Hatszepsut

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hatszepsut
Hatszepsut
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Hatszepsut
Hatszepsut
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Karnak, Dom Życia przy świątyni Amona

Miesiąc później

– Był zdrowy i silny, nic mu nie dolegało, kto by się spodziewał… – Puiemre, tak jak pozostali mężczyźni, nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Wieść o nagłej śmierci Amenmosego, ostatniego księcia krwi, błyskawicznie obiegła Teby. Od momentu, gdy półżywy ze zmęczenia posłaniec dotarł do pałacu, by przekazać faraonowi tragiczne wieści z Memfis, do chwili, gdy o śmierci dziedzica mówili już wszyscy w mieście, nie minął nawet czas potrzebny do zebrania owoców z najmniejszego choćby drzewka figowego.

Oto ten, który był nadzieją dynastii, jedyny żyjący syn Totmesa, pierwszego władcy tego imienia, i szlachetnej Ahmes, został niespodziewanie wezwany do wieczności. Zginął jak wojownik, na polowaniu. Gdy stanął oko w oko z dorodną lwicą, pewny swych umiejętności nakazał żołnierzom nie podchodzić zbyt blisko. Celnie ugodził ją oszczepem, ale gdy sprawdzał, czy zwierzę jeszcze żyje, nie zachował ostrożności i wtedy lwica ostatkiem sił, lecz z wielką mocą rzuciła mu się do gardła. Zanim jego przyboczni dobiegli, by go ratować, książę już nie żył.

– Czyżby Sachmet, bogini lwicy, nie spodobało się, że Amenmose ma zasiąść na tronie? – zastanawiali się mieszkańcy Teb.

Wieści podawane z ust do ust krążyły prawie tak szybko jak myśli. Trudno było ustalić ich źródło, pod wieczór jednak całe miasto mówiło już o tym, że Hathor, najważniejsza z bogiń, wysłała lwicę Sachmet, bo z jakichś znanych tylko jej powodów nie chciała, by Amenmose został faraonem.

– Komu bogowie przeznaczyli dziedzictwo Egiptu? – głowili się tebańczycy, rozmawiając o nieoczekiwanej śmierci księcia. I nie potrafili znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Bo przecież nikt nie zna dróg, jakie planują dla nas bogowie.

Najważniejsi doradcy faraona: arcykapłan Hapuseneb, prorok Amona Puiemre, mistrz Senimen i generał Pen-Nechbet, spotkali się w przyświątynnym Domu Życia5, by omówić sytuację. Nie spodziewali się takiego rozwoju wypadków. Byli pewni, że gdy któregoś dnia z woli bogów Totmes dołączy do swoich przodków, na tronie zasiądzie jego syn. Zapewniłoby to spokój w państwie, ale także to, że w ich sytuacji nic się nie zmieni. Amenmose był bowiem jeszcze na tyle młody, że niemal na pewno mogli liczyć, iż będzie kontynuował politykę ojca i otoczy się jego zaufanymi ludźmi. Najważniejsi stali doradcy Totmesa nie musieliby się więc niepokoić o własną przyszłość.

Puiemre, od kilku lat związany ze świątynią Amona, był zięciem Hapuseneba – jego żoną była jedna z czterech córek arcykapłana, dwudziestoletnia Seniseneb. Na co dzień pełniła zaszczytną rolę adoratorki Amona, a co ważniejsze, była też ulubienicą królowej Ahmes. Do bardzo lukratywnych obowiązków Puiemrego należało zarządzanie stadami bydła i polami Amona, a także rejestrowanie łupów wojennych i danin kierowanych do świątyni. Prorok Amona był wysoki, szczupły, miał pociągłą twarz i dość ciemną karnację.

Generał Pen-Nechbet był tylko o kilka lat od niego starszy, ale sprawiał wrażenie zdecydowanie bardziej doświadczonego. Pochodził ze starej zamożnej rodziny arystokratów z Al-Kabu, od wieków służącej kolejnym faraonom. Nic nie było w stanie go zadziwić, nikt nigdy nie widział go zdenerwowanego, miał doskonałe maniery i mimo lekkiej wyniosłości, z jaką traktował innych, cieszył się powszechną sympatią. Mimo że sprawiał wrażenie delikatnego, a czasami nawet nieporadnego, był doskonałym żołnierzem i świetnie władał różnymi rodzajami broni. Faraon wielokrotnie odznaczał go za dzielność i odważne czyny na wojnach. Służył w kampanii przeciw Hyksosom, walczył w Syrii i Palestynie. Faraon mu ufał. Pen-Nechbet miał jasną cerę i lubił zbytek. Uchodził za znawcę kobiet, pięknych strojów i drogocennych przedmiotów.

Senimen zawdzięczał mocną pozycję na dworze temu, że był pierwszym i głównym nauczycielem Hatszepsut, jej doradcą i sojusznikiem. To on nauczył ją czytać i pisać, on ukształtował jej wrażliwość i sposób myślenia o państwie. Był jej wierny i kochał ją jak ojciec. Nie miał własnych dzieci, a całą rodzicielską niespełnioną miłość, jaką nosił w sobie, przelewał na księżniczkę. Gdy był młodzieńcem, poślubił piękną dziewczynę. Kochał ją tak bardzo, że kiedy wraz z dzieckiem zmarła przy porodzie, postanowił nigdy już nikogo nie obdarzyć uczuciem. I tak się stało. Jedyną miłością mistrza Senimena była Hatszepsut. Wszyscy o tym wiedzieli, także księżniczka, dla której było to szczególnym powodem do radości i która potrafiła z właściwym sobie wdziękiem korzystać z tego, że nauczyciel darzy ją bezinteresowną rodzicielską miłością.

– Egipt stanął przed trudnym wyzwaniem – rozpoczął arcykapłan Hapuseneb.

– Rzeczywiście, zgoła niepomyślny rozwój wypadków – przyznał generał i z charakterystycznym dlań dążeniem do szybkiego porządkowania spraw, zapytał, ukierunkowując dalszą dyskusję: – W jakim stanie jest królowa? Wysłałem do niej moich ludzi, ale dowiedzieli się jedynie, że na wieść o śmierci syna straciła przytomność i od tamtej chwili nie odstępują jej medycy.

– Jest silna i zdrowa, przy wsparciu bogów szybko się podźwignie – odpowiedział rzeczowo Hapuseneb, bo to do niego, jako zawsze najlepiej poinformowanego, skierował pytanie generał.

– Faraon jest w pałacowej kaplicy Amona. Modli się – dodał Puiemre.

– A księżniczka? – Pen-Nechbet chciał mieć pełny obraz stanu zdrowia i samopoczucia członków rodziny królewskiej.

– Byłem z nią, gdy nadeszły te straszne wieści. – Senimen pokręcił głową z podziwem, myśląc o tym, jak Hatszepsut zareagowała na śmierć brata. – Była jak zawsze opanowana. W mojej obecności nie uroniła nawet jednej łzy. Była skupiona. Jednak nie zdołała przede mną ukryć, jak mocno to przeżyła: pobladła, myślałem nawet, że zemdleje, ale nie, po prostu intensywnie myślała, a chwilę później, nie zważając na mnie ani na towarzyszące jej służki, pobiegła do komnaty ojca. Zgodnie ze zwyczajem pokłoniła mu się nisko i chociaż byli z nim kapłani, przytuliła go mocno. Byłem przy tym jak zawsze, cały czas w jej pobliżu. Widziałem. Nie pytając, czy może, pierwsza objęła ojca, zanim on to zrobił. To nadzwyczaj silna dziewczyna.

– Zawsze żałowałem, że nie przyszła na świat jako chłopiec. – Hapuseneb słuchał nauczyciela z uwagą. – Wygląda na to, że już wkrótce może być jedyną nadzieją Egiptu. Wiecie o tym?

– Oby bogowie pozwolili kroczyć faraonowi jak najdłużej po tej stronie życia. – Puiemre nabożnie pochylił głowę. – Księżniczka jest taka młoda i porywcza…

– Nie nam decydować o boskich planach – podsumował Hapuseneb. – Zanim jednak poznamy wolę bogów, przyjrzyjmy się dokładnie, czym dysponujemy tu, na ziemi. Zaplanujmy strategię. A od bogów będzie zależało, czy i w jakim stopniu pozwolą nam ją zrealizować.

– Wszystko w ich rękach – przytaknął Puiemre teściowi.

Nie zdarzało się, żeby miał inne zdanie niż arcykapłan. Wszystko, co osiągnął w życiu, zawdzięczał jemu. I stanowisko, i kolejne tytuły, i karierę na dworze. A to dlatego, że przed laty obdarzyła go uczuciem jego córka. Arcykapłan na początku nie był przychylny temu związkowi, ale ponieważ córka się upierała, postanowił, że nie będzie stał na drodze do jej szczęścia. Wiedział, że Puiemre nie jest zbyt lotnym człowiekiem, był jednak szlachetnie urodzony i grzeczny, a przy tym, jak twierdziły kobiety, przystojny, Hapuseneb wierzył więc, że odpowiednio pokierowany może osiągnąć niemało. Choć niechętnie, wreszcie zgodził się zatem na ślub młodych i od tego czasu kierował karierą zięcia.

Hapuseneb skłonił głowę przed generałem Pen-Nechbetem i wymownie na niego spojrzał, prosząc go w ten sposób, by przedstawił swój punkt widzenia. Cenił go i szanował. Wiedział, że doświadczenie, koneksje i giętkość umysłu czynią z niego doskonałego partnera do współpracy. Obaj pochodzili ze starych rodów, świetnie się rozumieli i obaj mieli ten dystans do świata, jaki daje tylko dobre urodzenie lub olbrzymie doświadczenie życiowe.

Generał jak zwykle nie zawiódł arcykapłana. Bez zbędnych ozdobników nakreślił sytuację, w jakiej właśnie znalazł się Egipt.

– Następca tronu Amenmose dołączył do przodków – oświadczył. – Totmes, oby żył wiecznie, nasz ukochany król, zbliża się do bram wieczności. Nie wiemy, ile wylewów Nilu ani nawet ile wschodów słońca będziemy jeszcze cieszyć się jego boską obecnością. Królowa Ahmes jest w pełni sił, ale w wielkiej rozpaczy, jej Ka jest rozkołysane emocjami. Wygląda na to, że naszą jedyną nadzieją na zachowanie dynastii jest księżniczka Hatszepsut. Z woli bogów i decyzją faraona wkrótce ma przejąć od matki obowiązki Boskiej Małżonki Amona. Jak wiemy, miała zaślubić tragicznie zmarłego księcia Amenmosego. Ale wszystko się zmieniło. Wkrótce może nastąpić kryzys dynastyczny. Bądźmy czujni!

– Bogowie nad nami czuwają – zapewnił Hapuseneb.

– Mamy jeszcze do dyspozycji dwóch synów drugorzędnych żon – zauważył Pen-Nechbet. – Szlachetniej urodzony i starszy jest Totmes, syn Mutnofret, ale jak wiemy, to chorowity chłopiec. Młodszy nie ma jeszcze roku. Trzeba będzie rozpatrzyć obie kandydatury, zanim szanując rozpacz faraona po stracie syna, w odpowiednim momencie przedstawimy mu je pod rozwagę.

– Ciągłość rodu jest najważniejsza – powiedział Senimen, gdy Pen-Nechbet skończył. – Maat musi być zachowane. Nie możemy dopuścić do zachwiania porządku świata.

Mężczyźni zgodnie pokiwali głowami i zadumali się nad sytuacją kraju.

– Hapusenebie, co o zdrowiu króla mówią medycy? – zapytał po chwili ciszy Pen-Nechbet.

– Nic nie mówią, znasz ich. – Arcykapłan zdobył się na uśmiech. – Kiedy nie panują nad sytuacją, twierdzą, że stanie się zgodnie z wolą bogów, a teraz zdają się na bogów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Niestety.

– To niedobrze. – Generał wstał. Kiedy intensywnie myślał, lubił spacerować. Podszedł do stołu zastawionego paterami z owocami. Wziął w palce świeżą figę i rozerwał ją na dwie części. Jedną włożył do ust. – Senimenie, uważasz, że Hatszepsut jest gotowa do sprawowania władzy? – zapytał, gdy już ją pogryzł i połknął.

 

– W pełni. Jest wykształcona, rozsądna, zrównoważona, twarda… Przecież przygotowujemy ją do roli królowej od dawna. Każdy z nas ma w tym swój udział.

– Istotnie, jest naszym wspólnym dziełem – przytaknął Hapuseneb, który lubił, by inni czuli, jak bardzo są ważni, chociaż był przekonany, że Hatszepsut najwięcej zawdzięcza jemu i że głównie on ją ukształtował. – Możemy być z siebie dumni.

– Ona ma rządzenie we krwi. To nie ulega dyskusji. – Pen-Nechbet tak jak pozostali uważał, że to, jaka jest Hatszepsut, to w dużym stopniu także jego zasługa. – Będzie doskonałą królową. Pytanie zasadnicze na dziś brzmi: teraz, gdy zabrakło księcia Amenmose, kto będzie godny zasiąść obok niej na tronie?

– Swego następcę powinien wskazać faraon – odezwał się Puiemre.

– Oczywiście, że tak właśnie będzie – zgodził się Pen-Nechbet. – Jednak faraon na pewno zechce najpierw wysłuchać rad Amona. Wszyscy wiemy, że w Egipcie nawet Nil płynie z woli tego właśnie boga – pozwolił sobie na żart, spoglądając na Hapuseneba, którego tak lubił.

Zgromadzeni w Domu Życia wiedzieli przecież doskonale, że to arcykapłan Hapuseneb jest głosem Amona, i byli zadowoleni, iż zanim ogłosi publicznie boską wolę, zawsze zasięga najpierw ich rad. Dzięki temu mieli rzeczywisty wpływ na to, co dzieje się w Egipcie, wspierali więc arcykapłana, bo chcieli, żeby ta sytuacja trwała wiecznie.

Teby, pałac rodziny królewskiej, komnata Mutnofret

Nazajutrz

Totmes, syn faraona i jego drugorzędnej żony Mutnofret, był chłopcem wątłym i chorowitym. Jego twarz pokrywały krosty, a ciało wrzody. Chorował od najwcześniejszego dzieciństwa. Miał problemy z oddychaniem, jego serce biło nierówno, źle sypiał, bolały go kości. Medycy zalecali mu unikanie wysiłku, udziału w procesjach, w długich dworskich ceremoniałach, a nawet w zwykłych pałacowych zabawach. Większość z dziesięciu lat swojego młodego życia spędził więc w oddalonym od centrum spokojnym pałacu na zachodnim brzegu rzeki. Rzadko uczestniczył w zabawach dzieci w pałacowym przedszkolu nazywanym kap, nigdy nie brał udziału w królewskich polowaniach, nie mówiąc już o tym, że nie dane mu było uczestniczyć w żadnej z licznych wypraw wojennych ojca. Faraon Totmes, po którym otrzymał imię, widywał go jedynie przy okazji największych uroczystości, a i wówczas nie zwracał na niego uwagi. Z woli króla już przy urodzeniu otrzymał tytuł księcia, ale ani faraon, ani nikt inny na dworze nie widział w nim następcy tronu. Był przecież chłopcem wciąż chorym, a więc nierokującym dobrze na przyszłość, bardzo słabym i z tego powodu odsuwanym w cień.

Tak było do czasu tragicznej śmierci Amenmosego. W ciągu jednego dnia w życiu chorowitego księcia zmieniło się wszystko. Zaczęło się od tego, że jego matka Mutnofret, która jeśli kiedykolwiek cieszyła się jakimiś łaskami na dworze, to tylko ze względu na to, że urodziła królewskie dziecko, została zaszczycona odwiedzinami arcykapłana Hapuseneba. Nie zdziwiła jej ta wizyta, była bowiem kobietą wykształconą i inteligentną, dobrze wiedziała więc, co może dla niej i jej syna oznaczać niespodziewana śmierć dziedzica tronu.

Mieszkała wraz z synem w zachodniej części pałacu przeznaczonej dla pobocznych żon faraona, które bogowie obdarzyli łaską urodzenia królewskiego dziecka. Była to część rozległa i urządzona tak jak pozostałe, wyposażona w sadzawki, ogrody i zacienione altany. Matki królewskich dzieci wraz z potomstwem miały własne wygodne komnaty. Nie brakowało im niczego. Dzieci bawiły się i jadły wspólnie pod opieką mamek, opiekunek i służby w pałacowym przedszkolu kap. Kobiety wiodły nieco nudne, ale dostatnie, spokojne, uporządkowane życie, urozmaicane uroczystościami, świętami i procesjami. Każdego dnia przed wschodem słońca większość z nich uczestniczyła w ceremonii budzenia Amona.

Co dzień u kresu nocy z pałacu wyruszał zatem pochód kobiet. Na jego czele kroczyła Ahmes, za nią Hatszepsut, a następnie pozostałe kobiety, w tym damy dworu i córki ważnych Egipcjan pełniące funkcję adoratorek Amona. Udawały się do świątyni Amona, gdzie czekał na nie arcykapłan Hapuseneb. Wchodziły przez otwierane przed nimi wrota i podążały za arcykapłanem, by dokonał się codzienny rytuał. W najważniejszej części, która odbywała się w samym sercu świątyni, brała udział jedynie Wielka Królewska Małżonka Ahmes, bo tylko ona, jako zarazem Boska Małżonka Amona, mogła doświadczać zaszczytu oglądania Najwyższego. W tym czasie pozostałe adoratorki Amona i księżniczka Hatszepsut w dużej sali świątynnej oddawały się nabożnym śpiewom i modlitwom.

Mutnofret, tak jak i innym pobocznym żonom, nigdy nie było dane wejść do serca świątyni. Nie przeszkadzało jej to. Nie lubiła rzucać się w oczy, była uległa i pokorna. Nigdy nie zabiegała, jak robiły czasami inne żony, o możliwość zarządzania jednym z królewskich warsztatów rękodzielniczych albo własnym przedsiębiorstwem. Cieszyło ją to, co miała. Zajmowała się chorowitym synem, lubiła malować na bambusowym materiale, sprawiało jej przyjemność czytanie starych papirusów, lubiła odwiedzać Dom Życia przy świątyni Amona. Chociaż cierpiała z powodu słabości syna, dobrze jej się żyło z myślą, że właśnie dzięki temu chłopiec nie stanowi dla nikogo zagrożenia, nie jest więc obiektem pałacowych intryg.

Gdy dotarła do niej wiadomość o śmierci następcy tronu, przeraziła się ogromnie. Dobrze wiedziała, co może to dla niej oznaczać. Nie myliła się.

– Pani, jesteś matką syna faraona – rozpoczął arcykapłan.

– Arcykapłanie, moje serce krwawi z powodu śmierci księcia Amenmosego – odparła.

Wiedziała, że musi być ostrożna. Gra o tron, która właśnie się rozpoczęła i w którą została mimowolnie włączona, mogła okazać się dla niej i jej syna bardzo niebezpieczna.

Teby, pałac rodziny królewskiej, komnata Hatszepsut

Tydzień później

– Ludzkie życie jest jak wody wiecznego Nilu – powiedział mistrz Senimen. – Źródło jest zawsze darem boga. Nie znamy powodu, dla którego zostaliśmy obdarzeni życiem, i nie wiemy, jak ono się potoczy. Nasze trwanie jest niczym nurt rzeki. Czasami płynie spokojnie w odwiecznym korycie, innym razem wylewa gwałtownie. Bywają lata suche… niech bogowie mają nas w opiece i sprawiają, by nie było ich zbyt często… gdy rzeka niemal znika, a są takie, kiedy Nil pokrywa tereny, które od lat nie zaznały kropli wody. Główny nurt zasilają mniejsze i większe dopływy. Każdy z nich daje rzece coś nowego. Bywa, że dobrego, ale zdarza się, że dopływ przynosi choroby lub inne boskie przekleństwa.

Hatszepsut słuchała z uwagą. Lubiła rozmowy z mistrzem. Senimen został jej nauczycielem, gdy tylko niania Sitre przestała być jej karmicielką i najważniejszą opiekunką. Odkrywał przed nią nowe światy, pokazywał perspektywy, przekazywał mądrości zawarte w starych księgach, pobudzał jej umysł do szukania nowych ścieżek i dróg. Pozwalał stawiać pytania, na które wspólnie szukali odpowiedzi. Wybierał dla niej lektury, opowiadał o starych myślicielach, mówił o mądrościach z Heliopolis. Od tak dawna był jej mistrzem, że zdawało się, że jest z nią od zawsze.

– Nil jest wieczny tak jak życie – kontynuował. – Nasz czas na ziemi dostajemy od bogów i oni nam go odbierają. Ludzie czasami uważają, że śmierć jest końcem wszystkiego. A przecież życie nie ma ani początku, ani końca.

– Jesteśmy tu tylko przez chwilę. – Hatszepsut wyprostowała się na krześle. Odchyliła głowę, jakby chciała spojrzeć w niebo, lecz widać było, że patrzy gdzieś dalej, poza ziemski świat. Zamknęła oczy. – Materializujemy się jako manifestacja boskiej siły – recytowała jedną ze swoich ulubionych starych myśli wyrytych na kamieniach w Heliopolis. – Jesteśmy jej elementem i wyrazem. Emanacją wiecznej kosmicznej energii. Iskrą świecącą przez mgnienie. Światło jest dane wszystkim w momencie, kiedy tu przychodzimy, ale jego intensywność i kolor zależą niemal wyłącznie od nas samych.

– Wewnętrzne światło rozświetla każdemu ziemską drogę, ale jej jakość zależy też od wielu innych czynników.

Często zanim Hatszepsut odkryła, co Senimen chce jej przekazać, była obdarowywana przypowieścią lub sentencją, która miała wprowadzić ją w refleksyjny nastrój i otworzyć jej umysł na nowe. Czuła, że i tym razem tak będzie. Że zaraz dowie się o czymś, co będzie stanowiło o nadchodzącej istotnej zmianie w jej życiu. Nie bała się nowości, wiedziała, że są nieodłączną częścią ludzkiego żywota. Lubiła wyzwania, ale chciała być do nich zawsze jak najlepiej przygotowana.

– Zanim rzeka zasili morze swoimi wodami, płynie przez cały kraj. Czasami wzburzona, innym razem łagodna – kontynuował Senimen spokojnym głosem. – Zbiera po drodze dopływy, z których czerpie energię. My, ludzie, też potrzebujemy uzupełniać siły, wiedzę i umiejętności. Czerpiemy z dorobku tych, którzy byli przed nami, studiujemy mądre papirusy, czytamy ze starych kamieni.

– Uczymy się od mistrzów takich jak ty. – Hatszepsut chciała sprawić przyjemność nauczycielowi i oddać mu hołd.

– Jesteś zbyt łaskawa, pani. – Skłonił przed nią głowę i dodał: – Uczniowie hojnie obdarowani przez bogów często szybko przerastają mistrzów. Gdy tak się dzieje, wiemy, że nadchodzi czas, by otworzyć główny nurt na nowe dopływy.

– Senimenie, jesteś moim nauczycielem od zawsze. Od lat czerpię nauki także od arcykapłana Hapuseneba, radą służy mi generał Pen-Nechbet, także moja matka, najmądrzejsza z kobiet, wdraża mnie we wszystko, co potrzebne w służbie Amonowi. Ale przede wszystkim uczę się od mojego ojca… Trudno wyobrazić sobie lepszych nauczycieli, nie sądzisz?

– Zaiste, księżniczko, twoje słowa są prawdą. Jednak jak wiemy, mądry jest nie ten, kto potrafi przewidzieć nadejście nowego, ale ten, kto wiedząc o nadchodzących zmianach, właściwie się do nich przygotowuje. Po śmierci księcia Amenmosego czekają nas duże zmiany. Amon nie przekazał nam jeszcze, kto zostanie następcą tronu. Nadchodzi trudny czas dla nas wszystkich. Przygotujmy się do niego, jak potrafimy najlepiej.

– Twoje słowa, mistrzu, powinny być wyryte w kamieniu!

– Chylę czoła przed tobą, pani, i twoją inteligencją.

– Jeśli kiedyś z woli bogów zostanę królową, każę je zapisać na wieczność, by potomni mogli z nich korzystać.

Hatszepsut od dawna wiedziała – lecz od pewnego czasu zaczynała naprawdę rozumieć – jak wielkie znaczenie w rządzeniu ma odpowiedni dobór słów. Jak ważne jest podkreślanie, kiedy to tylko możliwe, że zawdzięcza niemal wszystko w życiu łaskawości bogów i najważniejszych osób na dworze. Pilnowała się więc, co, jak i do kogo mówi, starając się ograniczać i powstrzymywać słowa, które tak chętnie i zazwyczaj, jak sądziła, w nadmiarze wypływały z jej ust. Korzystając z nauk swoich mistrzów, wychwalała Amona, przy każdej okazji. Przychodziło jej to z łatwością, bo gorąco wierzyła, że jako jego córka jest otoczona troskliwą boską opieką. Chwaliła też tych, którzy mogli się stać kiedyś jej sojusznikami, nawet gdyby miało to nastąpić w dalekiej przyszłości.

– Senimenie, opowiedziałeś mi o rzece. Staram się zrozumieć twoje przesłanie i zapamiętać je. Ale teraz proszę, zacznij mówić wprost, dość już pogmatwanych nitek! O co chodzi?

Senimen znał swoją podopieczną prawie tak dobrze, jak znała ją Sitre. Wiedział, jak bardzo jest podobna do swojego ojca, który nad wyraz cenił sobie proste, jasne i klarowne wypowiedzi. A księżniczka im była starsza, tym bardziej się do niego upodabniała.

– Pani, czy pamiętasz młodzieńca, który rzucił się na pomoc, gdy wpadła do wody twoja siostra Neferubiti, niech będzie szczęśliwa na wiecznych boskich polach?

Senimen przypomniał zdarzenie, które miało miejsce kilka lat wcześniej na królewskiej łodzi płynącej z Teb do Memfis. Tamtego popołudnia Neferubiti, młodsza siostra Hatszepsut, przez chwilę sama stała na dziobie. W pewnym momencie barka niespodziewanie wpłynęła na mieliznę, nastąpił silny wstrząs, księżniczka straciła równowagę i wpadła do wody. Umiała pływać, jednak spadając, zachłysnęła się wodą i zaczęła topić. Uratował ją młody mężczyzna.

– Podziękowaliśmy odpowiednio temu dzielnemu żołnierzowi? – zapytała teraz Hatszepsut, dobrze wiedząc, że tak się stało.

– Oczywiście, otrzymał stosowną nagrodę – zapewnił Senimen, zauważając, że oczy księżniczki zamgliły się lekko na wspomnienie ukochanej siostrzyczki i tamtego zdarzenia. – Przyznam, że młodzieńca, który uratował księżniczkę, miałem na oku już wcześniej, pani. Służył w armii twojego ojca, brał udział w wyprawie kuszyckiej. Tej samej, w której i ty uczestniczyłaś.

 

– Miałam wtedy pięć lat.

– Tak, to było dawno temu.

– Z tamtej wojny wszystko doskonale pamiętam. Wydaje mi się, że nawet więcej, niż to możliwe: każdy szczegół, każdego egipskiego żołnierza.

– Naprawdę aż tak?

– Tak sądzę.

– A pamiętasz, pani, żołnierza, który wtedy, w Nubii, walczył tak dzielnie, że zasłużył na to, by podać chopesz, kiedy twój ojciec miał odciąć dłonie pokonanemu władcy?

– Pamiętam smukłego wysokiego mężczyznę, który klęcząc, podawał faraonowi insygnia na błękitnej poduszce. Chopesz podał ojcu arcykapłan Hapuseneb. Byłam tam, widziałam to z bliska.

– Twoja pamięć, pani, jest zadziwiająca – zauważył z podziwem Senimen.

– Nanizane na sznury dłonie wrogów, których dzielny żołnierz pokonał w bitwie, z trudem mieściły się na jednym wozie. Tak, oczywiście, że go pamiętam. Nie wyglądał na siłacza, ale jak uczysz mnie od lat, pozory często mylą… Tamtego dnia w czasie uroczystości klęczał w pobliżu tronu, całkiem blisko mnie. Tak jak wszyscy byłam z niego dumna.

– To ten sam człowiek, który skoczył do wody za Neferubiti.

– Naprawdę? – Hatszepsut była szczerze zaskoczona.

– Od tamtego czasu minęło prawie dziesięć lat. Wiele się zmieniło. Wówczas tamten młodzieniec był żołnierzem, a teraz jest nadzwyczaj uzdolnionym nauczycielem.

– Jest nauczycielem? Inaczej pamiętam go z dzieciństwa. Wtedy jego policzki i tors pokrywała czerwona farba zwycięstwa, skóra tygrysa zakrywała mu plecy i jedno ramię, a do drugiego miał przytroczony oszczep i łuk.

– Wojna i wojskowe rzemiosło mają swoje prawa. Wtedy wyglądał inaczej, bo był żołnierzem. Jako nauczyciel przebywa w zacienionych ogrodach, w pałacach możnych i w Domach Życia. Dzięki temu wyszlachetniała mu nie tylko skóra.

Senimen zawiesił głos, czekając, aż księżniczka zada mu pytanie, wyrażając tym samym chęć dalszej konwersacji na ten temat. Ona jednak milczała. Wiedziała, że mistrz celowo ukierunkowuje jej myśli. Znała jego metody, a nie chciała zdradzać zainteresowania człowiekiem, o którym rozmawiali. Sam Senimen nauczył ją przecież, że ścieżki myślenia kogoś, kto ma sprawować władzę, powinny pozostawać nieodgadnione dla zwykłych śmiertelników. A jej mistrz był przecież zwykłym śmiertelnikiem. Była przekonana, że nie domyślił się, jak żywo ją ciekawi osoba wybawcy siostry, chociaż sama tego zainteresowania nie rozumiała.

Mimo że nie wypadało, by tak było, coś ciągnęło ją do tego człowieka. Jakaś siła, której nie potrafiła nazwać. Nie znała go przecież, widziała tylko raz w życiu, i to tak dawno, że niemal tego nie pamiętała, lecz coś ją niepokoiło, gdy słuchała opowieści o nim, coś powodowało drżenie serca i niezwykłe podekscytowanie, jakie w dzieciństwie odczuwała jedynie na myśl o zbliżającej się podróży. Odganiała te myśli od siebie, nie chciała, by pojawiały się jej w głowie, a równocześnie czuła, że dzięki nim zaznaje przedziwnego, wcześniej nieznanego rodzaju przyjemności.

Mistrz rozszyfrował ją niemal od razu. Jej reakcje wskazywały, że jest zainteresowana jego protegowanym. Jednak już dawno uznał, że lepiej, by księżniczka nie wiedziała, jak bardzo jej emocje są dla niego czytelne. Poza tym – a może przede wszystkim – zadanie, którego się podjął na prośbę przyjaciół, Hapuseneba i Pen-Nechbeta, miało polegać właśnie na wywołaniu w niej zainteresowania tym młodym człowiekiem. Chcieli, by zbliżył się do niej, był blisko, zyskał jej zaufanie, chronił ją i wspierał. Zależało im, żeby go polubiła i zaufała mu. Dzięki temu będą wiedzieli, że jest bezpieczna i ma kogoś, kto ją chroni, a zarazem w ich imieniu w pewien sposób nadzoruje. Senimen czuł więc, że osiągnął cel. I to nadspodziewanie łatwo. Bogowie mu sprzyjali.

– Został obdarzony żywą inteligencją. Jego myśli są znacznie szlachetniejsze niż miejsce, w którym przyszedł na świat. W dodatku jest niezwykle sprawny fizycznie, silny, zręczny, świetnie kieruje ludźmi, zna różne metody walk. Mądry, sprawny i waleczny: jednym słowem, człowiek do wszystkiego!

Hatszepsut wykonała przyzwalający gest ręką, dając tym samym znak, żeby kontynuował. Równocześnie skinęła na służącą, która w okamgnieniu podała jej kielich wypełniony winem figowym rozrzedzonym wodą.

– Mistrzu, też masz ochotę? – zapytała.

Jeśli nawet wcześniej Senimen miał choćby cień wątpliwości, czy przypadkiem obojętność księżniczki na jego opowieść nie jest udawana, w tym momencie utwierdził się w przekonaniu, że jest wręcz przeciwnie. Interesowała się tym człowiekiem, tylko nie chciała tego okazać, wiedząc, że jej to nie uchodzi. Myślała, że przechytrzy swojego nauczyciela, że już go przerosła, że zdoła ukryć przed nim swoje myśli. O, jakże się myliła! Senimen nie miał z tym najmniejszych trudności. Wiedział o niej bardzo dużo, między innymi to, że od najmłodszych lat, gdy była podekscytowana i chciała to ukryć, zasychało jej w ustach, dlatego prosiła o napoje. Tak było i tym razem. Co oznaczało, że jest bardzo zainteresowana i poruszona tym, co Senimen ma jej do powiedzenia, a przy tym trochę podenerwowana.

Pokręcił przecząco głową, dziękując za wino, odczekał, aż księżniczka wypije kilka łyków, i mówił dalej:

– Może dziwić niezwykła kariera tego człowieka. Ale zaręczam ci, pani, i klnę się na swoje doświadczenie: to osoba wyposażona przez bogów w tak liczne talenty, że grzechem przeciw tym co nad nami byłoby nie wykorzystać ich na chwałę wiecznego Egiptu.

– Mów dalej – zezwoliła, uznając wreszcie, że nie ma niczego niestosownego w tym, że interesuje się losem dzielnego wojownika. – Podsyciłeś moją ciekawość.

– Pochodzi z Iuny6. Jego rodzice to Ramose i Hat-Nefer. Ramose jest pisarzem w ubogiej dzielnicy. Oboje rodzice żyją. Ma braci i siostry, którzy jednak nie zdradzają tak licznych talentów jak on. Nauczył się pisać i czytać w wieku trzech lat. Włada pięcioma językami. Doskonale liczy, zna geometrię, matematykę, astrologię, uczy się błyskawicznie.

– No, no! – przerwała mu Hatszepsut. – Z jakiego rodu pochodzi jego rodzina?

– Nie są urodzeni szlachetnie. Wiedząc, jaki jest inteligentny, myśleliśmy, że może kto inny jest jego ojcem, ale matka zaklina się na Hathor, że poza mężem nie poznała w życiu żadnego innego mężczyzny. Wierzę jej, to prosta szczera kobieta, gorąca wyznawczyni Hathor.

– Widzę, że zrobiłeś dokładne rozpoznanie.

– Pani, za zgodą faraona po wojnie w Kuszu jej bohater, człowiek, o którym rozmawiamy, został wysłany do Heliopolis. Pobierał tam nauki przez lata. Wrócił wypełniony wiedzą jak dzban najlepszym winem. Jest pod moją opieką. Pochodzi z prostej rodziny, ale jak już mówiłem, bogowie z jakichś znanych tylko im powodów wyposażyli go nad wyraz sowicie. Wykorzystajmy to. Ty to wykorzystaj, pani. Ktoś taki przyda ci się na dworze. Jest nie tylko silny, sprawny i waleczny, ale ma też naprawdę giętki umysł. W czasach, które nadchodzą, będziesz potrzebowała kogoś takiego: zaufanego człowieka do wszystkiego, pozostającego do twojej wyłącznej dyspozycji. Może być twoim nauczycielem, przybocznym, doradcą i wszystkim, czym rozkażesz. Ręczę za niego.

– Jak on się nazywa? – zapytała Hatszepsut, nie kryjąc już zainteresowania człowiekiem, z którym co jakiś czas bogowie krzyżowali jej losy, jakby chcieli ją przygotować do czegoś, co miało być dla niej wyjątkowo ważne.

– Senenmut.

– Senenmut – powtórzyła jak echo. – Chcę go poznać.

Senimen uśmiechnął się do siebie. Ucieszył się, że osiągnął cel.