Trojanki

Tekst
Autor:
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Eurypides

Trojanki

przeł. Jan Kasprowicz

Armoryka

Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak

Na okładce: Evelyn De Morgan (1855–1919), Kasandra (1898), licencja public domain,

źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cassandra1.jpeg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law,

including all related and neighboring rights.

Tekst wg. edycji:

Eurypides

Trojanki

Wyd. Akademia Umiejętności

Kraków 1918

Zachowano oryginalną pisownię.

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7950-853-2

Trojanki

Osoby dramatu.

POSEIDON, bóg morza.

PALLAS-ATHENE, bogini.

HEKABE, niegdyś królowa Troi.

CHÓR BRANEK TROJAŃSKICH.

TALTHYBIOS, woźny Greków.

KASANDRA, córka Hekaby.

ANDROMACHE, wdowa po Hektorze.

MENELAOS, król w Mycenach.

HELENA, jego żona.

Rzecz dzieje się pod Troją.

Wielki namiot, część obozu greckiego pod Troją. W głębi gród Ilionu. Przed namiotem z brankami trojańskiemi leży Hekabe, ongi królowa Troi.

POSEIDON.

Poseidon, z słonych głębin egejskiego morza

Przychodzę, gdzie Nereid pląsa rzesza boża,

Rozkosznie wywijając pięknemi nóżkami.

Od kiedy bowiem Fojbos, otoczywszy z nami

Trojańską tę dzierżawę murem, według miary

Wzniesionym z ciosowego kamienia, z mej jarej

Nie uszła nigdy piersi miłość, co mnie rwała

Ku miastu frygijskiemu. Dziś ta świetność cała

W popiele, huf argejski zburzył go do znaku.

Fokijczyk bowiem Eprej z Parnasu, w rumaku,

Z Pallady polecenia zbudowanym, zbrojne

Zamknąwszy wojowniki, wysłał ich w tę wojnę

Do grodu, by mur jego w gruzy obrócili.

Orężnym on się koniem zowie od tej chwili,

Ponieważ oręż mieścił w swem drewnianem łonie.

Pustkami stoją gaje i we krwi dziś tonie

Przybytków bożych szereg. U Zeusa ołtarzy

Domowych poległ Pryam, moc skarbów się darzy,

Na Frygach łup zdobyty, okrętom Achajów,

Co, skoro wiatr pomyślny zawieje, do krajów

Ojczystych chcą powrócić po latach dziesięciu,

Ażeby się nacieszyć w swych dziatek objęcia

I żon swych — Helleńczycy, co napadli Troję.

Zaś ja, kiedy zwycięstwo przyniosły te boje

Atenie i argiwskiej monarchini Herze,

Opuszczam słynne Ilion, rzucam świątyń dźwierze,

Gdzie bowiem pustką leżą wyniszczone miasta.

Tam cześć, składana bogom, bynajmniej nie wzrasta

Lamenty głośne branek, któremi się dzielą

Zdobywcy, nad Skamandru wznoszą się topielą:

Te dostał Arkadyjczyk, tamte lud Tessalii,

Te znowu Ateńczyka Tezeja dostali

Synowie, te zaś inne, których między grono

Dowódców do tej pory wzdyć nie rozdzielono.

W namiocie tym o! siedzą, a zaś razem z niemi

Jest, słusznie umieszczona między wojennemi

Brankami, Tyndaryda Helena ze Sparty.

Hekabe, którą strasznie ściga los zażarty,

U drzwi namiotu leży, jeśli ją kto pragnie

Zobaczyć. Po najbliższych, którzy we krwi bagnie

Zginęli, łzy przelewa. Na Achilla grobie

Umarła, o czem jeszcze nie wie w swej żałobie,

Jej córka Polyksena, padł Pryam i dzieci.

Kasandrę zaś, dziewicę, w której szały wznieci

Apollo, zabrał gwałtem, depcąc prawa boże,

Dowódca Agamemnon na swe grzeszne łoże...

Szczęśliwe ongi miasto, żegnaj mi! Wy mury

Ciosane, już was żegnam! Jeśliby nie córy

Zeusowej wrogie ręce, bogini Pallady,

Dotychczasby tu stały te wasze posady!

Na scenie jawi się

ATENA.

Czy wolno najbliższego po ojcu krewniaka

I boga, co śród bogów kwitnie cześć ma taka.

Zagadnąć, zapomniawszy dawnej nieprzyjaźni?

POSEIDON.

I owszem, bo krwi związek, czuję najwyraźniej,

Dotychczas na mnie działa, ateńska królowo!

ATENA.

Powolność twoją cenię. To, co ci me słowo

Wyjawi, mnie obchodzi tak samo, jak ciebie.

POSEIDON.

Czy wieści mi przynosisz od władców na niebie?

Od Zeusa, czy od innych jesteś do mnie w drodze?

ATENA.

Dla Troi, w której teraz jesteśmy, przychodzę,

Potęgi twojej wzywam dla przymierza ze mną.

POSEIDON.

Czy może porzuciłaś ową zawiść ciemną

I litość masz nad grodem który legł w popiele?

ATENA.

Nasamprzód racz powiedzieć: Czy chcesz w mojem dziele

Brać udział? Czy do wspólnych chcesz przystąpić planów?

POSEIDON.

I owszem. Przedewszystkiem to jedno postanów:

Kto ciebie dziś zajmuje, Frygi czy Achaje?

ATENA.

Po stronie nienawistnej ongi Troi staję.

Zły powrót chcę zgotować achajskiej gromadzie.

POSEIDON.

Od jednej przecz ku drugiej nakłaniasz się zwadzie.

Kochając zbyt i gardząc zbyt, jak ci wypadnie?

ATENA.

Toć mnie i mą świątynię znieważono zdradnie!

POSEIDON.

Kasandrę gdy przemocą wziął Ajas z świątyni.

ATENA.

I za to nic mu złego żaden Grek nie czyni.

POSEIDON.

Twą mocą Achajowie zburzyli gród Troi.

ATENA.

Dlatego ich ukarzę przy pomocy twojej.

POSEIDON.

Jak myślisz to urządzić? Jam cię poprzeć gotów.

ATENA.

Szczęśliwych im odmówię do kraju powrotów.

POSEIDON.

Na słonych głębiach morza, czy jeszcze na lądzie?

ATENA.

Gdy, chcąc do domu jechać, na okręty wsiądzie

Ich wojsko, Zeus okrutne spuści deszcze na nie

I burz gwałtownych przemoc i wichury wianie.

Obiecał mi też gromów rzucić ogień krwawy,

Co zniszczy swym płomieniem Achejczyków nawy.

Ty zasię ze swej strony egejskie bałwany

Rozwichrzyj i w eubejskiej zatoce, smaganej

Burzami, potop hufce, by się Achajowie

Na przyszłość nauczyli uczcić, jak się zowie,

I me i innych bogów niebieskich przybytki.

POSEIDON.

Tak stanie się, nie trzeba długich słów, by wszytki

Wypełnił się twój zamiar. Rozburzę topiele

Egejskie i trupami wybrzeże zaścielę

Mykonu, Lemnu, Skyru, ujrzą w tej zawiei

Ofiary mego gniewu skały Kafarei

I wyspy też delijskie zwłok zobaczą mnogość.

Wróć zatem do Olimpu i piorunów srogość

Z rąk ojca otrzymawszy, czekaj, aże nagle

Argejski lud na morzu rozpuści swe żagle.

O, głupi ród śmiertelnych, który miasta niszczy,

Świątynie i grobowce zmienia w kupę zgliszczy —

Czas przyjdzie, że i on też haniebnie zaginie!

HEKABE (podnosząc się z ziemi).

Podnieś-że głowę ninie,

Podnieś do góry ten kark!

Niema już Troi!

Już ja nie jestem królową

Na mej trojańskiej niwie!

Przemianę losów cierpliwie

Znoś!

Nie wchodź-że z Dolą w targ!

W tej swojej

Nieszczęsnej łodzi

Płynąc po życia powodzi.

Jeżeli nie chcesz ach! zapłacić głową,

Nie żegluj przeciwko prądowi,

A jeno o to dbaj,

Abyś płynęła z nim razem!

Ajaj! Ajaj!

Czy jest na świecie coś,

Po czembym płakać nie miała?!

Bez dzieci, bez męża, wdowi

Prowadzę żywot, bez ziemi

Mojej ojczystej ach!

Jakże nikłemi

Są, o przodkowie.

Te wasze wszystkie dumne wspaniałości.

Wasz ród, bogactwa i chwała!

O czem zamilczeć, a nie milczeć o czem?

Po czem nie tonąć w łzach?

O, nie uroczem,

Złem jest me życie, złem!...

Twarde wezgłowie!

Bolą mnie wszystkie kości!

O, ja nieszczęsna na świecie!

Jak ci poradzić, mój grzbiecie,

Na legowisku tem?

Wszystko mnie gniecie,

Boli mnie głowa i bok —

Twarde me łoże,

Z głazów snać sporządzone!

To w tę się obracam stronę.

To w drugą!

Któż mi pomoże?

Nic, tylko skargi i łzy!

Niedola, nieszczęście co krok!

Ruina! Gruz!

Pieśni wesołe, te wymysły Muz,

Dla nieszczęśliwych zmieniają się w żal —

Nie pląsów-ci one sługą...

O łodzi gromado ty,

O wy okrętów przody,

Coście w tę naszą iliońską dal

Płynęły skroś słonej wody.

Skroś purpurowych fal,

Wzdłuż mnogich helleńskich przystani —

Coście, przy dźwięku

I fletni i piszczałki,

Przybywszy do brzegów Troi,

 

Powyrzucały swe liny,

Egipską sztuką kręcone:

Złej wy godziny

Po Menelaja przybyłyście żonę!

Zła was przygnała tu pora

Dla niej,

Tej nienawistnej pani,

Co w swej ohydzie całkiej,

Pełne sromoty,

Okryła hańbą Kastora

I toń Euroty —

Co się, tak było, nie boi

Pogrzebać ciebie, pięćdzisięciu dziatek

Ojcze Pryamie,

Co na ostatek

I mnie, Hekabę, złamie!

Biada!

Kogóż ja biedna mam tu za sąsiada

Agamemnona!...

Okrutnie ostrzyżona —

Włos padł żałoby ofiarą

Z mej głowy!

Z domu wywlekli mnie starą,

W jassyr, jak dziewkę, wiodą!

Po zbrojnych Trojanach wdowy

I ty, co jesteś młodą,

Oblubienico biedna,

Nieszczęsna jedna

I druga!...

Oto jest dymu smuga!

Ilion się dymi!

Płacz rozpocznijcie olbrzymi!

Ja dam początek!

Jako ten ptak, co pisklątek

Żałuje swoich, tak pocznę!

Nie hymny to będą uroczne,

Nie pieśni one radosne,

Którem-ci w moją wiosnę,

Berłem Pryma

Potrząsająca,

Bez końca

Śpiewała razem, nie sama —

Hymn, z wszystkich smutków wyzuty.

Według frygijskiej nuty

Z tanecznem śpiewałam gronem,

Bogów wielbiąca

Pokłonem!

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Czemu tak krzyczysz, Hekabo?

Czemu zawodzisz tak w głos?

Od twego namiotu strony

Idzie ten krzyk zrozpaczony,

Aż mi się robi słabo,

Straszny, straszliwy jest los

Pojmanych w jassyr Trojanek!

HEKABE.

Argejski już sternik przy sterze,

Tłum się do wioseł bierze!

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Biada mnie, rzeszy branek!

Czy już ojczysty rzucamy

Przystanek?

Czy nas już wloką do łodzi?

HEKABE.

Nie wiem, lecz mi się zdaje,

Że w nas już dzisiaj godzi

Ten cios!

PIERWSZE PÓŁCHÓRU.

Ojej! Ojej! Czy Achaje

Już-ci nas pędzą z namiotów?

Pójdziemy precz! bez powrotów

Od naszej trojańskiej bramy!

HEKABE.

Ojej! Ojej!

Jeno Kasandry mej

Nie wypuszczajcie mi z szatry!

Boże owiały ją wiatry!

Shańbili ją Argejowie!

Co ona powie?! Co powie?!

Jej słowa te opętane

Jeszcze mi większą dziś ranę

Zadadzą!

Ach! Cóż się stało z twą władzą.

Nieszczęsna Trojo ma Trojo?!...

I ten jest nieszczęśliwy,

Co musi rzucać twe niwy

I jeszcze żyje ach! żyje.

I ten, którego już kryje,

O ziemio, ty nasza ostojo,

Twe wnętrze!

*

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Z namiotu Agamemnona

Wybiegłam — pędzi mnie strach:

Pragnę usłyszeć twe słowo,

Czy śmierć już na mnie, królowo,

Zastęp argejski wykona?

Czy już żeglarze ach!

Do ręki porwali wiosła?

HEKABE.

O dziecię, uspokój-że się!

Snać i mnie trwoga rozniesie!

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Zali przysłano już posła?

Dla kogóż ja dzisiaj na sługę

Wyrosła?

Który-ż z Danaów mnie bierze?

HEKABE.

Rzeczą to będzie losu.

Czyje cię wezmą dźwierze,

Czyj dach!

DRUGIE PÓŁCHÓRU.

Ojej! Ojej! Do Argosu.

Czy między jakieś wyspiarze

Iść mi on z Troi każe,

Czy też w ftiocką zadrugę?

HEKABE.

Ojej! Ojej!

Do jakich mnie też kniei

W niewolę zawiodą okrutnie?

Gdzież będę, jako te trutnie.

Żyła, kobieta ja stara,

Upiór, widziadło, mara,

Cień swojej własnej postaci?

Co każą nam robić kaci?

Czy może

Stróżować będę na dworze?

Czy wpadnie komu do głowy,

Że mi piastować poleci,

By jakiejś niańce, swe dzieci?

Mnie, która-m ongi w Ilionie

Na złotym siadała tronie?

Której hołd, jako królowej,

Składano?

*

CHÓR.

Ajaj! Ajaj! Jakież skargi

Mają popłynąć ci z wargi,

By godnie

Tę losu opłakać zbrodnię?!

Już ja w tej mojej wiośnie

Przy mem idajskiem krośnie

Przerzucać czółenka nie będę!

Młoda-ci jestem, młoda,

Lat moich szkoda,

A jakież czekają mnie trudy

Między obcymi ludy!

Na cudzą dostanę się grzędę,

Greczyn do swego mnie łoża

Zawlecze —

O straszne losy człowiecze,

O straszna ty nocy nieboża!

Lub też w godzinę wrażą

Czerpać mi wodę każą

Ze świętych źródlisk Pejreny,

Jak dziewce, na którą już ceny

Niema za niskiej! Ach!

O, dostaćbyśmy się chciały

Do ziemi, pełnej chwały,

Do szczęsnej ziemi Tezeja!

A tylko niech nas zawieja

Na przekór naszej ochocie

Nie zechce nieść ku Eurocie!

Nie pragnę służyć w domu

Heleny, pełnej sromu!

Nie pragnę, Menelaju,

Ty sprawco zła mego kraju.

Pod twój się schronić dach!

*

I łany też Penejowe,

Skąd Olimp podnosi głowę

W błękity —

Ten kraj, w świętości spowity,

Jak mnie dochodzą wieści.

Wielkie bogactwa mieści

I miodem płynie i mlekiem!

Do ziemi Tezeusza —

Tamby ach! dusza

Pragnęła dostać się moja!

A potem dalsza ostoja,

Tak głoszą, ma władzę nad człekiem:

Hefaista, słynna ziemica,

Kraj Etny,

Mnogimi przymioty świetny,

Co zwraca przepiękne swe lica

W stronę fenickich wybrzeży,

Gdzieś tam daleko leży.

Głośna tej ziemi jest chwała,

Słyszała-m-ci o niej, słyszała.

O maci sycylskich gór!

Po mórz iońskich obszarze

Płynący, chwalą żeglarze

Ląd jeszcze, mówię, drugi,

Którego kwietnie smugi

Wodami zrasza lśnistemi

Kratys, ożywca tej ziemi,

Zdrój, co swojemi rosy

Jasne zczerwienia włosy,

Co, bujne krzepiąc staja,

I żywi i w siłę uzbraja

Dzielnego ludu wzór!...

*

Od wojsk Danaów w pędzie

Goniec ku naszej rzeszy

Zbliża się, kroczy, spieszy!

Jakież przynosi orędzie?

Jakież rozkazy nowe?

Cóż spadnie na naszą głowę?

Doryckie już na nas pany

Niosą niewoli kajdany!

Wbiega

TALTHYBIOS.

Hekabo, znasz mnie dobrze, boć nieraz na szaniec

Trojański przychodziłem, greckich wojsk wysłaniec.

Więc całkiem ci wiadomy Talthybios z rozkazem

Pojawia się dla ciebie i dla tych zarazem.

HEKABE.

Drogie Trojanki moje,

Tegom się bała i boję.

TALTHYBIOS.

Już los wasz rozstrzygnięty, jeśli to was trwoży.

HEKABE.

Ajaj!

Powiedz, posłańcze nieboży,

Jaki zamieszkam kraj?

Czy poślą mnie do Tesalii,

Czy każą biednej niewieście

W ftyockiem umierać mieście,

Czy gród Kadmowy mi dali?

TALTHYBIOS.

Przeróżni was panowie dostaną w udziele.

HEKABE.

Która któremu przypadnie?

Której z Trojanek

Szczęśliwy los się ściele?

TALTHYBIOS.

Nie wszystko tak odrazu! Powiem ci dokładnie.

HEKABE.

Najnieszczęśliwsza z branek,

Kasandra, dziecko me lube,

Z kim idzie na swoją zgubę?

TALTHYBIOS.

Król Agamemnon wybrał i zabrał ją sobie.

HEKABE.

Na niewolnicę Spartanki,

Swej żony?

Cóż ja nieszczęsna zrobię?

TALTHYBIOS.

Nie! Tajną miłośnicę pragnie mieć z tej branki.

HEKABE.

Z niej, z poświęconej

Dziewicy Feba,

Której ten bóg złotowłosy

W wielkim zaszczycie

Panieńskie przeznaczył życie?

TALTHYBIOS.

Miłością do wróżbitki natchnęły go losy.

HEKABE.

Na nieba!

Rzuć, dziecko, klucze boże,

Rzuć z skroni wieńce święte,

Kapłanki rzuć mi stroje!

TALTHYBIOS.

Nie honor to jest dla niej dzielić króla łoże?

HEKABE.

A ono dziecko moje,

Niedawno mi przez was wzięte?

TALTHYBIOS.

Masz w myśli Polyksenę, czy pytasz — o kogo?

HEKABE.

Komu przydzielił ją los?

TALTHYBIOS.

Na grobie Achillesa będzie służyć błogo.

HEKABE.

Zalim ją na to rodziła.

By miała w niej sługę mogiła?

Czy taki, powiem ci w głos,

U Greków zwyczaj i prawo?

TALTHYBIOS.

Za szczęście licz to córce! Tam jej nie jest krwawo!

HEKABE.

Mów, jakże to rozumiesz? Ona jeszcze żyje?

TALTHYBIOS.

Los taki, że jej ręce nie skrzywdzą niczyje.

HEKABE.

A biedna odzianego w spiż Hektora żona?

Mów, jaka Andromasze dola przeznaczona?

TALTHYBIOS.

Achilla syn ją dostał, jego dzisiaj słucha.

HEKABE.

A ja, ta siwa starucha,

Co to już trzeciej potrzebuje nogi.

Kostura,

Do kogo idę w niewolę?

TALTHYBIOS.

Odyssej, król Itaki, weźmie cię w swe progi.

HEKABE.

Ach! ach!

O moja dolo ponura!

Rozbij-że sobie

Ten ostrzyżony łeb!

Rwij paznogciami te obie

Jagody!

Jej mi, o jej!

Że tak mi jakaś straszna pomsta nieb

Każe iść w służbę pod dach

Człeka o czole

Wytartem!

Łotr to, wróg prawa,

Wszystkiemu na poprzek stawa!

Chytrych podstępów tkacz,

Fałszerz i oszust, co ludzi

Językiem dwoistym judzi,

Co sieje waśnie,

Przyjaźń w nieprzyjaźń zamienia!

Życie mi gaśnie,

Zwiędłe jak liść!...

Lej-że mi ślozy, lej,

Nowego utrapienia,

Trojańska drużyno, płacz,

Bo nic w zawody

Nie może z losem mym iść!...

PRZODOWNICA CHÓRU.

Twa dola jest ci znaną, pani, lecz naszemi

Któż zajmie się w Helladzie czy achajskiej ziemi?

TALTHYBIOS.

Co tchu mi po Kasandrę niech służba pospieszy!

Gdy oddam ją wodzowi, wraz do innej rzeszy

Niewolnic się zabiorę i, jak los zarządza,

Do rąk przynależnego zawiodę koniądza.

Ha! Cóż to? Blask pochodni bucha z szatry branek?!

Czy namiot chce podpalić ta tłuszcza Trojanek?

Co dzieje się? Zapewne, widząc, że już muszą

Odpłynąć do Argosu, chcą zakończyć z duszą.

Chcą rzucić się do ognia!... Tak! żądza wolności

Rozpiera ludzi wolnych, nie łatwo swe kości

Pod jarzmo naginają!... Otworzyć! Otworzyć.

Ażeby nie zechciano na barki me złożyć

O, tego, co snać dla was korzyścią się staje,

Lecz na czem niezbyt dobrze wyszliby Achaje.

HEKABE.

Nie myśli nikt podpalać, tylko opętana,

Kasandra, córka moja, biegnie, szałem gnana.

Na scenę wbiega z płonącemi pochodniami w ręku

KASANDRA.

Zapal mi, zapal pochodnię,

Daj mi ją, daj mi ją w ręce!

Ogniem świątynię poświęcę,

Ogniem poświęcę ją godnie!

Wielbię cię, sławię cię, cenię,

Hymenajosie, Hymenie.

Niebiański mój panie! Hu!...

Szczęśliwe jest nasze pobranie

I tyś, mój małżonku, szczęśliwy

 

I ja szczęśliwa nad dziwy!

Królewskie czeka mnie łoże,

Pójść się do Argos nie lenię,

O Hymenaju, Hymenie!

O ty niebiański mój boże!...

Jękami się żalisz i łzami,

Że ojciec pożegnał się z nami,

Iż żegnasz ojczyznę ty naszą,

Więc niech mi pochodni nie gaszą!

Ognie w radosnym ja szale

Weselne, o matko, rozpalę,

Światłości strumienie, płomienie

Tobie rozpalę, Hymenie!

I ty mi, blaski bogate

Na ślub ten mój ześlij, Hekate,

Niech cała goreję w twym żarze,

Jak zwyczaj dziewicom każe...

*

Hej! w tańce! hej! w pląsy dokoła!

Hej! dana! Hej! świeci się! dana!

Godzina dla ojca wybrana!

Nie była tak nigdy wesoła

Dla losów szczęśliwych wybrańca!

Do tańca świętego, do tańca!

Fojbosie, ty stań na czele!...

Ofiarą cię zbożną obdzielę.

Gdy wkroczę w tę bożą świątynię,

Co cała się kąpie w wawrzynie,

Serce-ć z radości otworzę,

Oddam ci wszystko me tchnienie,

O Hymenaju, Hymenie,

O ty, Hymenie, mój boże!

Do góry, matko, pod stropy,

Wyrzucaj-że mi twe stopy,

Niech razem z stopami mojemi

Odbije się wdzięcznie od ziemi

Ten pląs twój, tańczony radośnie!

Godowa niech pieśń mi tu rośnie,

Niech szczęsne stawi cię pienie

I mnie, szczęśliwą, Hymenie!

Frygyjek orszaku młody,

Opiewaj-że moje dziś gody

I męża, któremu za żonę

Dały mnie losy wielbione!...

PRZODOWNICA CHÓRU.

Nie chwycisz-że, królowo, córki opętanej?

W lot rzuci się pomiędzy argiwskie hetmany!

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?