Zapisane w pamięciTekst

Autor:Ewa Pirce
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ależ oczywiście, za chwilę przyjdzie David, który przeprowadzi z panem wywiad. Ja udostępniam jedynie gabinet.

Uśmiechnął się nerwowo, rzucając szybkie spojrzenie w kierunku drzwi. Jak na dorosłego faceta, stojącego na czele najlepszej sportowej gazety w tym kraju, zachowywał się śmiesznie. Jakby nigdy nie miał do czynienia ze znaną osobą.

– Rozumiem.

Wbiłem wzrok w okno, tym samym go ignorując. Wyglądał na bardziej zestresowanego niż maturzysta przed egzaminem. Musiał wyczuć, że nie jestem zainteresowany rozmową, ponieważ nawet nie próbował do mnie zagadać. Albo Patrick, wiedząc, że nie jestem w humorze, kazał mu zostawić mnie w spokoju.

– Proszę o wybaczenie – usłyszałem, kiedy do gabinetu wpadł młody ciemnowłosy chłopak z notatnikiem w dłoni.

Jeżeli ten wywiad będzie tak rzeczowy i szybki jak dzieciak przede mną, to współczuję samemu sobie. Plusem był fakt, że to facet, nie kobieta. One przeważnie przez połowę wywiadu wdzięczyły się i flirtowały, co wszystko przedłużało.

– Na Washington Ave był wypadek, musiałem zawrócić i jechać okrężną drogą – tłumaczył się nowo przybyły.

Na szczęście poszło szybko i sprawnie. Zaskoczyło mnie, że pytania, jakie zadawał dziennikarz, nie dotyczyły mojego życia osobistego, co zwykle ciekawiło media, lecz treningów, diety i stoczonych przeze mnie walk. Niepotrzebnie oceniłem dzieciaka, zanim w ogóle się odezwał. Znał się na rzeczy, był konkretny i naprawdę dobrze poinformowany.

Po wszystkim wróciłem do apartamentu, gdzie czekała na mnie masażystka, na widok której naprawdę się ucieszyłem, mimo że wyglądem i posturą przypominała czołg. Patrick jest irytującą gnidą i materialistą, ale dba o to, na czym zarabia krocie, czyli o mnie.

Moje mięśnie wymagały solidnej dawki uwagi. Rozebrałem się do bokserek i położyłem na przygotowanym już stole do masażu. W trakcie zabiegu kobieta, którą w myślach nazywałem Helgą, milczała. Mruczała jedynie, gdy musiałem się przekręcić. Znałem całą rutynę aż za dobrze. Pasowało mi to.

Po godzinie masowania czułem się zdecydowanie lepiej. Zjadłem kolację, wziąłem prysznic i zakopałem się w łóżku, gdzie niemal od razu zasnąłem.

Duszno… było mi duszno. Nie mogłem oddychać, nie mogłem się poruszyć. Bolały mnie ręce i nogi. Głowa pulsowała, a strach sprawiał, że przez moje ciało przechodziły dreszcze.

– Pomocy! – wrzeszczałem z całych sił, jednocześnie dławiąc się płaczem. – Błagam, otwórzcie! – łkałem.

Przez nieustanny krzyk piekło mnie w gardle. Marzyłem o szklance wody.

– Mamusiu, uratuj mnie! Proszę, mamusiu… Będę grzeczny, obiecuję. Już nie powiem, że jestem głodny ani że chce mi się siusiu…

Zerwałem się z łóżka. Byłem zlany potem, serce waliło mi jak oszalałe. Schowałem twarz w dłoniach i poczułem wilgoć na policzkach. Usiadłem na skraju materaca, próbując unormować oddech. Gdy udało mi się trochę uspokoić, rzuciłem się do łazienki, gdzie, nie włączając światła, wszedłem pod prysznic. Odkręciłem gorącą wodę i osunąwszy się po szklanej ścianie, usiadłem na zimnych płytkach. Objąłem kolana ramionami i tak siedziałem, czekając, aż chłód, który odczuwałem, ustąpi.

Nie miałem pojęcia, ile czasu spędziłem w kabinie. Skóra paliła mnie od wrzącej wody, ale tylko to pomagało mi wyrwać się z odrętwienia. Osuszyłem ciało i przeszedłem do garderoby. Wciągnąłem na siebie dresowe spodnie, po czym zbiegłem do siłowni, gdzie na wyczerpujących ćwiczeniach spędziłem resztę nocy.

RUNDA 4

 
Niektórzy ludzie walczą, niektórzy upadają,
inni udają, że wcale ich to nie obchodzi.
Jeżeli chcesz walczyć, to będę stać u twego boku.
A w dniu, gdy upadniesz, będę zaraz za tobą.
 
McFly, The heart never lies

Eva

Wstałam wcześnie rano. Słońce dopiero budziło się do życia. Odsunęłam kołdrę, wyśliznęłam się z łóżka i podeszłam do okna. Otworzyłam je na oścież, wpuszczając do pokoju rześkie, pachnące oleandrem powietrze. Uśmiechnęłam się do siebie, wyglądając na ulice i obserwując rozpoczynających kolejny dzień pracy sklepikarzy, ludzi śpieszących do tramwajów i autobusów oraz gazeciarzy dbających o to, by każdy mieszkaniec otrzymał codzienną prasę.

Wszystko to wydawało się takie normalne, naturalne. Tego właśnie chciałam. O takim życiu marzyłam.

To, co działo się ze mną wcześniej – ten koszmar, z którego nie potrafiłam się wyrwać – było drogą wiodącą do unicestwienia. Gdyby nie to, czego się dopuściłam, nie wiem, czy wciąż bym żyła. Przez cały czas gnębiły mnie wyrzuty sumienia z powodu odebrania życia Johnowi. Czy powinny? Przecież gdyby John nie umarł, to moja krew wsiąkałaby w ten cholerny dywan, a nie jego.

Wzięłam z komody ciuchy, które zeszłej nocy podarowała mi Jessie, i ruszyłam do łazienki. Jako że miałyśmy dzielić ze sobą to pomieszczenie, musiałam uważać. Nie mogłam pozwolić, żeby Jess zobaczyła mnie bez żadnego okrycia. Wstydziłam się tego, co by ujrzała, gdyby tak się stało.

Po szybkim prysznicu i ubraniu się posprzątałam w pokoju i salonie. Kiedy skończyłam, postanowiłam, że przyrządzę śniadanie. Ze znalezionych w lodówce składników usmażyłam naleśniki. W momencie, gdy przerzucałam ostatniego, z pokoju wytoczyła się potargana i zaspana Jess.

– Coś tu pięknie pachnie – wymamrotała, przeczesując palcami rozczochrane włosy i spoglądając na blat. – Kocham naleśniki. – Jej nie do końca przytomne spojrzenie natychmiast się ożywiło.

– Wiem. Siadaj i jedz, póki ciepłe.

– Nie mogłaś spać? Jest dopiero… – Zmrużyła oczy, spoglądając na wmontowany w piekarnik zegarek. – O cholera, już jedenasta?!

– Ktoś tu może spać, i to bardzo długo – zakpiłam dobrodusznie, podając jej syrop klonowy.

– To przez wino.

– Tak, z pewnością. Nie to, żebyś wolny czas od zawsze lubiła spędzać w objęciach Hypnosa.

– Daj spokój, wolałabym inne ramiona, ale z braku laku… – Zaśmiała się, wpychając placek do ust. – A więc co chcesz dziś robić? Może skoczymy do manikiurzystki, żeby odpicować cię przed randką?

– Jess, nie wiem, czy to dobry pomysł – wyraziłam na głos wątpliwości, które dręczyły mnie od samego rana.

– Boisz się o swoje pazurki? – zażartowała.

– Nie o to chodzi. – Westchnęłam głęboko. – Mam na myśli spotkanie się z Aleksem.

Odłożyła filiżankę, splotła ze sobą palce i oparłszy na nich brodę, popatrzyła na mnie uważnie.

– O co tak naprawdę chodzi? – odezwała się po chwili milczenia. – Nie wierzę, że nie chcesz umówić się z takim ciachem. Musi być w tym coś więcej, za bardzo się przed tym bronisz, robalu. Wiesz, że mnie możesz o wszystkim powiedzieć?

Szukałam w głowie usprawiedliwienia, ale nic poza strachem nie przychodziło mi na myśl.

– Po prostu dawno tego nie robiłam – wyznałam po namyśle.

– Evo, nie musisz od razu iść z nim do łóżka. Na dobrą sprawę nawet nie musisz się z nim całować. No ale kto by nie chciał posmakować tych ust? – Rozmarzyła się.

– Nie chodzi ani o seks, ani o całowanie się – sprostowałam. – Miałam na myśli spotykanie się z kimś w ogóle. Nie wiem, o czym miałabym rozmawiać z osobą, której nie znam.

Jessica przewróciła oczami, zsunęła się z krzesła i podeszła do mnie energicznie.

– A o czym zazwyczaj rozmawiasz z facetami?

Wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po filiżankę kawy. Upiłam łyk, zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Tak naprawdę to o niczym szczególnym. – Nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć, by nie zdradzić swojej przeszłości.

– No właśnie, głuptasie. Najwyżej pozwolisz mówić jemu. Faceci są tak w sobie zakochani, że z pewnością dostanie orgazmu, opowiadając ci o sobie.

– Jesteś nienormalna. – Zachichotałam. – Dziękuję.

Sięgnęła ręką do mojego talerza, skąd zgarnęła naleśnika.

– To za moje dobre rady. – Mrugnęła, po czym ruszyła do swojego pokoju. –Poszukam dla ciebie jakiejś kiecki, w którą się nie mieszczę – dodała z zapchaną buzią.

Kiedy zamknęły się za nią drzwi, wzięłam się za sprzątanie po śniadaniu. Włączyłam też telewizor i przy jego akompaniamencie dumałam nad tym, co powinnam dalej zrobić. Przede wszystkim musiałam poszukać pracy. Nie mogłam żerować na kuzynce, poza tym powinnam się czymś zająć, inaczej zwariuję z bezczynności.

– Evo, możesz do mnie przyjść? – usłyszałam głos Jess.

Wytarłam ręce w kraciastą ściereczkę i podążyłam do jej pokoju.

– No chodź już! – ponagliła mnie, wystawiając głowę zza drzwi.

Gdy przekroczyłam próg jej królestwa, mamrotała coś pod nosem, rzucając co rusz inną sukienkę na piętrzący się za nią stos.

– To nie ta… Wiem, że ona gdzieś tu jest… – dobiegło moich uszu, kiedy stanęłam wystarczająco blisko kuzynki. – O, mam! – krzyknęła z ożywieniem, unosząc rękę, w której ściskała zdobycz. – Na mnie jest za mała, ale na ciebie powinna być dobra. Przymierz. – Rzuciła sukienkę w moim kierunku.

Złapałam ją w locie i przyjrzałam się uważnie kawałkowi tkaniny, który z pewnością niewiele zakrywał. To nie mogło się udać.

– O co chodzi, Evo? – zapytała, widząc moją posępną minę. – Coś nie tak z sukienką? Nie podoba ci się?

– Nie, wszystko porządku. Ja… pójdę się przebrać. – Odwróciłam się w kierunku drzwi.

– Możesz zrobić to tutaj. Nie masz niczego, czego nie miałabym ja. Poza tym nie raz widziałam cię w bieliźnie.

Jej głos zatrzymał mnie, poczułam przetaczający się po moim ciele lodowaty dreszcz.

– Tak, to prawda. Wolałabym jednak zrobić to w łazience – odparłam speszona. Nie chciałam być oglądana, oceniana. Było za wcześnie, by moje blizny ujrzały światło dzienne.

– Jasne. – Obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem. – Ale koniecznie musisz mi się pokazać.

Przeszłam do łazienki, gdzie zamknęłam za sobą drzwi. Rozebrałam się, a następnie włożyłam czarno-zieloną sukienkę. Spojrzałam w wiszące na ścianie wielkie lustro.

 

Jest nieźle – pomyślałam, widząc, że sukienka nie odkrywa tego, czego nie chciałabym pokazać. Odwróciłam się plecami do lustra, żeby sprawdzić, czy tył też zakrywa wszystko, co powinien. Sukienka była nieco zbyt krótka, ale prócz tego pasowała idealnie. Pokryty zieloną koronką czarny materiał opinał moje ciało, podkreślając wszystkie krągłości. Czułam się atrakcyjna, co było dla mnie nowością.

– Evo, mogę wejść?

Wzdrygnęłam się, słysząc dochodzący zza drzwi głos Jessie.

– Oczywiście. – Pośpiesznie podeszłam do drzwi i odblokowałam je.

– No i o to chodziło – oświadczyła z zachwytem Jess, wchodząc do środka. – Seksowana z ciebie dupeczka, kuzyneczko. Ta sukienka idealnie do ciebie pasuje, po prostu idealnie. Nasz przystojniak będzie zmuszony skorzystać z łazienki, zanim gdziekolwiek cię zabierze. – Zrobiła dłonią posuwisty ruch.

Parsknęłam śmiechem na jej komentarz.

– Jessie!

– Dobra, przebieraj się i idziemy na miasto – zakomenderowała, po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.

Reszta dnia upłynęła nam na błogim relaksie. Po zrobieniu paznokci Jessica zabrała mnie do maleńkiej kawiarenki w rustykalnym stylu, gdzie wypiłam najpyszniejszą na świecie kawę i zjadłam dwa kawałki niebiańskiego ciasta czekoladowego. Pokazała mi również okolice i najważniejsze miejsca, które powinnam poznać (według Jessie zaliczał się do nich sklep z zabawkami dla dorosłych). W porze obiadowej pojechałyśmy do restauracji, w której pracował jej przyjaciel Ashley, specjalista od wczorajszej zapiekanki. Był synem właściciela tejże knajpki, kucharzem z zamiłowania, kelnerem z przymusu. Nie dało się go nie lubić i nawet moje wycofanie nie było w stanie go zniechęcić czy odstraszyć.

Wróciłyśmy do mieszkania przed siedemnastą. Jessica od razu zaprowadziła mnie do łazienki.

– Teraz odśwież się, kochanie, a ja podrzucę ci bieliznę. Nie będę miała jedynie biustonosza, bo twoje dziewczynki są mniejsze od moich, ale pod tę sukienkę wcale nie musisz go zakładać. Wszystko inne masz tutaj. – Wskazała na szafkę stojącą pod ścianą. – Jak skończysz, przyjdź do mojego pokoju, żebym ogarnęła twoje włosy.

Posłusznie wyjęłam z szafki potrzebne mi przybory i wskoczyłam pod prysznic. Choć gorąca woda kusiła, żeby się nią dłużej rozkoszować, nie miałam na to czasu. Umyłam się w ekspresowym tempie i po kilku minutach siedziałam na krześle w pokoju Jessie, gdzie ta biegała jak szalona, co chwila wyciągając coś z szuflady, która zdawała się nie posiadać dna.

Za pomocą prostownicy lekko podkręciła moje włosy, nadając im tym objętości. Delikatny makijaż dopełnił całości. Końcowy efekt naprawdę robił wrażenie.

– Fantastycznie – uznała Jess, mierząc mnie wzrokiem. – Całą noc będzie musiał myśleć o swojej nagiej ciotce.

– Naprawdę? – Jej słowa spowodowały, że moje zadowolenie zniknęło szybciej, niż się pojawiło.

– Oj, nie rozumiesz, głuptasie. – Roześmiała się, widząc moją skonfundowaną minę. – Chodzi o to, że kiedy facet się podnieci, myśli o kimś ze swojej rodziny, żeby tylko jego żołnierzyk nie rozpoczął warty.

Moje policzki oblały się rumieńcem.

– No tak…

– Jak mogłaś pomyśleć, że porównam cię do czyjejś ciotki? – Nadal się śmiała.

– Tak naprawdę przyszła mi na myśl Bernadette – odpowiedziałam z powagą.

– Co?! Ta chuda szczapa z garbem i brodawką na policzku?! – Patrzyła na mnie z niedowierzaniem, po czym obie parsknęłyśmy śmiechem.

Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi. Jess od razu zerwała się na równe nogi, unosząc kciuki i podskakując jak wytresowany mały piesek.

– Już jest! Już jest! – Ekscytowała się, jakby to ona miała iść na kolację, nie ja. – Jesteś gotowa? – Stanęła przede mną i chwyciła mnie za ramiona.

– Bardziej już nie będę – stwierdziłam, wycierając o sukienkę spocone ze zdenerwowania dłonie.

– No to rusz tyłek i otwieraj! – Popędziła mnie klapsem w pupę.

Ruszyłam do drzwi, chwyciłam za klamkę i nacisnęłam ją lekko. Alex stał tyłem, ale kiedy usłyszał zgrzyt zamka, natychmiast się odwrócił. Jego oczy spoczęły na mnie. Źrenice powiększyły mu się nieznacznie, a kąciki ust powędrowały do góry.

Kiedy tylko go zobaczyłam, obudziło się we mnie to dziwne przyciąganie, które po raz pierwszy poczułam na lotnisku. Zmierzyłam go powoli wzrokiem, podziwiając atrakcyjną sylwetkę. Był potężny, ale nie przerośnięty. Miał na sobie wpuszczone w wysokie masywne buty czarne dżinsy i białą koszulę z trzema rozpiętymi przy kołnierzyku guzikami, która w niesamowicie kuszący sposób uwydatniała jego mięśnie. Ciemne włosy wyglądały tak, jakby przed chwilą wyszedł z łóżka i zapomniał się uczesać. Naszła mnie ochota, by wsunąć w nie dłonie, przeczesać palcami, poczuć ich miękkość.

– Nie sądziłem, że to możliwe, ale jesteś jeszcze piękniejsza – odezwał się po dłuższej chwili, przerywając tym samym ciszę.

– Chcesz skorzystać z toalety? – zwróciła się do niego Jessica, ukradkiem posyłając mi uśmiech.

Alex zmrużył oczy i spojrzał na nią pytająco.

– Nie mam tam kamery – dodała, szokując tym również mnie.

– Nie zwracaj na nią uwagi – powiedziałam. – Może masz ochotę wejść na chwilę?

– Nie, aniele, dziękuję. Chciałbym cię już porwać – rzekł stanowczo, nie spuszczając ze mnie wzroku.

– No dobra, idźcie – wtrąciła się Jessie. – Proszę. – Podała mi torebkę.

– Miło było cię znów zobaczyć, Jessico. – Kiwnął w jej kierunku ręką.

– Ciebie również. Tylko odwieź mi ją całą i zdrową, a przede wszystkim szczęśliwą.

– Tak będzie – zapewnił, chwytając mnie pewnie za dłoń, bym nie miała szansy na wycofanie się.

Po wyjściu z kamienicy zaprowadził mnie do czarnego sportowego samochodu, zaparkowanego przed budynkiem.

– O, nowy? – Machnęłam na z pewnością drogie auto.

– Nie. – Otworzył przede mną drzwi.

Z zewnątrz samochód wydawał się nieduży, ale kiedy wsiadłam, wnętrze okazało się całkiem przestronne.

Alex wskoczył na miejsce kierowcy i przekręcił kluczyki w stacyjce.

– Zapnij pasy, aniołku – nakazał.

– Dokąd jedziemy, jeśli mogę wiedzieć? – zagaiłam, spełniając jego polecenie.

– Nie możesz – rzucił arogancko.

– Och! – Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam.

– Spokojnie, aniele – kontynuował, dostrzegając moje zmieszanie. – Obiecuję, że będziesz się dobrze bawiła. Zabiorę cię w miejsce, które traktuję jak swój azyl. W miejsce, gdzie nikt poza mną nie bywa.

– Ojej – szepnęłam jeszcze bardziej zdumiona.

Alex uruchomił samochód i wyjechał na ulicę. Między nami panowała niezręczna cisza. Miałam nieodparte wrażenie, że jest z jakiegoś powodu zły. Zastanawiałam się, czy zrobiłam coś nie tak, czy powiedziałam coś, co mogło wzbudzić w nim gniew. Wbiłam wzrok w szybę i patrzyłam na budynki, które przesuwały się jak na taśmie produkcyjnej.

Zacisnęłam dłonie na torebce, starając się stłamsić narastający we mnie strach. Nawet jeżeli nie chciałam powrócić do koszmarnych wspomnień, było już za późno.

Alex

Obudził mnie dzwoniący telefon. Niechętnie się podniosłem. Słońce było już wysoko na niebie, co świadczyło o tym, że nastało południe. Podniosłem książkę, która musiała mi wypaść z ręki, kiedy spałem, i odłożyłem ją na półkę. Zlokalizowałem komórkę i przekląłem, widząc kilka wiadomości oraz nieodebranych połączeń od Patricka. Darowałem sobie oddzwanianie i wybrałem od razu numer do Sama.

– Biorę camaro, więc nie będziesz mi dziś potrzebny – poinformowałem go.

– Ten dupek Pat mówił, że mam cię odstawić na jakąś sesję – odpowiedział.

– Poradzę sobie, kurwa. Nie mam dziesięciu lat – żachnąłem się. – Podaj mi tylko adres, pod który miałeś mnie dostarczyć.

– 701 Poydras Street, dziesiąte piętro.

– Okej. Jesteś wolny – oznajmiłem i rozłączyłem się, po czym wyciszyłem dźwięki.

Nie miałem ochoty już nikogo słuchać, a zwłaszcza tych, którzy cały czas dyktowali mi, co mam robić. Nie byłem ubezwłasnowolniony.


Wsiadłem do windy, gdzie nacisnąłem ostatni guzik na panelu. Winda zaczęła opadać, aż zatrzymała się w garażu. Wyszedłem i udałem się prosto do mojego ulubieńca – Chevroleta Camaro Reveal Recap. Wsunąłem się na skórzane siedzenie i włączyłem odtwarzacz. Wnętrze samochodu wypełniły pierwsze takty Leave Out All The Rest Linkin Park. Włożyłem kluczyki do stacyjki i przekręciłem je, budząc auto do życia. Dodałem gazu i wyjechałem na ulice Nowego Orleanu.

Żadna inna metropolia nie miała tego klimatu co NoLa. Ten kulturowy tygiel był bez wątpienia najciekawszym miejscem amerykańskiego Południa, pełnym kontrastów, począwszy od ras etnicznych, tradycji mieszającej się z nowoczesnością, po klasy ekonomiczne. Takiej różnorodności nie doświadczyłem nigdzie indziej. Mimo że huragan Katrina spustoszył cały jego teren, Nowy Orlean nie umarł. Wprost przeciwnie – podniósł się z kolan i zaczął być nazywany kolebką renesansu. Był jak ja: zniszczony i skazany na klęskę, ale na tyle silny, by przetrwać. Może dlatego tak bardzo go sobie upodobałem. Może dlatego wybrałem go na swój dom.

Niecałe pół godziny później dotarłem pod adres, gdzie miała odbyć się sesja zdjęciowa.

Na górze czekała na mnie cała ekipa. Patrick miał rację tylko w jednym – wczorajszy wywiad rzeczywiście był krótki, trwał maksymalnie dwadzieścia minut. Za to dzisiejsza sesja okazała się katorgą. Cztery godziny ustawiania, smarowania oliwką i dobierania strojów. Chociaż trudno to nazwać strojami, bo przeważnie miałem na sobie jedynie bokserki. Nie mogłem pojąć, że co chwila kazali mi się przebierać w majtki, które prawie niczym się od siebie nie różniły. Przy trzeciej parze darowałem sobie chodzenie do garderoby i robiłem to na planie, wywołując u kobiet ciche westchnienia i fałszywe rumieńce zawstydzenia na twarzach. Gdyby naprawdę je to onieśmielało, toby się nie gapiły, proste.

Skończyliśmy, kiedy zegar pokazywał kilka minut po siedemnastej. Już wkrótce ją zobaczę – pomyślałem, wciągając na siebie spodnie. Nie powinienem, ale pragnąłem tego bardziej niż czegokolwiek innego w ostatnim czasie.

– Cholera, jestem bardziej popieprzony, niż sądziłem – wymamrotałem pod nosem.

– Słucham? – rozległ się za mną damski głos.

Kiedy się odwróciłem, by sięgnąć po koszulę, ujrzałem drobną brunetkę w krótkiej fioletowej sukience, z kubkiem kawy w ręku.

– Nic – wybąkałem.

– Przyniosłam ci kawę. Pomyślałam, że możesz jej potrzebować – powiedziała, sunąc powoli wzrokiem po moim nagim torsie.

– Pomyślałaś?

– Tak – przytaknęła z figlarnym uśmiechem.

– Gdybyś myślała, to już by cię tu nie było – zadrwiłem i szybko wstałem, przez co zachwiała się, wylewając trochę płynu na podłogę.

Wyminąwszy ją, włożyłem w locie koszulę, i wyszedłem z garderoby. Spojrzałem na zegarek. Miałem niecałe czterdzieści minut, żeby przygotować się na spotkanie z Evą. Nie miałem zamiaru się spóźnić. Naprawdę nie chciałem już na samym początku zrobić na niej złego wrażenia.

Ulice były w miarę przejezdne, co o tej porze rzadko się zdarzało. Wziąłem to za dobry znak. Tym razem serce zdecydowanie górowało nad rozumem, a uczucie, jakie wzbudziła we mnie Eva, było silniejsze ode mnie. Nie wiedziałem, co z tego wyniknie, ale nie dowiem się, jeśli nie spróbuję. Lepiej coś zrobić i żałować niż żałować, że się tego nie zrobiło, jak to mawiają.



Jechałem w kompletnej ciszy, tocząc zacięty bój z myślami. Część mnie chciała uciec, ale z kretesem przegrywała każdą batalię. Im znajdowałem się bliżej jej domu, tym odczuwałem większe podekscytowanie. Jednocześnie byłem zły na siebie, na nią, na cały ten cholerny świat. Nie ugiąłem się przed niczym i nikim od dobrych piętnastu lat. Wszystko zmieniło się w momencie spotkania dziewczyny o zapierającym dech w piersiach spojrzeniu.

Zatrzymałem samochód przy krawężniku tuż przed kamienicą, w której mieszkała kuzynka Evy. Zacisnąłem dłonie na kierownicy i zaczerpnąłem kilka płytkich oddechów. Zerknąłem w lusterko wsteczne, aby upewnić się, że dobrze wyglądam, i dopiero wtedy wyszedłem szybko z auta, po czym pomknąłem w stronę budynku.

Gdy przekroczyłem próg kamienicy, uświadomiłem sobie, że nie znam numeru, pod którym mieszka Eva. Kurwa. Rozglądając się po korytarzu, zauważyłem skrzynki na listy. Podszedłem do nich, główkując, jak, do cholery, nazywa się kuzynka Evy. Prześledziłem wzrokiem nazwiska i nic. Imię, kurwa, przypomnij sobie imię.

Przymknąłem oczy, starając się wrócić do chwili, w której poznałem tę lekko szurniętą dziewczynę. Amanda? Nie. Melanie… Sandra… Jolene… Jessica! Tak, Jessica. Raz jeszcze przestudiowałem umieszczone na skrzynkach nazwiska lokatorów, aż natrafiłem na numer dziewięć, do którego zostało przypisane to imię.

 

Kiedy, przeskakując po dwa stopnie na raz, dotarłem pod podany na skrzynce numer, zapukałem ostrożnie. Czekałem, ale nikt nie otwierał, więc zastukałem ponownie. Obróciłem się i popatrzyłam na otoczenie, zastanawiając się, czy przypadkiem Eva mnie nie wystawiła. Gdy już zamierzałem zrezygnować i odejść, usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Znów się odwróciłem i stanąłem naprzeciw niej. Cholera. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Wyglądała niesamowicie seksownie. Dzięki makijażowi jej niebieskie oczy nabrały intensywności, usta błyszczały, dopraszając się, by ich skosztować, a otulone koronkową sukienką ciało niemal krzyczało, bym położył na nim dłonie i pieścił każdy jego centymetr. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że stoję jak kołek, bezczelnie się gapiąc. Czułem się niczym nastolatek nieumiejący się zachować w towarzystwie ładnej dziewczyny, co, jak na takiego chojraka, było nieco dziwne. Moje ciało nie współgrało z mózgiem. Chciałem zrobić jedno, a wychodziło coś zupełnie innego. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wyobrażałem sobie ją nagą, oplatającą mnie nogami w pasie, jej spocone ciało pod moim…

Cholera, przestań, idioto, bo wszystko spieprzysz – nakazałem sobie w myślach.

Skomplementowałem wygląd Evy i odbyłem przedziwną rozmowę z jej stukniętą kuzynką. Wreszcie udało nam się wyjść. Chwyciłem ją za dłoń, splatając nasze palce razem. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem ani – tym bardziej – dlaczego ona mi na to pozwoliła. Podobała mi się taka bliskość, wyciszała mnie.

Kiedy już ulokowaliśmy się w samochodzie, Eva zapytała, dokąd jedziemy. Prawdą było jednak, że nie miałem zielonego pojęcia, dokąd ją zabrać. Jak można być takim kretynem i zaproponować dziewczynie kolację, nie rezerwując wcześniej miejsca w restauracji?

Zanim zdążyłem pomyśleć, usłyszałem swój głos. Powiedziałem, że zabiorę ją do swojego azylu. Dlaczego w ogóle to wydostało z moich ust? Nigdy nikogo tam nie zaprosiłem, a już na pewno nie kobiety. Lecz było za późno, żeby zmienić zdanie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że chciałem ją tam zabrać. Naprawdę tego chciałem. Chyba mi odbiło.

Zerknąłem na siedzącą obok mnie dziewczynę. Sprawiała wrażenie zdenerwowanej i chyba też przestraszonej. Zaciskała mocno dłonie na torebce i przygryzała wnętrze policzka, wyglądając przez szybę.

– Evo – wypowiedziałem jej imię najdelikatniej, jak potrafiłem.

Zareagowała, odwracając twarz w moim kierunku. Usiłowała się uśmiechnąć, co nie bardzo jej wyszło.

– Nie wyrządzę ci krzywdy, wiesz o tym, prawda? – zapytałem równie łagodnie.

– Tak – odparła słabo, bez pewności.

– Więc, proszę, nie denerwuj się i spróbuj się zrelaksować. Przed nami jeszcze godzina jazdy.

– Czyli dokąd jedziemy? – podjęła rozmowę, co mnie ucieszyło. To zawsze krok do przodu.

– Do miejsca, gdzie nigdy nikogo nie zabrałem. Uciekam tam, kiedy potrzebuję się wyciszyć, uciec od ludzi i pomyśleć. Nikt o nim nie wie, nawet mój agent.

– Masz agenta? – Skierowała na mnie zdziwione spojrzenie, co wychwyciłem kątem oka.

Uśmiechnąłem się do siebie.

– Naprawdę nie wiesz, kim jestem? – Trudno mi było pojąć, że o mnie nie słyszała.

– Nie. – Pokręciła głową. – Pytałam Jessie, ale powiedziała, że tak będzie zabawniej.

– I miała rację. – Roześmiałem się.

– Wyjeżdżamy z miasta? – Do jej głosu wkradł się niepokój, gdy spostrzegła, że znajdujemy się na jego obrzeżach.

– Tak, ale nie denerwuj się – próbowałem ją uspokoić. – Spodoba ci się to, co zobaczysz – obiecałem, uśmiechając się do niej pokrzepiająco.

– Więc powiesz mi, po co ci agent?

Odniosłem wrażenie, że celowo zmieniła temat, byle nie myśleć o celu naszej podróży.

– Jestem sportowcem – rzuciłem nonszalancko.

– Och! – Brzmiała na autentycznie zdumioną. – Nie spodziewałam się tego.

– Nie? A sądziłaś, że czym się zajmuję? – Spojrzałem na nią przelotnie, biorąc zakręt.

– Hmm… – Zamyśliła się. – Raczej obstawiałam, że jesteś modelem albo farmerem.

Nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem.

– Jesteś niesamowita, rozbawiłaś mnie już drugi raz. – Śmiałem się tak gromko, że zabrakło mi tchu.

– Do usług. – W jej głosie usłyszałem wesołość. Wyraźnie się rozluźniła, przez co i ja poczułem się lepiej. – A więc, panie sportowcu, w jakiej dziedzinie się specjalizujesz?

– Jestem bokserem.

– Bokserem? – Nie dało się nie wychwycić niedowierzania, które towarzyszyło jej pytaniu.

– Tak, bokserem – przytaknąłem. – I to dobrym.

– Na dodatek skromnym – dodała z sarkazmem.

– A ty, aniele, czym się zajmujesz?

Naprawdę mnie to interesowało. Pragnąłem dowiedzieć się o tej dziewczynie wszystkiego.

– Ja? – zapytała takim tonem, jakby nikt przede mną nie zadał jej tego pytania. Przez chwilę milczała, po czym wydusiła: – W sumie niczym szczególnym. – Zaczęła niespokojnie wiercić się na fotelu. – Pracuję wszędzie tam, gdzie jest praca. Nie mam dobrego wykształcenia, wcześnie porzuciłam naukę, więc… – przerwała, smutniejąc.

– Evo, nie masz się czego wstydzić. Jak widać na załączonym obrazku – wskazałem na siebie – szkoła to nie wszystko. Ja też jej nie ukończyłem, a i tak osiągnąłem sukces. Poza tym, jeśli chcesz, zawsze możesz wrócić do nauki. Są różne kursy internetowe, dzięki którym możesz zdać GED4, a potem pójść na studia – ciągnąłem z uśmiechem, by dodać jej otuchy.

Skinęła z roztargnieniem głową, zaabsorbowana widokiem za oknem, co stanowiło jej jedyną odpowiedź. Reszta drogi upłynęła nam przy sączącej się z głośników kojącej muzyce Yirumy.



– Jesteśmy na miejscu – oznajmiłem, kiedy podjechaliśmy pod bramę.

Uchyliłem szybę, by wpisać na panelu kod. Duża żelazna furta otworzyła się, pozwalając nam wjechać na teren posiadłości.

– To jest to twoje miejsce?

Na jej twarzy malowały się ciekowość i dziecięca ekscytacja, które mnie naprawdę urzekły, ale także odrobina niepewności.

– W rzeczy samej. – Skinąłem głową w stronę budynku. – Kupiłem je jakiś czas temu. Zrobiłem gruntowny remont, który, przez to, że zajmowałem się nim sam, trwał kilka dobrych miesięcy. Nieco tutaj zmieniłem, ale starałem się zachować jak najwięcej z pierwotnego stanu. Teraz przyjeżdżam tu, żeby odpocząć.

Zatrzymałem samochód przed niewielkim domkiem otoczonym ogrodem. Przed moją dumą i chlubą.

Wysiadłem z auta i obszedłem je od strony maski, żeby otworzyć Evie drzwi. Podałem jej dłoń, którą chętnie przyjęła. W chwili, gdy nasze palce się zetknęły, poczułem elektryczny prąd przechodzący przez dłoń do ramienia i jeszcze wyżej. Eva albo nie doświadczyła tego samego, albo dobrze udawała. Zaczęła uważnie się dookoła rozglądać, chłonąc każdy, nawet najmniejszy, szczegół, jaki znalazł się w zasięgu jej wzroku. W jej oczach błysnęło uznanie, czym dopieściła moje ego.

– Ślicznie tu – stwierdziła, wzdychając z zadowoleniem.

– Tak – przytaknąłem, z roztargnieniem skanując otoczenie, a następnie przeniosłem wzrok na nią. – Pięknie.

Nie miałem na myśli wyłącznie tego miejsca. Było niesamowite, to prawda, ale obecność Evy nadała mu blasku, o braku którego nie miałem pojęcia, póki jej tu nie przywiozłem.

Poruszyłem barkami, próbując zrzucić z siebie ciężar obcego uczucia, które zaczynało mnie przytłaczać.

– Zapraszam. – Wskazałem drzwi wejściowe. – Oprowadzę cię i przygotuję kolację, a później pokażę ci coś wyjątkowego. Sądzę, że spodoba ci się tak samo jak mnie.

Położyłem rękę na jej plecach i poprowadziłem w kierunku domu.

Gdy przekroczyliśmy próg, spłynął na mnie spokój, a w duszy rozkwitło uczucie bezpieczeństwa. Ten dom właśnie tak na mnie działał i z tego powodu kochałem w nim przebywać. Znalezienie go było czystym przypadkiem. A może było na odwrót – i to on znalazł mnie.

– Tu jest… magicznie.

Zachwyt i rozmarzenie w głosie Evy zakotwiczyły mnie w rzeczywistości.

– Masz rację, jest magiczne.

Nigdy wcześniej tak o nim nie myślałem, choć gdyby cofnąć się do przeszłości, rzeczywiście zadziała się tutaj magia.

– Chodź, aniele, na początek pozwól się nakarmić.

Musiałem czymś się zająć, by nie pochłonęła mnie otchłań wspomnień.

Przeszliśmy do kuchni. Eva chłonęła każdy detal, gdy posadziłem ją przy wyspie kuchennej na jednym z trzech hokerów.

– Napijesz się wina? – Okrążyłem wyspę i zajrzałem do szuflady, gdzie trzymałem trunki.

– Odrobinę.

– Wolisz białe czy czerwone?

– Białe będzie w porządku.

Sięgnąłem do jednej z szafek po kieliszek. Napełniłem go jasnym płynem i postawiłem przed Evą.

4General Educational Development (GED) – amerykański egzamin, powszechnie uznawany za odpowiednik dyplomu ukończenia szkoły średniej.70% odbiorców GED ukończyło przynajmniej dziesięć klas przed opuszczeniem szkoły, ich przeciętny wiek to dwadzieścia cztery lata.