W drodze z Maryją

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Originally published under the title In Cammino con Maria

Copyright © 2018 by Edizioni Segno

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2020

All rights reserved

Materiały okładkowe: Lindsay Basson / Shutterstock

Edizioni Segno

Redakcja: Agata Chwirot

Korekta: Justyna Jakubczyk, Monika Nowecka

ISBN 978-83-66407-82-4

Wydanie I, Kraków 2020

Wydawnictwo Esprit sp. z o.o.

ul. Przewóz 34/100, 30-716 Kraków

tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19

e-­mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

SPIS TREŚCI

[Słowo od ks. dr. Grzegorza Bliźniaka]

Dedykacja

Wstęp

1 „Wszystko się rozpoczęło…” – opowieść Giselli

2 Przesłania: odbiorcy i synteza treści

3 Miejsca objawień

4 Znaki nadprzyrodzone

Wszystkie orędzia

Świadectwa

Przypisy

Trevignano Romano to włoskie miasteczko, które liczy sobie cztery i pół tysiąca mieszkańców, a położone jest pięćdziesiąt kilometrów na północ od Rzymu, w regionie Lazio, nad urokliwym jeziorem Bracciano. Ze stolicy Włoch jedzie się tutaj samochodem niecałą godzinę, jeśli tylko na Grande Raccordo Annulare – czyli obwodnicy Wiecznego Miasta – nie ma akurat traffico, a więc olbrzymich korków (w godzinach szczytu możemy się ich spodziewać z równie wysokim prawdopodobieństwem, z jakim oczeku­jemy, iż w obu tych miejscowościach pogoda będzie zachwycająca o każdej porze roku – niesamowicie błękitne niebo to tutaj częsty widok).

Chociaż we Włoszech mieszkałem przez kilka lat (sprawowałem funkcję proboszcza dwóch parafii w pięknej Toskanii), nie byłem w tym czasie w Trevi­gnano ani nawet o nim nie słyszałem. Moja „przygoda” z Trevignano i mieszkającą tutaj Gisellą – a w zasadzie z małżeństwem Cardia, czyli Gisellą i jej mężem Giannim – rozpoczęła się dopiero w 2017 roku. To właśnie wtedy, dokładnie wczesną wiosną, wpadł mi w ręce stary (z maja 2016 roku) numer czasopisma „Miłujcie się!”, w którym znalazłem artykuł na temat objawień Matki Bożej w Trevignano Romano. Przeczytałem ten tekst i poczułem w sercu, że muszę się tam udać. To wezwanie było tak silne, że w ciągu kilku dni zdobyłem numer telefonu do widzącej Giselli, zadzwoniłem do niej i umówiłem się na spotkanie. Tak to się zaczęło. Wracałem tam jeszcze wielokrotnie – najpierw sam, później zacząłem zabierać ze sobą inne osoby.

Tym, co mnie ciągnęło do Trevignano Romano, albo raczej: kto mnie tam ciągnął, jest Maryja. I robi to dalej, bo w czasie, gdy piszę te słowa, szykuję się do kolejnego już wyjazdu – tym razem z grupą osób z Wydawnictwa Esprit – aby przygotować materiały promocyjne dla tej niezwykłej książki, którą właśnie teraz, drodzy czytelnicy, zaczynacie czytać. Książka ta jest niemal tak niezwykła jak historia objawień Matki Bożej i Jej Syna w Trevignano Romano. Kiedy po raz pierwszy jechałem tutaj z moim przyjacielem i współbratem ze wspólnoty Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, czułem, że ktoś mnie wzywa, można powiedzieć: zaprasza. Mimo wszystko najbardziej mnie wtedy interesowały objawienia. Zastanawiałem się, czy to możliwe, by były prawdziwe… Może to tylko złudzenia kobiety, która do Rzymu przyjechała za pracą z dalekiej Sycylii?

Samą Gisellę wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. Gdy ją jednak spotkałem, od razu wywarła na mnie pozytywne wrażenie. W jej oczach ujrzałem prawdę, którą przekazywała nam od Jezusa i Jego Matki. W jej oczach, którymi przeszywała mnie na wskroś podczas pierwszego spotkania, był kawałek tego niesamowicie niebieskiego, włoskiego nieba. Spędziliśmy wówczas razem kilka godzin – zadawałem setki pytań, a ona spokojnie mi odpowiadała, nie uchylając się ani razu. Opowiadała o tym, jak to wszystko się zaczęło.

21 kwietnia 2016 roku po raz pierwszy objawiła się Giselli Matka Boża – wydarzyło się to w mieszkaniu małżeństwa Cardia. Potem – również w ich mieszkaniu – figurka Matki Bożej, którą przywieźli z Medjugorje, zapłakała krwawymi łzami. Nie koniec jednak na tym – takimi łzami zaczął płakać też Jezus Miłosierny z obrazu, który zakupili kilka miesięcy wcześniej w sklepie przy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Rzymie. A jeszcze później, zwłaszcza w piątki i w okresie Wielkiego Tygodnia, na ciele Giselli zaczęły się pojawiać znaki męki Pana Jezusa.

To bardzo wiele – może nawet zbyt wiele jak na jedno, zwyczajne małżeństwo, które wcześniej, jak mi to sami wyznali, nie było szczególnie pobożne – znaków wybrania oraz potwierdzenia misji. Misji, do której – co do tego nie mam już w tym momencie żadnych wątpliwości – zostali wybrani przez Jezusa i Jego Matkę. Gdy ja sam, misjonarz Jezusa Miłosiernego, wziąłem z rąk Giselli Jego obraz z zaschniętymi na Jego obliczu krwawymi łzami, zapłakałem. Pytałem Go: „Jezu, czy płaczesz dlatego, że współcześni ludzie nie chcą przyjąć nawet Twojego miłosierdzia?”.

Orędzia Matki Bożej z Trevignano Romano są ściś­le związane z orędziami z Tre Fontane. Słowa Maryi z Trevignano wydają się ich swoistą kontynuacją. Widzący z Tre Fontane, Bruno Cornacchiola – który kiedyś, jeszcze przed swoim nawróceniem, najpierw jako ateista, a potem jako heretyk, członek protestanckiej sekty walczącej z Kościołem katolickim, kupił pistolet, aby zamordować papieża Piusa XII – po swoim nawróceniu w 1947 roku aż do śmierci w roku 2001 miał liczne objawienia Matki Bożej, podczas których przekazywała mu Ona wiele wskazówek, tajemnic i wiadomości dotyczących przyszłości świata oraz Kościoła. Widzącemu dane było wówczas poznać trzy największe zagrożenia dla Kościoła: demoralizację, ateizm i islam. Jak wielkie jest podobieństwo między tym, co Maryja mówiła do Brunona w Tre Fontane, i tym, co teraz przekazuje Giselli w Trevi­gnano Romano! W 1999 roku, kiedy świat i Kościół przygotowywał się do wejścia w nowe tysiąclecie, wołała przez Brunona, że nie pozostało nam wiele czasu. Obecnie przez Gisellę mówi nam, iż nie mamy już czasu.

Kiedy zacząłem czytać przesłania Matki Bożej z Trevignano, które Gisella – po tym, jak się poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy – zaczęła mi regularnie przesyłać pocztą elektroniczną, zyskiwałem coraz to większą pewność, że wszystkie te wydarzenia naprawdę pochodzą od Boga. Przesłań Maryi było coraz więcej i stawały się coraz częstsze. Zacząłem je porównywać z tym, co Dziewica Objawienia przekazała Brunonowi Cornacchioli. Ile wspólnych treści, ile podobieństw, ile tych samych wezwań! Wezwaniem, które powtarza się niczym refren, jest błaganie o nawrócenie ludzkości oraz zapowiedź strasznych kar, które zostaną zesłane na świat – i to nie kiedyś, ale zaraz, dziś. Właśnie to najbardziej mnie uderzało w tak wielu przeprowadzonych przeze mnie z Gisellą rozmowach. Matka Boża alarmuje, że nie mamy już czasu. Wszystko to, o czym Maryja mówiła w Fatimie i o czym mówiła Brunonowi Corniaccoli, już się dzieje. Wtedy jeszcze był czas, dziś już go nie ma. „Jak to nie ma?” – pytałem nie raz Gisellę, a w odpowiedzi słyszałem, że Pan Jezus i Matka Boża tak mówią.

Bruno Cornacchiola usłyszał od Dziewicy Objawienia, iż Jej przesłania w grocie w Tre Fontane są kontynuacją przesłań z Fatimy, a kiedy widzący poprosił o jakieś potwierdzenie, Maryja dała mu wielki znak – tańczące słońce. Wydarzyło się to w sobotę 12 kwietnia 1980 roku – podczas Mszy Świętej odprawianej przy grocie w Tre Fontane słońce zaczęło wirować i tańczyć tak samo jak w Fatimie. Z kolei Giselli Matka Boża mówi, że Jej objawienia w Trevignano Romano są kontynuacją przesłań z Tre Fontane i Fatimy. I tak, nad jeziorem Bracciano, nad górą, którą Maryja sama wybrała na miejsce comiesięcznych (każdego trzeciego dnia miesiąca) objawień, słońce też już wirowało i tańczyło – i to kilkakrotnie. Widzieli to wszyscy, którzy przyjechali wówczas na polanę przy via Campo delle Rose w Trevignano Romano.

Zapytałem Gianniego, czy on też coś widzi i słyszy. Odpowiedział, że nie, ale czuje, kiedy dojdzie do objawienia. Jezus i Jego Matka dają mu światło poznania, kiedy to nastąpi. Gisella widzi i słyszy, a Gianni wie, kiedy to nastąpi. W Fatimie też nie wszyscy widzieli i słyszeli – z trójki dzieci tylko Łucja widziała, słyszała i rozmawiała z Maryją. Hiacynta widziała i słyszała Matkę Bożą, ale nie rozmawiała z Nią, a Franciszek tylko widział. Gianni zaś nie widzi, nie słyszy, a tym bardziej nie jest mu dane rozmawiać, ale otrzymuje za to specjalne światło, wie, kiedy będą miały miejsce kolejne objawienia. Myślę, że to, iż Jezus i Maryja wybrali właśnie małżonków, jest bardzo wymownym znakiem, albowiem współcześnie świat niszczy i ośmiesza sakrament małżeństwa, ma go za nic.

 

Maryja, która lata temu zaprosiła mnie po raz pierwszy w to niezwykłe miejsce, poprosiła, bym podzielił się z wami, drodzy czytelnicy, własnym odkryciem Trevignano Romano oraz tego, co Jezus i Jego Matka tu mówią i czynią. Wierzę mocno, że przeczytacie tę książkę z orędziami z Trevignano podobnie jak ja, a więc z drżeniem rąk i serca, i że słowa Jezusa oraz Maryi przemienią was – tak jak przemieniły Gisellę i Gianniego, tak jak przemieniły mnie i wielu innych.

ks. dr Grzegorz Bliźniak SMJM


Pamięci Rity, mamy Giselli

WSTĘP

Mario Adinolfi

Nie należę do grona fanów objawień maryjnych, nigdy nie byłem w Fatimie ani w Medjugorje, ale gdy jestem przygnębiony, zwracam się do Maryi i doznaję wówczas pociechy. Moja wiara jest prosta jak wiara dziecka, o której już jako dorosły opowiadałem w swoich książkach o procesji majowej w mojej dzielnicy, kiedy to całe Testaccio1 zatrzymywało się, bo Santa Maria Liberatrice2 przechodziła tutejszymi ulicami. Pisałem też o emocjach, które odczuwam do dziś – a zbliżam się już do pięćdziesiątki – kiedy lud rzymski krzyczy: „viva Maria!”.

Tymczasem wydaje się, że niedaleko Rzymu objawia się Maryja. Regularnie. Lektura tej książki pomoże wam zastanowić się nad tym, może zaciekawi, zachęci do odwiedzenia miejsc objawień i do modlitwy podczas jednego ze spotkań. Nie będzie to powszechne doświadczenie, ale indywidualne – prawdopodobnie zostaniecie dotknięci i w konsekwencji staniecie się inni. Maryja ma tę moc: zmienia ludzkie serca, rozprasza chmury i mgłę, pomaga zrozumieć, sprawia, że promieniejemy. Listę przesłań maryjnych, które zostają przytoczone w tym małym i cennym tekście, należy przeczytać uważnie, przestudiować dokładnie powtórzenia i komentarze, które powracają i niejako komponują jedną melodię.

Kiedy myślę o objawiającej się Maryi, przypomina mi się cud muzyki, która powstaje z nicości, a jej niematerialność potrafi wypełnić przestrzeń i czas. Taka jest Maryja, Matka, która nam towarzyszy, nawet gdy jesteśmy rozproszeni i pochłonięci codziennym życiem, złożonym tak naprawdę z małych spraw. W czasie, który nie przemija, ale nie jest ciężarem, w cierpieniu, które boli, ale może być ukojone, w przestrzeni, w której toczy się nasze ziemskie życie, ale o której wiemy, że jest jedynie przejściowa – wszędzie tam znajduje się Maryja, która objawia się tym, którzy mają oczy, aby widzieć. I to jest najważniejsza lekcja płynąca z historii przedstawionej w tej książce.

1 „Wszystko się rozpoczęło…” – opowieść Giselli

Wszystko się rozpoczęło, gdy Gianni i ja postanowiliśmy pojechać do Medjugorje, aby podziękować Matce Bożej za to, że pozwoliła nam się spotkać i doprowadziła nas do zawarcia sakramentu małżeństwa, gdyż wówczas Jezus rzeczywiście wszedł do naszej rodziny. Podróż tę organizowaliśmy w pośpiechu. Z perspektywy czasu wygląda to jednak tak, jakby Maryja miała już wtedy sprecyzowany plan i wzywała nas do czegoś wielkiego!

22 sierpnia 2014 roku wraz z mężem, jako prawdziwi pielgrzymi, pojechaliśmy naszym samochodem do byłej Jugosławii. Chcieliśmy w pełni nacieszyć się tą wspaniałą przygodą. Do Medjugorje dotarliśmy po południu. Od razu poczułam tam wielki pokój. Wszystko było spowite ciszą i modlitwą. Najbardziej zaciekawiło nas miasteczko oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od Medjugorje, Tihaljina. Znajduje się tam bardzo duża i piękna figura Maryi, która wydaje się wręcz żywa (najbardziej znany na świecie wizerunek Matki Bożej z Medjugorje to tak naprawdę reprodukcja twarzy właśnie z figury Świętej Dziewicy z Tihaljiny).

Kiedy przyjechaliśmy do Tihaljiny, tego dnia w tamtejszym kościele była sprawowana Msza Święta dla grupy Polaków. Gianni i ja postanowiliśmy wziąć w niej udział. W chwili przekazywania sobie znaku pokoju pewna bardzo piękna kobieta – blondynka z cudownymi, niebieskimi oczami, które zdawały się emanować światłem – odwróciła się w naszą stronę. Przekazując nam znak pokoju, uśmiechnęła się. Na zakończenie liturgii ksiądz, który towarzyszył tej grupie Polaków, zapytał nas, skąd jesteśmy, i zaproponował, byśmy zrobili sobie z nimi kilka wspólnych zdjęć. Zgodziliśmy się chętnie. Kobieta stanęła wówczas obok Gianniego (a ponieważ zrobiła na nas wrażenie, pomyśleliśmy, iż będzie to piękna pamiątka).

Następnie, gdy inni pielgrzymi opuszczali już kościół, ta piękna kobieta (przedstawiła się jako Elisabeth) czekała na nas. Podeszła do Gianniego i powiedziała mu, że musi nam przekazać kilka wspaniałych rzeczy. Kiedy klęczałam, pogrążona w modlitwie do Matki Bożej, mąż zawołał mnie i powiedział, iż piękna kobieta chce z nami mówić. Początkowo byłam trochę niezadowolona i chciałam odejść, ona jednak stwierdziła: „Muszę ci oznajmić sprawy, które pochodzą z serca”. Nie mogąc się oprzeć temu wezwaniu, zostaliśmy, by jej wysłuchać. Spojrzała mi w oczy i powiedziała, że w tej chwili Maryja obejmuje mnie, że obdarzy mnie łaskami, a przede wszystkim, że da mi wiele darów. Ja w tym czasie pragnęłam dziecka, więc pomyślałam, iż być może zajdę niedługo w ciążę. Najbardziej jednak uderzyło mnie, że już po zakończeniu naszej rozmowy i po tym, jak wymieniliśmy uściski na pożegnanie, miałam wrażenie, iż znam tę kobietę od zawsze.

Pożegnawszy się, zauważyliśmy, że podczas gdy cała grupa polskich pielgrzymów wsiadała do autobusu, Elisabeth udała się w drugą stronę. Szła powoli, z opuszczoną głową, wyglądała, jakby intensywnie coś rozważała. W pewnej chwili Elisabeth odwróciła się i pomachała do mnie.

W czasie podróży powrotnej z Tihaljiny do Medjugorje wraz z mężem zastanawialiśmy się długo nad tym dziwnym spotkaniem. Zadawaliśmy sobie pytanie o to, kim mogła być ta kobieta, ale przede wszystkim – dlaczego odeszła sama.

Jak na ironię, tego samego popołudnia w Medjugorje nawiedziliśmy jedno z miejsc, gdzie znowu odprawiana była Msza Święta w języku polskim. Rozpoznawszy w zebranych tam wiernych grupę, którą spotkaliśmy rano w Tihaljinie, postanowiliśmy zatrzymać się i zapytać, czy znają Elisabeth. Ku naszemu wielkiemu zdumieniu stwierdziliśmy, że nikt jej nie znał! Więc Gianni, aby naprowadzić pielgrzymów, o kogo nam chodzi, postanowił pokazać im zrobione zdjęcia, ale na nich w niewytłumaczalny sposób miejsce obok niego okazało się puste! Do tej pory nie wiem, co o tym myśleć… Może to był anioł, a może Maryja… Nigdy się tego nie dowiemy!

W kolejnych dniach czułam, że przywiązałam się w jakiś sposób do tej cudownej figury Maryi widzianej w Tihaljinie. Postanowiliśmy zatem kupić figurkę Królowej Pokoju, która była najbardziej do niej podobna. Wkrótce potem, szczęśliwi i zadowoleni z tego wspaniałego doświadczenia, z nieopisanym wewnętrznym pokojem (byliśmy jakby w ekstazie), wróciliśmy do Włoch.

Po tygodniu, gdy stopniowo powracaliśmy do codziennego życia, zauważyliśmy, iż ten stan wewnętrznego pokoju powoli zanika, i bardzo nas to zasmuciło. Wolelibyśmy nadal odczuwać tę błogość. Następnie zwierzyliśmy się pewnemu księdzu, opowiedzieliśmy mu, czego doświadczyliśmy w Medjugorje, a w szczególności o dziwnym spotkaniu z kobietą o imieniu Elisabeth. On zaś powiedział nam, że jeśli ten znak pochodził od Boga, zrozumiemy go wcześniej czy później.

Pewnego dnia, gdy Gianni i ja leżeliśmy w łóżku, wydarzyło się coś niezwykłego. Widziałam, jak z sufitu spadają na nas kule światła – deszcz kul światła. Odwróciłam się do męża i poprosiłam go, by spojrzał na sufit. On też to widział. Pomyśleliśmy, że mogą to być aniołowie. Jakiś czas później wróciliśmy więc do wspomnianego księdza, opowiedzieliśmy mu, co się stało, a on spojrzał na nas intensywnie i powtórzył swoją wcześniejszą odpowiedź: „Jeśli znak pochodzi od Boga, wcześniej czy później to zrozumiecie”. Tym razem jednak poradził nam też, abyśmy zachowali milczenie i nie rozmawiali o tym z nikim. Posłuchaliśmy.

Dni mijały i – co niewytłumaczalne – jak nigdy wcześniej, zaczęliśmy odbierać telefony od znajomych, którzy informowali nas o swoich problemach zdrowotnych lub kogoś z rodziny. Gianni notował na kartce imiona wszystkich chorych i zaczęliśmy intensywnie się modlić w ich intencjach. W ciągu następnych miesięcy te same osoby zawiadamiały nas o poprawie stanu zdrowia ich samych lub członków ich rodzin. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy to możliwe, by nasze modlitwy miały aż taką siłę, ale oczywiście nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na to pytanie. Tymczasem codzienne życie, jak praca, dom, spokojnie płynęło swoim normalnym rytmem.

Pewnego popołudnia, dokładniej 21 kwietnia 2016 roku, kiedy odpoczywaliśmy w łóżku, usłyszałam głos, który wołał: „Moja córko, moja córko”. Nie od razu zrozumiałam, co się dzieje. Założyłam, że głos pochodzi z telewizora, i poprosiłam męża, by go ściszył. Następnie obróciłam się w prawo, w stronę figurki zakupionej w Medjugorje, i w pewnym momencie zobaczyłam Matkę Boską, która powiedziała do mnie: „Ja jestem Święta Dziewica, nie lękaj się. Wybrałam was, ponieważ przepełnia was miłość i nadzieja, a to one stanowią fundament życia”. Płacząc, uklękłam. Tak wiele emocji przebiegało przez moje serce i umysł (między innymi szczęście, ale także olbrzymi strach). Bałam się też, że mój mąż mi nie uwierzy. Jedno było pewne: byłam odizolowana od reszty świata, słuchałam tylko głosu Maryi mówiącej do mnie. Opowiedziałam o tym Gianniemu, który bez zawahania ukląkł ze mną i zaczął się modlić. Odczuwaliśmy duże podekscytowanie.

Maryja zapowiedziała mi wtedy, iż moja rodzina poczuje Jej obecność. Kiedy poszliśmy do pokoju obok, aby opowiedzieć o wszystkim mojej matce, dał się słyszeć dźwięk dzwonów – jak gdyby aniołowie dzwonili, ogłaszając: „Mama, Królowa Nieba i Ziemi, jest tutaj z wami!”. Matka Boża powiedziała, że powinniśmy otworzyć drzwi naszego domu, gdyż ona wyśle do nas ludzi potrzebujących nawrócenia (a nie znaliśmy wówczas nikogo w Trevignano Romano, gdyż dopiero niedawno przeprowadziliśmy się do tego miasteczka). I tak się stało. Zaprosiłam do wspólnego odmawiania różańca w naszym domu tylko jedną panią, którą spotkałam przypadkiem w supermarkecie, a ona chętnie na to przystała, ale po bardzo krótkim czasie ludzi, którzy przychodzili modlić się z nami, była prawie setka. To Maryja przysłała ich tak wielu.

Pewnego dnia – było to 9 sierpnia 2016 roku – przyszedł do naszego domu bp Romano Rossi z diecezji Civita Castellana (ktoś poinformował go o tym, co się u nas działo, ale nie pamiętam kto). Był pod wrażeniem tak dużej liczby modlących się ludzi, i to w czasach, kiedy coraz mniej wiernych przychodzi do kościołów. Korzystając z jego obecności, zapytałam, czy istnieje możliwość, iż znajdzie się dla nas jakieś duże pomieszczenie, w którym moglibyśmy się modlić (mój dom jest mały i nie byliśmy już w stanie pomieścić wszystkich). Biskup przychylił się do mojej prośby i postanowił udostępnić nam małą kaplicę, a dokładniej kaplicę Najświętszego Serca w Trevignano, w której wciąż gromadzimy się w każdy wtorek i sobotę, aby odmawiać różaniec. Tamtego popołudnia zaś podczas modlitwy wyraźnie odczuwaliśmy obecność Ducha Świętego, a Matka Boża była szczęśliwa, że rozpoczęła się realizacja Jej wielkiego planu miłości i zbawienia dusz.

Po jakimś czasie, podczas jednej z wizji, Maryja wskazała mi inne miejsce, w którym moglibyśmy zgromadzić jeszcze więcej ludzi w celu nawracania serc i modlitwy. Nie znałam go i nie wiedziałam, jak je znaleźć. Któregoś dnia jednak odwiedziła mnie w domu znajoma i powiedziała mi, że jest pewne miejsce, zwane Tre Vigne – ono mogłoby być tym, które pokazała mi Maryja. Pojechaliśmy tam. Widok zapierał dech w piersiach. Zwróciłam się więc do Matki Bożej: „Daj mi jakiś znak, czy to jest miejsce, o którym mówiłaś!” i natychmiast zobaczyłam Najświętszą Dziewicę na obłoku – dłońmi wskazywała Ona ten teren, a na palcach trzykrotnie pokazała liczbę trzy3. Powiedziała mi też: „To jest to miejsce – Tre Vigne – w którym będziecie się spotykać każdego trzeciego dnia miesiąca o trzeciej po południu”. I tak się stało. 3 listopada 2016 roku o wyznaczonej godzinie rozpoczęła się ta przygoda na wzgórzu, ta cudowna podróż z Maryją. Początkowo przychodziło tam około dziesięciu osób, które gromadziły się, aby odmawiać różaniec. Dzisiaj, po dwóch latach, jest nas ponad sześćset. Pięknie jest widzieć tam słońce poruszające się, wirujące i kolorowe, podobnie jak w Fatimie. Pięknie jest oglądać Maryję, która daje nam tyle znaków i sprawia, że czujemy Jej obecność. Od tego czasu otrzymaliśmy wiele łask, wiele próśb zostało wysłuchanych (jak śluby, narodziny dzieci…), wiele osób wyzdrowiało, jeszcze inne zbliżyły się do wiary (niektóre z nich twierdzą, iż powróciły do spowiedzi po trzydziestu czy czterdziestu latach).