomiędzy niskimi siedziskami stały sztuczne rośliny, a ściany zdobiły malowane ręcznie palmy, stworzone przez jakiegoś wielbiciela Celnika Rousseau. Pośrodku stała niewielka fontanna, na której brzegu przysiadła niezwykle modna para, sącząc drinki z palemką.

Nikt nie zwrócił na nich uwagi, goście klubu bawili się w najlepsze. Widocznie wieść o popełnionym morderstwie jeszcze się nie rozeszła.

Wiktor rozglądał się z pełnym zadowolenia uśmieszkiem, który zaczynał Julię poważnie irytować.

– Za chwilę ci przywalę! Z czego się tak głupio cieszysz?

– Wcale nie głupio. Właściciel tego przybytku to Szymon Goldenthal! – objaśnił Wiktor radośnie.

– I?

– Szymon Goldenthal. Goldenthal? Brat Aarona?

– A co to za jeden? – spytała Julia wciąż bez zainteresowania.

Wiktor przewrócił oczami i zawołał do przewodniczki, by była łaskawa poczekać. Dziewczyna, bardzo zniecierpliwiona, podeszła do baru, gdzie zaraz została zagadnięta przez barmana. Julia popatrzyła na Wiktora wzrokiem, który miał mu uświadomić, jak bardzo nie lubi tych jego napadów szajby.

– Wiktor, cieszę się, że spotkasz dawnego kolegę, czy też kochanka, wujka czy bratanka, ale chuj mnie to obchodzi. Wybacz, ale moja siostra...

Wiktor przerwał jej, pstrykając palcami przed twarzą.

– Zbudź się, laleczko. Aaron Goldenthal to także twój kochanek.

– Nic podobnego. Nie znam gościa.

Teraz Wiktor był zaskoczony.

– Wiem, że mieliśmy o nim zapomnieć, ale to już chyba lekka przesada.

Julia wytrzeszczyła oczy.

– Co? Dawid? Aaron?

– Aha, aha. Właśnie tak.

– Ale dlaczego?

– Słuchaj, nie ma teraz czasu na wyjaśnienia.

Wiktor ruszył przodem, a po sekundzie wrócił po Julię, która wciąż stała w miejscu.

– Idziemy, potem pogadamy, bo ta dzidzia już patrzy na nas krzywo. Zresztą dawno nie widziałem Szymona. Chętnie odnowię znajomość.

Julia więcej się nie odezwała, ale w głowie miała mętlik. No tak, tylko tego jeszcze jej teraz brakowało. Tajemniczego brata byłego kochanka – człowieka o tysiącu nazwisk.

Ich przewodniczka otworzyła nierzucające się w oczy drzwi w ścianie. Były pomalowane tak samo jak ściany, a zamiast klamki miały kwiat lilii.

Szli teraz korytarzem wyłożonym czarno-białą szachownicą, który niespodziewanie skręcał i przechodził w schody, wyłożone takimi samymi kafelkami. Julia postanowiła liczyć piętra, by nie stracić orientacji. Jednak na pierwszym piętrze ich przewodniczka otworzyła kolejne trudne do zauważenia drzwi w ścianie i znaleźli się w słabo oświetlonym, wąskim korytarzu.

– Czy te pomieszczenia są ogólnodostępne? – spytał Wiktor.

– Nie – odparła dziewczyna dosyć niegrzecznie, po czym dodała niechętnie: – Zdarza się, że ktoś tu zabłądzi, ale nie dojdzie dalej niż do końca tego korytarza.

Po chwili Wiktor i Julia przekonali się, że dziewczyna miała rację. Korytarz kończył się masywnymi dwuskrzydłowymi wrotami. Przewodniczka wystukała kod. Minęła chwila i skrzydła niespodziewanie rozsunęły się, ukazując wnętrze lśniącej windy o ścianach wyłożonych lustrami.

– Star Trek – mruknął Wiktor do ucha Julii, gdy weszli do środka.

– Goldenthal? Aaron Goldenthal? – szepnęła Julia do Wiktora. – To jakiś program ochrony świadków? To jego prawdziwe nazwisko?

– Ciii... – usłyszała w odpowiedzi.

Wrota zamknęły się i winda ruszyła. Trudno jednak było odgadnąć, w jakim kierunku.

– Jedziemy w górę czy w dół? – spytała Julia.

Przewodniczka odwróciła się do niej z pogardliwym uśmiechem na twarzy i nic nie odpowiedziała. Julia zmarszczyła brwi i skupiła się na własnych odczuciach. Jednak zupełnie nie czuła ciśnienia. Poczuła za to niepokój. Wlazła tu z własnej woli. W paszczę Niewiadomoczego. Spojrzała na Wiktora, on też patrzył na nią. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Z błyskiem w oku uśmiechnął się do niej. Chciała go jeszcze popytać o Dawida, to znaczy Aarona, ale nie mogła się na to zdobyć w obecności tej dziewczyny.

 

Drzwi windy otworzyły się równie niespodziewanie jak poprzednio. Julia wciągnęła gwałtownie powietrze. Dotknęła dłoni Wiktora i ich palce splotły się w mocnym uścisku. Żadne z nich nie widziało dotąd czegoś takiego.

Właśnie weszli do raju. Pod stopami mieli prawdziwą trawę. Odnieśli wrażenie, że nie są już w budynku, ale zupełnie niespodziewanie przejechali windą na drugą stronę globu. Wszędzie wokół nich rosła egzotyczna roślinność. Julia miała ochotę zrzucić buty, przebiec po trawie, a potem może nawet się w niej wytarzać.

Pomiędzy palmami zawieszone były hamaki, na których leniwie spoczywały kobiety ubrane jedynie w skąpe bikini. Roznegliżowani ludzie leżeli też na trawie lub bujali się na huśtawkach, popijając kolorowe drinki i częstując się egzotycznymi przekąskami. Powietrze było ciepłe i pachniało oszałamiająco. Wokół słychać było śpiew ptaków, szum morza i jakąś bliżej nieokreśloną, kojącą muzykę. Julia spojrzała w górę i zdziwiła się po raz kolejny. Miała nad sobą niebo. Prawie bezchmurne i błękitne. Gdzieś tam wysoko przeleciał, kwiląc, jakiś morski ptak. Z zachwytu wyrwał ją głos przewodniczki, która patrzyła na nich surowo:

– Nie wolno wam mówić o tym, co tu zobaczycie. Będziecie musieli podpisać zobowiązanie. Mówię poważnie, panie Bergen.

Wiktor przez chwilę wyglądał jak dziecko, któremu odebrano nową zabawkę. Zareagował jednak na słowa dziewczyny uśmiechem z repertuaru szczerych. Julia była pewna, że mózg Wiktora pracuje teraz bez wytchnienia, badając możliwości ominięcia zakazu. Dziewczyna skinęła na nich dłonią.

– Chodźmy.

Przeszli obok rozbawionych ludzi, rzucających w ich kierunku zaciekawione spojrzenia. Minęli jeziorko z niewielką wyspą pośrodku, na której siedziała półnaga dziewczyna o płomiennie rudych włosach, z rybim ogonem zamiast nóg. Podpłynął do niej młody mężczyzna i spróbował wciągnąć do wody. Syrena wywinęła się zgrabnie, po czym, chichocząc, sama ześlizgnęła się do jeziorka.

Szli teraz po piasku, cienkie szpilki Julii wbijały się głęboko w niepewne podłoże. Z trudem dotrzymywała kroku Wiktorowi i przewodniczce. Na końcu niewielkiej plaży zobaczyli jaskinię, miała wąskie wejście częściowo ukryte za zwisającymi pnączami. Tuż przy nim przytwierdzone były dwie pochodnie. Przewodniczka wzięła jedną i weszła do środka, kiwnąwszy na nich głową. Teraz buty Julii stukały głucho o kamień. Z zaciekawieniem dotknęła ścian, nie miała pewności, ale wyglądało to na prawdziwa skałę. Szli trochę w górę, trochę w dół, po nierówno wyciętych w kamieniu schodach. Wiktor wciąż trzymał ją za rękę, z czego była zadowolona, gdyż bardzo niewygodnie było stąpać na wysokich obcasach po litej skale.

– Nie połam sobie nóżek, kotku – powiedział do niej Wiktor.

– Psst, Wiktor! – syknęła Julia. – Ale dlaczego Aaron? Ile on ma tych nazwisk? I które jest prawdziwe?

– Goldenthal. Nigdy o tym nie rozmawialiście? – retorycznie zdziwił się Wiktor.

– My w ogóle niewiele rozmawialiśmy – mruknęła Julia.

Wiktor nastroszył się nieco.

– I ty uważasz siebie za dojrzałą osobę?

– Czy ja kiedykolwiek mówiłam coś takiego?

Wiktor zaśmiał się i nie odpowiedział. Jaskinia skończyła się, przeszła w rozświetlony ozdobnymi kandelabrami, pomalowany na amarantowo korytarz. Przewodniczka zgasiła pochodnię i umieściła ją w przytwierdzonym do ściany uchwycie.

– Ciekawe, co teraz – mruknęła Julia, postanawiając, że nic ją już tego wieczoru nie zdziwi.

Mijali liczne drzwi. Jednak Julia była pewna, że kierują się do tych na samym końcu. Gdy stanęli przed nimi, dziewczyna zapukała i weszli. Julia i Wiktor rozejrzeli się, oczekując kolejnych zaskakujących zjawisk. Jednak gabinet urządzony był ze skromną elegancją w stylu art déco. Przypominał nieco wnętrza gabinetów bogatych fabrykantów ze starych filmów.

Zza biurka wstał mężczyzna o rysach podobnych do człowieka, o którym Julia usiłowała zapomnieć. Nie miała żadnych wątpliwości, że oto widzi przed sobą brata swojego byłego kochanka. Mężczyzna musiał być jednak starszy od Dawida, nie był też tak przystojny ani tak odpychająco zimny. Miał krótkie, kręcone, ciemne włosy, poprzetykane gdzieniegdzie siwizną. Jego twarz o ciemnej karnacji była sympatyczna i melancholijna.

– Dziękuję ci, Beatko – zwrócił się do przewodniczki, która usiadła z boku na kanapie. Mężczyzna przeniósł smutne spojrzenie na Wiktora i powiedział: – Wiktor. No tak. Mogłem się spodziewać, że cię tu zobaczę, skoro jesteś w Krakowie.

– Co tam u ciebie, Szymon? – powiedział lekko Wiktor, po czym zreflektował się: – Idiotyczne pytanie w tych okolicznościach.

Szymon Goldenthal przeniósł pytające spojrzenie na Julię. Wiktor przedstawił ich sobie.

– Julia? – zainteresował się Szymon. – A więc ty jesteś Julia.

– Tak, tak, to ona – niecierpliwie powiedział Wiktor i konfidencjonalnie zwrócił się do Szymona: – Czy zgodzisz się, ze względu na starą znajomość, żebym zrobił program o tym, co się tu wydarzyło?

Łagodna twarz właściciela przybrała grymas lekkiego niesmaku.

– Wiktor, to, co mówisz, jest wyjątkowo bezczelne, nawet jak na ciebie.

– Myślałem, że zawsze mieliśmy dobre układy. Ty przynajmniej nie proponowałeś mi żadnych pieniędzy – powiedział Wiktor zimno, uśmiechając się teraz fałszywie. Wolno sięgnął do kieszeni, wyjął srebrną papierośnicę, a z niej papierosa, którego jednak nie zapalił, a jedynie niespiesznie obracał w palcach. Spoglądał teraz na Szymona z uśmiechem, który z założenia miał być nieszczery.

Goldenthal zmieszał się, podszedł do biurka i mruknął:

– Jesteście tu tylko dlatego, że Aaron poprosił mnie, bym was wpuścił.

Odwrócił się do nich tyłem, nacisnął guzik na biurku i powiedział:

– Idziemy tam.

Julia poczuła, że robi jej się gorąco. A więc był tutaj.

Nawet nie poruszyli tematu morderstwa, a ją już zastanawiało kilka spraw wcale z nim niezwiązanych. O jakich pieniądzach mówił Wiktor? I skąd ten cały Szymon wiedział o tym, że Wiktor jest w Krakowie? Czuła, że odpowiedź na obydwa pytania z pewnością jej nie ucieszy. Na razie postanowiła milczeć, zachować spokój i skupić się na morderstwie.

Wyszli z powrotem na amarantowy korytarz.

– Jeśli on teraz przekręci kandelabr i ukażą nam się ukryte drzwi, to zemdleję. Przysięgam – powiedział Wiktor do ucha Julii.

Jednak Szymon Goldenthal otworzył po prostu jedne z drzwi, za którymi był kolejny korytarz, tym razem w kolorze fuksji.

– Znowu – jęknęła Julia. – Czy długo będziemy szli?

– Krótko – odparł Szymon.

– Może po drodze powiesz nam, co się stało – zaproponował Wiktor.

– Ktoś dźgnął nożem mężczyznę na dancefloorze. Na tym z lustrami. Odcięliśmy wszystkie wyjścia z tego poziomu. Sprawca może być wśród ludzi, którzy się tam bawili.

– Ilu ich jest?

– Około pięćdziesięciu osób. Dopiero zaczęli się schodzić. Całe szczęście – westchnął ciężko właściciel klubu. – Reszty dowiecie się od Aarona.

– Czy jest już ktoś z policji, poza twoim bratem? – spytał Wiktor.

– Przysłali jakichś dwóch półgłówków, a Aaron nie jest tu służbowo. To znaczy już jest, o ile zgodzą się przydzielić mu tę sprawę.

– Mogą się nie zgodzić, skoro ty jesteś w to zamieszany. Chciałem powiedzieć... skoro to jest twój klub.

– Też się tego obawiam. Ludzie w innych częściach klubu nie wiedzą jeszcze, co zaszło, i na razie chcemy utrzymać ten stan. Nie wiem, co robić. Nie mogę zamknąć tu wszystkich. A co, jeśli morderca zdążył opuścić salę, zanim ktokolwiek się zorientował, co się stało?

– Jak to możliwe, że nikt go nie widział? – zdziwiła się Julia.

– Światło zgasło na moment. Tędy. – Szymon wskazał wąskie schody prowadzące w dół.

– Ciekawe – zauważyła Julia, potykając się na stopniach. Wiktor złapał ją za ramię. – Na jak długo zgasło?

– Na pięć minut. Ktoś wyłączył oświetlenie na całym poziomie.

– Gdzie jest instalacja? – spytała Julia.

– W piwnicy. W pomieszczeniu socjalnym, w szafce zamkniętej na klucz.

– Kto ma klucz?

– Ja i jeden z moich ludzi, który nawiasem mówiąc, zaginął. Aaron kazał go już szukać. Ale to miejsce jest ogromne. To zajmie mnóstwo czasu.

– Czy mógł wyjść na zewnątrz?

– To raczej niemożliwe, musiałby przejść obok Janusza, który stoi na bramce.

– Nie ma innego wyjścia?

Szymon zawahał się, po czym powiedział ostrożnie:

– Muszę najpierw porozmawiać z Aaronem.

Nagle Julia sobie o czymś przypomniała.

– Panie Goldenthal, tu jest moja siostra. Ten zabity był jej chłopakiem.

Właściciel klubu odwrócił się do niej. Miał teraz surowy wyraz twarzy, co czyniło go jeszcze bardziej podobnym do Aarona.

– To nie był niczyj chłopak. Patryk miał trzydzieści siedem lat i narzeczoną. Mieli się pobrać na wiosnę.

– Co takiego? – Julia była zaskoczona, chociaż nie powinna. Dobrze znała możliwości swojej siostry.

– Znałeś go? – zaciekawił się Wiktor.

– To był mój szwagier.

– Ożeniłeś się? – zainteresował się Wiktor, jakby stan cywilny właściciela klubu, w którym popełniono morderstwo, był najistotniejszą rzeczą w tym momencie.

– Tak – odparł krótko Szymon. – Jesteśmy na miejscu.

Wskazał im wąski korytarz, gdzie obok siebie z trudem mogły iść dwie osoby. Korytarz wił się niczym labirynt.

– Ten korytarz nie jest udostępniony gościom klubu. Jest tylko dla tych, którzy tu pracują, omija wszystkie sale i można z niego wejść do każdej z nich.

– Gdyby wybuchł pożar, goście mieliby przesrane – mruknął Wiktor.

Właściciel nie odpowiedział. Być może wiedział o czymś, o czym nie uważał za stosowne informować dziennikarza.

Z naprzeciwka człapała kobiecina z naręczem papieru toaletowego. Julia nawet by się zaśmiała, bo przypomniały jej się jakieś komedie z czasów PRL, ale wyraz twarzy kobiety sprawił, że wargi dziewczyny nawet nie drgnęły. Sprzątaczka miała koło sześćdziesięciu lat, była średniej tuszy, włosy miała pofarbowane na kruczą czerń, a jej szyję zdobiło milion przeróżnych wisiorków o rozmaitej symbolice. Julia dostrzegła rękę Fatimy, jak również egipskiego skarabeusza oraz Lwa Królowej Saby. Jednak najdziwniejsze były oczy kobiety, hojnie wysmarowane upiornie niebieskim mazidłem. Wpatrywały się w Julię, świdrując ją na wylot, aż ta w zupełnie irracjonalny sposób poczuła się skrępowana. Kobieta skinęła głową Szymonowi, jakby to on tu sprzątał, i poszła swoją drogą.

Minęli kolejny zakręt i Szymon otworzył jedne z szeregu drzwi. Znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu. Najprawdopodobniej był to pokój socjalny. Teraz przebywało tu kilka zaaferowanych osób. Do właściciela podszedł młody chłopak. Bardzo ładny, chociaż trochę anemiczny i zachowujący się w afektowany sposób. Gdy mówił, wytrzeszczał oczy, jakby miał poważny popromienny problem z tarczycą. Co chwilę łapał swojego szefa za rękę lub za ramię opierścienioną dłonią, która wyglądała tak, jakby pożyczył ją od Karla Lagerfelda. W ten nachalny sposób podkreślał co dramatyczniejsze zwroty.

– Panie Szymonie! Nareszcie! Strasznie długo pana nie było! Proszę pana, Kora zemdlała i ten policjant, ten ciućmok zajmuje się teraz nią zamiast trupem. No, słowo daję! Zakochał się chyba! Za barem stoi ten nowy. Robi dramat! Dra-mat! Pan ciągle zabiera Berty i jestem zupełnie sam! A ta dziewczyna, ta w loczkach, cały czas beczy i pyta, czy przyszła już jej siostra.

– To chyba chodzi o mnie – mruknęła Julia.

Wszyscy spojrzeli na nią z zaciekawieniem, niepozbawionym pewnego niesmaku. Julia zaczęła się zastanawiać, czym Lola mogła się tu już skompromitować.

– To Adam – przedstawił chłopaka Szymon, ukradkiem uwalniając rękę z uścisku. – Zarządza tym poziomem.

Adam złapał teraz Julię za ramię.

– Ta mała to pani siostra?

– Tak. Gdzie ona jest?

– W pokoju obok. – Adam zatoczył ręką łuk, jakby rzeczony pokój nie znajdował się obok, ale w jakiejś bliżej nieokreślonej przestrzeni. – Berty dała jej coś na uspokojenie. Chce pani do niej pójść?

 

– Za moment. Najpierw chciałabym się dowiedzieć, co dokładnie tutaj zaszło. – Julia odwlekała jak mogła chwilę spotkania z Lolą.

– Tak, chcielibyśmy się dowiedzieć wszystkich szczegółów – poparł ją Wiktor.

W naturalny sposób Julia i Wiktor znaleźli się w centrum zainteresowania. Szymon wycofał się i przyglądał z boku. Adam przeniósł zachwycone spojrzenie na Wiktora.

– Uwielbiam pański program, uwielbiam! – wykrzyknął.

Julia zastanawiała się, czy teraz wylewny Adam zacznie obłapiać Wiktora. Jej szef nie miałby pewnie nic przeciwko temu, chociaż ten chłopak nie był w jego typie.

Do pomieszczenia weszła właśnie drobna dziewczyna, przypominająca, może za sprawą fryzury, Umę Thurman z Pulp Fiction. W ręku miała profesjonalny aparat cyfrowy. Położyła go na stole i z westchnieniem padła na krzesło, ziewając przeciągle.

– Ja nie wiem, czy w takiej sytuacji mam nadal robić zdjęcia – powiedziała bardziej do siebie niż do którejkolwiek z kręcących się bez sensu osób.

Julia zwróciła się do stojącego na uboczu właściciela klubu, który opanowanym, chociaż zmęczonym głosem uspokajał wytrącony z równowagi personel:

– Panie Goldenthal, czy moglibyśmy porozmawiać gdzieś w spokoju?

– Tak, hm... – Szymon Goldenthal rozglądał się wokół trochę nieobecnym wzrokiem, jakby nie do końca wiedział, co z tym całym bałaganem powinien zrobić. – Myślę, że dobrze będzie, jeśli porozmawiają państwo teraz z Aaronem. On będzie wiedział najlepiej. Proszę za mną.

Julia pomyślała, że Aaron musi być dla Szymona jakąś wyrocznią. Jednocześnie poczuła rosnącą irytację na myśl, że znowu mają gdzieś iść i błądzić. Nigdy wcześniej nie spotkała się z tak zdezorganizowanym miejscem, ale z drugiej strony popełniono tu morderstwo. Może na co dzień funkcjonuje to lepiej. Może oni jednak orientują się w tym rozgardiaszu.

Ku jej uldze przeszli jedynie kilka metrów i znaleźli się w dosyć obszernej sali wyłożonej czarno-białą szachownicą. Sala była prawie zupełnie pusta, jeśli nie liczyć olbrzymiego lustra w złoconej ramie, wiszącego na ścianie, i szezlongu, obitego czerwonym pluszem, ustawionego na środku. Światło, które dawały pełne barokowego przepychu kandelabry, zawieszone po dwóch stronach lustra, było przytłumione i przyjemne.

– To niedokończona sala – oznajmił restaurator. – Tu będzie spokój. To ja pójdę po Aarona.

Gdy wyszedł, Julia usiadła na szezlongu. Buty od Prady może były i piękne, ale niezbyt wygodne.

– Ciekawe, jak też się miewa Aaron. Tyleśmy go nie widzieli, że ło-ho-ho! – Wiktor mówił ze swoją zwykłą kpiną w głosie, jednak Julia znała go na tyle, by zauważyć, że jest lekko podenerwowany.

– Może ty go długo nie widziałeś. Ja go nigdy nie widziałam.

– Ha, ha. Nie złość się.

Była spokojna. W odpowiedzi wzruszyła jedynie ramionami i zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu papierosów. Wiktor przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze z wyraźnym zadowoleniem. Wyglądał dobrze w eleganckim, grafitowym garniturze i liliowej koszuli bez krawata. Przystojna twarz, sztuczna siwizna, nienaganne maniery – ot, cały Wiktor. Po chwili odwrócił się do Julii:

– Straszna cipa z tego Szymona, nie uważasz?

Julia milczała. Wiktor odpowiedział sobie sam:

– Tak. Nie wiem, jak udało mu się rozkręcić ten interes. On skończył medycynę, wiesz. Ale nienawidził tego. Jest bez wątpienia najbardziej cipowaty ze wszystkich braci.

Julia zainteresowała się tym razem. Była ciekawa, czy Wiktor słyszał to wszystko od Aarona. I gdzie? Może w łóżku. Może leżeli nago, tuż po skończonych igraszkach, palili papierosy i Aaron opowiadał Wiktorowi o swojej rodzinie. Jej nigdy nic o sobie nie opowiadał.

A chciałaby coś wiedzieć. Cokolwiek. Posłała Wiktorowi pytające spojrzenie i poprosiła o ogień. Wiktor przypalił jej papierosa. Gdy zaczął mówić, w jego głosie wyczuła zadowolenie. Jakby odczytał jej myśli. Miał nad nią przewagę i to dawało mu wyraźną satysfakcję.

– Nie mówił ci chyba wiele o sobie ani o swojej rodzinie, co? Ma trzech braci, on jest trzeci z kolei. Najstarszy, Teodor, ma około czterdziestki, jest prawnikiem. Okropny typ. Nadęty bufon. Wiesz, proponował mi kiedyś niezłe pieniądze za to, żebym więcej nie zadawał się z Aaronem. Jemu się wydawało, że jak ja zniknę, to Aaron zostanie cudownie uleczony. Odesłałem go z kwitkiem.

Julia była odrobinę zszokowana. Czy to jest jakaś współczesna wersja Wiernej rzeki?

– Potem jest Szymon, ile on może mieć lat, trzydzieści siedem? – kontynuował Wiktor. – Coś koło tego, nieuleczalny romantyk, niedoszły chirurg, zupełnie nieżyciowy, choć niepozbawiony żyłki do interesów, jak widać. Potem nasz Aaron, którego poznałaś jako Dawida, trzydzieści jeden lat, zupełnie nieudany, ha, ha, ha. Tyle o nim. No i Jakub. Kubuś. Musisz go poznać. Smarkacz ma dwadzieścia pięć lat i jest piłkarzem. Świetny koleś, jedyny z całej tej rodzinki nie ma kija w dupie!

Julia słuchała chętnie i uważnie. Już dawno zauważyła, że zdanie Wiktora na temat najprzeróżniejszych spraw jest zazwyczaj bardzo trafne. Teraz usiadł obok niej. Wyciągnął szczupłą dłoń po papierosa. Podała mu. Zaciągnął się wolno, ze smakiem i z przesadną gestykulacją, po czym oddał jej papierosa. Spojrzał na jej buty.

– Niewygodnie ci, co?

– Nie pomyślałam, żeby zmienić.

Wiktor podniósł jej nogi i położył sobie na kolanach. Pogłaskał ją przyjaźnie po łydce. Patrzyli na siebie, lekko się uśmiechając, jak ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi.

Julia zgasiła papierosa na podłodze, a że nie było co z nim zrobić, zostawiła go tam, gdzie leżał. Wtedy wszedł Aaron. Wiktor odruchowo odsunął się od Julii, ona opuściła nogi na podłogę.

– Hej – powiedział Aaron i jak zwykle u niego zabrzmiało to dosyć ponuro.

Rzut oka na byłego kochanka pozwolił Julii zauważyć kilka rzeczy. Aaron schudł i wyglądał na wymizerowanego. Jego wyraziste rysy wyostrzyły się jeszcze bardziej. Wydał się Julii bardziej pociągający niż kiedykolwiek. Miała nadzieję, że jej zachłanne spojrzenie nie zdradza pożądania. On patrzył na nią obojętnie, jak na element wyposażenia pokoju. Na Wiktora ledwo rzucił okiem. Za Aaronem stał Szymon, jednak nikt nie zwracał na niego uwagi.

– Czego chcecie? – zapytał Aaron tonem, który nie był ani przyjazny, ani wrogi. Był zdecydowanie znudzony. – Nie mam zbyt wiele czasu.

– Tu jest moja siostra – zaczęła Julia zupełnie bez sensu. Poczuła, że tak jak kiedyś, Dawid zbija ją z tropu.

– Owszem, wiem, wplątała się. Ale ja pytam, co wy tu robicie? Prowadzicie śledztwo? Będzie was tu więcej? Jeśli tak, to musicie dogadać się z Szymonem co do warunków i strony finansowej.

Julia poczuła się lekko urażona. Została potraktowana jak jeden z elementów telewizyjnego wyposażenia.

– Mój program może zrobić Szymonowi niezłą reklamę – zachęcał Wiktor.

– A kto w tym mieście ogląda telewizję? – zakpił Aaron.

– Ach, wy krakowianie, z waszym ostentacyjnym brakiem telewizorów, waszym cholernym smokiem i waszym zaciąganiem! – zdenerwował się Wiktor.

Nieoczekiwanie wtrącił się Szymon:

– Myślałem, Aaron, wiesz, że już kiedyś współpracowaliście, może oni przydadzą ci się na coś.

– Ona owszem – powiedział Aaron. – On może spierdalać.

Julia poczuła miłe ukłucie gdzieś w okolicach mostka, jednak zimny ton irytował ją. Odparła szybko, nie dając Wiktorowi czasu na sformułowanie protestu:

– Pracujemy razem, ja i Wiktor.

Aaron uśmiechnął się krzywo. To jej przypomniało, że miał twarz stworzoną do robienia takich niesympatycznych grymasów. A im bardziej starał się być odpychający, tym bardziej ją do niego ciągnęło.

– Jesteś bardzo lojalna, a może po prostu dobrze zarabiasz – powiedział, a po chwili przeniósł wzrok na Wiktora. – Możemy współpracować, jeśli Szymon dostanie od waszej telewizji kwotę, jakiej zażąda. Ustalcie to między sobą. I niczego nie wyemitujecie bez konsultacji z nami.

Szymon popatrzył na Aarona i skinął głową, po czym poprosił Wiktora, aby udał się z nim do biura. Drzwi się za nimi zamknęły. Julia została sama z Aaronem.

– Jak tylko wrócą, możemy zabierać się do pracy – powiedział, wyjmując z kieszeni jak zwykle pomiętą paczkę papierosów. – Palisz?

– Dziękuję, mam swoje.

– A wasza ekipa? Jest w drodze?