Małpa

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Westchnęła!

Od okna porwała się Kazia i szybko podjęła firankę.

Olka nie zdążyła się cofnąć, bratowa przeszyła ją oczami.

– Wicek! – zawołała – Wicek, a pójdzi tu ino!

Mąż zlazł ze stołu i nie przestając grać, do okna poszedł.

– Co chcesz? – zapytał.

– Odpędź no jakąś małpę, co się pod oknami słania!

Przytrzymując dziecko prawą ręką, lewą odkręciła rygiel i otworzywszy na oścież okno, miejsca mężowi ustąpiła.

On, grając ciągle, bokiem przez parapet się przechylił i wśród smugi światła dojrzał w oddaleniu bladą i spłakaną twarz siostry.

Przez chwilę milczał, grając machinalnie polkę, nie mogąc słów znaleźć dla oddalenia tej, za której pieniądze zdołał ochrzcić swe dziecko i uraczyć gości.

Żona tymczasem ciągnęła go za surdut.

– Zamknij okno, dziecko się zaziębi!

Teraz on przechylił się jeszcze silniej i niskim, wzruszonym głosem rzucił:

– Odejdź… siostro!…

Ona wyciągnęła ku niemu ręce drżące, jakby rzucając pocałunek i odwróciwszy się wolno, odeszła w głąb ciemnej ulicy, po której kłęby woni jaśminów płynęły.