3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Hatszepsut

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hatszepsut
Hatszepsut
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Hatszepsut
Hatszepsut
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Oto ta, która Jest Piękna w Domu Sistrum, Ręka Amona, Boska Małżonka! – obwieścił stojący nad nią Hapuseneb.

– Oto ta, która Jest Piękna w Domu Sistrum, Ręka Amona, Boska Małżonka! – usłyszała płynący jak z innego wymiaru głos adoratorek.

Rozejrzała się, starając się je dostrzec, ale w pomieszczeniu byli tylko arcykapłan i ona. A w dużej sali świątynnej, od której, jak jej się pierwotnie wydawało, oddzielała ich granitowa ściana, klęczały kobiety w tej samej pozie, w jakiej widziała je po raz ostatni. Pamiętała, że one są widoczne dla niej, lecz ona dla nich nie. To samo dotyczyło głosu. Jednak skoro powtarzały inkantacje arcykapłana, najwyraźniej teraz go słyszały. Przyjęła to do wiadomości, przyrzekając sobie, że w obliczu wydarzeń minionej nocy już nigdy nie będzie dziwić się niczemu.

Coś wszakże kazało jej spojrzeć na przeciwległą ścianę i zauważyła tam bardzo wyraźny, choć rozmigotany wizerunek słonecznego boga, i ponownie stwierdziła, że nie jest w stanie odróżnić tego, co rzeczywiste, od tego, co być może tylko jej się wydaje. Postanowiła zatem, że odtąd spróbuje funkcjonować w tak szeroko postrzeganym świecie, bo widocznie jako Ręka Amona uzyskała taką właśnie zdolność.

Ale po chwili nabrała pewności, że arcykapłan też zobaczył obraz na ścianie, bo ukląkł przed nim i wyciągnąwszy ręce przed siebie, ułożył je równolegle na posadzce, której dotknął czołem. Hatszepsut wiedziała, co ma zrobić w tym momencie: podniosła się, postąpiła krok w stronę kapłana i postawiła stopę na jego głowie. Następnie skłoniła się przed świetlistym wizerunkiem i uklękła obok Hapuseneba w takiej samej jak on pozycji. Wówczas z kolei arcykapłan wstał, skłonił się przed bogiem i zrobił to samo, co chwilę wcześniej Hatszepsut: dotknął jej głowy swoją bosą stopą. Oboje zaznaczyli w ten sposób wzajemną zależność, posłuszeństwo i pokorę wobec siły Najwyższego.

– Amon jest naszym panem! – uroczyście zawołał Hapuseneb.

Hatszepsut powtórzyła jego słowa, starając się, by jej głos brzmiał równie podniośle.

– Amon jest naszym panem! – zawtórował im chór adoratorek.

Tym samym cykl trójni został zamknięty. A dla Hatszepsut definitywnie zakończył się okres dzieciństwa i wczesnej młodości. Od tego momentu miała już inne prawa i obowiązki: oto była po swojej matce królowej Ahmes najważniejszą kobietą w Egipcie. Została Boską Małżonką Amona, Ręką Boga.

Teby, pałac rodziny królewskiej, sala tronowa

Pół roku później

Hatszepsut lubiła proste wygodne suknie, ale mogła je nosić jedynie, gdy nie uczestniczyła w ważnych spotkaniach i nie podejmowała oficjalnych gości spoza pałacu. Takie stroje pozwalały jej na swobodne spacery, siedzenie z podwiniętymi pod siebie nogami, leżenie w cieniu drzew w pałacowych ogrodach bądź czytanie papirusów w Domu Życia na klęcząco. Jak wszystkie kobiety na dworze nakładała też peruki, lecz tylko wtedy, gdy było to absolutnie niezbędne, czyli kiedy wymagał tego dworski obyczaj. Odkąd została Boską Małżonką Amona, kazała przez cały najbliższy rok codziennie golić sobie głowę. Wcześniej pozwalała włosom rosnąć, ale lubiła mieć je krótkie. Chodziła w wygodnych skórzanych niemal męskich w formie sandałach bez zdobień. Skóra, z której były wykonane, musiała być dobrze wyprawiona, mięciutka i cienka. Nie przepadała za kosztownościami i zbędnymi, jak uważała, drogimi świecidełkami, które tak ceniły kobiety z jej otoczenia.

Jej jedyną, za to zdecydowanie ulubioną ozdobą był złoty szeroki pierścień w kształcie skarabeusza. Dostała go od ojca, gdy stała się Boską Małżonką Amona. Odtąd nosiła go na wskazującym palcu prawej ręki i nigdy się z nim nie rozstawała. Zdejmowała go jedynie czasami przed masażem. Na jego wewnętrznej stronie były wygrawerowane imiona Amona, Hathor, a także Totmesa i Hatszepsut. Uważała go za swój najważniejszy amulet.

Gdy choroba faraona zaczęła być coraz bardziej widoczna i w pałacu zaczęto coraz głośniej szeptać, że przybliża się dzień jego podróży w stronę pól wieczności, wzrosła częstotliwość dworskich spotkań, rozmów o przyszłości i mniej lub bardziej formalnych narad. Księżniczka nie mała zbyt wielu okazji do noszenia prostych strojów.

„Ubiorem wyrażamy szacunek dla osób, z którymi się spotykamy – wciąż słyszała w głowie słowa mistrza Senimena. – Jesteś i zawsze będziesz wzorem i wyrocznią dla ludzi zaszczyconych możliwością spotkania z tobą. Pamiętaj o tym. Twoje stroje są sprawą publiczną, reprezentujesz boski majestat!”

Pewnego dnia, gdy stało się dla wszystkich oczywiste, że choroba poczyniła w ciele faraona tak wielkie spustoszenia, iż należy się modlić do bogów, by znalazł jeszcze dość siły na pożegnanie się ze światem, królowa Ahmes zwołała do sali tronowej pałacu królewskiego swoich doradców i najważniejszych urzędników. Hatszepsut, jako druga kobieta w państwie, zasiadła obok matki.

Tego dnia miała na sobie długą wąską białą tunikę z delikatnego gęsto tkanego królewskiego płótna. Materiał miękko otulający jej ciało był upięty pod biustem, tworząc efektowne fałdy. Odkryte ramiona osłaniała jej lekka zwiewna szata z niemal przezroczystego plisowanego lnu, głowę zdobiła misternie uczesana w wąskie loki letnia peruka z malutkim diademem zwieńczonym złotym ureuszem9, szyję menat10 z kolorowych kamyków, a przeguby rąk masywne złote bransolety. Mimo zmęczenia wynikającego przede wszystkim z bezsilności wobec śmiertelnej choroby ojca, spędzania dni i nocy na modlitwach, inkantacjach i prośbach zanoszonych do bogów o ulgę w jego cierpieniu, mimo podkrążonych od niewyspania oczu, Hatszepsut wyglądała wspaniale. Funkcja Boskiej Małżonki dodawała jej skrzydeł. Niemal z dnia na dzień stała się kobietą jeszcze bardziej niż wcześniej pewną swej mocy sprawczej.

– Z woli bogów faraon Totmes, pierwszy tego imienia, oby żył wiecznie, władca Górnego i Dolnego Egiptu, Ka-nechat-meri-Maat11, rozpoczął drogę przygotowań do podróży na pola wieczności – rozpoczęła spotkanie królowa oficjalnie smutnym, ale mocnym głosem. – Kierowany wskazówkami Najwyższego, przekazał mi boską wolę.

– Pani, my, słudzy Maat, wierni czciciele Amona, jesteśmy gotowi na przyjęcie słów płynących z wyżyn – zakomunikował uroczyście w imieniu zebranych zgięty w pokłonie Hapuseneb.

Królowa siedziała na złotym tronie, którego podłokietniki były zakończone misternie wykonanymi lwimi głowami. Jej stopy w złotych sandałach spoczywały na niewielkim prostokątnym podnóżku. Obok niej, na niżej ustawionym, ale równie kosztownym jak tron złotym krześle, siedziała Hatszepsut. Milczała, uważnie wsłuchując się w słowa matki. Zgięty w pokłonie arcykapłan stał przed tronem, a zgodnie z dworskim zwyczajem trzy kroki za nim ustawili się, identycznie jak on pochyleni, generał Pen-Nechbet, mistrz Senimen i prorok Puiemre.

W sali na podwyższeniu znajdował się ktoś jeszcze: Mutnofret, która nigdy wcześniej nie siedziała w tak godnym miejscu. Była z tego powodu spięta i oszołomiona. Jej onieśmielenie było tym większe, że przeznaczone dla niej krzesło nie dość, że ustawiono na podeście, to jeszcze w najbliższym sąsiedztwie tronu, który zajmowała królowa Ahmes. A tak wielkiego zaszczytu zupełnie się nie spodziewała.

Mutnofret ceniła wiedzę i inteligencję Ahmes, a szczególnie imponowała jej umiejętność zarządzania krajem, gdy faraon udawał się na długie wyprawy wojenne. Chociaż sama nie znała się na polityce, wojsku, sprawach gospodarczych czy zarządzaniu, potrafiła docenić swobodę, z jaką Ahmes poruszała się w tych obszarach. Mutnofret wiedziała, dlaczego Ahmes wszystko przychodzi tak łatwo: była przecież córką faraona Ahmosego i królowej Ahmes-Nefertari. W jej żyłach płynęła najczystsza królewska krew. To dlatego była tak wspaniała. Wszyscy wokół mówili, że kobiecą roztropność, dalekowzroczność, praktycyzm i niezwykłą urodę odziedziczyła po matce, a siłę, zdecydowanie i umiejętność zarządzania po ojcu. Mutnofret uważała, że Ahmes jest i silna, i mądra, mimo to nie przepadała za nią. Podziwiała ją, szanowała, lecz przede wszystkim się jej bała. Szczególnie odkąd sama urodziła faraonowi syna. Bała się o niego i o siebie, byli przecież zagrożeniem dla panującej królowej. Żyła w napięciu, póki się nie okazało, że mały Totmes jest chorowity i słaby – spodziewano się, że nie jest mu pisane długie życie, toteż nikt nie brał go poważnie pod uwagę w sprawie dziedziczenia tronu. Na dworze chłopca do tego stopnia pomijano i nie zauważano, że były mu niemal całkiem obce pałacowe rytuały i zwyczaje. Wychowywał się pod troskliwym okiem matki i nianiek, tak jak one żył na uboczu i nikt nie sądził, że ten stan rzeczy może się kiedykolwiek zmienić. Tymczasem dzięki woli boskiej i troskliwej opiece matki chłopiec dożył momentu, gdy był jedynym niemal już dorosłym, a w każdym razie najstarszym męskim dziedzicem tronu.

– Boska wola brzmi… – rozpoczęła królowa smutno, patrząc w dal ponad głowami zebranych, wspominając swoich nieżyjących synów, którzy mieli być dziedzicami – …następcą tronu ustanawiamy Totmesa, syna faraona i szlachetnie urodzonej Mutnofret. – Wzięła głęboki oddech. – Aby wzmocnić w przyszłości siłę królewskiego panowania i w trosce o odwieczną harmonię maat małżonką następcy zostanie jedyna córka faraona pełnej królewskiej krwi, Hatszepsut.

Dla obecnych to, co powiedziała królowa, nie było zaskoczeniem. Od czasu tragicznej śmierci Amenmosego przejęcie egipskiego tronu przez ostatniego liczącego się syna Totmesa było właściwą drogą do zachowania ciągłości władzy. Cóż z tego, że chłopiec był chorowity i nie miał nawet śladowych inklinacji do sprawowania rządów? Był synem króla, a to predestynowało go do objęcia najważniejszej funkcji w państwie. Ustalenia dotyczące losów dynastii i państwa na wypadek śmierci faraona zostały poczynione. Były rezultatem nieformalnych rozmów i formalnych spotkań, które trwały od tygodni. Na królowej Ahmes, Hapusenebie i Pen-Nechbecie, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem, kto zostanie następcą, spoczywał obowiązek i zaszczyt rozmawiania ze wszystkimi najważniejszymi osobami w państwie i przekazania im woli bogów w tej sprawie. Wszyscy przyjęli ją z ulgą, zrozumieniem, a nawet zadowoleniem. Dla każdego, kto liczył się w Egipcie, zachowanie maat i starego porządku było najważniejsze.

 

– Spotkaliśmy się tu, by została głośno wyrażona wola faraona, która jest wolą boską od zawsze zapisaną w gwiazdach – kontynuowała królowa. – Teraz, gdy wszyscy ją już znamy, pozostając w zachwycie nad mądrością Najwyższego, będziemy ją realizować.

Obecni pokłonili głowy.

– Matko następcy tronu – zwróciła się do Mutnofret królowa, lekko odwracając głowę. – Wkrótce spoczną na tobie nowe obowiązki i przywileje. Już teraz przeprowadzisz się wraz z synem do nowych komnat. Jednak zanim to się stanie, chcemy, żebyś osobiście przekazała synowi radosną wiadomość, że z woli bogów został ustanowiony następcą tronu. Jest słaby i chory, nie ma więc go tu dziś z nami, ale ty godnie go reprezentujesz.

Mimo że dworski obyczaj zezwalał siedzieć matce następcy tronu, gdy zwracała się do niej małżonka faraona, Mutnofret wstała. Pokłoniła się przed Ahmes nisko i uklękła. Królowej spodobał się ten znaczący gest, bo był wyraźną deklaracją posłuszeństwa. Wynagrodziła ją za to obietnicą:

– Zawsze i ty, i twój syn zajmowaliście szczególne miejsce w sercu faraona, moim, całego dworu i kraju. Mój małżonek Totmes, oby żył wiecznie, jest szczęśliwy, że tron po nim obejmie jego syn Totmes, którego w przyszłości będziemy nazywać Drugim. Od tej chwili nasza miłość i opieka nad wami zostanie jeszcze bardziej wzmocniona. Ja, Wielka Małżonka Królewska, osobiście ci to obiecuję. Od dziś oboje jesteście pod moją szczególną pieczą.

Ta deklaracja oznaczała dla Mutnofret i jej syna nietykalność i bezpieczeństwo, ale równocześnie wzmożoną kontrolę.

– Dziękuję, pani, za twą szczodrość i dobroć. Mój syn i ja w pełni podporządkujemy się boskiej woli i decyzji faraona. Z radością też przyjmujemy twoją opiekę nad nami – powiedziała Mutnofret z przekonaniem i wdzięcznością.

Teby, Dom Życia, komnata pracy Hatszepsut

Kilkanaście dni później

– Pani, oto Senenmut. – Mistrz Senimen wskazał młodego mężczyznę.

Stał przy drzwiach i czekał. Był skupiony i czuł napięcie, chociaż miał spore doświadczenie życiowe i pod okiem kapłanów poważnie się przygotował do tego spotkania. Wiedział, jak wiele zależy od tej wizyty i od pierwszego wrażenia, jakie zrobi na księżniczce. Z niepokojem stwierdził, że trzęsą mu się łydki. Nie doświadczył tego nigdy wcześniej. Drży przed kobietą? Młodą i niedoświadczoną? Dlaczego? Słyszał o niej tylko dobre rzeczy. Wiedział, że jest mądra i ambitna, ponoć także silna i piękna. Jak przez mgłę pamiętał ją jako małą dziewczynkę siedzącą na małym krzesełku blisko tronu ojca po zakończeniu wojny o Kusz. Wówczas jego wzrok przykuwała przede wszystkim jej matka, piękna królowa Ahmes, Hatszepsut zaś była zabawną małą księżniczką robiącą poważne miny i próbującą zachowywać się jak dorośli. Nigdy więcej jej nie spotkał. A przynajmniej tak mu się wydawało.

Hatszepsut spojrzała w jego stronę i skinęła dłonią, dając mu znak, że może podejść. Stała przy wysokim stole założonym mapami z wyobrażeniem lądów i oceanów. Mimo że była już Boską Małżonką Amona, co oznaczało że posiadła niezbędną wiedzę do sprawowania tej funkcji, nie zaprzestała spotkań z Senimenem i innymi nauczycielami. Wciąż czuła głód nauki. Niemal każdego dnia, jeśli tylko świątynne i pałacowe obowiązki jej na to pozwalały, szła do Domu Życia lub zapraszała mędrców do swoich komnat bądź pałacowych ogrodów, by pogłębiać wiedzę, słuchać ich uczonych wywodów i opowieści. Lubiła się uczyć.

Senenmut miał smukłe mocne ciało. Twarde mięśnie podkreślały jego siłę. Napięta wydepilowana skóra była starannie naoliwiona. Ramiona i klatka piersiowa nosiły ślady dawno zagojonych ran odniesionych w walce. Biodra okrywała mu niezbyt długa, tradycyjna prosta egipska opaska, jaką nosili nauczyciele i pisarze. Na stopach miał zwyczajne skórzane sandały przytrzymywane oplatającymi kostki mocnymi rzemieniami. Spod grzywki czarnej peruki, kupionej specjalnie z myślą o tym spotkaniu, prawie nie było widać oczu. Szczególnie że zgodnie ze zwyczajem Senenmut wbijał wzrok w podłogę.

– Podejdź – rozkazała, a gdy zbliżył się na odległość pięciu łokci, dodała stanowczym głosem: – Spójrz na mnie!

Był od niej wyższy, sięgała mu ledwie do ramienia. W owalnej twarzy zwracał uwagę orli nos. Gdy na jej rozkaz podniósł głowę i spotkały się ich spojrzenia, uświadomiła sobie, że dzieje się coś dziwnego.

Nagle rozbłysło światło i w brzuchu poczuła łaskotanie. Zrobiło jej się gorąco. Co się dzieje? zdumiała się swoją reakcją.

Odnosiła wrażenie, że zna go od wieków. Stał przed nią ktoś szczególnie jej bliski, ktoś, do kogo była przywiązana kosmiczną jasną nicią, ktoś, kto był jej bliźniaczą częścią i czyja obecność w jednej chwili, w momencie krótszym niż trwanie błyskawicy na niebie w czasie achet, spowodowała, że Hatszepsut poczuła się dopełniona i kompletna.

– Och… – westchnęła głośno.

Nie słyszała siebie. Zapomniała o zewnętrznym świecie. Poczuła jego zapach i zakręciło jej się w głowie. Wszystko wokół niej zawirowało.

Westchnęła ponownie.

Mistrz Senimen patrzył na nią z uwagą. Rozumiał, że jest właśnie świadkiem czegoś bardzo znaczącego. Że oto wydarzyło się coś, co może zaważyć na całym życiu księżniczki, Senenmuta, a także jego własnym.

On oraz Hapuseneb i Pen-Nechbet wybrali Senenmuta, by pełnił funkcję osobistego opiekuna, ochroniarza i nauczyciela księżniczki. Dzięki niemu na bieżąco będą się dowiadywali o wszystkim, co robi Hatszepsut, a przez to zyskają wpływ na kierunek jej myśli i działań. Miał być ich oczami i uszami. Taki był plan arystokratów ze starych rodzin. On, mistrz Senimen, dużo zrobił, by się powiódł, bo był przekonany, że Hatszepsut będzie w nadchodzących latach potrzebowała zaufanego, sprawnego i niezwykle inteligentnego człowieka do wszystkiego. A taki właśnie był Senenmut.

Tymczasem w jednej chwili, której mistrz Senimen był świadkiem, stało się coś nieoczekiwanego. Coś, co wymknęło się spod kontroli. Coś, nad czym nie zapanowała tak zawsze przecież skoncentrowana i chłodna Hatszepsut, coś, co przydarza się ludziom jedynie z woli bogów i z ich udziałem.

Świat Hatszepsut zawirował. Nie pojmowała, co się dzieje. Ale w tym, co czuła, nie była osamotniona.

Senenmut zareagował podobnie. Ledwie spojrzał na księżniczkę, zabrakło mu tchu, a nogi zadrżały jeszcze bardziej, niż gdy wszedł do komnaty. Zobaczył bowiem te same oczy i twarz, które pamiętał z niezwykłej nocy w świątyni Amona. Kiedy stał się boskim chopeszem, sługą boga i wykonawcą woli arcykapłana Hapuseneba. Właśnie wtedy po długim poście i modlitwach, gdy był pod silnym wpływem magicznych nektarów i kadzidlanych świętych dymów, w świątyni Amona przyszła do niego bogini. Mimo że był wtedy odurzony, pamiętał ją doskonale. Była piękna, jaśniała boskim światłem. Dała mu siebie, czyniąc go tym samym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

Teraz, gdy stał przed księżniczką i patrzył w jej oczy, rozpoznał w niej boginię, która go wtedy zaszczyciła.

A może tamto nigdy się nie zdarzyło? przemknęło mu przez głowę. Może to wszystko tylko mi się przyśniło? Może to Amon stawia teraz przede mną tę kobietę, bo jak powiedział arcykapłan, mam jej strzec, oddać jej siebie i całkowicie się jej poświęcić? Czy taka jest twoja wola, panie? zapytał, kierując wzrok ku niebu.

Nigdy nikogo nie kochał. Nigdy na swojej drodze nie spotkał istoty, której chciałby oddać swoje serce i myśli. Do czasu, gdy w świątyni było mu dane połączyć się z boginią. Tamtej nocy dał sobie słowo, że tylko jej może i chce służyć i jej być wiernym. Wówczas nie sądził, że bogini stąpa po ziemi, że jest prawdziwą kobietą, w której żyłach płynie krew, że ma ciało, usta i oczy, że można ją całować, tulić, nosić na rękach, strzec i bronić. Wtedy jeszcze tego nie wiedział.

A teraz stał przed żywą boginią. Patrzyła na niego równie jak on zafascynowana i oszołomiona.

Senenmut milczał.

– To ty? – zapytała, gdy zdołała opanować myśli.

– Jestem do twoich usług, pani – odpowiedział, prężąc się jak żołnierz.

Jeszcze tego samego dnia decyzją księżniczki przeniósł się do pałacu. Specjalnie dla niego utworzono funkcję pierwszego pomocnika mistrza Senimena. Niedługo potem wszyscy na dworze dowiedzieli się, że Senenmut z woli bogów i dzięki wskazaniu go przez Amona został zaufanym Boskiej Małżonki Amona, człowiekiem, który często dostępuje zaszczytu rozmawiania z nią prywatnie.

Teby, pałac rodziny królewskiej, sypialnia faraona

Kilka tygodni później

Hatszepsut stała przy łożu swojego królewskiego ojca. Totmes, pierwszy władca tego imienia, odchodził. Od kilku dni żegnał się z członkami bliższej i dalszej rodziny, wiernymi dworzanami, arystokratami, zarządcami. I on, i wszyscy wokół niego dziękowali Amonowi, że pozwolił królowi u kresu pięknego życia na szczęście powolnej wędrówki na pola wieczności.

Kapłani nie byli w stanie wyleczyć go ze śmiertelnej choroby, ale potrafili sprawić, że jego ostatnie dni były pozbawione cierpienia. Podawali mu środki, które minimalizowały ból, a równocześnie powodowały, że kiedy nie spał, był w pełni przytomny i myślał jasno. W ostatnich dniach był słaby, lecz w pełni kontrolował słowa i ostatnie decyzje.

Hatszepsut towarzyszyła ojcu niemal nieustannie. Siedziała w królewskiej sypialni w jego ulubionym szerokim fotelu, który kazała ustawić blisko jego łoża. Gdy spał, ona także zapadała w drzemkę, gdy się budził – w rzadkich chwilach, kiedy byli całkiem sami – rozmawiali. Wychodziła na czas oficjalnych wizyt gości, którzy przyjeżdżali z całego Egiptu i z sąsiednich krajów, by pożegnać się z królem i złożyć mu ostatni hołd. Wtedy odpoczywała, pływając w basenie, pozwalając się masować i namaszczać ciało wonnymi olejkami. Zaraz potem odświeżona wracała do sypialni ojca, by znów mu towarzyszyć.

– Jesteś potężnym władcą – mówiła, trzymając go za rękę. – Egipt nigdy nie znał wodza silniejszego od ciebie…

– Nie śmiałbym konkurować z Menesem12 – żartował Totmes.

– Wszystko, co wiem o rządzeniu, wiem od ciebie – zapewniała. – Rządzisz skutecznie, osiągasz zawsze to, co chcesz. Poszerzyłeś granice Egiptu, całe życie prowadziłeś tylko zwycięskie bitwy. Gdziekolwiek szedłeś ze swoją armią, wygrywałeś. I na północy w Syrii, i w Palestynie, i na południu w Nubii. Do dziś pamiętam pierwszą wojnę, na którą zgodziłeś się mnie zabrać. Walczyłeś wtedy z wodzem Kuszu. Po zwycięskiej bitwie kazałeś zabić wszystkich klęczących przed tobą wojowników, a truchło tego, który nazywał się ich królem, rozkazałeś powiesić na dziobie naszego okrętu. Pamiętam, jakie wielkie zrobiło to na mnie wrażenie.

– Byłaś wtedy małą dziewczynką, a już tak rozsądną…

– Wtedy, zresztą tak jak zawsze, tłumaczyłeś mi, dlaczego podejmujesz takie, a nie inne decyzje, odpowiadałeś na każde moje pytanie. Dziękuję ci za to. Nauczyłeś mnie na przykład, że nie wolno oszczędzać wrogów, bo gdy zaleczą się ich rany, ruszą na nas z siłą jeszcze większą, bo podsycaną żądzą zemsty.

– Pamiętasz? Na twoją prośbę zostawiłem wtedy przy życiu dwóch małoletnich synów wodza. Przypłynęli z nami do Egiptu. Wychowywali się na dworze, kształcili, jedli z nami. Uległem ci i dałem się przekonać, że gdy dorosną, będą naszymi doskonałymi namiestnikami w swoim kraju. Co zrobili, kiedy wrócili do Kuszu?

– Przepraszam za ten pomysł, ojcze. Był dziecinny.

– Wrócili do Kuszu i od razu rozpoczęli bunt przeciwko nam! – Na wspomnienie tamtych zdarzeń faraon w emocjach aż podniósł się na łożu.

– Miałeś rację, wrogom nie można wybaczać. Należy się ich skutecznie pozbywać, najlepiej od razu, gdy nie mają siły.

– Pamiętaj, śmierć wojowników czy nawet samego wodza nie jest aktem osobistej zemsty. Prywatnie nic do tych ludzi nie mamy. Chodzi o zachowanie maat, o dobro Egiptu. To zawsze powinno być najważniejsze dla króla.

– Nigdy nie przebaczać?

– Nie przebaczać? Tylko słabi nie potrafią przebaczać. Przebaczanie jest cnotą silnych. Przebaczaj. Z tym że wojna to nie kwestia wybaczania win, lecz sprawa siły imperium! Wojna nie ma wiele wspólnego z wybaczaniem. To polityka.

– Ojcze, zawsze podziwiałam twoją mądrość i umiejętność rządzenia. Urodziłeś się z tym?

Faraon roześmiał się cicho.

 

– Chyba nikt się z tym nie rodzi… Niektórzy z nas mają szczęście mieć chłonny umysł, ale przecież nikt nie jest doskonały, nawet faraon! Wybieraj mądrych doradców i słuchaj ich głosów, to moja rada. Królowie powinni współpracować z kapłanami, bo oni mają naprawdę olbrzymią wiedzę. Gromadzą ją od wieków. Gdy bogowie wskazują, kto zasiądzie na tronie, równocześnie zsyłają wybrańcowi dary potrzebne do rządzenia. Kapłani pomagają królowi z tych darów korzystać. Od niego zależy, co z nimi zrobi. Te dary to siła, wiara, nadzieja, możliwość korzystania z potężnej wiedzy przodków i mądra miłość do świata. Bez niej, bez odwiecznej miłości realizowanej w harmonii maat, Egipt nie mógłby istnieć i przetrwać przez tyle pokoleń.

– A trwa.

– Właśnie! Jako faraon i pierwszy kapłan zostałem wtajemniczony w wielkie misteria Amona. – Totmes się zamyślił i na chwilę zamknął oczy, by odpocząć. – Wiesz, o czym mówię, jesteś Boską Małżonką Amona, też znasz misteria i magiczne zaklęcia.

– Tak, ojcze.

– Słuchaj kapłanów, a w każdym działaniu cię wesprą.

– Tak, ojcze.

– Gdy odejdę, będziesz potrzebowała sojuszników. Poślubisz Totmesa, żeby ród przetrwał. Zrobisz wszystko, by jak najszybciej dać mu syna.

– Ojcze, on jest słaby i chorowity…

– Zrobisz wszystko, rozumiesz? Wszystko – powtórzył z naciskiem – żeby dać Egiptowi potomka. Dynastia musi przetrwać. To twoje główne zadanie. Chcę, żebyś mi to obiecała. Jesteś następczynią i kontynuatorką Totmesydów. Przyrzeknij mi, teraz, już, że zrobisz wszystko, żebyśmy skutecznie rządzili Egiptem przez kolejne wieki. Obiecaj! – Oczy faraona zapłonęły w gorączce.

– Ojcze, przyrzekam! – Hatszepsut upadła na kolana przy jego łożu. – Przysięgam na twoje życie i na własne, i na Amona, że tak się stanie!

– Córko, wierzę ci. I powiem ci coś jeszcze: jesteś kobietą, ale zawsze uważałem, że gdy mnie nie będzie, ty powinnaś zasiąść na tronie faraonów.