Frigiel i Fluffy. Las Varogg

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Frigiel i Fluffy

Las Varogg

Frigiel, Nicolas Digard

Tłumaczenie: Magdalena Łachacz

Published in the French language originally under the title: Frigiel et Fluffy: La forêt de Varogg – volume 3

© 2017, Slalom, an imprint of Édi8, Paris, France.

«Minecraft» is a Notch Development AB registered trademark

This book is a work of fiction and not an official Minecraft product, nor an approved by or associated to Mojang. The other names, characters, places and plots are either imagined by the author, either used fictitiously.

© for the Polish edition:

Wydawnictwo RM, 2020

All rights reserved.

Wydawnictwo RM

03-808 Warszawa, ul. Mińska 25

rm@rm.com.pl; www.rm.com.pl

ISBN 978-83-8151-295-4

ISBN 978-83-8151-296-1 (ePub)

ISBN 978-83-8151-297-8 (mobi)

Redaktor inicjująca i prowadząca: Aleksandra Żdan

Redakcja: Marta Stochmiałek

Korekta: Bartłomiej Nawrocki, Agata Styczeń

Opracowanie graficzne okładki wg oryginału: Maciej Jędrzejec

Ilustracje: Thomas Frick

Edytor wersji elektronicznej: Tomasz Zajbt

Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański

Weryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem:

rm@rm.com.pl

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Juliette i Robinowi,

goblinom z wybrzeży Irlandii.

N.D.

Osoby

Fri­giel – wnuk Er­nal­da, ma pięt­na­ście lat. Ni­g­dy nie po­znał swo­ich ro­dzi­ców i nie wie, co się z nimi sta­ło.

Fluf­fy – pies Fri­gie­la.

Er­nald – dzia­dek Fri­gie­la, ma sześć­dzie­siąt pięć lat. Czło­wiek o za­gad­ko­wej prze­szło­ści, któ­ry zde­cy­do­wa­nie za czę­sto wy­jeż­dża z wio­ski.

Sara – żona Er­nal­da i bab­cia Fri­gie­la.

Eno­ra – córa Er­nal­da i Sary, mat­ka Fri­gie­la.

Ian – oj­ciec Fri­gie­la.

Abel Swa­le – syn De­ry­na Swa­le’a, śmiał­ka spod He­ikan, puł­kow­ni­ka i bo­ha­te­ra ar­mii kró­la Llud­da Lawa. Ma osiem­na­ście lat.

Ali­ce Pem­bro­ke – zło­dziej­ka gil­dii zło­dziei z Pu­aby, ma szes­na­ście lat.

Lludd Law – le­gen­dar­ny wo­jow­nik, któ­ry zo­stał kró­lem świa­ta.

Askar Raug – po­tęż­ny mag i brat bliź­niak Llud­da Lawa.

Val­dis – le­gen­dar­na kró­lo­wa, któ­ra spra­wo­wa­ła rzą­dy przez Llud­dem La­wem.

Oriel – od­kryw­czy­ni ma­gii oraz na­uczy­ciel­ka Val­dis.

Ish­tar – En­lil (pani) ma­gów Ja­ka­ru, mia­sta ma­gów.

Ey­vin­da­ra, Hal­la, Olvir i Sar­gon – czwo­ro ma­gów, Suk­ka­lów (na­uczy­cie­li) wcho­dzą­cych w skład Rady Sze­ścior­ga.

Ba­nugg – al­che­mik, miesz­ka w mie­ście ma­gów.

Hug­gin – dy­rek­tor wię­zie­nia Su­ra­ta­nu.

Licz – strasz­ne wid­mo z Lasu Va­rogg.

Tha­les – wo­jow­nicz­ka i przy­wód­czy­ni Sar­ma­tów.

Hima – sar­mac­ka wo­jow­nicz­ka.

Nelv – sar­mac­ka szpie­gi­ni.

Sa­ha­le – sar­mac­ki sza­man.

Szkla­ni Go­le­mo­wie – taj­na or­ga­ni­za­cja po­zo­sta­ją­ca na usłu­gach ma­gów, dzia­ła na kró­lew­skim dwo­rze.

Chi­ron – ta­jem­ni­czy ary­sto­kra­ta prze­by­wa­ją­cy na dwo­rze, przy­wód­ca Szkla­nych Go­le­mów.

Stekx – go­blin ura­to­wa­ny z Su­ra­ta­nu.

Mau­le­on – zło­dziej na­le­żą­cy do gil­dii zło­dziei z Ulan War­ki.

Tom Ra­chu-Cia­chu – przy­wód­ca gil­dii zło­dziei z Ulan War­ki.

Zoth – stra­teg kró­la Llud­da Lawa.

W poprzednim tomie Frigiela i Fluffy’ego

W trak­cie swo­je­go po­by­tu w Pu­abie Abel od­kry­wa, że król Lludd Law wy­zna­czył cenę za gło­wę Fri­gie­la i przy­go­to­wu­je kam­pa­nię ma­ją­cą na celu wy­trze­bić ma­gów z Ne­the­ru. Chło­pak znaj­du­je rów­nież upo­ka­rza­ją­cy list od swe­go ojca. Mło­dy męż­czy­zna po­sta­na­wia udać się do Ne­the­ru, aby ostrzec Fri­gie­la i Ali­ce przed nie­bez­pie­czeń­stwem, któ­re na nich czy­ha.

Tym­cza­sem nie­ziem­sko spra­gnie­ni Fri­giel i Ali­ce zo­sta­ją ura­to­wa­ni przez ta­jem­ni­cze­go al­che­mi­ka Ba­nug­ga po tym, jak zgu­bi­li dro­gę w Ne­the­rze. Męż­czy­zna za­pro­wa­dza ich do po­ste­run­ku stra­ży przed­niej Ja­ka­ru, mia­sta zbu­do­wa­ne­go przez ma­gów, któ­rych prze­pę­dził z po­wierzch­ni Lludd Law. Tam wszy­scy spo­ty­ka­ją Abla – to­wa­rzy­szy mu Val­mar, któ­ry prze­żył star­cie ze Smo­kiem Kre­su. Ale ma­go­wie zdą­ży­li już wcze­śniej przej­rzeć kró­lew­skie pla­ny i zli­kwi­do­wa­li po­ste­ru­nek, wo­bec cze­go nasi bo­ha­te­ro­wie zmu­sze­ni są prze­pra­wić się przez For­te­cę Ne­the­ru, aby do­trzeć do owia­ne­go ta­jem­ni­cą mia­sta.

Ali­ce uczy się al­che­mii, Abel od­naj­du­je pew­ne ko­wa­dło, któ­re po­zwa­la mu zmie­niać kla­sycz­ne re­cep­ty, Fri­giel zaś wresz­cie roz­po­czy­na na­ukę ma­gii wody.

Za bia­ły­mi mu­ra­mi olśnie­wa­ją­ce­go mia­sta ma­gów kry­jów­kę znaj­du­je nie­pro­szo­ny gość – Aska­ro­wi uda­je się zo­stać wy­bra­nym do Rady Sze­ścior­ga. Mag wła­da zu­peł­nie nową pią­tą ma­gią, któ­ra po­zwa­la mu wskrze­szać zmar­łych. Wy­ko­rzy­stu­jąc pa­nu­ją­ce wśród ma­gów na­pię­cie, Askar Raug li­czy na to, że zmu­si Fri­gie­la do otwo­rze­nia skrzy­ni Kre­su, któ­rą przy­niósł mu jego smok-zom­bie. Chcę zdo­być ki­lof praw­dy i po­ko­nać swe­go bra­ta bliź­nia­ka, sta­nąw­szy na cze­le ar­mii ma­gów, a na­stęp­nie za­jąć jego miej­sce na tro­nie.

Fri­gie­lo­wi nie uda­je się ode­brać skrzy­ni cza­row­ni­ko­wi, chło­pak wy­wo­łu­je je­dy­nie jego gniew. Askar przy­wo­łu­je zzom­bi­fi­ko­wa­ne­go Smo­ka Kre­su, by ten znisz­czył Ja­kar. Ish­tar, któ­ra prze­wo­dzi ma­gom, wy­sy­ła chłop­ca i jego przy­ja­ciół na po­szu­ki­wa­nia dru­giej skrzy­ni Kre­su ukry­tej w Le­sie Va­rogg.

 

Jed­nak­że Ba­nugg, któ­ry do­wie­dział się, że król wy­zna­czył cenę za gło­wę Fri­gie­la, zdra­dza chło­pa­ka, przez co na­szych bo­ha­te­rów chwy­ta ar­mia Llud­da Lawa tuż po tym, jak cała czwór­ka prze­kra­cza por­tal na Wy­dmach Kin­zhir. Kie­dy spe­cjal­ny od­dział kró­la ru­sza do Va­rogg, by po­ło­żyć swe łap­ska na dru­giej skrzy­ni, Fri­giel, Fluf­fy, Abel i Ali­ce zo­sta­ją ze­sła­ni do Su­ra­ta­nu – pod­wod­ne­go mia­sta, któ­re Lludd Law ka­zał zmie­nić w pod­wod­ne wię­zie­nie. Tam też Fri­giel uzmy­sła­wia so­bie, że w jed­nej z cel do­strzegł… swo­je­go dziad­ka Er­nal­da!

Rozdział 1


Fri­giel rzu­cił się ku że­la­znym drzwiom. Jego ręce na próż­no szu­ka­ły ja­kiej­kol­wiek klam­ki lub me­cha­ni­zmu z zam­kiem. Drzwi były gład­kie ni­czym je­zio­ro w Lan­niel w środ­ku zimy. Chło­piec ucze­pił się więc krat tak, jak wi­dział, że zro­bił to jego dzia­dek. Szarp­nął je w swo­ją stro­nę, wie­dzio­ny sza­lo­ną my­ślą, że siła roz­pa­czy spra­wi, iż drzwi ustą­pią.

– Dziad­ku! – krzy­czał. – Dziad­ku!

Ale drzwi ani drgnę­ły. Zim­ne że­la­zo prze­cię­ło mu dło­nie i krzy­ki Fri­gie­la spra­wia­ły ta­kie wra­że­nie, jak­by prze­pa­da­ły bez śla­du w ko­ry­ta­rzu. Er­nald go nie sły­szał. A na­wet je­śli, to do uszu Fri­gie­la nie do­cie­rał w od­po­wie­dzi ża­den głos. Może dzia­dek był zbyt sła­by, by mu od­po­wie­dzieć? Fala pa­nicz­ne­go stra­chu za­la­ła chłop­ca, po niej zaś na­szło go uczu­cie bez­sil­no­ści, któ­re spo­tę­go­wa­ło jego gniew. Chło­piec za­wył wście­kle i raz jesz­cze spró­bo­wał wy­rwać kra­ty. Uwie­sił się na nich, ca­łym cia­łem wy­giął się do tyłu. Za­ja­dle ko­pał w drzwi, któ­re od­ci­na­ły mu dro­gę do wol­no­ści i po­now­ne­go spo­tka­nia, na któ­re stra­cił już na­dzie­ję. Jego dzia­dek tu był, cier­pią­cy, być może cho­ry; od­dzie­la­ło go od nie­go kil­ka cel ze ska­ły ma­cie­rzy­stej. Tym­cza­sem on, Fri­giel, spę­dzi resz­tę ży­cia za­mknię­ty dwa­dzie­ścia blocz­ków da­lej, nie mo­gąc go ani przy­tu­lić, ani z nim po­roz­ma­wiać, ani mu po­móc, ani na­wet do­wie­dzieć się, jak się trzy­ma. Er­nald mógł umrzeć choć­by ju­tro, a Fri­giel, nie­zmien­nie za­blocz­ko­wa­ny w tej wstręt­nej klit­ce, nie do­wie­dział­by się o tym na­wet po upły­wie dzie­się­ciu lat.

Kie­dy o tym po­my­ślał, żo­łą­dek na­gle za­wią­zał mu się w su­peł. Chło­piec przy­sta­wił czo­ło do lo­do­wa­to zim­nej ścia­ny obok drzwi. Wpa­try­wał się w zie­mię, oczy nie­mal­że wy­cho­dzi­ły mu z or­bit. Jego żo­łąd­kiem wstrzą­snę­ły kon­wul­sje i wy­da­wa­ło mu się, że za­raz zwy­mio­tu­je. Ale za­miast tego do oczu na­pły­nę­ły mu go­rą­ce łzy. Ni­czym rwą­cy po­tok za­la­ły jego po­licz­ki. Doj­mu­ją­cy żal pod­ciął Fri­gie­lo­wi nogi. Chło­piec osu­nął się na wil­got­ną ska­łę ma­cie­rzy­stą wstrzą­sa­ny pła­czem tak gwał­tow­nym, że aż roz­dzie­ra­ją­cym gar­dło. Trząsł się, bo przy­tła­czał go nie­zwy­kły smu­tek, drżał też na ca­łym cie­le. Opła­ki­wał to, co po­świę­cił, wszyst­kich lu­dzi, któ­rych po­znał, a któ­rych już wię­cej nie uj­rzy, wy­le­wał łzy nad wła­sną nie­mo­cą oraz sa­mot­no­ścią.

Chło­piec chli­pał tak dłu­go i z taką roz­pa­czą, że ani się spo­strzegł, a za­padł w głę­bo­ki sen. Po ja­kimś cza­sie otwo­rzył za­spa­ne oczy. Przez kil­ka se­kund wy­obraź­nia wy­świe­tla­ła przed nim za­rys jego dzie­cin­ne­go po­ko­ju w Lan­niel. Fri­gie­lo­wi wy­da­wa­ło się, że roz­po­zna­je stół rze­mieśl­ni­czy, przy któ­rym wy­ko­nał swo­ją pierw­szą węd­kę, i skrzy­nię, gdzie trzy­mał pre­zen­ty, któ­re Er­nald przy­wo­ził mu ze swo­ich po­dró­ży. Chło­piec od­niósł na­wet wra­że­nie, że sły­szy śpiew pta­ków do­cho­dzą­cy z lasu Ar­dan. Wte­dy jed­nak rybi za­pach pry­zma­ry­nu[1] do­le­ciał do jego nosa. Ciem­ność od­zy­ska­ła daw­ną gę­stość, a po­brzę­ki­wa­nie kaj­dan u stóp przy­wo­ła­ło Fri­gie­la do przy­krej rze­czy­wi­sto­ści. Po­czuł, jak roz­pacz po­now­nie ści­ska go w gar­dle.

Peł­ne skar­gi za­wo­dze­nie od­wio­dło go od po­now­ne­go za­to­pie­nia się we wła­snym smut­ku.

– Fluf­fy! – za­wo­łał.

Był tak bar­dzo wy­czer­pa­ny, że pod­niósł się z tru­dem. Chwiej­nym kro­kiem zbli­żył się do ma­lut­kiej klat­ki, gdzie Hug­gin, dy­rek­tor wię­zie­nia, za­mknął jego psa. Usiadł przed nim.

– Hau! – za­szcze­kał ża­ło­śli­wie jego przy­ja­ciel.

– Nie de­ner­wuj się – po­cie­szył go. – Wy­cią­gnę cię stąd.

Fri­giel po­szu­kał me­cha­ni­zmu otwie­ra­ją­ce­go. Zna­lazł za­mek, ale klu­cza nie wy­pa­trzył. Nie mógł uwol­nić psa. Nie mógł na­wet wziąć go na ko­la­na. Sy­tu­acja była tak bar­dzo nie­spra­wie­dli­wa, tak bez­na­dziej­na, że chło­piec nie mógł po­wstrzy­mać chi­cho­tu wła­ści­we­go oso­bie po­zba­wio­nej wszel­kich złu­dzeń.

– Już ni­żej nie dało się upaść, co, Fluf­fy? – za­py­tał. – Cela ze ska­ły ma­cie­rzy­stej, w głę­bi oce­anu…

Było to tak po­zba­wio­ne sen­su, że nie­mal­że za­baw­ne. Smęt­ny śmiech wstrzą­snął ra­mio­na­mi chłop­ca. Fri­giel przy­ło­żył rękę do krat i po­czuł, jak pies przy­sta­wia do niej swój wil­got­ny pysz­czek. Ró­żo­wy ję­zyk prze­śli­zgnął się po­mię­dzy kra­ta­mi, by po­li­zać chłop­cu dłoń.

– Hau! – za­szcze­kał Fluf­fy, szczę­śli­wy, że od­zy­skał swo­je­go pana. Fri­giel usły­szał zaś mia­ro­we ude­rze­nia psie­go ogo­na o ścia­ny klat­ki.

Uśmiech­nął się. Po raz ko­lej­ny pies udzie­lał mu lek­cji, któ­rej miał ni­g­dy nie za­po­mnieć. Tym drob­nym, peł­nym ra­do­ści po­szcze­ki­wa­niem pies mó­wił mu: „Nie­waż­ne, gdzie je­ste­śmy, waż­ne, że je­ste­śmy ra­zem”. I praw­dą było to, że na swój spo­sób oraz za po­śred­nic­twem środ­ków, ja­ki­mi dys­po­no­wał, Fluf­fy za­wsze był przy nim, wraz ze swo­im na­iw­nym psim opty­mi­zmem, któ­ry zmu­szał cza­sa­mi chłop­ca do tego, by sku­pić się na tym, co naj­istot­niej­sze.

Kro­pla wody spa­dła Fri­gie­lo­wi na czo­ło. Chło­piec pod­niósł wzrok. Su­fit był mo­kry, po­dob­nie jak po­zo­sta­ła część wię­zie­nia. Po­my­ślał o Llu­dzie La­wie oraz jego ło­dzi, tam wy­so­ko, na po­wierzch­ni La­zu­ro­wej Za­to­ki. W tej chwi­li król i jego lu­dzie mu­sie­li już być da­le­ko stąd. W efek­cie chło­piec po­czuł, jak zna­jo­me mro­wie­nie opa­no­wu­je nie­spiesz­nie jego ręce. Ma­gia po­now­nie za­czę­ła krą­żyć w jego cie­le.

Dru­ga kro­pla ude­rzy­ła go w czo­ło.

Woda.

Chło­piec wstał wie­dzio­ny in­tu­icją. Uważ­nie przyj­rzał się ca­łe­mu po­miesz­cze­niu, w któ­rym był uwię­zio­ny. Naj­mniej­szej szcze­li­ny w tym blocz­ku ska­ły ma­cie­rzy­stej. Nie, sła­by punkt tej celi sta­no­wi­ły drzwi. Fri­giel raz jesz­cze prze­my­ślał pierw­szą lek­cję ma­gii wody, któ­rej w Ja­ka­rze udzie­lił mu Olvir, jego Suk­kal.

– Kie­dy two­rzę złu­dze­nie optycz­ne – po­wie­dział sam do sie­bie – wy­ko­rzy­stu­ję czą­stecz­ki wody, któ­re wy­stę­pu­ją w po­wie­trzu. Gdy­bym mógł się po­słu­żyć wil­got­no­ścią, któ­ra pa­nu­je tu wo­kół…

Usiadł w prze­pusz­cza­nym przez kra­ty kwa­dra­cie świa­tła, któ­re rzu­ca­ła la­tar­nia z dyni za­wie­szo­na w ko­ry­ta­rzu. Fri­giel ni­g­dy wcze­śniej nie upra­wiał ma­gii bez esen­cji. Val­mar wy­ja­śnił mu, że nie­któ­rzy ma­go­wie po­tra­fi­li czer­pać ma­gicz­ną ener­gię bez­po­śred­nio z blo­ków. Taki blok zmie­niał się wów­czas w ska­łę ma­cie­rzy­stą, a mag mógł nie­zwy­kle szyb­ko rzu­cić swój czar i nie mu­siał od­wo­ły­wać się do za­klę­cia ma­gicz­nych esen­cji. Ale Val­mar jed­no­cze­śnie uści­ślił, że wy­łącz­nie garst­ka ma­gów opa­no­wu­je tę umie­jęt­ność po la­tach za­awan­so­wa­nych stu­diów. Tak więc – za­czerp­nąć ener­gię z kil­ku czą­ste­czek wody, któ­re krą­ży­ły w po­wie­trzu? Na twa­rzy Fri­gie­la za­ry­so­wał się uśmiech.

Za­po­wia­da­ło się, że za­da­nie bę­dzie skom­pli­ko­wa­ne. Z pew­no­ścią po­chło­nie czas. Ale wła­śnie czas był tym, cze­go chłop­cu nie bra­ko­wa­ło. Sta­no­wił całe bo­gac­two, któ­re mu po­zo­sta­ło. Je­śli chce się stąd wy­do­stać i ura­to­wać dziad­ka, musi skru­szyć te drzwi. Wo­bec tego na­wet je­śli to za­da­nie mia­ło mu za­jąć całe ty­go­dnie czy na­wet mie­sią­ce, Fri­gie­lo­wi uda się wresz­cie skon­cen­tro­wać wil­got­ność pa­nu­ją­cą w celi w je­den po­tęż­ny po­cisk lo­do­wy, któ­ry spra­wi, że znaj­du­ją­ce się w niej że­la­zne ele­men­ty roz­pry­sną się w drob­ny mak.

Pod­jąw­szy de­cy­zję, chło­piec za­mknął oczy, po­ło­żył ręce na ko­la­nach i się sku­pił. Zo­rien­to­wał się, że cela była tak zim­na oraz wil­got­na, że na­wet znaj­du­jąc się wie­le blo­ków da­lej od lam­py, mógł po­czuć na swej skó­rze cie­pło, ja­kie wy­dzie­la­ło świa­tło. Było to zni­ko­me, od­le­głe uczu­cie. Ale po­cią­ga­ło go, więc nie mógł się po­wstrzy­mać i po­dą­żył za nim. Wte­dy ma­gicz­ne mro­wie­nie roz­la­ło się po jego ręce. Po­ja­wi­ło się tak pręd­ko, że z za­sko­cze­nia Fri­giel aż się za­krztu­sił. Ma­gia tu jest! Wy­star­czy tyl­ko się nią po­słu­żyć! Mło­dy mag od­zy­skał spo­kój i spró­bo­wał ska­na­li­zo­wać ener­gię. Przy­go­to­wał się men­tal­nie na przy­ję­cie zna­ne­go mu od bar­dzo daw­na wra­że­nia, że to­nie, oraz do ufor­mo­wa­nia w gło­wie lo­do­we­go po­ci­sku, któ­ry za­zwy­czaj mro­ził mu krew w ży­łach. Wła­śnie po­słu­gi­wał się ma­gią bez esen­cji! Już!

Fri­giel w ogó­le nie spo­dzie­wał się tego, co na­stą­pi­ło po­tem – wy­da­wa­ło mu się, że ja­kaś bia­ła po­świa­ta za­czę­ła ro­snąć, po­cząw­szy od miej­sca tuż nad jego pęp­kiem. Była ła­god­na i nie­mal­że prze­zro­czy­sta. Im więk­sza się ro­bi­ła, tym bar­dziej go za­gar­nia­ła i olśnie­wa­ła. Chło­piec po­czuł, jak de­li­kat­nie pie­ści jego skó­rę. Wte­dy po­świa­ta nie­spo­dzie­wa­nie na­bra­ła mocy i ośle­pi­ła go. Oczy Fri­gie­la za­czę­ły pło­nąć. Spra­wia­ły mu taki ból, że aż łzy po­cie­kły chłop­cu po po­licz­kach. Roz­błysk świa­tła wy­buchł w jego gło­wie i od­rzu­cił go do tyłu. Fri­giel grzmot­nął czasz­ką o pod­ło­gę, po czym stra­cił przy­tom­ność.

[1] Mia­łem nie­opi­sa­ne szczę­ście uj­rzeć pew­ne­go dnia na wła­sne oczy blok pry­zma­ry­nu. To wspa­nia­ły ka­mień. Jak gło­si le­gen­da, pry­zma­ryn moż­na spo­tkać je­dy­nie w znaj­du­ją­cych się pod wodą bu­dow­lach, ta­kich jak pod­wod­ne mia­sto Su­ra­tan. Pry­zma­ryn ma zie­lo­ny ko­lor, któ­ry za­leż­nie od pa­da­ją­ce­go nań świa­tła zmie­nia się i prze­cho­dzi od nie­bie­skie­go w nie­zwy­kle sub­tel­ny róż. Oto dla­cze­go pry­zma­ryn jest szcze­gól­nie po­szu­ki­wa­ny w ce­lach de­ko­ra­cyj­nych. Szko­da, że tak bar­dzo pach­nie rybą (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 107).

Rozdział 2


Pi­ski Fluf­fy’ego przy­wró­ci­ły Fri­gie­lo­wi świa­do­mość. Mi­gre­na to­wa­rzy­szą­ca po­bud­ce była tak sil­na, że chło­piec za­drżał, kie­dy do­tknął czo­ła. Wte­dy też przy­po­mniał so­bie, co się wła­ści­wie wy­da­rzy­ło. W pierw­szej chwi­li upew­nił się, czy jego blocz­kom ocznym nic się nie sta­ło. Ode­tchnął z ulgą. Wszyst­ko było na swo­im miej­scu. Chło­piec otarł łzy i otwo­rzył oczy.

Prze­ra­ził się. Wszyst­ko, co znaj­do­wa­ło się przed nim, spo­wi­ja­ła czerń. Prze­su­nął rękę przed twa­rzą. Nie zo­ba­czył jej. Oślepł!

Chło­piec cof­nął się pod ścia­nę. Ser­ce tłu­kło mu się w pier­si i biło tak moc­no, że echo jego bi­cia dud­ni­ło mu w gło­wie. Z otwar­ty­mi usta­mi i wstrzy­ma­nym od­de­chem Fri­giel ro­zej­rzał się wo­kół sie­bie, nie­zdol­ny doj­rzeć żad­ne­go szcze­gó­łu w po­miesz­cze­niu. Ogar­nął go pa­nicz­ny strach.

Fri­giel prze­tarł oczy i zmu­sił się, by od­dy­chać spo­koj­nie.

Wszyst­ko było czar­ne. Nie, tam da­lej, odro­bi­na świa­tła. W ciem­no­ści, w ja­kiej za­to­nął, uj­rzał nie­wiel­ki sza­ry blok, któ­ry zda­wał się uno­sić w po­wie­trzu. Im bar­dziej mu się przy­glą­dał, tym bar­dziej blok żółkł i na­bie­rał bla­sku. Loch wo­kół blocz­ka od­zy­ski­wał daw­ne kształ­ty. La­tar­nia z dyni za­wie­szo­na w ko­ry­ta­rzu wy­chy­nę­ła z mro­ku, po niej zaś drzwi i umiesz­czo­ne w nich kra­ty, płyt­ki ze ska­ły ma­cie­rzy­stej, klat­ka Fluf­fy’ego… Fri­giel od­zy­ski­wał wzrok. Ma­leń­ki blok świa­tła wle­ciał do po­miesz­cze­nia ni­czym ro­ba­czek świę­to­jań­ski. Ude­rzył w ścia­nę, po czym od­le­ciał w prze­ciw­nym kie­run­ku, ob­ni­ża­jąc nie­co swój lot. Wtem na­gle, w jed­nej chwi­li, wy­buchł i znikł.

 

„Co się wła­śnie sta­ło?” – za­py­tał sam sie­bie Fri­giel.

Nie dana mu jed­nak była przy­jem­ność dłuż­sze­go za­sta­na­wia­nia się nad od­po­wie­dzią. Drzwi za­skrzy­pia­ły. Skrzyp­nię­cie było le­d­wie sły­szal­ne, ale przy­cią­gnę­ło uwa­gę Fri­gie­la, któ­ry zmarsz­czył brwi. Drzwi po­now­nie szczęk­nę­ły. Ni­kły pro­mień świa­tła wpadł do środ­ka i prze­ciął na pół ciem­ność pa­nu­ją­cą w celi.

Drzwi były otwar­te!

Fri­giel ze­rwał się na rów­ne nogi. Nie mógł uwie­rzyć w to, co wi­dział. Uda­ło mu się! Nie miał po­ję­cia jak, nie wie­dział na­wet, co się rze­czy­wi­ście wy­da­rzy­ło, ale uda­ło mu się! Z jego ust wy­rwał się zwy­cię­ski okrzyk. Chło­piec wy­rzu­cił ręce do góry.

– Uda­ło mi się! – krzyk­nął na całe gar­dło. – Uda­ło się!

Czuł tak wiel­ką ulgę, że aż pod­sko­czył.

– Co ci się uda­ło? – za­py­tał ja­kiś głos.

Fri­giel za­marł bez ru­chu.

Ja­kiś cień sta­nął w uchy­lo­nych drzwiach, po czym otwo­rzył je na oścież. Z koń­ca jego ręki zwi­sał pęk klu­czy. Ośle­pio­ny świa­tłem z dy­nio­wej la­tar­ni, któ­re za­la­ło po­miesz­cze­nie, Fri­giel zmru­żył oczy i przy­ło­żył rękę do czo­ła. Dru­gi cień pod­szedł do pierw­sze­go:

– Może śni­ło mu się, że udu­sił Ba­nug­ga za to, że nas sprze­dał Llud­do­wi?

Twarz chło­pa­ka roz­świe­tlił sze­ro­ki uśmiech.

– Abel? Ali­ce?

Fluf­fy za­czął szcze­kać ze szczę­ścia. Fri­giel rzu­cił się na przy­ja­ciół i przy­tu­lił ich do sie­bie. Tak się cie­szył, że ich wi­dział! Po chwi­li jed­nak od­su­nął się o krok.

– Ale jak ty…? – za­py­tał, wska­zu­jąc na klu­cze, któ­re trzy­ma­ła Ali­ce.

– Hug­gin mi je po­ży­czył – po­wie­dzia­ła ro­ze­śmia­na dziew­czy­na. – Pa­mię­tasz, jak na nie­go upa­dłam?

Pod­eks­cy­to­wa­ny Abel do­rzu­cił z dum­nym uśmie­chem na twa­rzy:

– I zro­bi­ła to ce­lo­wo!

Fri­giel po­ki­wał gło­wą.

– Za­ła­pa­łem, Abel.

– Och, do­brze, do­brze! – od­po­wie­dział Ta­ran­kań­czyk, uda­jąc zi­ry­to­wa­ne­go. – Jak bę­dziesz nie­uprzej­my, to cię tu zo­sta­wi­my, a co!

To rze­kł­szy, wy­buchł po­ro­zu­mie­waw­czym śmie­chem. Ali­ce i Fri­giel po­szli jego śla­dem, za­kry­wa­jąc so­bie usta rę­ka­mi, aby nie na­ro­bić zbyt wie­le ha­ła­su.

– Hau! – ode­zwał się znie­cier­pli­wio­ny Fluf­fy. – Hau! Hau!

– Och, wy­bacz, Fluf­feń­ku! – po­wie­dzia­ła Ali­ce, pod­cho­dząc do klat­ki.

Dziew­czy­na uklę­kła, wło­ży­ła do zam­ka wie­le ma­łych klu­czy, nim drob­ne drzwi ustą­pi­ły. Pies wy­sko­czył z nich jak dia­beł z pu­deł­ka i wie­le razy okrą­żył loch pod­eks­cy­to­wa­ny, za­nim rzu­cił się pod nogi swo­je­go pana oraz jego przy­ja­ciół, pod­ska­ku­jąc przy tym, by po­li­zać ich twa­rze. Fluf­fy tak moc­no ma­chał ogo­nem, że tra­cił rów­no­wa­gę i krę­cił się wo­kół wła­snej osi. Fri­giel usiadł na chwi­lę i przy­tu­lił psa. Jak do­brze jest po­now­nie spo­tkać przy­ja­ciół!

W ko­ry­ta­rzu roz­legł się stu­kot.

W jed­nej chwi­li w celi za­pa­dła głu­cha ci­sza.

Ali­ce z pal­cem na ustach wbi­ła spoj­rze­nie w Abla i Fri­gie­la, roz­ka­zu­jąc im w ten spo­sób, aby mil­cze­li. Prze­to­czy­ła się pod drzwi i za­mknę­ła je tak dys­kret­nie, jak to było moż­li­we. Abel zła­pał Fluf­fy’ego, ujął jego pysz­czek po­mię­dzy ręce i wy­co­fał się do spo­wi­te­go cie­niem kąta celi. Ich oczom uka­za­ła się zie­mi­sta twarz straż­ni­ka. Dru­gi stał tuż za nim. Męż­czy­zna po­wiódł spoj­rze­niem po ca­łym lo­chu. Prze­ra­ża­ją­cy uśmiech zde­for­mo­wał jego twarz, kie­dy za­uwa­żył chłop­ca.

– Jak tam, Fri­giel? – rzu­cił. – Po­do­ba ci się w na­szym ho­te­li­ku? Gdy­byś tyl­ko miał na coś ocho­tę: na po­traw­kę z kró­li­ka, ka­wa­łek tar­ty z dyni, nie wa­haj się po­pro­sić! Chęt­nie zje­my to na two­ich oczach, za­nim zbi­je­my ten twój łeb na kwa­śny blo­czek!

Do­no­śny śmiech straż­ni­ka po­niósł się po ko­ry­ta­rzu, tuż po nim śmie­chem wy­buchł jego ko­le­ga.

Na to Fluf­fy wy­do­stał pysz­czek spo­mię­dzy rąk Abla:

– Hau! – szczek­nął, jak­by pro­te­sto­wał prze­ciw okru­cień­stwu straż­ni­ków.

Fri­gie­la ob­lał zim­ny pot, któ­ry skro­plił mu się na kar­ku. Uj­rzał po­tę­pia­ją­ce spoj­rze­nie, ja­kie Ali­ce rzu­ci­ła Ablo­wi. Co się sta­nie, je­śli straż­nik do­strze­że, że klat­ka Fluf­fy’ego jest otwar­ta? Albo zo­ba­czy Ta­ran­kań­czy­ka przy­cza­jo­ne­go pod ścia­ną? Męż­czy­zna uniósł po­chod­nię na wy­so­kość twa­rzy i zbli­żył ją do prę­tów.

– O ile chło­pak naj­pierw sam z sie­bie nie wcią­gnie wła­sne­go psa! – rzu­cił zło­śli­wą uwa­gę straż­nik sto­ją­cy za pierw­szym męż­czy­zną.

Ten zaś od­wró­cił się do ko­le­gi, po czym obaj par­sk­nę­li śmie­chem jak dwój­ka roz­ba­wio­nych dzie­cia­ków. Chwi­lę póź­niej ru­szy­li da­lej na ob­chód, dum­ni ze swo­je­go bły­sko­tli­we­go żar­tu. Ali­ce utrzy­ma­ła pa­lec przy ustach aż do mo­men­tu, w któ­rym krę­te ko­ry­ta­rze Su­ra­ta­nu nie stłu­mi­ły cał­ko­wi­cie od­gło­su ich kro­ków.

Na­stęp­nie dziew­czy­na wsta­ła, chwy­ci­ła pęk klu­czy, prze­ło­ży­ła rękę przez kra­ty i po­now­nie otwo­rzy­ła drzwi.

– Chodź­my, nie ma co się ocią­gać – po­wie­dzia­ła. – Hug­gin szyb­ko się zo­rien­tu­je, że bra­ku­je mu klu­czy.

Znik­nę­ła w ko­ry­ta­rzu, a Abel ru­szył za nią. Fluf­fy pę­dem po­biegł za nimi. Uświa­do­miw­szy so­bie, że zo­stał sam w celi, Fri­giel zdję­ty nie­uza­sad­nio­nym stra­chem za­drżał na myśl o tym, że drzwi po­now­nie się za­mkną i przy­ja­cie­le go opusz­czą. Rzu­cił się ku wyj­ściu. Po­czuł wiel­ką ulgę, kie­dy zna­lazł się w ko­ry­ta­rzach Su­ra­ta­nu zbu­do­wa­nych z blo­ków pry­zma­ry­nu oraz na­siąk­nię­tych wodą gą­bek. Nie był jesz­cze wol­ny, ale przy­naj­mniej nie tkwił dłu­żej w lo­chu o sze­ściu ścia­nach ze ska­ły ma­cie­rzy­stej.

Chło­piec za­mknął za sobą drzwi, by te nie zwró­ci­ły uwa­gi prze­cho­dzą­cych straż­ni­ków. Kie­dy za­mek wszedł w wy­drą­żo­ny w ska­le za­czep, na pod­ło­dze za­ry­so­wał się kwa­drat świa­tła wpa­da­ją­ce­go przez okien­ny otwór z kra­ta­mi. Fri­giel zmru­żył oczy. Po­środ­ku celi le­wi­to­wał blok ska­ły ma­cie­rzy­stej. Chło­piec był pe­wien, że nie wi­dział go, kie­dy do niej wcho­dził. Czy to blok, któ­ry stwo­rzył, kie­dy usi­ło­wał za­czerp­nąć ener­gię wody za­war­tą w po­wie­trzu i kie­dy ośle­pił go ten roz­błysk świa­tła?

– Fri­giel?

Abel i Ali­ce cze­ka­li na nie­go. Ru­szy­li w lewą stro­nę ko­ry­ta­rza. Chło­piec dał im znak ręką.

– Nie, tędy! – wy­szep­tał, wska­zu­jąc prze­ciw­ny kie­ru­nek.

Ali­ce zmarsz­czy­ła brwi:

– Straż­ni­cy wła­śnie ru­szy­li w tam­tą stro­nę!

– Tak – od­parł Fri­giel – ale w jed­nej z cel zo­ba­czy­łem mo­je­go dziad­ka! On też zo­stał uwię­zio­ny w Su­ra­ta­nie!

Abel i Ali­ce wy­mie­ni­li spoj­rze­nie peł­ne nie­do­wie­rza­nia, po czym po­de­szli do chłop­ca.

– Twój dzia­dek? – za­py­tał Abel. – Ten, o któ­rym my­śla­łeś, że nie żyje?

Fri­giel przy­tak­nął.

– Tak! On nie umarł! – jego głos za­drżał, kie­dy wy­po­wia­dał te sło­wa.

Abel przyj­rzał mu się z uśmie­chem wy­ra­ża­ją­cym szczę­ście.

– W ta­kim ra­zie chodź­my go po­szu­kać.

Pu­ści­li się bie­giem w głąb ko­ry­ta­rza.

– Uwa­ga! – krzyk­nę­ła do nich Ali­ce.

Ale cał­ko­wi­cie za­śle­pio­ny eks­cy­ta­cją Fri­giel usły­szał dziew­czy­nę, kie­dy było za póź­no. Po­czuł, jak jego sto­pa za­pa­da się de­li­kat­nie w pod­ło­gę.

KLIK!

Straż­ni­cy umie­ści­li po­mię­dzy płyt­ka­mi pły­tę na­ci­sko­wą.

BUM! Za ple­ca­mi chłop­ców opa­dła kra­ta. Umiesz­czo­ny w su­fi­cie blok dźwię­ko­wy za­pisz­czał prze­raź­li­wie[1]. Nie mo­gli się już cof­nąć. Cela, w któ­rej tkwił jego dzia­dek, znaj­do­wa­ła się kil­ka kro­ków przed nimi. Jesz­cze mo­gli do niej do­biec i wów­czas Fri­giel od­na­la­zł­by Er­nal­da. Wtem jed­nak w głę­bi ko­ry­ta­rza roz­le­gły się kro­ki straż­ni­ków zmie­rza­ją­cych szyb­ko w ich stro­nę.

[1] Bied­ny Ren­gaw! To pierw­szy mu­zyk, któ­ry zro­zu­miał, że blok dźwię­ko­wy moż­na na­stro­ić. Od­krył rów­nież, że w za­leż­no­ści od po­wierzch­ni, na któ­rej się go umie­ści, słyn­ny blok może wy­dać dźwięk o ni­skim to­nie (wy­ko­rzy­sty­wa­ny na stat­kach jako klak­son) lub dźwięk per­ku­sji. Pod­bu­do­wa­ny wła­sny­mi od­kry­cia­mi Ren­gaw pra­gnął stwo­rzyć in­stru­ment po­zwa­la­ją­cy kom­po­no­wać naj­pięk­niej­sze sym­fo­nie. Nie wy­obra­żał so­bie na­wet, że dłu­gi, w ja­kie przez to wpad­nie, spra­wią, że od­wie­dzi każ­de wię­zie­nie w kró­le­stwie, aby na­stro­ić blo­ki dźwię­ko­we na wła­śnie tę wy­so­ką nutę, któ­ra cha­rak­te­ry­zu­je wię­zien­ne alar­my! (En­cy­klo­pe­dia Wie­dzy Ogól­nej Mor­go­na Eru­dy­ty, s. 37).