Zapisane w pamięciTekst

Autor:Ewa Pirce
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RUNDA 8

 
Wiem, że to szaleństwo, by wierzyć w głupie rzeczy.
Ale to nie takie łatwe.
Teraz to pamiętam, wracam do miejsca,
w którym wszystko się zaczęło.
Tylko ja jestem tu winny i teraz to akceptuję.
Czas, by już odpuścić, wyjść i zacząć od nowa.
Ale to nie takie łatwe…
 
Kodaline, High Hopes

Alex

Po długich namowach w końcu zgodziłem się zabrać siostrę Patricka na kolację. Nie mógł zająć się nią sam, więc na mnie zrzucił rolę niańki. Byłem przekonany, że przyjdzie mi spędzać czas z pryszczatą kujonką w okularach i z aparatem na zębach. Musiałem natomiast zbierać z podłogi szczękę, gdy się okazało, że dziewczyna nie wygląda jak dziecko, ale jak kobieta w pełnej krasie. Więc albo mi tak cholernie ufał, albo był kompletnym idiotą.

Niezależnie od tego, co nim powodowało, zgodziłem się na spotkanie i byłem zmuszony cierpieć katusze z przyklejoną do mnie seksowną rudą dziewczyną. Próbowałem ją ignorować, ale nie było to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Flirtowała ze mną bezwstydnie, nieustannie kusząc swoim nad wiek rozwiniętym ciałem. Nawet gdyby nie była siostrą mojego kumpla, którą pamiętałem jeszcze jako dziewczynkę zakochaną w kolorowych gadających konikach, to i tak bym jej nie tknął. Seks przestał być dla mnie ucieczką i nie sprawiał już takiej przyjemności jak dawniej. Stało się tak za sprawą Evy. Po spotkaniu z nią próbowałem wymazać ją z pamięci za pomocą ciała innej kobiety. Nie udało się. Mój plan całkowicie spalił na panewce i już nic nie było takie samo.

Nieustannie nawiedzał mnie obraz jej zawiedzionej i rozczarowanej moją osobą twarzy. Ciągle przypominałem sobie głębię jej oszałamiających oczu i słodki smak ust. Odtwarzałem w głowie jej głos: melodyjny, dźwięczny i delikatny.

Jej głos.

Otrząsnąłem się szybko, powracając do rzeczywistości, i poprawiłem nerwowo na krześle.

To nie był sen, to nie omamy. Mój umysł nie bawił się ze mną w podchody.

Kiedy uniosłem głowę, ujrzałem ją. Stała kilka metrów przede mną, piękna i nieosiągalna jak anioł.

Zastygłem w niedowierzaniu. Była na wyciągniecie ręki. W pierwszej chwili chciałem poderwać się i chwycić ją w ramiona, ale wiedziałem, że to byłoby co najmniej niestosowne. Zresztą ile my się znaliśmy, abym pozwolił sobie na takie spoufalenie? No bo przecież w ogóle nie całowałeś jej po kilkunastu godzinach znajomości, idioto – zaszydził głos w mojej głowie.

Podeszła do naszego stolika z talerzem wypełnionym ostrygami i lekkim wahaniem. Zdenerwowanie było widoczne na całym jej ciele, od drżących dłoni po ledwie zauważalnie drganie podbródka. Nie spuszczałem z niej wzroku, napawając się tym tak pożądanym przeze mnie widokiem. Wychwyciłem moment, kiedy rzuciła szybkie spojrzenie na Caroline. Słyszałem, że ta coś powiedziała, ale do moich uszu nie dotarł sens jej słów. Byłem tak zauroczony dziewczyną, która zawładnęła moimi myślami, że świat przestał dla mnie istnieć. Po chwili zrozumiałem, jak dla Evy musiało wyglądać to, że siedziałem przy na wpół roznegliżowanej dziewczynie, która bezwstydnie obmacywała mnie przy każdej nadarzającej się okazji.

Cholera – przekląłem w myślach. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, jej już nie było. Nie chciałem robić sceny w restauracji, ani tym bardziej przyczynić się do problemów Evy w pracy, bo najwyraźniej tutaj pracowała. Siedziałem więc sztywno, jeszcze bardziej lekceważąc Caroline. Nie byłem w stanie nic przełknąć, ale z niecierpliwością czekałem na kolejne danie, by zobaczyć mojego aniołka. Nie przyszła. Zastąpił ją młody chłopak, wyglądem przypominający Gonza. Nie byłem zadowolony, ale dzięki niemu zdołałem dowiedzieć się kilku istotnych dla mnie kwestii.

Po kolacji wpakowałem Caroline do samochodu Sama. O jej odwiezienie poprosiłem go zaraz po tym, jak okazało się, że Eva jest na wyciągnięcie ręki. Na tego faceta zawsze mogłem liczyć. Nie zawiódł mnie do tej pory ani razu, a to się nie zdarzyło jeszcze nikomu. Caroline protestowała, ale nie reagowałem na jej błagania. Zostawiłem ją Samowi, a on, jako starszy brat kilku młodszych sióstr, wiedział, jak sobie z nią poradzić.

– Odstaw ją do mieszkania Patricka i upewnij się, że znalazła się w środku. Napiszę do niego, że ją zabrałeś – powiedziałem, zanim zamknął za sobą drzwi auta.

– Nie ma sprawy. Ty zostajesz?

– Mam coś do załatwienia. – Uśmiechnąłem się pod nosem, robiąc krok w tył.

– Coś? – Uniósł pytająco brwi.

– Dam ci znać później. Ma to coś wspólnego z moją słabością. – Celowo położyłem nacisk na ostatnie słowo.

– Ach… rozumiem.

Domyślił się o co, a raczej o kogo chodzi.

Odwróciwszy się na pięcie, pomaszerowałem do baru mieszczącego się nieopodal restauracji. Zamierzałem poczekać tam, aż Eva skończy pracę, o czym miał mnie poinformować kelner, którego dla własnych potrzeb nazwałem Gonzem. W zamian obiecałem mu VIP-owskie bilety dla najbliższą galę bokserską z moim udziałem.

Siedziałem przy barze, popijając drinka i ignorując podchody natarczywych kobiet oraz chcących pogadać facetów, którzy najwyraźniej mnie rozpoznali. Czas płynął nieubłaganie wolno. W końcu – ku mojej uciesze – zjawił się młody z informacją, że Eva skończyła zmianę. Zapłaciłem za drinki i wyszedłem na zewnątrz. Oparłem się o samochód i schowany w cieniu budynku czekałem na pojawienie się mojej dziewczyny.

Po niespełna pięciu minutach wreszcie ją dostrzegłem. Z każdym naszym spotkaniem była piękniejsza. Włosy, które wymknęły jej się z upięcia, opadły lekko na twarz, dodając jej tym dziewczęcego uroku. Policzki miała zarumienione, zapewne z wysiłku, a wyraz twarzy wyrażał zamyślenie.

– Witaj, aniele – zakłócił nocną ciszę mój głos.

Zatrzymała się i rozejrzała nerwowo. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, poczułem się jak rażony piorunem. Ta dziewczyna miała na mnie przemożny wpływ. Przerażało mnie to.

Odpowiedziała na moje przywitanie. Była wyraźnie speszona, może nawet nieco zlękniona, wyczuwałem też emanującą od niej złość. Patrzyliśmy na siebie tak, jakby nie istniało nic prócz nas. Jakby ruch uliczny nagle zastygł, a każda cząsteczka znajdująca się we wszechświecie zamarła w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Eva wwiercała się swoim istnieniem w głąb mnie, a ja to samo robiłem jej. To było niesamowite i straszne zarazem. Nigdy wcześniej nie przeżyłem czegoś podobnego. I na pewno nie chciałem przeżyć z kimś innym. Tylko z nią. Z moim aniołkiem.

Przerwałem ten stan zawieszenia, wchodząc w jej przestrzeń osobistą. Chwyciłem zabłąkany kosmyk włosów i zatknąłem go jej za ucho. Wzdrygnęła się na mój dotyk, jednak nie uciekła. W jej oczach dostrzegłem wiele emocji, których nie potrafiłem odgadnąć. Stałem w bezruchu, jedynie na nią patrząc. Moja dłoń powędrowała do jej talii. Przyciągnąłem ją do siebie i kiedy właśnie miałem skosztować jej ust, rozległ się za mną dziewczęcy pisk. Eva natychmiast ode mnie odskoczyła. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem pięć młodych dziewczyn. Kiedy do nas podbiegły, odepchnęły ode mnie Evę, wyjęły telefony i zaczęły mi podtykać pod nos kartki, koszulki, a jedna nawet biust z prośbą o zdjęcia i autografy. Podpisywałem to, co mi podsuwały, chcąc się ich jak najszybciej pozbyć. Kiedy tylko spostrzegłem, że Evy nie ma obok mnie, rozejrzałem się szybko wokoło, czując narastający strach.

– Evo, zaczekaj! – zawołałem, rzucając się w jej kierunku, gdy jej sylwetka zamajaczyła na horyzoncie.

Nie zatrzymała się, uciekała dalej. Zapomniała, że jestem wysportowany znacznie bardziej niż ona. Nie musiałem nawet biec, by po kilku sekundach ją dogonić.

– Dlaczego uciekasz? – zapytałem, łapiąc ją za łokieć i odwracając w swoją stronę.

– Dlaczego mnie gonisz?

Jej ciężki oddech zagłuszał odgłosy natrętnych fanek, które nawet tutaj dało się usłyszeć. Policzki miała purpurowe, co uwidaczniało ciepłe światło latarni.

– Nie odpowiadaj, proszę, pytaniem na pytanie.

– Czy to ma jakiś sens? Czy ma sens to, żebyśmy się wzajemnie zranili? – W oczach zalśniły jej łzy.

Zaskoczyła mnie tymi słowami, ponieważ sam myślałem identycznie. Tyle że nie potrafiłem wyrzucić jej z mojej głowy. Chociaż bardzo się starałem. Te kilka chwil, które ze sobą spędziliśmy, sprawiły, że czułem się po raz pierwszy w życiu jak człowiek, jak ktoś godny życia i zasługujący na szczęście. Z nią mogłem odnaleźć spokój.

– Nie wiem, czy to ma sens, i nie wiem, dokąd nas to zaprowadzi, ale niczego bardziej nie pragnę niż spróbować. Wzbudzasz we mnie uczucia, jakich nie był w stanie wydobyć nikt inny. Wystarczyło jedno spojrzenie na ciebie i wiedziałem, że moje wyprane z emocji życie nabierze kolorów. – Szczerość biła z każdego zdania, które padło z moich ust. Miałem nadzieję, że mi uwierzy. O niczym innym nie marzyłem. – Daj mi szansę, Evo – prosiłem, mimo że od niepamiętnych czasów nie pozwalałem sobie na to. – Daj ją nam.

Zdumienie i zdezorientowanie znaczyły jej delikatne rysy. Staliśmy tak, wpatrzeni w siebie, dopóki nie rozbłysło nad nami niebo i nie rozległ się potężny grzmot, a potem rzęsisty deszcz nie spadł z nieba. Zimne krople moczyły nasze ubrania, ale ani ja, ani ona nie zrobiliśmy nic, by się przed nimi schronić.

– To się nie może udać, Alex. Nie jestem osobą, za jaką mnie uważasz – odezwała się w końcu. Spuściła wzrok, żeby nie patrzeć mi w oczy.

Muśnięciem starłem z jej policzka krople deszczu, które na nim osiadły. Przesunąłem palec niżej i uniosłem jej podbródek, by ponownie na mnie spojrzała.

– Pozwól, aniele, że sam to ocenię. Pozwól mi się poznać – błagałem. Moje oczy również wyrażały niemą prośbę.

Pokręciła głową.

– To nie jest takie proste. Nie gramy w jakimś romantycznym filmie. Nie wszystko jest proste i do przeskoczenia.

 

– Możemy spróbować – odparłem łagodnie, lecz stanowczo. – Nie jestem idealny, Evo. Chcę, żebyś pozwoliła mi się poznać, i po raz pierwszy w życiu pragnę, aby ktoś poznał mnie. Zakotwiczyłaś się w mojej duszy i zobaczyłaś coś, czego przez te wszystkie lata nie zauważył nikt inny. Daj szansę nie tylko mnie, ale i sobie. Postaram się nie sprawić ci zawodu. Nie wiem, co z tego wyniknie, ale nie dowiem się, jeśli nie spróbujemy.

– Nie mogę. – Tym krótkim stwierdzeniem zabiła moją nadzieję. – Przepraszam. – Odwróciła się i szybkim krokiem odeszła.

Tym razem nie pognałem za nią. Uniosłem twarz ku niebu. Pozwoliłem, by deszcz zmył ze mnie wstyd, upokorzenie i… ból. Od lat nie czułem się tak odrętwiały jak teraz. Nawet po zejściu z ringu miałem w sobie więcej siły i emocji. Eva odeszła, pozbawiając mnie duszy.

Po raz pierwszy w swoim pieprzonym życiu prosiłem kobietę o to, by ze mną była. Po raz pierwszy chciałem odkryć wszystkie karty i stworzyć z kim związek. I po raz pierwszy to ja zostałem odrzucony, a nie porzuciłem.

Moje spojrzenie samoistnie powędrowało w jej kierunku. Przełknąłem cierpki smak zawodu i rozczarowania, przeczesałem mokre włosy i ruszyłem do auta.

Wsunąłem się na siedzenie kierowcy. Zanim uruchomiłem silnik, podkręciłem ogrzewanie i włączyłem odtwarzacz. Nastawiłem muzykę na cały regulator w nadziei, że zagłuszy głosy w mojej głowie i stępi te wszystkie kotłujące się we mnie uczucia.

Jednak kawałek High Hopes w wykonaniu Kodaline jedynie spotęgował mój smutek. Dlaczego nie mogłem pozbyć się tej dziewczyny z głowy tak, jak robiłem to z każdą inną? Co ona mi zrobiła? Rzuciła na mnie jakiś urok czy co?

Wrzasnąłem, uderzając kilkakrotnie o kierownicę. Tylko to mogłem uczynić, żeby pozbyć się frustracji i niemocy, które mnie przytłaczały.

Czułem, że była moją bratnią duszą. Tak samo zniszczoną, a zarazem o wiele czystszą.

Po godzinie bezcelowej jazdy postanowiłem wrócić do siebie. Nie miałem ochoty na niczyje towarzystwo i nie miałem również nastroju, by się upić. Potrzebowałem jedynie łóżka i snu.

Byle zasnąć i nie myśleć, nie czuć. Po prostu przestać być.

Kiedy w końcu dotarłem do mieszkania, od razu zabarykadowałem się w sypialni. Zrzuciłem z siebie mokre ciuchy, po czym całym ciężarem ciała padłem na łóżko. Nie mogłem przestać myśleć o Evie i nie potrafiłem też zrozumieć, co się ze mną działo. Przestałem nawet próbować. Miałem ochotę krzyczeć i uderzyć w coś bądź kogoś. Chęć zaszycia się w łóżku zmieniła się w potrzebę zejścia do siłowni i wyładowania tam całego napięcia, jakie się we mnie nagromadziło.

Nie byłem pewien, ile czasu tam spędziłem, ale kiedy skończyłem, byłem cały mokry, moje mięśnie drżały, a złość wyparowała. Wróciłem na górę, wziąłem szybki prysznic i położyłem się z nadzieją, że tak intensywny trening pomoże mi szybko zasnąć.

Leżałem w łóżku wyczerpany, wciąż próbując wyrzucić ją ze swojego umysłu. Nagle coś do mnie dotarło. Ja, wielki i niezwyciężony wojownik, ktoś, kto wygrał każdą możliwą walkę, ktoś, kto pokonał samą śmierć, ma się poddać? I to tylko dlatego, że dziewczyna, której pragnie, boi się z nim związać? O nie! Niedoczekanie.

Zwinąłem poduszkę i wsunąłem ją sobie pod głowę. Zacząłem intensywnie myśleć. Po kilkunastu minutach wewnętrznych batalii zasnąłem, całkiem spokojny. Sam ze sobą ustaliłem, że jutrzejszy dzień będzie dniem, w którym zacznę o nią walczyć. Czy tego chciała, czy nie. Tylko ona mogła ocalić mnie przed nicością i nie zamierzałem zaprzepaścić tej szansy.

I Bóg mi świadkiem – będzie moja.

RUNDA 9

 
Powiedz mi, co myślisz, powiedz mi, co czujesz.
Czy to fałsz, czy prawda?
Czy to jest to, na co miałaś nadzieję,
to, o czym marzyłaś?
Czy to coś dziwnego, czego nigdy nie widziałaś?
Czy to cię podnosi ku światłu,
czy wysyła cię wściekłą w noc?
Gdzie się to zaczęło i czy kiedykolwiek się skończy?
 
Matthew Barber, Where the river bends

Eva

Biegłam przed siebie, bojąc się odwrócić. Nie wiedziałam, czy bardziej przerażało mnie to, że zobaczę za sobą Aleksa, czy to, że go tam nie będzie. Chciałam wrócić, naprawdę chciałam, ale widok dziewczyny, z którą rozmawiał, utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że nie powinnam, że nie mogę związać się z kimś takim jak on. Wystarczyła chwila, by znalazł sobie pocieszenie. Nie potrafiłam dać mu tego, co mogła zaoferować mu każda inna dziewczyna pozbawiona bagażu, jaki dźwigałam ja. Dlatego nie powinnam mieć pretensji, że zaprosił na randkę kogoś innego.

Zatrzymałam się, ponieważ obraz przed moimi oczami stawał się coraz bardziej rozmazany. Dopiero po paru sekundach zorientowałam się, że płaczę. Podniosłam dłoń do twarzy, by otrzeć spływające po niej łzy. Serce mi łomotało, a nogi trzęsły się jak galareta. Byłam kłębkiem nerwów. Swoje irracjonalne zachowanie tłumaczyłam zmianą otoczenia i klimatu. Za nic w świecie nie chciałam przyznać, że sprawcą moich łez był pewien niebieskooki mężczyzna, który rozgościł w moim umyśle.

Czy postępowałam właściwie? Odsunęłam od siebie uporczywe myśli o Aleksie i o tym, jak konsekwentnie niszczyłam sobie życie, choć przecież miałam zbudować je na nowo. Nie mogłam teraz tego roztrząsać, inaczej rozsypałabym się na środku tej pustej ulicy. Nabrałam powietrza do płuc i przytłoczona emocjami, podążyłam w kierunku domu. Bolały mnie nogi i czułam się nad wyraz paskudnie. Byłam rozbita wewnętrznie i pozwoliłam, by trawiły mnie wyrzuty sumienia. Pozostała mi tylko nadzieja, że może z czasem będzie łatwiej.


Weszłam do pogrążonego w ciemnościach mieszkania. Potrzebowałam rozproszenia i miałam nadzieję, że Jessica mi w tym pomoże. Niestety mojej kuzynki nie było w domu. Nie miałam już siły mierzyć się ze swoimi mrocznymi myślami. Nie chciałam też myśleć o Aleksie. Potrzebowałam znieczulenia. Pamiętając, że Jess zawsze ma jakiś alkohol, skierowałam się do kuchni. W lodówce znalazłam butelkę wypełnioną do połowy przeźroczystym płynem. Wzięłam ją, a także karton soku pomarańczowego. Wyposażona w płyny i kubek z jednorożcem, ruszyłam do swojego pokoju.

Rozsiadłam się na łóżku, napełniłam kubek do połowy i od razu wychyliłam. Jeszcze nie przełknęłam, a już czułam, jak wódka pali mnie w gardło. Odkręciłam sok i szybko przepiłam, usuwając to okropne uczucie w ustach. Zanim przygotowałam sobie kolejnego drinka, włączyłam iPoda. W głośnikach wybrzmiało One Little Piece of My Love Matthew Barbera.

Kochałam muzykę. Była moim osobistym, niezastąpionym, jedynym w swoim rodzaju terapeutą. Nie mogłam słuchać jej przez bardzo długi okres, więc kiedy tylko otrzymałam pierwszą wypłatę, kupiłam iPoda. Każda nuta, każdy dźwięk i słowo były opatrunkiem na powstałą w umyśle, duszy i sercu ranę.

Podniósłszy się z łóżka, zdjęłam z siebie ciuchy, zostając jedynie w bieliźnie. Nie zgodziłam się na zamontowanie luster w pokoju, żeby nie musieć na siebie patrzeć. Jednak pod wpływem krążącego w żyłach alkoholu poczułam przypływ odwagi. Ruszyłam do łazienki, gdzie znajdowało się jedno wkomponowane w ścianę duże zwierciadło.

Stanęłam przed nim z lekką niepewnością. Uniosłam głowę, by móc na siebie spojrzeć. Tak dawno na siebie nie patrzyłam, że gdy moje oczy spotkały swoje lustrzane odbicie, w pierwszej chwili chciałam się wycofać. Włożyłam całą siłę woli, by tego nie zrobić. Otaksowałam swoją sylwetkę z góry na dół i z zaskoczeniem stwierdziłam, że nie wyglądałam najgorzej. Moje ciało nadal szpeciły okropne blizny, które przypominały mi o przeszłości, ale stało się ono bardziej kobiece. Piersi miałam pełniejsze, a biodra krąglejsze. Nie przeszkadzała mi nawet ta mała fałdka na brzuchu, powstała zapewne od jedzenia zbyt dużej ilości makaronu i czekolady. Włosy mi odrosły i lśniły, cera nabrała blasku, a w oczach zagościł błysk. Dotarło do mnie, że stworzyłam przerysowany obraz własnej osoby. Nie wyglądam tak źle, jak zakładałam. Prawdziwy problem tkwił w mojej głowie Zrozumiałam, że jeśli nie zaakceptuję siebie taką, jaką jestem, i nie pogodzę się z tym, co wydarzyło się w moim życiu, nigdy nie będę szczęśliwa. Łatwiej powiedzieć niż zrobić – zadrwił ten wredny głos w mojej głowie.

Opuszkami palców musnęłam małe plamki znajdujące się tuż pod biustonoszem. Odpięłam go drżącymi dłońmi i odrzuciłam na posadzkę. Przechyliłam głowę, by móc lepiej przyjrzeć się nagim piersiom. Prześledziłam palcem mapę blizn. Kiedyś były ładne – przebiegło mi przez myśl. Krągłości pozostały, ale nie były już tak gładkie i nieskazitelne. Aksamitną niegdyś skórę zastąpiły blizny. Jedna była bardziej obrzydliwa od drugiej. Prawa pierś nie była już idealnie krągła, znaczyło ją wybrzuszenie na szczycie – ślad po ugryzieniu – ale nadal wyglądała dość dobrze.

Z duszą na ramieniu przeniosłam wzrok na drugą pierś. Nie trzeba było długo czekać, żeby na widok głębokiej rany, wokół której skóra marszczyła się w nienaturalny sposób, ścisnął mi się żołądek.

Smutne było to, że nawet nie pamiętałam, kto to zrobił i kiedy. Miałam wiele luk i dziur w pamięci. Podejrzewam, że podawano mi coś, co sprawiało, że traciłam świadomość. Byli klienci, których to podniecało.

Każdy ślad, jaki na mnie pozostawili, już zawsze będzie mi przypominał o tym, skąd się te blizny wzięły. Byłam pewna, że nawet kiedy bardzo będę się starała żyć jak normalny człowiek, nigdy nie stanę się jednym z nich. Nigdy nie wymażę z pamięci tego, co przeżyłam. Niektórych blizn nie pozbędę się już nigdy.

Mój umysł zaczynał dryfować w nieodpowiednim kierunku. Potrząsnęłam głową, żeby czym prędzej wyrzucić te natrętne, bolesne wspomnienia z umysłu. Nie udało mi się, zabrnęłam za daleko.


Siedziałam w zatęchłym pokoju. Zza ściany dobiegały odgłosy rozmów i śmiechów. Modliłam się do Boga, żeby on dziś po mnie nie przyszedł. Błagałam go w myślach, trzęsąc się na całym ciele. Bolały mnie żebra, prawe oko było tak spuchnięte, że niemal nic nie widziałam. Minuty mijały, a szpony strachu wbijały się w moją duszę coraz głębiej. Starałam się nie zasnąć, ale byłam tak zmęczona, tak bardzo zmęczona, że moje ciało się poddało.

– Kto ci, kurwa, pozwolił spać, ty mała dziwko!

W odmęty mojej świadomości wbił się krzyk Johna.

Obudziłam się i poderwałam do pozycji siedzącej. Pierwsze, co zarejestrował mój zamroczony snem umysł, to przeogromny ból w okolicach brzucha. Nie mogłam złapać tchu, ale kątem oka dostrzegłam jego but lądujący na moich żebrach.

– Przepraszam – wycharczałam.

– Co ci mówiłem, ty pieprzona suko? Co ci mówiłem?! – Złapał mnie za dekolt sukienki i podciągnął na nogi.

Przez osłabienie wywołane niedożywieniem i ból brzucha, który stawał się nie do zniesienia, nie byłam w stanie stać prosto. Nie protestowałam, kiedy rozerwał moją sukienkę, pod którą byłam całkiem naga. Po pierwsze, brakowało mi na to sił, a po drugie, gdy się sprzeciwiałam, kończyło się dużo gorzej. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem, po czym chwycił za włosy i wyciągnął z pokoju. Nie puścił mnie, nawet gdy znaleźliśmy się w salonie. Przy zniszczonym stole siedziało siedmiu mężczyzn i dwie kobiety. Szczypała mnie skóra na potylicy, zmasakrowane oko piekło, a po moim kręgosłupie wspinały się macki strachu, ale zacisnęłam wargi, by nawet nie pisnąć.

– Coś ty, kurwa, zrobił jej twarzy? – odezwał się jeden z mężczyzn.

– To, na co zasłużyła, Spike – warknął John. – Jak ci, kurwa, nie odpowiada, to spieprzaj.

Zmierzył kolegę pogardliwym spojrzeniem i zwrócił się do siedzącego po jego prawej grubasa.

– Spider, chciałeś ją, to bierz. Tylko załóż, kurwa, gumę, bo nie chcę czegoś złapać.

Popchnął mnie w ramiona obleśnego typa. Ten uśmiechnął się, ukazując garnitur żółtych zębów.

– Błagam, nie – wyrwało mi się, choć wiedziałam, że na nic zdadzą się moje błagania.

– Ma cudowne cycki – powiedział grubas, podchodząc do mnie. Oblizał usta, a w jego oczach zapalił się lubieżny błysk.

Odepchnęłam go od siebie, wycofując się pod ścianę.

– Chodź tu – przywołał mnie John.

Podeszłam posłusznie, wiedząc już, że stawianie oporu tylko mi zaszkodzi. Zanim John oddał mnie grubasowi, chwycił mój nadgarstek i szarpnął w dół. Upadłam na kolana z głuchym łoskotem. Patrzył na mnie z góry, uśmiechając się szyderczo.

 

– Masz rację, Spider, cycki ma niezłe – odparł, zaciągając się mocno jointem, którego przejął od jednej z kobiet.

Wypuścił powoli dym, a następnie, uśmiechając się nikczemnie, przystawił niedopałek do mojej klatki piersiowej. Kręciłam głową, wiedząc, co zamierza zrobić, ale nie ruszyłam się z miejsca ani nie wydałam najmniejszego dźwięku. Bałam się, choć po tak długim czasie powinnam do tego przywyknąć. John z wypisaną na twarzy satysfakcją docisnął peta do mojej piersi. Nie krzyknęłam, jedynie jęknęłam cicho, a spod powiek uciekło mi kilka łez. Złapał mnie za gardło, podniósł za nie, po czym zniżył usta do mojego ucha.

– Teraz zostaniesz porządnie wypieprzona przez Spidera – wyszeptał mrocznym tonem. Odsunął się ode mnie i wepchnął mnie w ramiona grubasa.

– Proszę, nie… – błagałam, co było bardziej instynktem samozachowawczym niż próbą ochronienia siebie.

Zaczęły po mnie pełzać tłuste łapy. Grubas pochylił się nade mną, ugryzł mnie mocno w prawą pierś i jednocześnie wepchnął mi palce między nogi. Było mi niedobrze, brzydziłam się nim i nie zamierzałam pozwolić na to, by mnie dotykał. Wykorzystując wszystkie pokłady siły, jakie we mnie pozostały, odepchnęłam go od siebie.

Nie zrobiło to na nim wrażenia, uśmiechnął się tylko, zanim zaatakował mnie jak kobra swoją ofiarę. W pokoju wybrzmiał śmiech zgromadzonych, który zaraz zamienił się w doping. Wszyscy zachowywali się, jakby czekali na spektakl. Jakby ich obrzydliwy kumpel nie zamierzał mnie zgwałcić. Jakbym była nic nieznaczącą rzeczą do wykorzystania.

– No dalej, Spider, nie dajesz rady?! – zaszydził któryś z mężczyzn.

Ta drwina przydała mojemu napastnikowi animuszu. Rozpiął spodnie, uwalniając stojącego, otoczonego kępą ciemnych włosów członka. Potem przyciągnął mnie do siebie. Niewiele myśląc, uderzyłam głową w jego szpetną mordę, żeby się do mnie nie dobrał. Moją czaszkę przeszył ból, lecz go zignorowałam.

– Ty pierdolona suko!

Trzymając się za nos, zacisnął pięść, która po chwili wylądowała na mojej twarzy. Poleciałam do tyłu, upadając i uderzając głową o posadzkę. Zanim zorientowałam się, co się stało, zobaczyłam błysk noża, a ułamek sekundy później poczułam, jak coś rozrywa moją klatkę piersiową. Krzyczałam głośno nie tylko dlatego, że przeraźliwie bolało. Krzyczałam, bo wiedziałam, że jeśli się nie zamknę, oni będą zmuszeni zrobić to za mnie. Nie minęło wiele czasu, kiedy ból zastąpiła ciemność. Ostatnia myśl, jaka wirowała mi w głowie, kiedy osuwałam się w nicość to: „W końcu”.



Obudził mnie wszechobecny chłód. Miałam ścierpnięty każdy bardziej znaczący mięsień, w skroniach mi pulsowało, a półnagie ciało pokrywała gęsia skórka. Rozejrzałam się powoli po pomieszczeniu. Na płytkach dostrzegłam plamę krwi i wtedy pojęłam, że znajduję się w łazience. Uniosłam dłoń do skroni i wymacałam niewielki guzek. Bolał, kiedy go nacisnęłam. Prawdopodobnie upadłam, nie potrafiłam jednak odpowiedzieć, jak i kiedy to się stało. Przypomniałam sobie, że wcześniej piłam alkohol, ale nie mogłam być aż tak pijana, żeby stracić przytomność.

Podniosłam się ostrożnie i spojrzałam w lustro. Na moim czole widniało niewielkie rozcięcie, a skóra wokół przybrała barwę dojrzałej śliwki. Cholera. Na szczęście rana przestała krwawić. Powinnam ją oczyścić. Wcześniej odkręciłam wodę pod prysznicem i zsunąwszy majtki, weszłam pod ciepły strumień.

Po umyśle nadal błąkał mi się obraz, który śniłam. Chwyciłam mydło i zaczęłam szorować każdy centymetr ciała, tak jakbym mogła zmyć z siebie wszystko to, co mnie spotkało. Jakbym potrafiła w ten sposób zetrzeć dotyk ust i dłoni każdego mężczyzny, który przewinął się przez moje życie, gdy byłam z Johnem.

Każdego prócz tego, o którego dotyku marzyłam od kilku tygodni.

Spod prysznica wyszłam dopiero wtedy, gdy skończyło mi się mydło, a skóra paliła od gorącej wody. Owinęłam się ręcznikiem i przeszłam do sypialni. Najpierw mój wzrok wylądował na stojącej na szafce pustej butelce, a później na zegarku obok, który wskazywał trzecią w nocy. Zrzuciłam z siebie ręcznik i wsunęłam się pod kołdrę. Zamknęłam oczy, przywołując obraz Aleksa. Nie powinnam o nim myśleć, ale tylko dzięki temu udawało mi się odpędzić demony i na kilka godzin zasnąć.



Ze snu wyrywał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Nakryłam się kołdrą tak szczelnie, że wystawał mi spod niej tylko czubek głowy. Miałam nadzieję, że Jess otworzy drzwi. Marzenie ściętej głowy, dzwonek wciąż dzwonił. Z niechęcią zwlekłam się z łóżka i zarzuciwszy na gołe ciało szlafrok, poczłapałam do drzwi. Wkurzona, przez całą drogę złorzeczyłam pod nosem.

Kiedy otworzyłam drzwi, moim oczom ukazał się olbrzymi bukiet konwalii. Najpiękniejszy, jaki kiedykolwiek widziałam. Szczęka mi opadła i chyba odbiła się od progu, ale zaraz wróciła na miejsce. Uśmiechnęłam się, kiedy mój zmysł powonienia został popieszczony ich zapachem. Kochałam konwalie.

Zrobiłam krok naprzód i rozejrzałam się w poszukiwaniu osoby, która zostawiła kwiaty. Nikogo nie było. Podeszłam więc do bukietu, żeby dokładniej mu się przyjrzeć. Pomiędzy drobnymi kielichami znalazłam bilecik. Kiedy go wyjęłam, moim oczom ukazały się odręcznie napisane słowa, pismem schludnym i ładnym, niewskazującym na to, że nadawcą był mężczyzna.

Pozwól mi pokazać, że każdy kolejny dzień Twojego życia
może być tym najpiękniejszym.
A.

Słowa zapisane na bileciku sprawiły, że mimo woli się uśmiechnęłam. Stałam przed drzwiami, ściskając w ręku liścik i przyglądając się kwiatom, subtelnym i czarującym. Nie miałam pojęcia, skąd Alex wiedział, że konwalie to moje ulubione kwiaty.

Podniosłam bukiet, który ledwo udało mi się objąć, i wróciłam do mieszkania. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc zamiast do pokoju skierowałam się do kuchni. Nastawiłam ekspres do kawy, cały czas uśmiechając się pod nosem. W międzyczasie zaczęłam przygotowywać składniki na gofry. Jess była w domu, o czym świadczyły jej buty i torebka leżące koło ławy w salonie, dlatego zwiększyłam proporcje, by i ona mogła się posilić, gdy wstanie. Przyłapałam się na tym, że co jakiś czas wyjmowałam z kieszeni małą karteczkę i czytałam tekst na nowo. Cieszyłam się jak wariatka, choć z tyłu głowy cały czas brzęczała mi myśl, że nawet ktoś taki jak Alex nie jest w stanie zmienić mojej przeszłości.

Właśnie kończyłam kroić owoce, kiedy drzwi do pokoju Jessie otworzyły się na oścież. Już zamierzałam ją przywitać, ale zamiast kuzynki stanął w nich nieznany mi mężczyzna o ciemnoblond włosach, zmierzwionych po nocy namiętnego seksu. Krew napłynęła mi do policzków, gdy zauważyłam, że nie ma na sobie bielizny. Był nagi jak Pan Bóg go stworzył.

– Cudownie pachnie. – Posłał mi przyjazny uśmiech, podchodząc do wyspy kuchennej.

– Hola, hola, chłopcze. – Zatrzymałam go, wyciągając intuicyjnie ręce przed siebie. – Może byś tak najpierw ukrył swojego żołnierzyka?

Starałam się nie roześmiać, widząc, że teraz to on się zarumienił.

– O cholera. – Zaśmiał się z zakłopotaniem. – Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć.

Zasłonił przyrodzenie i tyłem potruchtał do pokoju Jessie.

Nie minęła minuta, kiedy pojawił się znowu, tym razem w niebieskich bokserkach w żółte kaczuszki.

– Czy mógłbym prosić o filiżankę kawy i coś z tych wspaniałości, które przygotowałaś? – Olśniewający uśmiech, dzięki któremu zapewne zdobywał wszystko, czego chciał, uniósł kącik jego ust.

Zadziwiła mnie jego pewność siebie oraz swoboda, z jaką się poruszał. Zachowywał się tak, jakby był we własnym domu, a nie u ledwo co poznanej dziewczyny, u której spędził noc. Bo nie wierzyłam, że on i Jessie są w stałym związku, a nawet jeśli, nie tłumaczyło to jego arogancji. Swoim postępowaniem wyostrzył moją czujność.

– Przepraszam, ale kim ty w ogóle jesteś? – Bacznie śledziłam każdy jego ruch, gdy zajmował miejsce na stołku przy wyspie.

– To nikt, kim musisz się przejmować – wtrąciła Jessie, wychodząc z pokoju.

– Hej! Czuję się urażony – rzucił chłopak, robiąc nadąsaną minę.

– Tom – zaczęła tak, jakby mówiła do małego, niesfornego dziecka. – Proszę cię, oszczędź sobie wstydu i spadaj.

Przeszła przez kuchnię, żeby nalać sobie soku pomarańczowego.

– Słucham? – Wytrzeszczył oczy w zakłopotaniu. – Czy ty mnie właśnie wyrzucasz?

Jessica stanęła przy mnie i musnęła mój policzek na przywitanie. Popatrzyła na swojego znajomego, uśmiechając się z politowaniem. Przez kilka sekund mierzyli się spojrzeniami, po czym pochyliła się nad ladą, by być bliżej niego. Kiedy jej wargi znalazły się tuż przy jego, wyszeptała cicho, ale na tyle głośno, że zdołałam ją usłyszeć:

– Tak. – Cmoknęła chłopaka w usta. – Spadaj.

Na jego twarzy nadal widniała konsternacja, gdy wstał i ruszył do jej pokoju. Zanim zamknął za sobą drzwi, rzucił: