Tragiczny los artysty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jak umierał Juliusz Słowacki?

Ponieważ stosunkowo niewiele wiemy o tym, jak umierali wybrańcy bogów, postanowiłem przywołać tu unikalne świadectwo rozstania się ze światem Juliusza Słowackiego. Autorem przywołanego niżej tekstu jest kanonizowany przez papieża Benedykta XVI w dniu 11 października 2009 roku Zygmunt Szczęsny Feliński, na którego rękach skonał autor Kordiana. W liście do wuja poety, Teofila Januszewskiego, skreślonym w dwa dni po pogrzebie Słowackiego, czyli 7 kwietnia 1849 roku, Feliński pisał:

Szanowny Panie! Serce mi się rozdziera, myśląc jak bolesny cios list ten przyniesie państwu, a szczególnie pani Salomei. Niemiło to być zwiastunem nieszczęścia, i chętnie komu innemu ten obowiązek bym ustąpił, ale będąc jedynym Polakiem, który był świadkiem ostatnich chwil naszego Juliusza, uważam sobie za powinność udzielić Panu tych szczegółów. – Tak, Juliusz już nie żyje! Ale jeżeli co pocieszyć nas może po tej stracie, to jego zgon prawdziwie chrześcijański. Śmierć jego tak lekka, tak piękna się wydawała, że mimowolnie wyrywała się modlitwa do Stwórcy o zgon podobny. – Przyjechawszy przed dwoma tygodniami do Paryża, znalazłem Juliusza nadzwyczaj zmienionym. Przyjął mię tymi słowami: „Dobrze żeś przyjechał, nie będę tak samotny w ostatnich chwilach, bo już się wszystko kończy, Pan Bóg mię wzywa do siebie”. – Sądziłem, że to jeden z ataków, jakie miewał dawniej, i że wiosna mu ulgę przyniesie. On tak mało mówił o swoim zdrowiu, i chociaż po nocach nie sypiał i często cierpiał mocno, w dzień jednak był rzeźwy i czynny jak dawniej.

Pierwszego kwietnia, kiedym przyszedł do niego, powiedział mi, że w nocy tak mu źle było, iż dnia nie spodziewał się dożyć. – Pytał, czy nie znam jakiego ubogiego rodaka, któryby chciał sypiać u niego, gdyż czuje, że śmierć się zbliża, a wolałby, żeby mu oczy zamknął rodak niż obcy. Prosiłem, aby mi pozwolił przenieść się do siebie, ale nie przyjął tego, nie chcąc odrywać mnie od moich obowiązków: a kiedym nalegał dłużej, powiedział, że później pomówimy o tym. – „Wreszcie”, dodał, „może mię Bóg tak jakoś przeniesie!” – Nazajutrz mówił mi, że zaczął przepisywać swój niewydany jeszcze poemacik, ale tak mało ma siły, że musiał zaprzestać. Prosiłem, aby mi dyktował, com też przyjął; i tak jednę część napisaliśmy, ale i to już go męczyło, więc resztę odłożyliśmy na później. Żegnając się, polecił mi, żebym był u księdza [Tomasza – F.Z.] Praniewicza, i zapytał go, czy może przyjść z sakramentami do niego. – Trzeciego kwietnia, we wtorek, uprzedziłem księdza i przyszedłem do Juliusza zapytać, kiedy chce się spowiadać. Zastałem u niego Francuza Pétiniaud, z którym Juliusz od dwóch lat był w zażyłości, i który od czasu choroby co dzień go nawiedzał; ten mi powiedział, że Juliusz bardzo źle noc przepędził, a chociaż z rana wstał i chodził, jednak tak go to męczyło, że koło dziesiątej zemdlał, i zdawało się, że już skończył. Ja zastałem go w łóżku, ale już przytomnego zupełnie. Zapytałem go o zdrowie, powiedział, że ma teraz gorączkę, która go utrzymuje przy siłach, ale czuje się bardzo słabym. Zapytał o księdza, i chciał abym go natychmiast wezwał. W pół godziny przywiozłem księdza, który pomówiwszy z nim trochę, poszedł do kościoła po Sakrament. Tymczasem Juliusz widząc nas rozrzewnionych, wziął mię za rękę i głosem przerywanym, ale wyraźnym i spokojnym, powiedział te kilka wyrazów, które w pamięci zachowałem: „Powiedz mojej matce, że nic do niej nie napisałem, bo tych rzeczy pisać nie można; ale szczęśliwy jestem, że dziś, jakby na pożegnanie, list jej odebrałem, i z myślą o niej umieram”. Po chwili milczenia wzniósł oczy w górę i tonem jeszcze uroczystszym mówił dalej: „Wiara w nieśmiertelność ducha i w sprawiedliwość Bożą, jest nowym darem Stwórcy nam udzielonym. Ta wiara tylko pozwala spokojnie śmierć przyjąć. Dotąd przeczuwano, że Bóg jest sprawiedliwy, ale nie pojmując jego sprawiedliwości, przypuszczano istnienie mnóstwa sztucznych kółek, za pomocą których Bóg wynagrodzi kiedyś niesprawiedliwość i cierpienie tego żywota. Ale dziś ja ufam w sprawiedliwość Bożą, bo ją pojmuję; tak ufam, że gdybym mógł powierzyć ducha mego w ręce matki, aby ona wynagrodziła go stosownie do zasługi, nie oddałbym go z taką ufnością, z jaką dziś oddaję w ręce mego Stwórcy. – wszak prawda? Gdziekolwiek ostatnia godzina cię zastanie, czy na wysokim urzędzie, czy w skromnym wiejskim domku, czy w własnym dworze, pojmiesz wolę Bożą spokojnie i z godnością, jak nieśmiertelnemu duchowi przystoi”. – Wtem ksiądz powrócił, a kiedy po spowiedzi ofiarował mu Najświętszy Sakrament, Juliusz wstał o własnej mocy i ukląkł na łóżku, potem przyjął ostatnie namaszczenie z zupełną przytomnością i modląc się ciągle. – Po sakramentach gorączka opuściła go zupełnie, oczy się rozjaśniły i na pogodnej twarzy uśmiech się ukazał tak łagodny i ujmujący, że nie można było oderwać wzroku od tego oblicza cudownie pięknego świętym zachwyceniem. – Po chwili takiego skupienia wewnętrznego wyciągnął ręce do nas i z łagodnym uśmiechem powiedział: „Niech będą dzięki Stwórcy, że pozwolił mi przed zgonem przyjąć Sakramenta; myślałem często o tym, czy też tej łaski dostąpię”. Potem wypił trochę gorącej herbaty i prosił żebyśmy go zostawili, gdyż chciał spocząć. Wyszliśmy do drugiego pokoju, ale drzwi były otwarte i widzieliśmy jak zamykał oczy na chwilę i jakby lękając się, żeby to nie był sen ostatni, otwierał je nagle. Oddech jego był trudny i chrapliwy. Widząc, że nie śpi, weszliśmy znowu, prosił o trochę wina czerwonego, które już z trudnością połykał. Potem kazał mi przynieść książkę, z której mi w wilię dyktował i pokazywał mi w jakim porządku potrzeba dalej przepisywać, ale nie doszedłszy do końca, zamknął ją mówiąc z uśmiechem: „Wszystko to głupstwo!”. Potem prosił, żeby go posadzić w innej pozycji, a kiedyśmy to uskutecznili, powiedział zawsze z uśmiechem: „Może to w tym położeniu śmierć mnie zastanie”. Potem zamilkł, ale często spozierał na zegarek, jakby chciał wiedzieć, o której godzinie do wieczności się przenosi. Przed samym zgonem wyciągnął do nas ręce, i zrobił znak, że chce wstać, lecz zaledwieśmy go podnieśli, obfity pot zaczął prawie lać się z jego twarzy, i całe ciało mocno drżeć poczęło. Oddech był coraz cięższy, trudniejszy i powoli słabł, oczy na wpół się zamknęły i mgłą zaszły, podtrzymywałem mu głowę, a Pétiniaud nacierał mu puls i skronie, ale już nic nie pomagało; po chwili oddech ustał, i serce bić przestało. Wszystko się skończyło, już nie żył! – Kiedy pierwsza boleść się uspokoiła, zamknąłem mu oczy, i poleciłem Bogu ducha jego.

W komodzie, od której klucz miał w ręku, znaleźliśmy testament, jeszcze przed dwoma miesiącami napisany, gdzie matkę swoję i Pana robi jedynymi dziedzicami swymi, a Pétiniaud wykonawcą testamentu. W drugiej notatce były szczegółowe rozporządzenia rzeczy i pogrzebu. – dnia piątego kwietnia odbył się pogrzeb Juliusza na cmentarzu Montmartre, i grób jego wypadł dziwnym przypadkiem naprzeciwko grobu Izydora Sobańskiego65. Kilkudziesięciu Polaków odprowadziło zwłoki na cmentarz, i łzami swymi uczcili po raz ostatni pamięć człowieka, którego stratę cała Polska uczuje. Zapewne Pétiniaud odeszle Panu pukiel włosów, który odcięliśmy zaraz po śmierci dla matki, zrobił także portret jego pośmiertny, który zapewne będzie litografowany.

Sił mi już nie staje pisać dalej o stracie, którą tak mocno uczułem, był on dla mnie więcej niż przyjacielem. Żegnam więc Pana i.t.d. S. F.66

1 H. Markiewicz, A. Romanowski, Skrzydlate słowa, Warszawa 1990, s. 420 (tu autorzy wprowadzili zamiast sformułowania „wybrańcy bogów” nieco zmodyfikowane „ukochani przez bogów”).

2 Niewykluczone, że przyczyną tego był brak na nim krzyża, Mozart był bowiem wolno­mularzem.

3 K.W. Wójcicki, Słowo wstępne, w: J. Jasiński, Pisma, Kraków 1869, s. III.

4 J. Jasiński, Pisma, dz. cyt., s. 1.

5 Pełne nazwisko Novalisa brzmiało: Georg Philipp Friedrich Freiherr von Hardenberg.

6 Por. Novalis, Hymny do Nocy, przekład, wstęp i opracowanie W. Trzeciakowski, Bydgoszcz 2001 (tu kalendarium życia poety). W ostatnich latach badacz ten poświęcił Novalisowi kilka rozpraw. Por. nadto M. Besset, Novalis et la pensée mystique, Paris 1947.

7 C. Godebski, Dzieła wierszem i prozą, Warszawa 1821, cz. II, s. 263.

8 Por. M. Janion, Namiętność, tragedia, absolut, w: Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji, Warszawa 2001.

9 Warto, jak sądzę, przypomnieć, że w drugim tomiku poezji Keats wydrukował wiersz z 1816 roku poświęcony Tadeuszowi Kościuszce (To Kosciusko). Por. R. Dyboski, Powstanie Kościuszki w powieści angielskiej z 1803 roku, Kraków 1908; W. Walsh, Introduction to Keats, London 1981.

10 To dzięki jego zabiegom jako członka Izby Lordów Grecy mieli uzyskać od Wielkiej Brytanii pożyczkę, która umożliwiła im prowadzenie wojny.

11 Por. M. Białobrzeska, Antoni Malczewski. Literackie mitologizacje biografii, Białystok 2016, s. 85, passim.

12 Biografowie Malczewskiego ustalili przypuszczalną mapę podróży poety, obejmującej w kolejności: Niemcy, Szwajcarię, Włochy, Francję, Anglię (?), Szwajcarię, Włochy i znowu Niemcy. Trudno tu byłoby wymienić miasta, które odwiedził.

 

13 M. Dernałowicz, Antoni Malczewski, Warszawa 1967, s. 112, passim.

14 Por. M. Białobrzeska, Antoni Malczewski, dz. cyt., s. 88, passim.

15 Mimo wszystko trochę żal, bo historia ta została pięknie opowiedziana przez Michała Modzelewskiego, tego samego, który w ostatnim okresie życia poety zaprzyjaźnił się z nim i który znalazł się w gronie kilku zaledwie osób odprowadzających zmarłego na Cmentarz Powązkowski. W 1873 roku ów Modzelewski pisał w liście skierowanym do redaktora „Gazety Warszawskiej”: „co mi opowiadał powinowaty mój Malczewski Antoni, powtarzam. Gdy był w Wenecji, poznał się tam z Byronem, z którym miał odbywać podróż do Turcji i dlatego właśnie wrócił na Wołyń, żeby zgromadzić jakie tam jeszcze mógł mieć fundusze i wracać do Wenecji, celem dokonania razem z Byronem zamierzonej podróży. Opowiadał mi tedy Malczewski, że mówiąc z Byronem o przedmiotach Polski dotyczących, przytoczył mu wypadek Mazepy, zaloty jego i karę za nie. Okoliczności te z ust do ust od dawna przenosiły się tradycją na Wołyniu (…). Byron, uderzony osobliwością wypadku, napisał znany poemat”, „Gazeta Warszawska” 1873, nr 100.

16 M. Białobrzeska, Antoni Malczewski, dz. cyt., s. 80–81. Trzeba tu dodać, że samobójstwo popełnił także syn Antoniego Malczewskiego z nieprawego łoża, August Antoni Jakubowski (około 1816–1837), wyjątkowo uzdolniony poeta, powstaniec listopadowy, wygnaniec, który odebrał sobie życie w dalekiej Ameryce (por. E. Modzelewska, August Antoni Jakubowski – poeta rozpaczy, Kraków 2015).

17 Józef Kurowski, jeden z uchodźców polskich, pozostawił piękną pamiątkę: rysunek przedstawiający Mickiewicza nad grobem Garczyńskiego w Awinionie.

18 S. Garczyński, Poezje, Paryż 1833. Por. także A. Mickiewicz, Literatura słowiańska, rok II, lekcje z 17, 21 i 28 czerwca 1842 roku.

19 Należy tu przywołać słynny wiersz Jana Lechonia Mochnacki, napisany w 1918 roku i wydany w tomie będącym debiutem młodego poety Karmazynowy poemat (1920), w którym Lechoń stworzył swoją wizję pierwszego publicznego występu Mochnackiego jako pianisty w Metzu, w sali Société Philharmonique. Nasz bohater wystąpił z towarzyszeniem orkiestry, zagrał – na cele dobroczynne! – koncert Johanna Nepomuka Hummla (por. R. Loth, Lechoń, Mochnacki, historia, „Rocznik Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza” 1988, t. 23, s. 25–36).

20 W rzeczy samej już w 1821 roku wstąpił do tajnego Związku Wolnych Polaków.

21 Uwolnienie okupił raportem (zwanym Memoriałem karmelitańskim), w którym oskarżył ówczesne szkolnictwo polskie o zgubny liberalizm. Ta sprawa do końca życia była dla Mochnackiego gorzkim wyrzutem sumienia.

22 Motyw ten wykorzystał Mickiewicz w III części Dziadów, co stało się zalążkiem ostrego konfliktu między poetami.

23 Ślady tego znajdujemy w poemacie Godzina myśli.

24 W tym czasie zwiedził Pompeje i Herkulanum, wyszedł na szczyt Wezuwiusza, był w Sorrento i na Capri.

25 Symbolem owego wielkiego procesu był jego podarunek dla Francji: obelisk z Luksoru, montowany na paryskim Placu Concorde właśnie w dniach, w których nasz poeta składał wizytę wicekrólowi.

26 Tu opiekujący się podróżnymi odbywającymi kwarantannę włoski lekarz Steblea miał opowiedzieć naszym podróżnikom wstrząsającą historię o Arabie, który podczas kwarantanny stracił całą rodzinę. Echa tej opowieści znalazły się w Ojcu zadżumionych Słowackiego.

27 Brzozowski po zakupie stada koni arabskich udał się przez Konstantynopol do kraju.

28 Osobną rozprawę poświęconą podróży Juliusza Słowackiego do Ziemi Świętej czytelnik znajdzie w mojej książce Podróże pisarzy (Kraków 2018). Wiadomo, że w owej epoce podróżowali na Wschód między innymi Józef Bohdan Zaleski i Władysław Wężyk. Ich wyprawy nie odbiły się jednak w naszej literaturze takim echem jak podróż Słowackiego.

29 Badający ostatnio tę sprawę Wojciech J. Podgórski potwierdził trzydzieści sześć wizyt poety w książnicy, z której systematycznie wypożyczał książki do domu.

30 Anonimowy autor artykułu: Przyjaźń Bema z Petőfim („Kurier Literacko-Naukowy” z 11 kwietnia 1927 roku) pisał: „Przyjaźń zadzierzgnięta między tymi dwoma wielkimi duchami, zakończona śmiercią poety na polu chwały, jest jeszcze jednym z liści wieńca laurowego ozdabiającego Bema. Dla Petőfiego zaś stała się ona źródłem natchnienia poetycznego a zarazem pozwoliła mu ocenić wielkość Bema, prawdziwego rycerza bez zmazy i skazy, bojownika, który w myśl zasady «za wolność naszą i waszą», wszędzie niósł życie swe w ofierze za najwyższe wartości, a to wolność i niepodległość”.

31 I. Csapláros, Literatura węgierska, w: Dzieje literatur europejskich, red. W. Floryan, t. 3, cz. 2, Warszawa 1991, s. 448.

32 W literaturze przedmiotu pojawiają się dwie różne daty dzienne jego urodzenia: w księdze chrztów parafii w Brochowie (tam artysta został ochrzczony) widnieje 22 lutego 1810 roku, tymczasem w tradycji rodzinnej Chopinów utrwaliła się data 1 marca 1810 roku. Artysta podawał tę drugą datę jako prawdziwą.

33 Pobyt artysty w Paryżu przerywały trwające krócej lub dłużej wyjazdy. W 1833 roku był zatem w Rouen (koncertował z Lisztem). W maju 1834 roku wyjechał do Akwizgranu, odwiedził Düsseldorf, Koblencję i Kolonię. W lipcu 1835 wyjechał do Karlsbadu (spotkał się tu z rodzicami), był także w Dreźnie. Lato następnego roku spędził w Marienbadzie, Dreźnie i Lipsku. W 1837 roku odwiedził po raz pierwszy Londyn (w towarzystwie Camille’a Pleyela). Powtórnie odwiedził Anglię (i Irlandię) w 1848 roku; był tu w towarzystwie Jane Stirling.

34 Na początku XXI wieku zaczęto mówić o tym, że artysta zmarł nie na gruźlicę, ale na mukowiscydozę (por. L. Stomma, Sławnych Polaków choroby, Gdańsk 2004, s. 86–89). Hipotezę tę odrzucił w 2017 roku zespół uczonych z Zakładu Genetyki Molekularnej i Klinicznej Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, pracujący pod kierownictwem profesora Michała Witta. Zespół ten w oparciu o badania przechowywanego w kościele św. Krzyża w Warszawie serca artysty potwierdził, iż Chopin przez wiele lat chorował na gruźlicę i to ona była przyczyną jego śmierci.

35 W drodze powrotnej podróżnicy na trzy miesiące zatrzymali się w Marsylii, gdzie 24 kwietnia w małym kościółku Notre-Dame-du-Mont podczas uroczystości żałobnych ku czci śpiewaka, Alphonsa Nourrita, Chopin zagrał na organach (por. F. Ziejka, Chopin w Marsylii, w: Studia polsko-prowansalskie, Wrocław 1977, s. 47–63).

36 Wiejską posiadłość George Sand Chopin odwiedzał siedmiokrotnie. Ostatni raz był tam w 1846 roku.

37 Między innymi w związku z tym, że od 1840 roku, kiedy dzieło to wykonano w czasie pogrzebu Napoleona w kościele św. Ludwika przy Placu Inwalidów, ani razu nie prezentowano go w stolicy Francji. Trzeba było zebrać i przygotować artystów do wykonania tego wyjątkowego utworu, por. F. Hoesick, Pogrzeb Chopina, „Kraj” 1899, nr 41.

38 Zasługa to starszej siostry artysty, Ludwiki Jędrzejewiczowej, która w sierpniu 1849 roku na prośbę przyjaciół Chopina przybyła do Paryża z mężem Janem Kalasantym Jędrzejewiczem. Ludwika opiekowała się chorym bratem, była przy jego śmierci. Zgodnie z wolą Fryderyka zorganizowała po jego śmierci operację wyjęcia serca, które lekarz umieścił w słoju z alkoholem. Na początku stycznia 1850 roku serce to, ukryte w ubraniu, Ludwika przewiozła do Warszawy i złożyła księżom misjonarzom opiekującym się kościołem św. Krzyża. Przez trzydzieści lat spoczywało w krypcie grobowej dolnego kościoła. Dopiero w 1879 roku za zgodą władz kościelnych, w pełnej tajemnicy, w obecności zaledwie kilku osób, w tym syna Ludwiki, Antoniego Żelisława Jędrzejewicza, oraz Władysława Żeleńskiego, ówczesnego dyrektora Towarzystwa Muzycznego w Warszawie, urnę z sercem wmurowano w filar nawy głównej kościoła. Po kilku miesiącach, 5 marca 1880 roku, odbyła się uroczystość odsłonięcia na owym filarze wykonanego przez Leonarda Marconiego ze Lwowa popiersia artysty oraz epitafium z cytatem z Ewangelii św. Mateusza: „Gdzie skarb twój, tam serce twoje”. Dramatyczne losy serca Fryderyka Chopina, szczególnie w okresie powstania warszawskiego, przedstawił K. Bilica w tekście: „Leci liście z drzewa” albo Pożegnanie Chopina na Woli, w: Wokół Chopina i Polski. Siedem szkiców, Wołomin 2005, s. 61–86.

39 M. Romanowski, Poezje, Lwów 1863, s. 32.

40 Por. M. Baterowicz, Lautréamont wczoraj i dziś, „Kwartalnik Neofilologiczny” 1973, t. XX, z. 4, s. 373–388.

41 Por. J. Kristeva, La révolution du langage poètique. L’avant-garde à la fin du XIXe siècle: Lautréamont et Mallarmé, Paris 1974.

42 Por. M. Jastrun, Mickiewicz, Kraków 1952; M. Żurowski, Wstęp, w: Comte de Lautréamont, Pieśni Maldorora. Poezje, Kraków 2006.

43 Por. L. Pierre-Quint, Le Comte de Lautréamont et Dieu, Paris 1930; M. Blanchot, Lautréamont et Sade, Paris 1949; J.J. Lefrère, Lautréamont, Paris 2008.

44 M. Baterowicz, Lautréamont wczoraj i dziś, dz. cyt., s. 375.

45 Obszerniej piszę na temat „pracowni Filippiego” w zamieszczonym w niniejszym tomie szkicu Uczta w zajeździe „Pod Białym Orłem”. Por. nadto J. Maciejewski, Przedburzowcy. Z problematyki przełomu między romantyzmem a pozytywizmem, Kraków 1971.

46 Pokaz Rejtana odbywał się w ramach Wystawy Powszechnej, siódmej już z kolei, jakie organizowano począwszy od 1851 roku. Matejko zaprezentował na niej dziesięć swoich obrazów (między innymi Unię lubelską, Kazanie Skargi oraz Batorego pod Pskowem). Oprócz niego swoje obrazy pokazali: Henryk Siemiradzki, Maksymilian Gierymski, Wojciech Gerson, Aleksander Kotsis, Józef Brandt i Juliusz Kossak.

47 M. Milanowska, Żył i tworzył szybko, jakby przeczuwając krótkość swojego życia. Maurycy Gottlieb i jego historia, https://niezlasztuka.net/o-sztuce/maurycy-gottlieb-zycie-i-tworczosc (dostęp: 1.10.2018).

48 M. Milanowska, Maurycy Gottlieb – w poszukiwaniu tożsamości. Rys biograficzny artysty, w: Maurycy Gottlieb w poszukiwaniu tożsamości, Łódź–Kraków 2014, s. 38.

 

49 „Czas” 1879, nr 163 (z 18 lipca).

50 „Czas” 1879, nr 164 (z 19 lipca).

51 Przybyły pod koniec października do Arles na zaproszenie van Gogha (a przy finansowym wsparciu Theo) Paul Gauguin namalował po pewnym czasie portret Van Gogh malujący słoneczniki.

52 G.W. Smith, S. Naifeh, Van Gogh. The Life, New York 2011.

53 W lipcu 1873 roku dwaj kochankowie przebywali – po eskapadzie do Londynu – w Brukseli. W czasie sprzeczki, której powodem miała być podobno decyzja Verlaine’a o powrocie do żony i dzieci, które opuścił dla młodego kochanka, starszy z poetów, pozostając pod wpływem alkoholu, postrzelił Rimbauda, za co trafił na kilka miesięcy do więzienia.

54 I. Bal, autorka obszernego hasła poświęconego Podkowińskiemu, pisała, iż „był obok Pankiewicza pierwszym polskim malarzem, który świadomie zadeklarował się jako impresjonista i dla którego czysto malarskie wartości obrazu były wówczas najważniejsze”, Władysław Podkowiński, w: Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających: malarze, rzeźbiarze, graficy, t. VIII, Warszawa 2007, s. 346.

55 W dawnej stolicy Polski Podkowiński był latem 1893 roku. Z owego pobytu w Krakowie przywiózł między innymi prezentowany na Zamku Królewskim w Warszawie Widok na Kopiec Kościuszki.

56 Potwierdzał to przyjaciel artysty, S. Laurysiewicz, w artykule: „Szał”. Obraz Wł. Podkowińskiego, „Przegląd Tygodniowy” 1894, nr 6, s. 163–164.

57 Por. W. Gomulicki, U twórcy „Szału”, „Kraj” 1894, nr 18.

58 Zgodnie z przekazami z epoki Podkowiński po powrocie z Paryża bywał gościem Wincentyny Karskiej, właścicielki wsi Chrzęsne pod Warszawą. Tam miał poznać i zakochać się w zamężnej Ewie Kotarbińskiej, żonie właściciela majątku w Mokrej Wsi. Ponieważ nie ukrywał swego uczucia, pod koniec 1892 roku rodzina Kotarbińskich zerwała z nim wszelkie kontakty. Artysta miał rzekomo ukazać właśnie postać Ewy Kotarbińskiej na swym obrazie (choć pani Ewa była brunetką), takie w każdym razie było przekonanie państwa Kotarbińskich. Zwrócili się też oni do artysty z ostrymi protestami. W odpowiedzi Podkowiński… zniszczył obraz.

59 Por. W. Gomulicki, U twórcy „Szału”, dz. cyt.

60 I. Bal, Władysław Podkowiński, dz. cyt., s. 350. Wiadomo, że dzieło Podkowińskiego stało się inspiracją dla kilku przedstawicieli Młodej Polski. Nawiązywali do niego: Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Wacław Wolski, Maria Komornicka, a także Jan August Kisielewski (główna bohaterka dramatu W sieci – „szalona Julka” (Chomińska) pozostaje pod wyjątkowym urokiem tego dzieła, pokazywanego właśnie na wystawie w Krakowie).

61 Henri w wieku lat czternastu złamał najpierw jedną nogę, potem obydwie. Niestety wskutek genetycznych przeszkód złamania nie zrosły się dobrze, a nogi w ogóle przestały róść, wskutek czego górna część jego ciała (głowa, tors, ręce) były rozwinięte normalnie, nogi zaś pozostały bardzo krótkie jak u dziecka. Biografowie piszą, że artysta miał zaledwie 142 cm wzrostu!

62 W niemałym stopniu Henri de Toulouse-Lautrec przyczynił się do rozsławienia artystów teatrzyków i kabaretów Montmartre’u. Wykonane przez niego portrety i afisze sprawiły, że na przykład Aristide Bruant został uznany za króla kabaretu „Le Chat Noir”, piosenkarka Yvette Guilbert stała się symbolem kabaretu „Moulin Rouge”, a La Goulue (wł. Louise Weber), ekscentryczna tancerka, weszła do historii kultury francuskiej jako ta, która sprowadziła kankana z Anglii do Francji.

63 Stosunkowo niewielką ilość obrazów artysty udało się zgromadzić w dwóch muzeach paryskich: Musée d’Orsay oraz w Muzeum Montmartre’u, a nadto w Muzeum miasta Tuluzy.

64 Albi i niedalekie Carcassonne były głównymi siedzibami uznanych przez Kościół katolicki za heretyków tak zwanych albigensów (katarów). Przeciwko nim zorganizowano w 1209 roku trwającą dwadzieścia lat krucjatę, która doprowadziła do wytępienia „heretyków”.

65 Izydor Sobański (179–1847), powstaniec listopadowy, zaprzyjaźniony z Fryderykiem Chopinem i Słowackim.

66 S.F. [Szczęsny Feliński], Ostatnie chwile Juliusza Słowackiego (Odpis listu do pana Teofila Januszewskiego pisany), „Dzwonek” [Lwów] 1850, t. I, s. 55–59. Por. także S. Feliński, Ze wspomnień o Słowackim, „Czas” 1895, nry 156 i 158. Dokument ten wymaga kilku dopełnień i objaśnień. Z innych przekazów wiadomo, że po wyjściu księdza Tomasza Praniewicza do mieszkania poety przyszedł portier Jean Louis Millet, który wcześniej sprowadził do mieszkania poety pana Pétiniaud, przynosząc Słowackiemu list od matki. Ponieważ poeta nie był w stanie nawet złamać pieczęci, list odczytał mu Feliński. Obaj przyjaciele poety – Pétiniaud i Feliński – przenocowali przy jego zwłokach, i dopiero następnego dnia podjęli przygotowania do pogrzebu. Tego ranka jako pierwszy gość zjawił się w mieszkaniu poety Cyprian Norwid. Znajdujemy świadectwo tej wizyty w jego Czarnych kwiatach.