Hatszepsut

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hatszepsut
Hatszepsut
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Hatszepsut
Hatszepsut
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Teby, pałac rodziny królewskiej, komnata Ahmes

Prawie pół roku po ślubie Hatszepsut i Totmesa II

– Oto wieczny ogień – powiedziała Amunet, wchodząc do komnaty królowej Ahmes jako ostatnia z kobiet zaproszonych na spotkanie. Poprzedzały ją hemet, jak często nazywano kapłanki Hathor. Śpiewały pieśń chwalącą boginię. Ich ciała były zakryte sięgającymi kostek długimi sukniami z nieprzezroczystego materiału o szerokich rękawach. Szyję każdej z nich zdobiła szeroka kolorowa kolia z malachitów i turkusów – kamieni bogini. Każda niosła w ręce oliwną lampę z płonącym ogniem. Ustawiły się w kręgu. Na dany przez Amunet znak postawiły lampy przed sobą i wykonały potrójny gest oddania czci swojej patronce, dotykając palcami czoła, ust i okolicy serca. Następnie skłoniły się i opuściły komnatę. Został po nich magiczny krąg utworzony z ognia lamp.

– Jesteśmy w kręgu mocy – oznajmiła Amunet. – Nic, o czym tu powiemy, nie może wyjść na zewnątrz. Gdyby tak się stało, na osobę, która złamie tę świętą zasadę, spadnie gniew Hathor.

– I niech tak się stanie – poparła ją królowa Ahmes.

W komnacie poza nią, Hatszepsut i arcykapłanką była jeszcze niania Sitre oraz Seniseneb, małżonka Puiemrego i ulubienica Ahmes, na spotkanie zaproszona przede wszystkim jako doświadczona adoratorka Amona. Kobiety spotkały się, by ustalić, jakie podjąć działania, by zachęcić młodego króla do podjęcia wysiłków, które zaowocują przedłużeniem rodu. Sprawa była poważna, bo od czasu zaślubin minęło już kilka miesięcy, a ciało faraona wciąż odmawiało koniecznej współpracy.

Amunet już ponad dziesięć lat była arcykapłanką bogini Hathor w świątyni w Tebach. Przyszła na świat jako jedyna córka Wielkiej Kapłanki z Junet13. Wychowywała się w otoczeniu kobiet. To one nauczyły ją wszystkiego. Zanim bogini obdarzyła ją radością miesięcznej krwi, doskonale opanowała sztukę czytania i pisania po egipsku i grecku, świetnie liczyła, potrafiła wymienić gwiazdozbiory, znała podstawy leczenia i magii. Opanowała sztukę świątynnego tańca i śpiewu, recytowała oficjalne modlitwy i zaklęcia, potrafiła – jeśli się skupiła – czytać w myślach i przesyłać je na odległość. Umiała stawać się niewidzialna i poznała prawie wszystkie praktykowane przez kapłanki style walki.

Przez kolejne lata zdobywała doświadczenia i uczyła się, by dojść do mistrzostwa. Gdy skończyła trzydzieści lat, została arcykapłanką świątyni Hathor w Tebach. Od tego czasu służyła radą królowej Ahmes. Była jej doradczynią w kwestiach zdrowia, urody, wszystkiego, co wiązało się z dziećmi – z powoływaniem ich do życia i przychodzeniem na świat – a także w załatwianiu trudnych spraw, które wymagały sprytu, inteligencji i nadzwyczajnych umiejętności, a przy tym wyjątkowej dyskrecji. Kapłanki Hathor słynęły z niekonwencjonalnych sposobów osiągania celów i wykorzystywania do tego wszelkich dostępnych im środków, możliwości, narzędzi, umiejętności i darów. Były jak Hathor: w działaniu czerpały z całego arsenału kobiecości, w jaki wyposażyła je bogini. I były nadzwyczaj skuteczne. Przed ich umiejętnościami skłaniali głowy nawet kapłani Amona, najpotężniejszego z egipskich bogów.

– Amunet, pomóż – rozpoczęła królowa, wiedząc, że i arcykapłanka, i pozostałe kobiety znają powód ich spotkania i nie trzeba wyjaśniać im, o co chodzi.

– Królowo, jak zawsze jestem do twojej dyspozycji. – Arcykapłanka odgarnęła do tyłu okrywające jej ramiona długie ciemne włosy.

Od kilku pokoleń kapłanki Hathor nie goliły głów, starannie jednak depilowały ciała, tyle że pomijły częściowo także wzgórek prapoczątku, którego owłosienie formowały w różne kształty. Dbały o ciała, były one przecież darem bogini i narzędziem, dzięki któremu mogły wypełniać jej wolę. Stosowały codzienną gimnastykę, preferowały dietę, w której przeważały warzywa, piły dużo wody, ale starały się, by pochodziła wyłącznie z ich świętego dostępnego tylko im źródła przy świątyni. Rzadko chorowały. A jeśli to się zdarzało, potrafiły wyleczyć się ziołami, wywarami z określonych części zwierząt bądź też innymi sproszkowanymi produktami pochodzącymi z natury. Wiedziały, że to, co może w małej ilości wyleczyć, w większej może zabić, hołdowały również starej mądrości, że jeśli bogowie stworzyli jakąś truciznę, to pamiętali też o antidotum na nią.

– Potrzebujemy czegoś, co pobudzi króla do działań – powiedziała Sitre, która nieraz uczestniczyła w podobnych spotkaniach u królowej i wiedziała, że w kręgu każda kobieta ma takie samo prawo głosu i może odzywać się bez przyzwolenia królowej.

– Używałyśmy wszystkich znanych nam mikstur – dodała Seniseneb. – Nic nie skutkuje. Na króla nie działają ani zaklęcia, ani nektary, ani tancerki, ani specjalne stroje, ani żadna z technik pobudzania męskości…

– Kilka razy było już tak, że myślałyśmy, że się uda – uzupełniła Sitre. – Członek faraona zaczynał reagować, ale zanim zdołał cokolwiek zrobić, uchodziły z niego wszystkie siły.

Amunet przysłuchiwała się ich słowom w milczeniu. Znała sytuację, jednak chciała usłyszeć ich opinie. Była doświadczona, wiedziała, że w każdej sprawie dobrze jest znać stanowisko jak największej liczby osób zaangażowanych w nią emocjonalnie.

– Co mówi jego matka? – zapytała.

– Ciągle płacze. – Seniseneb była łączniczką między Ahmes a Mutnofret, dlatego uznała, że powinna przedstawić szczegółowo swój pogląd. – Uważam, że w tym, co się dzieje, najwięcej winy jest po stronie matki króla. Rozpieściła go i nauczyła rozczulać się nad sobą. Spowodowała, że chłopiec boi się stać mężczyzną. Mutnofret dogląda go we wszystkim i przypuszczam, że gdyby tylko Hatszepsut się zgodziła, weszłaby do ich łoża, żeby pomóc synowi w spełnieniu małżeńskiego obowiązku. Na swoje szczęście jednak nie odważyła się tego zaproponować.

Kobiety się roześmiały. Słowa Seniseneb spowodowały, że zelżała atmosfera, dość napięta z powodu omawianego tematu.

– Uważam, że król jest zbyt młody, żeby udźwignąć ciążące na nim obowiązki – uzupełniła niania Sitre, wciąż śmiejąc się jeszcze ze słów Seniseneb. – To młody chłopiec, do tego taki chorowity, biedaczek! Przecież do zaślubin matka sypiała razem z nim w łóżku, żeby jak mi mówiła, odpędzać od niego demony, które mogłyby odwiedzać go nocą.

– Zjawił się jakiś? – zainteresowała się Ahmes, kpiąc z nadopiekuńczości Mutnofret.

– Też ją o to zapytałam – pochwaliła się niania. – Twierdzi, że nie, ale nie dałabym głowy, czy faktycznie tak było. Bo według mnie on sprawia wrażenie po prostu przestraszonego. A przy tym jest taki chorowity, biedaczek… – powtórzyła ze współczuciem swoje wcześniejsze słowa, bo wydawało jej się, że niewystarczająco podkreśliła ten aspekt sprawy.

– Dziwicie się, że jest przestraszony? – odezwała się milcząca do tej pory Hatszepsut.

Spojrzały na nią z zainteresowaniem. Dotąd milczała, nie liczyły więc, że zechce się odezwać. Rozumiały, że właśnie dla niej sytuacja jest najbardziej krępująca. Co prawda doskonale wiedziały, że zrobiła dosłownie wszystko, co w jej mocy, by wypełnić rolę małżonki, mimo to nie udało jej się osiągnąć upragnionego celu. Obawiały się, że Hatszepsut, ze względu na brak doświadczenia w obcowaniu z mężczyznami, może obwiniać siebie za nieudolność swojego małżonka. A do tego nie chciały dopuścić. Wiedziały, jak ważne są dla każdej kobiety pierwsze doświadczenia seksualne i jak mocno mogą one zaważyć na jej poczuciu wartości w dalszym życiu.

Jednak to, co usłyszały, natychmiast rozwiało ich niepokój. Hatszepsut była jeszcze silniejsza, niż myślały dotychczas. Z zadowoleniem zrozumiały, że nie przyszło jej nawet do głowy, by za słabość faraona obwiniać siebie.

– Sprawia wrażenie przestraszonego, bo po prostu się boi. I nie potrafi przełamać lęku, który jest silniejszy od jego woli, rozumiecie? – zapytała, nie oczekując odpowiedzi. – Chciałby zrobić, co do niego należy, ale nie potrafi. Spróbujmy go zrozumieć: z jednej strony zaborcza matka, z drugiej wieczne, niemal od zawsze towarzyszące mu choroby, z trzeciej tłum kobiet przyglądający się jego niemocy, a z czwartej presja, że na jego tak przecież wątłych barkach… choć może w tym wypadku raczej trzeba by powiedzieć: na jego wątłym członku… spoczywają dalsze losy dynastii i Egiptu!

W komnacie zaległa cisza. Przerwała ją królowa:

– Boska Małżonka Amona ma rację.

Kobiety zgodnie pokiwały głowami. Jedynie Amunet, napięta niczym struna w cytrze, nie wykonując żadnych gestów, uważnie słuchała. Podobały jej się słowa Hatszepsut. Świadczyły nie tylko o inteligencji, znajomości ludzkiego ducha i spostrzegawczości, ale także – co dobrze wróżyło na przyszłość – o jej wrażliwości. Arcykapłanka nieraz słyszała, że młoda królowa jest chłodna, a nawet zimna, wyrachowana, że nie obchodzą jej ludzkie uczucia i nie dotyczą kobiece emocje. Tymczasem tą jedną wypowiedzią potwierdziła to, co Amunet zawsze o niej myślała: że nie tylko jest mądra i stworzona do rządzenia, ale ma także nadzwyczaj giętki umysł i niezwykłą kobiecą wrażliwość, którą na co dzień doskonale ukrywa przed światem. I słusznie, pomyślała, zostawiając jednak tę uwagę wyłącznie dla siebie. Kobieca wrażliwość nie pomaga w sprawowaniu rządów.

– Co powinnyśmy robić w tej sytuacji? – Ahmes skierowała to pytanie bezpośrednio do arcykapłanki, uważając, że Amunet ma nie tylko wyrobiony już pogląd na sprawę, ale zaproponuje działania, które pozwolą wyjść z trudnej sytuacji.

Miała rację.

– Dziękuję wam wszystkim, że zechciałyście podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami i opiniami – rozpoczęła Amunet. – Jak wiecie, my, hemet, staramy się zawsze wnikliwie zbadać problem, którego rozwiązania zamierzamy się podjąć. Tak jest oczywiście i tym razem. Zasięgnęłyśmy języka w wielu miejscach. Od jakiegoś czasu, używając własnych ścieżek i możliwości, obserwowałyśmy, co się dzieje na dworze i w sypialni faraona. Wydaje nam się, że odgadujemy, na czym polega problem. Uważamy, że jesteśmy w stanie pomóc w jego rozwiązaniu.

 

– Zawsze wiedziałam, że na ciebie można liczyć, arcykapłanko – ucieszyła się Ahmes. – Zechcesz zaznajomić nas z waszym planem?

– Oczywiście, pani. – Amunet podniosła się ze swojego krzesła. – Zanim przedstawię plan, który wszystkie zaakceptujemy, pragnę dla formalności przypomnieć jeszcze raz, że słowa wypowiedziane w kręgu ognia nie mogą wyjść na zewnątrz. Obowiązuje nas pełna tajemnica. Jeśli któraś z nas sprzeniewierzy się tej zasadzie, spotka ją surowa kara. Pamiętajmy o tym, proszę.

– Niech tak się stanie – podsumowała Ahmes, jak zawsze w ważnych momentach używając starej magicznej formuły.

Wszystkie obecne skinęły głowami. Wówczas Amunet, wciąż stojąc, wygłosiła słowa bliskie każdej hemet, słowa, które zawsze rozpoczynały bądź kończyły wykonanie ważnego zadania:

– Oto wieczny ogień. Płonie i nigdy nie zgaśnie. Ogarnia i obejmuje wszystko. Jest we mnie i w waszych sercach. Rozpala zmysły, daje siłę, zagrzewa do czynów. Jest w każdej i w każdym, kto kroczy po świecie, jest w ziemi, niebie, słońcu i wietrze. I we wszystkim stworzeniu, bo pochodzi ze Źródła. Ogarnia i obejmuje wszystko. Trwa przez wieczność i jest wiecznością. Daję go wam, kiedy idziecie w świat, oddajecie mi go, kiedy do mnie wracacie. Nieście go jak te, które robiły to przed wami, i jak te, które przyjdą po was. Niech płomień w waszych rękach będzie równy i mocny.

Gdy skończyła, zdradziła im, co zrobią.

Teby, pałac rodziny królewskiej, pokój kąpielowy faraona

Dziesięć dni później

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy służące przygotowywały faraonowi wieczorną kąpiel.

Totmes II leżał na szerokim łożu w komnacie, którą odziedziczył po ojcu. Obudził się po popołudniowej drzemce. Czuł się całkiem dobrze. Kilka dni wcześniej ustąpiła gorączka, minęły nawet dokuczliwe bóle, które odczuwał w żołądku. Patrzył w sufit. Rozejrzał się. Zauważył ze zdziwieniem, że w komnacie nie ma jego matki. Zaskoczyło go to tym bardziej, że nie widział także nikogo innego. W sypialni był sam. Nie pamiętał, kiedy ostatnio taka sytuacja miała miejsce.

Usiadł i wychylił głowę, żeby przez szeroko otwarte drzwi zajrzeć do sąsiadującego z jego sypialnią ogromnego pokoju kąpielowego. Na samym środku, jeszcze w czasach jego królewskiego poprzednika, zbudowano tam okrągły basen, który młody faraon szczególnie sobie upodobał. Korzystał z niego tak często, jak tylko mógł. A że nie miał zbyt wielu zajęć, bo w rządzeniu wyręczała go królowa regentka Ahmes, doskonale sprawdzająca się w tej roli, brał kąpiel co najmniej trzykrotnie w ciągu dnia. Na powierzchni wody unosiły się płatki świeżych kwiatów, a wokół basenu w dużych donicach stały drzewka, na których wisiały dojrzałe owoce. Do dyspozycji króla każdego dnia były niezwykłej urody służące, gotowe w każdej chwili po kąpieli otulić swego pana ręcznikiem, wykonać mu masaż lub naoliwić ciało.

Tego wieczoru w pokoju kąpielowym była tylko jedna służąca. Siedziała przy basenie i jedną ręką zanurzoną w wodzie robiła fale, przyglądając się, jak płatki kwiatków kołyszą się na nich.

Totmes wstał z łoża i nałożył opaskę biodrową. Dziewczyna nie zauważyła, że się obudził.

– Gdzie są wszyscy? – zapytał, podchodząc do niej cicho.

Drgnęła przestraszona. A gdy zobaczyła, kto za nią stoi, zerwała się spłoszona jeszcze bardziej, po czym równie szybko rzuciła mu się do stóp.

– Wybacz, panie! – zawołała, bijąc czołem o posadzkę.

– Wstań! – rozkazał zdziwiony, nie rozumiejąc powodu jej zachowania.

– Wybacz moją śmiałość, panie. Rozkazano mi czuwać przy twoim łożu, aż się obudzisz, a ja, niegodna, zaniedbałam ten obowiązek.

– Nic się nie stało – uspokoił ją. – Gdzie są wszyscy?

– Po… po…. poszli – wydukała przestraszona.

– Dokąd poszli?

Nie odpowiedziała. Usłyszał jedynie, jak ciężko oddycha. Po chwili zaczęła płakać.

– Wstań – rozkazał. – I powiedz, co się stało.

Ona jednak nie wstawała. Leżała skulona u jego stóp. Totmes przyjrzał się jej, po czym ukląkł i pogłaskał ją po plecach.

– Powiesz, co się dzieje?

Kiedy wreszcie podniosła głowę, zobaczył jej zranione czoło. Tak mocno uderzała głową w posadzkę, że na jej skórze pojawił się drobny krwawy ślad. Była pierwszą osobą w jego życiu, której mógł pomóc. I zrobił to z ochotą. Zanurzył dłoń w basenie i obmył jej czoło wodą. Patrzyły na niego piękne zapłakane i wciąż jeszcze przestraszone wielkie oczy. Oboje klęczeli.

– Jak masz na imię?

– Jestem Iset.

– Chyba wcześniej cię tu nie widziałem?

– Panie, to mój pierwszy dzień tutaj…

– Jestem Totmes – powiedział, chcąc ją rozbawić. – Faraon.

Uśmiechnęła się. Była w jego wieku. Jej drobne ciało wciąż jeszcze drżało, z oczu płynęły łzy, ale już się nie bała. Długie rozpuszczone włosy opadały jej na malutkie piersi zasłonięte jedynie wąską przepaską. Oprócz niej, jak wszystkie służące na dworze, nosiła tylko wąską spódniczkę z białego płótna. Była bosa.

Totmes, patrząc na nią, poczuł w sobie siłę. Klęczała obok niego, była młodziutka i jeszcze chwilę wcześniej przerażona. Płakała, a jemu udało się ją rozbawić. Spodobało mu się to. Odważnie wyciągnął rękę w stronę jej twarzy i założył jej włosy za ucho.

– Nie płacz już, dobrze?

– Jeśli tak rozkażesz, panie…

– Mówiłem ci, że jestem faraonem, prawda? – zażartował ponownie, obserwując, czy znów się uśmiechnie. A gdy to zrobiła, dodał: – Wiesz, że musisz wykonać każdy mój rozkaz, tak?

– Oczywiście, panie, jestem do twoich usług.

Znów chciała mu złożyć czołobitny pokłon, lecz udało mu się chwycić ją za ramiona i powstrzymać.

– Wstań – poprosił, podnosząc się.

Stała przed nim śliczna drobniutka dziewczyna. Miała jasną skórę, białe zęby i subtelną twarz. Totmes zrobił krok do tyłu i pokręcił z niedowierzaniem głową.

Takie piękności chodzą po świecie, a ja o tym nie wiem? pomyślał, ale nie śmiał powiedzieć tego głośno. W zamian rzekł:

– Miałaś mi powiedzieć, gdzie są wszyscy.

– Gdy tylko zasnąłeś panie, pobiegli do komnat królowej Ahmes, u której coś się wydarzyło. Mnie zostawili, bo i tak nie byłoby ze mnie tam pożytku – powiedziała szczerze.

– Nie byłoby z ciebie pożytku, dlatego zostawili cię ze mną?

– Na to wygląda, panie. – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Zaraz tu wrócą – dodała, odsuwając się od niego. – Nie ma ich tylko chwilę, nikt nie sądził, że obudzisz się tak szybko.

– No dobrze, Iset. Wiem, że jest tak, jak mówisz – przybrał władczy ton. – Wybaczam ci, że zamiast czuwać przy moim łożu, zajmowałaś się robieniem fal w basenie. Jednak daj mi słowo, że już nigdy więcej nie będziesz uderzać głową w podłogę. Szkoda takiego czoła.

Uśmiechnęła się wdzięczna, że faraon zapamiętał jej imię.

– Obiecuję, panie.

– I nie uciekaj przede mną. – Wyciągnął do niej rękę.

Zawahała się. Dopiero po chwili zrobiła krok w jego stronę. Podniósł palcem jej podbródek i uważnie przyjrzał się jej twarzy.

– Obiecasz mi coś jeszcze? – zapytał.

– Panie, jesteś faraonem. Wszyscy jesteśmy winni ci posłuszeństwo.

– Obiecaj mi, że zawsze będziesz ze mną szczera i będziesz mówić mi prawdę.

W oczach ponownie pojawiły się jej łzy, dolna warga zadrżała. To także mu się w niej spodobało.

– Obiecuję, panie – powiedziała cicho. – Jeśli tylko będzie jeszcze ku temu okazja – dodała.

– Wątpisz w to?

– O tym, kto może dostąpić zaszczytu przebywania blisko ciebie, decyduje wyłącznie twoja matka, panie, a po dzisiejszym dniu, skoro odważyłam się do ciebie odezwać bez jej pozwolenia, na pewno nie zostanę jej ulubienicą. Nie sądzę więc, żebyśmy mieli jeszcze kiedyś możliwość porozmawiać.

– Jestem faraonem. – Totmes się wyprostował. – Pamiętaj o tym!

– Oczywiście, panie, jesteś najpotężniejszym człowiekiem w Egipcie, panem życia i śmierci.

W tym momencie otworzyły się główne drzwi i do komnaty weszła Mutnofret otoczona wiankiem służących. Iset odskoczyła od faraona. Matka króla spojrzała na nią badawczo, zastanawiając się, co się wydarzyło pod jej nieobecność. Przyjrzała się też synowi. Zauważyła na jego twarzy rumieńce, ponieważ jednak często je miewał tuż po przebudzeniu, a teraz uśmiechnął się do niej niewinnie, uznała, że wszystko jest w porządku.

– Nie śpisz już? – zapytała.

– Pani, pod twoją nieobecność uświadomiłem sobie, że poświęcasz mi zbyt dużo czasu – rzekł, nie patrząc na matkę, obawiał się bowiem jej reakcji. – Nie chciałbym cię dłużej absorbować tak mocno jak dotychczas. Szczególnie że jesteś ze mną niemal bez przerwy, odkąd przyszedłem na świat. Sądzę, że to dla ciebie dość obciążające. Potrzebujesz trochę swobody, czyż nie? Podjąłem decyzję, że od dzisiejszej nocy będziesz sypiać w swojej komnacie.

Powiedział to i nie czekając na odpowiedź, samodzielnie zdjął opaskę biodrową i wszedł do basenu. Kątem oka spojrzał na Iset. Uśmiechała się.

Temu, co się działo w komnacie króla, arcykapłanka Amunet przyglądała się przez oko Horusa zdobiące jedną ze ścian.

Dzielny chłopiec, pomyślała i złożyła pokłon bogini Hathor, palcami obu rąk dotykając czoła, ust i okolicy serca. Bogini, dziękuję ci za wsparcie!

Była zadowolona z przebiegu pierwszej części planu.

Teby, oficjalny pałac faraonów, komnata narad

W tym samym miesiącu

– Namiestnik południowych prowincji Useramon przekazał nam właśnie wiadomości o buncie w części zarządzanych przez niego ziem – powiedziała Ahmes do Hatszepsut, która weszła do komnaty narad.

Za nią kroczył Senenmut, który w ostatnich miesiącach nie odstępował swojej pani na krok.

– Zostanie z nami – usprawiedliwiła jego obecność Hatszepsut i wskazała mu miejsce przy drzwiach. – Ufam mu – dodała.

Senenmut stanął na szeroko rozstawionych nogach.

Ahmes zajmowała wysokie krzesło, którego szczyt zdobił potężny ureusz. Wcześniej zasiadał na nim jej małżonek. Przejęła ten mebel, a także rolę i zadania osoby zasiadającej na nim. Towarzyszyli jej: Useramon, który dzień wcześniej zjechał do Teb, generał Pen-Nechbet i arcykapłan Hapuseneb.

Useramona dawno nie widziano w pałacu. Ostatnio objeżdżał kraj, na polecenie regentki pilnując, by po śmierci faraona w żadnej z wielu prowincji nie wybuchł bunt. Królowa się obawiała, że wrogowie mogą próbować wykorzystać newralgiczny dla Egiptu czas i próbować się odłączyć. Nie myliła się.

Useramon, zwany przez królową Userem, był jej ulubieńcem. Jego matką była Ta-Amenthu, którą królowa znała od swojego wczesnego dzieciństwa, była bowiem przyjaciółką jej matki. Dziadek Usera był namiestnikiem, podobnie jak jego ojciec, a także brat. Na dworze żartowano, że User pochodzi z rodziny namiestników, więc jego jedyny syn ma już wytyczoną drogę. Poza synem User miał dwie piękne córki i wspaniałą, kolejny raz właśnie brzemienną żonę.

User zarządzał sprawami administracyjnymi i gospodarczymi. Pilnował również finansów armii. Krążący po całym kraju wysłannicy dostarczali mu informacji, które sprawdzał, filtrował i przekazywał królowej regentce. Nadzorował też ściąganie podatków i wymianę handlową z Syrią i Kretą.

W nim, tak jak w Hapusenebie i Pen-Nechbecie, Ahmes po śmierci męża znalazła olbrzymie wsparcie. Dzięki nim została regentką młodego faraona i im w dużym stopniu zawdzięczała, że udawało jej się sprawnie zarządzać krajem.

– Wszystko wskazuje na to, że w prowincji Kusz szykuje nam się bunt – powiedział User, gdy Hatszepsut usiadła. – Wracam z południa. Wszystkie informacje, które uzyskałem z wielu źródeł, potwierdzają, że ich wódz chce wykorzystać naszą sytuację.

– A w jakiej to sytuacji jesteśmy, Userze? – zapytała Ahmes przekornie.

– Faraon jest młody, a rządy sprawuje regentka. Niektórzy naiwnie liczą, że twoja kobiecość oznacza słabość – odpowiedział szczerze.

– Nie musimy im udowadniać, że jest inaczej, prawda? – Ahmes podniosła się z krzesła, a gdy zebrani uznali już, że jej słowa oznaczają, iż wojny nie będzie, zaskoczyła ich. Oparła dłoń o szczyt krzesła swojej córki i dodała: – Ale zrobimy to! – Widząc akceptację i podziw dla tego, co powiedziała, zrobiła krok do przodu. – Kobieta czasami musi być znacznie silniejsza od mężczyzny, by ludzie uwierzyli, że ma siłę.

Hatszepsut patrzyła na matkę z podziwem. Zawsze uważała, że jest idealną Wielką Małżonką, ale gdy zaczęła sprawować rządy w imieniu Totmesa II, zachwyciły ją jej profesjonalizm, zimna krew, rozsądek i skrupulatność. Po śmierci ojca poznawała jej nową twarz. Wcześniej sądziła, że matka nie popiera wojen i że jej marzeniem jest powszechny pokój. Myślała, że gdyby to Ahmes decydowała o tym, jak będą się kończyły spory między Egiptem a podległymi mu państwami, to nie tylko do Teb nie przyjeżdżałyby jako trofea dłonie obcych wojowników, ale w ogóle nie byłoby wojen. Teraz, gdy usłyszała, jak szybko i bez skrupułów jej matka podjęła decyzję o wysłaniu wojska do Kuszu, była gotowa uwierzyć, że Ahmes najchętniej sama stanęłaby na czele egipskiej armii.

 

Długo potem trwała narada dotycząca sposobu walki, ilości niezbędnego wojska, aprowizacji, czasu wymarszu, miejsc postoju.

– Nasze wojsko poprowadzi oczywiście generał Pen-Nechbet – powiedziała Ahmes, kończąc dyskusję.

Wtedy odezwała się milcząca dotychczas Hatszepsut:

– Wiele lat temu, jako mała dziewczynka, przyglądałam się wojnie o tamte tereny. Pamiętam, że po zwycięstwie mój ojciec, którego tak bardzo wszyscy kochaliśmy, oszczędził synów wodza i pozwolił zabrać ich do Egiptu. Stało się tak na moją prośbę.

Wszyscy obecni pamiętali tamto zdarzenie.

– Jak wiecie, chłopcy wychowywali się z nami. Królowa Ahmes w swojej dobroci traktowała ich prawie jak swoje dzieci. – Hatszepsut spojrzała na matkę nieco zaskoczoną jej przemową. – Mieli uczyć się z nami, poznawać Egipt, naszą kulturę, naukę i wspaniałą tradycję. Gdy osiągnęli odpowiedni wiek, wrócili do swojego kraju, by tam być naszymi przedstawicielami. I co się stało? Chyba wszyscy doskonale to pamiętamy. Kilka miesięcy po powrocie stanęli na czele powstania przeciw nam.

– Tak było – życzliwie przytaknął generał Pen-Nechbet. – Potraktowaliśmy to jako naukę, wiedząc, że czasami sporo kosztuje.

– Ojca, gdy jeszcze żył, przeprosiłam. Bo tak jak powiedziałam, pomysł, by darować chłopcom życie i zabrać ich do Egiptu, był mój. Teraz, gdy minęło już sporo lat i zgromadziłam znacznie więcej doświadczeń i przemyśleń, mam prośbę do mojej matki regentki.

Ahmes wykonała nieznaczny przyzwalający ruch głową, uważnie przysłuchując się słowom córki.

– Proszę o jedno: gdy zginie już ostatni wojownik Kuszu, gdy na dziobie naszego okrętu zawiśnie ciało ich martwego króla, oszczędźcie jego synów i córki. Przywieźcie ich do Teb.

Ahmes już chciała coś powiedzieć o konieczności uczenia się na błędach, jednak Hatszepsut jeszcze nie skończyła:

– Nie będą naszymi… gośćmi. – Spojrzała na twarze zgromadzonych, którzy zdawali się jeszcze nie rozumieć jej pomysłu. – Będą więźniami – obwieściła z triumfem. – Obiecuję, że osobiście się nimi zajmę. Będą pod moją szczególną opieką. Jestem to winna ojcu. I Egiptowi – dodała. – A mieszkańcy Kuszu, zanim za jakiś czas pomyślą o kolejnej rewolcie, na pewno przypomną sobie, że w naszych rękach są jedyni potomkowie wodza, którego nazywają swoim królem. Uważam, że to będzie naprawdę łagodny i niezbyt kosztowny sposób na utrzymanie tam porządku. Powinniśmy przypominać światu jak najczęściej, że bunt przeciwko Egiptowi jest równoznaczny z podważeniem kosmicznego ładu i bezpośrednią próbą uderzenia we wszechmocnego Amona. Będziemy okrutni w swoich reakcjach.

Słowa Boskiej Małżonki Amona sprawiły przyjemność arcykapłanowi Hapusenebowi. Spodobały się też generałowi Pen-Nechbetowi, który spojrzał na Ahmes, a gdy królowa regentka akceptująco skinęła głową, godząc się na propozycję córki, powiedział:

– Pani, obiecuję, że osobiście dostarczę więźniów i oddam ich do twojej dyspozycji.

– Niech tak się stanie – podziękowała Hatszepsut.

Narada dobiegła końca.

– Chciałabym teraz zostać z córką sama – zakomunikowała królowa, widząc, że mężczyźni ociągają się z wyjściem.

Słysząc ponaglenie, skłonili się pospiesznie. W komnacie został jedynie Senenmut, który wciąż karnie jak żołnierz stał w miejscu wskazanym mu na początku.

– Słucha tylko mnie – roześmiała się Hatszepsut, tłumacząc matce jego zachowanie. – Tak mu rozkazałam!

– To rozkaż mu, z łaski swojej, żeby słuchał też twojej matki, chociażby z tego powodu, że jest królową regentką.

– Słyszałeś? – Hatszepsut spojrzała na Senenmuta. – Wyjdź.

– Stanie się zgodnie z twoją wolą, pani – odpowiedział i opuścił komnatę.

– On ci się podoba – stwierdziła Ahmes, gdy zostały same.

– Lubię go.

– Widzę, że nawet bardzo. Rozumiem, że wiesz o nim wszystko?

– Senimen sprawdził go dokładnie. Wiemy, kim byli jego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie.

– A kim on jest? Kto i dlaczego sprawił, że masz go tak blisko?

– Matko, sama o tym zdecydowałam.

– Jesteś małżonką faraona, pamiętaj, że reprezentujesz majestat państwa. Dbaj o to, kogo do siebie dopuszczasz. Nigdy nie posuń się zbyt daleko. Musisz być poza wszelkimi podejrzeniami. Masz obowiązki wobec Egiptu!

– Matko, zapewniam cię, że nie myślę o niczym innym poza moimi obowiązkami wobec Egiptu.

– Przeczy temu to, że masz przy sobie tego człowieka.

– Nic nas nie łączy. Ufam mu i lubię go. To wszystko.

– Moje serce mówi, że to nie wszystko…

– Masz rację: lubię go bardziej niż Senimena i nianię Sitre razem wziętych! A na pewno inaczej. Czuję się przy nim bezpieczna, chcę, żeby był blisko mnie.

– Poruszył twoje serce…

– Czasami wydaje mi się, jakbym znała go od wieków. Jakby był kimś, kto został powołany do życia przez bogów, by być ze mną i dla mnie.

– Uważaj! Dla małżonki faraona takie myślenie jest niebezpieczne. Powinnaś myśleć teraz tylko o dziecku!

– Matko… – Hatszepsut podniosła głos, bo wydawało jej się, że o konieczności poczęcia królewskiego potomka przypominają jej wszyscy wokół i denerwowało ją to coraz bardziej. – Znam swoje powinności. I wierz mi, że jak tylko powiedzie się plan arcykapłanki Amunet, będę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem Egiptu! Zanoszę modły do Hathor, prosząc o potomka, robię co w mojej mocy, by Totmes uwierzył w swoją męską siłę, nie widzisz tego?

– Oby twoje modlitwy zostały wysłuchane, córko! Podejdź, niech cię uściskam. – Ahmes otworzyła ramiona, a gdy Hatszepsut się w nie wtuliła, królowa wiedząc, że na pewno nikt ich nie usłyszy, dodała szeptem: – Sprawdzę Senenmuta. Nie wiem, czy w tym, że znalazł się w twoim pobliżu, Hapuseneb nie maczał palców bardziej, niżbyśmy chciały. Trzyma w garści wszystkich arystokratów, wie wszystko o każdym, kto liczy się w Egipcie. Ma wszędzie szpiegów.

– Nawet jeśli jest szpiegiem, to doskonałym – odpowiedziała Hatszepsut również szeptem. – Sprawdź go, ja też to zrobię. Masz rację, muszę mieć pewność, kim jest, zanim wydarzy się coś, czego mogłabym potem żałować.

– Jesteś mądrą młodą kobietą – powiedziała już głośno Ahmes, robiąc krok do tyłu. – Jestem z ciebie dumna. Twój ojciec, który patrzy na nas z wysokości, również.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?