Hatszepsut

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Hatszepsut
Hatszepsut
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Hatszepsut
Hatszepsut
Audiobook
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Plik jest zabezpieczony znakiem wodnym


HATSZEPSUT

Copyright © 2016 by Ewa Kassala

Copyright © 2017 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

Redakcja: Bożena Sęk

Korekta: Aleksandra Mól, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-8110-397-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2017

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

SPIS TREŚCI

Kiedy to było?

Prolog

Część pierwsza. Boska Małżonka Amona

Część druga. Wielka Małżonka Królewska

Część trzecia. Regentka

Część czwarta. Faraon Hatszepsut

Część piąta. Zmierzch

Epilog

Od autorki

Podziękowania

Przypisy

O, Seszat – która zapisywałaś historię na liściach i owocach świętego drzewa iszed, o, Thocie – patronie pisarzy i uczonych, protektorze pisma – na waszą cześć strącam na ziemię krople tuszu, prosząc o wsparcie.

KIEDY TO BYŁO?


PROLOG

– Tak giną wrogowie Egiptu – powiedział faraon, a wiatr poniósł jego głos na wszystkie strony świata.

Uniósł rękę dzierżącą nechachę1, chwilę trwał w bezruchu, po czym energicznie skierował ją ku ziemi, dając żołnierzom znak do rozpoczęcia zbiorowej egzekucji.

Przed nim w długich rzędach klęczeli jeńcy – wojownicy królestwa Kuszu. Były ich setki. Silnych mężczyzn o ciemnej skórze, zwyciężonych przez wielką armię Egiptu. Każdemu związano ręce skrzyżowane na plecach. Ciało ich martwego wodza spoczywało u stóp faraona, który dzień wcześniej pokonał go w bezpośredniej walce. Jeńcy znali swój los.

Totmes, pierwszy tego imienia, siedział na jednym z dwóch złotych tronów ustawionych na podwyższeniu pokrytym skórami lwów. Drugi zajmowała Ahmes, Wielka Małżonka Królewska. Tuż za ojcem stali książęta Wadżimose i Amenmose. Obok na wygodnym, wyściełanym miękką skórą krzesełku siedziała Hatszepsut.

Miała tylko pięć lat, jednak była tak rozważna, mądra i posłuszna, a przy tym tak mocno zapatrzona w ojca, że faraon godził się, by towarzyszyła mu od czasu do czasu, gdy w Tebach zajmował się sprawami państwowymi. Pozwolił też, by po raz pierwszy, wraz ze swoją matką królową Ahmes, nianią Sitre i starszymi braćmi, wzięła udział w wyprawie wojennej. Siedziała więc dumna obok niego i w skupieniu przyglądała się zdarzeniom. Wiedziała, że przez całą uroczystość nie może się odezwać, odwrócić głowy ani nawet oczu bez względu na to, co będzie się działo.

– Pani, jesteś córką Amona – powiedział przed uroczystością arcykapłan Hapuseneb, patrząc jej prosto w oczy. – Będziesz kiedyś Boską Małżonką Amona, najważniejszą kapłanką w Egipcie, tak jak teraz twoja matka. Dziś setki ludzi będą obserwować każdy grymas na twojej twarzy, każde drgnienie powieki, poruszenie stopą. I tak będzie już zawsze, bo jesteś wybrana.

Hatszepsut spoglądała na Hapuseneba inteligentnymi oczami, w których nie było nawet śladu bojaźni. Pamiętała słowa ojca, który od małego mówił jej, że córka faraona nie boi się nikogo, patrzy w oczy każdemu, kto się do niej zwraca, zadaje sobie pytanie, czy w słowach, które słyszy, jest maat, a bogowie pomagają jej zdecydować, na ile może ufać temu, co wpływa do jej uszu. Trzymała się też zalecenia, by jej myśli pozostawały dla otoczenia nieodgadnione.

Mała księżniczka zasiadała więc między najważniejszymi osobami w państwie i próbowała zachowywać się jak one.

– Najwyższy nad tobą czuwa, nie zawiedź go, pani – dodał arcykapłan, podziwiając opanowanie i dojrzałość pięciolatki.

– Dziękuję arcykapłanowi Amona za mądre rady – powiedziała i z godnością niezwykłą w jej wieku dystyngowanie skinęła głową.

Na znak faraona egipscy żołnierze, równo maszerując, ustawili się każdy przed jednym z klęczących mężczyzn. Kiedy generał Pen-Nechbet uniósł chopesz2, wyjęli zza pasów krótkie miecze, równocześnie wolną ręką chwytając jeńców za włosy.

– W imię Amona! – zawołał i uderzył ostrzem chopesza w ziemię.

– W imię Amona! – zawtórowali mu żołnierze, wbijając miecze w serca wrogów.

Rozległy się krzyki i głuche westchnienia zabijanych.

– Maat zostało przywrócone! – zabrzmiał powtórnie głos Pen-Nechbeta ponad jękami zabijanych.

Na te słowa żołnierze zaczęli odcinać dłonie martwym wojownikom. Zamierzali nanizać je na sznury i dołączyć do tych, które zdobyli we wcześniejszych bitwach, zabrać do Egiptu i szczycić się zasłużoną chwałą zwycięzców. Właściciele największych kolekcji mogli liczyć na nagrodę od swojego dowódcy, a najwybitniejsi na złoty łańcuch lub złotą muchę od samego faraona.

Totmes, jego rodzina, arcykapłan Hapuseneb i inni dostojnicy towarzyszący faraonowi trwali nieruchomo, czekając na zakończenie krwawej ceremonii.

Generał Pen-Nechbet nie zwlekał. Na jego komendę żołnierze wyprostowali się karnie i uderzając zwiniętą prawą pięścią w klatkę piersiową, triumfalnie wykrzyczeli imię króla.

– Tot-mes! Tot-mes! Tot-mes! – poniosło się daleko.

Faraon wstał. Królowa Ahmes i księżniczka Hatszepsut również. Król wyprężył się nad zwłokami władcy Kuszu, uniósł ręce trzymające nechachę i hekę w geście zwycięstwa i postawił nogę na piersiach trupa. Po chwili odłożył insygnia na poduszkę trzymaną przez klęczącego nieopodal wojownika, ujął chopesz podany mu przez arcykapłana i jednym zdecydowanym ruchem ręki odciął obie dłonie martwemu władcy.

– Tot-mes! Tot-mes! Tot-mes! – zawołali żołnierze z jeszcze większym niż poprzednio entuzjazmem.

Hatszepsut patrzyła na to, co się działo, nieruchomym wzrokiem. Pierwszy raz była na wojnie, nigdy wcześniej nie widziała ceremoniału, który odbywa się po jej zakończeniu. Przerażało ją brutalne zachowanie egipskich żołnierzy, przełykała łzy, gdy przebijali serca wrogów. Myślała o klęczących wojownikach, że pewnie w domach czekają na nich dzieci. Ale żaden z nich już nigdy nie weźmie kochającej go córki na kolana. Poczuła na ciele gęsią skórkę i taką suchość w gardle, że gdyby nie obiecała sobie, iż wszystko wytrzyma, i nie miała pewności, że wszyscy ją obserwują, a szczególnie kapłan Hapuseneb, zerwałaby się z miejsca i z płaczem wtuliła w ramiona matki. Jednak nie zrobiła tego. Wyrzuciła z głowy współczucie dla wrogów, powiedziała sobie, że musi być silna, a jako księżniczka egipska nie może publicznie płakać. Jeszcze bardziej wyprostowała szczupłe dziecięce plecki, nabrała powietrza i nakazała sobie spokój. Już po chwili go osiągnąwszy, spojrzała na ojca z podziwem. Był dla niej niedościgłym ideałem. Czciła go i wielbiła. Nieporównanie bardziej niż dworzanie i poddani, mocniej niż kobiety ze Złotego Domu, a nawet niż jej matka Ahmes, która przecież była mu oddana w pełni i kochała go jak nikogo na świecie.

Totmes był synem boga, jego doskonałą emanacją i wysłannikiem na ziemi. To on, z woli Amona, był fundamentem maat – wiecznego kosmicznego ładu, porządku świata, dobra i prawdy. Dzięki jego pobożności Amon pozwalał, by budził się dzień, wylewał Nil, wzrastały zboża, a ludzie rodzili się i umierali tak jak ich przodkowie. Bez faraona Egipt nie mógłby istnieć. Hatszepsut chciała być taka jak on.

 

Ojciec Hatszepsut był nie tylko faraonem, ale też wodzem, i to doskonałym. Był też najwyższym kapłanem Amona, zwierzchnikiem wszystkiego i wszystkich, boskim namiestnikiem czuwającym nad porządkiem świata. Nagradzał i karał, skazywał na śmierć lub darowywał życie, budował lub burzył – i wszystko to z woli bogów. Miał zawsze rację, był najmądrzejszym i najpotężniejszym człowiekiem na świecie, bo Amon przekazał mu swoje boskie Ka – nieśmiertelną królewską duszę, dzięki której Totmes przejął doświadczenie wszystkich wcześniej panujących faraonów. Nie mylił się nigdy, a jego wola była święta.

Poza tym był piękny. Dziewczynka zachwycała się jego muskularnymi ramionami, szczególnie gdy z rzadka brał ją na ręce i pozwalał się głaskać po gładko ogolonej twarzy. Wtulała się wtedy w niego i wdychała jego zapach. Miał zawsze starannie naoliwione, pachnące mirrą silne umięśnione ciało. Jako żołnierz był bardzo sprawny. Niewiele mówił, słynął z powściągliwości w okazywaniu uczuć i nie lubił pieszczot, jednak dla córki czasami robił wyjątek.

Hatszepsut była do niego podobna. Miała tak jak ojciec okrągłą twarz o łagodnych rysach i bystre oczy. Mimo że wciąż jeszcze była dziewczynką, o której trudno powiedzieć, jaką będzie kobietą, kapłani twierdzili, że odziedziczyła po nim także inteligencję, zdecydowanie, siłę i wytrzymałość. Miała też po ojcu twardy charakter. Nigdy się nie poddawała, była zasadnicza i wiedziała, czego chce. Jej nauczyciel, mędrzec Senimen, zapewniał, że chętnie czyta, słucha rad i jest nad wiek dojrzała, poważna i odpowiedzialna. Jednak przede wszystkim była zapatrzona w ojca. Jej podobieństwo do faraona, cechy charakteru i najprawdziwsze bezwarunkowe uwielbienie, jakim go darzyła, sprawiały, że była jego niekwestionowaną ulubienicą.

– Jaka szkoda, że nie przyszła na świat chłopcem – usłyszała kiedyś słowa Hapuseneba rozmawiającego o niej z Sitre. – Byłaby idealnym faraonem.

– Będzie idealną Wielką Małżonką – odpowiedziała wtedy piastunka z przekonaniem.

– Nikt nie zna ścieżek, jakie planują dla nas bogowie. Kto wie, co ją czeka…?

Hatszepsut pamiętała, jakie wrażenie wywarły wówczas na niej słowa arcykapłana.

Co by było, gdybym rzeczywiście była chłopcem? zapytała wtedy siebie samą. I postanowiła solennie, iż to, że urodziła się dziewczynką, w niczym nigdy jej nie ograniczy.

Teraz, stojąc obok rodziców, podziwiała ojca, który zdecydowanie stawiał stopę obutą w skórzany pozłacany sandał na ciele martwego wodza. Słyszała wiwatujących żołnierzy, patrzyła na setki pokonanych, których martwe ciała usłały plac. Czuła dumę z faraona i niezwyciężonej armii Egiptu. W myślach dziękowała Amonowi, że błogosławi jej rodzinie, dynastii Totmesydów i wiecznemu Egiptowi.

Zerknęła na matkę. Stała wyprostowana z wysoko uniesioną głową. Była smukła, elegancka i dostojna jak zawsze. Uśmiechała się. Miała w sobie spokój, piękno i mądrość królewskich przodków. Hatszepsut była pewna, że Ahmes jest najwspanialszą Wielką Małżonką Królewską i pierwszą kapłanką Amona, jaką kiedykolwiek nosiła egipska ziemia. Królowa wyczuwając wzrok córki, spojrzała na nią jak zawsze z wielką dumą i z miłością ujęła jej małą, ale już silną rączkę. Poczuła lekki opór, który jednak po chwili ustąpił.

Jestem już duża, matka nie powinna trzymać mnie za rękę, pomyślała w tym momencie Hatszepsut, ale pamiętając o słowach Hapuseneba, że wszyscy będą obserwować jej zachowanie, poddała się woli królowej i mimo pokusy nie oswobodziła dłoni. Robię to dla dobra dynastii, usprawiedliwiła swoją uległość i westchnęła.

Arcykapłan Hapuseneb przyglądał się jej z uwagą.

CZĘŚĆ PIERWSZA BOSKA MAŁŻONKA AMONA

Działałam pod jego przewodnictwem,

to on mnie prowadził. Nie zamierzałam uczynić

niczego bez jego zgody.

To on dawał mi wskazówki.

(fragment inskrypcji, którą Hatszepsut

rozkazała wyryć w świątyni w Karnaku)

Teby, pałac rodziny królewskiej

Kilka lat po wojnie kuszyckiej

– Przekażę ci tytuł Boskiej Małżonki Amona – powiedziała królowa, a gdy napotkała zaskoczone spojrzenie córki, dodała łagodnie: – Faraon doznał biaitu3. Uznał, że jesteś wystarczająco dorosła, wielokrotnie też dowiodłaś rozwagi, mądrości, powściągliwości, a także zaangażowania i oddania Amonowi, możesz więc dostąpić zaszczytu przejęcia tej odpowiedzialnej funkcji.

Hatszepsut siedziała obok matki na wygodnej rozłożystej sofie wyłożonej miękkimi poduszkami z łabędziego pierza. Starannie udrapowane powyżej ich głów zwiewne materie osłaniały je przed słońcem, ostrym o tej porze roku nawet wczesnym rankiem. Znajdowały się w ogrodzie pałacu, który faraon kazał zbudować w zachodniej części Teb, na tyle daleko od centrum, by nie dochodziły tam odgłosy nigdy niezasypiającej stolicy. Powietrze było tu zdrowsze, panował spokój, a komnaty, łaźnie, ogrody, ścieżki, sadzawki i sale przyjęć zaplanowano tak nowocześnie, że żyło się tu wygodnie i komfortowo. W przeciwieństwie do starego pałacu, w którym faraon najczęściej podejmował oficjalnych gości, położonego w centrum miasta, tu było przestronnie, panowała cisza i spokój.

Zaczynał się okres szemu4, pora zbiorów. Kwiaty były w pełnym rozkwicie, z gałęzi drzew zwisały soczyste dojrzałe owoce.

Kobiety właśnie wróciły ze świątyni, gdzie każdego dnia o świcie Ahmes, jako Boska Małżonka Amona, dokonywała rytuału obudzenia boga. Córka towarzyszyła jej od kilku lat, przygotowując się do momentu, kiedy przejmie od matki rolę wyznaczoną jej tradycją. Wstęp do najświętszej części świątyni mieli jedynie Boska Małżonka, faraon i arcykapłan, dlatego na czas budzenia boga Hatszepsut zostawała w przedsionku świątyni. Od pewnego czasu królowa pozwalała córce oglądać święty ceremoniał przez specjalne malutkie okienko umieszczone w jednej ze ścian. Hatszepsut wiedziała więc, jakie będą jej obowiązki. Nie sądziła jednak, że matka je tak szybko jej przekaże.

– Jesteś dorosłą kobietą. Bogini obdarzyła cię comiesięcznym darem krwi. Możesz być już żoną i matką. A więc powinnaś stać się też Boską Małżonką.

– Ale przecież ty, królowo, tylko ty możesz nią być! – zaprotestowała Hatszepsut, wspierając swoje słowa uderzeniem dłoni w udo.

Starała się panować nad gestami, ale wciąż jeszcze czasem, gdy emocje brały w niej górę, wymykały się spod jej kontroli.

– Jak wiesz, mój cudowny darze, faraon ma zdolność poznawania woli Najwyższego. A on chce, żebyś została Boską Małżonką już teraz.

– Matko, skąd ta decyzja? Dzieje się coś, o czym nie wiem?

Królowa wzięła ją za rękę. Wiedziała, że jej córka ma w sobie mądrość i roztropność swego ojca i innych królewskich przodków. Bogowie obdarowali ją hojnie.

– Pamiętasz dzień, kiedy zachorował Wadżimose?

– To było straszne. – Księżniczka pochyliła głowę ze smutkiem. – Odszedł do bogów po zaledwie trzech dniach gorączki. Pamiętam.

– Był pięknym, mądrym i silnym chłopcem. Ojciec wierzył, że będzie jego następcą.

– Amon chciał inaczej…

– Kiedy zdradzamy swoje plany światu, bogowie się śmieją. – Po policzkach królowej niespodziewanie popłynęły łzy. Nie otarła ich.

Hatszepsut patrzyła na nią w milczeniu. Wiedziała, że matka potrzebuje chwil, kiedy może płakać bez świadków, i nikt nie uzna tego za jej słabość.

– Powinnam była wtedy zrobić więcej, żeby ochronić chociaż Neferubiti… – Na wspomnienie śmierci młodszej córki ciałem królowej wstrząsnął krótki dreszcz bólu.

– Miała tylko pięć lat, była małą, słabą dziewczynką, matko.

– Gdy zaczęła się gorączka Wadżimosego, powinnam była o nią bardziej zadbać, odizolować ją. A ja? Skupiłam się na synu, zapominając o całym świecie. Zapominając o kochanej malutkiej córeczce!

– Matko, nie ma twojej winy w tym, co się stało.

Wadżimosego, jej pierworodnego, i Neferubiti, najmłodszej córki, nie było po tej stronie życia już od trzech lat, ale królowa wciąż nie potrafiła się z tym pogodzić.

– Tamtego dnia obiecałam bogom, że zrobię, co tylko mi rozkażą, wszystko, czego zażądają, byle tylko nie zabierali już więcej żadnego z moich dzieci. Każdego dnia gorąco modlę się za ciebie i Amosego. Jesteście silni, zdrowi, nic wam nie zagraża, ale ja od dawna dobrze wiem, że niczego w życiu nie możemy być pewni.

– Matko, Amon czuwa nade mną. Bądź spokojna. Także bogini Hathor obdarza mnie łaskami. Wszystko w ich rękach. Zaufajmy bogom, oni wiedzą, jak i dokąd nas prowadzić. Poddajmy się ich przewodnictwu.

– Mój cudowny darze, jesteś taka mądra. – Ahmes przytuliła córkę do piersi i znów się rozpłakała.

– Po prostu ufam, że co ma być, to będzie. – Teraz Hatszepsut objęła matkę i z czułością pogłaskała ją po plecach.

Czuła, jak bardzo kruche, wątłe i delikatne jest jej ciało. Równocześnie doskonale wiedziała, że królowa ma potężnego ducha, dzięki któremu nigdy publicznie nie pozwala sobie na chwile słabości. Płakała rzadko, a jeśli już jej się to zdarzało, to krótko i jedynie w obecności córki lub niani Sitre, którą traktowała niemal jak siostrę. Musiała być silna. Miała dawać przykład. Była przecież nie tylko Wielką Małżonką Królewską, ale także Boską Małżonką Amona – a więc świętym wzorem dla poddanych.

– Hatszepsut, jeszcze o czymś muszę ci powiedzieć. – Mówiąc, królowa powoli się prostowała.

Znów była kobietą, której nic nie jest straszne. Jedynie ślady łez na policzkach świadczyły o chwili słabości, która już minęła. Królowa i jej córka siedziały znowu obok siebie wyprostowane, trzymając się za ręce. Milczały. Hatszepsut poczuła suchość w ustach. Zesztywniał jej język. Po tym poznała, że zaraz dowie się o czymś, z czym trudno będzie się jej pogodzić. Miała rację.

Po chwili Ahmes powiedziała cicho:

– Twój ojciec jest chory.

– Jak to? – Zerwała się na równe nogi. – Chory? – zawołała z niedowierzaniem. – Co ty mówisz? Widziałam go wczoraj, nic mu nie jest!

– Ma prawie pięćdziesiąt lat.

– Co to jest pięćdziesiąt lat? W księgach piszą, że możemy żyć sto lat albo nawet więcej.

– Możemy, ale dobrze wiesz, że mało kto ma takie szczęście.

– Mędrcy żyją długo!

– Ale twój ojciec jest żołnierzem. Wiesz, że nigdy się nie oszczędzał.

– Co mu jest? – Hatszepsut nabrała powietrza, pokręciła głową, wciąż nie wierząc w to, co usłyszała, i ponownie usiadła obok matki, nakładając maskę pozornego spokoju.

– Choruje.

– Co mu jest? – powtórzyła pytanie, złapała matkę za ramiona i bezwiednie zacisnęła palce.

– Właśnie na tym polega problem…

– Mów! – rozkazała władczym głosem Hatszepsut, zapominając, że rozmawia z matką.

Ale i Ahmes zdawała się nie pamiętać, że obok siedzi jej jeszcze do niedawna mała córeczka, która teraz wydawała się już niemal dorosła.

– Kapłani nie wiedzą, co mu dolega. Szybko traci na wadze, a w jego kale każdego dnia pojawia się coraz więcej krwi. Myśleliśmy, że to zatrucie i że szybko uda się je zwalczyć. Sama wiesz, jak często wszyscy cierpimy na podobne dolegliwości.

– Dlaczego uważasz, że tym razem to coś poważnego?

– Faraon tak twierdzi… – Królowa zawiesiła głos i niewidzącym wzrokiem spojrzała w dal. – A wiesz, że on nigdy się nie myli.

– Tak nie może być! – podniosła głos Hatszepsut. – Musimy coś zrobić! Sprowadźmy najlepszych lekarzy!

– Są już w drodze.

– W drodze? Zdążyliście posłać po medyków? Znaczy, że to trwa już długo, a ja o niczym nie wiem?!

– Nie chcieliśmy cię martwić…

– O nie!… – Księżniczka zakryła ręką usta. Była przerażona. Miała problemy z oddychaniem. – Czyli jest aż tak źle?

Ułożyła splecione dłonie na udach i opanowała oddech. Podniosła głowę. Spojrzała na pogodne niebo. Nad nią nie było ani jednej chmurki. Słońce świeciło coraz mocniej, ale wiał lekki wietrzyk, więc upał nie był jeszcze uciążliwy.

– Jak mogłam niczego nie zauważyć? Przecież bogowie obdarowali mnie rozumem i wrażliwością, a jednak nie dostrzegłam cierpienia własnego ojca, mimo że mam go tak blisko?

– Nie rób sobie wyrzutów. Wiesz, że Totmes jest mistrzem także pod tym względem: wszyscy widzimy go takim, jakim chce być widziany…

 

– No dobrze. – Hatszepsut ponownie wstała. – Powiedz, co nas czeka w najbliższym czasie.

– Nie wiem. – Królowa z rezygnacją opuściła głowę. – Nikt nie wie – dodała jakby na swoje usprawiedliwienie. – Ale jeśli faraon czuje, że nadchodzi jego kres, to…

– On umrze?! – Księżniczka, nie hamując wzburzenia, uprzedziła słowa matki.

– Każdego z nas to czeka – próbowała uspokoić ją i siebie Ahmes, która zdawała się już z tą myślą pogodzona.

– Zróbmy coś! – nie poddawała się Hatszepsut.

– Wykonamy jego wolę. Jak najszybciej zostaniesz Boską Małżonką Amona, a zaraz potem poślubisz swojego brata Amenmosego, który zostanie faraonem, gdy twój ojciec stanie przed obliczem bogów.

– Mówisz o tym tak spokojnie? – nie mogła uwierzyć Hatszepsut.

– Zapewniam cię, że wiele mnie to kosztuje.

– Wiem. Przepraszam. – Księżniczka nakryła dłoń matki swoją. Była już spokojna. A przynajmniej taką chciała się wydawać. – Wybacz mi, proszę. Teraz już rozumiem: z powodu ojca serce ci krwawi na myśl o tym, co czeka nas w przyszłości, i dlatego gdy mówiłaś o Wadżimosem i Neferubiti, nie potrafiłaś powstrzymać łez.

– Tak właśnie jest, mój ty cudowny darze od bogów…