Trzynaste lustro

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trzynaste lustro
Trzynaste lustro
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 39,98  31,98 
Trzynaste lustro
Trzynaste lustro
Audiobook
Czyta Szymon Nygard
19,99  14,79 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ewa Dudziec

Trzynaste lustro

Saga

Trzynaste lustroZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020 Ewa Dudziec i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone. ISBN: 9788726774344

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Dziękuję

Grażynie, Marcinowi i Januszowi,

bez których ta książka

nie ujrzałaby światła dziennego.

1. PIERWSZE ODBICIE

– Mam problem ze snem – powiedziała, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi gabinetu.

Lekarka wskazała jej krzesło naprzeciw siebie i zapytała o nazwisko. Przejrzała historię wcześniejszych chorób i postukała długopisem w datę ostatniej wizyty, kilka lat temu.

– Potrzebuje pani środków nasennych?

– Nie. Zasypiam nawet za dobrze. I chyba lunatykuję – Ewelina wyrzuciła z siebie jednym tchem.

– Co to znaczy „za dobrze”?

– To znaczy… nie wiem, jak to prosto wytłumaczyć… – Lekarka patrzyła na nią uważnie, więc Ewelina wzięła głęboki oddech i podjęła temat: – Czasami robi mi się jakoś dziwnie, sennie. Jakbym była po kilku drinkach, a zwykle nie jestem. Staram się wtedy jakoś wrócić do normy, więc najczęściej siadam, biorę kilka wdechów z zamkniętymi oczami… i zasypiam. Gdyby to były zwykłe, kilkuminutowe, albo nawet dłuższe drzemki, tobym się nie przejmowała, ale… Kilka razy zdarzało się, że taki sen trwał nawet dwie godziny. Budzę się wtedy w innym miejscu niż zasnęłam i nie mam pojęcia, jak się tam znalazłam. Niedawno ocknęłam się na drugim końcu miasta. Jakby tego było mało, czasami mam wrażenie, że w mojej głowie ktoś siedzi… Sufler albo… narrator.

– Narrator? – spytała lekarka, szczerze zdziwiona nietypowym określeniem. – Czym się pani zajmuje?

– Jestem pisarką.

– Może to przemęczenie? Coś panią ostatnio intensywnie zajmowało? Wiele osób, które długo pracują w jednym zawodzie…

– Tak, tak, mam zboczenie zawodowe i zdarza mi się myśleć od razu całymi akapitami, ale to co innego. Sama układam kolejne zdania, poprawiam je, zapisuję, znów poprawiam… Poza tym w moich tekstach narrator zwykle jest bezosobowy, wie pani, taki wszechwiedzący. A ten… jakby wkładał mi słowa do głowy… Mam wrażenie, że jest mężczyzną i zawsze słyszę… – zawahała się – nie wiem, czy „słyszę” to właściwe określenie… ale słyszę go w pierwszej osobie. Trochę jakby z kimś rozmawiał, albo mówił do mnie, a nie opowiadał jakąś historię.

– Rzeczywiście dziwne. Od dawna słyszy pani tego… narratora? – Lekarka odchyliła się w fotelu i pstrykała długopisem.

– Od kilku tygodni częściej.

– Częściej? Czyli już się pojawiał… Od kiedy?

– Na pewno od kilku miesięcy. Wcześniej to były pojedyncze zdania. Takie nagłe pomysły. Myślałam, że sama na nie wpadałam. Teraz zdałam sobie sprawę, że to był narrator.

– Kiedy najczęściej słyszy pani ten głos?

– Różnie. Zwykle gdy się czymś zdenerwuję, przejmuję, albo… – Ewelina aż wstrzymała oddech, gdy uświadomiła sobie, co zaraz powie – albo kiedy lunatykuję. To znaczy tuż przed lub po tych dziwnych drzemkach…

Lekarka uniosła brew wyraźnie zaciekawiona.

– Potrzebuję jeszcze kilku informacji, żeby wiedzieć, do którego specjalisty panią skierować w pierwszej kolejności. Proszę opowiedzieć, jak wygląda pani dzień.

– Pracuję teraz nad książką. Rano wstaję z mężem, wyprawiam go do pracy, potem siadam do komputera i piszę. Chociaż w dzień załatwiam też różne formalności, robię zakupy, domowe porządki, więc tak naprawdę najwięcej piszę dopiero wieczorem, właściwie w nocy.

– Czyli chyba niewiele pani śpi?

– Na to wychodzi. Kładę się koło drugiej-trzeciej, a wstajemy przed ósmą.

– Niedobrze… – westchnęła lekarka. – A teraz druga sprawa, o którą muszę zapytać. Co tak naprawdę spowodowało, że zdecydowała się pani przyjść do mnie? – Podniosła demonstracyjnie kartę pacjenta. – Bo wnioskuję, że nie lubi pani tu zaglądać.

– Ostatnie wydarzenia… – Ewelina powiedziała tak cicho, że lekarka nachyliła się nad biurkiem.

– Słucham? – ściągnęła brwi.

– Moje ostatnie lunatykowanie… – Pisarka spuściła głowę i zaczęła nerwowo obracać pierścionek na środkowym palcu.

***

Czekając na męża, sączyła kolorowego drinka przy barze. Co kilka minut patrzyła na zegarek w komórce. Marek znów się spóźniał, jednak zwykle w takich sytuacjach dzwonił, albo wysyłał SMS-a. Tym razem ekran smartfonu świecił pustką. Zastanawiała się, czy to z powodu ich ostatniej kłótni. Wróciła myślami do poprzedniego wieczoru.

– Przestań marudzić – westchnął Marek lekko poirytowany.

– Ty też przeciwko mnie? – rzuciła wściekła i wyszła z pokoju.

– Przecież wiesz, że zawsze jestem po twojej stronie. – Marek złapał ją w ostatniej chwili za rękę, gdy przekraczała próg.

– Serio? Jakoś tego teraz nie czuję.

Ewelina chciała się wyrwać, ale poczuła mocniejszy uścisk na nadgarstku. Obróciła się i spojrzała na męża.

– Zawsze jestem – powtórzył z naciskiem – ale czasami przesadzasz. Dobrze wiesz, że wiele rzeczy nadinterpretowujesz. A potem się nakręcasz.

– I co, nie mogę? A może wcale nie przesadzam, tylko ty nie dostrzegasz drugiego dna?

– Za to ty je dostrzegasz tam, gdzie go nie ma.

– Puść mnie! – szarpnęła rękę, aż Marek poleciał do przodu i prawie się przewrócił.

W kilku szybkich krokach doszła do sypialni i padła na łóżko.

– Myślałam, że chociaż ty potrafisz mnie zrozumieć – mruknęła w poduszkę. – Na nikogo nie mogę liczyć.

– Mówiłaś coś? – Marek krzyknął z drugiego pokoju.

– Całkiem dużo – szepnęła jeszcze ciszej, wiedząc, że mąż jej nie usłyszy.

Ścisnęła poduszkę i powieki, żeby się nie rozpłakać.

Skoro ode mnie oczekuje się „jasnowidzenia”, to raz na jakiś czas i ja mogę oczekiwać, że inteligentni ludzie domyślą się, o co mi chodzi – pomyślała z goryczą. – Jak to działa? Kiedy kogoś nie rozumiem, nie łapię jego niedopowiedzeń, to zaraz słyszę, że jestem ignorantką. Ale gdy ja oczekuję tego samego i odrobiny zrozumienia, to słyszę, że przesadzam, trudno się ze mną dogadać i jestem niemiła. Mam dość. Może w ogóle przestanę się odzywać? Przynajmniej nikt nie będzie mnie wyzywał od ignorantów, ani nie będzie musiał się domyślać, o co mi chodzi. – Leżała zdrętwiała z wściekłości. Oddychała z coraz większym trudem, czując ból w żebrach, jakby ktoś ją dusił. – Hm, a może najlepiej, byłoby, gdybym w ogóle zniknęła? Pewnie i tak nikt nie zauważyłby mojej nieobecności – pomyślała ostatkiem sił. Zapadała się coraz bardziej w sobie, w nadciągającej ciemności. Traciła kontakt z rzeczywistością, coraz bardziej upewniając się, że najlepiej będzie, jeśli przestanie oddychać.

Hej! Bez takich mi tu! – usłyszała krzyk w swojej głowie. Nie umiała określić, czy to sen, czy może Marek próbował ją cucić. Nie chciała sprawdzać. – No już! Siadaj!!! Ręce do tyłu i rozmasuj te cholerne plecy. No już! Nie mam jeszcze ochoty umierać.

Ewelina gwałtownie otworzyła oczy i podniosła się z posłania.

– Rany… – potrząsnęła głową i wciągnęła głęboko powietrze. Nie wiedziała, kto krzyczał, ale posłuchała. Najpierw wyciągnęła ramiona w bok, potem wychyliła do tyłu i dotknęła pleców. Powolnymi ruchami rozmasowała kark i kręgosłup, aż w końcu oddech wrócił do normalnego rytmu. Znów się położyła i zapatrzyła w ciemny sufit. Nagle uświadomiła sobie, że wcale nie spała, tylko najprawdopodobniej utraciła na moment przytomność. Kto ją wyciągnął z tego odrętwienia? Co się właściwie stało? Przez tysiące galopujących pytań odechciało jej się spać.

– Kochanie? – teraz była pewna, że słyszała głos Marka. Chwilę później jej mąż stanął w drzwiach sypialni. – Co powiesz na drinka na poprawę humoru? Jutro, gdy wrócę od klienta, możemy od razu spotkać się w klubie.

– Dobrze – mruknęła, przewracając się na bok.

– Nie odpływaj za szybko, niedługo do ciebie dołączę – przysiadł na brzegu łóżka, odgarnął jej włosy z policzka i pocałował.

Chyba już za późno… – pomyślała, gdy wychodził z pokoju i natychmiast zapadła w głęboki sen.

Jeden kieliszek już wypiła i była w połowie drugiego, a Marek wciąż milczał. Kiedy jej nerwy były napięte do granicy wytrzymałości, nagle usłyszała obok siebie:

– Dobry ten drink? – zachrypnięty męski głos zdradzał zainteresowanie, które Ewelina postanowiła zignorować. – Poproszę to samo, co ma ta pani – zwrócił się do barmana.

Nawet nie drgnęła, spojrzała tylko na chłopaka za ladą, który bez słowa nalał alkohol. Kątem oka widziała, że facet obok wiercił się i próbował zwrócić jej uwagę. Ewelina jednym palcem rozświetliła ekran telefonu. Minęło zaledwie pięć minut od ostatniego sprawdzenia – nie było ani Marka w klubie, ani wiadomości od niego.

– Co taka piękna kobieta robi sama w tak podłym miejscu? Co ty tu robisz, skoro uważasz, że to podłe miejsce? – pomyślała i szybko dokończyła swój napój. – Jeszcze pięć minut i wracam do domu.

– Wygląda pani na kulturalną osobę. Wypadałoby odpowiedzieć, kiedy ktoś zadaje pytanie. – Głos mężczyzny stał się natarczywy.

Ewelina podpierając się łokciami na barze, lekko obróciła głowę w jego stronę i zmroziła wzrokiem.

 

– Ile płacę? – spytała barmana, unosząc się z krzesła.

– Zapłaciłbym, gdyby jaśnie pani nie była taka wyniosła. Liczyłem na choćby chwilę rozmowy.

– Czekam na kogoś – burknęła w końcu, podając chłopakowi kartę płatniczą. – Czemu nie jestem jak moja Aurelia? Czasami chciałabym, żeby była nie tylko bohaterką z mojej powieści, a prawdziwą czarodziejką – Ewelina westchnęła w myślach.

Jedno zaklęcie, pstryknięcie palcami i facet rozpłynąłby się w powietrzu.

Kiedy barman oddał kartę, zakręciło się jej w głowie. Kurczowo złapała się blatu, żeby nie stracić równowagi.

Można inaczej się go pozbyć – ktoś powiedział w jej głowie. Usiadła z powrotem na wysokim krześle i wzięła głęboki wdech. Poczuła się strasznie senna.

Cholera, nie teraz… – Spojrzała błagalnie na barmana, ale nie zdążyła już nic dodać, bo ogarnęła ją ciemność.

Ewelina opadła na bar.

– Proszę pani, halo! – Chłopak energicznie potrząsał ramieniem kobiety. – Proszę odpowiedzieć! – Podniósł jej głowę i przyłożył palce do szyi. Odetchnął z ulgą, czując tętno. Znów potrząsnął, aż w końcu zobaczył otwarte oczy Eweliny. – Dobrze się pani czuje? Wszystko w porządku?

– Taaak… – Jason przechylił mocno głowę raz w jedną, raz w drugą stronę, aż usłyszał chrzęst w karku. – Już mi lepiej – Jason puścił oko do barmana i gdy tamten się nachylił, szepnął:

– Próbowałe… łam jakoś spławić gościa.

– Jasne – chłopak odpowiedział równie cicho i mrugnął porozumiewawczo.

Po chwili Jason wstał i odchodząc od baru, przypadkiem szturchnął podrywacza. Zmierzając powoli do wyjścia, obejrzał się na mężczyznę, który cały czas odprowadzał wzrokiem zgrabne ciało Eweliny. Jason popatrzył na niego dwie sekundy dłużej, niż potrzebował na samo sprawdzenie reakcji faceta. Wystarczyło. Kiedy zamaszystym ruchem przerzucił długie włosy z jednego ramienia na drugie, usłyszał pośpieszny brzęk monet na barze i dygoczące krzesło. Liczył każdy krok za swoimi plecami. Był pewien, że spotkają się tuż przy drzwiach i że nie będzie musiał sam ich otwierać, i zostawiać odcisków.

– Piękna pani przodem – zachrypiał mężczyzna, szarpiąc za klamkę.

– Dziękuję. – Jason ledwo zauważalnie się uśmiechnął i wyszedł na chodnik.

Ominął postój taksówek, natychmiast skręcając w osiedlową uliczkę. Szybko wypatrzył ciemny zaułek między garażami. Widok murowanych ścian wywołał uśmiech zadowolenia. Im ciszej, tym lepiej. Przejrzał torebkę i kieszenie Eweliny, nasłuchując zbliżających się kroków podrywacza. Ciasno spiął włosy w kok i założył rękawiczki. Lubił improwizować.

Mężczyzna wszedł między garaże, zasłaniając jedyne wyjście.

– Jaśnie pani nie chciała drinka. Jaśnie pani myślała, że mi ucieknie, tak? Jaśnie pani sama się teraz wpakowała – zaśmiał się, skrzypiąc jak zardzewiałe zawiasy.

Sięgnął do kieszeni i chwilę później błysnął ostrzem sprężynowca. Jason, cały czas w pozie drobnej przerażonej kobiety, w milczeniu oceniał jego ruchy, posturę i odległość. Zrobił krok w przód, jeden w bok i jeden w tył. Rozejrzał się nerwowo. Mężczyzna z baru zbliżył się na długość ramienia. Jason znów się poruszył, prowokując go do ciosu. Kiedy tuż obok niego śmignęła dłoń z nożem, wykonał błyskawiczny unik i znalazł się tuż za plecami napastnika. Złapał go za nadgarstek i wykręcił mu rękę, wbijając ostrze w jego brzuch. Mężczyzna z impetem wpadł na ścianę garażu. Odruchowo wyciągnął nóż i złapał się za brzuch. Zaskoczony patrzył na krew przeciekającą między palcami. Wtedy Jason znów złapał go za nadgarstek, przejął sprężynowiec i wykonał kilka szybkich ciosów między żebra.

– Jaśnie pani nie zadaje się z plebsem, czyż to nie oczywiste?

– Jason wycedził przez zaciśnięte zęby i wbił ostrze po raz ostatni, w podbrzusze.

Nie czekając na odpowiedź, przekręcił dłoń z nożem, rozrywając wnętrzności. Odsunął się, żeby krew nie zachlapała ubrania. Kiedy mężczyzna tracił oddech, Jason z zaciekawieniem obserwował jego gasnący, zdziwiony wzrok.

Wracając w stronę klubu, opłukał rękawiczki w napotkanej kałuży. Teraz był pewny, że Ewelina nie zorientuje się, co właśnie zrobił. Niezauważony znalazł się prawie pod drzwiami baru.

– Dokąd jedziemy? – Ewelina podskoczyła na tylnym siedzeniu taksówki i głośno wciągnęła powietrze. Kierowca się odwrócił. – Wszystko w porządku, proszę pani?

Wyjrzała przez szybę samochodu. Znajomy kolorowy neon sprowadził ją na ziemię. Znów nie pamiętała swojego wyjścia z klubu. Sprawdziła czas na komórce. Z jej świadomości zniknęło pół godziny. I nadal nie było wiadomości od Marka. Zrezygnowana podała taksówkarzowi domowy adres.

***

– Pani Ewelino, może ktoś podrzucił pigułkę gwałtu do drinka? Kiedy to się działo? Może jeszcze wykazałyby to badania?

– Już za późno, minęło kilka dni. Obejrzałam się dokładnie. Nie miałam żadnego siniaka czy zadrapania. Nic też mi nie zginęło. Ani z torebki, ani biżuteria… Tym razem się udało… ale boję się, że następnym razem coś mi się stanie.

Lekarka pokiwała głową ze zrozumieniem.

A ten trup na pobliskim osiedlu znaleziony dzień później?… – zastanawiała się pisarka, czekając na skierowanie do specjalisty – Hm… Właściwie to gotowy materiał na opowiadanie.

2. WYJŚCIE EWAKUACYJNE

– Jakie ma pani plany na najbliższe tygodnie? – spytał ktoś z widowni.

– Jeszcze dwa spotkania, a potem święta z rodziną. – Ewelina uśmiechnęła się na myśl, że prawdopodobnie Marek ubierze choinkę przed jej powrotem. – Do sylwestra na pewno odpocznę od pisania. – Usłyszała czyjeś głośne, żałosne westchnięcie. – Proszę się jednak nie martwić, po Nowym Roku wracam do intensywnej pracy nad następną książką. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, premiera będzie przed wakacjami.

– Czekamy z niecierpliwością – podsumował Tomek, prowadzący spotkanie autorskie. – Czy zdradzisz nam jeszcze, jakiego gatunku będzie to powieść? Znów kryminał?

– Tym razem coś mocniejszego, połączenie thrillera z horrorem.

– Brzmi ciekawie. Czy jest już znany tytuł?

– Razem z wydawcą rozważamy kilka propozycji, jednak na razie niczego nie będę ujawniać.

– Rozumiem. – Tomek zwrócił się do widowni: – Czy są jeszcze jakieś pytania do naszej autorki? – Przez aulę przebiegł szmer nerwowego wiercenia się na krzesłach. Prowadzący odczekał jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund i zakończył spotkanie, zachęcając do kupowania ostatniej książki Eweliny, wydanej jak zwykle pod pseudonimem.

Kiedy wszyscy się rozeszli, organizatorzy spotkania zaprosili ją i Tomka na późny obiad. Ucieszyła się, że ktokolwiek o tym pomyślał, bo wydawnictwo tego dnia się nie popisało, niewiele brakowało, a zostaliby bez noclegu. Odetchnęła dopiero, gdy Marek zadzwonił z wiadomością, że zdalnie zarezerwował dwa miejsca w motelu pod Chełmem.

Tomek zaproponował drinka w motelowym barze, gdy tylko zostawili bagaże w swoich pokojach.

– Świetnie dziś poszło, Iwi. Jako stary marketingowiec radzę następną książkę wydać pod własnym nazwiskiem. Przecież i tak pozwalasz na robienie zdjęć. Jeśli zrezygnujesz z anonimowości, więcej dawnych znajomych skojarzy cię jako autorkę, i niektórzy z czystej ciekawości kupią twoje książki. – Zamilkł na chwilę, po czym spytał: – Nie męczy cię to udawanie?

– Nie udaję, tylko nie ujawniam nazwiska. To różnica.

– Jak dla mnie to udawanie. Gdybyś była w pełni sobą, na pewno więcej byś sprzedawała.

– A możemy kiedykolwiek być w pełni sobą? – Ewelina bawiła się oliwką na dnie kieliszka. – Przekonałam się boleśnie, że nigdy i nigdzie nie mogę pokazać prawdziwego oblicza. W pełni prawdziwego – dodała, po czym nabiła oliwkę na wykałaczkę i odłożyła na talerzyk.

– Teraz też udajesz? – Tomek urażony odchylił się na oparcie barowej kanapy i odwrócił wzrok, podążając nim za zgrabną kelnerką.

– Nie udaję – powiedziała z naciskiem pisarka. – Raczej ukrywam niektóre swoje cechy i zachowania. Nie pokazuję wszystkiego, ale nie udaję. Ale tak… – wzięła głęboki oddech, gdy Tomek ponownie na nią spojrzał – masz rację, męczy mnie to. Nawet nie wiesz jak bardzo.

– To dlaczego się powstrzymujesz? Czemu się hamujesz, skoro cię to męczy?

– A wyobrażasz sobie, że na pytanie, co będę robiła w święta, odpowiadam: co to pana obchodzi, to moja prywatna sprawa?

– Pewnie ubyłoby ci kilkoro czytelników.

– A to tylko maleńki przykład. Ty też na pewno się powstrzymujesz przed zrobieniem lub powiedzeniem czegoś.

– O tak… – szepnął tak cicho, że ledwo go usłyszała. Wziął duży łyk piwa i jego oczy znów powędrowały za kelnerką. Gdy dziewczyna się do niego uśmiechnęła, szybko się odwrócił i dodał:

– Ale zostaję przy swoim, powinnaś używać swego nazwiska. W końcu będzie jeden sekret mniej i wzrośnie zaufanie wśród czytelników. Przekonasz się.

– Pomyślę…

Uniósł kufel nad stolikiem.

– Za jeszcze większą sprzedaż!

Ewelina stuknęła kieliszkiem i dopiła resztę kolorowego drinka.

– Jakby jeszcze wydawnictwo nie nawaliło, byłoby naprawdę bosko.

– Nie ma co narzekać, przynajmniej nie śpimy w samochodzie.

– No… Marek uratował sytuację. – Zmieniła temat: – Nie wiesz, dlaczego nic nam nie zarezerwowali? W końcu dłużej z nimi współpracujesz.

Tomek wzruszył ramionami i skupił się na piwie, ukradkiem zerkając na Ewelinę.

– W mieście jest chyba jakiś koncert, czy coś… Dlatego zaczynaliśmy o siedemnastej, a nie jak zwykle o dziewiętnastej, bo nikt by nie przyszedł.

– Jasne… – Zmęczona opadła na oparcie kanapy. – Przynajmniej mam więcej czasu dla siebie. I w końcu się wyśpię.

– Co ty robisz po nocach?

– Piszę… a co innego?

– W trasie też? – był wyraźnie zaskoczony. – Myślałem, że korzystasz z uwielbienia fanów i z nimi imprezujesz.

– Taaak… Jakoś nie spotkałam jeszcze facetów groupies. – Wyobraziła sobie tłumek rozochoconych młodziaków pod hotelem, z książkami w rękach. – Nie jestem gwiazdą rocka, więc chyba mi to nie grozi.

– Założę twój fanklub, jeszcze się zdziwisz – spojrzał jej prosto w oczy, nachylając się nad stolikiem.

– I oczywiście zostaniesz prezesem? – roześmiała się.

– Oczywiście. Z chęcią poprowadzę dla ciebie jeszcze wiele spotkań.

– A potem zorganizujesz grupę wrzeszczących fanów przed wejściem?

– Jeśli ci się to marzy.

Z trudem opanowała śmiech i w końcu powiedziała:

– Jasne, gdy dopadnie mnie kryzys twórczy i będę potrzebowała adoracji, to się przypomnę.

– Ja nie żartuję – położył rękę na jej dłoni – naprawdę uwielbiam twoje książki, opowiadania i… ciebie. Cieszę się, że mogę odnowić naszą przyjaźń.

Ewelina nagle poczuła się niezręcznie. Zabrała dłoń i schowała ją pod blat. Jeszcze kilka godzin temu myślała, że Tomek po prostu wczuwał się w swoją rolę i specjalnie podsycał atmosferę na spotkaniach – nakręcał czytelników, żeby chcieli kupować książki. Jednak teraz naszły ją wątpliwości.

Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy jeździli razem po kraju, polubiła jego towarzystwo, ale nic poza tym.

Nigdy nie trawiłaś natrętów. – Tajemniczy głos powrócił po długim milczeniu.

Przestraszyła się, że znów straci świadomość i nie będzie nad sobą panować.

– Na mnie już pora, to był ciężki dzień. – Chciała jak najszybciej zamknąć się w pokoju i zażyć tabletkę nasenną.

Chociaż badania jej snu nie wykazały nic odbiegającego od normy – podobno nie lunatykowała – to dla wewnętrznego spokoju brała pigułki. I rzeczywiście przez ostatnie dwa miesiące nie zauważyła niczego dziwnego w swoim zachowaniu. Kiedy odstawiała pustą szklankę, Tomek – zdawałoby się, jak prawdziwy dżentelmen – odsunął krzesło, ale jednocześnie zagrodził przejście. Zatrzymała się, wpadając na niego. Dotknął jej ręki, patrząc bezczelnie w oczy.

– Muszę już iść – odwróciła głowę w bok.

– Masz rację, też się często powstrzymuję.

Poczuła zaciskające się palce na jej ramieniu. Kiedy chciała się wyrwać, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Zmroziło ją. Znieruchomiała na krótką chwilę, a gdy w końcu dotarło do niej, co się dzieje, wolną ręką uderzyła go w twarz. Tomek odsunął się, a ona wybiegła z baru.

Opadł na kanapę, gdzie przed chwilą siedziała Ewelina, i jednym haustem dopił swoje piwo.

– Jeszcze kufel? – Kelner wyrósł przy nim jak spod ziemi. – Na koszt firmy.

 

– Poproszę…

– Po takim policzku przyda się chwilę ochłonąć.

– Chyba powinienem ją przeprosić.

– Nie mnie oceniać, ale pewnie tak. – Młody chłopak postawił drugie piwo. – Z doświadczenia podpowiem, że ona też powinna chwilę ochłonąć, zanim pan ją przeprosi.

– Dziękuję – Tomek spojrzał na kelnera i lekko się uśmiechnął. – A podobno kobiety lubią nieco aroganckich facetów… Sama o takich pisała w swoich książkach. – Jednym łykiem opróżnił połowę kufla.

– Nikt ich nie zrozumie – powiedział chłopak i odwrócił się na pięcie.

***

Kiedy tylko Ewelina położyła się do łóżka i zamknęła oczy, łudząc się, że przyspieszy tym działanie tabletki, pochłonęła ją ciemność.

Jason natychmiast wstał i poszedł do łazienki. Tego wieczoru nie mógł pozwolić sobie na sen, więc walczył z nim z całych sił. Kucnął nad sedesem i włożył dwa palce głęboko do gardła. Nie lubił tego robić, a jednak ucieszył się, gdy nadeszły pierwsze torsje. Kiedy zobaczył tylko częściowo rozpuszczoną tabletkę, z ulgą podszedł do umywalki się odświeżyć.

Już po chwili wrócił do baru, chcąc na nowo wypełnić żołądek. Przemierzając wąskie przejście między rzędami stolików, ominął Tomka, pozornie nie zwracając na niego uwagi i usiadł w drugim końcu lokalu. Jason kątem oka obserwował, jak tamten pił piwo. Policzył czas od wyjścia Eweliny, a potem tempo opróżniania kufla przez jej towarzysza. Założył, że Tomek siedząc samotnie przy stoliku, wypił przynajmniej dwa. Uśmiechnął się na myśl, że prawdopodobnie będzie łatwym celem.

Kiedy kelner zabrał pusty kufel, Tomek zauważył Ewelinę siedzącą po drugiej stronie restauracji. Uznał, że skoro wróciła, to wystarczająco ochłonęła i może już przeprosić ją za swoje zachowanie. Powoli ruszył w jej kierunku.

Jason od razu zobaczył zbliżającego się Tomka, ale nie odwrócił się w jego stronę.

– Mogę? – Tomek ciężko opadł na krzesło, nie czekając na odpowiedź.

Jason zimno spojrzał spode łba i wrócił do jedzenia. Kelner przyniósł kolejne piwo, ale Tomek nie zdążył po nie sięgnąć, bo Jason zabrał mu kufel i wziął solidny łyk.

– Tobie chyba już wystarczy. – Postawił szkło obok siebie. – Rano musisz prowadzić.

– Mogłabyś mnie choć raz zastąpić – burknął Tomek, próbując zażartować.

– Przecież wiesz, że czekam na prawko. Nie zamierzam się narażać na jego utratę, zanim je odbiorę.

– Wiem, wiem… – mruknął pod nosem. – Wiesz… cieszę się, że wróciłaś. Chciałbym cię przeprosić za swoje zachowanie. Nie powinienem cię całować… poniosło mnie. – Postawił łokcie na stoliku, a brodę oparł na splecionych dłoniach.

Jason powoli odchylił się i oparł na siedzeniu. Jedną dłoń położył na brzuchu, a drugą dyskretnie wsunął pod kurtkę. Opuszkami palców sięgnął rękojeści noża. Mimowolnie uśmiechnął się, czując delikatną fakturę wypolerowanego drewna. Tournée Eweliny bardzo mu się opłaciło, szczególnie gdy podczas zwiedzania starówki jednego z miast trafił na sklep z militariami i wojskowy bagnet.

Tomka wyraźnie zdziwił jego uśmiech, więc Jason momentalnie spoważniał i słuchał go dalej.

– Nie będę protestował, jeśli Marek mi przyłoży.

Sam mam ochotę ci przyłożyć, zanim wypruję flaki… – pomyślał Jason.

– Zakładam, że pewnie mu powiesz i zażądasz zmiany agenta… Naprawdę przepraszam za ten wygłup – Tomek ciągnął swoją wypowiedź. – Na następne spotkanie wymyślę nowe pytania, żeby poszło jeszcze więcej twoich książek. I zorganizuję nagranie, filmiki zawsze zwiększają sprzedaż. Oczywiście, powiem ci wcześniej, co wymyślę, żebyś mogła się przygotować.

– Kurwa! – Jason nie pohamował się, szybko analizując jego słowa.

– Co? – Tomek zaskoczony spojrzał w oczy Eweliny, ale napotkał tylko lodowaty wzrok Jasona. – Nie wybaczysz mi, co? – Ostatecznie stracił nadzieję.

– Strasznie jęczysz… – Jednym, długim haustem Jason wypił prawie połowę piwa. – Muszę się zastanowić. – Bezwiednie zacisnął palce na rękojeści. – A miało być tak pięknie… – Już wyobrażał sobie powiększającą się czerwoną plamę na koszuli Tomka, jego mętniejący wzrok przy przekręcaniu ostrza pod żebrami. Już niemal czuł dreszcz, o jaki niechybnie przyprawiłoby go zgrzytnięcie noża o kość. – Kurwa! On jest jej naprawdę potrzebny! – Jason dokończył piwo i wstał, dając do zrozumienia, żeby Tomek ruszył za nim.

Kiedy szli z baru do budynku motelu, jakiś pijany facet szarpał żonę i wrzeszczał na cały parking. Jason spojrzał wprost na niego, gdy inni goście udawali, że nie widzą zajścia.

– Co się gapisz, dziwko? – wrzasnął pijak. Jason uważnie mu się przyjrzał, gdy tamten wpychał żonę do czerwonego, mocno wysłużonego SUV-a. Mężczyzna trzasnął drzwiami i ruszył w jego stronę. – Chcesz w mordę?

Jason uśmiechnął się krzywo, spychając Tomka pod wejście motelu.

– Tylko spróbuj! – Nie spuszczał wzroku z pijaka.

Facet się roześmiał i zamachnął. Jason bez problemu zdążył uchylić się przed pięścią. Z udawanym strachem wbiegł do motelu, chowając się za plecami Tomka.

– Kobieto, co w ciebie wstąpiło? Po co go zaczepiałaś? – Tomek otworzył frontowe drzwi z nadzieją, że pijak odpuścił.

Kiedy usłyszeli nową serię wyzwisk dochodzącą z parkingu, Tomek skierował się do pokoju. Jason w milczeniu odprowadził go i poczekał, aż przekręcił klucz w drzwiach.

– Myślałem, że jesteś na mnie wkurzona… Czyżbym jednak niepotrzebnie cię przepraszał? – spytał skonsternowany, gdy poczuł dłoń między swoimi nogami.

– Nigdy więcej nie próbuj mnie podrywać. – Jason zacisnął palce na jego jądrach, boleśnie wbijając długie paznokcie Eweliny.

– Jest moja! – wyrwało mu się, ale Tomek w bólu nie zwrócił na to uwagi, tylko głośno przełknął ślinę przerażony, zapierając się o ścianę. – Nigdy więcej o tym nie wspominaj. W żaden sposób! Ani jednego słowa, gestu, czy choćby spojrzenia. – Jason powoli obracał tym, co trzymał w dłoni. – Nawet o tym nie myśl. Nigdy więcej! Bo wypruję ci flaki.

Tomek z trudem nabierał powietrze, ale Jason nagle go puścił, obrócił się na pięcie i zniknął w cieniu korytarza. Chociaż ogromny ból na twarzy przeciwnika sprawił mu przyjemność, wciąż czuł niedosyt. Wsunął dłoń pod kurtkę i pieścił gładkie drewno rękojeści noża. Zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił, zostawiając Tomka w spokoju, gdy znów usłyszał krzyki na parkingu pod motelem. Zamiast otworzyć drzwi do swego pokoju, rozejrzał się. Nad rozwidleniem korytarza wisiała tabliczka z jarzącą się strzałką i napisem: „WYJŚCIE EWAKUACYJNE”. Jason schował klucz i udał się we wskazanym kierunku.

***

Natarczywy alarm wyrwał Ewelinę z głębokiego snu. Kiedy chciała wyłączyć dźwięk, zrozumiała, że dochodzi on z podwórka, a nie z komórki. Półprzytomna wyszła z pokoju na śniadanie, przy okazji sprawdzając, co się działo. Wsłuchując się w policyjną syrenę, wpadła na Tomka.

– Cześć, co się…?

– Nie wiem, sam właśnie szedłem… – przerwał, gdy Ewelina wzięła go pod ramię i ziewnęła.

– Myślałam, że to budzik. Matko, dawno tak twardo nie spałam. Ledwo się podniosłam – mówiła, gdy wychodzili na zewnątrz.

– Cholera, nie możecie go przykryć? Zaraz goście będą tędy iść na śniadanie… – Właściciel motelu kręcił się zdenerwowany przy radiowozie. – Wystarczy, że ja nic nie zjem przez kilka najbliższych dni.

– Ma pan rację. – Jeden z policjantów odsunął go na bok i wrócił do swoich ludzi. – Zasłońcie w końcu te bebechy.

Ewelina zwolniła krok, dyskretnie ciągnąc Tomka przez parking, między samochodami, w kierunku zwłok.

– Zlituj się, bo zaraz się porzygam.

– Ciszej, może coś przyda mi się do książki – szepnęła i podeszła jeszcze bliżej.

– Dzięki. Chyba już nic dziś nie przełknę. – Odsunął jej rękę i skręcił wprost do baru. – Wypić też nie mogę, bo prowadzę.

Ewelina westchnęła i poszła za nim.

– A ja jestem głodna. I to strasznie.

– Nie wyglądasz na żarłoka…

– Co? Nie jestem żarłokiem.

– Jakbym zjadł dwie kolacje, to musiałbym spędzić kilka godzin na siłowni.

Spojrzała zdziwiona, ale po chwili uznała, że coś mu się pomieszało.

– Może to przez ten sen. Strasznie pokręcony. – Tomek z trudem udawał, że jej słucha tak, jak zwykle. – Śniło mi się, że po kolacji chciałeś mnie pocałować, a może nawet pocałowałeś. Na pewno potem dałam ci w twarz i byłam strasznie zła. Tak bardzo, że chciałam zrobić ci krzywdę, żebyś krzyczał z bólu… – Spojrzała na niego.

– Mówiłam, strasznie pokręcony ten sen. Ale i tak najdziwniejsze było to, że gdy się obudziłam, to czułam się zmęczona i wypoczęta jednocześnie, jak po dobrym treningu albo seksie…

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?