Jak przestać się martwićTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jak przestać się martwić
Jak przestać się martwić
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 64,98  51,98 
Jak przestać się martwić
Jak przestać się martwić
Audiobook
Czyta Malwina Jarosza
34,99  25,89 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

How to stop worrying

Copyright © Frank Tallis 1990, 2014, 2019

All rights reserved

First published in 1990

This edition published by Sheldon Press in 2019

An imprint of John Murray Press

An Hachette UK company

Sheldon Press, Carmelite House, 50 Victoria Embankment, London ec4y 0dz

sheldonpress.co.uk

Przekład

Anna Krochmal

Redakcja i korekta

Anna Hadała-Żołnik, Maria Brzozowska, Dominika Rychel

Skład

Tomasz Brzozowski

Konwersja do wersji elektronicznej

Aleksandra Pieńkosz

Copyright © for this edition Insignis Media, Kraków 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone

ISBN 978-83-66575-83-7


Insignis Media

ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków

tel. +48 (12) 636 01 90

biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

ROZDZIAŁ 1

Czym jest zamartwianie się?

Zacznijmy od przykładu.

Janet

Bob powiedział Janet, że będzie w domu najpóźniej o siódmej. Za pięć siódma Janet zerknęła na zegarek, usiadła i zaczęła przeglądać czasopisma. Piętnaście po siódmej znów spojrzała na zegarek. Bob zazwyczaj był punktualny. Doszła do wniosku, że coś musiało go zatrzymać. „Może pociąg się spóźnił?” Janet zaczęła czytać jakiś artykuł, ale zauważyła, że trudno jej się skupić. Za każdym razem, gdy skończyła kolumnę tekstu, sprawdzała, która godzina. Gdy dotarła do końca drugiej strony, uświadomiła sobie, że choć przeczytała wszystko, co do słowa, nic nie zapamiętała. Do głowy zaczęły jej przychodzić różne myśli: „Ciekawe czemu się spóźnia? Jest już wpół do ósmej. Zwykle, gdy coś mu wypada, dzwoni albo pisze SMS-a”. Janet odłożyła czasopismo i włączyła telewizor. Przez kilka minut nie miała problemów z koncentracją, ale gdy zobaczyła, że jest już za dwadzieścia ósma, wysłała do Boba SMS-a, a potem – ponieważ nie było odpowiedzi – zadzwoniła do niego na komórkę. Nie odebrał. Janet wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Powróciły myśli: „Gdyby wiedział, że się spóźni, zadzwoniłby albo wysłałby SMS-a. Zawsze tak robi. Dlaczego nie odebrał? Mam nadzieję, że nic się nie stało. A co, jeśli…?”. W tym momencie Janet poczuła się bardzo nieswojo i zaczęła sobie wyobrażać, jak dzwoni telefon i ktoś informuje ją współczującym tonem, że Bob miał wypadek. O ósmej usłyszała klucz w zamku i odetchnęła z ulgą, kiedy wszedł Bob, przeklinając kolej i rozładowaną baterię w komórce.

Opisana powyżej sytuacja jest fikcyjna, lecz stanowi dość typowy przykład zamartwiania się. Czym ono właściwie jest? Choć większość ludzi doświadcza zamartwiania się, ci, którzy zawodowo obserwują umysł, czyli psycholodzy i psychiatrzy, do tej pory mieli na ten temat bardzo niewiele do powiedzenia. Dopiero w ciągu ostatnich kilku lat zamartwianie się zaczęto traktować poważnie.

Choć specjaliści nie uzgodnili definicji zamartwiania się, możemy spróbować opisać to zjawisko i wskazać jego typowe cechy. Przyjrzyjmy się jeszcze raz temu, co działo się z Janet, kiedy się zamartwiała.

Przede wszystkim Janet nie mogła się skupić. Nieustannie przeszkadzały jej w tym myśli o Bobie. Nie jakiekolwiek, ale czarne myśli, nad którymi nie miała kontroli. Gdyby tylko Janet była w stanie poczytać czasopismo albo pooglądać telewizję, oszczędziłoby jej to bardzo nieprzyjemnej godziny czekania. Tymczasem jej czarne myśli stawały się coraz czarniejsze. Jest to proces nazywany czasem katastrofizowaniem. Brak kontroli nad powracającymi złymi myślami i tendencja, by myśleć, że będzie gorzej, to dwie ważne cechy zamartwiania się.

Idea, że gdy się zamartwiamy, nie jesteśmy w stanie zapanować nad myślami, znajduje odzwierciedlenie w języku codziennym. Na pewno często słyszałeś, że ktoś mówi: „Ciągle zamartwiam się na zapas. Już tak mam”. Innymi słowy: taki się urodziłem i nie mam w tej kwestii żadnego wyboru. Oczywiście to prawda, że niektórzy zamartwiają się bardziej niż inni. Nie jest prawdą jednak, że jeśli już tak masz, to musi tak pozostać przez resztę twojego życia. Niniejsza książka jest o tym, jak nauczyć się kontrolować zamartwianie się. Nie będę natomiast próbować cię z tego wyleczyć, ponieważ byłoby to bardzo niemądre. Jak się wkrótce przekonasz, w niektórych sytuacjach zamartwianie się może mieć bardzo konkretne zalety.

Czy zamartwianie się czemuś służy?

Myśli i uczucia nie pojawiają się ot tak. Mamy je z jakiegoś powodu. Aby to zilustrować, przyjrzyjmy się dokładniej lękowi. Kiedy coś nas wystraszy, w naszym ciele zachodzą pewne procesy. Do krwi uwalniane są związki chemiczne, takie jak na przykład adrenalina. Sprawiają one między innymi, że zaczynamy się pocić, puls i oddech nam przyspieszają, a krew odpływa z niektórych rejonów ciała – na przykład ze skóry – do mięśni (przez co ktoś przestraszony wygląda blado, a my, opisując taką osobę, często używamy zwrotów takich jak „blady jak ściana”).

Do tych procesów dochodzi po to, by ciało było przygotowane do działania. Uczucie strachu wiąże się z zagrożeniem. Kiedy coś nam grozi, możemy zrobić jedną z dwóch rzeczy: uciec albo zmierzyć się z problemem. Te dwie reakcje nazywane są czasem ucieczką (flight) i walką (fight).

Fizyczne zmiany, które zachodzą w ciele, kiedy odczuwamy lęk, przygotowują nas właśnie do walki lub ucieczki. Przyspieszone bicie serca i odpływ krwi z rejonów takich jak skóra sprawiają, że mięśnie otrzymują substancje chemiczne potrzebne do intensywnej pracy i mogą efektywniej działać. Dzięki tej zwiększonej sprawności mięśni przestraszona osoba będzie w stanie lepiej walczyć albo szybciej uciekać, w zależności od tego, co wybierze.

Lęk wywołuje zatem w twoim ciele zmiany, dzięki którym rosną szanse na przeżycie w niebezpiecznej sytuacji. Sam pomysł, że emocje spełniają jakieś funkcje i są przydatne, nie jest niczym nowym. Pierwszym człowiekiem, który zasugerował, że zarówno ludzie, jak i zwierzęta przejawiają pewne cechy, ponieważ pomogły one przetrwać gatunkowi, był Karol Darwin, słynny twórca teorii ewolucji. Kierując się tą zasadą, można stwierdzić, że lęk, choć nieprzyjemny, jest bardzo przydatną emocją.

Dlaczego więc ludzie się zamartwiają i dlaczego jest to przydatne? Niektórzy twierdzą, że zamartwiają się byle czym, ale zwykle nie jest to prawda; najprawdopodobniej chodzi im o to, że zamartwiają się rzeczami, które innym wydają się trywialne. Zamartwianie się jest reakcją na problem. Reagujemy w ten sposób, gdy uświadamiamy sobie, że coś idzie nie tak albo że jakaś sytuacja może się nieprzyjemnie skończyć. Większość z nas doświadcza tego jako ciągu natrętnych myśli i wyobrażeń, które nie chcą odejść.

Być może zamartwianie się działa jak wewnętrzny system alarmowy – a to dobrze, bo jeśli nie uda nam się od razu poradzić sobie z potencjalnie złą sytuacją, ten alarm będzie aktywny, dopóki tego nie zrobimy. Poza tym rosnąca siła alarmu sprawi, że coraz trudniej będzie nam go ignorować.

Roger

Roger właśnie powiedział coś przykrego swojej żonie Jackie. Choć wie, że postąpił niewłaściwie, nie może zdobyć się na przeprosiny. Początkowo udaje mu się zachowywać tak, jakby nic się nie stało. Wkrótce jednak pojawiają się obawy. Zastanawia się: „Ciekawe, czy dziś wieczorem będzie się do mnie odzywać… Pewnie nie. Nie przypuszczałem, że aż tak weźmie to do siebie… Mam nadzieję, że nie postanowi wyjść z domu. A co, jeśli doszła do wniosku, że pojedzie do matki? Może tam zostanie. Tylko na jedną noc. Ale przecież może zostać na dłużej. Nie… nie zrobiłaby tego. Ale… to niewykluczone. Była naprawdę zdenerwowana. Może nawet bardzo. Ostatnio nie za dobrze nam się układa. Może zacznie się zastanawiać, czy warto to dalej ciągnąć. Może… może powinienem ją przeprosić”.

Roger jest zmuszony postąpić właściwie i szybko, ponieważ coraz intensywniej się zamartwia. Pamiętasz katastrofizowanie, o którym wspominaliśmy wcześniej? Kiedy ludzie katastrofizują, myśli i wyobrażenia, których doświadczają, stają się coraz bardziej przygnębiające.

Prócz tego, że zamartwianie się zmusza nas do działania, innym jego przydatnym skutkiem może być przygotowanie nas do trudnej sytuacji. Lecząc ludzi cierpiących na fobie (czyli irracjonalne lęki), psycholodzy wykorzystują zestaw technik związanych z tak zwaną ekspozycją. Na przykład ktoś, kto boi się pająków, może zostać poproszony, by usiadł obok słoika, w którym znajduje się pająk. W ten sposób taka osoba jest eksponowana na coś, czego się boi. Z początku na pewno będzie się czuła z tym źle, ale po jakimś czasie ten dyskomfort prawdopodobnie minie. Czasami psycholog prosi taką osobę, żeby wyobraziła sobie pająka, zanim go jej pokaże. Nawet coś tak prostego jak wyobrażanie sobie pająka przez pół godziny czasami jest w stanie zmniejszyć lęk. Możliwe, że zamartwianie się działa w podobny sposób. Jeśli w naszej głowie ciągle pojawiają się myśli i wyobrażenia związane z jakąś nieprzyjemną sytuacją, może nam to pomóc sobie z nią poradzić, kiedy już naprawdę do niej dojdzie. Powtarzana ekspozycja może sprawić, że poczujesz się przygotowany – będziesz mniej bał się w sytuacji, której się spodziewałeś, i w związku z tym będziesz w stanie lepiej sobie z nią poradzić.

 

Jak widać, zamartwianie się – choć nieprzyjemne – jest tak naprawdę czymś zupełnie normalnym. Zamartwianie się może działać jak alarm, który mówi ci, że trzeba uporać się z jakimś problemem, i równocześnie cię do tego przygotowuje. Jest czymś złym tylko wtedy, gdy pojawia się niepotrzebnie lub trwa zbyt długo. Dlaczego jednak niektórzy martwią się bardziej niż inni? Spróbujemy teraz odpowiedzieć na to pytanie.

Dlaczego tak bardzo się zamartwiamy?

Każdy z nas jest inny. Mamy różne przekonania i oczekiwania. Z powodu tych różnic nie ma dwóch osób, które w danej sytuacji zareagowałyby identycznie. Choć może to tak wyglądać, w rzeczywistości ich myśli nie będą dokładnie takie same. Pewna sytuacja może sprawić, że jedna osoba zacznie się zamartwiać, a inna nie. Przypomnijmy sobie nasz pierwszy przykład. Janet myśli, że Bob się spóźnia, bo prawdopodobnie miał wypadek. Nie bierze pod uwagę wszystkich pozostałych możliwości. Ktoś inny, mniej skłonny do zamartwiania się, mógłby uznać, że wypadek to tylko jeden z wielu potencjalnych powodów spóźnienia Boba. Biorąc pod uwagę, jak mało prawdopodobny jest poważny wypadek, ktoś bez skłonności do zamartwiania się mógłby stwierdzić, że przyczyną nieobecności Boba jest zapewne opóźnienie pociągu, a wtedy dalej by spokojnie czytał lub oglądał telewizję. Najwyraźniej osoby, które dużo się zamartwiają, mają skłonność do negatywnego postrzegania różnych spraw i do spodziewania się najgorszego. Dlaczego jedni posiadają tę cechę, zaś inni nie? Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Być może jest to nawyk z dzieciństwa. To, w jaki sposób myślimy i się zachowujemy, jest silnie związane z tym, jak myślą i zachowują się nasi rodzice. Rodzice dostarczają swoim dzieciom wzorcowych zachowań, a dzieci z reguły te zachowania naśladują. Jeśli wychowaliśmy się w rodzinie, w której spodziewanie się najgorszego było czymś normalnym, bardzo możliwe, że gdy dorośniemy, także będziemy spodziewać się najgorszego.

Wyobraź sobie, że jesteś siedmioletnim dzieckiem. Twoja mama, która niestety ma skłonność do martwienia się na zapas, odprowadza cię do szkoły. Po drodze wstępujecie do pralni chemicznej, by oddać ubrania do czyszczenia. Pracownik pralni mówi mamie, że będą do odbioru następnego dnia. Twoja matka pyta go, czy jest tego pewny. Mężczyzna potwierdza, ale ona nie wygląda na przekonaną. Gdy tylko wyjdziecie, spogląda w niebo, które jak zwykle jest szare. „Pospiesz się” – mówi. „Zbiera się na deszcz. Zmokniemy”. Gdy docieracie na przystanek autobusowy, matka zerka na zegarek. „Jeśli ten autobus zaraz nie przyjedzie, spóźnimy się”. Dorastanie wiąże się ze zdobywaniem wiedzy o świecie. Jeśli słyszysz, że twoi rodzice w każdej sytuacji przewidują najgorszy możliwy scenariusz, to prawdopodobnie również nabierzesz takiego nawyku. Dzieci podchwytują od rodziców wiele charakterystycznych dla nich zachowań i zwrotów. Możliwe, że negatywne spojrzenie na świat zalicza się do tych nawykowych reakcji nabywanych poprzez naśladowanie.

Choć powyższy scenariusz wydaje się bardzo prawdopodobny, pamiętaj, że na tym etapie możemy jedynie spekulować, jaki wpływ na rozwój naszej osobowości i zamartwianie się mają rodzice. Ich zachowanie jest zapewne tylko jednym z wielu czynników, które kształtują nasze nastawienie i przekonania. Do innych mogą należeć na przykład trudne doświadczenia życiowe. Jeśli często masz pecha, a sprawy ciągle nie układają się tak, jakbyś sobie tego życzył, trudno będzie ci zachować pozytywny obraz świata.

Choć nie potrafimy do końca wyjaśnić, dlaczego niektórzy ludzie zamartwiają się częściej niż inni, możemy spróbować wytłumaczyć, z jakiego powodu niektórym trudno jest przerwać ten proces.

Zanim jednak to zrobimy, przypomnijmy sobie, co sprawia, że zaczynamy się zamartwiać. Dana sytuacja jest postrzegana jako zagrożenie, ponieważ może prowadzić do jednego lub kilku złych rezultatów. Myśli i wyobrażenia przypominają nam, że istnieje jakiś problem, z którym trzeba się uporać. Jeśli się nam to nie uda, będziemy zamartwiać się dalej. Jeśli jednak poradzimy sobie z problemem, przestaniemy się zamartwiać. W najgorszym wypadku będzie nam nadal dokuczać parę przykrych myśli, które wreszcie również znikną. Sytuacje sprawiające, że się zamartwiamy, nazywamy problematycznymi. W pewnym sensie należy je traktować jak krzyżówki czy anagramy. Jeśli rozwiązujesz jakąś zagadkę, najpierw musisz ją przemyśleć.

Rozwiązywanie problemów można podzielić na kilka etapów. Najpierw dobrze jest zdefiniować problem – nazwać w bardzo konkretny sposób to, co nie daje ci spokoju. Na przykład: „Nie mogę zapłacić rachunku za ogrzewanie”. Drugi etap polega na wymyśleniu jak największej liczby sposobów uporania się z tym problemem, na przykład: „Mogę wziąć pożyczkę” albo „Mógłbym popracować w nadgodzinach”. Trzeci etap to decyzja, która z tych strategii jest najlepsza. A ostatni etap polega na jej wdrożeniu, innymi słowy: na tym, żeby naprawdę to coś zrobić! Rozwiązywaniem problemów bardziej szczegółowo zajmiemy się później.

Wygląda na to, że ludzie, którzy się zamartwiają, potrafią świetnie definiować problemy, ale bardzo kiepsko im wychodzi ich rozwiązywanie. Istnieje wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Badania wykazały, że osoby ze skłonnością do zamartwiania się z reguły wolniej podejmują decyzje niż ci, którzy nie martwią się na zapas. Najwyraźniej u zamartwiających się wynika to z niechęci do podejmowania decyzji, dopóki nie są całkowicie pewni, że postąpią słusznie. W obliczu jakiegoś problemu osoba ze skłonnością do zamartwiania się będzie zatem dłużej się zastanawiała, co zrobić. Ta niezdolność do podejmowania szybkich decyzji jest odczuwana jako niepewność lub wątpliwości.

Emily i Charlotte

Porównajmy sytuację dwóch kobiet – Emily i Charlotte. Obie mają po trzydzieści pięć lat, obie są w ciąży i oczywiście obie się martwią, czy z dzieckiem będzie wszystko w porządku. Ponadto obie zdają sobie sprawę, że w wieku trzydziestu pięciu lat dobrze jest poddać się amniopunkcji, aby ustalić stan zdrowia dziecka przed jego urodzeniem. Otóż po dwunastu tygodniach płód zaczyna uwalniać komórki do płynu owodniowego, który otacza go w macicy. Amniopunkcja polega na pobraniu tego płynu za pomocą igły wbitej przez podbrzusze do macicy. Komórki zawarte w tym płynie mogą zostać zbadane pod kątem nieprawidłowości i jeśli te okażą się poważne, rodzice mogą zdecydować o przerwaniu ciąży. Niestety, istnieje niewielkie ryzyko, że amniopunkcja wywoła niepożądane reakcje prowadzące do poronienia.

Emily ma szczególną skłonność do zamartwiania się. Chociaż chce przeprowadzić badanie, martwi się, że poroni. Czuje się nieswojo z myślą, że amniopunkcja nie jest w stu procentach bezpieczna. Chce mieć całkowitą pewność, że jej działania nie doprowadzą do utraty zdrowego dziecka. Oczywiście, nie da się spełnić takich oczekiwań. Emily odkłada wizytę u lekarza i ciągle się zamartwia: „Jeśli nie zrobię tego badania, może się okazać, że z dzieckiem jest coś nie tak… Nie wiem, czy bym sobie z tym poradziła… Ale nie chcę go stracić, nie, jeśli jest zdrowe. To by było straszne… A amniopunkcja nie zawsze daje właściwy wynik. Na pewno czasem się mylą. Czy warto ją wykonać? Ale… co, jeśli coś jest nie tak? Czy naprawdę chcę to wiedzieć?”.

Wreszcie Emily podejmuje decyzję, że powinna poddać się amniopunkcji. Nie dochodzi do poronienia i kilka miesięcy później Emily rodzi całkowicie zdrowe dziecko.

Charlotte jest o wiele bardziej zdecydowana. Ma świadomość ryzyka związanego z amniopunkcją, ale dochodzi do wniosku, że to ryzyko w granicach zdrowego rozsądku. Od razu decyduje, że powinna się poddać amniopunkcji. Ponieważ podjęła tę decyzję wcześnie, dylemat właściwie jej nie dotyczy i w efekcie martwi się znacznie mniej.

Im więcej czasu zajmuje ci uporanie się z problemem, tym dłużej będziesz się nim zamartwiać. Czasem już samo zdecydowanie się na konkretne działanie pomaga przestać się martwić. Jeśli postanawiasz, że postąpisz tak, a nie inaczej, zmniejszasz niepewność związaną z twoją przyszłością. Dla większości z nas niepewność jest czymś trudnym do zniesienia. Kiedy podejmujesz decyzję, zmniejszasz poziom tej niepewności i robisz coś, by poradzić sobie z problemem. Te czynniki pomagają ograniczyć zamartwianie się.

Przyjrzyjmy się dokładniej, co się dzieje, gdy osoby ze skłonnością do zamartwiania się odkładają na później podjęcie decyzji. Zawsze, gdy podejmujemy decyzję, zastanawiamy się nad tym, co przemawia za nią, a co przeciwko niej. Osoby, które dużo się martwią, wydają się mieć nierealistycznie wielkie oczekiwania w tej kwestii. Chcą dokładnie wiedzieć, co się stanie, jeśli postanowią zrobić to, a nie tamto. Jak wiadomo, każda nasza decyzja jest w mniejszym czy większym stopniu związana z ryzykiem. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, więc absolutna pewność co do tego, czy postępujemy słusznie, także jest niemożliwa. W większości sytuacji nie posiadamy też dostatecznych danych, by potwierdzić, czy decyzja, którą podejmujemy, jest najlepsza. Jednak osoby mające skłonność do zamartwiania się czują się nieswojo z tymi wątpliwościami. Podejmują decyzje z opóźnieniem, wciąż i wciąż roztrząsają w myślach ten sam problem, próbując się upewnić, że to, co zamierzają zrobić, będzie całkowicie słuszne.

Jenny

Przyjrzyjmy się typowemu przykładowi tego charakterystycznego przedłużania zamartwiania się. Jenny w drodze do pracy nagle uświadamia sobie, że nie ma pojęcia, gdzie jest jej paszport. Niestety, tak się składa, że za dwa tygodnie ma zaplanowany wyjazd na wakacje. Zaczyna się zamartwiać. „Gdzie ten paszport może być? Nie pamiętam! Musi gdzieś być. Przecież nie mogłam go zgubić, prawda?” Po kilku minutach zaczyna katastrofizować. „Nie będę mogła wyjechać, a przecież już poprosiłam o urlop. Nie mogę teraz powiedzieć szefowi, że zmieniłam zdanie”. Jenny będzie się zamartwiać, dopóki nie zdefiniuje problemu i nie podejmie decyzji.

Gdyby wcześniej powzięła proste postanowienie, sprawy mogłyby wyglądać inaczej. W jej sytuacji istnieją dwie możliwości. Albo naprawdę zgubiła paszport i będzie musiała złożyć wniosek o nowy, albo jej paszport jest gdzieś w domu i wystarczy, że go poszuka. Jak to bywa ze wszystkimi decyzjami, Jenny nie może mieć absolutnej pewności. Jednak w przypadku większości tego, co postanawiamy, wcale takiej pewności nie musimy mieć. Gdyby Jenny nie miała skłonności do zamartwiania się, pewnie pogodziłaby się z myślą, że paszport jest gdzieś w domu, i przez resztę dnia już by o tym nie myślała. Innymi słowy, pogodziłaby się z tym, jakie dane ma do dyspozycji, a potem, na ich podstawie, podjęłaby decyzję.

Gdyby osoby ze skłonnością do zamartwiania się potrafiły szybciej podejmować decyzje na podstawie mniejszej liczby danych, szybciej przestawałyby się zamartwiać. Jak widzisz, niezdecydowanie podsyca zamartwianie się. Prawdopodobnie im więcej czasu spędzisz, roztrząsając problem, tym dłużej będziesz się nim martwić. W rozdziale 3 dokładniej przyjrzymy się temu, jak nauczyć się szybciej podejmować decyzje.

Zależność pomiędzy problemami, naszymi wymogami co do danych i zamartwianiem się przedstawia tabela 1.1. Najpierw jakiś problem sprawia, że zaczynamy się zamartwiać. Żeby przestać, musimy ten problem rozwiązać. Ponieważ osoby, które mają tendencję do zamartwiania się, chcą mieć pewność, że postąpią słusznie, trudno im podjąć decyzję, w jaki sposób poradzić sobie z problemem. Tymczasem nie dysponujemy wystarczającymi danymi, by mieć pewność, że którekolwiek z rozwiązań się sprawdzi. Im dłużej ktoś ze skłonnością do zamartwiania się zastanawia się, co zrobić, tym dłużej problem pozostaje nierozwiązany. A to oznacza, że dana sytuacja nadal stanowi powód do zamartwiania się.

Tabela 1.1. W jaki sposób nierozwiązane problemy podsycają zamartwianie się

Osoba ze skłonnością do zamartwiania się uświadamia sobie problem.

To sprawia, że zaczyna się zamartwiać.

Aby rozwiązać problem, trzeba podjąć decyzję.

Osoba ze skłonnością do zamartwiania się nie jest w stanie wybrać właściwego planu…

…bo nigdy nie posiada dość danych, by mieć gwarancję, że dany plan jest najwłaściwszym.

Problem pozostaje.

 

To prowadzi to do dalszego zamartwiania się.

Dlaczego osoby ze skłonnością do zamartwiania się potrzebują więcej danych, żeby podjąć decyzję?

Choć nie mamy całkowitej pewności, dlaczego ludzie ze skłonnością do zamartwiania się podejmują decyzje wolniej niż inni, na podstawie tego, co wiemy, możemy postawić kilka hipotez. Po pierwsze, istnieje możliwość, że osoby z tendencją do zamartwiania się różnią się od reszty fizycznie. Być może ich mózgi działają inaczej i w związku z tym podejmowanie decyzji zajmuje im więcej czasu. Mimo że jedno z badań wykazało, że ludzie z tendencją do zamartwiania się mogą wysyłać fale mózgowe na innych częstotliwościach, tak naprawdę istnieje niewiele dowodów, by ich mózgi aż tak bardzo różniły się od mózgów innych ludzi.

Druga możliwość jest taka, że ludzie ze skłonnością do zamartwiania się dłużej podejmują decyzje z powodu swojego wychowania. Na przykład jeśli rodzice mają bardzo duże oczekiwania wobec dziecka i ostro wyrażają dezaprobatę w przypadku jakichkolwiek jego błędów, może ono w efekcie stać się nadmiernie ostrożne. Jeśli dziecko zacznie kojarzyć błędy z przykrymi konsekwencjami takimi jak kara, może dorastać, dążąc do zyskiwania absolutnej pewności, że każda podejmowana przez nie decyzja jest słuszna. Dzieje się tak dlatego, że tylko właściwe postępowanie jawi się jako sposób na uniknięcie dezaprobaty rodziców. Dezaprobata ta może być wyrażana w różny sposób: od grymasu na twarzy rodzica aż po wysłanie dziecka do kąta. Jeśli ten wzorzec zachowań jest mu często narzucany, istnieje duża szansa, że stanie się automatyczny. Innymi słowy, zanim dziecko dorośnie, zacznie reagować nadmierną ostrożnością, nawet się nad tym nie zastanawiając. Kiedy trzeba będzie podejmować decyzje, proces ten będzie niepotrzebnie opóźniany. Zamartwiająca się dorosła osoba zacznie szukać wskazówek, które jej podpowiedzą, że jakaś decyzja jest absolutnie słuszna. Jak już zauważyliśmy, tak duża doza pewności wcale nie musi być konieczna, a niepodejmowanie decyzji może po prostu przedłużać zamartwianie się.

Czym się zamartwiamy?

Badania wykazały, że zmartwienia można podzielić na grupy. Zmartwienia zgłaszane przez badane osoby ujęto w poniższej ankiecie (tabela 1.2). Jak widzisz, dwadzieścia pięć najczęstszych zmartwień podzielono na pięć różnych grup: (1) problemy w relacjach z bliskimi, (2) brak pewności siebie, (3) pozbawiona celu przyszłość, (4) niekompetencja w pracy, (5) problemy finansowe. Nazwy grup odnoszą się do problemów w najważniejszych dziedzinach życia codziennego. Często zamartwiamy się, gdy uważamy, że coś jest nie tak w domu, w pracy lub w relacjach. Badania nad satysfakcją i szczęściem wykazały, że dobry związek, bogate życie towarzyskie i przynosząca radość praca są szczególnie ważnymi czynnikami dającymi poczucie szczęścia.

Tabela 1.2. Zmartwienia – ankieta

Problemy w relacjach z bliskimi

Martwię się

• że stracę przyjaciół

• że jestem nieatrakcyjny

• że moja rodzina będzie na mnie zła albo nie będzie akceptować czegoś, co robię

• że trudno mi utrzymać stały związek

• że nie jestem kochany.

Brak pewności siebie

Martwię się

• że nie potrafię być asertywny lub wyrażać własnego zdania

• że inni nie będą mnie akceptować

• że brak mi pewności siebie

• że się ośmieszę

• że czuję się zagrożony.

Pozbawiona celu przyszłość

Martwię się

• że nigdy nie zrealizuję swoich ambicji

• że niewiele osiągnąłem

• że moje perspektywy zawodowe nie wyglądają dobrze

• że moje życie może nie mieć celu

• że nie potrafię się skupić.

Niekompetencja w pracy

Martwię się

• że spóźnię się na umówione spotkanie

• że zostawiam niedokończone zadanie

• że popełniam błędy w pracy

• że nie pracuję wystarczająco ciężko

• że nie wyrobię się z pracą.

Problemy finansowe

Martwię się

• że skończą mi się pieniądze

• że nie stać mnie na pewne rzeczy

• że problemy finansowe nie pozwolą mi wyjeżdżać na wakacje

• że warunki, w jakich żyję, są nieodpowiednie

• że nie stać mnie na zapłacenie rachunków.

Oczywiście na to, czym się zamartwiamy, mają wpływ okoliczności. Posiadanie dużych pieniędzy nie sprawia, że ludzie są szczęśliwsi, wygląda jednak na to, że zmniejsza liczbę nieprzyjemnych zdarzeń, jakich doświadczają. Dla kogoś, kto jest dobrze sytuowany, mandat za nieprawidłowe parkowanie może być drobną niedogodnością, podczas gdy osoba w trudnej sytuacji finansowej jest skłonna postrzegać go jako poważną katastrofę. Wpływ okoliczności jest jednak mniejszy, niż mogłoby się wydawać. Wiemy o tym dzięki analizie poziomu zamartwiania się różnymi sprawami z powyższej ankiety. Otóż jeśli ktoś zamartwia się jedną dziedziną życia, będzie miał również tendencję, by martwić się pozostałymi. Tak więc ludziom ze skłonnością do zamartwiania się z reguły tendencja ta towarzyszy zawsze. Na przykład ktoś, kto martwi się o związki, prawdopodobnie będzie się też martwił swoją sytuacją w pracy. Podobnie osoba zamartwiająca się swoimi kontaktami towarzyskimi prawdopodobnie będzie się też martwić brakiem celu w życiu. Wydaje się to potwierdzać przywołaną wcześniej tezę, że osoby, które dużo się martwią, w pewien sposób różnią się od pozostałych. Mają wyróżniającą ich cechę, która sprawia, że martwią się w każdych okolicznościach.

Sugerowałem już, że zamartwianie się wypełnia czas między uświadomieniem sobie istnienia problemu a jego rozwiązaniem. Ponieważ problemy pojawiają się we wszystkich dziedzinach życia, nierozwiązywanie ich prowadzi do częstego zamartwiania się związanego ze wszystkimi wspomnianymi obszarami.

Oprócz problemów odnoszących się do dziedzin życia wyodrębnionych w ankiecie wiele osób zgłasza też, że martwi się problemami zdrowotnymi – obawiają się poważnej choroby lub śmierci. Do tej grupy zalicza się też zamartwianie się o to, że dojdzie do wypadku. Te zmartwienia nie są jednak tak powszechne, jak te wymieniane powyżej. Ponadto nadmierne zamartwianie się swoim stanem zdrowia zwykle związane jest z poważniejszymi stanami lękowymi. Ponieważ tematem tej książki są najpowszechniejsze, zwyczajne zmartwienia, nie będziemy zbyt szczegółowo zajmować się tą grupą, choć pokrótce omówię zmartwienia związane ze stanem zdrowia w rozdziale 6.

Skąd mamy wiedzieć, czy za dużo się zamartwiamy?

Wyżej pojawiła się sugestia, że zamartwianie się jest jak system alarmowy, który podpowiada, że powinniśmy uporać się z konkretnym problemem. Spróbuj zatem postrzegać zamartwianie się jako twojego przyjaciela, a nie jako wroga – jako coś, co ma ci pomóc, a nie zaszkodzić. Jeśli jednak stwierdzisz, że zamartwianie się prowadzi tylko do dalszego zamartwiania, a nie do decyzji i działań, powinieneś się zastanowić, jak wpływa to na twoje zdrowie. Zbędne zamartwianie się to stres, bez którego prawdopodobnie mógłbyś się obejść.

Przeprowadzono bardzo niewiele badań nad wpływem zamartwiania się na zdrowie, mamy jednak pewne dowody na to, że nadmierne zamartwianie się rzeczywiście nam szkodzi. Na przykład jedno z badań wykazało, że osoby, które zanadto zamartwiały się rutynowym zabiegiem operacyjnym, dłużej powracały po nim do zdrowia. Podobnych prac istnieje bardzo niewiele, ale za to możemy przekonać się, dlaczego zamartwianie się bywa szkodliwe, dzięki analizie badań nad stresem.

Ludzie już dawno zauważyli, że zamartwianie się ma niekorzystny wpływ na samopoczucie i wygląd. Znajduje to odzwierciedlenie w sposobie, w jaki używamy słowa „zmartwienie” w potocznym języku: na przykład patrząc na kogoś, mówimy, że ma „zmartwioną minę” albo że jest „chory ze zmartwienia”. Mówi się nawet, że ktoś od zmartwień aż zmienił się na twarzy. Skąd się bierze ta zależność między zamartwianiem się a kiepskim wyglądem i złym samopoczuciem? Otóż istnieje wiele sposobów, na które zamartwianie się może prowadzić do problemów zdrowotnych.

Jedne z najważniejszych odkryć w tej dziedzinie w ostatnich latach zrodziły się z badań nad wpływem zamartwiania się na bezsenność. Wykazały one, że jednym z głównych powodów bezsennych nocy są zmartwienia. Niewysypianie się oczywiście jest nieprzyjemne samo w sobie, ale co gorsza nieregularny rytm snu może zakłócić kruchą równowagę związków chemicznych, dzięki którym pozostajemy zdrowi. Związki te, nazywane hormonami, są uwalniane o różnych porach dnia i nocy. Na przykład prolaktyna uwalnia się głównie podczas snu. Zaburzenie rytmu snu może prowadzić do zmiany poziomu hormonów, co z kolei zwiększa prawdopodobieństwo pewnych schorzeń, od przeziębień aż po poważniejsze choroby.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?