WłoszkiTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Co daje Włoszkom pewność siebie?

1. Kwestia edukacji

2. Niezwykłość tego, co zwykłe

3. Z popiołów wojny

4. Legenda Włoch

5. Spuścizna wspólnoty

6. Zatrzymaj się, by chłonąć piękno

7. Serce, tajemnica i mistrzostwo

8. Diwy filmu włoskiego

9. Talizman szczęścia

10. Istota posiłków

11. Radość z prostych rzeczy

12. Podróżniczka w ojczystym kraju

13. Wyjątkowo niekonwencjonalna

14. Skrawki ojczyzny

15. Między sławą a domowymi pieleszami

16. Coś więcej niż moda

17. Ryzyko to możliwości w przebraniu

18. Styl jest wieczny

19. Rzymskie wakacje

20. Luisa Spagnoli, pionierka

21. Brunello Cucinelli: Humanistyczne przedsiębiorstwo

22. Alberta Ferretti: Sięganie do korzeni

23. Jak żyć i pracować italianamente

24. Twoje życie jest twoim największym dziełem sztuki

25. Włoszki celebrują kobiecość

26. Niewymuszony szyk

27. Tanio znaczy drogo

28. Rywalizacja między kobietami jest przeceniana

29. Sekret pięknej skóry Włoszek

30. Zjednoczeni w miłości

31. Łzy

32. Ponadczasowe ubrania, czyli nieprzemijający szyk

Sztuka życia

Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani – Aleksandra Lacka

Przypisy

Tytuł oryginału:

SASS, SMARTS, AND STILETTOS.

HOW ITALIAN WOMEN MAKE THE ORDINARY, EXTRAORDINARY

Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA

Redakcja: AGNIESZKA OLCZYK

Korekta: JULITA CISOWSKA, ANNA RUDNICKA, BARBARA TURNAU

Projekt graficzny okładki i wnętrza książki papierowej: Paweł Panczakiewicz/

PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki: © Shutterstock

Zdjęcia wykorzystane w książce: © Unsplash

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Bogna Sosnowska/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN®

© Gabriella Contestabile

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

All rights reserved

© Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2020

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07134-2

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Dedykuję tę książkę mojej mamie,

Clelii, która ma mani d’oro, złote ręce.

.

Włoszki się nie poddają

mawia moja przyjaciółka Elizabeth

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Co daje Włoszkom pewność siebie?

Właśnie wróciła z urlopu nad jeziorem Como, gdzie widziała Włoszki w każdym wieku opalające się w bikini, jeżdżące do pracy w Mediolanie zielonymi vespami, ubrane w minispódniczki i szpilki oraz spacerujące z dziećmi po wioskach Lombardii w całkiem swobodnych strojach.

Ze srebrnych sandałków na obcasie wyzierają pomalowane paznokcie stóp Lizzie. Zamiast typowych dla niej spodni khaki i podkoszulka ma na sobie białą sukienkę z delikatnym dekoltem i połyskującą pomarańczową szminkę. Nigdy wcześniej nie widziałam u niej szminki. Tak jak nigdy nie widziałam, żeby ubierała się kobieco. Wygląda cudownie po tej przemianie, jak wszystkie kobiety, które wracają z Włoch.

Siedzimy nad Aperol Spritz we włoskiej winiarni na Upper West Side, nie w operze, teatrze czy na balecie. Nie jest to żadna szczególna okazja, poza tym, że Lizzie za dwa dni skończy sześćdziesiąt lat. Jest szczęśliwą mężatką, której córka już chodzi do college’u – i nie szuka okazji, by poderwać trzydziestoletniego modela Ralpha Laurena, piszącego SMS-y przy sąsiednim stoliku.

Kiedy z zachwytem mówi do mnie: „Włoszki się nie poddają”, ma oczywiście na myśli niegasnące zamiłowanie mieszkanek Italii do kobiecego stylu bycia, niezależnie od ich wieku, sylwetki czy statusu społeczno-ekonomicznego. Wyczucie stylu jest po prostu jedną z najbardziej radosnych cech tkwiących w genach włoskiej kobiety. Przyjmuje ona kobiecość w pełnej krasie, cieszy się wynikającą z tego wolnością, zbywa śmiechem ograniczenia, wyciąga wnioski ze sprzeczności i nie rezygnuje z tego wszystkiego na rzecz kompleksów, które nie pozwalają innym kobietom zaakceptować tak istotnej części ich samych.

Jestem starsza od Elizabeth, ale nawet dzisiaj, jeżeli wejdę do Tusseda – sklepu z bielizną na Via Frattina w Rzymie – zaproponują mi bikini, może w ciepłym koralowym kolorze, i sarong, spódnicę upiętą z jednego pasa tkaniny. Gdybym szukała sandałów w sklepie obuwniczym w Bergamo, sprzedawczyni przyniesie mi parę z najnowszej kolekcji. W pracowni krawieckiej w ciemnej bocznej uliczce w Avezzano właściciel zaskoczy mnie tak oryginalną i twarzową sukienką, że nie będę mogła się jej oprzeć.

W żadnym wypadku nie pokażą mi niczego niegustownego czy niemodnego. Wszystko, co mi zaoferują, będzie odzwierciedlało współczesny gust i styl. Będzie wykonane z pięknego materiału. Będzie dobrze leżało i będzie lekko prowokacyjne. Będzie to element stroju, wyrażający radość z życia.

We Włoszech, kiedy kobieta przekracza próg młodości, nie staje się niewidzialna. Nawet jeśli jej ciało ma pewne mankamenty, nie jest skazana na ubrania pozbawione wyrazu. Wręcz przeciwnie, tym bardziej potrafi łączyć swoją fizyczność z wyborami dotyczącymi garderoby i tego, kim chce być. I tylko ona wie, co dla niej najlepsze.

Jako feministka wychowana na książkach Simone de Beauvoir i Glorii Steinem, nie widzę nic złego w tej miłości do ładnego ubierania się. W mojej szafie kostiumy i kapelusze w stylu Diane Keaton dzielą przestrzeń z wiktoriańskimi bluzkami i koronkowymi sukienkami. Koralowe szminki i jaśminowe perfumy leżą na jednej półce z podniszczonym od czytania egzemplarzem Drugiej płci de Beauvoir i najstarszą książką kucharską mojej mamy, Il talismano della felicità (Talizman szczęścia).

Jednak po tamtej rozmowie z Elizabeth zaczęłam się zastanawiać: Co daje Włoszkom tę pewność siebie, ten żar, który nie pozwala rezygnować z życia? Ona ma rację. My się nie poddajemy. Nie mówimy w pewnym momencie życia: „Już za późno, jestem za stara, nie jestem idealna, nie powinnam nawet o tym marzyć”. Nie godzimy się na przeciętność. Umacniamy swoje pozycje i robimy to, co zawsze. Rozwijamy kreatywność i coraz bardziej zmieniamy naszą codzienność.

 

.

Pięć tysięcy lat wspaniałości

Zmysłowość, która przejawia się jednocześnie w przepychu, jak i w wyluzowaniu. Właśnie ta radość z piękna w każdych okolicznościach jest tak bardzo włoska

Julie Ann Morrison,

dyrektor zarządzająca,

Bvlgari na Wielką Brytanię i Australię

Chętnie przeżyłabym tamten ranek jeszcze raz: wilgotne kocie łby w Oltrarno; rzemieślnicy podciągający rolety swoich sklepów. Młoda kobieta na motorino znikająca za rogiem Via dei Serragli. Przejeżdżający na rowerach studenci sztuki ze swoimi portfoliami umieszczonymi na kierownicach.

Marina, baristka, przesunęła po blacie idealne espresso. Pierwsza kawa w miejscowym barze po powrocie do Florencji to jest to. Ideał. Kilka chwil później szłam Via Santo Spirito, planując sobie dzień: wizyty w ulubionych sklepach, freski Masaccia w kaplicy Brancaccich, lunch z przyjaciółką w Cafe degli Artisti i szybki postój w Basilica di Santo Spirito, żeby po raz setny zobaczyć jedną z pierwszych rzeźb Michała Anioła: drewniany krucyfiks, prosty i wspaniały.

Podekscytowana, przyspieszyłam kroku. Stuk, stuk – Angela Caputi zastukała w szybę swojej pracowni jubilerskiej i przywołała mnie machnięciem ręki. Podobał mi się jej wygląd: srebrne włosy zaczesane do tyłu, prostokątne okulary, pięknie spleciony czerwono-czarny naszyjnik z żywicy, wykonany z miejscowych materiałów, jej pałające szczęściem oczy.

Podczas naszej rozmowy nawlekała korale. Pod witryną z biżuterią inspirowaną kinem amerykańskim i historią Toskanii znajdowały się trzy szerokie szuflady, które otwierałam po kolei: jedna pełna kolczyków, druga z bransoletkami, a trzecia z naszyjnikami różnej długości. Czułam się jak dziecko, które przebiera się za dorosłego, albo jak pomniejszona Alicja przed ogromną szkatułką z biżuterią jej matki. Być może dlatego Angela nazwała swoją markę tak, jak nazywano ją samą w dzieciństwie: Giuggiu, co znaczy urocze maleństwo.

Jej pracownia tętniła energią i muzyką Amy Winehouse. Śmiałyśmy się, rozmawiając nad espresso. We Włoszech pierwszą kawę pije się samotnie, ale drugą zawsze w czyimś towarzystwie. Kiedy Angela zapakowała już moje zakupy, poszłyśmy razem do pracowni grawerskiej Gianniego Raffaelli, gdzie kupiłam grafikę przedstawiającą niebieską vespę. Moim marzeniem jest przeprowadzić się do Rzymu i jeździć ulicami Monti taką vespą, oczywiście w szpilkach.

Przyglądałam się, jak Raffaelli cieniutkim pędzelkiem nakłada akwarele na grafikę przedstawiającą Ponte Vecchio, którą wcześniej wytrawił na miedzianej płytce, pokrył tuszem, papierem i przecisnął przez prasę. Na sztalugach stała dziwaczna ilustracja Mary Poppins lecącej ponad dachami Londynu i nad kopułą katedry św. Pawła.

Wejście do takich mało znanych pracowni florentyńskich grafików, mozaikarzy, projektantów biżuterii, złotników, kaletników, cukierników, tkaczy stwarza możliwość bezpośredniego kontaktu z tymi, którzy z radością i szczerym oddaniem uprawiają te rzemiosła, a to pozwala zrozumieć, że owe „ginące zawody” są nie tylko ponadczasowe, ale naprawdę fascynujące.

Wieczorem, pod pokrytym freskami sklepieniem wspaniałego piętnastowiecznego Palazzo della Gherardesca – niegdyś siedziby florentyńskich możnych, dzisiaj hotelu Four Seasons Firenze – zgromadzili się miejscy rękodzielnicy z kieliszkami prosecco w rękach. Atmosfera była niezwykle serdeczna, co wyrażało się w spojrzeniach i ciepłych powitaniach. Wyobrażam sobie, że to typowe nastawienie u tych, którzy tworzą własnymi dłońmi przedmioty o nieprzemijającym pięknie, wkładając w to całe serce. Przypomina to stan zakochania, kiedy człowiek czuje, że żyje.

Tego wieczoru wiele razy zakochałam się w prezentowanych wyrobach. Tkacze z Antico Setificio Fiorentino, najstarszej wytwórni jedwabiu we Florencji, prezentowali jedwabie i tafty udrapowane na zbrojach. Tafta Setificio mieniła się w świetle, szeleściła pod palcami, a gdy się ją zmięło na stole, stała sztywno tak, jak ją zostawiono.

Dwaj modele w granatowo-czarnych smokingach od włoskiego projektanta Stefano Ricciego proponowali gościom saszetki z jedwabiu szantung z Setificio, wypełnione płatkami suszonych kwiatów będącymi znakiem rozpoznawczym Officina Profumo Farmaceutica di Santa Maria Novella.

Wzdłuż korytarza, którego ogromne okna wychodziły na ogród, młodzi rzemieślnicy z La Scuola del Cuoio szyli torby ze skórzanych pasów, które swoją fakturą przypominały słynny splot intrecciato od Bottegi Venety. W skórzanym pojemniku stały narzędzia szewskie: szczotka z grubą szczeciną i okrągła puszka pasty do butów, przypominające o tym, że gdy już jesteśmy właścicielami wyrobu takiej jakości, musimy o ten wyrób dbać.

Angela Caputi rozmawiała z mistrzem perfumiarstwa dr. Vranjesem. Nigdy nie wyjeżdżam z Florencji bez flakonika jego perfum. Te zapachy przenoszą mnie z powrotem do Włoch, gdy już jestem w domu. Dr Vranjes podał mi pasek z zapachem Aria – kompozycją kwiatu pomarańczy, białego piżma, dzikiej mięty – przywodzącym na myśl Toskanię.

Mozaikarze Bruno i Iacopo Lastrucci za pomocą piętnastowiecznych narzędzi cięli lśniące kolorowe płytki i układali je niczym puzzle, tworząc mozaikę, która nawet z bliska wyglądała jak malowidło z kopuły Brunelleschiego we florenckiej katedrze.

Woń gorzkiej czekolady znaczyła, że w pobliżu znajdują się jak zawsze pomysłowi cukiernicy z Cioccolaterii Molto Bene. Obok palety czekoladek w najróżniejszych zabawnych kształtach stała czekoladowa koszula z krawatem naturalnej wielkości.

Ta mieszanka starego i nowego, przyprawiona jakimś niespodziewanym elementem, to kwintesencja Florencji – istota tego, co często kojarzone jest z włoskim dizajnem.

Gdy szliśmy przez ogrody i dalej po wspaniałych schodach prowadzących do Palazzo Capponi tonącego w przepychu, tak różnego od skromnych warsztatów odwiedzanych przeze mnie wcześniej, czułam coś jeszcze: brak pretensjonalności. Nikt tu z nikim nie rywalizował. Wszystkie osiągnięcia rzemieślników tworzyły jedną całość – społeczność, w której każdy stanowił istotny element. Takie podejście do pracy sprawia, że Włosi zdają się wszystko robić bez najmniejszego wysiłku.

Zadałam więc sobie pytanie: Jak to jest żyć i pracować zgodnie z filozofią życia, która wynika zarówno z humanizmu, jak i z chęci współpracy oraz wrażliwości na piękno w jego wszystkich przejawach?

To musi być coś wspaniałego. W jakiś sposób jestem w stanie to sobie wyobrazić. Doświadczam podobnego uczucia, gdy tylko stawiam stopę na lotnisku Rzym-Fiumicino. W jednej chwili zalewa mnie cała masa emocji. Czuję smak każdej chwili, każdego przeżycia. Dostrzegam możliwości w tym, co nieprzewidziane.

Według jednych z najsłynniejszych włoskich projektantów, Domenica Dolce i Stefana Gabbany, przyczynę tego, że włoski styl jest rozpoznawany i podziwiany na całym świecie, można określić jednym słowem: pasja. Właśnie wynikiem tej pasji jest to, co brytyjski milioner Stephen Jones nazwał „niezwykłą historią pięciu tysięcy lat wspaniałości”.

„Styl to prosty sposób powiedzenia skomplikowanych rzeczy” – napisał francuski dramaturg i poeta Jean Cocteau. Włoskie rękodzieło i styl, zarówno w tradycyjnym, jak i awangardowym ujęciu, czerpią z bogatego dziedzictwa, wspólnoty, zmysłowości, które wywodzą się z wielu wieków życia w tym najbardziej zmysłowym kraju na świecie, a także z głębokiego umiłowania sztuki.

Zanurzenie w tej tradycji prowadzi do pełnego przeżywania każdej chwili. Umiłowanie piękna, szacunek wobec ludzi i naszej planety to wartości cenione przez każdego Włocha, a przez włoskie kobiety w szczególności. Jak same mówią: „To kwestia educazione”.


.

Elegancja to kwestia edukacji

Sacha Guitry,

francuski reżyser filmowy


Moja mama Clelia rozwinęła tkaninę z beli. Trzy obroty, trzy uderzenia i materiał rozpłynął się po blacie połyskującymi falami. Chciałam go dotknąć, ale spojrzenie mamy mnie powstrzymało. Krepdeszyn w kolorze zgaszonego różu, lekki jak powietrze, został uwolniony, by jej zręczne dłonie mogły złożyć go w trójkąt i przyłożyć do mojej klatki piersiowej.

Wiedziałam, że nie powinnam się ruszać, bo Clelia w tym momencie zastanawia się, jaką formę przybierze moja sukienka: będzie długa i zwiewna czy krótka i dopasowana? Czy uszyć ją z jednego kawałka, czy odciąć w talii i zrobić spódnicę ze skosu lub marszczoną? Można by zrobić dwa równoległe szwy z przodu, po obu stronach, zaczynając w połowie ramion, ale wtedy trzeba będzie rozciąć materiał na trzy części i wszyć podszewkę.

Mama tłumaczyła mi, że skoro mamy dużo materiału, powinnyśmy zrobić długi rękaw z dużym mankietem i guziczkami obciągniętymi tkaniną. Zebrała materiał w obfite fałdy, żeby mi pokazać, jak będzie się układał. Zauważyła, że będą do tego pasować srebrne pantofle z paskiem wokół kostki, te, które kupiłyśmy na Burano. Nie tylko poczułam się więc mocno związana z tą pełną barw wyspą Wenecji, ale też weszłam do świata alta moda wyobraźni mojej matki. Miałam siedemnaście lat i już zwracałam uwagę na detale: bladoróżowa błyszcząca szminka, proste włosy, lśniąca torebka z łańcuszkiem w charakterze paska, którą mama znalazła dla mnie u Bergdorfa.


Były lata 60. dwudziestego wieku, czas połyskujących pończoch à la Twiggy. Mama już od dawna uczyła mnie zestawiania elementów stroju, myślenia o konkretnym dodatku, o kolorze albo o sposobie podwinięcia mankietów koszuli czy postawienia kołnierzyka, by nadać całości to coś, to je ne sais quoi, w czym kryje się włoski charakter.

Dlatego przerzucałyśmy strony „Vogue’a”, który ze sobą przyniosłam. To było jedno z tych popołudni matki z córką, kiedy nie ma miejsca na kłótnie i spory. Wstępowałyśmy w harmonijną przestrzeń, w której liczyły się tylko materiał i sukienka. Uwielbiałyśmy wspólnie przebywać w tym świecie. To było niczym wchodzenie do sali koncertowej i zanurzanie się w muzyce. Liczyła się tylko chwila obecna.

Właśnie w kontekście korzystania z chwili moja matka opowiadała mi o stylu i o tym, czego on wymaga: educazione. Słowo educazione ma bowiem wiele znaczeń. Jednym z nich jest edukacja szkolna. Istnieje też inny rodzaj edukacji, ten, który nam dyktuje, jak przyjmować gości, co jeść, jak się ubierać i okazywać szacunek środowisku i otaczającym nas ludziom.

Tamtego dnia educazione podpowiedziała mojej mamie, by do rękawów tej sukienki doszyć małe obciągnięte materiałem guziczki. Był to bardzo pragmatyczny i estetyczny wybór. Inną możliwość stanowiły guziki z masy perłowej trzymane w szklanej witrynie, które chyba byłyby za drogie. Sukienkę tworzą detale. Tanie guziki zniszczyłyby cały efekt, zwłaszcza przy tak wspaniałej tkaninie.

To samo dotyczyło dodatków. Dobrej jakości (zawsze włoskie) buty sprawią, że zwyczajna sukienka będzie wyglądała nadzwyczajnie, mawiała moja mama. I na odwrót, przy marnych butach nawet najbardziej elegancka suknia będzie się wydawała bardzo zwyczajna. Wtedy się dowiedziałam, że w ustach mojej mamy „zwyczajny” znaczyło coś gorszego niż okropny.

Słowo educazione często padało w naszym domu. Kogoś, kto był uprzejmy, inteligentny i dobrze ubrany, uważano za educata lub educato. To był ktoś taki, kto nie spieszył się z ocenianiem innych.

Osobę nieuprzejmą, niegrzeczną określano natomiast po prostu maleducata, czyli źle wychowaną. Donna educata umiała się odpowiednio ubrać, gdy szła na publiczną imprezę czy do prywatnego domu. Nie była to kwestia marki ani wydanych pieniędzy, lecz uszanowania gospodarza lub okazji. Wymagało to pewnej dozy troski i uwagi. Chodziło o la bella figura – niezatarte pierwsze wrażenie – i ta zasada miała zastosowanie w każdych okolicznościach, zarówno na wielkiej gali w hotelu Pierre, jak i na spotkaniu przy grillu.

Związek słowa educazione ze stylem i ubraniem, a także z umiejętnością przekształcenia nawet najzwyklejszych codziennych czynności w nadzwyczajne przeżycie, od tamtej pory zaprząta moją uwagę. Zwłaszcza że to samo podejście zauważam u wszystkich moich znajomych Włoszek i Amerykano-Włoszek, niezależnie od tego, gdzie się urodziły, ile pokoleń je dzieli i w jakim miejscu na świecie mieszkają. Musiałam więc zgłębić ten temat, a najlepszym punktem wyjścia wydała mi się historia mojej matki.

 

.

Godziny, które zwykli ludzie marnują, niezwykli wykorzystują

Robin Sharma,

pisarz

trener biznesu


Włochom w naturalny sposób przychodzi zamiana tego, co zwykłe, w to, co nadzwyczajne. Dwie wojny światowe, cierpienia i niedostatki sprawiały, że ludzie szukali piękna i radości w tym, co mieli. Dlatego inspirację stanowiły dla nich zachwycające krajobrazy, tradycje rzemieślnicze i niezrównane bogactwo sztuki. Konieczna też była oszczędność. Kupowano mniej, ale mądrzej: przedmioty, które były ludziom potrzebne, musiały być piękne i trwałe. Takie podejście legło u podstaw całego stylu życia. L’arte d’arrangiarsi to sztuka takiego organizowania pracy, żeby nie tylko zarobić na utrzymanie, ale też czerpać z tego przyjemność.

Widać to chociażby w prostocie takich potraw jak: kawałek chrupiącego chleba umoczony w oliwie z oliwek, świeża zielona sałata z oliwą i cytryną, zupa mojej mamy, pachnąca selerem, cebulą, marchwią, odrobiną pomidora i niczym więcej, kropla miodu na cząstkach pecorino czy granita al caffe w kawiarnianym ogródku. Pomysły i wynalazki musiały łączyć piękno z pragmatyzmem. To kryterium obowiązuje do dzisiaj, i to ono w niemałym stopniu odpowiada za włoskie osiągnięcia w sztuce, nauce, kulinariach i szeroko rozumianym wzornictwie. Dzięki temu będąca przedmiotem pożądania etykietka „Made in Italy” oznacza zarówno zmysłowość, jak i powszechność użycia.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że młode kobiety z pokolenia mojej matki szukały w pracowniach rzemieślniczych zarówno piękna, jak i praktycznych umiejętności. Uczyły się robić na drutach i szyć, żeby móc się ubierać według własnego uznania. Clelia poszła o krok dalej. Przede wszystkim odbyła szkolenie u miejscowej sarty, krawcowej, aby kiedyś w przyszłości szyć takie wytworne stroje, jakie widywała w filmach. Na tym jednak nie poprzestała. Analizowała krój i wykończenie koronkowej zwiewnej sukienki, którą miała na sobie Vera-Ellen, kiedy tańczyła z Dannym Kaye w filmie Białe Boże Narodzenie. Przerabiała ją, tworzyła po swojemu – na włoską modłę.

Dobrze znała inne sławne koronkowe sukienki, jak choćby tę, w której Audrey Hepburn jako księżniczka Anna w końcowej scenie Rzymskich wakacji odpowiada reporterowi na pytanie o to, co z tej wyprawy najbardziej zapadło jej w pamięć. Kobieta waha się, spogląda na Gregory’ego Pecka, w którym jest zakochana, unosi głowę osłoniętą eleganckim kapeluszem i mówi z przekonaniem: „Rzym. Zdecydowanie Rzym”.

Roma e solo una, mawia moja matka. Rzym jest tylko jeden.

Idolkami Clelii były nie aktorki z Hollywood, lecz czupurne gwiazdy filmu włoskiego. Clelia nie miała wstępu do idealizowanego świata, do którego należały Gina, Sophia, Giulietta, Claudia i niezrównana Anna Magnani, ale przynajmniej nauczyła się tworzyć to, czego nigdy nie mogłaby sobie kupić. Nie tylko opanowała obsługę maszyny dziewiarskiej, ale założyła własny biznes, z którego mogła się utrzymać. Żadna inna kobieta w Antrosano nie dokonała czegoś takiego.

Ta najbardziej niepokorna z siedmiu córek Francesca i Laury miała wielkie plany. Postanowiła dziergać oryginalne modne swetry, sukienki i kocyki niemowlęce dla okolicznych mieszkańców. Łamała zasady, a oni to zaakceptowali. Płacili jej, i to bez targowania. Aż wreszcie zarobiła tyle, że wystarczyło na zrealizowanie jej marzenia: naukę w szkole pielęgniarskiej w Ospedale Pediatrico Bambino Gesù, szpitalu na wzgórzu Janikulum (Gianicolo) w Rzymie, najwspanialszym mieście na świecie.

W tym samym czasie trzy siostry mieszkające w okolicach Parmy również rozwijały działalność w świecie mody. Ciężko pracowały w atelier swojej matki, doskonaląc swoje rzemiosło. Micol, Giovanna i Zoe Fontana nauczyły się szyć, gdy tylko podrosły na tyle, by utrzymać igłę i nożyczki. W dorosłym życiu każda poszła własną drogą. Pobierały nauki w różnych pracowniach i domach mody w Paryżu i Mediolanie. Zoe po powrocie do Włoch wsiadła do pierwszego pociągu odjeżdżającego z Mediolanu, zdecydowana szukać szczęścia tam, gdzie ją zawiezie. Pociąg jechał do Rzymu.

Zaraz po I wojnie światowej w każdym aspekcie haute couture dominowała Francja, z Paryżem jako centrum. To jednak nie zniechęciło trzech sióstr, które w 1943 roku, podczas II wojny światowej, otworzyły własny zakład krawiecki, Sorelle Fontana, w Palazzo Orsini w Rzymie. Stworzyły markę Fontana, która niebawem stała się rozpoznawalna na całym świecie. DNA tej pracowni, zrodzonej z pasji i wytrwałej pracy, stanowiły starannie skrojone i pięknie zdobione sukienki ze szlachetnych tkanin. Co roku w Domu Mody Fontana wprowadzano kolejne innowacje, takie jak pionierskie wykorzystanie tkanin z nadrukiem, dzięki którym włoska moda zyskiwała własny, odrębny charakter.

To właśnie przyciągnęło Clelię i inne kobiety do tej pracowni. Pewnego ranka, przechodząc obok wystawy, Clelia zobaczyła czarne zamszowe czółenka. Były nietypowe, z podniesionym przodem i plisowanymi wstawkami z satyny przypominającymi pas męskiego smokingu.

Ponieważ nie miała smokingu, a było to wiele lat przed tym, jak Yves Saint Laurent wprowadził czcigodny smoking damski, Clelia, kupiwszy te buty, zatrudniła sartę, by uszyła jej kaftan. Do dnia dzisiejszego jest to dzieło sztuki: marszczony w talii, rozszerzany dołem, z plisami na plecach, z haftowanymi kwiatami i drobnymi perełkami na klapach. Obecnie widuję podobne rozwiązania w kolekcjach Miu Miu oraz Dolce & Gabbana, noszone nawet do dżinsów. Ponadczasowy dobry smak, wyobraźnia, wielofunkcyjność i to, że te same ubrania z dekady na dekadę pojawiają się w coraz to nowszych odsłonach – to cztery cechy definiujące włoskie wzornictwo odzieżowe. Kobiety powojennego pokolenia były świadkami i uczestniczkami jego narodzin i rozwoju.


Clelia musiała to wyczuwać, kiedy krążyła po ulicach miasta niczym dziecko po lunaparku. To tam narodziła się włoska moda, to było miejsce, w którym aktywni ludzie zebrali siły i zawołali: „Jesteśmy tutaj”. Fernanda Gattinoni projektowała już wtedy wieczorowe i dzienne stroje dla Evy Peron i dla maharani (małżonki maharadży) Palampur. Elsa Schiaparelli, której niezgoda na konformizm doprowadziła ją do współpracy z fotografikiem Manem Rayem i Dalím, wywróciła do góry nogami podejście do piękna i utorowała drogę do mody na brzydotę. Płomień został rozpalony niczym znicz olimpijski i mogły się rozpocząć igrzyska. Avezzano i inne miasteczka na terenie całych Włoch miały swoich krawców i krawcowe, ale to w Rzymie skupiła się arystokracja tego zawodu – ci najbardziej śmiali, świadczący usługi najbogatszym.

Dla młodych kobiet z arystokratycznych rodzin tkaniny i moda stały się sposobem wyrażania siebie za pomocą określonej estetyki. Były wśród nich: Marchesa Olga di Gresy, księżniczka Irene Galitzine, Simonetta Colonna di Cesarò i księżna Gabriella di Robilant, założycielka Gabriellasport oraz członkini międzynarodowej grupy znanych i bogatych obieżyświatów, do których należeli także kompozytor amerykański Cole Porter, dziennikarka, autorka piosenek Elsa Maxwell i francuski kreator mody Jean Patou. Ten ostatni wyraził swoje uznanie dla assoluta (wielkiej diwy) włoskiej mody, Elsy Schiaparelli, gdy postanowiła ona wkroczyć do świata projektowania. Wiele lat później dziennikarz z „Grazia” chwalił te „dzielne młode kobiety” za to, że wykorzystały przedsiębiorczość i nadzwyczajne poczucie piękna do tego, by znaleźć elegancję w ruinach Italii.

Zauważyło to Hollywood. Amerykańscy filmowcy, tłumnie przybywający do Rzymu, gdzie mogli liczyć na niskie koszty produkcji i ciepły klimat, zainteresowali się włoską modą. I oto pewnego ranka Gioia Marconi, córka naukowca i wynalazcy Guglielmo Marconiego, złożyła wizytę siostrom Fontana i przedstawiła je Lindzie Christian.

.

Rękodzieło jest tu niewiarygodne. Bogaty czy biedny – każdy, kto dorasta we Włoszech, kształtuje w sobie umiłowanie piękna

Tom Ford,

projektant i filmowiec