Arlekin Mahomet albo taradajka latającaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Franciszek Zabłocki

Arlekin Mahomet albo taradajka latająca

Drama śmieszno-płaczliwo-filozofo-sowizdrzalskie w czterech aktach

Warszawa 2020

Spis treści

OSOBY

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

SCENA DRUGA

SCENA TRZECIA

SCENA CZWARTA

SCENA PIĄTA

SCENA SZÓSTA

SCENA SIÓDMA

SCENA ÓSMA

SCENA DZIEWIĄTA

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

SCENA DRUGA

SCENA TRZECIA

SCENA CZWARTA

SCENA PIĄTA

SCENA SZÓSTA

SCENA SIÓDMA

SCENA ÓSMA

SCENA DZIEWIĄTA

AKT TRZECI

SCENA PIERWSZA

SCENA DRUGA

SCENA TRZECIA

SCENA CZWARTA

SCENA PIĄTA

SCENA SZÓSTA

SCENA SIÓDMA

SCENA ÓSMA

AKT CZWARTY

SCENA PIERWSZA

SCENA DRUGA

SCENA TRZECIA

SCENA CZWARTA

SCENA PIĄTA

SCENA SZÓSTA

SCENA SIÓDMA

OSOBY

ARLEKIN

PIERRO, sługa Arlekina

PANTALON

CIARLATAN

HEBLON, mechanik

BAHAMAN, król

HUSSEJN, król, sąsiad Bahamana

IBRAHIM, konfident Hussejna

KRÓLEWNA, córka Bahamana

FATYMA, konfidentka Królewny

RYCERZ, rządca wojsk Bahamana

Wojsko Bahamana, Wojsko Hussejna

Kobiety dworzanki Królewny, Tanecznice, Kredytorowie Arlekina

Naród Bahamana

Scena naprzód w Warszawie, potem w kraju Bahamana.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Teatr oznacza ogród. Po jednej strome altana mająca siedzenia z darnin.

ARLEKIN

zamyślony, przy każdej dziurce od guzika przypięty pozew, także na kapeluszu i na sprzączkach od trzewików.

Gdyby nad tym łeb suszył Sokrates, Seneka, Zoroaster, Konfucy, ba, sam diabeł, skoro długów po uszy, a manca denari, wszystkich mędrców rozumy... zła ich hipoteka,

Ale kiedy nabita pełna złota kiesa,

Zapędzisz w kozi róg i Arystotelesa!

O ke sziagura! Każdy człek ma swojego móla, co go gryzie. Wzdycham i nie bez ważnych przyczyn. Uregulowałem się raz na zawsze spać do godziny dziesiątej dla utrzymania świeżej i zawsze czerstwej cery mojej. Obudzono mnie o siódmej, a to dlaczego? Dla oddania pozwu. Zasypiam, budzą mnie znowu. Dlaczego? Zachodzi obligacja, abym przyjął pozew. A tak cały dzień zasypiałem i budziłem się. Poprzypinałem je na sobie w ten sposób, gdyż słyszałem, że człowiek uczciwy powinien zawsze baczyć na swoje interesa. (poziera po sobie) Szanowna i osobliwsza manuskryptów biblijoteko! Ja jeden więcej uczyniłem skarbowi intraty niż tysiąc liczykrupów, harpagonów. Fircyk powiedziałby, że to są słodkie bilety uwiedzionych kobiet, dworak, że listy szukających protekcji jego. Ja nad to oboje wyższy, podobnej nie szukam chluby. Prócz tych pozwów mam na sobie kilkanaście już przewiedzionych procesów, kondemnat, kaptywacji, infamii, banicji, a w kieszeni?... Il diavolo! cóż, robić? Patienca! Aby ulżyć umartwieniu, potrzeba komu zwierzyć się dolegliwości swoich. Dobra myśl, ale komu? Przyjaciołom? Nie mam ich teraz, wszyscy wzięli kurs swój z utraconymi pieniędzmi moimi. Panu tego domu? Od kilku dni zamknął się w swoim warstacie, zabawny jakąś mechaniki sztuką. Ha! nareszcie wezmę mojego sługę, Pierro. Głupi jest, tym lepiej, tacy też to najlepsi na konfidentów. Pierro! Pierro!

SCENA DRUGA

Pierro, Ariekin

PIERRO

poziewając wsparty na kulisie

Kto mnie woła?

ARLEKIN

Otóż odezwał się i zasnął.

Pierro!

PIERRO

uczyniwszy kilka kroków, opiera się na nim i drzemie

Jestem, mospanie.

ARLEKIN

Przypiął się do mnie jak pozew, (wrzeszczy mu do ucha) Pierro!

PIERRO

łypając oczyma

Słucham... słucham...

ARLEKIN

Zamknij oczy, zamknij, pozwalam ci bez tego, uszu mi tylko twoich potrzeba.

PIERRO

Obie masz waćpan dla siebie.

ARLEKIN

Czynię cię moim konfidentem, a co za tym idzie, poufam ci niektórych moich ważnych sekretów, opowiem ci nieszczęścia moje.

PIERRO

Nie dopiero wiem całą waćpana na pamięć historią. Tyle razy jej nasłuchałem się od niego samego.

ARLEKIN

Nie ze wszystkim. Myśl sobie, że pierwszy raz ją słyszysz. (Pierro poziewa) Na zdrowie! Poziewaj, pozwól sobie, nie uważaj nic. Są to zwyczajne konfidentów specjały poziewać słuchając swoich pryncypałów. Prócz tego poziewanie ściąga łzy do oczu, będziesz zatem bardzo a propos mieć minę do moich smutnych stosowną przypadków. (Pierro bardziej poziewa) Niewinna, jak mówią, zazdrość. Tak naturalnie poziewa, że i ja patrząc na niego poziewać muszę. E viva ben vi faczya!

PIERRO

Słucham tedy tej historii.

ARLEKIN

Ojczyzna moja, miasto Bergama, sławne szkolą delia chirurdżia speciale, di heroi virtuosi, quelle se sonno Castra ve per ben cantare et poi il mondo ingannare, e poi moiti denari zappare, e poi a tutti dimoli andare. Nie znałem ojca ani matki.

PIERRO

Jak tylu innych.

ARLEKIN

Na przykład jak ty pierwszy! Wychowany byłem od ojca chrzesnego, który miał syna świszczypałę w równym ze mną wieku. Dnia jednego... nie... (myśli) podobno to było w nocy... tak, w nocy. Jednej nocy, dnia jednego, czyli nocy... mniejsza o to... dorwaliśmy się do prochu, porobiliśmy szmermele. Raz przypadkiem szmermel zapalił firanki u łóżka, doszedł ogień do pościeli, z pościeli do podłogi, koniec końcem ogień w izbie, a my w nogi, jeden w tę, drugi w ową stronę. Poszliśmy w świat i odtąd jeden o drugim nie wie.

PIERRO

poziewa i śmieje się

Śmieszna prawdziwie historia!

ARLEKIN

Co zaś śmieszna? Chyba chcesz mówić: żałosna?

PIERRO

Prawda, prawda, pomyliłem się, miałem mówić: opłakana... chcę mówić: żałosna.

Krzywi się i płacze

ARLEKIN

Bravo, bravo, maestro!

PIERRO

Powiedzże mi, waćpan...

ARLEKIN

Tamto basta, sinior mio! Poczekaj! Domyślam się, co chcesz powiedzieć. Spytasz mnie pewnie o imiona mojej familii, mojego ojca chrzesnego, jego syna świszczypały... w gorącej wodzie jesteś kąpany, mój bracie, dowiesz się o tym, ale nie pierwej aż po długich awanturach, wielkich przypadkach, nadspodziewanym zjachaniu się, da Bóg tam kiedy... Dopiero wtenczas będziemy się poznawać po znamionach, po pierścieniach, po portretach i tam dalej. Tymczasem non plus ultra.

PIERRO

No, to więc potrzeba będzie płakać?

ARLEKIN

 

A juści, płakać, ale razem i śmiać się, zwyczajnie jak to bywa, wszak radość równie jak smutek łzy wycisnąć może, to jest łzy czułości. Słuchajże mnie dalej. Przebywszy wiele krajów, osiadłem tutaj. Po kilku latach bawienia się przemysłem obrałem na koniec jedne profesją. Nie udała mi się. Wszystkie mnie zgoła odbiegały środki, jeden pozostał tylko i tego chwycić się muszę.

PIERRO

Któryż to?

ARLEKIN

Zapłacić moim kredytorom monetą dziadowską: „Bóg zapłać”, kiedy chcecie, albo modną: sentymentem i wykrętem. Pójdź prędzej i ułóż się w drogę.

PIERRO

Cóż mam ułożyć? Nic nie mamy.

ARLEKIN

Chcesz mówić: mało mamy. To co innego. Wszakże zostało jeszcze pół funta parmezanu. Jest makaron, jest sałata, alboż tym nie żyliśmy tak długo? Co jest, to jest. Lepszy rydz jak nic – tak powiadają. Spiesz się.

Pierro wychodzi

SCENA TRZECIA

ARLEKIN

sam

Andaremo dunkwe... adadżio, syniore Arlekino! Grzeczność każe pożegnać się. Okażmy w tym obce, a zatem nie lada jakie wychowanie nasze. Addio kuchnio! ke piaczere, kuchnio luba, w której tyle i z rondla, i z pieca smacznych najadałem się łakoci, kwestre menestre perduti, salcesoni, makaroni. Addio piwnico! Wino de Montepulczyano, z którego nieraz piano e piano dobrze w gardło nalano. Kari uczelli, ptaszeczki, i was nie zapominam.

Fraszka nasze kastraty,

Alty, basy i tenory,

Wirtuozy, karykaty.

Naturo! bodaj twoje kantory!

Co są nasze orkiestry, opery?

Niech zawyje wilk za górą,

Milsze dla mnie takiego echa rewerbery.

Niech, kto chce, wielbi sztukę, ja zawsze z naturą.

Karo mio dżiardyno! Addio, ke ty piango! Co za smutne rozstanie się, żalośniejsze nierównie niż było Dydony i Kajfasza, Tytusa i Weroniki. Im szło o miłość, a mnie o piwnicę, kuchnię, o ten ogród i kwesto belwedere.

Wzdycha

SCENA CZWARTA

Pierro, Arlekin

PIERRO

Ach, syniore, padrone mio!

ARLEKIN

Ke diavolo?

PIERRO

O veduto...

ARLEKIN

Un diavolo?

PIERRO

Gorzej jeszcze, kredytory e zbirry!

ARLEKIN

O! sziagura maledetta! Otóż moja grzeczność! I to pożegnanie! Chwilę prędzej wszystkiego by się uniknęło. Idźże prędzej, zamknij...

PIERRO

Co?...

ARLEKIN

Pysk najpierwej, a potem bramę, furtkę, drzwi, okna!

PIERRO

Ale...

ARLEKIN

Presto, via via bestia! (popycha go) Leźże, rozdziawiu przeklęty, chce il diavolo ky porty!

SCENA PIĄTA

ARLEKIN sam

O anima troppo infelicze! Ke krudo destyno! esser sentza denari, bez sposobu, jak niedźwiedź w łowie od strzelców, tak ja obegnany od kredytorów, którzy tam mnie zaprowadzić zechcą, gdzie nikt sam nie chodzi, al castro delia koza, gdzie przyjdzie umrzeć, a nie doczekać się litości – umrzeć w publicznym więzieniu... o, nic z tego, kto ma męstwo, większy jest nad wszystkie przypadki, wyższy nad śmierć samą. Umierajmy! Dajmy okoliczność wspomnienia na owe wielkie a rzadko wspominane przykłady mężnych Katonów, Kurcjuszów, Kartuszów... Niech potomność wie o tym, niech z wdzięcznością wspomina: Arlekin waleczny, znakomity Arlekin pozbawił zwierzchności ukontentowania z śmierci swojej i sam się na tamten świat wyprawił. Ke fama d’onestate, ke viva morte! Dalej (drży) śpię... śpię... śpieszmy się. Jakże się zabić? Nie mam pistoletów. Utopić się? Którędyż wyjdę? Wszędzie kredytorowie... a potem, pływać umiem, nie mógłbym się determinować iść na dno, chybaby kamień przywiązawszy do szyi, którego jak na to w ogrodzie nie ma. Zatruję się. Jest to zwyczajny rodzaj śmierci wielkich ludzi. Dalej do flaszki! Umierajmy śmiercią modną! (dobywa butelki, niesie ją do ust drżącą ręką, czyni grymasy, jak gdyby wzdrygając się obmierzłego napoju) O poltrone! O Romano! Drżysz, czyś się już nie namyślił? Czyś się raz nie odważył? Koradżio! (pije) Ekspedyta! Co za śmierć przykra! (czyni lazy stosowne do bojazni śmierci i do idei trucizny) Oho, trucizna już plądruje... diable jadowita... atakuje wnętrzności, piszczałki grają, (świszcze) Otóż już ręka jedna obumarła... kłaniam uniżenie! Alvive-rysko! Już po niej... już i druga... wieczny odpoczynek! Nogi zdrętwiały... zaćmienie oczów... śmierć... Morte bru-taf Nic pewniejszego... gdybym przynajmniej miał kanapę do czynienia kontorsji konającego... (kręci się) Jak ciężkie ducha z ciałem rozstanie się. Już mi to drugi raz nie trafi się, głupi byłbym chyba umierać drugi raz. Diavolo! ke maramlia! Cóż to, jak żyję nie czułem się tak mocnym. Ani chybi ta trucizna porozumiała się z kredytorami mymi. (wącha butelkę) Kospet-to di Bakko! Wszak to rosolio di rosa! Czy można? Ke gran bestia bestiaczia io sono! Będęż tak nieszczęśliwym, że sobie śmierci zadać nie potrafię? Otóż nic z tego! Umrę... moriro! o moriro! Alboż nie mam przy sobie mojego pałasza, owego pałasza, który tyle głośnych w Europie sprawił z siebie widoków? I tyle odniósł zwycięstw?

Spiera się na swojej łopacie, jakby chciał się zabić

SCENA SZÓSTA

Arlekin, Pierro

PIERRO

wpadając bardzo prędko

Po diable, mospanie, kredytorowie drzwi wybijają!

ARLEKIN

Posłańcze gorzej jak piekielny! Bądźże mi choć w czym jednym przydatniejszy, naraj mi rodzaj śmierci. O nic cię już nie proszę, nic więcej od ciebie nie chcę.

PIERRO

Rodzaj śmierci? Chybaby powiesić się na której gałęzi.

ARLEKIN

Tyleż jest pewniejszych, a uczciwszych i lżejszych. (myśli) Przedziwna myśl... Pójdź, zabierz ostatek tego prowiantu, który miał być w drogę, i przynieś to wszystko, chcę umrzeć z niestrawności.

PIERRO

Z niestrawności! Ach, najukochańszy mój panie! Zawsze dawałem tobie dowody wierności mojej i przywiązania, niechże się dlań nie odmieniam do zgonu życia. Ponieważ pan chce umrzeć z indygestii i ja także umrę z niestrawności.

ARLEKIN

z ukontentowaniem

Wzorze sług poczciwych, kochałeś mnie zawsze, wątpiłem niekiedy o tym, ale teraz przekonywasz mnie.

PIERRO

Ściskając go komicznie

Nieoszacowany panie! Padrone mio!

ARLEKIN

Nieprzepłacony sługo, poczciwy! Idżże przynieś ten straszny instrument chwalebnej i mężnej śmierci naszej.

PIERRO

przynosi stolik

Oto jest wszystko: fromadżio i makaroni. Dobrze, że się zostało jeszcze.

ARLEKIN

siadając za stół

Nie pamiętam, żebym kiedy równy do śmierci miał apetyt.

PIERRO

z miną płaczliwego mazgaja

Weź pan przed się tę białą serwetę, przynajmniej z ochędóstwem umierać będziesz.

Chce nabrać w garść makaronu

ARLEKIN

chwytając go za rękę

Poczekaj! (bierze makaron) Jąć twój pan przecie: po starym wole wół młodszy orze.

PIERRO

O mój ty panie! O mój ty stary wole! Aleć ja sługa jestem. Na cóż kowal trzyma kleszcze, tylko żeby rąk nie parzył.

ARLEKIN

Nie, nie!

PIERRO

Przynajmniejże razem umierajmy! Kiedy nie, ja pierwej!

Chwyta i żre

ARLEKIN

Wreszcie ostatnia łaska, odmówić ci jej nie mogę. (jedzą z łakomstwem, wyrywając jeden drugiemu) Nie śpieszże się tak bardzo, umrzesz ode mnie pierwej.

PIERRO

A co, żyje pan jeszcze?

ARLEKIN

Wypijmy po kieliszku rosolia, może to nas prędzej umorzy.

Piją i jedzą

SCENA SIÓDMA

Arlekin, Pierro i Heblon

HEBLON

znienacka

Na zdrowie! Na zdrowie!

ARLEKIN

ustraszony

Kredytorowie!

PIERRO

wstrzymując Ariekina

Nie, nie! To nasz taskawca, poczciwy gospodarz i dobrodziej, pan Heblon.

ARLEKIN

Jeśli waćpan przychodzisz z pretensją komornego, moment zaczekaj, odbierzesz swoje certum quantum, gdyż poddaję mój majątek pod konkurs. Dalej, Pierro, dokonajmy swego!

Jedzą łakomo

HEBLON

Podławicie się, moi przyjaciele! Cóż to wam?

PIERRO

Dźwigamy się z biedy.

ARLEKIN

Każ waćpan porobić truny,

HEBLON

A to na co?

ARLEKIN

Po mojej śmierci przeczytasz testament, dowiesz się.

HEBLON

Ale ja zaraz chcę wiedzieć. Możnaż mieć sekreta dla takiego jak ja przyjaciela?

ARLEKIN

Kredytorowie moi opasali cały dom, chcą mnie aresztować.

HEBLON

Niegospodarnie żyłeś, przyjacielu, przewidywałem ja to. Słuchajże, czy wiesz, dlaczego tydzień cały siedziałem zamknięty w moim warsztacie? Oto dla ciebie, awanturniku, dla twojego ocalenia.

ARLEKIN

A to jak, przyjacielu, karo mio?

HEBLON

Wiesz, jak sławny, mówiąc bez chluby, jestem mechanik?

ARLEKIN

Wiem, widziałem waćpana wynalazku arcymistemy ten flet de toalet.

HEBLON

Psyt, tobiem go tylko pokazał, jest to sekret, za który okupiły mi się kobiety. Ale to fraszka w miarę teraźniejszego wynalazku. Zrobiłem osobliwszą taradajkę, która sławniejszym uczyni mnie od Archimedesa, a ciebie głośniejszym od Pilatra de Rozier, Mongolfiera i Blanszara, a co więcej nadto, uwolni od kredytorów.

ARLEKIN

A jak mnie przejmą?

HEBLON

Nie potrafią, ta taradajka prędsza będzie od wiatrów.

ARLEKIN

Skądże konie?

HEBLON

Prócz ciebie samego żadnych do niej nie będziesz potrzebował bydląt. Słowem, taradajka moja szybuje po powietrzu z niewypowiedzianą prędkością. Nie trzeba nic więcej do niej jak tylko kilka sprężyn łatwych bardzo do poruszenia.

ARLEKIN

Mójże ty dobrodzieju! Nieoszacowany wynalazek!

PIERRO

A ja pomieszczęż się z panem?

HEBLON

Od biedy możesz, ale nie najwygodniej.

ARLEKIN

Gdzież ta nieoszacowana taradajka?

Widać ją w kulisie

HEBLON

Oto jest pod tym drzewem.

ARLEKIN

Spieszże się, Pierro, zanieś resztę prowiantu do taradajki. Ale, ale nie zapomnij rynki albo jakiego tygielka na makarony.

HEBLON

Chodźże, pokażę ci sposoby kierowania taradajki. (idą ku taradajce) Cisnąc na dół tę sprężynę, polecisz w górę, popychając w górę, polecisz na dół. K’sobie zaś albo od siebie, tak masz kierować.

Tymczasem Pierro pokazuje

ARLEKIN

Przedziwna taradajka! Niechże waćpana uściskam, mości panie Heblon!

HEBLON

Rozumiem, że ta przysługa moja nie tylko przyda ci się do oszukania kredytorów, ale jeszcze może posłużyć ci do szczęścia.

ARLEKIN

Właśnie toż samo pomyśliłem dopiero. Muszę waćpanu komunikować pewnego mnie tyczącego się sekretu, (tonem tajemnicy) Wiadomo waćpanu, mospanie Heblon, że u nas karty niekiedy mają moc czarnoksięską?

HEBLON

Tak powiadają.

ARLEKIN

I wierzą. Otóż mówiąc o tych kartach, pewny kabalista przepowiedział mi, że miałem powietrzną odprawić podróż i ożenić się z jakąś wielką królewną. Dopiero w rok po tej wróżbie wynaleziono i doświadczono balony powietrzne. Zląkłem się tedy strasznie, żeby ta podróż powietrzna nie znaczyła wojażu w wysokości głów naokoło stojących ludzi.

HEBLON

Bywają przypadki, prawda...

ARLEKIN

A to wzmianka była tej wróżby o waćpana taradajce. Uwazajże, królewna, z którą mam się żenić. Jedno się prawdzi, za cóż nie ma się prawdzić drugie?

HEBLON

Bywają przypadki...

ARLEKIN

Bywajże mi zdrów, Heblonie, jak zrobię fortunę, nie zapomnę o tobie.

 

HEBLON

I wdzięczność liczy się między przypadki. Szczęśliwa podróż! Tylko pamiętaj, ani za wysoko, ani za nisko.

ARLEKIN

Środkiem zawsze, to najlepiej. Addio!

SCENA ÓSMA

Arlekin, Pierro

ARLEKIN

Pierro, zawołaj kredytorów!

PIERRO

A to na co?

ARLEKIN

Zapłacę im.

PIERRO

Czymże to?

ARLEKIN

Tylko pódź ich zawołaj!

SCENA DZIEWIĄTA

Arlekin, Pierro, Kredytorowie

PIERRO

odmykając Kredytorom

Chodźcie waćpanowie, zapłacą wam, co się komu należy.

PIERWSZY KREDYTOR

Pan dobrodziej musi ważne zawsze mieć interesa, zapomniał o mnie. Panie dobrodzieju, termin dawno upłynął.

ARLEKIN

Waćpan to przedałeś mi owe sześć koni po trzydzieści czerwonych złotych, które ledwie po pięć odprzedać mogłem. I to szczęście, że wieśniak jeden przyjechał tu dobierać cugu, mając się żenić.

PIERWSZY KREDYTOR

A już też pan niesprawiedliwy, wszak to nie za gotowe pieniądze, ale w facyjendzie. Wszak nadto dałem jeszcze stare szory i munsztuków kilkanaście.

ARLEKIN

do Drugiego Kredytora

Waćpanu, mospanie, winienem podobno sto, ale w to wchodzi dziesięć parasolów, pięćdziesiąt puszek różu, landara kareta, co mi wszyscy diabli po niej. Gdzież ja te gałgany podzieję?

DRUGI KREDYTOR

Sumiennie powiadam, panie dobrodzieju, jakem poczciwy, nieinteresowany człowiek...

ARLEKIN

Jakkolwiek bądź, przez wzgląd wygadzającej i ochoczej dla bliźniego przysługi waszej, zapłacę wszystkim ich należytość. Dam i jeszcze naddam.

TRZECI KREDYTOR

Czas by, panie dobrodzieju, sprawiedliwość tak każe.

ARLEKIN

Pierro! Pójdź no, pomóż mi odemknąć ten sepet, który mi przysłano z Holandii. Wcześnie waćpanów ostrzegam, że pół monetą, a pół złotem. Ale za to moneta ex marca pura czysta. Najwięcej wam wypłacę twardymi, bitymi talarami. Moment cierpliwości, nie bawiąc tu powrócę.

Wsiada w taradajkę; Pierro, albo też dla lekkości fantazma jego, w tyle i z parasolem, taradajka podnosi się w górę. Kredytorowie chcą go zatrzymać, on ich ćwiczy harapem, mówiąc:

Wszyscyście oszuści!

Kradliście mnie oszukując,

Ja wam płacę ulatując!

Ulatuje, Kredytorowie biegać za nim wypadają za scenę.

Koniec aktu pierwszego

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?