Zapisane w pamięciTekst

Autor:Ewa Pirce
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RUNDA 11

 
Chłopcze, słyszę cię w moich snach,
słyszę twój szept poprzez morze.
Zostaniesz w moim sercu,
dzięki tobie wszystko staje się prostsze
[…]
Oni nie wiedzą, jak długo
czeka się na miłość taką jak ta.
 
Jason Maraz & Colbie Caillat, Lucky

Eva

Wiedziałam, że dobrowolnie skazuję się na cierpienie. To, co zrobiłam, było straszne i okrutne. Chciałam, żeby Alex się ode mnie odczepił, ale nie powinnam zbywać go w taki sposób. Sumienie dawało o sobie znać, torturując mój umysł i kalecząc serce. Szłam szybko ze wzrokiem wbitym w chodnik. Łzy płynęły po moich policzkach, łącząc się z kapiącymi z nieba kroplami deszczu. Z powodu nękającego mnie wstydu i żalu nie mogłam podnieść głowy. Nie chciałam, by ktokolwiek zobaczył wymalowane na mojej twarzy poczucie winy. Bałam się również, że spojrzę niechcący na wystawę sklepową i w jej szybie zobaczę największego tchórza, jakiego nosiła ta ziemia.

Nie zwracałam uwagi na przechodniów, skupiając się na tym, by jak najszybciej dotrzeć do domu. By skryć się w swoim bezpiecznym pokoju. Tylko jak miałam uciec od tego, co działo się w moim sercu? Jak miałam tego dokonać, skoro każda cząsteczka mnie rwała się do Aleksa?

Błąkam się po ulicach, rozmyślając o swoim nędznym, pozbawionym normalności życiu. Dlaczego spotkałam go akurat teraz? Czy to kara za to, co robiłam w przeszłości? Czy los szydził ze mnie, stawiając na mojej drodze mężczyznę, dzięki któremu mogłabym być szczęśliwa, czy też drwił, wiedząc, że nie mogłam z nim być?

Boże, dlaczego tak się nade mną pastwisz?! – krzyczałam w duchu.

Rażący jasnością błysk przeciął niebo, a towarzyszący mu grzmot wywołał ciarki na całym moim ciele. Przystanęłam i uniosłam głowę ku czarnemu jak smoła sklepieniu, pozwalając, by krople deszczu obmyły mi twarz. Marzyłam o tym, aby spłukały z mojego ciała i duszy brud, który nieustannie na sobie i w sobie czułam. Wyobrażałam sobie, że lecąca z góry woda usuwa ze mnie niczym chirurg plastyczny każdą bliznę i oczyszcza moje serce, pozostawiając je silnym i zdrowym.

Ale to była tylko mrzonka. Nierealne marzenie, niemające racji bytu. John zniszczył we mnie wszystko, co piękne i dobre. Naznaczył mnie w taki sposób, że już nigdy nie uda mi się wymazać tych okropieństw ze świadomości. To, co ze mną robił, wyżłobiło w mojej duszy wyrwę wielkości krateru, a także zabiło dziewczęcą niewinność i radość – coś, czego nie potrafiłam docenić, dopóki nie było za późno.

Głośny szloch wyrwał mi się z piersi i już nie byłam w stanie pohamować emocji, które zaczęły wylewać się ze mnie wraz ze łzami. Nogi miałam sztywne jak kołki, więc ledwo udało się mi się przejść parę kroków i oprzeć o najbliższy budynek. Nie minęło dużo czasu, zanim osunęłam się na ziemię. Pierwszy raz od dawna pozwoliłam sobie na chwilę słabości i współczucia wobec tej beztroskiej, naiwnej dziewczyny, jaką niegdyś byłam. Ciężar żałoby po niej przygniótł mi barki z siłą tysiąca słoni. Oplotłam rękoma kolana, chowając głowę pomiędzy ramionami. Rozpaczałam nad tym, co utraciłam i co mogłabym zyskać, gdybym nie była tak skrzywiona psychicznie i poharatana nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz.

Użalałam się nad sobą, aż straciłam poczucie czasu. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero czyjś cichy głos.

– Przepraszam. – Pomarszczona dłoń dotknęła mojego przedramienia.

Wzdrygnęłam się i odsunęłam jak spłoszony kociak. Uniosłam ostrożnie głowę. Mój wzrok spoczął na starej kobiecie. Trzymała w ręku sfatygowany parasol, wlepiając we mnie zatroskanie spojrzenie, ocieplane łagodnym uśmiechem.

– Coś się stało, dziecinko? – zapytała, jakby naprawdę ją to interesowało.

Chciałam odpowiedzieć, ale od płaczu miałam w ustach tak sucho, że głos utknął mi w gardle. Zaprzeczyłam jedynie głową i podjęłam próbę stanięcia w pionie.

– Potrzebujesz pomocy? – zaproponowała, kiedy się zachwiałam.

– Nie – odparłam słabo.

Odchrząknęłam i dodałam:

– Dziękuję za zainteresowanie, ale nic mi nie jest.

– Och, widzę, że cię coś gnębi.

Staruszka nie ustępowała. Nie spuszczała ze mnie przenikliwego wzroku, co zaczęło mnie krępować.

– Czy on jest wart twoich łez?

Jej pytanie wprawiło mnie w zaskoczenie do tego stopnia, że całkiem odjęło mi mowę. Skąd tej kobiecie przyszło do głowy, że sprawcą moich łez jest mężczyzna? Miałam to wypisane na czole czy świecił nade mną wielki neon?

Milczałam, więc odezwała się ponownie:

– Jeśli nie potrafi cię docenić, to jego strata. – Uśmiechnęła się, jakby mówiła z autopsji.

– To nie tak… – wychrypiałam. – Nie płaczę przez mężczyznę – skłamałam, ale tylko po części. – Płaczę głównie przez siebie. – Pociągnęłam nosem. – Chyba właśnie zniszczyłam coś, co mogło mi dać największe szczęście.

Te słowa zmroziły mnie do szpiku kości. Musiałam wypowiedzieć je na głos, żeby poczuć ich prawdziwą wagę.

Kobieta zbliżyła się do mnie o krok i wzięła mnie za rękę. Tym razem jej nie odtrąciłam.

– Posłuchasz rady kobiety, która przeszło czterdzieści lat temu straciła ukochanego i już nigdy więcej nie związała się z nikim innym?

Pocierała moje zziębnięta palce, żeby pobudzić w nich krążenie krwi. Ten prosty gest podniósł mnie na duchu.

Pokiwałam głową. Na wolną dłoń naciągnęłam mokry rękaw swetra. Zimny dreszcz, który przeszył moje ciało, poczułam od palców u stóp po czubek głowy.

– Nigdy nie cofniesz czasu i nie odzyskasz straconych dni. – W jej spojrzeniu coś się zmieniło, a oczy straciły blask. – Możesz jednak sprawić, aby te, które są jeszcze przed tobą, były pełniejsze i radośniejsze. Możesz spędzić je z mężczyzną, na którym tak bardzo ci zależy. O ile, oczywiście, on jest zainteresowany, a coś mi się zdaje, że jest.

– To raczej niemożliwe – wyszeptałam z trudem. – Nie jestem dla niego odpowiednią osobą. To, co przeżyłam, kim byłam i jak postępowałam, może zniszczyć to, kim jest i co zbudował. – Te słowa paliły mnie jak kwas. – Nie chcę nikomu zaszkodzić ani stać się ciężarem. On na to nie zasługuje.

Kobieta uśmiechnęła się słabo. Poklepała mnie po dłoni i zapatrzyła się w dal, odpływając myślami w nieznane.

– Kiedyś myślałam podobnie – podjęła po upływie parudziesięciu sekund. – Jeżeli jesteś mądrą dziewczyną, zrozumiesz, że jeśli nie zawalczysz o to, czego pragniesz, kiedyś obudzisz się ze świadomością, że poddanie się jest gorsze niż zawód czy porażka. Jeśli czujesz, że on jest wart twojej uwagi, nie bądź głupia i uparta, tylko walcz, bo lepiej być szczęśliwym choćby przez chwilę i zapłacić za to szczęście łzami niż wylewać je z powodu smutku wywołanego samotnością.

Jej głos był przepełniony cierpieniem i zawodem. Coś podpowiadało mi, że jeśli nie wezmę sobie jej rady do serca, za kilkadziesiąt, a może już za kilkanaście lat stanę się jej lustrzanym odbiciem.

Nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. Stałyśmy tak przez chwilę w ciszy, słuchając bębnienia deszczu. Pozwoliłam, by szczerość jej słów osiadła w moim sercu. Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji co do mojej relacji z Aleksem, ale uświadomiłam sobie, że muszę, w mniejszym lub większym stopniu, podążyć za podpowiedzią staruszki, inaczej do wydania ostatniego tchnienia będę żałowała, że nie podjęłam ryzyka. Niezależnie od tego, czy będzie się ono wiązało z pewnym niebieskookim bokserem, czy nie, musiałam zdobyć się na ten pierwszy, milowy krok.

Już zamierzałam jej podziękować za to, że rozjaśniła mi w głowie, kiedy odwróciła się i odeszła, zostawiając mnie samą. Odprowadziłam ją wzrokiem, aż zniknęła za zakrętem. Zmroziło mnie, nie tylko dlatego, że przemarzłam. Przed moment wydawało mi się, że kobieta była zjawą, fatamorganą. Kilkakrotne mrugnięcie na nowo osadziło mnie w rzeczywistości. Żałowałam, że nie dane mi było powiedzieć staruszce czegoś pokrzepiającego, co dałoby jej choć minimalną pociechę. Pewnie tego nie oczekiwała, ale chciałam się jej zrewanżować przynajmniej w tak banalny sposób.

Obca osoba dała mi coś, czego ja sama nie potrafiłam w sobie wskrzesić – nadzieję.

Byłam jej tak wdzięczna, że moje zdrętwiałe nogi samowolnie oderwały się od ziemi i podążyły jej śladem. Idąc, rozglądałam się na boki w poszukiwaniu staruszki. Ulica była całkiem pusta. Blade światło latarni odbijało się w dużych taflach kałuż powstałych podczas deszczu, który nadal lekko siąpił. Byłam zupełnie sama. Po ciele przeszedł mi dreszcz lęku. Gdzie ona jest? Przeszłam jeszcze kawałek, skanując otoczenie, ale zapadła się w nicość.

Przygniotło mnie zmęczenie i końcu się poddałam. Zawróciłam i poczłapałam w stronę domu. Rozmyślałam o tym, co się wydarzyło, i debatowałam sama ze sobą nad kolejnym posunięciem. Mętlik w głowie, wyczerpanie i wszechobecne zimno niczego mi nie ułatwiały. Bardziej niż na podjęciu jakiejkolwiek decyzji koncentrowałam się na mokrym ubraniu, deszczu i tym, że ledwo widziałam na oczy. Potrzebowałam na moment wyłączyć myślenie i zresetować uczucia, żeby podejść do sprawy z otwartym umysłem.

Byłam blisko celu, kiedy mój wewnętrzny monolog zakłóciły przyjemne dźwięki muzyki. Uniosłam głowę i oddech uwiązł mi w gardle, a po ciele przebiegła fala dreszczy, niemająca nic wspólnego z panującym na zewnątrz chłodem. Kilka metrów przede mną stał Alex. Wpatrywał się w budynek, w którym obecnie mieszkałam. A konkretnie w okno mojej sypialni.

Oczarowana muzyką, sunęłam dalej przed siebie. Gdy zaczęłam rozpoznawać tekst piosenki, przystanęłam. Wsłuchiwałam się w słowa, nie odrywając oczu od mężczyzny, który sprawił, że moje serce ponownie zabiło.

 
Wydostałem się przez szczeliny,
a teraz usiłuję wrócić.
Zanim ten chłodny poranek się skończy,
będę dawał z siebie to, co najlepsze.
I nic mnie nie powstrzyma, z wyjątkiem boskiej interwencji.
Przypuszczam, że znów jest moja kolej na to,
by trochę zyskać lub czegoś się nauczyć.
Ale ja już nie będę się wahać, już nigdy więcej!
To nie może czekać, jestem twój!5
 

Zacisnęłam palce na brzegach rękawów swetra i cofnęłam się pod ścianę, kiedy poczułam uginające się pode mną kolana. Patrzyłam na niego, a serce waliło mi jak oszalałe. Jego półdługie włosy były w kompletnym nieładzie. Przemoczona koszulka ściśle oblepiała ciało, uwydatniając imponujące mięśnie. Nie poruszał się i nie odrywał oczu od okna. Liczył na to, że wyjdę. Czekał na mnie. Z tej odległości mogłam dostrzec, jak zaciska i luzuje pięści. W pozornie pewnej siebie, wojowniczej pozie widziałam smutek i kruchość. Po chwili uniesione ramiona opadły, jakby w akcie rezygnacji. Jego widok sprawiał mi ból, ale i uświadomił coś, co powinnam dostrzec dużo wcześniej. Mimo nawiedzających go demonów i tego, co dźwigał na swoich barkach, potrafił się przełamać. Potrafił uwolnić emocje i zaryzykować.

 

Dla mnie.

Nie wychodziłam z ukrycia nawet wtedy, gdy utwór dobiegł końca. Mimo że udręka rozsadzała mnie od środka, nie umiałam odpuścić. Alex ze złością i poczuciem klęski bijącej z jego postawy ruszył w kierunku samochodu. Płakałam, bo tylko to mi pozostało.

Znajdował się kilka kroków od auta, kiedy obok niego wyrosła młoda, atrakcyjna dziewczyna. Byłam za daleko, żeby usłyszeć, o czym rozmawiali, jednak nic nie mogłam poradzić na to, że odczuwałam gniew wynikający z faktu, że obcuje z inną kobietą. Instynktownie odsunęłam się od ściany, żeby mieć lepszy widok.

Masochistka to moje drugie imię, nie ma co.

Czekałam na rozwój wydarzeń. Alex wsiadł do samochodu, zatrzaskując za sobą drzwi, a dziewczyna pobiegła za nim. Żywo o czymś dyskutowali przez odsuniętą szybę. Przeczuwałam, jak to się skończy. Zabierze ją do siebie, zabawi się i zapomni o tobie – drwił wredny głos w mojej głowie. Miałam ochotę do nich podejść i odciągnąć od niego tę wdzięczącą się lalę. Moje serce rwało się do tego mężczyzny, ale sparaliżowane całą paletą emocji ciało nie pozwalało się poruszyć.

W jednej chwili się dotykali, co było solą na moje poranione serce, a w następnej Alex odepchnął dziewczynę, odpalił silnik i zaczął wycofywać samochód. Zerknął w lusterko wsteczne i wtedy mnie zauważył.

Świat najpierw zatrząsł się w posadach, a potem zatrzymał.

Alex wysiadł z samochodu. Całe powietrze wyparowało z moich płuc, gdy przyszpilił mnie intensywnym wzrokiem. Odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Gdy nasze źrenice zwarły się ze sobą, doznałam olśnienia. To było jak cios obuchem w głowę. Strach, niepewność i wszystkie inne uczucia, które powstrzymywały mnie przed skokiem na głęboką wodę, odeszły w niepamięć, ustępując radości i ekscytacji. Ten piękny, niedostępny, poharatany mężczyzna stanowił kwintesencję tego, czego pragnęłam i potrzebowałam.

Serce tłukło mi się o żebra i mało nie wyrwało się z klatki piersiowej, kiedy ku mnie ruszył. Nogi same poniosły mnie wprost w jego ramiona. Nie miałam już wątpliwości – chciałam z nim być bardziej niż zaczerpnąć kolejny oddech. Musiałam dać nam szansę, nawet gdyby nasz związek miał być chwilowy i ulotny.

Wpadliśmy na siebie, zamykając się nawzajem w mocnych objęciach. Otuliły mnie ciepło, zapach i siła Aleksa. To było najwspanialsze uczucie na świecie. Jego szerokie ramiona dawały poczucie bezpieczeństwa i koiły wszystkie moje lęki. Pragnęłam pozostać w nich na zawsze.

– Przepraszam – zdołałam z siebie wykrztusić.

Choć jego twarda pierś tłumiła mój głos, usłyszał mnie. Poczułam, jak jego ramiona obejmują mnie mocniej. Tulił mnie, niemo zapewniając, że wszystko będzie dobrze, że się ułoży. To mało prawdopodobne, ale chciałam w to wierzyć, choćby przez jedną krótką chwilę. Musiałam zaufać swojemu instynktowi. Oddałam mu właśnie to, co zostało z mojego serca. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie popełniłam błędu i ten skrawek nie zostanie doszczętnie zniszczony.

Alex postawił mnie na ziemi. Ujął moją twarz w dłonie i potarł kciukami kości policzkowe. Jego dotyk był łagodny, a półuśmiech, jakim mnie obdarował, uspokajający. Pod ich wpływem zeszło ze mnie napięcie.

Objęłam jego piękną twarz dłońmi, palcem odgarnęłam opadające mu na czoło włosy. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w taki sposób, by wiedział i czuł, że oddaję mu swoją pokaleczoną duszę i porozrywane serce. Że pokładam wiarę w to, że uda mu się je posklejać. Bezgłośnie zapewniłam go również, że się nim zaopiekuję. Wlałam w ten pocałunek całą siebie i czułam, że on uczynił to samo. Wymieniliśmy się duszami.

Byłam pewna, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by jego serce było u mnie bezpieczne. Ochronię je przed każdym, kto zechce je zranić, nawet kosztem własnego.

Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tchu. Wtuliłam twarz w zagięcie jego szyi i złożyłam tam lekki pocałunek. Pod ustami wyczułam mocny puls, którego rytm odpowiadał mojemu.

Chłonęłam Aleksa całą sobą, gdy oznajmił, że zabiera mnie do swojego mieszkania. Wtedy gardło zacisnęło mi się boleśnie, odcinając dopływ powietrza. Nie byłam głupia, wiedziałam, co się z tym wiązało. Nie mogłam z nim jechać. Nie byłam na to gotowa, nie sądziłam, że kiedykolwiek będę. Jednak wykazałam się głupotą, zapominając albo dla własnej wygody lekceważąc fakt, że prędzej czy później Alex będzie wymagał bliskości fizycznej równoznacznej z nagością.

Staliśmy naprzeciw siebie, ja – sparaliżowana strachem, a Alex przejęty moim stanem. Wpatrywał się w moją twarz tak, jakby szukał w niej odpowiedzi na rysującą się na niej panikę. Próbowałam przywdziać maskę obojętności i przysłonić szalejące we mnie uczucia, ale nie potrafiłam.

– Aniele…

Rozum kazał mi uciekać, ale ciało nie miało tego w planach. Wręcz przeciwnie, moja dłoń zacisnęła się mocniej na jego.

– Mów do mnie, Evo. – Już go dzisiaj widziałam z takim błagalnym wyrazem twarzy i serce krajało mi się na ten widok. – Proszę, nie oddalaj się ode mnie, tylko powiedz, co się dzieje. Przestraszyło cię to, że chcę cię do siebie zabrać?

Otworzyłam usta, żeby mu odpowiedzieć, ale głos ugrzązł mi w gardle.

– Nie planuję cię tam zabrać, żeby się z tobą kochać.

Wzdrygnęłam się, gdy to powiedział. Nie zauważył jednak mojej reakcji i ciągnął dalej:

– To znaczy… jeżeli będziesz chciała, to ja jestem chętny. Zrobię wszystko, co w mojej mocy… Cholera!

Chyba nagle uświadomił sobie sens tego, co mówił, i daję słowo, że się zaczerwienił. Zaśmiałabym się, gdyby nie powaga sytuacji.

Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam na chwilę oczy, odsuwając od siebie każdą walącą w drzwi mojego szczęścia obawę. Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłam jego słowom. Biła od nich szczerość, a zakłopotanie Aleksa utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten nie zrobi nic wbrew mojej woli.

– Dobrze – zgodziłam się, zanim straciłabym odwagę. – Jedźmy do ciebie.

– Nie musimy…

– Chcę – przerwałam mu i uśmiechnęłam się nieśmiało dla dodania nam obojgu pewności siebie. – Jedźmy.

Jego duże dłonie ponownie objęły moją twarz. Pogładził kciukami policzki, jednocześnie czegoś na niej szukając.

– Jesteś pewna? – drążył.

Pokiwałam głową, ciągle się uśmiechając. Płomień lęku jeszcze nie całkiem wygasł, nadal się we mnie tlił. Nie zamierzałam go podsycać własnymi obawami, żeby wybuchł ze zdwojoną siłą.

– Nie będziemy nic robić. Przysięgam – obiecywał gorączkowo. – Chciałbym jedynie spędzić z tobą trochę czasu. Nie jestem gotowy, by się rozstać. – Zawstydzony, spuścił na sekundę wzrok. – Nie po tym, gdy dopiero co cię zdobyłem. Będziemy rozmawiać, będziemy milczeć. Co tylko zechcesz. Zrobię wszystko, czego sobie zażyczysz, więc…

– Jestem pewna, Aleksie – znowu weszłam mu w zdanie, choć był uroczy, gdy tak paplał.

Stanęłam na palcach i musnęłam jego usta swoimi. Obmyła mnie dziwna ulga. Za nią spłynął spokój i poczucie bezpieczeństwa. Wszystko to, czego od dawna brakowało w moim życiu.

Zetknęliśmy się czołami i uśmiechnęliśmy promiennie.

– Chodźmy, aniołku. – Cmoknął mnie w czoło, zanim objął mocno ramieniem w talii i poprowadził do samochodu.

Otworzył drzwi i pomógł mi wejść do tego wielkiego monstrum, które bardziej przypominało czołg niż samochód. Kiedy usadowiłam się wygodnie na siedzeniu pasażera i Alex zapiął mi pasy, pochylił się i ledwie musnął wargami mój policzek.

Oparłam głowę o zagłówek, napawając się wypełniającymi każdy zakamarek mojego ciała uczuciami. Tym razem były to same pozytywne doznania.

Alex wśliznął się za kierownicę. Oboje byliśmy mokrzy i przemarznięci, więc ustawił ogrzewanie i ruszyliśmy. Gdy wyjechaliśmy na prostą drogę, włączył radio i chwycił mnie za dłoń, splatając nasze palce razem. Pozwoliłam mu na to, delektując się błogością, która szczelnie nas otuliła. Efekt wzmacniał dobiegający z głośników czysty, subtelny i poruszający głos mężczyzny. Po pierwszej zwrotce, jakby w tle, dołączyła do niego kobieta.

– Możesz to włączyć jeszcze raz? – zapytałam, kiedy piosenka się skończyła.

Uśmiechnął się, po czym ręką, którą prowadził, wcisnął odpowiedni guzik. Wolał narazić nas na niebezpieczeństwo niż puścić moją dłoń. Zrugałabym go, gdybym nie czuła tak samo.

– Podoba ci się?

– Bardzo – odpowiedziałam. – Co to za kawałek?

– Mongrels Michaela Malarkeya.

– Och, znam go! – wypaliłam. – Grał w Pamiętnikach wampirów. Zaprzyjaźnił się z Damonem. Gdy pojawiali się razem na ekranie, nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Obaj to ciasteczka do schrupania… – Mój głos zmienił barwę na rozmarzoną. – Do tej pory wzdychałam głównie do Iana Somerhaldera, a Jessie do Michaela, ale Michael ma taki głos, że chyba zmienię front…

– Aniołku… – Alex przerwał mój słowotok. – Jesteś urocza, gdy tak paplasz, ale kim, do cholery, jest ten cały Somerhalder i gdzie go znajdę, żeby skopać mu tyłek?

Spłonęłam rumieńcem po same cebulki włosów, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo się wygłupiłam. Jak mogłam coś takiego powiedzieć? Nie dość że przyznałam się, że jestem fanką serialu dla nastolatek, który opowiada o wampirach, to jeszcze zbłaźniłam się, wyznając, że skrycie podkochuję się w aktorze, a nawet w dwóch! Co za wstyd. Marzyłam, by wessała mnie czarna dziura.

Dostrzegłszy moje zakłopotanie, Alex eksplodował gromkim śmiechem. Ten dźwięk był zaraźliwy, więc zaraz zaczęłam mu wtórować. Nasza radość aż pulsowała wewnątrz samochodu, zespalając się z tańczącymi między nami iskrami. Szczęście – to proste słowo idealnie opisywało wszystko, co zaczęło we mnie kiełkować, dając nadzieję, że kiedyś wyrośnie z tego wiecznie piękny kwiat.

– Jesteś niesamowita, Evo – stwierdził Alex, kiedy przeszedł nam atak wesołości. Podniósł moją dłoń i poczułam na skórze ciepło jego ust.

Nie odpowiedziałam. Miałam odmienne zdanie, lecz nie chciałam burzyć atmosfery, która objęła nas ciepłymi ramionami. Przymknęłam powieki i w całości oddałam się temu błogostanowi.


Nie byłam w stanie ocenić, jak długo jechaliśmy. Z Aleksem czas płynął zupełnie inaczej. Przyłapałam się na tym, że bezwstydnie mu się przyglądałam. Prześledziłam jego profil, wyraźne rysy twarzy, kontur nosa z małym garbkiem, którego zapewne dorobił się w trakcie jednej z walk, obrys miękkich ust, dołeczek w prawym policzku, a nawet rzęsy, które rzucały cień na jego przystojne oblicze. Mogłabym tak patrzeć na niego bez końca.

– Zaraz będziemy na miejscu – poinformował, rzucając w moją stronę szybkie spojrzenie.

– Jeśli o mnie chodzi, moglibyśmy tak jeździć przez całą noc. – Westchnęłam z rozmarzeniem.

Zaśmiał się w sposób, który sprawiał, że moje serce przyśpieszało. Uwielbiałam, gdy się śmiał. Wtedy wszystkie jego demony odchodziły w niepamięć, zabierając ze sobą moje. To był najpiękniejszy dźwięk świata.

Zjechał z głównej ulicy i poprowadził auto do wysokiego budynku, który zdecydowanie wyróżniał się na tle otoczenia.

– Następnym razem. Już jesteśmy na miejscu. – W jego głosie słychać było radość zabarwioną ekscytacją, co udzieliło się również mnie.

Zaparkowaliśmy przed imponującym nowoczesnym apartamentowcem, całym ze szkła i stali, jedynie gdzieniegdzie przebijały kamienne elementy. Stanowił zupełne przeciwieństwo podmiejskiego domku, do którego Alex zabrał mnie podczas naszej pierwszej randki. Majestatyczność budynku sprawiła, że poczułam się nie na miejscu. Takie rzeczy widywałam jedynie w filmach, ewentualnie o nich czytałam. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek przestąpię próg takiego monstrum, a co dopiero spędzę w takowym czas.

 

Kiedy po wyjściu z samochodu stanęłam na chodniku, musiałam zadrzeć głowę, żeby objąć konstrukcję wzrokiem, ale nawet wtedy nie udało mi się dostrzec jej dachu. Sapnęłam z wrażenia, jakie na mnie wywarł.

– Podoba ci się ?

Alex oplótł rękoma moją talię. Oparł brodę na moim ramieniu i mruknął z zadowoleniem. Jego ciepły oddech pieścił moją szyję, powodując, że po kręgosłupie rozeszły mi się dreszcze. Wtuliłam się w niego, jakbyśmy robili to już milion razy.

– Jest… niebywały. – Nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć. – Nigdy nie widziałam czegoś równie imponującego.

– Mam nadzieję, że wnętrze również przypadnie ci do gustu. – Cmoknął mnie w policzek, splótł nasze palce razem i pociągnął mnie do środka.

Gdy przekroczyłam próg apartamentowca, poczułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Wystrój zapierał dech w piersi. Wszystko było wspaniałe i wystawne, przepych kipiał z każdego kąta. Dominujący kolor kości słoniowej przełamano grafitowymi dodatkami w postaci znajdującej się po przeciwległej stronie recepcji kanapy i dwóch foteli, a także przylegających do muśniętych złotą farbą kolumn stolików. Marmurowa podłoga była tak nieskazitelnie czysta, że można było zobaczyć w niej swoje odbicie, a na ścianach wisiały obrazy przedstawiające najważniejsze miejsca Nowego Orleanu, począwszy od Jackson Square po zabytkowe pomniki i posągi. Białe róże zdobiły kilka stolików, rozsianych po foyer. Ich doskonałość i wielkość krzyczały bogactwem. One same pewnie były więcej warte niż wszystko, co obecnie posiadałam. Jednak to wszystko bladło w porównaniu z mężczyzną, który mnie tutaj przyprowadził.

– Podobają ci się? – zapytał Alex, który musiał zauważyć moje zainteresowanie kwiatami.

– Są przepiękne.

Kiedy szliśmy w stronę wind, Alex wyjął z bukietu jedną z róż. Rozejrzałam się wokoło, żeby sprawdzić, czy nikt tego nie widział. Nie sądziłam, by było to dozwolone, i czekałam tylko, aż ktoś nas zruga. Nic takiego się nie stało. Prócz paru osób, które posłały nam ukradkowe spojrzenia, nikt nie zareagował.

– Proszę.

Alex podał mi kwiat. Przyjęłam go z lekkim skrępowaniem i przystawiłam do nosa, żeby powąchać. Róża wydzielała wspaniały zapach, wolałam jednak moje konwalie.

– Chodźmy, aniele. – Popchnął mnie lekko ku windzie. – Nie chcę ryzykować, że się rozmyślisz i zostawisz mnie samego.

– Nie zrobię tego – zapewniłam.

Z każdym krokiem serce waliło mi coraz bardziej, a dłonie stały się mokre od potu. Wytarłam je dyskretnie o sukienkę. Zaniemówiłam, gdy weszliśmy do windy. Przeraził mnie widok kobiety, którą ujrzałam w znajdującym się wewnątrz lustrze.

– Matko! Alex, dlaczego nie powiedziałeś, że wyglądam jak wysłużony mop! – Zamknęłam oczy, nie mogąc patrzeć na katastrofę, w jaką się przeobraziłam.

Boże, przecież ci wszyscy ludzie pomyśleli, że przyprowadził ze sobą bezdomną, dlatego tak się nam przyglądali – jęknęłam w duchu.

Wciąż mokre włosy wyglądały, jakby zagnieździł się w nich ptak albo całe ich stado. Pod oczami miałam czarne smugi, przez które bardziej przypominałam pandę niż człowieka. Nie wspominając o tym, że kompletnie przemoczona sukienka przywierała do mojego ciała jak druga skóra, a kardigan pod wpływem wody wydłużył się i wisiał na mnie jak płachta na słupie. Wyglądałam koszmarnie i już mnie nie dziwiło, że wszyscy się na nas gapili. Pewnie główkowali, spod którego mostu Alex mnie zgarnął.

– Aniele. – Przyciągnął mnie do siebie, kończąc męki oglądania własnego odbicia. – Jesteś piękna – szepnął. – Cholernie piękna – dodał.

Nim zdołałam odpowiedzieć, jego usta zawisły nad moimi. Wszelkie myśli wyparowały mi z głowy.

– Cudowna.

Całe moje ciało się napięło, sutki stwardniały i naparły na materiał ubrania. Przylgnęłam do niego, gdy nasze usta się spotkały, rozpoczynając zmysłową grę. Podniecenie narastało we mnie z każdą sekundą. U Aleksa też, co czułam na brzuchu. Nasze języki splatały się ze sobą, wargi boleśnie pulsowały, ale to był dobry rodzaj bólu. Pragnęłam go, rozkoszowałam się nim. Zapomniałam, gdzie jestem, jak wyglądam i co znajduje się pod cienką warstwą sukienki. Szaleństwo, pragnienie bliskości i zapomnienia przybrało takie rozmiary, że nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jego dłonie wędrują po moim ciele, dopóki nie poczułam ich na nagiej skórze uda.

Alex zamarł, a jego mięśnie się napięły, kiedy wyczuł jedną z okropnych blizn znaczących moje ciało. Właśnie tego bałam się najbardziej. Odsunęłam się gwałtownie. Nie uniosłam głowy. Zagubiona w bezsilności, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Błagam, nie pytaj – prosiłam go w myślach.

Drzwi windy otworzyły się, ale sparaliżowane wstydem nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Poczułam oplatające mnie w pasie i wsuwające się pod kolana ręce. Poddałam się im. Alex wyniósł mnie, a ja nie protestowałam. W innych okolicznościach moją pierwszą reakcją byłaby ucieczka. Teraz przemawiało przeze mnie wyczerpanie, fizyczne oraz emocjonalne, i nawet jeślibym chciała, nie dałabym rady czmychnąć.

Kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami, Alex nie wniósł mnie do środka, tylko postawił przed progiem. Wyciągnął z kieszeni kartę i otworzył je na oścież. Wynikające z tego zaskoczenie przyćmiło tłoczony przez moje żyły koktajl wstydu, zażenowania i lęku. Po chwili zrozumiałam, jaki był jego cel. Czekał. Dawał mi wybór.

Huragan obaw powrócił, ale nie poddałam się jego sile. Zacisnęłam pięści i zrobiłam krok do przodu. Już było za późno, nie mogłam się wycofać. Znalazłam się sam na sam w mieszkaniu z mężczyzną. Udzieliłam Aleksowi kredytu zaufania i głęboko wierzyłam, że mnie nie zawiedzie.

Czułam obok siebie jego obecność. Stał na tyle blisko, że pochłaniałam promieniujące od jego ciała ciepło. Położył mi rękę na plecach i popchnął w głąb penthouse’u, zamknąwszy za nami drzwi.

– Napijesz się czegoś? – zaproponował, gdy przeszliśmy do przestronnego salonu.

– Poproszę wodę – odparłam, wodząc wzrokiem po rozległej przestrzeni, byle tylko nie patrzeć na niego. – Ewentualnie coś ciepłego.

– Wszystko, czego sobie życzysz. – Potarł moje ramiona w geście otuchy. – Najpierw jednak zaprowadzę cię do łazienki. Musisz zrzucić z siebie te przemoczone ciuchy, bo się rozchorujesz. Dam ci coś suchego, żebyś się przebrała.

– Dobrze – wyszeptałam posłusznie.

Wchodziłam w rolę ofiary, ale nic nie mogłam na to poradzić.

Przeszliśmy przez ogromny salon, mijając kuchnię i trzy inne pomieszczenia, prawdopodobnie pokoje. Odpuściłam zapoznanie się z wystrojem, ponieważ nie miałam na to siły. Na końcu korytarza mieściły się masywne drewniane drzwi. Alex pchnął je mocno i moim oczom ukazało się największe na świecie, kute z żelaza łóżko. Na nim leżała puchata pościel w kolorze głębokiej czerni. Wyglądało na bardzo wygodne i zdecydowanie mogłoby pomieścić kilka osób.

– Łazienka jest po prawej stronie – poinstruował mnie Alex, kiedy weszliśmy głębiej. – Ręczniki i kosmetyki znajdziesz w środku, a zapasową szczoteczkę w szafce pod umywalką. – Obdarzył mnie pełnym zachęty uśmiechem.

– W porządku, dziękuję. – Starałam się brzmieć lekko i zwyczajnie, ale niewątpliwie w moim głosie słychać było drżenie.

Alex odwrócił się i ruszył do wyjścia. Zanim wyszedł z pokoju, powiedział:

– Evo, nie zapytam… – zaciął się. – Nie zrobię tego. Poczekam, aż sama zechcesz podzielić się ze mną tym, co ci się przydarzyło – dokończył, po czym usłyszałam kliknięcie klamki.

Łzy zakłuły mnie pod powiekami. Byłam przerażona, zmęczona, zażenowana, ale przede wszystkim wdzięczna Aleksowi, że nie drążył. Na pewno zżerała go ciekawość, lecz nie zmusił mnie do podzielenia się z nim moim piętnem. Pozostawił decyzję mnie, a to znaczyło więcej niż wszystko, co zrobił dla mnie do tej pory.

Przygnieciona bagażem własnych doświadczeń i całym minionym dniem, powlekłam się do łazienki, która okazała się niewiele mniejsza od całego mieszkania Jess. Myśl o kuzynce uzmysłowiła mi, że powinnam do niej zadzwonić i poinformować, że nie wrócę do domu na noc.

Stałam pośrodku śnieżnobiałego pomieszczenia wyłożonego dużymi kafelkami. Jedynym kolorystycznym akcentem była wysoka wanna stojąca pod oknem z oszronionego szkła – czarna, gdzieniegdzie przetykana błyszczącymi drobinkami. Podeszłam do niej, przejechałam opuszkami po zimnej krawędzi, podziwiając kształt i wielkość. Po jej prawej stronie znajdowały się przymocowane do marmurowej płyty dwa zlewy, a pod nimi zauważyłam trzy rzędy szuflad. Nad nimi natomiast wisiało ogromne lustro, w które bałam się spojrzeć. Odwróciłam się do niego tyłem i zaczęłam powoli rozbierać.

5Jason Mraz, I’m Yours.
Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?