Luna

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4


Wszyscy w szkole wiedzieli, że Majka pochodzi z bogatej rodziny, Daniel nie spodziewał się jednak, że aż tak majętnej. Willa w podwarszawskim Konstancinie była „wypasiona”, niczym wyjęta z ekskluzywnego magazynu. Wnętrze — nieskazitelnie czyste, lśniące, białe. Na ścianach wisiały jakieś cenne dzieła, które przypominały raczej bohomazy, ale Daniel wiedział, że muszą mieć ogromną wartość.

Już z zewnątrz dom prezentował się niesamowicie, dopiero dziś jednak chłopak miał okazję zobaczyć, jak całość wygląda od środka.

Majka odłożyła klucze do wielkiej kryształowej kuli. Daniel zdjął buty. Rozejrzał się po sterylnie wysprzątanym wnętrzu. Pomyślał, że w tym domu nie ma życia.

— Daj spokój, nie jesteś w muzeum — rzuciła Majka przez ramię, ale on czuł się bardziej skrępowany niż w jakiejkolwiek galerii sztuki, w której był.

W tej samej chwili na korytarz wyszła jakaś kobieta.

Daniel wyprostował się, podszedł do niej, przedstawił się i pocałował ją w rękę. Starsza pani była tak zszokowana, że nic nie odpowiedziała na takie powitanie.

— Pani Kasieńko! — Majka się roześmiała. — Daniel jest nie mniej zestresowany od pani i chce dobrze wypaść.

Kobieta uśmiechnęła się niemrawo.

— No dobrze, dobrze — odrzekła. — Obiad jest na stole. Nie wiedziałam, że będziesz miała gościa, przyszykowałabym więcej. — Na jej twarzy pojawił się rumieniec.

— Damy radę. — Majka puściła do niej oko.

Daniel nie wiedział, jak się zachować. Domyślił się, że pani Kasieńka na pewno nie jest matką Majki, i zrobiło mu się głupio, że się pomylił. Może zresztą nawet gdyby spotkał panią domu, ta szarmanckość rodem z XIX-wiecznych powieści wydałaby się po prostu śmieszna?

— Chodź do salonu — rzuciła przez ramię dziewczyna. Ruszyła w głąb korytarza i Daniel poszedł za nią. Jakoś w tym domu stracił całą swoją przekorę, odwagę i nonszalancję. Było coś dziwnego, co go krępowało. Czuł się niezręcznie, jakby samą swoją obecnością mógł coś zniszczyć lub popsuć. Miał wrażenie, że odkąd tylko przekroczył próg willi, popełniał gafę za gafą.

Usiedli na białej sofie, naprzeciwko której stał stół. Na nim znajdowały się półmiski z jakimś dziwnym jedzeniem.

— To twój obiad? — Wskazał ręką na blat. Zastanawiał się, co to takiego. Pomyślał sobie, że jest prostym facetem i zazwyczaj jada proste potrawy. Mama robiła pierogi, schabowe z przypieczoną panierką, rosół, pomidorową… Nie miał pojęcia, czy będzie umiał zjeść to, co podadzą mu w tym domu, i czy próbując, raz jeszcze nie zrobi z siebie idioty.

— Pani Kasia gotuje to, o co prosi ją mama. Czyli kotleciki z tofu, sałatkę z glonów… Jednym słowem: obrzydlistwo. — Majka się skrzywiła.

— Kim jest pani Kasia?

— Naszą gosposią. — Dziewczyna wzruszyła ramionami.

— Macie gosposię?

Majka z niechęcią pokiwała głową. Widać było, że przyznanie się do bogactwa nie jest dla niej komfortowe.

— Oprócz niej jeszcze sprzątaczkę i ogrodnika. Ale wcale nie czyni nas to szczęśliwymi ludźmi, Daniel.

— No nie wiem — prychnął. Spojrzał na ogromne drzwi z tafli szkła. Otwierały się na ogród, w którym był olbrzymi basen. Wielkością odpowiadał całemu mieszkaniu, które zajmował z mamą i siostrą. Nie miałby nic przeciwko takiej atrakcji w ogrodzie. Oczywiście gdyby mieli ogród.

— Wolę spędzać czas u ciebie — wyznała Majka. — Może zjemy jakiś owoc? Jestem głodna, ale na tofu i inne takie rzeczy mam długie zęby.

Daniel nie miał ochoty nic jeść. Marzył wyłącznie o tym, by ją pocałować. Tylko ona wydawała mu się normalna w tym miejscu.

— Najchętniej posmakowałbym ciebie. — Przysunął się do niej bliżej.

— Zaraz wraca ojciec… — Majka przewróciła oczami. Daniel odsunął się od dziewczyny. Miał dziwne przeczucie, że jej rodzice go nie zaakceptują. Chwila luzu minęła i znów zaczynał się stresować.

Ojciec Majki był dziwny. Według tego, co opowiadała, nie lubił ponuraków, niezaradnych ludzi, nie lubił łez. Chciał, by każdy w jego otoczeniu miał dobry humor — włącznie z jego jedynaczką. On sam był niemal na wiecznym haju, a kiedy na nim nie był, brał tabletki uspokajające, żeby zasnąć.

— To może ja już jednak pójdę — powiedział Daniel. Nie chciał spotkania z jej rodzicami. Teraz widział, jak bardzo nie przystawał do ich świata.

— Nie idź. Zostań ze mną… — Złapała go z czułością za rękę.

— Może wolisz spędzić czas z nim? Mówiłaś, że nieczęsto robicie cokolwiek razem.

— Chyba sobie żartujesz — prychnęła. — Jego nie obchodzę. Twoja rodzina jest inna. U ciebie mogę wypłakać się w poduszkę. Zjeść coś niezdrowego. A twoja mama rozmawia ze mną o miesiączce. Mojej mamy to nie interesuje. Ojca też nie.

— To facet i może nie rozumieć tego, co odczuwasz podczas tych dni.

Maja posłała mu spojrzenie pełne politowania, jakby był nic nierozumiejącym dzieckiem.

— Daniel, jego nie obchodzi nic, co się ze mną wiąże. Nieważne, czy to dotyczy kobiecych dolegliwości, moich planów na przyszłość czy poglądów. Mam tylko być dobrą córką i wyglądać na zadowoloną.

Westchnęła. W tej samej chwili w kieszeni zawibrował jej telefon, dając znak, że dostała esemesa.

— O, jednak nie wróci tak szybko. Wypadło mu spotkanie — bąknęła. Odłożyła urządzenie na stół. — Chodźmy do mojego pokoju. — Podeszła do chłopaka i pocałowała go.


Chwilę potem leżeli na jej łóżku. Dla większości ich rówieśników była to sytuacja wręcz wymarzona i skłamałby, gdyby powiedział, że dla niego nie.

Daniel wiedział, że to on powinien być rozsądny. Nie chciał przespać się z Mają na tylnym siedzeniu samochodu ani zrobić tego nocą na ławce w parku, ani też w pośpiechu na jej łóżku, spoglądając co chwilę na drzwi w obawie, że do pokoju wkroczy jej ojciec. Ta dziewczyna była wyjątkowa. Chciał się z nią kochać — nie pieprzyć jej, tylko kochać się z nią w odpowiednim miejscu i czasie.

Jednak coraz trudniej przychodziło mu opanowanie swojego ciała i swoich emocji. Kiedy siedziała lub leżała obok niego, on płonął. Jego ciało było rozpalone. A wnętrze niemal całe mu dygotało.

Tego dnia leżeli obok siebie i oglądali jakiś film. To znaczy Maja oglądała, a on, podparty na łokciu, wpatrywał się w nią jak zahipnotyzowany. Lewą ręką gładził ją po delikatnej skórze przedramienia.

— Pocałuj mnie. — Odwróciła ku niemu głowę. Uwielbiał tę jej bezpośredniość w stosunku do niego.

Pocałował ją. Jej usta smakowały cynamonem, wiosennym dniem i były takie ciepłe, pełne i miękkie.

Przyciągnęła go do siebie. Jego ręce znalazły się pod jej koszulką. Nie miała stanika. Wiedział, że jeśli się nie odsunie, to za chwilę nie będzie się już mógł opanować. Jego ciało było niczym tykająca bomba, która znajdowała się na skraju wybuchu.

— Zróbmy to — wyszeptała mu do ucha.

— Teraz, na szybko? Twój ojciec może przyjść w każdej chwili.

— Spóźnia się.

— Majka… — Delikatnie odsunął ją od siebie. — Nie chcę się spieszyć. Nie za pierwszym razem. Nie chcę, żeby ktoś nam przerwał. I nie chcę, żeby wasza gospodyni była w domu. Wolałbym, żeby ta chwila była tylko nasza. Rozumiesz, skarbie?

Majka oblizała spierzchnięte wargi i przełknęła ślinę.

— To dlatego, że jestem dziewicą? — wyszeptała.

— Dlatego, że jesteś dla mnie ważna. Najważniejsza. — Daniel ujął jej twarz w swoje dłonie. — Najważniejsza — powtórzył z naciskiem.

Kilka chwil później wsiedli na motocykl i pojechali na obiad do Daniela. Kiedy dziewczyna weszła do kuchni, pomieszczenie aż parowało. Na kuchence stały trzy garnki, w których bulgotało. Mama Daniela uśmiechnęła się do dziewczyny.

— Dzień dobry — przywitała się Majka.

— Majeczko, dobrze, że przyszłaś. Nagotowałam pomidorowej i pulpecików dla całej armii.

— Uwielbiam pomidorową — powiedziała z zadowoloną miną dziewczyna.

Kilka minut później siedzieli przy stole, jedząc i zaśmiewając się do łez. Para osiadała na ich twarzach i włosach. Było ciepło, wręcz gorąco, i tak swojsko. Majka pomyślała, że tutaj czuje się jak w domu. W domu, którego tak naprawdę nie miała. Trzysta metrów kwadratowych chłodu, zimne podłogi, przerażająca biel i szarość — i nic poza tym. Nic… To nie był dom.

A tutaj były serdeczność i miłość.


Daniel uważał, że Majka wniosła do jego życia powiew świeżości. Dzięki niej zaczął czytać książki. To z nią oglądał filmy przyrodnicze. Zyskał jakąś ciekawość świata. Kiedy spotykał się ze swoimi kolegami, zdawał sobie sprawę, że zaczyna od nich odstawać. Nie bawiły go już ich głupie zagrywki, jak spuszczanie na przechodniów torebek z wodą, skakanie po dachach czy picie piwa pod blokiem.

Tego dnia Majka spędzała dzień z matką, więc nie mieli się spotkać. Daniel wyszedł przed klatkę. Na murku siedział Artek z Przemkiem. Przywitał się z każdym z kumpli żelaznym uściskiem.

— Co porabiacie? — zapytał.

— Nic — westchnął Przemo.

Artek wysypał na bibułkę trochę zioła. Polizał końcówkę i zaczął skręcać blanta.

— Może poszlibyśmy do kina? — zaproponował Daniel. Nie miał ochoty gapić się, jak jego przyjaciele jarają, a potem mają głupawkę.

— A coś ty, kurwa, z choinki się urwałeś? Kasy nie mamy.

 

— Na zioło jakoś macie — słusznie zauważył Daniel.

— Ty… — Przemo zmierzył go wzrokiem. — Ta twoja lalunia to nieźle ci w bani namieszała.

Młodzi, przystojni, z sieczką w głowie i nic niewarci, pomyślał o kolegach Daniel. Zrobiło mu się dziwnie nieswojo, że dawniej spędzał z nimi tyle czasu. Po co? Czy wyszło mu to na dobre? Co go z nimi łączyło? Czy naprawdę jeszcze niedawno był taki sam?

— Idziemy gdzieś czy nie? — Nie miał ochoty reagować na zaczepki kumpli.

— Niby gdzie? Do teatru? — Obaj kumple ryknęli śmiechem.

— Możemy pójść do pizzerii, ja stawiam — powiedział Daniel, trochę zażenowany ich zachowaniem.

Chłopcy zeskoczyli z murku. Byli już trochę zjarani i mieli głupie miny.

— Chcesz bucha? — zapytał Artek.

— Nie.

— No co ty? — Przemo żartobliwie wymierzył mu cios w brzuch. — Co się, kurwa, z tobą dzieje?

— Nie chcę jarać i się upijać.

Koledzy wybuchnęli gromkim śmiechem.

— Ty, to ona musi nieźle ci obciągać, że aż tak ci odjebało.

— Stul pysk, nie twoja sprawa. — Teraz Daniel był naprawdę wkurzony. Mogli mu dogadywać, ile chcieli, ale Majka była naprawdę porządną dziewczyną i nie życzył sobie żartów na jej temat. Żadna inna, z którą umawiał się którykolwiek z nich, nie dorastała jej do pięt.

— Ej, stary, wyluzuj… — Artek walnął Przemka w bok. Lubił Daniela, nie miał ochoty na żadne rozpierduchy, a widział, że trafili w czuły punkt.

Kilka chwil potem siedzieli we trzech rozwaleni na sofach w pizzerii. Podeszła do nich młoda, zgrabna kelnerka, która najwyraźniej wpadła w oko Artkowi. Dziewczyna miała śliczną twarz w kształcie serca, niebieskie oczy i długie blond włosy zebrane na czubku głowy w kok, w który włożyła ołówek.

— Hej… Co robisz dzisiaj po pracy? — Artek zaczął ją podrywać

— Hej. — Uśmiechnęła się pobłażliwie. — Idę na wykłady. Niektórzy pracują i studiują.

— Wieczorem? — Artek zmrużył oczy.

— Jest coś takiego jak studia wieczorowe. — Widać było, że dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty wdawać się z nimi w żadne gadki. Daniel wstydził się za kolegę, który zachowywał się jak śliniący się szczeniak. Co ciekawe, sam jeszcze kilka tygodni temu tak postępował. Teraz, kiedy patrzył na to wszystko z boku, czuł się zażenowany niedojrzałością ich wszystkich.

— Aha… — wybąkał Artek, po czym ryknął śmiechem, jakby dopiero do niego dotarł drugi sens tego, co przed chwilą powiedziała. — Studentki są niezłe.

— Niezłe do czego?

— Sama powinnaś wiedzieć… — Artek oblizał górną wargę.

Przemek zakrył usta dłonią, próbując zapanować nad wybuchem śmiechu.

— Zamawiacie coś? — Dziewczyna traciła cierpliwość.

Daniel czuł, że zaraz wybuchnie. Miał ochotę wyciągnąć Artka z jego miejsca i zacząć nim potrząsać. Było mu po prostu wstyd za kumpli.

— Pizzę.

— Którą? — zapytała dziewczyna. Jej jasna skóra przypominała aksamit. Jej włosy miały odcień dojrzałego zboża.

— Trzy pepperoni — rzucił Daniel, żeby już skończyć tę farsę.

— Eeee… — jęknął Artek. — Nie mam ochoty na pepperoni.

— Masz. — Daniel spiorunował go wzrokiem. — Masz, i tyle w temacie.

— Dzięki. — Kelnerka popatrzyła na niego z wdzięcznością, po czym się oddaliła.

— Kurwa… — Przemek przywalił Artkowi w głowę. — Ale podryw, stary…

— No co? Podoba mi się.

— To złap ją za dupę i wyruchaj w kiblu. To tylko kelnerka. Może sobie przed tobą udawać wielką panią studentkę, ale sam dobrze wiesz, jak jest i na co one wszystkie lecą.

— Wiecie co? — Daniel wstał od stolika. — Najedźcie się tą pizzą sami. Ja pasuję.

— Eeee… Stary, no co ty? — Przemek wydawał się zupełnie skołowany. — Dawaj, zjedz z nami.

Daniel wyjął z portfela dwieście złotych i położył na stół.

— Bawcie się dobrze — powiedział i wyszedł.


Tego dnia Daniel długo jeździł na motocyklu. Kochał szybką jazdę. Czuł się wtedy taki wolny. Pojazd dostał od wujka, brata mamy, który nie miał dzieci, miał za to sporo pieniędzy i czasami ratował siostrzeńca w potrzebie. Cóż, może nawet niekiedy trochę go rozpieszczał, na tyle, na ile pozwalała mu siostra. Kompensował mu tym brak ojca. Wujek był dla chłopaka wzorem.

Mama nie lubiła, kiedy Daniel jeździł na motocyklu. Bała się o niego. Rzadko informował ją, że jeździ i gdzie się kręci. Nie chciał jej denerwować. Starała się, jak mogła, by zapewnić jemu i jego siostrze jak najlepszy byt. Pracowała na dwie zmiany, aby tylko dzieciom niczego nie brakowało. Gdyby coś mu się stało, złamałby jej serce. Wolał nie ryzykować.

Myślał o Mai, o kumplach, o tym, jakie to wszystko jest skomplikowane i dziwne, że jednego dnia coś, co wydaje ci się normalne i na miejscu, drugiego dnia okazuje się po prostu żenująco głupie. Czy tak właśnie działa dorosłość? Czy to spotkania z Majką zrobiły z niego w końcu mężczyznę? A może chodziło po prostu o to, że kiedy poszerzyła mu perspektywę tymi wszystkimi wspólnymi rozmowami, seansami, książkami, wycieczkami, pokazała, że może spędzać czas inaczej, rozwijać się, zamiast gnić pod blokiem, nagle ramy jego dotychczasowego świata zrobiły się po prostu za ciasne.

Do tej pory to uczucie ekscytacji towarzyszyło mu przede wszystkim wtedy, gdy pędził przed siebie. Teraz każdy dzień z Mają przynosił mu coś podobnego. Oczekiwanie na to, czego doświadczy, czego się dowie, co zobaczy.

Nadal lubił swoich kumpli, tyle przecież razem przeszli. Ale on już miał pewność, że nie chce tak żyć. Już nie.

Uśmiechnął się do siebie, śmigając po ulicach miasta.

Rozdział 5


— Chcę się z tobą kochać — powiedziała Majka do Daniela tydzień później, gdy znów siedzieli w jej pokoju w willi w Konstancinie.

— Jesteś tego pewna? — Podszedł do niej i ją przytulił. Pragnął tego od tak dawna. Wiedział, że dłużej oboje nie wytrzymają tego napięcia. Ich młode ciała wrzały z nadmiaru emocji, hormonów i nowych doznań.

— Jestem tego bardziej niż pewna — powiedziała, patrząc na niego z uczuciem. — Moi rodzice wrócą jutro, gosposi już nie ma, poszła do domu. Jesteśmy sami… — Przywarła do Daniela jeszcze mocniej.

— Też tego chcę. — Odgarnął z czułością jej włosy. — Tylko że to będzie twój pierwszy raz.

— Ciii… — Przyłożyła palec wskazujący do jego ust. Dłonie Majki powędrowały na jego kark. Dotknęła jego miękkich włosów. Wsunęła w nie palce. Daniel poczuł przyjemne łaskotanie. — Pragnę cię i chcę się z tobą kochać.

— Też tego chcę.

Zaczął ją łapczywie całować, a ona nie nadążała z oddawaniem pocałunków. Pociągnęła go za sobą. Upadli na łóżko. Daniel wsunął rękę pod jej bluzkę i opuszkami palców delikatnie przesuwał po jej skórze w górę i w dół. Rozpiął jej stanik, a następnie delikatnie objął jej prawą pierś. Majka jęknęła, po czym sama wsunęła ręce pod koszulkę Daniela. Gładziła przez moment jego twardy brzuch. Było mu dobrze, za dobrze. Wiedział, że dłużej nie wytrzyma.

Jednym ruchem ściągnął z siebie koszulkę. Rozpiął spodnie i zsunął je na dół, po czym zaczął rozbierać dziewczynę. Kiedy oboje byli już nadzy, Majka wysunęła biodra w jego stronę, a on zaczął całować jej brzuch, uda, a potem wzgórek łonowy. Rozchyliła nogi, a on delikatnie wsunął w nią palec. Była wilgotna. Zaczął poruszać palcem w jej wnętrzu. Z jej warg wydobył się jęk.

— Wejdź we mnie… — poprosiła.

Wyjął palec, podparł się na łokciach i spełnił tę prośbę najdelikatniej, jak tylko mógł. Jęknęła ponownie.

— Boli? — zapytał u kresu swojej wytrzymałości. Jedyne, o czym marzył, to to, by się w niej poruszać.

— Jest… jest dobrze — powiedziała przez niemal zaciśnięte wargi.

Oboje poruszali się, niekiedy gubiąc rytm. Może trochę niezdarnie, ale czuli się, jakby wznosili się na fali swojej rozkoszy gdzieś wysoko ponad ziemię. Wiedział, że musi uważać, kochali się bez zabezpieczenia. Miał w portfelu prezerwatywę, ale ten pierwszy raz chciał ją czuć całym sobą. Muszę być ostrożny, nakazał sobie w myślach.

Daniel zdał sobie sprawę, że nigdy do nikogo nie czuł tego, co do Majki. To była miłość. Pierwsza, wyśniona, niczym niezbrukana. Wreszcie już wiedział, czym jest.


Następnego dnia Majka siedziała na białej sofie naprzeciwko rodziców. Matka wyglądała na zniesmaczoną, ojciec był nerwowy. Może nie wziął swojej dziennej porcji koki, pomyślała z przekąsem dziewczyna. Zanosiło się na poważną rozmowę.

— Myślimy, żebyś wyjechała do Londynu — zaczęła matka, oglądając swoje staranie wypielęgnowane dłonie. Większość swojego wolnego czasu spędzała w różnych centrach odnów biologicznych, u kosmetyczek i masażystów. Majka wiedziała nawet o romansie matki z jednym z fizjoterapeutów. Nakryła ją kiedyś w małżeńskim łożu na ekscesach z kochankiem, ale obie udawały, że sytuacja nie miała miejsca.

— W jakim celu? — Majka wydęła usta.

— Na uczelnię. Zdasz maturę i wyjedziesz — dodał ojciec, którego ta rozmowa najwidoczniej nużyła.

— A co, jeśli nie zdam?

— Zdasz, zdasz. — Ojciec machnął ręką. — W końcu jesteś prymuską, inna możliwość w ogóle nie wchodzi w grę. Jak chcesz, możemy ci opłacić jeszcze jakieś dodatkowe korki przed egzaminami, to się opłaci. Brytyjska uczelnia otworzy ci drogę do kariery.

Dziewczyna zbladła.

— Nie mówicie tego poważnie? — Czuła, jak ogromna gula zatyka jej przełyk. — Nie chcę stąd wyjeżdżać.

— Bo co? — Matka spojrzała na nią bystro.

— Bo nie.

Sama myśl o tym, że mogłaby teraz po prostu przenieść się za granicę, zerwać kontakty ze wszystkimi i wszystkim, a przede wszystkim zostawić w Polsce Daniela, i to właśnie teraz, kiedy poznawała, czym jest prawdziwe uczucie, kiedy wreszcie miała kogoś, kto był przy niej z miłości, a nie z poczucia obowiązku, komu zawsze mogła się wypłakać i poprosić, by ją przytulił. Gdy wreszcie dostała od losu swoją porcję ciepła.

— Posłuchaj… — Liliana Zacharska wstała i zaczęła przechadzać się po pokoju. — Nie możesz marnować swojego życia dla jakiegoś chłopaczka, który nie ma nic.

— To wspaniały człowiek. — Majka czuła, że traci grunt pod nogami.

— Jeszcze poznasz wielu takich wspaniałych chłopców. — Noga ojca drgała. Był niespokojny. Kręcił się na krześle. Majka wiedziała, że potrzebował narkotyku.

— Ale ja go kocham.

— Oj tam, kochasz… — Liliana zakpiła ze słów córki. Przechadzała się po marmurowych płytkach, stukając obcasami. — Masz dopiero osiemnaście lat. Miłość dzisiaj jest, jutro jej nie ma.

— Ty coś o tym wiesz, mamo. — Dziewczyna spojrzała na nią wymownie, ale tamta nawet nie mrugnęła, wręcz przeciwnie.

— Zamilcz! Bo powiesz o jedno słowo za dużo i będziesz tego żałowała.

Ojciec postanowił przemówić jej do rozsądku od tej strony, która do niego przemawiała zawsze najmocniej.

— Wiesz, dlaczego on się z tobą spotyka? — Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Majka miała ochotę wstać i podać mu chusteczkę, tak jak wtedy, kiedy była małą dziewczynką i wycierała ojcu czoło. Nie zrobiła tego. Miała go dosyć. Ćpał, odkąd pamiętała. Nawet wtedy, kiedy się nią opiekował; gdy miała zaledwie kilka lat.

— Dlaczego? — zapytała lodowatym tonem. Wcale nie chciała usłyszeć odpowiedzi.

— Bo twoi rodzice mają mnóstwo szmalu, rozumiesz?

Dziewczyna czuła, jak oblewa ją zimna fala wściekłości. Chciałaby im wygarnąć wszystko, pokazać, jak niewiele rozumieją, wykazać, że są bez serca, próbując ją zmusić do podjęcia decyzji o wyjeździe. Miała ochotę drapać, krzyczeć i wić się, zupełnie jak nie ona. Z trudem powściągała emocje.

— Nie każdy, tato, kieruje się takimi wartościami jak ty — rzuciła tylko.

— Większość ludzi. Każdy chciałby żyć tak jak my, ale nie wszyscy się do tego przyznają.

— Nie chcę słuchać tych bzdur — powiedziała, zacis­kając dłonie na poręczach fotela.

— Pojedziesz, spróbujesz, a potem zobaczymy.

— Spróbuj, chociaż spróbuj… — Głos matki trochę złagodniał.

Majka poczuła, jak furia zmienia się w gniew. Matka mówiła dalej, jakby się nad nią litowała.

 

— Teraz jest ci z tym chłopcem cudownie, ale myślałaś o tym, co będzie za kilka lat? — Nie czekając na odpowiedź, Liliana kontynuowała: — Na razie jeszcze jesteś na naszym utrzymaniu i masz wszystko. Potem się usamodzielnisz i oczywiście nie zostawimy cię z niczym, ale w pewnym momencie życia pojawią się problemy. A ty zdasz sobie sprawę, że nie chcesz go utrzymywać. Opłacać za niego rachunków, zajmować się dzieckiem i łożyć na całą trójkę. Majka, zmądrzej, dziewczyno.

— Spotkasz jeszcze takiego mężczyznę, który zapewni ci godziwe życie, status, pieniądze… — dodał ojciec. Zawiesił głos, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tej samej chwili gwałtownie wstał i szybkim krokiem oddalił się do swojego gabinetu. Obie usłyszały, jak zamknął zamek. Potem otworzył szufladę, z której zapewne wyciągnął torebkę z białym proszkiem.

Idealna rodzinka, pomyślała z przekąsem Majka. Oni mają mnie nauczyć życia?

A jednak cały czas była od nich zależna.

— Nie chcę. — Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. — Nie chcę! — Spojrzała na matkę, jakby szukając u niej zrozumienia, ale Liliana nawet nie drgnęła.

— Chcemy dla ciebie jak najlepiej — powiedziała tylko i wyszła do kuchni. Nalała sobie kieliszek wina. Piła wyłącznie lampkę albo dwie na wieczór. To ją rozluźniało. Nie była alkoholiczką. Nie miała nałogów, w przeciwieństwie do swojego męża.

Ale to wcale nie oznaczało, że była wobec córki bardziej wyrozumiała.


Dwa dni później Majka siedziała na kolanach Daniela w modnej knajpce wraz ze swoimi nadzianymi znajomymi. Rodzice nie wracali do tematu jej wyjazdu, a ona uważała go za zamknięty. Teraz miała inne tematy do rozmyślań.

Do tej pory ani ona nie spotykała się ze znajomymi Daniela, ani on z jej znajomymi; tego wieczoru miało być inaczej. Denerwowała się trochę, jak Daniel da sobie radę wśród tych snobów, ale nie zamierzała go dłużej ukrywać, bo przecież go kochała. Jej chłopak błyszczał w towarzystwie, był miły, uśmiechał się i rzucał zabawnymi anegdotami. Thomas, którego ojciec był Amerykaninem i producentem filmowym, wykrzywiał usta, łypiąc groźnie na Daniela. Sam podrywał kiedyś Majkę, ale ta odprawiła go z kwitkiem. Od tej pory traktował ją jak powietrze, co jej wcale nie przeszkadzało.

Dziewczyna popijała sok pomarańczowy. Spojrzała z miłością na Daniela, który rozmawiał z Beatą. Jak bardzo różnił się od tych wszystkich ludzi, z którymi siedzieli przy jednym stoliku. Był prawdziwy, szczery i dobroduszny. A przede wszystkim nie był hipokrytą i nikogo nie chciał naśladować. Cała ta śmietanka marzyła wyłącznie o tym, by wzbić się po czyichś plecach na najwyższe stanowisko u ojca albo matki w firmie, a najlepiej w ogóle nigdzie nie pracować, tylko balować, a potem uprawiać seks. Ostatnio to był główny temat, wokół którego kręciły się wszystkie ich dyskusje. Czasem pytała samą siebie, czy to nie dlatego tak szybko poprosiła Daniela, by wreszcie to zrobili — bo podświadomie nie chciała czuć się wykluczona.

Ale nie, kochała go i to był jedyny powód. Na pewno.

— Co takiego robisz? — Beata spojrzała na Thomasa, a potem na Daniela.

— Chodzę z Mają do liceum, za kilka miesięcy matura. Od przyszłego tygodnia zaczynam pracę jako barman u wuja w pubie.

— Wow! Niesamowite — odezwał się Thomas. Ta kąśliwa uwaga była głośniejsza od innych rozmów prowadzonych przez pozostałych. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na niego.

— A w jakim barze będziesz pracował? W Mariotcie jest taka fajna knajpka — zaśmiała się Beata.

— Nie, nie w Mariotcie. W podrzędnym barze — wyjaśnił spokojnie. — Ale zawsze jakiś grosz wpadnie. Podobno nic tak nie szlifuje charakteru jak praca.

— Jestem z ciebie taka dumna. — Majka położyła dłoń na plecach Daniela i pocałowała go w policzek.

— A ile będziesz zarabiał? — dopytywał Thomas, jakby zamierzał mu wykazać, że wartość człowieka można określić tylko w jeden sposób.

Majka chciała zwrócić mu uwagę, że nieładnie pytać kogoś o zarobki, ale ubiegł ją Daniel.

— Z napiwkami koło tysiaka, ale to tylko weekendy.

Beata prychnęła z niedowierzaniem.

— Kiedyś Thomas zapytał mnie, czy zrobiłabym mu loda. Powiedziałam mu, że za tysiaka to tak.

Thomas poczerwieniał. Beata się roześmiała.

— I zrobiłam mu. Tysiak w jedną noc, rozumiecie? — Dziewczyna przewróciła oczami.

Majka wstała z kolan Daniela. Chłopak też się podniósł, spojrzał z obrzydzeniem na Beatę, po czym wzniósł kieliszek z czerwonym winem.

— Tysiak za loda, marna sumka… — Uśmiechnął się. — Ale jak tak na ciebie patrzę, stwierdzam, że chłopak i tak przepłacił.

Beata naraz zrobiła wielkie oczy i zaczęła się trząść ze złości.

— Tysiaka za loda nie zarabiają nawet ekskluzywne prostytutki — wycedziła.

— Jak widać, jesteś dość dobrze zorientowana. Wasze zdrowie. Wiecie co? — Daniel omiótł wzrokiem towarzystwo. — Wolę już pracować w swoim barze i zarabiać uczciwie niż spędzać z wami czas.

Majka pocałowała Daniela namiętnie, pociągnęła go za rękę i ruszyli do wyjścia. Przez chwilę oboje milczeli. Chłopak był zażenowany całym tym wyjściem i zachodził w głowę, jak jego dziewczyna w ogóle odnajdywała się w tym towarzystwie. Odstawała. Tak jak on ostatnio odstawał od Artka i Przemka.

— Jesteś wspaniały — powiedziała na korytarzu.

— Ale do nich nie pasuję.

— Ja też nie. Już nie. A może nigdy nie pasowałam? Zawsze czułam się źle na tych spotkaniach.

— To dlaczego w ogóle z nimi wychodziłaś?

— Znamy się od dzieciaka. Nasi rodzice się kolegowali… Tak jakoś wyszło. Zresztą oni chyba kiedyś tacy nie byli. Im są starsi, tym bardziej zamieniają się w materialistów i…

Daniel westchnął, jakby właśnie opadł mu na piersi jakiś ciężar.

— Maja… My jesteśmy z dwóch różnych światów, rozumiesz? Widzisz to? — Dotknął jej twarzy. — Bo ja dziś to zrozumiałem jeszcze wyraźniej niż tam u ciebie, w Konstancinie.

— Ale się kochamy. Kochamy się i to jest najważniejsze.

Jeszcze niedawno powiedziałaby to z pełnym przekonaniem. Teraz z niezrozumiałych dla siebie przyczyn sama zwątpiła w swoje słowa. Była z Daniela dumna. Kochała go, ale w jej sercu zakiełkowało ziarno niepewności. Te słowa o dwóch światach, powtarzane najpierw przez rodziców, teraz przez niego…

Spojrzała na swoje życie jego oczami. Rzeczywiście do tej pory różniło ich wszystko — doświadczenia, towarzystwo, w którym się obracali, podejście do życia i nauki. Jej jeszcze do niedawna nie przyszłoby w ogóle do głowy, żeby bezpośrednio po maturze zacząć jakąkolwiek pracę, a co dopiero jeszcze przed. Nie dlatego, żeby uważała, że to głupie czy poniżej jej godności. Po prostu nigdy nie brakowało jej pieniędzy, a w jej świecie ustalony porządek zakładał najpierw zdanie matury, potem skończenie studiów, dopiero w dalszej kolejności zarobkowanie. Ewentualnie wakacyjne praktyki lub staż, żeby zdobyć doświadczenie. Daniel musiał dojrzeć dużo wcześniej.

Imponowało jej to. Jednocześnie jednak zaczęła się zastanawiać, z ilu rzeczy sama jest w stanie dla niego zrezygnować. Początkowo wydawało jej się, że ze wszystkich, ale nie chciała potem się na sobie zawieść. Miał rację. Pochodzili z dwóch różnych światów.

Czy miłość wystarczy, by spędzić razem resztę życia?


— Gdzie byłaś? — Surowy głos matki sprawił, że dziewczyna nagle stanęła. Liliana wyszła na korytarz.

Majka najchętniej by skłamała, ale kobieta znalazła się tuż przed nią.

— Z Danielem w tej modnej knajpce na Starówce. — Nie chciała kłamać. Była z natury prawdomówna, zresztą przecież się go nie wstydziła.

Liliana otworzyła usta.

— Chyba już o tym rozmawialiśmy. Ten chłopak do ciebie nie pasuje. — Słowa matki były szorstkie niczym papier ścierny.

— Nie sądzisz, że to ja decyduję, kto do mnie pasuje, a kto nie?

Matka rzuciła się w jej stronę niczym rozsierdzony drapieżnik i chwyciła ją mocno za ramię. Majka czuła, jak jej paznokcie wbijają się w jej skórę. Była do tego przyzwyczajona. Od małego matka łapała ją za ramię. Raz za jedno, raz za drugie.

— Posłuchaj, pochodzisz z dość wpływowej, bogatej rodziny. Z rodziny prawników i lekarzy. A ten chłopak co sobą reprezentuje? — wysyczała. — Kręci cię jego szybki motocykl?

— Nie, mamo. Kręci mnie to, że jest dobrym człowiekiem.

Matka przez chwilę zastanawiała się, co ma odpowiedzieć, ale nie powiedziała nic. Puściła jej rękę. Podeszła do stolika, sięgnęła po papierosa. Zapaliła.

— Jeszcze kiedyś zrozumiesz, że prestiż, pieniądze i władza mają większe znaczenie niż dobre serce. Zresztą każdego można kupić i każdego można sprzedać.

Majka wyminęła matkę i poszła do swojego pokoju. Ze smutkiem pomyślała o tym, że przez większość czasu rodzice nie poświęcali uwagi jej wyborom. Kiedy potrzebowała ich rady i troski, mieli ją gdzieś. Teraz, kiedy podjęła samodzielną decyzję i była szczęśliwa, nagle zaczęli się nią interesować i nalegać, by ułożyła sobie życie według ich planu.

Sami poznali się na studiach prawniczych. Tato pochodził z rodziny prawników od pokoleń, matka z rodziny lekarzy. Sama nie chciała iść na medycynę, bo odrzucało ją grzebanie w ludzkich wnętrznościach, więc poszła na prawo, chociaż marzyła o ASP. Jej ojciec wyśmiał te marzenia. Artystka to słaby zawód, powiedział. Liliana uznała, że miał rację. Ceniła sobie wygodę, w której dorastała, mimo że działo się to w czasach, w których reszta obywateli radziła sobie, jak mogła, wystając w długich kolejkach. Tym bardziej po latach była dumna z podjętej decyzji.